Kochani, spieszę Wam przypomnieć, że jeszcze dziś, do północy, możecie skorzystać z kodu rabatowego w Posterstore.pl.
Trzydziestoprocentowy kod zniżkowy: rustykalnydom
Korzystajcie.
Ja wracam niebawem (chwilowe trudności techniczne).
Ściskam Was mocno!!
27 maja 2020
28 kwietnia 2020
Nowy hol i surowe grafiki - baza doskonała
Hol - za wikipedia.pl: duży,
reprezentacyjny przedpokój.
"Reprezentacyjny" jest tu dla mnie słowem
kluczowym. Dziwnie było pomieszczenie komunikacyjne w naszym nowym
"m" nazywać przedpokojem. Jest długie, dość szerokie i aż się prosiło
o to, by je odpowiednio zaaranżować i nadać mu formę reprezentacyjnego holu.
Udało nam się wreszcie odebrać dawno temu zamówione meble. Wśród
nich były dwie komody rtv, które postanowiłam ustawić pod ścianą w holu. Efekt
mnie zachwycił - udało się schować całą masę plączących się pod nogami kabli,
no i powstało świetne miejsce na ustawienie grafik, obrazów i świec.
Kilka dni temu przyjechała do mnie kolejna partia
grafik z Poster Store. Udało mi się pozbyć kilku starych mebli,
więc wreszcie mogę zabrać się za dekorację holu. Nowe kinkiety mają przyjechać
z końcem miesiąca. Nie mogę się doczekać ;) Te obecne zostawię do domku na wsi. Będą spokojnie czekały, szkoda mi je sprzedawać.
Z grafik domówiłam kilka dużych form do holu i trzy
mniejsze do kuchni. Wszystko, w tym plakaty kuchenne, w
kolorystyce czarno-białej.
Grafiki świetnie przełamały zamkowy charakter kuchni. Panuje tu istny misz-masz, ale strasznie nam się on podoba. Jest trochę kamienicznie, trochę jak w starym chateau..
Na zdjęciu poniżej wybitnie widać (a przynajmniej ja to widzę), że krzesła tu nie pasują ;)
Grafiki świetnie przełamały zamkowy charakter kuchni. Panuje tu istny misz-masz, ale strasznie nam się on podoba. Jest trochę kamienicznie, trochę jak w starym chateau..
Na zdjęciu poniżej wybitnie widać (a przynajmniej ja to widzę), że krzesła tu nie pasują ;)
W holu postawiłam na obrazy dość surowe,
abstrakcyjne, by z czasem przełamały elementy antyczne, które pojawią się na
komodach i ścianach, a także by zrównoważyć masywną sztukaterię. Nie chcę, by
hol wyglądał ciężko, bo - o czym zdążyłam się już przekonać - ten dom nie lubi
nadmiernej ciężkości ;)
Pod jedną ze ścian stanęła grafika ze słońcem w miodowym kolorze. Zasłaniam grafikami dół podłogi, który wymaga jeszcze wykończenia - zamontowania listew. Te jednak będziemy mogli założyć po wymianie drzwi.
W rogu holu stanął postument, który wykonaliśmy sami. Będzie służył do ekspozycji fajnych detali dekoracyjnych..
Naszą ulubioną grafiką jest ta z rękoma. Ta miłosna wariacja
przywodzi na myśl to, co piękne, ciepłe, wartościowe i co powinno gościć w
każdym domu..
Kochani, po raz kolejny mam przyjemność uraczyć Was
rabatem na zakupy w posterstore.pl. Ostatnio skorzystaliście, więc może i tym
razem komuś z Was się przyda. Pojawiło się kilka fajnych, nowych plakatów,
zajrzyjcie.
Kod rabatowy dla czytelników Rustykalnego to:
rustykalnydom
Jest to kod zapewniający 30% zniżki na produkty (z wyłączeniem kategorii Selection). Jest ważny do 27 maja, do północy. Zapraszam Was serdecznie do skorzystania z oferty :))
W naszym salonie stanęły nowe krzesła. Na razie kupiłam trzy sztuki
- zamawiałam przez internet, nie wiedziałam więc czy będą wygodne i dobrej
jakości. W kolejnym poście pokażę jak wyglądają w salonie.
Do kuchni kupię kiedyś krzesła przeźroczyste. Będą tu doskonale
pasować. Muszę jednak najpierw pozbyć się kolejnych mebli i starych dekoracji.
Mam jeszcze trochę mebelków, które daaawno temu kupiłam z myślą o domku na
wsi.. Teraz już tego nie robię - nie kupuję "na zaś", bo to
kompletna głupota. Będzie dom, wówczas kupię. Albo i nie - życie zweryfikuje,
tym bardziej, że w chwili obecnej nie wiemy co nas czeka jutro.. ;)
19 kwietnia 2020
Drodzy czytelnicy..
Znaleźliśmy się w dość specyficznej sytuacji. Chciałabym wyjść Wam naprzeciw, w podziękowaniu za to, że tak wiernie czytacie Rustykalny, od wielu lat. Wpadłam na pomysł, że być może i ja mogłabym nagrać dla Was kilka filmików..? Może chcielibyście spotkać się ze mną ja live'ie, pogadać o wnętrzach, o pomysłach, urządzaniu etc.?? Może macie jakieś pytania, jesteście czegoś ciekawi.. Chętnie coś nagram i spotkam się z Wami. Wiecie, pisać o czymś, a opowiadać.. ;)
Dajcie znać, czy to Was interesuje, a zaraz zaczniemy działać :))
Dajcie znać, czy to Was interesuje, a zaraz zaczniemy działać :))
13 kwietnia 2020
Salon z nową lampą
W salonie zawisła nowa lampa. Lubię jej światło, bardzo delikatne, czyste. Jej forma pięknie kontrastuje z ciężkimi meblami.
Wyliczyłam już ile będzie mnie kosztowało ozdobienie ścian sztukaterią. Pójdę z torbami, jak nic, ale nie wyobrażam sobie, by ten salon miał wyglądać inaczej. Będę robić po jednej ścianie chyba, ale dobre i to ;) Najpierw jednak odsłonimy deski - może uda się w wakacje. Wyceniłam też już bibliotekę. Ta nie będzie droga, tylko najpierw muszę mieć zrobioną podłogę. I tym sposobem muszę cieszyć się salonem takim, jaki jest, jeszcze przez jakiś czas ;) Ale nic to, i tak go uwielbiam :)
W tygodniu przyjedzie kolejna partia grafik. Czekam też na szafki do holu, bo muszę gdzieś schować rutery i inne tam.. takie.. Powinny przyjechać za tydzień.
Póki co cieszę się tym, co jest.
Dziś, po kilku słonecznych dniach, wreszcie pada deszcz. Zapaliłam świece. Jest pięknie.
12 kwietnia 2020
Kobieta w bloku startowym i facet na przejściu
Witajcie.
Mam nadzieję, że jesteście zdrowi. My się trzymamy. Kurka, dawno nie miałam takiego problemu z rozpoczęciem postu. Bo chciałabym napisać Wam o czymś ważnym, ale też nie chcę tak od razu, "z grubej rury"..choć ciężko jest wymyślić łagodny wstęp do tego, nad czym chciałabym się pochylić..
Świat się zatrzymał. Każdy z nas to widzi. Jednych to zatrzymanie dotknie, innych nie. Jednych dotknie bardziej, innych mniej, ale zmiany odczuwamy chyba wszyscy.
Ja się z tego zatrzymania cieszę. Nie, żeby było jasne, nie cieszę się z negatywnych skutków chorób, śmierci, ludzkich tragedii. Cieszę się tylko z tego, albo aż z tego, że wszystko wokół nas zwolniło.
Jakiś czas temu tankowaliśmy auto na stacji paliw. Nie należymy do osób, które po zatankowaniu jedzą hotdogi wstrzymując innych kierowców. Nawet gdy zamierzamy coś zjeść bądź wypić kawę, odjeżdżamy gdzieś na bok. Tym razem jednak stanęliśmy na kilka sekund, bo kierowca musiał coś tak ustawić na komputerze w aucie, jeszcze zanim ruszy. Celowo napisałam "sekund", bo to trwało naprawdę moment. Zauważyłam wtedy kobietę w samochodzie naprzeciw naszego - wyraźnie chciała wjechać pod dystrybutor po nas. Na jej twarzy malowała się irytacja. Nie widziałam jej nóg, ale na pewno przebierała nerwowo stopami. Wiedziałam, że się spieszy. Ustawianie komputera trwało nie więcej jak półtora minuty, ale babka wierciła się rzucając co chwilę coś pod nosem -zapewne pod naszym adresem, bo patrzyła na nas. Dziwnie to wyglądało, bo wyglądała na kobietę raczej elegancką, dystyngowaną. Zanim zobaczyłam tę złość na jej twarzy. W końcu nadszedł moment, gdy krzycząc coś zaczęła otwierać okno. Mój kierowca jednak właśnie skończył reset komputera i odpalił silnik. Babka, gdyby mogła, walnęłaby w nas z impetem z tej wściekłości. Półtora minuty....
Innym razem: stoję na światłach. Wracam z pracy, z zakupami z ryneczku warzywnego. Mam ciężkie siatki, ale nie narzekam. Idę piękną drogą, zieloną, pachnącą dzikimi różami. Jest pięknie. Czerwone światło nadal świeci. Na przeciw stoi facet, na oko 30-letni. Typ przypakowanego modnisia. Przebiera nogami. Nie wytrzymuje już ciśnienia, bo stoi na światłach minutę, więc zaczyna pstrykać palcami, zaciskać pięści i bujać się w tył i przód. W końcu bujanie przechodzi w robienie małych kroków, przód, tył, przód, tył, przód... Jest zły. Zaczyna psioczyć pod nosem. Zupełnie jakby światła miały to usłyszeć. Minuta..
Kobieta i facet na bloku startowym. Tak ich widzę. Spieszą się, ok. Mają prawo. Być może ona jedzie wspierać siostrę podczas porodu, a on spieszy się do pracy. Idę jednak o zakład, że tak nie było..
Co bym zrobiła na miejscu kobiety? Gdyby naprawdę było mi baardzo pilno, podeszłabym do nas i poprosiła grzecznie o odjechanie, tłumacząc, że bardzo się spieszę. Ale to ja..
Czemu ma służyć takie ostentacyjne pokazywanie złości..?? Grymaszenie niczym dziecko, przebieranie nóżkami.. co ma zmienić? Ma nas wkurzyć? Otóż to. Ma nas wkurzyć. My mamy się poczuć tak samo źle jak pani w bloku startowym. Gdy przeniesie na nas swój gniew, będzie jej lepiej. Podobnie jest zresztą z facetem na światłach. Poczułby się lepiej, gdyby inni ludzie byli wściekli jak on i też rzucali epitetami pod adresem.. świateł..?
Kiedyś denerwowali mnie tacy ludzie. Pędzący nie wiadomo dokąd i nie wiadomo po co. Zagniewani, samolubni, pozbawieni empatii i nie potrafiący porozumiewać się w ludzkim języku. Teraz ich ignoruję, a w chwili obecnej, gdy przyszło nam się zatrzymać, wszystkim nam, niezależnie od tego, czy mamy bloki startowe przytwierdzone łańcuchami do butów, uważam, że dobrze się stało. To niezła nauka życia dla takich osób jak kobieta w aucie i facet na przejściu. Prawdziwa szkoła ucząca cierpliwości, przypominająca, czym jest życzliwość. Jest czas, by myśleć. Jest czas, by patrzeć i widzieć. Jest czas na rozglądanie się wokół. Jest czas na to, by docenić to, co było i co być może już nie wróci.
Nie żal mi ludzi, którzy żyją w pędzie, omijając w życiu wszystko, co ma prawdziwą wartość. Będą musieli wystopować i albo dojdą do wniosku, że żyli za prędko, nie zważając na to, jakie skutki rodzą ich zachowania, albo będą pędzić dalej. Tylko..tym razem.. dokąd..??
Mam nadzieję, że jesteście zdrowi. My się trzymamy. Kurka, dawno nie miałam takiego problemu z rozpoczęciem postu. Bo chciałabym napisać Wam o czymś ważnym, ale też nie chcę tak od razu, "z grubej rury"..choć ciężko jest wymyślić łagodny wstęp do tego, nad czym chciałabym się pochylić..
Świat się zatrzymał. Każdy z nas to widzi. Jednych to zatrzymanie dotknie, innych nie. Jednych dotknie bardziej, innych mniej, ale zmiany odczuwamy chyba wszyscy.
Ja się z tego zatrzymania cieszę. Nie, żeby było jasne, nie cieszę się z negatywnych skutków chorób, śmierci, ludzkich tragedii. Cieszę się tylko z tego, albo aż z tego, że wszystko wokół nas zwolniło.
Jakiś czas temu tankowaliśmy auto na stacji paliw. Nie należymy do osób, które po zatankowaniu jedzą hotdogi wstrzymując innych kierowców. Nawet gdy zamierzamy coś zjeść bądź wypić kawę, odjeżdżamy gdzieś na bok. Tym razem jednak stanęliśmy na kilka sekund, bo kierowca musiał coś tak ustawić na komputerze w aucie, jeszcze zanim ruszy. Celowo napisałam "sekund", bo to trwało naprawdę moment. Zauważyłam wtedy kobietę w samochodzie naprzeciw naszego - wyraźnie chciała wjechać pod dystrybutor po nas. Na jej twarzy malowała się irytacja. Nie widziałam jej nóg, ale na pewno przebierała nerwowo stopami. Wiedziałam, że się spieszy. Ustawianie komputera trwało nie więcej jak półtora minuty, ale babka wierciła się rzucając co chwilę coś pod nosem -zapewne pod naszym adresem, bo patrzyła na nas. Dziwnie to wyglądało, bo wyglądała na kobietę raczej elegancką, dystyngowaną. Zanim zobaczyłam tę złość na jej twarzy. W końcu nadszedł moment, gdy krzycząc coś zaczęła otwierać okno. Mój kierowca jednak właśnie skończył reset komputera i odpalił silnik. Babka, gdyby mogła, walnęłaby w nas z impetem z tej wściekłości. Półtora minuty....
Innym razem: stoję na światłach. Wracam z pracy, z zakupami z ryneczku warzywnego. Mam ciężkie siatki, ale nie narzekam. Idę piękną drogą, zieloną, pachnącą dzikimi różami. Jest pięknie. Czerwone światło nadal świeci. Na przeciw stoi facet, na oko 30-letni. Typ przypakowanego modnisia. Przebiera nogami. Nie wytrzymuje już ciśnienia, bo stoi na światłach minutę, więc zaczyna pstrykać palcami, zaciskać pięści i bujać się w tył i przód. W końcu bujanie przechodzi w robienie małych kroków, przód, tył, przód, tył, przód... Jest zły. Zaczyna psioczyć pod nosem. Zupełnie jakby światła miały to usłyszeć. Minuta..
Kobieta i facet na bloku startowym. Tak ich widzę. Spieszą się, ok. Mają prawo. Być może ona jedzie wspierać siostrę podczas porodu, a on spieszy się do pracy. Idę jednak o zakład, że tak nie było..
Co bym zrobiła na miejscu kobiety? Gdyby naprawdę było mi baardzo pilno, podeszłabym do nas i poprosiła grzecznie o odjechanie, tłumacząc, że bardzo się spieszę. Ale to ja..
Czemu ma służyć takie ostentacyjne pokazywanie złości..?? Grymaszenie niczym dziecko, przebieranie nóżkami.. co ma zmienić? Ma nas wkurzyć? Otóż to. Ma nas wkurzyć. My mamy się poczuć tak samo źle jak pani w bloku startowym. Gdy przeniesie na nas swój gniew, będzie jej lepiej. Podobnie jest zresztą z facetem na światłach. Poczułby się lepiej, gdyby inni ludzie byli wściekli jak on i też rzucali epitetami pod adresem.. świateł..?
Kiedyś denerwowali mnie tacy ludzie. Pędzący nie wiadomo dokąd i nie wiadomo po co. Zagniewani, samolubni, pozbawieni empatii i nie potrafiący porozumiewać się w ludzkim języku. Teraz ich ignoruję, a w chwili obecnej, gdy przyszło nam się zatrzymać, wszystkim nam, niezależnie od tego, czy mamy bloki startowe przytwierdzone łańcuchami do butów, uważam, że dobrze się stało. To niezła nauka życia dla takich osób jak kobieta w aucie i facet na przejściu. Prawdziwa szkoła ucząca cierpliwości, przypominająca, czym jest życzliwość. Jest czas, by myśleć. Jest czas, by patrzeć i widzieć. Jest czas na rozglądanie się wokół. Jest czas na to, by docenić to, co było i co być może już nie wróci.
Nie żal mi ludzi, którzy żyją w pędzie, omijając w życiu wszystko, co ma prawdziwą wartość. Będą musieli wystopować i albo dojdą do wniosku, że żyli za prędko, nie zważając na to, jakie skutki rodzą ich zachowania, albo będą pędzić dalej. Tylko..tym razem.. dokąd..??
5 kwietnia 2020
Nowe Janioły i co tam u nas..
Siedzimy w domu. W ciągu miesiąca wyszłam na moment ze trzy razy. Dziecię nie wychodziło wcale. Nie wiem, czy to coś da, ale jeśli trzeba - nie ma zmiłuj się. Czuję się jak człek pierwotny - nie robię makijażu, nie układam włosów, nie stroję się. Ale dobrze mi z tym. Z okien domu tylko obserwuję, jak przyroda budzi się do życia. Jak świat budzi się na nowo..
Znielubiłam ostatnio komputer. Musiałam zrobić sobie mały reset.
Przyszło mi pracować zdalnie, a mojemu dziecięciu zdalnie się uczyć. Cośmy przez to nerwów zjadły, to tylko my wiemy ;) Jak na złość w minionych tygodniach szwankował nam też internet. Cudnie. Pracowałam więc tyle, ile musiałam, rezygnując ze wszystkiego innego, co wymagało włączenia komputera. Było mi to potrzebne, zdecydowanie.
Po renowacji podłogi w holu wreszcie mogłam odgruzować pracownię. Postanowiłam wyprzedać wszystko, co nie jest mi potrzebne, bądź nie pasuje do nowych wnętrz. Wcześniej chciałam trzymać rzeczy, by w przyszłości urządzić nimi domek na wsi, ale teraz już wiem, że to nie ma najmniejszego sensu. Nasze plany zmieniają się jak w kalejdoskopie. Dom mieliśmy przebudowywać od razu, ale kupiliśmy większe mieszkanie i chałupka nadal straszy azbestem. Uznałam, że nie będę niczego planować, przechowywać, tylko będę żyć Tu i Teraz. Jak wyremontujemy chatkę, kupię nowe (stare) meble. Tak będzie lepiej, a już na pewno rozsądniej ;)
Odsprzedałam już kilka mebelków, które czekają, aż sytuacja się uspokoi i właściciele będą je mogli odebrać. Na sprzedaż mam jeszcze kilka, pokazuję więc, bo może ktoś z Was byłby zainteresowany (rustykalnydom@wp.pl):
Niedawno zmalowały mi się dwa nowe Janioły. Ten poniżej, w kolorystyce jesiennej, jest jeszcze dostępny. (długość - ok 42cm, grubość deski 1,8cm).
Trzymajcie się ciepło i zdrowo!! :*
Znielubiłam ostatnio komputer. Musiałam zrobić sobie mały reset.
Przyszło mi pracować zdalnie, a mojemu dziecięciu zdalnie się uczyć. Cośmy przez to nerwów zjadły, to tylko my wiemy ;) Jak na złość w minionych tygodniach szwankował nam też internet. Cudnie. Pracowałam więc tyle, ile musiałam, rezygnując ze wszystkiego innego, co wymagało włączenia komputera. Było mi to potrzebne, zdecydowanie.
☆☆
Po renowacji podłogi w holu wreszcie mogłam odgruzować pracownię. Postanowiłam wyprzedać wszystko, co nie jest mi potrzebne, bądź nie pasuje do nowych wnętrz. Wcześniej chciałam trzymać rzeczy, by w przyszłości urządzić nimi domek na wsi, ale teraz już wiem, że to nie ma najmniejszego sensu. Nasze plany zmieniają się jak w kalejdoskopie. Dom mieliśmy przebudowywać od razu, ale kupiliśmy większe mieszkanie i chałupka nadal straszy azbestem. Uznałam, że nie będę niczego planować, przechowywać, tylko będę żyć Tu i Teraz. Jak wyremontujemy chatkę, kupię nowe (stare) meble. Tak będzie lepiej, a już na pewno rozsądniej ;)
Odsprzedałam już kilka mebelków, które czekają, aż sytuacja się uspokoi i właściciele będą je mogli odebrać. Na sprzedaż mam jeszcze kilka, pokazuję więc, bo może ktoś z Was byłby zainteresowany (rustykalnydom@wp.pl):
duży lampion: 160zł
lustro prowansalskie: 300zł
Niedawno zmalowały mi się dwa nowe Janioły. Ten poniżej, w kolorystyce jesiennej, jest jeszcze dostępny. (długość - ok 42cm, grubość deski 1,8cm).
W miniony weekend udało się nam wreszcie pomalować podłogę w holu. Wykończyłam ją lakierem wodnym, by szybko wyschła i żeby w miarę szybko pozbyć się uciążliwego zapachu. Przyznam, że Altax dał radę. Już po godzinie deska była na tyle sucha, by przejść po niej w skarpetkach, co było niezmiernie istotne biorąc pod uwagę to, jak działa podświadomość. Gdy tylko w głowie koduje się informacja, że nie można przez jakiś czas chodzić do toalety, od razu odczuwa się potrzebę skorzystania :D
Jeśli chodzi o kolor, najpierw pomalowałam deski jedną warstwą złotego dębu. Gryzł się jednak z charakterem ścian, więc położyłam jeszcze dwie warstwy palisandru. I teraz jest naprawdę w porządku. Na zdjęciu widać, jakby na podłodze były plamy, ale to efekt robienia zdjęcia telefonem. W rzeczywistości powierzchnia jest jednolita i ma przyjemne, satynowe wykończenie.
Cieszę się bardzo, że zdecydowaliśmy się odsłonić deski i odnowić je. Mają ponad sto lat, ale są w bardzo dobrym stanie. Planujemy - nie nie, wrrrrróć!! - nie planujemy, kiedyś może odsłonimy resztę desek - w salonie, gabinecie, pracowni i sypialni. Czas pokaże ;)
Bardzo długo zastanawiałam się jaki mebel postawić w holu. Miałam różne pomysły, które z czasem okazywały się nietrafione bądź niemożliwe do zrealizowania ze względów technicznych.
W końcu zdecydowałam się na szafki z Ikeły (:) ), na które będę musiała dłuuugo poczekać. Ale nic to, trzeba to trzeba. Zamówiłam też nowe kinkiety. Te obecne przeniosę do domku na wsi.
Na szafkach chcę postawić duże obrazy i grafiki..
Trzymajcie się ciepło i zdrowo!! :*
17 marca 2020
To już rok...??!
*Piszę ten post, bo mama mi kazała ;)
Od niedawna ma internet (wcześniej nie miała z własnego wyboru) i czyta blog od deski do deski. Kiedyś, jak już przełknęła tych 700-parę postów, powiedziała, że dopiero teraz poznała mnie tak naprawdę i że jestem najlepszym człowiekiem, jakiego zna.
Mamciku.. kocham ♥️
Jak ten czas zasuwa...
Ostatnio rozmawiałam z panem domu na temat jakichś tam spraw związanych z remontem. I mówię do niego, że "przecież mieszkamy tu od pół roku.." Reakcja mojego rozmówcy była dobitna - aż się zapowietrzył. "Jakie pół roku, już rok tu mieszkamy!". Rok..???? Faktycznie.. nawet nie spostrzegłam...
Czas jakoś ostatnio ucieka mi między palcami.
Najbliższe dni zamierzam wykorzystać na detoks. Od telefonów i internetów w ogóle. Zresztą obraziłam się na dostawcę internetu, bo ostatnio ciągle mamy tu jakieś awarie.. a najdłuższa awaria trwała akurat wtedy, gdy czekałam na pilną wiadomość od szefostwa, ze wskazówkami jak mam pracować zdalnie, w domu.
Polubiłam fotel i nową, czytelniczą lampę. Mówię o niej "czytelnicza", bo idealnie oświetla każde czytadło. No więc siedzę i czytam. Czasem w zupełnej ciszy, z nogami opartymi o grzejnik. Sytuacji idealnie dopełniał ostatnio padający deszcz, choć..nastręczył nam kłopotów.
Czekają nas kolejne remonty. Kiedy leje, zalewa nam werandę od góry. Gdzieś coś jest nieszczelne i mamy wielki wykwit na suficie. Tynk powoli zaczyna odpadać. Woda wlewa się też przez boczną ścianę werandy i nieszczelne okno... Ale ogarniam to jakoś. Podstawiam miski, osuszam...
A jak mi tu jest po roku..? (wciąż nie wierzę - rok...)
Lepiej. Zdecydowanie. Nie wiem kiedy to się stało, że dom stał się moim domem. I nie wyobrażam już sobie innego. Pachnie tutaj wreszcie nami. Lubię ten zapach.
Pan domu stwierdził dziś, że stałam się bardziej funkcjonalna. To przychodzi pewnie z wiekiem.
Gdybym miała powiedzieć, co w tym nowym domu lubię najbardziej, to byłoby to po pierwsze światło słoneczne, wpadające do wnętrz. Szczególnie teraz, w całym tym przedwiośniu, jest piękne. Po wtóre, lubię spiżarnię, do której mogę wrzucić gar z zupą, czy ciasto, które ma się ostudzić. Holu jeszcze nie polubiłam tak bardzo, bo wiatr mi tu hula jak na hali jakiejś. Polubię go, gdy wymienimy drzwi. Znaczy..polubię bardziej.
Kuchnia spełnia swoją funkcję idealnie. Balkon kuchenny jest jeszcze surowy, smutny. Nie mogę się doczekać, by wiosną powiesić tu donice i posadzić jakieś pnącza.
Nade wszystko chyba jednak kocham salon. Uwielbiam tu siedzieć w ciszy. Słuchać bicia starego zegara. Jakoś tak...czuć duszę tego domu. Czuć jego historię.
Póki co pracuję i spędzam czas sama ze sobą. Dawno tak nie było, bo głowę mi zawsze zaprzątały jakieś pilne sprawy, czy śmieciowe wiadomości.. Teraz się odcinam.
Niedługo, jeśli sytuacja na to pozwoli, zabierzemy się za składanie zabudowy garderoby. Wreszcie zlikwiduję tekstylny pagórek, który wyrósł parę miesięcy temu w mojej sypialni.
A jak Wam jest w tej..dość nietypowej sytuacji? Co robicie? Znajdujecie czas dla siebie? Piszcie :*
Od niedawna ma internet (wcześniej nie miała z własnego wyboru) i czyta blog od deski do deski. Kiedyś, jak już przełknęła tych 700-parę postów, powiedziała, że dopiero teraz poznała mnie tak naprawdę i że jestem najlepszym człowiekiem, jakiego zna.
Mamciku.. kocham ♥️
Jak ten czas zasuwa...
Ostatnio rozmawiałam z panem domu na temat jakichś tam spraw związanych z remontem. I mówię do niego, że "przecież mieszkamy tu od pół roku.." Reakcja mojego rozmówcy była dobitna - aż się zapowietrzył. "Jakie pół roku, już rok tu mieszkamy!". Rok..???? Faktycznie.. nawet nie spostrzegłam...
Czas jakoś ostatnio ucieka mi między palcami.
Najbliższe dni zamierzam wykorzystać na detoks. Od telefonów i internetów w ogóle. Zresztą obraziłam się na dostawcę internetu, bo ostatnio ciągle mamy tu jakieś awarie.. a najdłuższa awaria trwała akurat wtedy, gdy czekałam na pilną wiadomość od szefostwa, ze wskazówkami jak mam pracować zdalnie, w domu.
Polubiłam fotel i nową, czytelniczą lampę. Mówię o niej "czytelnicza", bo idealnie oświetla każde czytadło. No więc siedzę i czytam. Czasem w zupełnej ciszy, z nogami opartymi o grzejnik. Sytuacji idealnie dopełniał ostatnio padający deszcz, choć..nastręczył nam kłopotów.
Czekają nas kolejne remonty. Kiedy leje, zalewa nam werandę od góry. Gdzieś coś jest nieszczelne i mamy wielki wykwit na suficie. Tynk powoli zaczyna odpadać. Woda wlewa się też przez boczną ścianę werandy i nieszczelne okno... Ale ogarniam to jakoś. Podstawiam miski, osuszam...
A jak mi tu jest po roku..? (wciąż nie wierzę - rok...)
Lepiej. Zdecydowanie. Nie wiem kiedy to się stało, że dom stał się moim domem. I nie wyobrażam już sobie innego. Pachnie tutaj wreszcie nami. Lubię ten zapach.
Pan domu stwierdził dziś, że stałam się bardziej funkcjonalna. To przychodzi pewnie z wiekiem.
Gdybym miała powiedzieć, co w tym nowym domu lubię najbardziej, to byłoby to po pierwsze światło słoneczne, wpadające do wnętrz. Szczególnie teraz, w całym tym przedwiośniu, jest piękne. Po wtóre, lubię spiżarnię, do której mogę wrzucić gar z zupą, czy ciasto, które ma się ostudzić. Holu jeszcze nie polubiłam tak bardzo, bo wiatr mi tu hula jak na hali jakiejś. Polubię go, gdy wymienimy drzwi. Znaczy..polubię bardziej.
Kuchnia spełnia swoją funkcję idealnie. Balkon kuchenny jest jeszcze surowy, smutny. Nie mogę się doczekać, by wiosną powiesić tu donice i posadzić jakieś pnącza.
Nade wszystko chyba jednak kocham salon. Uwielbiam tu siedzieć w ciszy. Słuchać bicia starego zegara. Jakoś tak...czuć duszę tego domu. Czuć jego historię.
Póki co pracuję i spędzam czas sama ze sobą. Dawno tak nie było, bo głowę mi zawsze zaprzątały jakieś pilne sprawy, czy śmieciowe wiadomości.. Teraz się odcinam.
Niedługo, jeśli sytuacja na to pozwoli, zabierzemy się za składanie zabudowy garderoby. Wreszcie zlikwiduję tekstylny pagórek, który wyrósł parę miesięcy temu w mojej sypialni.
A jak Wam jest w tej..dość nietypowej sytuacji? Co robicie? Znajdujecie czas dla siebie? Piszcie :*
29 lutego 2020
Jesienny pan
Nie, nie zamierzam pisać o utworze Hanny Banaszak, choć bardzo go lubię.
Chodzi raczej o kogoś, kto jakiś czas temu wprawił mnie w lekkie zdumienie. A przypomniała mi się ta historia, bo - takie odniosłam wrażenie - spotkałam rzeczonego pana dwa dni temu w pobliskiej piekarni.
Któregoś jesiennego wieczora stałam przy oknie salonu z kubkiem herbaty w ręku. Moją uwagę przykuł ktoś, kto ewidentnie majstrował coś przy świeżo nasadzonych krzewach niedaleko naszej kamienicy. Zaciekawiona podeszłam bliżej okna, by przyjrzeć się sytuacji. Nie wiedzieć czemu, w durnej głowie od razu zaświtała myśl, że być może ktoś wyrywa (czytaj: kradnie) krzewy. Nie wiem zupełnie skąd u mnie ta podejrzliwość, skoro na ogół jestem ufna i wierzę w ludzi.
Obserwuję. Co widzę? Pochyloną sylwetkę, ciemną dość, z zamazanymi szczegółami, jednak wyraźnie daje się zauważyć, że to mężczyzna i zdecydowanie w podeszłym wieku. Jest schylony tak, że głową niemal dotyka ziemi. No ewidentnie grzebie w ziemi. Może czegoś szuka, może coś zgubił..? - pomyślałam. Ale nie. Po chwili odszedł kilka kroków dalej i znów robił to samo. Gdyby czegoś szukał, nie omijałby tych kilkudziesięciu centymetrów ogródka. I znów pochylony, chwieje się niebezpiecznie. Dziwnie wygląda, bo teraz, w blasku latarni, wyraźnie widzę, że ma na sobie garnitur. No, w każdym razie ciemne spodnie na kant, marynarkę/elegancką kurtkę i kapelusz. Cóż on tam do licha robi, biedny..? Może już demencja jakaś.. i wydaje mu się, że coś znajdzie pod połacią świeżej ziemi... a może po prostu wypił za dużo i gada z krzaczorami...
Po kilku minutach znów się przesuwa. I znów..i znów..... O, ma coś w ręku, coś znalazł..!! Zaraz, to coś zwisa bezładnie.. I w tym momencie wszystko stało się jasne. O mamuniu przenajdroższa.... on pieli ogródek..!! Rany Julek, wyrywa chwaściory w miejskim szpalerze. I tu wyrwał, tam wyrwał.. i zabrał to ze sobą, chwiejnym krokiem (teraz już widzę, że chwiejnym ze starości raczej niż z innych przyczyn) przeszedł przez jezdnię, po czym wyrzucił chwasty do śmietnika. I poszedł do domu. Albo do nieba. Nie wiem dokładnie...
:))))
Przyznacie, że to dość osobliwa sytuacja. W centrum miasta, w miejscu o natężonym ruchu i na ogół służącym do pokonania drogi "z" i "do"... znalazł się ktoś, kto postanowił sam z siebie, bezinteresownie, tak po prostu, zadbać o świeżo posadzone krzewy.
Wzruszyło mnie to.
Szkoda, że te pokolenia, dla których takie zachowania były normą, przemijają. Szkoda, że obecnie jest wśród nas tak wiele interesowności, potrzeby robienia tego, co się musi opłacać, obojętności i roszczeniowości. Sama nie jestem ideałem. Też czasami pomyślę sobie, że coś mi się należy, albo że należy się komuś, a potem pukam się w łeb i w myślach siebie karcę. Bo przecież nie tak powinien funkcjonować świat, by był światem mądrym i dobrym. Pocieszam się jedynie, że dobrze, że mam jeszcze zdolność autorefleksji i jestem świadoma popełnianych błędów... ;)
Chodzi raczej o kogoś, kto jakiś czas temu wprawił mnie w lekkie zdumienie. A przypomniała mi się ta historia, bo - takie odniosłam wrażenie - spotkałam rzeczonego pana dwa dni temu w pobliskiej piekarni.
Któregoś jesiennego wieczora stałam przy oknie salonu z kubkiem herbaty w ręku. Moją uwagę przykuł ktoś, kto ewidentnie majstrował coś przy świeżo nasadzonych krzewach niedaleko naszej kamienicy. Zaciekawiona podeszłam bliżej okna, by przyjrzeć się sytuacji. Nie wiedzieć czemu, w durnej głowie od razu zaświtała myśl, że być może ktoś wyrywa (czytaj: kradnie) krzewy. Nie wiem zupełnie skąd u mnie ta podejrzliwość, skoro na ogół jestem ufna i wierzę w ludzi.
Obserwuję. Co widzę? Pochyloną sylwetkę, ciemną dość, z zamazanymi szczegółami, jednak wyraźnie daje się zauważyć, że to mężczyzna i zdecydowanie w podeszłym wieku. Jest schylony tak, że głową niemal dotyka ziemi. No ewidentnie grzebie w ziemi. Może czegoś szuka, może coś zgubił..? - pomyślałam. Ale nie. Po chwili odszedł kilka kroków dalej i znów robił to samo. Gdyby czegoś szukał, nie omijałby tych kilkudziesięciu centymetrów ogródka. I znów pochylony, chwieje się niebezpiecznie. Dziwnie wygląda, bo teraz, w blasku latarni, wyraźnie widzę, że ma na sobie garnitur. No, w każdym razie ciemne spodnie na kant, marynarkę/elegancką kurtkę i kapelusz. Cóż on tam do licha robi, biedny..? Może już demencja jakaś.. i wydaje mu się, że coś znajdzie pod połacią świeżej ziemi... a może po prostu wypił za dużo i gada z krzaczorami...
Po kilku minutach znów się przesuwa. I znów..i znów..... O, ma coś w ręku, coś znalazł..!! Zaraz, to coś zwisa bezładnie.. I w tym momencie wszystko stało się jasne. O mamuniu przenajdroższa.... on pieli ogródek..!! Rany Julek, wyrywa chwaściory w miejskim szpalerze. I tu wyrwał, tam wyrwał.. i zabrał to ze sobą, chwiejnym krokiem (teraz już widzę, że chwiejnym ze starości raczej niż z innych przyczyn) przeszedł przez jezdnię, po czym wyrzucił chwasty do śmietnika. I poszedł do domu. Albo do nieba. Nie wiem dokładnie...
:))))
Przyznacie, że to dość osobliwa sytuacja. W centrum miasta, w miejscu o natężonym ruchu i na ogół służącym do pokonania drogi "z" i "do"... znalazł się ktoś, kto postanowił sam z siebie, bezinteresownie, tak po prostu, zadbać o świeżo posadzone krzewy.
Wzruszyło mnie to.
Szkoda, że te pokolenia, dla których takie zachowania były normą, przemijają. Szkoda, że obecnie jest wśród nas tak wiele interesowności, potrzeby robienia tego, co się musi opłacać, obojętności i roszczeniowości. Sama nie jestem ideałem. Też czasami pomyślę sobie, że coś mi się należy, albo że należy się komuś, a potem pukam się w łeb i w myślach siebie karcę. Bo przecież nie tak powinien funkcjonować świat, by był światem mądrym i dobrym. Pocieszam się jedynie, że dobrze, że mam jeszcze zdolność autorefleksji i jestem świadoma popełnianych błędów... ;)
22 lutego 2020
Historie czarno-białe - o odkryciu Poster Store
Bez wątpienia mogę stwierdzić, że po raz kolejny odkryłam w sieci miejsce, do którego będę powracać. Tym razem nie chodzi o polskiego producenta, lecz firmę, która oferując piękne grafiki, jednocześnie dba o naszą planetę.Mowa o marce Poster Store.
To firma oferująca grafiki do dekoracji wnętrz. W ofercie znajdziecie plakaty skandynawskie, jak również reprodukcje znanych malarzy. Cudne są też plakaty dla dzieci – bardzo ubolewam, że moja Jula jest już taka duża.. bo z ogromną chęcią upstrzyłabym ściany jej pokoju obrazkami z rozkosznymi zwierzakami.. Ale i dla niej znalazłam kilka fajnych grafik.
Moje serce skradły abstrakcyjne obrazy, a – jak wiecie już – od jakiegoś czasu szukałam grafik do salonu. Zakochałam się w tych najbardziej nieoczywistych. Pan domu drapał się po nosie, gdy ujrzał, co chcę kupić.. ale gdy już otrzymałam paczkę, włożyłam grafiki w ramy i powiesiłam na ścianach, uznał, że pasują jak nic i poniekąd określają nas samych. Cieszę się, że zdecydowałam się na zamówienie grafik, bo to był strzał w dziesiątkę. Nie tylko przełamują dość ciężki styl salonu, ale też emanują jakością. I jakoś tak dobrze mi ze świadomością, że znalazłam firmę, w której mogę zamawiać artykuły, których produkcja nie szkodzi środowisku ;))
Pozwólcie, że przybliżę Wam nieco tę markę..
Poster Store jest stosunkowo młodą firmą na naszym rynku, założoną w 2016 roku w Sztokholnie przez dwóch braci – Tobiasa i Oscara Renlund. Piewcy skandynawskiego minimalizmu kierują się ideą, zgodnie z którą sztuka winna być dostępna dla każdego i że piękno nie powinno być drogie. Dlatego wysokiej jakości grafiki można nabyć w przystępnych cenach.Same plakaty tworzone są przez lokalnego projektanta, jak również we współpracy ze światowymi artystami.
Polecam Wam przejrzeć serię „Selection” – to grafiki takich artystów jak Tove Frank, Vee Speers i Love Warriors. Zastanawiałam się nad wyborem którejś z nich, ale z racji, że nie potrafiłam się zdecydować, dałam sobie czas i zamówię ją gdy już wstawię do salonu docelowe meble i dekoracje.
Jeśli chodzi o wspomnianą przeze mnie dbałość o środowisko, plakaty są drukowane lokalnie na ekologicznym papierze, pochodzącym ze szwedzkiego zakładu papierniczego Lessebo bruk. Papiernia ta założona została już w 1693 roku (wiecie już, że mam sentyment do firm działających od pokoleń..), zaś położona jest w gęsto zalesionym obszarze w głębi regionu Smalandii. Właściciele Lessebo bruk szczycą się tym, że zajmując się produkcją papieru dbają o przyszłość pokoleń, sadząc więcej drzew niż wycinając. Lubię!!
Poster Store natomiast posiada jeden z najbardziej restrykcyjnych certyfikatów europejskich – Nordic Swan Ecolabel, przy czym muszę wspomnieć, że ekologia wcale nie odbija się na jakości plakatów. Są drukowane na grubym, matowym papierze, który – zdaniem producenta – nie zżółknie, co mi się bardzo podoba. Chciałabym się cieszyć grafikami przez dłuższy czas.Jeśli jesteście ciekawi oferty, polecam Wam odwiedzić stronę Poster Store. Może znajdziecie coś dla siebie.
Ja postawiłam na grafiki w białych ramach drewnianych, a Julce kupiłam obrazy w czarnych, metalowych. Wyglądają naprawdę fantastycznie. Pisałam już, że będę chciała zamówić nowoczesne grafiki, ale nie spodziewałam się, że gdy je powieszę w salonie, od razu zyska on na charakterze. Jestem baaardzo zadowolona :) O dziwo, nie gryzą się one z antykami. Wręcz przeciwnie, całość się pięknie uzupełnia.
Czekam jeszcze na zamówienie z lampami do salonu. Udało mi się sprzedać kilka starych mebelków, dla których nie miałam tu miejsca, więc mogłam zamówić lampy.
Zaczynam lakierować podłogę w holu. Najchętniej zdjęłabym już podłogi w salonie, by i tu móc się już cieszyć przyjemnym dotykiem drewna pod stopami.. ale.. czas. Nie wszystko na raz ;))
– kod będzie obowiązywał od dziś (sobota 22 lutego 2020) do 7 marca (do północy). Kod zniżkowy nie obejmuje jedynie kategorii „Selection”.
Kod zniżkowy to: rustykalnydom30
Zapraszam Was do skorzystania z oferty :)
A to moje zdobycze..
To firma oferująca grafiki do dekoracji wnętrz. W ofercie znajdziecie plakaty skandynawskie, jak również reprodukcje znanych malarzy. Cudne są też plakaty dla dzieci – bardzo ubolewam, że moja Jula jest już taka duża.. bo z ogromną chęcią upstrzyłabym ściany jej pokoju obrazkami z rozkosznymi zwierzakami.. Ale i dla niej znalazłam kilka fajnych grafik.
Pozwólcie, że przybliżę Wam nieco tę markę..
“Siłą napędową Poster Store była chęć stworzenia inspirującego miejsca. Twój dom powinien być oazą relaksu, która daje Ci inspirację i energię - chcemy pomóc ludziom w realizacji tego założenia oraz być częścią tego procesu.” – Oskar Renlund, założyciel Poster Store
Poster Store jest stosunkowo młodą firmą na naszym rynku, założoną w 2016 roku w Sztokholnie przez dwóch braci – Tobiasa i Oscara Renlund. Piewcy skandynawskiego minimalizmu kierują się ideą, zgodnie z którą sztuka winna być dostępna dla każdego i że piękno nie powinno być drogie. Dlatego wysokiej jakości grafiki można nabyć w przystępnych cenach.Same plakaty tworzone są przez lokalnego projektanta, jak również we współpracy ze światowymi artystami.
Polecam Wam przejrzeć serię „Selection” – to grafiki takich artystów jak Tove Frank, Vee Speers i Love Warriors. Zastanawiałam się nad wyborem którejś z nich, ale z racji, że nie potrafiłam się zdecydować, dałam sobie czas i zamówię ją gdy już wstawię do salonu docelowe meble i dekoracje.
Jeśli chodzi o wspomnianą przeze mnie dbałość o środowisko, plakaty są drukowane lokalnie na ekologicznym papierze, pochodzącym ze szwedzkiego zakładu papierniczego Lessebo bruk. Papiernia ta założona została już w 1693 roku (wiecie już, że mam sentyment do firm działających od pokoleń..), zaś położona jest w gęsto zalesionym obszarze w głębi regionu Smalandii. Właściciele Lessebo bruk szczycą się tym, że zajmując się produkcją papieru dbają o przyszłość pokoleń, sadząc więcej drzew niż wycinając. Lubię!!
Poster Store natomiast posiada jeden z najbardziej restrykcyjnych certyfikatów europejskich – Nordic Swan Ecolabel, przy czym muszę wspomnieć, że ekologia wcale nie odbija się na jakości plakatów. Są drukowane na grubym, matowym papierze, który – zdaniem producenta – nie zżółknie, co mi się bardzo podoba. Chciałabym się cieszyć grafikami przez dłuższy czas.Jeśli jesteście ciekawi oferty, polecam Wam odwiedzić stronę Poster Store. Może znajdziecie coś dla siebie.
Ja postawiłam na grafiki w białych ramach drewnianych, a Julce kupiłam obrazy w czarnych, metalowych. Wyglądają naprawdę fantastycznie. Pisałam już, że będę chciała zamówić nowoczesne grafiki, ale nie spodziewałam się, że gdy je powieszę w salonie, od razu zyska on na charakterze. Jestem baaardzo zadowolona :) O dziwo, nie gryzą się one z antykami. Wręcz przeciwnie, całość się pięknie uzupełnia.
Czekam jeszcze na zamówienie z lampami do salonu. Udało mi się sprzedać kilka starych mebelków, dla których nie miałam tu miejsca, więc mogłam zamówić lampy.
Zaczynam lakierować podłogę w holu. Najchętniej zdjęłabym już podłogi w salonie, by i tu móc się już cieszyć przyjemnym dotykiem drewna pod stopami.. ale.. czas. Nie wszystko na raz ;))
Mam też małą niespodziankę dla rustykalnodomowych obserwatorów –
30% KOD RABATOWY do sklepu Poster Store
Kod zniżkowy to: rustykalnydom30
Zapraszam Was do skorzystania z oferty :)
A to moje zdobycze..
Maziaj - jego lubię najbardziej ;) Dobrze, że zamówiłam metrową ramę - salon jest bardzo duży i małe dekoracje się tu gubią..
Zajrzyjcie, być może uda Wam się skorzystać z rabatu. Ja szczerze polecam sklep :))
W kolejnym poście postaram się pokazać postęp prac nad podłogą w holu i listwy kuchenne. Wreszcie są zamocowane. I powolutku do przodu.. ;)
Inspirującego weekendu Wam życzę :*
W kolejnym poście postaram się pokazać postęp prac nad podłogą w holu i listwy kuchenne. Wreszcie są zamocowane. I powolutku do przodu.. ;)
Inspirującego weekendu Wam życzę :*
18 lutego 2020
Miało być inaczej
Kiedy się tu wprowadziliśmy, wydawało mi się, że najlepiej będzie, gdy urządzę wnętrza w stylu międzywojennym, bądź lat dwudziestych minionego wieku. Ale - o czym już pisałam - tak nie zrobię. To mi tutaj nie pasuje.
Tym bardziej, kiedy odsłoniliśmy drewniane deski w holu - naświetliła mi się jasna wizja nowych wnętrz. Wnętrz opartych na pięknej bazie - drewnianych, starych podłogach i ścianach wykończonych sztukaterią - i zaaranżowanych z artystyczną nutą. Będę łączyć stare z nowym. Wyeksponuję to, co wyszperałam jako prawdziwe perełki.
Inspiracją są dla mnie wnętrza francuskich, eklektycznych apartamentów. Chłodne i ciepłe jednocześnie. Stylowe i zachęcające. Trochę nostalgiczne, trochę surowe.
Chcę w przyszłości odsłonić deski w salonie. Ściany ozdobię sztukaterią. Będą tu wisiały obrazy i grafiki. Wnętrze ma być nieoczywiste.
Salon musi pozostać jasny. Uwielbiam go takim. Dziś na przykład jest skąpany w słońcu. Na ścianach tworzy się przedziwna gra cieni. Nie mogę tego zmieniać.
Po obydwu stronach kominka wybudujemy biblioteczkę. Dwa słupy po sam sufit. Będzie biała. Mam już projekt w głowie i szkic na papierze. Ostatnio naszkicowałam kominek z lustrem - dziś wiszą. Mam nadzieję, że i tu się uda..
Kiedy uda mi się sprzedać część starych mebli i dekoracji, poszukam nowych. Takich, które będą tu pasować. Kupiłam już lampę biało-czarną. Teraz zbieram na resztę. Chcę ponad wszystko stworzyć wnętrze dla nas, ponadczasowe, wygodne, takie, którego nie będę za chwilę zmieniać, bo np. brakuje mi na coś miejsca, czy coś okaże się niefunkcjonalne. Nie chcę też kompromisów. Jeśli coś, co mi tu będzie pasować, będzie za drogie, będę czekać cierpliwie i zbierać. Żadnych półśrodków ani zamienników. Ot, taka nauka z lat poprzednich, które z czasem powodowały zmiany i wieczny i wietrzny remont ;)
Salon ma cieszyć oczy. A wiem już, że kocham światło w salonie i nie będę mu go odbierać.
Podłoga w holu czeka na malowanie. Z cyklinowaniem poszło gładko. Nie spodziewaliśmy się, że damy radę zrobić to sami i tak szybko. Trudności nastręczyły nam jedynie brzegi podłogi - sprzęt tam nie dojeżdżał, więc trzeba było ściągnąć farbę mniejszą szlifierką.
Dziś muszę kupić bejcę do desek. Myślę o kolorze dębu. Muszę wziąć taki kolor, którym ewentualnie w przyszłości "pociągnę" podłogę w salonie.
Chwilowo w holu stanęło pianino. Dziwnie może wygląda, ale za to jak brzmi... ;) Ale to tylko na chwilę, dopóki nie ogarnę bałaganu po cyklinowaniu. Pozbyłam się też kredensu, więc zmieniam ustawienie mebelków.
Czeka mnie jeszcze malowanie dolnych partii ścian w holu..
Nie mam jeszcze pomysłu co postawić pod ceglaną ścianą. Myślę o jakiejś długiej, niskiej komodzie. Nowoczesnej, by przełamać styl. Nie chcę stawiać tu żadnych konsoli czy stolików..
Odebrałam już zamówione niedawno grafiki do salonu i pokoju córkowego. O tym w kolejnym poście.. Do zobaczenia!!
17 lutego 2020
Walka z podłogą - epopei ciąg dalszy
W tym tygodniu zabraliśmy się za zrywanie podłogi w holu.
Nie chcieliśmy tego robić, ale takie były argumenty "za":
- podłoga jest baaaardzo pochyła i nie da się tu postawić żadnego mebla bez podkładania desek pod nóżki
- nie możemy wymienić żadnych drzwi zanim nie zrobimy podłogi, bo nie wiemy co jest pod panelami i innymi warstwami i jaki w sumie będzie poziom podłogi po remoncie ( a o wymianie drzwi wejściowych musimy pomyśleć w tym roku, bo przeokropnie przez nie wieje przy podłodze)
- podłoga wydziela brzydki zapach - czuję go w całym domu, taka dziwna woń, jakby trochę stęchlizny i trochę czegoś... sama nie wiem.. - w każdym razie nieprzyjemna.
Mieliśmy dylemat, co zrobić z podłogą - położyć panele, czy zostawić deski, jeśli będą w dobrym stanie. Tak, wiem. Już słyszę oburzenie tych z Was, które znają i czytają mnie od lat. Wiecie, że kocham drewno i zapewne myślicie sobie: "Kaśka, cholera, nad czym się tu zastanawiać??" :)))
Niby tak. Wszak zawsze marzyłam o drewnianej podłodze w domu, najlepiej starej i trzeszczącej. Nie wiem skąd to upodobanie, ale pamiętam każdy jeden stary dom, w którym bywałam jeszcze jako dziecko i zapach drewna, skrzypienie pod stopami i klimat tychże domów.. Ale kiedy już miałam przed sobą perspektywę odkrycia drewnianej podłogi, w głowie zaczął świtać zdrowy rozsądek - zaczęłam się zastanawiać, czy podłoga wytrzyma użytkowanie, czy nie będziemy musieli jej co chwilę odnawiać, a nade wszystko przerażała nas ilość pracy, by ją doprowadzić do ewentualnego ładu. Ponadto zaraz w głowie miałam wizje siebie myjącej podłogę na klęczkach, zaglądającej w szparę między deskami i krzyczącej: "Dzień dobry sąsiedzie! Co słychać??".. Nawet śniło mi się, że sąsiad spod dechy mi macha...
Na forach internetowych zamieściłam zapytania, dorzucając zdjęcie kilku odkrytych desek. Pytałam, czy opłaca się je odnawiać, jak to zrobić, co zrobić ze szparami pomiędzy nimi.. Byłam ciekawa, czy gra jest warta zachodu i czy nie wyjdziemy na tej "odnowie" jak Zabłocki. Domyślałam się śmiejąc się w duchu, że i tak pewnie wszyscy ci, co kochają starocie, doradzą mi ratowanie drewna, nawet jeśli ono straszy wyglądem ;) I, czego się spodziewałam, ok.90 procent osób doradziło ratowanie drewna. Wiedziałam, że tak będzie, ale nie wiedziałam, że tyle osób podeśle mi cenne wskazówki i zdjęcia swoich odnowionych podłóg - co było dla nas bardzo pomocne i inspirujące.
Ostatecznie postanowiliśmy, że zerwiemy warstwy podłogi do drewna i wówczas ocenimy, czy odnawiamy deski, czy kładziemy panele. Nawet, gdybyśmy kładli panele, to ratowałaby nas świadomość, że panele leżą na desce i podłoga oddycha lepiej, niż np. przykryta gumolitem.
Zaczęliśmy prace. Okazało się, że warstw podłogi, zanim się dobiliśmy do dech, było pięć:
- panele
- tekturowy podkład pod panele
- gumoleum
- kolejne gumoleum, tym razem przyklejone na całej połaci do płyt jakimś klejem typu Butapren
- płyty wiórowe.
Pod tym wszystkim deski. Zdrowe, malowane, ale na dużej powierzchni farba zdążyła się już wytrzeć. Deski, jak dla nas, idealne do odnowienia.
I całe szczęście, że zdecydowaliśmy się tę podłogę zdjąć. Pod panelami, gdzie lała się woda pół roku temu, powstały wykwity i grzyb. Ale najlepsze było na środku podłogi. Tam już były grzyby hodowane latami. Aż obrzydzenie brało przy ściąganiu warstw.. I pomyśleć, że musielibyśmy tym oddychać i że oddychali tym nieświadomi poprzedni właściciele...
Przy okazji zrywania podłogi zerwałam tapetę. Niestety, położona na szybkiego przed świętami, nie sprawdziła się. Tu ściany są w łączeniach tak krzywe, że nie idzie wzoru wyprowadzić na prosto. Na załączonym zdjęciu, za rurami, w rogu, tapeta - by utrzymać pion pasów - położona jest w powietrzu, tzn. nie dochodzi do ściany. Luka była duża i uznałam, że nie chcę prowizorek. Zerwałam ją i maluję ściany na biało. Tapetę zamienię na sztukaterię..
Po odsłonięciu desek zaczęliśmy się zastanawiać jak je odnowić. W grę nie wchodziła żadna profeska - nie mamy kasy na firmy. Nie, inaczej. Kasa by się znalazła, ale my wolimy za nią zbudować bibliotekę.
Uśmiałam się do łez, gdy pan domu próbował szlifować deskę mini-szlifierką, po czym uznał, że ona "nie dociska wystarczająco" i że zrobi to sam ręcznie (!!!!!) - uklęknął na podłodze, wziął kostkę i kawałek papieru ściernego i jedzie :) Po kilku minutach zażartego szlifowania (pracował tak pilnie, że dym leciał..) mówi: "Zobacz, tak to wygląda, dam radę", a po chwili wstał, popatrzył na swój oszlifowany, 15-centymetrowy kawałek deski...potem objął wzrokiem resztę 10-metrowego holu...i mina mu zrzedła ;)))) Rety, płakałam ze śmiechu. On takie zapędy czasem ma, że wszystko sam... a tak się czasem po prostu nie da :)))
Jako ciekawostkę jeszcze Wam napiszę, że kiedy wymiatałam spod ścian skruszony tynk, już przy ostatniej warstwie podłogi, nagle wraz z zapachem kurzu nad podłogą rozniosła się piękna woń, jakby damskich perfum. Piękny zapach, nieprzypominający żadnego mi znanego...
Pojechaliśmy do wypożyczalni zapytać o cykliniarkę.
Cdn. ...
Nie chcieliśmy tego robić, ale takie były argumenty "za":
- podłoga jest baaaardzo pochyła i nie da się tu postawić żadnego mebla bez podkładania desek pod nóżki
- nie możemy wymienić żadnych drzwi zanim nie zrobimy podłogi, bo nie wiemy co jest pod panelami i innymi warstwami i jaki w sumie będzie poziom podłogi po remoncie ( a o wymianie drzwi wejściowych musimy pomyśleć w tym roku, bo przeokropnie przez nie wieje przy podłodze)
- podłoga wydziela brzydki zapach - czuję go w całym domu, taka dziwna woń, jakby trochę stęchlizny i trochę czegoś... sama nie wiem.. - w każdym razie nieprzyjemna.
Mieliśmy dylemat, co zrobić z podłogą - położyć panele, czy zostawić deski, jeśli będą w dobrym stanie. Tak, wiem. Już słyszę oburzenie tych z Was, które znają i czytają mnie od lat. Wiecie, że kocham drewno i zapewne myślicie sobie: "Kaśka, cholera, nad czym się tu zastanawiać??" :)))
Niby tak. Wszak zawsze marzyłam o drewnianej podłodze w domu, najlepiej starej i trzeszczącej. Nie wiem skąd to upodobanie, ale pamiętam każdy jeden stary dom, w którym bywałam jeszcze jako dziecko i zapach drewna, skrzypienie pod stopami i klimat tychże domów.. Ale kiedy już miałam przed sobą perspektywę odkrycia drewnianej podłogi, w głowie zaczął świtać zdrowy rozsądek - zaczęłam się zastanawiać, czy podłoga wytrzyma użytkowanie, czy nie będziemy musieli jej co chwilę odnawiać, a nade wszystko przerażała nas ilość pracy, by ją doprowadzić do ewentualnego ładu. Ponadto zaraz w głowie miałam wizje siebie myjącej podłogę na klęczkach, zaglądającej w szparę między deskami i krzyczącej: "Dzień dobry sąsiedzie! Co słychać??".. Nawet śniło mi się, że sąsiad spod dechy mi macha...
Na forach internetowych zamieściłam zapytania, dorzucając zdjęcie kilku odkrytych desek. Pytałam, czy opłaca się je odnawiać, jak to zrobić, co zrobić ze szparami pomiędzy nimi.. Byłam ciekawa, czy gra jest warta zachodu i czy nie wyjdziemy na tej "odnowie" jak Zabłocki. Domyślałam się śmiejąc się w duchu, że i tak pewnie wszyscy ci, co kochają starocie, doradzą mi ratowanie drewna, nawet jeśli ono straszy wyglądem ;) I, czego się spodziewałam, ok.90 procent osób doradziło ratowanie drewna. Wiedziałam, że tak będzie, ale nie wiedziałam, że tyle osób podeśle mi cenne wskazówki i zdjęcia swoich odnowionych podłóg - co było dla nas bardzo pomocne i inspirujące.
Ostatecznie postanowiliśmy, że zerwiemy warstwy podłogi do drewna i wówczas ocenimy, czy odnawiamy deski, czy kładziemy panele. Nawet, gdybyśmy kładli panele, to ratowałaby nas świadomość, że panele leżą na desce i podłoga oddycha lepiej, niż np. przykryta gumolitem.
Zaczęliśmy prace. Okazało się, że warstw podłogi, zanim się dobiliśmy do dech, było pięć:
- panele
- tekturowy podkład pod panele
- gumoleum
- kolejne gumoleum, tym razem przyklejone na całej połaci do płyt jakimś klejem typu Butapren
- płyty wiórowe.
Pod tym wszystkim deski. Zdrowe, malowane, ale na dużej powierzchni farba zdążyła się już wytrzeć. Deski, jak dla nas, idealne do odnowienia.
I całe szczęście, że zdecydowaliśmy się tę podłogę zdjąć. Pod panelami, gdzie lała się woda pół roku temu, powstały wykwity i grzyb. Ale najlepsze było na środku podłogi. Tam już były grzyby hodowane latami. Aż obrzydzenie brało przy ściąganiu warstw.. I pomyśleć, że musielibyśmy tym oddychać i że oddychali tym nieświadomi poprzedni właściciele...
Przy okazji zrywania podłogi zerwałam tapetę. Niestety, położona na szybkiego przed świętami, nie sprawdziła się. Tu ściany są w łączeniach tak krzywe, że nie idzie wzoru wyprowadzić na prosto. Na załączonym zdjęciu, za rurami, w rogu, tapeta - by utrzymać pion pasów - położona jest w powietrzu, tzn. nie dochodzi do ściany. Luka była duża i uznałam, że nie chcę prowizorek. Zerwałam ją i maluję ściany na biało. Tapetę zamienię na sztukaterię..
Pierwsza warstwa podłogi - panele:
Druga - płyty kartonowe: (rzeczoznawca z ubezpieczalni po oględzinach mieszkania po zalaniu uznał, że z panelami nic się nie stało, znaczy, że podłoga nie została uszkodzona, a tu niespodzianka - tam, gdzie się lała woda, grzyby jak malowane..)
Tego komentować nie muszę :D
Warstwa kolejna - gumoleum..
..i kolejna - gumoleum (jakieś twarde pioruństwo) przyklejone do płyty wiórowej na jakiś klej..
I ostatnia warstwa do zdjęcia - płyty wiórowe..
...a pod nimi zdrowiuśkie dechy :))
Po odsłonięciu desek zaczęliśmy się zastanawiać jak je odnowić. W grę nie wchodziła żadna profeska - nie mamy kasy na firmy. Nie, inaczej. Kasa by się znalazła, ale my wolimy za nią zbudować bibliotekę.
Uśmiałam się do łez, gdy pan domu próbował szlifować deskę mini-szlifierką, po czym uznał, że ona "nie dociska wystarczająco" i że zrobi to sam ręcznie (!!!!!) - uklęknął na podłodze, wziął kostkę i kawałek papieru ściernego i jedzie :) Po kilku minutach zażartego szlifowania (pracował tak pilnie, że dym leciał..) mówi: "Zobacz, tak to wygląda, dam radę", a po chwili wstał, popatrzył na swój oszlifowany, 15-centymetrowy kawałek deski...potem objął wzrokiem resztę 10-metrowego holu...i mina mu zrzedła ;)))) Rety, płakałam ze śmiechu. On takie zapędy czasem ma, że wszystko sam... a tak się czasem po prostu nie da :)))
Jako ciekawostkę jeszcze Wam napiszę, że kiedy wymiatałam spod ścian skruszony tynk, już przy ostatniej warstwie podłogi, nagle wraz z zapachem kurzu nad podłogą rozniosła się piękna woń, jakby damskich perfum. Piękny zapach, nieprzypominający żadnego mi znanego...
Pojechaliśmy do wypożyczalni zapytać o cykliniarkę.
Cdn. ...
29 stycznia 2020
Zrywamy podłogi cz.1
Nie wiem, czy i Wy tak miewacie.. choć myślę, że na pewno zdarza się to komuś, kto jest prawdziwym pasjonatem aranżacji wnętrz.
Czasami bywa, że urządzam jakieś wnętrze w określony sposób i choć tworzę spójną całość, coś mi finalnie nie gra. Coś nie pasuje, nie odczuwam pełni zadowolenia. I zupełnie nie umiem określić, co jest źle zrobione, co nie pasuje, co powinnam zmienić.
Dlaczego się tak dzieje?
Po latach aranżowania różnych wnętrz - wiem.
Otóż czasami wnętrza z góry narzucają nam styl. Zupełnie jakby hulała w nich dusza, która albo rozświetla wnętrze, albo grymasi, że coś jej nie leży.
I tak jest u mnie.
Niby ładnie, niby pasuje, a jednak.. Coś mi tu wciąż zgrzyta.
Zastanawiałam się długo nad tym, co z tym fantem zrobić i pomyślałam, jak urządziłabym salon, gdybym nie miała swoich starych mebli. I wiecie co..?? Wyglądałby Zupełnie inaczej.
Moje meble z poprzedniego mieszkania narzuciły aranżację. I średnio mi ona wychodzi, bo nie każdy z tychże mebelków pasuje do tak dużych pomieszczeń. Wręcz się tu gubią.
Kiedy oczyściłam dom z moich starych mebli (póki co w wyobraźni), pojawiła się wizja. Wnętrza urządzonego zupełnie inaczej. Nie tylko z antykami w roli głównej, ale przełamanego nowoczesnymi dodatkami. Wnętrza bardziej artystycznego, przyjaznego i ciepłego.
Wcześniej myślałam o tapetach, o ciemnych ścianach, ale zimowe słońce wpadające do salonu przez wielkie okna zachęca do tego, by pozostawić salon właśnie takim, jakim jest teraz - jasnym.
Postanowiłam sprzedać wszystko to, co mi już nie pasuje. Nie będę się na siłę uszczęśliwiać, wszak to tylko meble..
Na profilu facebook'owym będę sukcesywnie wystawiać przedmioty na sprzedaż.
A co pozostanie u mnie na pewno?
Kominek z lustrem, stół, komoda pod telewizorem. No i nowe fotele, rzecz jasna. A może to one też trochę narzuciły nowy styl..? Być może..
Jaki jest plan?
Stworzenie bogatej w sztukaterię bazy (plan na lata, bo ceny zabijają...) i wstawienie mebli antycznych i nowoczesnych. Całości dopełnią dodatki, z których nie zrezygnuję - nie jestem fanką minimalizmu, bo dla mnie dom musi mieć duszę. Ale ciężkie obrazy w złoconych ramach przełamię nowoczesnymi grafikami. Jedną (zniszczoną) przytargałam już do salonu, postawiłam pod ścianą i poczułam "to coś". Tutaj pasują. Nawet bardzo.
Skujemy też ścianę do cegły w salonie. Być może za kominkiem. I sami chcemy zbudować bibliotekę.
Póki co zrealizowałam jedną setną planu - zamówiłam dużą rozetę na sufit. Przykleiliśmy ją w zeszłym tygodniu. Wygląda świetnie.
Zaczęliśmy też ściągać podłogi w garderobie i holu. Na razie zdjęliśmy wszystko w garderobie. W holu mamy duuuży spad w poziomie podłogi i aż boimy się, co znajdziemy pod spodem..
Obecnie trawimy temat - odnawiać sosnowe dechy (w średnim stanie) czy kłaść drewniane panele (plus: wyciszenie i ocieplenie wnętrz).
Podłoga w garderobie. Zdjęte warstwy: panele, pcv, osb, gumoleum.. a na spodzie dechy..
Trudna decyzja..
:)
Czasami bywa, że urządzam jakieś wnętrze w określony sposób i choć tworzę spójną całość, coś mi finalnie nie gra. Coś nie pasuje, nie odczuwam pełni zadowolenia. I zupełnie nie umiem określić, co jest źle zrobione, co nie pasuje, co powinnam zmienić.
Dlaczego się tak dzieje?
Po latach aranżowania różnych wnętrz - wiem.
Otóż czasami wnętrza z góry narzucają nam styl. Zupełnie jakby hulała w nich dusza, która albo rozświetla wnętrze, albo grymasi, że coś jej nie leży.
I tak jest u mnie.
Niby ładnie, niby pasuje, a jednak.. Coś mi tu wciąż zgrzyta.
Zastanawiałam się długo nad tym, co z tym fantem zrobić i pomyślałam, jak urządziłabym salon, gdybym nie miała swoich starych mebli. I wiecie co..?? Wyglądałby Zupełnie inaczej.
Moje meble z poprzedniego mieszkania narzuciły aranżację. I średnio mi ona wychodzi, bo nie każdy z tychże mebelków pasuje do tak dużych pomieszczeń. Wręcz się tu gubią.
Kiedy oczyściłam dom z moich starych mebli (póki co w wyobraźni), pojawiła się wizja. Wnętrza urządzonego zupełnie inaczej. Nie tylko z antykami w roli głównej, ale przełamanego nowoczesnymi dodatkami. Wnętrza bardziej artystycznego, przyjaznego i ciepłego.
Wcześniej myślałam o tapetach, o ciemnych ścianach, ale zimowe słońce wpadające do salonu przez wielkie okna zachęca do tego, by pozostawić salon właśnie takim, jakim jest teraz - jasnym.
Postanowiłam sprzedać wszystko to, co mi już nie pasuje. Nie będę się na siłę uszczęśliwiać, wszak to tylko meble..
Na profilu facebook'owym będę sukcesywnie wystawiać przedmioty na sprzedaż.
A co pozostanie u mnie na pewno?
Kominek z lustrem, stół, komoda pod telewizorem. No i nowe fotele, rzecz jasna. A może to one też trochę narzuciły nowy styl..? Być może..
Jaki jest plan?
Stworzenie bogatej w sztukaterię bazy (plan na lata, bo ceny zabijają...) i wstawienie mebli antycznych i nowoczesnych. Całości dopełnią dodatki, z których nie zrezygnuję - nie jestem fanką minimalizmu, bo dla mnie dom musi mieć duszę. Ale ciężkie obrazy w złoconych ramach przełamię nowoczesnymi grafikami. Jedną (zniszczoną) przytargałam już do salonu, postawiłam pod ścianą i poczułam "to coś". Tutaj pasują. Nawet bardzo.
Skujemy też ścianę do cegły w salonie. Być może za kominkiem. I sami chcemy zbudować bibliotekę.
Póki co zrealizowałam jedną setną planu - zamówiłam dużą rozetę na sufit. Przykleiliśmy ją w zeszłym tygodniu. Wygląda świetnie.
Zaczęliśmy też ściągać podłogi w garderobie i holu. Na razie zdjęliśmy wszystko w garderobie. W holu mamy duuuży spad w poziomie podłogi i aż boimy się, co znajdziemy pod spodem..
Obecnie trawimy temat - odnawiać sosnowe dechy (w średnim stanie) czy kłaść drewniane panele (plus: wyciszenie i ocieplenie wnętrz).
Podłoga w garderobie. Zdjęte warstwy: panele, pcv, osb, gumoleum.. a na spodzie dechy..
Trudna decyzja..
:)
20 stycznia 2020
Co tam ostatnio.. - obrazy
Przerwy świąteczne etc. to idealny czas do nadrabiania zaległości.
Udało mi się wreszcie ukończyć obraz "Las" (technika: olej na płótnie). Zastanawiam się nad jego oprawieniem. Malowany jest na grubym podobraziu, więc i bez ramy póki co wygląda fajnie.
Również w czasie przerwy świątecznej namalowałam "Roztopy". Obraz prezentuje iście polską zimę, czyli ni-zimę-ni-jesień ;)
Technika - olej. Malowany na starym drukowanym obrazie. Średnio go lubię, bo to taki tam bohomazek, któremu nie poświęciłam zbyt wiele czasu, ale...
A tu coś " z innej beczki" - obrazek/upominek na zamówienie. Malowany akrylem.
Gdybyście chcieli zamówić coś podobnego, z dedykacją imienną, zapraszam do kontaktu ;)
Miłego dnia Wam życzę :))
9 stycznia 2020
Niedzień. Ten moment, kiedy...
... tylko czekasz, aż Ten dzień się skończy.
Tygrysek od Puchatka miał w jednym z odcinków nieurodziny. Ja mam dziś niedzień.
Bo od rana się coś wali. Jak domino. Znacie to? Na pewno.
To mi tak dziś. Czego się nie tknę, to i tak niedodotknę. Nawet kapuśniak mi nie wyszedł i rodzina musi taki niewyjdźnięty jeść. Poza tym same trudności i krzywizny.
Coś dzisiaj krąży w powietrzu, coś poza wspaniale połyskującymi w blasku słońca drobinkami kurzu.
Moja śp.babcia powiedziałaby: "Pieron jasny..!!"
Jeszcze teraz, wieczorem, czuję ciśnienie dnia dzisiejszego. Myślę sobie: "Co jeszcze?? Haloooo... Boże, czy kto tam mnie jeszcze słucha, masz coś jeszcze dla mnie dzisiaj? Nie chciałabym, ale jak już masz, to dawaj, co bym tak za jednym machem..", po czym wypijam łyk wody i....."ała!!!" - werdykt: opryszczka. Jupiii... mam gratisik!! "Boże, żartowałam, wiedziałeś..??"
Nie no, nie dość, że już wyglądam jak siódme nieszczęście (nawet makijaż nie sprawi, że dowyglądam), bo nie spałam w nocy, takiej alergii dostałam od czegoś, w czym praliśmy pościel.. to jeszcze....ehh..
Pomyślałam, że muszę sięgnąć po coś słodkiego. Wróć. Po słodycz jakiś. Szperam po szafkach. Jedna, druga... - nic. Nigdzie. No tak. Wczoraj robiłam zakupy, ale nie kupiłam przecież żadnych słodyczy, bo noworoczne postanowienia i PRZECIEŻ ŻE DIETA.. Szlag.. Lezę więc do salonu. W którymś z kryształowych pojemników powinno być kilka pierników świątecznych. Są. Twarde, jak diabli, ale Słodkie. Trochę jakby zakurzone, ale nie ważne. Najwyżej mój żołądek będzie w nocy świecił wewnętrznym blaskiem iskrzących drobinek kurzu.
PS
Wracam do zapisków z codzienności. Tu, na blogu. Nie na fb czy innym bf.
:*
Tygrysek od Puchatka miał w jednym z odcinków nieurodziny. Ja mam dziś niedzień.
Bo od rana się coś wali. Jak domino. Znacie to? Na pewno.
To mi tak dziś. Czego się nie tknę, to i tak niedodotknę. Nawet kapuśniak mi nie wyszedł i rodzina musi taki niewyjdźnięty jeść. Poza tym same trudności i krzywizny.
Coś dzisiaj krąży w powietrzu, coś poza wspaniale połyskującymi w blasku słońca drobinkami kurzu.
Moja śp.babcia powiedziałaby: "Pieron jasny..!!"
Jeszcze teraz, wieczorem, czuję ciśnienie dnia dzisiejszego. Myślę sobie: "Co jeszcze?? Haloooo... Boże, czy kto tam mnie jeszcze słucha, masz coś jeszcze dla mnie dzisiaj? Nie chciałabym, ale jak już masz, to dawaj, co bym tak za jednym machem..", po czym wypijam łyk wody i....."ała!!!" - werdykt: opryszczka. Jupiii... mam gratisik!! "Boże, żartowałam, wiedziałeś..??"
Nie no, nie dość, że już wyglądam jak siódme nieszczęście (nawet makijaż nie sprawi, że dowyglądam), bo nie spałam w nocy, takiej alergii dostałam od czegoś, w czym praliśmy pościel.. to jeszcze....ehh..
Pomyślałam, że muszę sięgnąć po coś słodkiego. Wróć. Po słodycz jakiś. Szperam po szafkach. Jedna, druga... - nic. Nigdzie. No tak. Wczoraj robiłam zakupy, ale nie kupiłam przecież żadnych słodyczy, bo noworoczne postanowienia i PRZECIEŻ ŻE DIETA.. Szlag.. Lezę więc do salonu. W którymś z kryształowych pojemników powinno być kilka pierników świątecznych. Są. Twarde, jak diabli, ale Słodkie. Trochę jakby zakurzone, ale nie ważne. Najwyżej mój żołądek będzie w nocy świecił wewnętrznym blaskiem iskrzących drobinek kurzu.
PS
Wracam do zapisków z codzienności. Tu, na blogu. Nie na fb czy innym bf.
:*
31 grudnia 2019
Życzenia jak cztery żywioły
Kochani,
zbliża się Nowy Rok, a ja chciałabym Wam złożyć życzenia.
I życzę, byście mocno stąpali po ziemi, ciesząc się każdym dniem i doceniając wszystko, co dobrego spotyka Was w życiu.
Miniony rok 2019 przyniósł wiele zmian w naszym życiu.
Nasze ukochane, maleńkie mieszkanko, niespodziewanie zamieniliśmy na większe, przedwojenne, będące spełnieniem marzeń. To stało się nagle, szybko, ale jestem pewna, że tak właśnie miało być. Bo te najbardziej spontaniczne decyzje okazują się w perspektywie czasu najlepszymi.
W tym roku odbyłam podróż do Toskanii. Kolejne moje marzenie się spełniło. Choć podróż była krótka, natchnęła mnie fantastyczną energią i utwierdziła w tym, że jest to miejsce, do którego chcę wracać.
Zmieniłam się ja sama.
Czego życzyłabym sobie na nowy rok..?
Zdrowia i sił na realizację planów.
Chciałabym wreszcie zabrać się za pisanie książki. Mam to w planie od dawna, a Wy namawiacie mnie do tego też od lat.. Jeśli nie teraz, to kiedy? ;)
Chciałabym więcej tworzyć. To przynosi mi nieopisaną radość, a od niedawna mam pracownię, z której wkrótce zrobię użytek.
I "mądrych ludzi wokół". Mieć ich nadal, bo już mam.
Jest dobrze... :))
zbliża się Nowy Rok, a ja chciałabym Wam złożyć życzenia.
Życzę Wam, by w nadchodzącym roku wiał dla Was pomyślny wiatr, taki, który spełni Wasze marzenia i pomoże zrealizować plany.
Życzę też, byście otaczali się ludźmi o duszach czystych niczym źródlana woda.
Życzę, by w przyszłym roku płonął w Was żywy ogień i byście nie tracili zapału do podejmowania śmiałych decyzji.
I życzę, byście mocno stąpali po ziemi, ciesząc się każdym dniem i doceniając wszystko, co dobrego spotyka Was w życiu.
Miniony rok 2019 przyniósł wiele zmian w naszym życiu.
Nasze ukochane, maleńkie mieszkanko, niespodziewanie zamieniliśmy na większe, przedwojenne, będące spełnieniem marzeń. To stało się nagle, szybko, ale jestem pewna, że tak właśnie miało być. Bo te najbardziej spontaniczne decyzje okazują się w perspektywie czasu najlepszymi.
W tym roku odbyłam podróż do Toskanii. Kolejne moje marzenie się spełniło. Choć podróż była krótka, natchnęła mnie fantastyczną energią i utwierdziła w tym, że jest to miejsce, do którego chcę wracać.
Zmieniłam się ja sama.
Czego życzyłabym sobie na nowy rok..?
Zdrowia i sił na realizację planów.
Chciałabym wreszcie zabrać się za pisanie książki. Mam to w planie od dawna, a Wy namawiacie mnie do tego też od lat.. Jeśli nie teraz, to kiedy? ;)
Chciałabym więcej tworzyć. To przynosi mi nieopisaną radość, a od niedawna mam pracownię, z której wkrótce zrobię użytek.
I "mądrych ludzi wokół". Mieć ich nadal, bo już mam.
Jest dobrze... :))
Szczęśliwego Nowego Roku 2020!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















































