9 września 2020

Tematyka pogadanek

 Moi drodzy,

aktualizuję wpis ze względu na Wasz odzew - na Waszą prośbę przedstawię kilka propozycji, nad którymi chciałabym się pochylić w naszych "Pogadankach". Wybaczcie brak wcześniejszego tekstu z posta - myślę jednak, że kto miał przeczytać, to przeczytał ;)


Kochane moje i kochani moi, oto moje propozycje tematyczne:

1. Pogadanki o wnętrzach

- ja urządzić małe wnętrze

- style w aranżacji wnętrz

- podążanie za trendami - dobre, czy niekoniecznie

- jak dobrze kupować na targach staroci

- ocieplanie wnętrz

- tworzenie klimatu w mieszkaniu/domu

- gusta i guściki, czyli o gustach się dyskutuje


2. Tematyka różna

- hejt w internecie

- jak blogować i się nie "wypalić"

- kontakt z czytelnikami/ widzami

- co pozytywnego wynikło z prowadzenia przeze mnie bloga

- konstruktywna krytyka - czym jest naprawdę

- wiarygodność - cecha istotna przy podejmowaniu się blogowania/vlogowania


3. Pogadanki z pedagogiem

- o wychowaniu w ogóle

- o stosowaniu zasad w domu

- o "etapach" w rozwoju dziecka

- "nie ma ideałów" - czyli jak nie dać się zwariować i nie ulec modzie na "dziecko idealne"

- o tym, jak ważne są rozmowy 

- konsekwencja w wychowaniu

- jednomyślność rodziców w wychowaniu

- małe dziecko mały kłopot?


To tak tytułem wstępu. Pomysłów mam wiele, ale przedstawiłam małą "zajawkę" - jeśli macie jeszcze jakieś tematy, obszary, o których Waszym zdaniem warto pogadać, piszcie :)


PS Dziękuję za maile. 

:**

21 sierpnia 2020

Klimt w zasłużonym anturażu

   Wreszcie mogę zaprezentować szersze kadry salonu. Baaaardzo się o to upominaliście, co mnie wcale nie dziwi zważając na fakt, jakie wycinki były przeze mnie tutaj pokazywane ;)

Udało nam się wreszcie "wykończyć" salon. No, prawie.. bo - jak zapewne zauważyliście - brakuje nam tu jeszcze narożników przysufitowych, ale to już kolejny duży wydatek, więc przekładamy go na przyszłość. Ściany są na szczęście gotowe, podłoga również. 

Tak jak wspomniałam w poprzednich postach, ściany i salon w ogóle będę stopniowo "ubierać" w dodatki. Pierwszy z nich, czyli obraz, który miał wisieć nad narożnikiem, był "pewniakiem". 

Od baardzo dawna marzyła mi się reprodukcja "Pocałunku" Gustava Klimt'a. Obraz sam w sobie bardzo mi się podoba, ale najbardziej lubię jego kolorystykę. Kojarzyła mi się od zawsze ze szlachetnością i bogactwem, ale nie idącym w kierunku kiczu. Stylistyka obrazu, w moim mniemaniu, oscyluje pomiędzy antycznym bogactwem właśnie a futurystyczną świeżością. Uznałam, że jeśli kiedykolwiek zawiśnie w naszym domu, musi mieć odpowiednią oprawę.

Kiedy już wykonaliśmy sztukaterię, zaczęłam szukać w internecie dobrej jakości druków na płótnie. Czytałam opinie i.. wcale niełatwo było znaleźć druk, który spełni moje oczekiwania. Chciałam reprodukcji odzwierciedlającej oryginał. No, może pomijając rzeczywisty rozmiar - oryginał ma wymiar 180x180cm. Mój mógł mieć 120x120cm ;) 

Obraz zamówiłam w Posterlounge - podaję link, może skorzystacie z oferty sklepu :) Wybrałam odpowiedni rozmiar i formę - druk na płótnie, bez ram. "Pocałunek" jest, jak dla mnie, na tyle bogaty, że ich nie potrzebuje. 

Przywiozła go niemiecka firma spedycyjna, na palecie, w tak wielkim opakowaniu, że ledwie zdołaliśmy je rozłożyć na podłodze w salonie ;)) 

Kiedy rozpakowałam obraz, byłam zachwycona.. Wiedziałam, że będzie piękny, ale jego forma, kolory.. Druk jest piękny i naprawdę wysokiej jakości, boki obrazu są idealnie zadrukowane. Nasycenie barw jest piękne, a rama dobrze usztywniona i masywna. W dodatku jego kolorystyka wspaniale nawiązuje do odcienia naszych foteli. Strzał w dziesiątkę, uwielbiam :))))








Powiesiliśmy go następnego dnia. Radek jest równie oczarowany, jak ja. Obraz zawisł w docelowym miejscu. Na razie stoją pod nim fotele, ale we wrześniu powinien przyjechać nasz narożnik (w ciemnym, grafitowym kolorze, w tkaninie welurowej) i to on będzie stał pod obrazem. Powinny razem pięknie kontrastować, wszak oryginalny "Pocałunek", który od 1908 roku można podziwiać w Austriackiej Galerii Belveder, w Wiedniu, wisi tamże na tle czarnej ściany. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się go zobaczyć w oryginale.








Jak się okazało, kolorystyka łąki kwietnej pasuje do kolorów moich kieliszków..


...a kieliszki skąd...?? Z Biedronki :D Kiedyś może zastąpią je kryształy z polskiej huty szkła. Na razie zadowalają mnie te:


Wam bardzo serdecznie polecam sklep internetowy Posterlounge. Sama sprawdziłam i wiem już, że stawia się tu na jakość. Ja na pewno skorzystam jeszcze z oferty. Kuszą mnie i inni artyści.. Znajdziecie tu na przykład sporo obrazów popularnej Tamary Łempickiej, Moneta, Rubensa..Często przeglądam obrazy na płótnie - kwiaty. Wiecie, jak je kocham, i malować i oglądać.. ;))



Mam dla Was przy okazji małą niespodziankę - 15% rabat do sklepu posterlounge.pl 

ważny od dziś (21.08.2020) do końca miesiąca, czyli do 31.08.2020 roku. 

Rabat otrzymacie wpisując kod: DOM15


 Tymczasem dzielę się jeszcze kilkoma kadrami z nowego salonu..








 






 

Mam nadzieję, że zaspokoiłam choć troszkę Waszą ciekawość :)) 

W salonie, w miejscu foteli, ma stanąć narożnik. Marzy nam się przytulniasty kąt kawowy.. więc nie możemy się już doczekać, gdy mebelek stanie w docelowym miejscu. 

Fotel okrągły, który pałętał się po mieszkaniu od dłuższego czasu, też już stanął tam, gdzie powinien - na werandzie. Weranda wymaga gruntownego remontu - naprawy sufitu, ścian i zrobienia nowej podłogi, ale to plan na później.


W kolejnym poście pokażę Wam stare, kamieniczne drzwi, które niedawno malowałam na zamówienie.

Do zobaczenia!!

❤❤


17 sierpnia 2020

Czekając na..

    Jestem strasznie podekscytowana, bo czekam właśnie na odbiór obrazu do salonu - zamówiłam reprodukcję Pocałunku Klimta. Marzył mi się od dawna. Radkowi też się spodobał, a szczególnie jego format - 120/120cm ;) Chcę, by zawisł na ścianie, pod którą ma stać narożnik. Specjalnie pod tak duży obraz wyklejałam okno ze sztukaterii :) Obraz pokażę w kolejnych postach. Ciekawa jestem jego jakości. Och..nie mogę się doczekać..!!



   Pomęczę Was jeszcze troszkę moimi drzwiami.. ;)

Przed:



..i po, już po zamontowaniu i zrobieniu nowej podłogi..
















 Wybaczcie mi proszę zdjęcia z telefonu. Aparat muszę solidnie wyczyścić po uprzątnięciu pracowni. Muszę wszystko pomyć po remontach..

   Wiele z Was dziwi się, że postawiłam tym razem na nowoczesny dizajn. Tu fotel z czarnymi linkami, tam nowoczesne lampy.. Nie, to nie tak, że nagle odkochałam się w starociach. Uwielbiam je nadal, ale chcę w naszym domu stworzyć misz-masz, łączyć stare z nowym, przy czym nowym ma być dla mnie baza, czyli właśnie lampy, niektóre meble. Starocie się tu znajdą, tyle że w większości w formie dodatków. Wszystko przyjdzie z czasem, jeśli życie nam na to pozwoli. Nie spieszę się już z urządzaniem. Kiedyś tak miałam, że kupowałam poduszki na sofy, których jeszcze nie kupiłam. Teraz wiem, że to głupota. Teraz cierpliwie czekam. I widzę, że ta cierpliwość (nawet, jeśli muszę mieszkać w pustym salonie, co dawniej było dla mnie nie do pomyślenia..) popłaca ;)

   Rewolucja szykuje się w pokoju julkowym. Zamówiliśmy jej pierwszą toaletkę. Coraz więcej czasu zajmują jej czynności..nazwijmy to.. urodowo-pielęgnacyjne, więc przyda się jak nic. Sobie zamówiłam również, tyle że nie antyczną, jaka mi się zawsze marzyła.. Wzięłam nowoczesną, z dobrym oświetleniem. Niestety kochani, zestarzałam się najwyraźniej, bo funkcjonalność u mnie ostatnio wiedzie prym. Uwielbiam robić makijaż i nie wyobrażam sobie kupić toaletki, na której postawię lampkę, albo antyku obleczonego w nowoczesne żarówki.

   Co do planów youtubowych, planuję otworzyć kanał, na którym będę Wam opowiadać o różnych różnościach - wnętrzach, przeróbkach mebli, życiu, wychowaniu dzieci.. Będzie to luźna seria, takich..filmików do porannej kawy ;) Czekam cierpliwie na urodzinki, bo obiecano mi sprezentować ostatni element do mojego studio. Dobrze, że już niedaleko.. ;)

Ściskam Was mocno!!


15 sierpnia 2020

Nie zabijaj..

- Mamu.. chciałam o coś zapytać..

(widzę tę minę i zachodzę w głowę, czy chcę wiedzieć, o co, czy nie do końca..)

- Tak..?

- Ale nie wiem, czy się zgodzisz..

- No jak nie spytasz, to się nie dowiesz. Mów.

- Bo.. (i nadchodzi ten niezręczny moment wkręcania palców u dłoni w dół tiszertu..) nie wiem, czy byś się zgodziła... no ten....

- No mówże, najwyżej się nie zgodzę.

(OMG - tera to ogarnia mnie panika)

- Bo.. czy mogłabym po przemeblowaniu namalować coś na swojej ścianie? Taki motyw z komiksu..białą i czarną farbą..

- O matko!! No pewnie!! Oczywiście..pod warunkiem, że pokażesz co i nie będzie to jakieś wiesz..mocno nieodpowiednie.

- Mogę Ci pokazać?

- Jasne.

Obejrzałam. Nie moja bajka zupełnie, ale ona jest teraz w swoim świecie i to bardzo jej bajka. Nic zdrożnego, a motyw aż nadto jak na Ten wiek.

- Możesz, świetny pomysł.

- Naprawdę????? (euforia nie z tej ziemi..) Myślałam, że się nie zgodzisz.

- Czemu niby..? Zapamiętaj jedno: nigdy, ale to nigdy nie będę zabijać Twojej kreatywności. Wiesz, że jest coś za coś.. i musisz się dobrze uczyć, ale jeśli będziesz się starać, nigdy nie będę zabraniać Ci wyrażać siebie i realizować pomysłów, nawet takich, które ktoś inny uznałby za szalone ;)


   Niech ma. Ja bardzo długo nie mogłam wyrażać siebie w swoim własnym otoczeniu. To niczyja wina ani zasługa.. po prostu życie napisało taki scenariusz. Widocznie dopiero teraz było mi pisane się w tym względzie rozwijać. I to jest fajne. Jaką frajdę sprawiało mi uczenie się malarstwa.. jaką zabawę miałam przy nauce gry na pianinie.. i jaką mam teraz, ucząc się śpiewu.. :) Niewątpliwie teraz wszystko robię bardziej świadomie i to jest fajne.

No i gdy ja taka jestem..szalona.. miałabym córce zabraniać..? Niech eksperymentuje (naturalnie, że trzymam rękę na pulsie, by wszystko było w określonych granicach). Chce malować ścianę sama? Niech maluje. Niedawno pomalowała marynarkę. Wyszło jej to fantastycznie. Nie wiem, czy tu pokazywałam, ale jeśli tak, to przypomnę, zrobiła coś takiego:


 

Ma rękę do malowania i zmysł.. niech próbuje swoich sił ;)

Jeszcze przed wakacjami, tuż przed końcem roku, dostała w szkole zadanie - namalowanie obrazu na płótnie, repliki sławnego malarza. Wybrała Johannesa Wermeera i Dziewczynę z perłą.

Na początku byłam zła, bo musiałam jej oddać jedno ze swoich płócien, które kupiłam specjalnie pod antyczną ramę. Trąba zapomniała mi powiedzieć, że potrzebuje kupić ;) (Znacie to, rodzice 13-latek..??)  Ale.. złość mi minęła, gdy zobaczyłam efekt pracy. Namalowała to w niecałe dwie godziny..


  


Po oddaniu tej pracy miała namalować jeszcze jedną, tym razem na papierze. Musiała sama coś wybrać, wymyślić.. to wzięła na tapetę.. Moneta.. ;)))



Pękam z dumy.

I choć ostatnio bywa coraz więcej "trudnych momentów", związanych z dojrzewaniem.. to nie zmieniłabym za nic w świecie tego, co mam. Kocham!! :)

12 sierpnia 2020

Pałac w Pszczynie - zakochanie!!

 Pałac w Pszczynie - (za: Wikipedia) dawna rezydencja magnacka na Górnym Śląsku, do której przynależy 156 hektarów parku krajobrazowego w angielskim stylu.

   Zamek znacie zapewne z reklamy, nie pamiętam już czego.. ale to ta reklama, którą zawsze zaczynało zdanie: "Czy wiecie, że.." . W reklamie pokazano olbrzymie lustra i kryształowe żyrandole, co zapadło mi w pamięci. Wracając z urlopu postanowiliśmy wstąpić i zwiedzić. I wiecie co...? Dawno, ale to bardzo dawno nic nie zrobiło na mnie tak ogromnego wrażenia, a jestem w tym temacie dość.. wybredna ;)



   Samo zwiedzanie było wspaniałym doświadczeniem - z uwagi na obecną sytuację do obiektu wpuszczano po ok. 10 osób. Czekaliśmy troszkę w kolejce, ale było warto, bo mieliśmy wrażenie, że cały pałac mamy dla siebie. Mogliśmy wszystkiemu się dobrze przyjrzeć, nie było tłumów ludzi i łatwo było fotografować. Do zwiedzania warunki idealne.

We wnętrzach jestem zakochana po uszy. Nie, po czubek głowy..!!

Kolory, kameralność, kwieciste desenie na tkaninach, kryształy, mnóstwo detali, sztukaterie (och, wszak jestem w temacie..!!) i widoki za oknami.. uczta dla oczu :))))) 


Co zrobiło na mnie największe wrażenie..?

Sala lustrzana, którą prezentowano w reklamie (to na zdjęciu ma, o ile dobrze zapamiętałam, 14 metrów kwadratowych), ale nade wszystko.. zaraz zaraz.. - najpierw lustro:







...nade wszystko jednak dech mi zaparło na widok biblioteki...






Nie wiem, co sprawiło, że tak mnie "zatkało".. - może połączenie ciemnych, drewnianych ścian i bogatej, białej sztukaterii sufitowej.. czy może ogólna ciężkość pomieszczenia.. W każdym razie stanęłam u wejścia i wzruszyłam się... tyle tu piękna.....

   W pałacu praktycznie każdy kąt zachęcał do tego, by się zatrzymać i kontemplować jego piękno. Piękno detali, kolorów i dekoracji w rozmiarze XXXL ;)








Aniu z Aniutkowa, tu coś dla Ciebie :) 




A tutaj już moje klimaty...rany, jak ja kocham takie wnętrza...!!!!!!!!!!!!!!!!!































Każdemu, kto jeszcze tu nie był, polecam zwiedzenie pałacu. Naprawdę warto!!

Ponadto po zwiedzeniu zamku można odbyć długi spacer po parku za obiektem. Jest tam przepięknie.. My nie mieliśmy dość czasu na to, by go przespacerować w całości, ale jestem pewna, że jeśli będę mogła, wrócę tam.

Muszę jeszcze dodać, że w sumie..to mam szczęście. Zawsze, gdy gdzieś jestem, a jest to pobyt spontaniczny, trafia mi się jakaś gratka dla duszy. I tym razem tak było. Gdy tylko weszliśmy do parku, usłyszałam piękną muzykę, która..zdawało się.. dopełniała całości obrazu. Na gitarze grał chłopak, a grał takie dźwięki, że miałam dreszcze.. To coś dla takich jak ja, kochających klimaty celtyckie i "Władcę pierścieni" ;) Usłyszałam między innymi mój ulubiony soundtrack z "Ostatniego Mohikanina". Znacie? Lubicie??

Kupiłam płytę bez zastanowienia. Polecam Wam profil Mariusza. 

https://www.facebook.com/Vargall/

Mnie jego muzyka będzie się zawsze kojarzyć z pięknym, skąpanym w popołudniowym słońcu parkiem pszczyńskim..


Wracając do wnętrz pałacu...

   Zastanawiacie się pewnie, dlaczego nie pozostałam przy podobnym stylu, urządzając nasze nowe mieszkanie. W końcu byłoby idealną bazą do stworzenia podobnych aranżacji.

Chciałam na początku zrobić z mieszkania stylowy dworek, ale.. wiecie, gdy zaczęłam w głowie planować, jak ma wyglądać nasz domek letniskowy.. to uznałam, że to właśnie w nim chcę stworzyć taki klimat. To domek chcę urządzić łącząc styl angielskich cottages i polskiego dworu. To tam będzie ciemno, kameralnie, antycznie. A nie chcę dwóch domów w jednakowym stylu. 

Wnętrza dworów, zakmów i domów angielskich kocham od zawsze, ale też od dawna kocham styl starych, mieszczańskich kamienic, z białymi kuchniami z kolorową lamperią i drewnianymi podłogami.. Uznałam, że zastosuję kompromis i każde z wnętrz urządzę w innym, ale bliskim mojemu sercu (i sercu pana domu) stylu. Wszystko to, oczywiście, jeśli życie mi, nam, na to pozwoli.


🌷🌷


   W salonie podłoga już prawie położona. Mogę odetchnąć z ulgą, bo okazało się, że faktycznie, położenie paneli w poprzek było strzałem w dziesiątkę. Proporcje salonu się pięknie wyrównały, a ciepły kolor drewna nadał mu niesamowitej przytulności.

Julka, gdy tylko zobaczyła panele w paczce, uznała, że są nieładne, bo "żółtawe". Ale gdy je już położyliśmy, stwierdziła, że podłoga wygląda pięknie. Widać było szczerość opinii :) Miło mi podwójnie.

10 sierpnia 2020

Wymiana podłogi - akcja nieplanowana

    Witajcie!!

Przychodzi mi się zmierzyć z nowym interfejsem bloga. Rety.. Tak już mam, że bardzo przyzwyczajam się do czegoś i nie lubię zmian, ale.. rozumiem, że czasem są one zwyczajnie konieczne.

Zdradzę Wam, że ostatnio rzadziej tu zaglądałam, bo przygotowuję swoje studio do nagrań. Mam nadzieję, że uda mi się je urządzić w najbliższym czasie i będę mogła się z Wami spotykać na swoim kanale na YT. Póki co się organizuję i uczę ;)


    W domu zachodzą nieplanowane zmiany. Zostało nam parę groszy po przyjeździe z urlopu i postanowiliśmy wykorzystać je na wymianę podłogi w salonie. Decyzja zapadła dlatego, że z początkiem września ma przyjechać nasz nowy narożnik, a jak już stanie w salonie, wymiana podłogi byłaby trudna, o ile w ogóle, rzecz jasna, byłaby możliwa ;)

Ciężko nam trochę, bo robimy kilka inwestycji na raz.. Doba się kurczy w ekspresowym tempie.. Próbujemy remontować mieszkanie, w międzyczasie robiąc całą instalację w domku letnim, bo - jak pisałam - zostaliśmy bez wody i możliwości korzystania z toalety. Trudno jest wszystko pogodzić, ale kto jeśli nie my... ;)


   W salonie już jakiś czas temu wykonaliśmy sztukaterię. Pracy przy niej było tyle, że pod koniec prac miałam już dość. Robiliśmy ją miesiąc. Najwięcej czasu zajęło szpachlowanie łączeń i malowanie listew i narożników malutkim pędzelkiem. Udało mi się to skończyć na dzień przed wyjazdem na urlop, przy czym ostatniego dnia malowałam ściany bite 9 godzin..zgroza..!! :)

 Efekt przeszedł nasze oczekiwania. Salon zyskał charakteru, przytulności, elegancji i klimatu kamienicznego. Zamontowaliśmy też nasze drzwi do Narni (drzwi z kontenera, które poddawałam renowacji). Dopełniły całej aranżacji. 

   Od dwóch dni walczymy z podłogą w salonie. Nie odsłaniamy desek, bo okazuje się, że zdjęcie warstw niweluje wyciszenie mieszkania. W holu słychać sąsiadów... zatem czekamy jeszcze z decyzją o montażu listew podłogowych, aż się wprowadzą i sprawdzimy, czy nie będziemy ich słyszeć zbyt mocno.

Zdjęliśmy stare panele, wyłożyliśmy podłogę folią i podkładami. Teraz zabieramy się za układanie paneli. Tak, paneli. Nie chcemy kłaść kolejnych desek, bo stare, które mamy w pierwszej warstwie podłogi, już i tak baaaardzo mocno pracują i skrzypią.

Co do koloru, wybrałam ciepły, złoty dąb. Chcemy ciepłej podłogi, która będzie kontrastowała z bielą ścian i grafitem narożnika. 


Póki co salon wygląda tak..










Wracam do pracy, do zobaczenia!!


💗💗

16 czerwca 2020

Wracam.

   Jak się macie..??
U nas wszystko w porządku.
Potrzebowałam zrobić sobie mały detoks. Od komputera, od internetów w ogóle. Skoncentrować się na zdrowiu, zrobić zaległe badania. Po trzech latach funkcjonowaniu w jakimś letargu wreszcie wróciłam do żywych. Zmieniłam dietę, wspomagam organizm. Tego mi było trzeba i znów wydarzyło się coś po coś, i wyszło mi to bardzo na dobre ;)
Po raz kolejny postawiłam na samorozwój - zapisałam się do szkoły muzycznej. Uczęszczam do niej od miesiąca. Tak, z prawie czterdziestką na karku, zapisałam się do szkoły muzycznej :D
W każdym razie z nową energią wracam do Was :))

 
   Mam Wam tyle do opowiedzenia..
Zacznę od tego, że postanowiłam inaczej podejść do urządzania naszego nowego, przedwojennego mieszkania. Jesteśmy tu od roku i zaszły w nim duże zmiany. Teraz nawet myślę, że fakt, że nas zalało, wyszedł nam na dobre. Podobno woda oczyszcza mury ze złej energii. Mieszkanie przez 100 lat miało wielu lokatorów, zapewne wiele się tu wydarzyło. Chyba tak miało być.
   Postanowiłam sprzedać wiele mebli i dekoracji, które przeniosłam z poprzedniego mieszkania, a które tu nie pasowały. Jeszcze trochę ich mam, ale wszystko szczęśliwie udaje mi się zbyć i to naprawdę fajnym osobom. Lepiej mi z myślą, że moje ulubione perełki poszły w dobre ręce ;)
   Za pieniądze ze sprzedaży kupiłam kilka nowych mebelków i dekoracji- lampy, sztukaterię, krzesła. Urządzam dom w zasadzie od podstaw. I tak jest zdecydowanie lepiej.
Obecnie czekam na odbiór sztukaterii. Zamówiłam listwy na ściany w salonie. Chcę zrobić kilka "okien", które podzielą przestrzeń ścian. W tygodniu planuję też pomalować ściany w salonie - na biel, naturalnie. To dla mnie baza doskonała. Gdy wykończę ściany, poszukam sofy albo narożnika. Brakuje mi w salonie mebla, na którym można się wygodnie rozkokosić przy dobrym filmie..
   Planowaliśmy do niedawna odsłonić deski w salonie. Dziś już wiemy, że tego nie zrobimy. Z prostej przyczyny. To by spowodowało, że będziemy słyszeć sąsiadów. Niestety, w holu słyszymy. Czas pięknie weryfikuje nasze plany ;))



   Udało mi się wreszcie urządzić pracownię.
Pomysłów na nią miałam wiele, jednak wygrać musiała funkcjonalność. Postawiłam na jeden długaśny blat z jednej strony pomieszczenia. Mąż się śmieje, że wygląda jak pas startowy ;)




Blat mieści arsenał artystyczny i stanowisko komputerowe, które obecnie, w pracy zdalnej, sprawdza się fantastycznie. To typowy blat kuchenny, nie muszę się więc z nim obnosić jak z jajkiem.
Położyliśmy go na kontenerkach z Ikea (trochę mnie zawiodły na początku, bo zamówiłam je przez internet i okazało się, że mają kolor kremowo-beżowy, a nie biały, jak w ofercie) i szafce, którą wykonał Radek - szafce na drukarkę.
Żeby nie było nudno i sztampowo, zaprojektowałam regał do sufitu (ma ponad 3 metry), a pan domu go rozrysował i wykonał. Mieści kolekcję magazynów wnętrzarskich, ulubione książki, dokumenty i dekoracyjne drobiazgi.
Wymieniłam lampę sufitową na tą, która mi się marzyła - tubę. Sufit ozdobiliśmy dużą rozetą..





Chcę w mieszkaniu mieszać styl nowoczesny z antycznym. To połączenie pasuje tu jak ulał.
Zamierzam też powtarzać pewne elementy w każdym pomieszczeniu, tak, by aranżacja całego mieszkania stanowiła całość. Dlatego właśnie do holu zamówiłam kinkiety-tuby, takie jak powyższa lampa. Niestety, nie obyło się bez wpadek ;)

Tadaaaaammm...




;) ....- producent wykonał lampę z innym gwintem, niż było w planie. Skutek był komiczny :D Na szczęście sklep, przez który dokonałam zamówienia, ekspresowo dosłał mi inne, odpowiednie żarówki. Teraz jest idealnie. Pokażę Wam w kolejnych postach. Lampy nie dają może wiele światła, za to tworzą niesamowity nastrój i wydobywają piękno przedwojennej cegły.

   Niedawno dokupiłam drugi kominek elektryczny, by mieć alternatywne źródło ciepła na krytyczne momenty ( ;) ), których doświadczyłam kilka tygodni temu. Miasto wyłączyło ogrzewanie, a ja tu prawie zamarzłam na kość!! Jeszcze nigdy dotychczas nie chodziłam po domu ubrana w tyle warstw.. Ot, uroki starych murów. Coś za coś ;)

Mała zajawka..



Na razie stoi w pracowni.

   Dokonałam kilku zmian kosmetycznych w holu. Nie montujemy jeszcze listew przypodłogowych, bo musimy najpierw wymienić drzwi. Poza tym nie wiemy jeszcze, czy z czasem nie wygłuszymy podłogi.




   A teraz najlepsze :)
W salonie zagościła nowa dekoracja. Zupełnie przypadkiem. Wymusiła zmiany w aranżacji, ale warta jest każdej myśli, poświęcenia, godziny i każdego wysiłku.
Jakiś czas temu znajoma spytała, czy nie chciałabym starych drzwi balkonowych, które wyrzucono na śmietnik. Miała ich dwie pary - jedne zostawiła sobie, drugich nie potrzebowała. Nawet się nie zastanawiałam. Dla mnie takie drzwi to marzenie. Stare, oryginalne, drewniane, masywne, wysokie i dwuskrzydłowe. Były w opłakanym stanie, ale wiedziałam, że dam radę je odrestaurować. Wzięłam w ciemno. Nie wiedziałam nawet co z nimi zrobię.
- A gdzie je wstawisz? - spytał pan domu.
- Nie wiem, ale już je kocham. Coś wymyślę.
Tak już mają rasowi wariaci ;)
























   Za renowację zabrałam się od razu. Odnawiałam je po pracy, całymi godzinami, czasem nocami. Zajęło mi to dwa tygodnie. Samo opalanie farby, zeskrobywanie, szlifowanie, usuwanie kitu, uzupełnianie ubytków. Tak wyglądały po oczyszczeniu i częściowym wypełnieniu dziur:





   Zastanawiałam się nad kolorem - myślałam nad tym, czy zostawić je w drewnie, jednak nie pasowałyby do mojej wizji salonu. Uznałam, że zrobię z nich dekorację - atrapę drzwi na ścianie. W miejsce szyb wstawiliśmy lustra. Całość pomalowałam na biało.
Rozważałam wklejenie dekoracyjnej sztukaterii w płyciny..







..jednak na razie zostawiłam je bez dekoracji. Uznałam, że po zamocowaniu ich na ścianie i zrobieniu sztukaterii podejmę decyzję, czy je dodatkowo ozdobię.
Na końcu zamówiłam retro klamkę u ulubionego producenta. Zamówiłam też szyld, który miałam montować obok klamki, na drugim skrzydle, jednak okazało się, że bolec na klamkę jest nie do wyjęcia i ma lekką krzywiznę - klamki nie da rady zamontować idealnie w pionie. Szyld wstawiłam więc pod nią, co tylko dodało uroku, a i zniwelowało widoczną pochyłość..








   Drzwi stoją pod ścianą i czekają na sztukaterię - wykleję im dookoła ramę z listewek. Jak dla mnie już prezentują się cudownie!!!!! :)))












   Ostatnio mam więcej czasu wolnego, więc więcej maluję.
Kilka dni temu powstał "Czerwcowy bukiet", malowany akrylami. Dostępny, jeśli ktoś ma ochotę i chce pokochać.. ;)



Udostępnij