18 września 2018

Furtka do ogrodu - jak zbudować ;)

   Tak jak obiecałam, spieszę z wpisem poświęconym powstaniu naszej furtki do ogrodu.
Od dawna marzyłam o takiej, która by przypominała wejście do tajemniczego ogrodu, niczym ta z powieści z dzieciństwa. Zachwyca mnie wszystko, co baśniowe, nadszarpnięte zębem czasu, a jednocześnie nieprzesłodzone, nieco rustykalne, naturalne. W takiej konwencji powstawać będzie zapewne cały ogród. Ale..wracając do meritum:
Furtkę od podstaw zbudowaliśmy sami. Wejście do ogrodu przed przeróbką wyglądało tak:






 Zaczęliśmy od zrobienia wylewki pod dwa słupy, oraz wylewki w formie pasa pomiędzy słupami. Po dwóch dniach, kiedy beton stwardniał, zaczęliśmy murować ceglane słupy. Powstały ze starej rozbiórkowej cegły, którą kupiliśmy w zeszłym roku.
Cegłę murowaliśmy naokoło, środek słupa wypełniając zaprawą. Pomiędzy słupami, po ich zbudowaniu, wyłożyliśmy dwa rzędy cegieł, tworząc próg.
Kiedy powstały słupy, zabraliśmy się za wykonanie bramki.
Użyliśmy do tego zakupionych w markecie desek podłogowych...





 Kupiliśmy je na sztuki, więc nic się nie zmarnowało. (Ze ścinek powstała kapliczka z Maryjką ;) ).
(Zamieszczam zdjęcie na prośbę Doranma)






Kiedy już ustaliliśmy dokładny wymiar drzwi (z delikatnym luzem z obydwu stron, ale naprawdę niewielkim, ok.centymetra), rozłożyliśmy deski na płasko na stole i docięliśmy je na wysokość drzwi.




Kolejnym krokiem było obliczenie dokładnej szerokości drzwi i docięcie w takim właśnie wymiarze dwóch desek poprzecznych. Deski te ułożyliśmy na drzwiach, tak, by dobrze wyglądały, a jednocześnie spinały deski w całość. Jedną umieściliśmy ok. 50cm od dołu drzwi, a tę górną nieco więcej od szczytu, bo przewidywaliśmy wycięcie góry drzwi w łuk.




Deski pionowe zaczęliśmy kolejno nabijać na te poprzeczne, zbijając je na zakładkę (cecha desek podłogowych) i wpuszczając w szczeliny dodatkowo klej do drewna.
Najpierw ułożyliśmy deskę na tych poprzecznych, później nałożyliśmy klej, dobiliśmy deskę do poprzedniej młotkiem gumowym, a na końcu przykręcaliśmy do desek poprzecznych.







Deski tutaj montowaliśmy na wkręty.
Po przybiciu (przykręceniu) wszystkich desek pionowych, wymierzyliśmy odległość pomiędzy deskami poprzecznymi i docięliśmy na wymiar dechę ukośną, którą przykręciliśmy śrubami do desek.




   Po zmontowaniu całości, przyszła kolej na docięcie łuku u góry drzwi.
Do tego celu użyłam szablonu, który narysowałam sobie na dużym arkuszu szarego papieru. Narysowałam pół łuku na złożonym arkuszu, dzięki czemu uzyskałam dwie jednakowe, symetryczne połówki.
Szablon odrysowałam na drewnie i wycięliśmy łuk. Następnie zajęłam się bejcowaniem całości. Wybrałam do tego środek przeznaczony do zabezpieczania drewna na zewnątrz oczywiście, i to taki, który uwydatnia słoje drzewa (takie informacje znajdziecie na puszce preparatu).











Jak widać, nie szlifowałam brzegów łuku. Chciałam, by furtka wyglądała na taką hand-made'ową, naturalną.

Ostatnim etapem było zamontowanie żeliwnych okuć do drzwi. Jako że jestem stałą klientką Rustykalnych Uchwytów (www.rustykalneuchwyty.pl), tam właśnie zamówiłam wszelkie elementy. Lubię tego producenta, bo zawsze służy mi radą i realizuje zamówienia na czas. No i - naturalnie - za jakość i wygląd elementów. Potrzebowałam między innymi kilku informacji dotyczących sposobu montażu klamki/uchwytu w furtce, w której drzwi osadzone są dokładnie pośrodku słupów. Musiałam się też upewnić, na czym mogę zawiesić stosunkowo ciężkie drzwi.


Zawias drzwiowy masywny czarny


Zawiasy są dość masywne. Kupiliśmy je w zeszłym roku, więc mogę napisać, że Wreszcie się doczekały montażu ;)
W tym roku domówiliśmy jeszcze kilka niezbędnych drobiazgów. Podpiszę je dla Was, bo wiem, że czasem korzystacie z moich rad i polecanych przeze mnie przydaśków ;)

Klamka drzwiowa (uchwyt z przyciskiem), która służy do otwierania furtki od zewnątrz i od wewnątrz (wewnątrz znajduje się haczyk, który wystarczy podnieść do góry)..


Skobel lekki z uchwytem








Wygląda świetnie i sprawdza się doskonale jako element do zamykania furtki bez konieczności zakładania kłódki. Pod klamką widać skobel KLIK do zamykania drzwi na kłódkę.

Kolejnym elementem jest haczyk do zamknięcia drzwi od wewnątrz..


Haczyk drzwiowy-okienny


Dużo tego, ale wszystko służy wygodzie i bezpieczeństwu, a i - wydaje mi się - udało mi się to jakoś tak dopasować, że ilość elementów nie razi w oczy.

Po zamontowaniu drzwi wraz ze wszystkimi elementami żeliwnymi i metalowymi, pozostało wykończyć słupy betonowymi daszkami i sztukaterią (www.stor.eu - również polecam polskiego producenta).

Tak prezentuje się gotowa furtka:






Jesteśmy bardzo zadowoleni z efektu prac.
Pozostała część ogrodzenia na razie czeka na swój czas (będą to metalowe przęsła z małymi słupkami z cegły). Teraz mamy ważniejsze wydatki, między innymi wykończenie stodoły i montaż monitoringu.

Co do stodoły..
Oto maleńka zajawka:




 Wszystko jeszcze robocze, bo słupy wymagają wykończenia u dołu, a i ściankę jedną zabudowujemy dopiero (no..nie do końca w zasadzie, bo okno na tejże ścianie zajmie znaczną jej część ;) ). Cieszy jednak fakt, że jest się gdzie skryć przed deszczem i mamy wreszcie możliwość zrelaksować się w ciszy, bez towarzyszących zapachów myszy, stęchlizny etcetera...
Dziwnie to wszystko jeszcze wygląda, ale.. dowyglądamy się z czasem. Nic na wariata.
W każdym razie dumna jestem, że sami to wszystko zrobiliśmy... bez użerania się z niesłownymi fachowcami-bombowcami, bez wydawania wielkich sum.. To bardzo cieszy ;)

 Mam nadzieję, że post furtkowy okaże się pomocny. Post, w którym pisałam o tym, jak kłaść płytki z cegły, stał się najczęściej wyszukiwanym, więc.. może i tym razem skorzystacie ;)

Życzę Wam dobrej nocy.

♥️♥️

10 września 2018

KONKURS Tapetuj.pl i Rustykalnego

   Wiecie co..? Brakuje mi czasu..!! Ostatnie tygodnie to dla mnie istne szaleństwo. Wróciłam do pracy jako pedagog specjalny, "zaliczyłam" Targi w Krakowie, wystartowałam w wyborach do Rady Miasta... Pomimo biegu, udało mi się nawiązać kilka wspaniałych znajomości. W szczególności w Krakowie. Ale o tym później.
   Dziś spieszę do Was z KONKURSEM. Okazja do tego przednia, bo....uwaga....
RUSTYKALNY ŚWIĘTUJE 9-LECIE ISTNIENIA :)))))))
Wyobrażacie sobie..???? A gdy pomyślę, że wiele z Was jest ze mną od początku..aż mnie ciarki przechodzą. Dziękuję Wam za to. Za cierpliwość w oczekiwaniu na kolejny post i za to, że potraficie się ze mną cieszyć z każdej małej radostki ;) :*

Dobrze, zatem do rzeczy.
Ogłaszam Konkurs, w którym do wygrania są dwie rolki pięknej tapety producenta Graham&Brown, których sponsorem jest sklep internetowy Tapetuj.plNagroda naprawdę cudowna. Jako że nie mam w zwyczaju kupować kota w worku, również nagrody, które oferuję w swoich konkursach, są przeze mnie sprawdzone - muszę zobaczyć na żywo, dotknąć. Zaręczam, że tapeta prezentuje się wspaniale!!
Żeby wziąć udział w Konkursie, wystarczy zamieścić komentarz pod tym postem - ot, wyrazić chęć wzięcia udziału w Konkursie i przygarnięcia nagrody :)) Zgłaszajcie się do końca września. Ważne: w komentarzu podajcie imię/nick plus pierwszą literę nazwiska, tak bym mogła Was rozróżnić. Zgłaszać się można również pod postem na Facebook'u.
Pierwszego dnia października dokonamy losowania jednej osoby, do której pojedzie tapeta. 

Będzie mi miło, jeśli udostępnicie na swoich mediach społecznościowych poniższy banerek :)



Zaczynajmy!!




 A oto nagroda:
(Zdjęcie tapety 14011 pochodzi z serwisu tapetuj.pl)




Zapraszam Was do zabawy, bo jest o co powalczyć ;)
Ja sama właśnie kończę tapetowanie. Tym razem postawiłam na zieleń. Zatęskniłam za klimatem saloniku Panny Marple - przytulnego, nieco mrocznego, tonącego w masywnych tkaninach i kwiatowych deseniach. Czeka mnie jeszcze szycie tekstyliów (muszę zamówić tkaninę), które dodadzą charakteru naszym wnętrzom. Poluję na kwiecistą tkaninę tapicerską.
W pokoju zrobiło się ciemniej, ale nic to biorąc pod uwagę klimat, jaki zyskało wnętrze. Wreszcie pasują tu moje kwiaty z ogrodu, wreszcie pasują richerieu'owe serwety. Tego mi było brak, a i druga połowa moja tęskniła za takim właśnie klimatem.


(inne wzory tapet- tapetuj.pl)


   Rety..późno już.. Idę po szklankę mleka. Wam zaś życzę spokojnej nocy.

♥️♥️

28 sierpnia 2018

O kryzysie i małym resecie

   Ranyyyy.... Postawiliśmy chyba największą wiatę grillową świata..

Mieszkając od niemal dziesięciu lat w tak niewielkim lokalu, w którym mieszkać trzeba umieć (często przestawiamy meble, bo zachodzi taka potrzeba, a jeszcze częściej przeciskamy się przez szczeliny wszelakie, gdy np.wpadną goście), zamarzyliśmy o przestrzeni. Przynajmniej w ogrodzie.
Poprzednia altana nie była niby mała, była standardowych rozmiarów, ale po rozłożeniu stołu pod jej dachem, ustawieniu krzeseł i...usiądzeniu..?? :P - bywało ciasno. Żeby ktoś mógł wyjść z altany, inny ktoś musiał się wsunąć z krzesłem pod stół. I to mnie irytowało.
Kiedy projektowaliśmy wiatę drewnianą, postanowiliśmy, że zrobimy taką, by nie musieć się w niej przeciskać. Ma tu być miejsce na swobodny relaks, na pichcenie, na leżakowanie etc. Zaprojektowaliśmy więc wiatę większą od poprzedniej i wyższą trochę, by czuć przestrzeń.
Kiedy przyszły belki i kiedy je malowałam, miałam wrażenie, że mało ich jakoś..i że w sumie chyba niewielkie są.. Za to gdy zmontowaliśmy wiatę, okazało się, że powstał kolos. Pierwsze słowo, które wypowiedziano po oględzinach wiaty z daleka: "stodoła" ;)))) I tak już zostało. A stodoła jak się patrzy...
No właśnie, napisałam, że miałam wrażenie, że jest mało belek. Kiedy zaś przyszło mi malować łaty, przyszło załamanie - było ich całe mnóstwo. Bejcowałam każdą 5-metrową deskę z trzech stron, a robiłam to przez 3 dni. Całe dni, od 9:00 rano do 21:00 wieczorem. Po dwóch dniach miałam dość, tym bardziej, że pogoda dopisała za bardzo i było naprawdę słonecznie i ciepło. W domu, wieczorem, przyszedł kryzys - rozpłakałam się. Dłonie miałam w pęcherzach, nogi poobdzierane od noszenia belek, a na prawej ręce ogromną wysypkę od żywicy (nawet nie wiedziałam, że jestem aż tak uczulona..). Ponadto bolały mnie plecy, bo malowałam schylona. Wiem, że to brzmi, jakbym się nadmiernie uskarżała..a są ludzie, którzy pracują dużo ciężej, ale zebrało mi się poza tą pracą wiele dodatkowych stresów, jakimi było jeżdżenie na KP w sprawie przywłaszczenia telefonu Radka, załatwianie formalności w skarbówce (rozliczałam remont), wykonywanie drobnych zleceń dla znajomych czy wymiana sprzętów w mieszkaniu. Dodatkowo wnerwił mnie fakt, że któregoś tam dnia planowaliśmy ukończyć przybijanie łat, by uszczelnić dach, a na końcu, przy szczycie, okazało się, że - uwaga - ZABRAKŁO NAM JEDNEJ DESKI. No fatum jakieś. Naprawdę miałam dość.
Zrobiliśmy sobie krótką przerwę od prac i pojechaliśmy na działkę odpocząć. Postanowiliśmy, że nie tkniemy roboty za nic w świecie. Rozłożyliśmy leżaki pod stodołą, przetarłam stół, postawiłam gorącą zupkę. Zjedliśmy. Rozłożyliśmy się następnie na leżakach, gdy nagle lunął deszcz. Jak z cebra. Julka wyciągnęła się wygodnie na siedzisku mówiąc: "Jak fajnieee...", gdy w trymiga spłynęła jej po czole stróżka deszczu, która - naturalnie - przedostała się przez szczelinę z braku TEJ JEDNEJ łaty ;)))) Potem okazało się, że stróżek jest więcej, bo tu szczelina, tam wypadnięty sęk.. Zebraliśmy się więc ze sprzętem i zapakowaliśmy do samochodu. Odpoczęliśmy w domu ;)
Po jakimś czasie okazało się, że ową bejcą od malowania belek i łat się po prostu strułam. Miałam zawroty głowy i ból brzucha. Ale.. już po bólu.

   W sobotę mieliśmy w bliskiej rodzinie Radka wesele. Żenił się nasz ulubiony siostrzeniec Radka (właściwie to jedyny siostrzeniec, ale bardzo go lubimy, podobnie jak jego - już żonę - Anię). Tydzień przed weselem mieliśmy odpocząć, ale..gdzie tam... Wiata szła jak burza, a ja jeszcze przyjęłam szybkie zlecenie od znajomego - odnawiałam rzeźbę Matki Boskiej z Dzieciątkiem. Błyskawicznie, bo to na dożynki było, również na sobotę 25-go. Odpocząć zatem miałam w piątek, ale.. musiałam zrobić wieniec na nasze dożynki ;) To jednak nie praca, lecz relaks - wieniec po raz pierwszy robiłam w stodole, w cieniu, w czystym i naszym miejscu, pośród wszechobecnej ciszy, bo sąsiadów nie było... tylko śpiew ptaków i podmuch kołyszących się sosen.. Odpoczęłam.
W sobotę rano zatroszczyłam się o swoją zewnętrzność, by wyglądać dobrze i wypoczęcie ;))) Och, jak dobrze było się tak wystroić...!!!!!! Od jakiegoś czasu nie mam na to czasu, a na wsi chodzę z czarnymi paznokciami (inaczej nie da rady) i zdartymi kolanami, w wychechłanych ciuchach. A tu... makijaż piękny, włoski wreszcie odżywione, biżuteria delikatna i długa, błękitna suknia. Wreszcie poczułam się jak kobieta, a nie Bob Budowniczy Damy Radę ;))))))

 Wesele się bardzo udało. Odbyło się w hotelu z pięknym widokiem na niewielkie góry, pogoda dopisała. A nas rozpierała duma. No..może bardziej mnie. Że pomimo faktu, iż na co dzień nie ma czasu, by się spotykać i spędzać ze sobą wiele czasu, mam fajną rodzinę. Tę Radkową naturalnie. Adoptowałam się do nich już na amen. Jego kuzynki są już moje, a ja ich. Rodzeństwo też jakby moje... Może to dlatego, że sama taką trochę sierotką jestem..bo, można rzec, mam jedynie mamę. Dobrze mi z tym.
Nie obyło się bez sytuacji, które wywołały uśmiech i..które będziemy pamiętać ;) Sama po przyjeździe do hotelu ratowałam butonierkę młodego, bo uległa zniszczeniu...bo mama jego w takim stresie była, że sama już nie umiała temu zaradzić biedna.. A babcia młodego - która oczywiście mnie zna od lat i mówi mi po imieniu - spotkała mnie na korytarzu hotelu i prosiła o pomoc w zapięciu suwaka, mówiąc mi przy tym na "pani". "Może mi pani to jeszcze dopiąć?", "Proszę mi obciąć tę nitkę", "Może mi pani powiedzieć, czy jest dobrze?" W końcu spojrzałam na nią, taką biedną roztrzęsioną i mówię: "Pani Ulu, to ja, nie poznaje mnie pani??" - "O rety, Kasia! Nie poznałam cię" ;)))))) No tak, sponsorem odcinka był babciny stres i mój jakże udany makijaż ;))))
   Było cudnie.

   Teraz, po powrocie, z powrotem - z dużym zapałem - ruszyliśmy do pracy. Radek wczoraj ukończył dach (kładzenie gontów). Pozostało jeszcze zamontować wsporniki.
Udało nam się też skończyć furtkę. Pokażę ją jeszcze w tym tygodniu. Pomyślałam, że stworzę wpis z instrukcją, jak ją wykonać - krok po kroku ;)

   Tymczasem piję kawę i zabieram się do pracy - przygotowuję się do Targów Expo w Krakowie, które już w ten weekend :D


A, zdradzę Wam jeszcze, że już oficjalnie rozpoczęłam współpracę z firmą Meble Marzenie, producentem mebli tapicerowanych. To dla nich wkrótce zaprojektuję swoje pierwsze meble :)))))

Do zobaczenia w kolejnym wpisie!!

♥️♥️
 

17 sierpnia 2018

Expo Kraków - zapraszam

   Myślałam, że wcześniej podzielę się z Wami relacją z budowy wiaty, ale prace się przedłużyły ze względu na fakt, że Radek się dość poważnie rozchorował. Sytuacja już opanowana, budowniczy wyleczony, a to najważniejsze. Teraz pracujemy jak mróweczki, by nadrobić zaległości.

Dziś dzielę się z Wami bardzo sympatyczną informacją. Otóż zostałam zaproszona do udziału w Targach Expo w Krakowie, w charakterze gościa. Strasznie to miłe!!!!!! :))))
Gościom Targów będę doradzać w kwestii aranżacji i dekoracji wnętrz. Będziecie mogli ze mną zwyczajnie pobajdurzyć, a ja - podczas jednego z wykładów - opowiem Wam o tym, jak wyglądała moja (baaardzo wyboista) droga do spełnienia marzenia - kupna wymarzonego domku ;)
 Dopieszczam jeszcze szczegóły dotyczące swojego udziału w Targach, więc jak tylko będę znać więcej szczegółów, poinformuję na łamach bloga.
Zdradzę tylko, że będę miała wejściówki dla chętnych czytelników ;)







   Podczas Targów wystąpią też inne fajne i zdolne blogerki (informacja na poniższym plakacie), a także Darek znany z programu w HGTV, "Darek solo". 


   Strasznie się cieszę na myśl o udziale w Targach, ale też o wizycie w Krakowie, no i w naszej kochanej Ściborówce :) Z Danusią nie widziałyśmy się szmat czasu, jestem ciekawa zmian, jakie zaszły w jej klimaciarskim siedlisku.

   Zapraszam Was do zaglądania na bloga - już niedługo Konkurs ;) Muszę Was troszkę porozpieszczać za ten czas oczekiwania na kolejny post :) Mamy teraz sporo pracy w leśnym, bo pogoda sprzyja. Budujemy wiatę i wykańczamy słupy przy furtce. Szczęśliwa jestem, bo kilka dni temu udało nam się na wyprzedaży kupić kilka przęseł ogrodzenia za 30zł/sztuka, a wcześniej kosztowały prawie 100zł... Jesienią, jak zdrowie pozwoli, zrobimy kawałek ogrodzenia, po wschodniej części ogrodu.
Jeśli ciekawią Was nasze poczynania, zapraszam do śledzenia Rustykalnego na Instagramie - czasem wrzucę coś na bieżąco, na szybkiego. 

   W mieszkaniu planuję wprowadzić kolor na ścianach. Ciepełkaaaaaa......!!!!!!

♥️♥️


31 lipca 2018

Malowany szyld i wspomnienia wiejskich smaków...

   Ostatnie dni nas nie rozpieszczały. Radkowi skradziono telefon i dokumenty. Biegamy od punktu do punktu zastrzegając co da się zastrzec, żeby żaden artysta na nas kredytów nie nabrał, ani nie ogolił - i tak już prawie pustego - konta. Szukaliśmy telefonu i dokumentów w sobotę, jeszcze grubo po północy. Nawet w śmietnikach.. (rany..jakie rzeczy ludzie wyrzucają...!! )
Zdenerwowanie wzięło górę i niedziela rozpoczęła się nieciekawie. Załatwialiśmy sprawy, nawet nie myśląc o planach, jakie mieliśmy. Obiad zamrożony... bo jak tu myśleć o pichceniu, kiedy na głowie tyle... Tym bardziej ucieszył mnie telefon cioci, która zaprosiła nas do siebie na wieś, na obiad.
I gdy znaleźliśmy się w tak pięknej, wiejskiej scenerii, prawdziwie wiejskiej - bez wypacykowanego trawniczka, za to z wiekowymi drzewami owocowymi i warzywnikiem, w którym kapusty i krzewy pomidorów przeplatały się z wiejskim kwieciem (żółte i pomarańczowe "śmierdziuchy" - tak je nazywa pani babcia), cała złość uleciała. Z błogą ciszą, podmuchem wiatru, zapachem spieczonej słońcem ziemi.
Był taki moment, że domownicy gdzieś się ulotnili, mama z ciocią poszły do warzywnika..a ja siedziałam przy stole słuchając cichych dźwięków skrzypiec. I poczułam się tak........ o rany... Tęsknię za taką magią wsi. Za tym melancholijnym stanem, który towarzyszy Ci gdy spacerujesz letnimi, zarośniętymi ścieżkami. Za łąką.. za nieidealnymi wiejskimi pejzażami. Przypomniał mi się nasz ogród. I przypomniał mi się smak i zapach zupy Pani Rakowskiej.
Pani Rakowska była naszą sąsiadką w Siedlisku. Starowinka już była, kiedy byłam nastolatką. A gdy byłam kilkuletnim dzieciakiem, czasami mnie pilnowała, gdy mama była jeszcze w pracy. I pamiętam, jakby to było wczoraj, dzień, gdy poczęstowała mnie talerzem zupy. To była jakaś jarzynowa, z całymi marchewkami...ale jak one smakowały..boziuniu... jakie prawdziwe, aromatyczne. Nie miały nic wspólnego z tym, co dziś kupuję w markecie. Ba..czasem nawet na targu.
Zupa Pani Rakowskiej smakowała jakoś tak...prawdziwie wiejsko, wyjątkowo. I tak wyjątkowo pachniała... Nie wiem, czy akurat wtedy zachwycił mnie ten smak, ale pamiętam go tak przejrzyście..!! Podała mi ten talerz w kuchni... stały tam na pewno stare, białe meble... i jakiś kredens chyba.....
Za taką wsią tęsknię. Prawdziwą, aromatyczną, cichą, spokojną, trochę zapyziałą, ale szczerą. Dlatego właśnie chcę stworzyć namiastkę tych moich nostalgii dziecińskich tu w Leśnym... Chcę tego doświadczać, przypominać sobie, celebrować.
Zastanawiam się co zrobić, by dodać wiejskiego sznytu mojemu ogrodowi...


♥️

   Dziś malowałam szyld kamienny, który odebraliśmy, wraz z daszkami, od producenta (temu poświęcę osobny post). Chciałam, by rama szyldu odznaczała się na ceglanym słupie, ale środek rozety pomalowałam na kolor starej cegły. Miał wyglądać jak ciut omszały... .


 To surowa rozeta:




A tutaj już prace wykończeniowe...





Tak to sobie wymyśliłam. I nie "No.", lecz "Nr" - po polsku ;) (wybaczcie jakość zdjęcia, ale tak szybko telefonem...żeby się już z Wami podzielić)





   Wiatę już zdemontowaliśmy. Oddaliśmy rodzince - niech im służy. My powoli przygotowujemy miejsce pod wylewkę. Dziwnie tak bez tej wiaty. Pusto. 
Kwiaty musiałam przesadzić, bo znalazłyby się pod zadaszeniem. Cieszę się, że przeżyły rudbekie po pani Mariannie. Lubię je.


Ostatnie zdjęcie zadaszenia...




   Furtka, choć jeszcze nie wykończona, już spełnia swoje zadanie. Wreszcie mogę chodzić swobodnie po chacie, nie obawiając się, że mnie widać ze ścieżki. Wolę tak, intymnie.






   Żegnam się z Wami uśmiechem Janioła... jednego z moich ulubionych.. ;)




Dobrego wieczoru!!
♥️♥️

26 lipca 2018

Małe radości

   Jolu spójrz..mam swoje pierwsze, najswojeńsze makówki..!!
:))))))))))))))))))))





   Pomysłem na tworzenie bukietów z makówek zaraziłam się od Joli, autorki "Jolandii" (http://jo-landia-mazurskakraina.blogspot.com), będąc jej gościem na Mazurach. Zauroczyło mnie to, że Jola potrafi stworzyć bukiet z tego, na co zwykle nie zwracamy uwagi i co, wydawać by się mogło, nie jest warte uwagi.
Tęskni mi się za Mazurami, a nie ma kiedy pojechać.. . W tym roku uda mi się chociaż odwiedzić Danusię ze Ściborówki, bo mam wziąć udział w pewnym wydarzeniu w Krakowie, a stamtąd to rzut beretem.

   Przeokropnie dokuczają mi te upały. W taką pogodę to tylko siedzieć w domu pod lasem. Basen by się przydał już..wyremontowany.. żeby się w nim chłodzić... Póki co na jego dnie zalegają glony i z miliard kijanek. I żaba. Jedna. Przytargała ją Julka. "Mamuś ona tam biedna sama na ścieżce stała, zdechłaby." No i ją kijem pogoniła aż do naszego basenu. O losie...a ja tu się chciałam żab pozbyć... ;)))))))))

A skąd makówki..?? Rok temu wiosną wysiałam mieszankę polnych kwiatów, maleńkie opakowanko, kupione w markecie. I rozsiało się to to w tym roku tak, że mam pole makowe przed domem. Na razie się nie pozbywam, niech jest.
Muszę porozsiewać ostróżki.Mam uciąć suchą gałązkę, obrócić do góry nogami i wytrzepać nasionka. W lutym posiać w donicy, w maju - gdy będą miały liście - popikować (cokolwiek to znaczy - e tam, wygogluję..), a w sierpniu wsadzić do ogródka. To rady Doroty, której pozazdrościłam pięknych, kolorowych ostróżek. Ja mam tylko niebieskie (po babci Mariannie) i biało-czarne, zakupione tego roku w centrum ogrodniczym.

   Lecę się szykować. Dziś będziemy demontować płyty betonowe pod starą wiatą, bo jutro przyjadą po nią ciocia z wujkiem. Oddajemy im wiatę, skorzystają jeszcze z niej. Szkoda wyrzucać.

Dobrego dnia Wam życzę i przetrwania tego ukropu okropnego ;)))
♥️♥️

25 lipca 2018

Furtka - wreszcie..

   Dziwnie jest zaczynać renowację działki i domu od ogrodzenia. Bo z reguły to się najpierw grodzi, później wyrównuje ziemię, stawia dom, a na końcu zakłada ogród. A my wszystko na odwrót. Dom nieruszony, ogród się przeradza w nasz ogród, no i pojawiają się elementy, od których się kompletnie nie zaczyna. I to jeszcze nie w całości. Powstała furtka, ale tylko ona, bo dalsza część ogrodzenia powstanie, gdy uda nam się w dobrej cenie kupić przęsła. Trochę się zgapiliśmy, gdyż w zeszłym roku właśnie pojawiły się elementy ogrodzenia w bardzo okazyjnej cenie.. mogliśmy kupić. Ale nic to już, musztarda po.
Robimy po prostu to, na co nam obecnie starsza środków i czasu, dlatego powstała furtka, a w sierpniu wybudujemy wiatę grillową.

   Furtkę zamontowaliśmy wczoraj po południu. Duma nas rozpiera, bośmy ją sami, w dwójkę, od A do Z postawili. Wymaga jeszcze drobnych wykończeń - zamontowania zasuwy, jakiejś klamki.. ale to z czasem. Słupki będą wykończone daszkami, które zamówiliśmy, a które mają być gotowe z końcem miesiąca. Wraz z daszkami zamówiłam małą tabliczkę, na której będę musiała wymalować numer domu. Wcale się z tego nie cieszę.. wcale ;)))))))))



To furtka z zewnątrz...
Celowo nadałam jej nieco gotycki kształt. Miała wyglądać jak drzwi do tajemniczego ogrodu. Kiedyś się pięknie zestarzeje. Słupy pewnie miejscami pokryje mech, bo od lasu mamy go tu całkiem sporo. A wszystko to bardzo przez nas pożądane...




... tu zaś widok od wewnątrz działki..








   Zachwyceni jesteśmy tym, jak wyszła, choć..sąsiedzi ze zdziwieniem spoglądają na słupy, które wcale nowe nie są i ani to równe, ani modne... ;)))
No jest po naszemu. Kiedyś cały ogród będzie utrzymany w rustykalno-angielskim stylu. I cały taki niemodny, taki jakby miał ze sto lat..ale za to z klimatem jak z baśni..

 

   Zastanawiam się już nad tym jak "zrobić" wiatę. Nie wiem, czy nie pomalować ją bejcą przed złożeniem. W tartaku radzono nam, byśmy zrobili to dopiero po dwóch latach, bo drzewo będzie dostatecznie zabezpieczone i wyheblowane.. ale.. jakoś nie widzi mi się korzystanie przez dwa lata z jasnej wiaty, zupełnie nie w naszym stylu. Cóż...trawimy. ;)
Czekamy na dostawę drzewa. Zamówiliśmy już kotwy pod słupy. Pozostało jeszcze zamówić złączki i śruby. Z milion ich trzeba chyba.....
Wiatę oczywiście postawimy sami, z pomocą - nieocenioną zresztą - szwagra. Rany.. nie mogę się doczekać. Kiedy już stanie, zrobimy porządną podłogę (na razie nie wylewkę - tę później - ale kamyczki, bo pod wiatą przechodzić będą w przyszłości rury od szamba..czy coś... ). Wreszcie będę mogła pomyśleć o jakimś porządnym stole i biesiadować ładnie..tak z obrusem i dzbanem kwiatów na blacie. Póki co wszystko się dynda, bo ziemia nierówna, a stoły takie poniszczone, że strach obrus zarzucić, co by się nie porozdzierał.
To będzie pierwszy Nasz zakątek w ogrodzie. A z wiatą będzie o tyle ciekawie, że po jednej z jej stron, tuż za słupami, znajdować się będzie zejście do basenu. Będzie więc można siedzieć sobie na jakimś siedzisku.. może z palet.. i moczyć nóżki w basenie, nie wychodząc praktycznie spod wiaty..


   Obiecałam w poprzednim, że podzielę się resztą mebla, którego koronę już po części odsłoniłam.
To nasz nowy nabytek. Nowy-nienowy w sumie..bo to antyk przecież. Przyjechał aż z Bydgoszczy. Pan domu zachwycony, bo pojemna taka, jakby jakaś magiczna była. Trochę oponował zanim kupiliśmy, bo "może przytłoczy, może się nie pomieścimy w niej"...ale gdy już stanęła, zaczął się uśmiechać od ucha do ucha i teraz już tylko "ochy" i "achy" w jej stronę rzuca. "Jest super. Wiesz, że ja zawsze sceptycznie podchodzę i nie mam wizji, że marudzę, ale jak już coś wstawisz, to zawsze jestem zachwycony. Kocham nasz dom...".
:)))))




♥️♥️

22 lipca 2018

Konsolka po renowacji i nowe stare..

   Dziś króciutko, bardziej zdjęciowo. Będziemy dziś montować furtkę. Słupy już stoją - idealnie nieidealne. Cudne :)))







Dzielę się z Wami metamorfozą konsoli. Po pomalowaniu dodałam jej dekor. Zyskała na urodzie, to na pewno, choć nie jestem pewna, czy powinnam zostawić ją białą, czy nadać jej kolor kremu...

Przed:



Po:





Wkomponowała mi się ładnie pomiędzy ścianą okienną a kominkiem. Na razie stoi na niej lampa, której abażur musiałam wyprać i gdzieś wysuszyć. Abażur zupełnie mi tu nie pasuje, ale jak obeschnie, powędruje do pudła i czekać będzie na wybudowanie domku..











 Wpadłam ostatnio w wir szycia. U pana, który sprzedaje starocie, widziałam kanapę z pięknymi poduchami w angielskim stylu. Postanowiłam stworzyć dla siebie choć namiastkę. Nie wyszło źle. To moje pierwsze własnoręcznie uszyte poduchy, więc... ;)









Widać już nasz siedzeniowy nabytek. Fajnie się robi. Brakowało mi, nam, staroci...
Uwierzycie, że za ten dębowy stół dałam 100zł..?? :)))












Poniżej kawałek tego, co w kolejnym poście...




 Ściskam Was mocno!!
♥️♥️

16 lipca 2018

Renowacja stolika - konsolki

   Kochane moje, nie odpisuję na razie na Wasze komentarze, bo nie wiem, czy przeczytacie, więc pozwolę sobie tutaj, w poście.
Mysiu, więcej sofy pokażę, gdy się ogarnę z bałaganem. Mamy tu małe zamieszanie, bo przy okazji wymiany mebelków robię duże porządki. Już wkrótce pokażę więcej :)



   Od kilku dni pracujemy nad furtką. Na razie mamy zrobioną wylewkę pod słupy i taką oto extra-artystyczną bramkę ;))





Słupy chcemy postawić masywne, by utrzymały bramkę. Wszystko musi zasłaniać wejście szczelnie, by leśna zwierzyna nie przeskakiwała płotu i nie niszczyła moich roślinek.




Byliśmy też u producenta betonowych detali - oglądaliśmy elementy, którymi moglibyśmy wykończyć słupy. Na razie staną dwa i stanie furtka. W przyszłym roku pójdziemy dalej z ogrodzeniem, bo czekamy na wyprzedaże, by kupić przęsła.

   Budowy mniejszego domku w tym roku nie będzie. Za dużo wydatków się wyklarowało, więc większe inwestycje odpuściliśmy. Ale coś jednak zbudujemy - drewnianą wiatę grillową. Radek czuje potrzebę stworzenia czegoś, co będzie zachęcało do przyjazdu, bo póki co dom odstrasza, a w ogrodzie brak strefy wypoczynku, która w pełni spełniałaby nasze potrzeby.
   Zamówiliśmy już drzewo. Ma być gotowe za trzy tygodnie. Śmiechu było co niemiara przy składaniu zamówienia, bo obsługiwała nas babeczka, która żartuje bez przerwy ze wszystkiego, pogodna i zabawna.. Motała się biedna z naszym projektem, bo Radosław tak to wszystko rozrysował, że nijak się to miało do babskiej wizji wiaty ;) Kiedy już ogarnęła temat i narysowała całość, wykrzyknęła "jupiiii!!" podnosząc ręce do nieba, zupełnie jakby udało jej się wygrać w totka ;)))) Fajna. Po odebraniu zamówienia poleciła nam przy okazji fajny impregnat do drewna - mają nim pomalowane drewno w domku, w którym mieści się biuro. Wygląda obłędnie. Kobietka pozwoliła mi zrobić zdjęcie puszki z impregnatem, który przed nałożeniem ma kolor.. jak pięknie i trafnie określiła - sraczki. Przepraszam ;))))


   Dziś/jutro zaczynamy murować słupy. W dwójkę, rzecz jasna. Wprawę w kładzeniu cegieł już mam, więc.. ;) W oczekiwaniu na zastygnięcie wylewki postanowiłam poddać renowacji stary stolik-konsolkę:







Kiedy go kupiłam (kilka lat temu), miał zniszczony blat, więc wykleiłam do kafelkami - tak było szybko, tanio i stolik mógł z powodzeniem stać na balkonie.
Tym razem postanowiłam do odnowić gruntownie, wymieniając blat na nowy. Chcę, by stanął w pokoju, obok kominka.
Odbiliśmy stary blat, a na nowy kupiliśmy szeroką deskę.




Na początku chciałam zrobić prosty blat, jednak po docięciu dechy pod wymiar zostały mi 3 ścinki szerokości 10cm, z których postanowiłam wykonać ścianki boczne. Jedna - tylna - ma być prosta, a boczne chciałam wyciąć w jakimś ciekawym kształcie. Naszkicowałam więc na okładce starego zeszytu szablon i wycięliśmy te boki. Wyszły pięknie..








Nie planowałam więcej ozdobników, ale po docięciu boków pozostały nam fajne końcówki, które połączyłam ze sobą i z których zrobiłam dekor na tylnej ściance..




Po sklejeniu całości zaszpachlowałam wszystkie szczeliny. Dziś je przeszlifuję i mogę zamontować blat. Potem już tylko malowanie. Na biało, bez żadnych przecierek...


   Dopijam kawę. Przerzuciłam się na czarną i dobrze mi z tym.
Nie mogę się doczekać budowy wiaty. Kiedyś stanie pod nią grill... i fajne meble jakieś może.......
:)

♥️♥️



Udostępnij