poniedziałek, 19 lutego 2018

Rustykalny w "Dzień dobry TVN" - już w czwartek :)

   Witajcie!!
Zamilkłam na chwilę, bo miałam bardzo, bardzo dużo pracy w związku z interesującym wydarzeniem.
Wczoraj w naszym domu gościła ekipa telewizji TVN. Gościli u nas Kasia Jaroszyńska, Rafał Michalak i Artur Rzęchowski, którzy nagrywali u nas materiał do programu "Odpicowane mieszkanie", który to materiał będzie emitowany już za moment, bo w czwartek, 22 lutego, w "DZIEŃ DOBRY TVN" :))))))

Rany, jakie to fajne doświadczenie!! ;)

   Ekipa zapowiedziała się zaledwie kilka dni przed przyjazdem, więc miałam mało czasu na przygotowanie domu. Porządkom nie było końca, zarwałam więc kilka nocek ;)

   Goście zjawili się u nas wczoraj z samiutkiego rana.
Nagrywanie takiego materiału wymaga sporo pracy i ogromnego zaangażowania, miło było więc zobaczyć to "od kuchni" i ujrzeć profesjonalistów-pasjonatów w swoim żywiole.

Najpierw do domu wniesiono sprzęt. Nie, sprostowanie - Tonę sprzętu ;))) Później nas okablowano. Panowie przygotowali wszystko na tip-top i zaczęto nagrywać wywiad. Całość odbyła się w swobodnej atmosferze i było bardzo,bardzo wesoło, głównie za sprawą tego, że popełnialiśmy błędy ;) Najfajniejsze były momenty, gdy "produkowaliśmy się" opowiadając dość długo o czymś, po czym okazywało się, że trzeba było wszystko powtarzać, bo coś tam hałąsnęło.. a my zdążyliśmy już stracić wątek ;)))
   Czy się stresowałam..? Nie. Choć to duże emocje, nie krępują mnie wypowiedzi na forum. Julka i Radek trochę się zestresowali, ale panowie operatorzy o nas zadbali - przerywali nagranie właśnie wtedy, kiedy tego potrzebowaliśmy, zupełnie jakby czytali nam w myślach.

   Po nagraniu wywiadu zaczęły się zdjęcia wnętrz. Trwało to trochę, ale tutaj już zaangażowany był tylko Artur, więc ten czas spędziliśmy na pogaduchach przy herbacie, z Kasią i Rafałem.



   Cieszę się ogromnie z tego spotkania i z tego, że po raz pierwszy będę mogła zaprezentować nasze "m" w telewizji. To dla mnie ogromne wyróżnienie, tym bardziej, że ekipa tvn-owska przyjechała tego dnia specjalnie i tylko do nas :) No i w ogóle, wnętrza zostaną pokazane przez profesjonalistów, z odpowiednim doświetleniem etc.etc...
Wy, moi rustykalnodomowi podczytywacze, będziecie zaś mogli zobaczyć mnie samą. Może nie idealną, ale od lat oddaną pasji aranżowania i dekorowania swoich czterech, kochanych, najukochańszych czterech kątów :)))


O proszę, jaki arsenał ;)








Miałam dylemat, czy dzielić się tym zdjęciem,bo wyszłam jak...hmm...no dobra, nie będę komentować ;), ale wrzucam je, bo w pełni oddaje atmosferę wczorajszego dnia, a i Rafała obdarzyliśmy ogromną sympatią za jego szczerość i nieodłączny uśmiech :))


































   Cóż, zapraszam Was serdecznie do oglądania programu w czwartek. Tych, którzy tak jak ja będą akurat w pracy, zapraszam do śledzenia strony oficjalnej TVN, na której pojawi się materiał. Poinformuję Was o tym na pewno i podam link.

Mnie pozostaje mieć nadzieję, że nie wypadnę źle i że moje szkła i inne drobiazgi zaprezentują się naprawdę dobrze, bo przez intensywne pucowanie tychże zarwałam kilka nocy ;))))


Uściski Wam przesyłam!! :***

niedziela, 11 lutego 2018

Tapety z retro-nutą

   Nie wiem z czego to wynika, że mam taki sentyment do klimatu retro. Nie tylko w temacie wnętrz, ale w ogóle. Uwielbiam wszystko, co jest utrzymane w stylu minionych lat. Fryzury z lat dwudziestych, suknie z trzydziestych i czterdziestych.. Strasznie lubię drobiazgi i sprzęty pochodzące sprzed wojny. Wszystko wówczas było jakieś takie bardziej dopracowane, solidne, stonowane w kolorystyce, eleganckie, klasyczne.

   Ferie spędziłam pod kocykiem, oglądając ekranizacje Agathy Christie. Chłonę klimat filmów. Zawieszam wzrok na błyszczących w słonecznym świetle samochodach, sędziwych, drewnianych meblach, ciężkich tkaninach przy oknach i ubiorach dam. O właśnie, dam… J Strasznie lubię podglądać wnętrza filmowe. Szczególnie te angielskie, w których królują ciemne kolory i desenie, mieszane ze sobą w nieoczywisty sposób, lecz zawsze pasujące.
   Zastanawiam się już nad tym, jak będą wyglądać wnętrza naszego wiejskiego domku. Na pewno będą nieco mroczne, ciemne, na pewno bardzo klimatyczne i ciężkie. Będzie tu dużo drewna, ale znajdzie się też miejsce na tapety. Wzorzyste, kolorowe, utrzymane w klimacie retro.

Póki co marzę i buszuję w sieci oglądając zdjęcia aranżacji i produktów. Często powracam do strony tapetuj.pl i przeglądam ofertę tapet. W oko wpadło mi kilka tapet Graham&Brown, między innymi te:


(chcecie podejrzeć nazwę kolekcji i cenę - kliknijcie w zdjęcie ;) )













Tutaj klimat dawnych lat w nieco delikatniejszym i romantycznym wydaniu..



   Wyobrażam sobie salon, w którym podstawowy kolor ciepłego dębu przełamany jest odcieniami bordo, ciemnej zieleni, kremu czy rudości. Lubię takie kolory we wnętrzach z minionych epok.
Nie jestem pewna, czy zastosuję tylko takie, czy jeszcze pójdę w niebieskości, tak by nawiązać troszkę do moich bolesławców..
O,  na przykład taką tapetę widziałabym na kawałku ściany, pod którą stanęłaby stara witryna z ceramiką w kobaltowych barwach. Tapeta aktualnie w promocji i kosztuje grosze, coś koło 25zł.za rolkę.. Hmm..do przemyślenia ;)




A taką widziałabym w pokoju Julki:







..i do tego na przykład czarna szafa…drewniane łóżko, drewniana podłoga i obrazy z motylami…ach..!! J

  Na razie pozostaję w sferze marzeń i snucia planów. Muszę się zdecydować ja podstawę, która stanowić będzie tło dla dodatków – tkanin na oknach, mebli, dekoracji.
Takie planowanie, wizualizowanie, bardzo pomaga osobie będącej właścicielem domu, który obecnie nie przypomina niczego, a bardziej ruinę z połatanymi krokwiami i pooklejanymi styropianem ścianami.
   Nasza Julka nie lubi jeździć na wieś, bo nie lubi domku. Nie dziwię się, bo dziecko przecież nie potrafi dostrzec potencjału budynku i lokalizacji. Kiedyś, gdy byłam w jej wieku, snułam fantazje na temat wymarzonego pokoju z moją mamą. Dziś sama jestem mamą i opowiadam swojej córce jak kiedyś będzie wyglądał ten jej wymarzony.
Dobrze mieć bujną wyobraźnię. Bardzo dobrze…………. ;)

czwartek, 8 lutego 2018

Ruszyłam - zapraszam do PolkaDECOR :) i słów kilka od serca

   Zmiany w życiu czasami są nieuniknione, a nawet wskazane.
Już od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad tym, co począć z Rustykalnym (firmą). Czas pokazał, że otwierając działalność o tej nazwie zamknęłam się na twórczość i oferty utrzymane w odmiennym stylu.
Nie rezygnuję z bloga, bo pomimo tego, że teraz urządziłam się w zupełnie innym stylu niż stricte rustykalny, moja miłość do tego co wiejskie, sielskie, nie ustała. Jak wiecie, przede mną budowa wiejskiego domku i aranżacja ogrodu, tak więc uda mi się zachować spójność z ideą bloga (bo co poniektórzy zarzucali czasem, że "jak to, rustykalny, a tu takie wnętrza??") :) Poza tym blog jest moim drugim dzieckiem, cząstką mnie samej, tak więc będę kontynuować pisanie i na jego łamach będę się dzielić z Wami tym, co tworzę, i tym, co u mnie.
Teraz będzie mnie tu więcej. Taki sobie postawiłam cel.
Wiem, że w ostatnich miesiącach zaniedbałam pisanie. Ale to dlatego, że przez różne życiowe okoliczności straciłam do tego serce. Musiało upłynąć trochę czasu, a ja potrzebowałam uporać się z pewnymi sprawami i na powrót odnaleźć siebie.

   Zamierzeniem moim jest, by pisać więcej. Odkąd zaistniałam na facebook'u, moja uwaga skierowała się właśnie tam, ale czas pokazał, że nie tędy droga. Muszę dokonać zmian. Nic nie obiecuję, bo pojawiło się tu dawniej kilka zapewnień, których nie udało mi się spełnić, bo czas, bo coś wypadło, bo.... Jednak mam cel, a to najważniejsze.


   Ruszyłam z nową firmą, co... nie było łatwe ;) Kto kiedyś otwierał i przechodził przez biznesplany i inneplany, tworzenie logo, nazwy..ten Wie :) 
Zamierzałam stworzyć coś uniwersalnego, nie zamykającego mnie w konkretnym stylu, coś, co kojarzyć się będzie z dekoracjami, rękodziełem, rękodziełem polskim, Polki. Powstała więc PolkaDECOR :))


   Dlaczego "Polka DECOR"? Bo tworzy Polka, tak po prostu. Bo będą tu moje projekty, moje pomysły, będzie moje serce. A klienci zagraniczni niech wiedzą skąd rękodzieło pochodzi ;)

   PolkaDECOR stworzona została głównie celem sprzedaży tego, co tworzę. PD to unikatowe meble, lampy, obrazy, grafiki i inne artykuły dekoracyjne. Również Janioły ;) Kupując w Polce mój klient będzie miał pewność, że nabywa coś nietuzinkowego, jedynego w swoim rodzaju. Coś, w co włożyłam serce i co występuje tylko w jednym egzemplarzu. 
Sama dosyć już mam wszędobylskich produktów, które widuję w co-drugim domu. Wychodzę na przeciw potrzebie tworzenia wnętrza, domu, indywidualnego, oryginalnego.

   Już teraz zakupić można u mnie (i zamówić) Janioły na drewnie, drobne dodatki dekoracyjne. Wszystkie nowe produkty będę prezentować tutaj. Zakupów zaś dokonać można za trzy sposoby:
  • kupując na aukcjach allegro (powiadomię na blogu, gdy już ruszą)
  • kupując przez facebook'a (https://www.facebook.com/PolkaDecor-277250442806474/)
  • zamawiając u mnie bezpośrednio, kontaktując się przez e-mail: polkadecor@wp.pl lub telefon: 512241730.

   Jestem jeszcze w fazie organizacji, Wprawdzie wystartowałam mało fortunnie, bo zaczęłam od choroby, która położyła i unieruchomiła mnie na kilka dni (zapalenie mięśni, bo mnie przewiało, ranyy...), ale już mi lepiej i przyjmuję zlecenia.
Już mam ich kilka, między innymi na Janioły, które znów polecą do Wielkiej Brytanii. Strasznie się cieszę!! :)))

   Studzę jednak swój entuzjazm, bo postawiłam sobie za cel tym razem spełnienie marzenia (co nie udało mi się poprzednio), więc wiem, że czeka mnie dużo pracy. No i żeby nie zabiły mnie te wszystkie Zusy i inne Mordory... ;)


Zapraszam Was do zaglądania.
Już niedługo pojawi się tu kilka produktów z iście wiosennej kolekcji - świeżych, kwiecistych. Naprawdę polecam :)))

Miłego dnia Wam życzę!!
♥♥








środa, 7 lutego 2018

Abażury raz jeszcze i o kominku..

   Kochani,
zasypaliście mnie pytaniami na temat kominka i abażurów. Od razu odpowiadam na pytania i raz jeszcze podaję namiar ;)

   Moje abażury to wyroby producenta, firmy z wieloletnią tradycją - Abażury Krystyna, adres strony: abazury-krystyna.pl. Wcześniej wspomniałam o jeszcze jednym, który wykonano na moje zamówienie: abażur w iście rustykalnym stylu. Ot, wymyśliłam sobie taki, jako dodatek zarówno do wnętrz sielskich, jak i nieco surowszych, będący przełamaniem elegancji i elementem nadającym smaczku :)

Spójrzcie, jaki cudny:





   W chwili obecnej pracuję nad stworzeniem do niego podstawy. Będzie masywna, drewniana i malowana ręcznie. 

W dziennym przybyło kilka dodatków w stylu vintage. Fascynują mnie ostatnio wnętrza starych kamienic, urządzone przez Francuców. Mają jakąś taką lekkość tworzenia aranżacji składających się z pozornie niepasujących do siebie detali, ale efekty są oszałamiające. Często przeglądam zdjęcia z salonami, w których mieszczą się stylowe kominki, na których miejsce znajdują zdjęcia, buteleczki, szpule, szklane klosze, świeczniki, książki ect.ect. ... Cóż, Francuzi w urządzaniu starych wnętrz i tworzeniu klimatu oraz aury tajemniczości są mistrzami.

Oto moje nowe nabytki. Kupione i tanio i drogo. 
Rogi dekoracyjne pochodzą z Azulejlos. Nie wiecie co to?? Nie dziwię się. Jakiś czas temu przejeżdżając przez jedną z ulic zauważyliśmy z małżonkiem nowy sklep - otworzył się u nas Action. Postanowiliśmy się zatrzymać i sprawdzić, co jest w środku. No i co.. okazało się, że to raj dla rękodzielników. I tych starszych i tych młodszych, takich jak nasza Jula, która często coś tworzy i którą trzeba stale raczyć gotówką na przydasie - a to promarkery, a to ołówki, innym znów razem cienkopisy, szkicowniki, papiery... Tu można kupić takie drobiazgi naprawdę tanio.
Kiedy wróciliśmy do domu, opowiedzieliśmy Julce o sklepie. Spytała o nazwę. Żadne z nas nie pamiętało. Zapamiętaliśmy jedynie, że zaczyna się na "A". Rzuciłam więc "Azulejlos". I tak już zostało ;))))))









Teraz słów kilka o kominku.
Kupiłam go przez allegro.pl, a jest to produkt firmy Aflamo, model: Volan. Nie należał do tanich, ale doskonale wypełnił wnętrze dziennego i wygląda naprawdę świetnie. Ponadto, gdybym kiedyś miała awarię ogrzewania, mam świetną alternatywę ;) Kominek grzeje bardzo dobrze, szybko się rozgrzewa i cichutko pracuje. Ja na co dzień nie używam funkcji grzania z powodu kosztów, jakie to generuje, ale włączam efekt ognia cały czas, bo działa na lampach ledowych, więc nie boję się o koszty ;)

   Kochani, już niedługo będę wystawiać na sprzedaż rękodzieło i swoje projekty. Ruszyłam z firmą, więc będzie można zamawiać Janioły i inne cudaki...O szczegółach w kolejnym poście ;)

Do zobaczenia!!
♥♥

czwartek, 18 stycznia 2018

Trochę ciepła w zimowy wieczór..

   Za mną już pierwszy tydzień ferii. Wreszcie znalazłam czas, by zagospodarować ściany pokoju dziennego. Już od kilku miesięcy za szafą czekały ramy, które miały znaleźć swoje miejsce na ścianie wokół kominka i na tej okiennej.
Zawsze podobały mi się domy, w których półki uginają się od stosów książek i ze ścianami usłanymi ramami ze stylowymi grafikami, z rodzinnymi fotografiami, sentencjami czy po prostu tym, co się domownikom podoba. Nie lubię minimalistycznych wnętrz u siebie jednak.. ;) Piszę "jednak", bo gdy zaczynaliśmy remont, zatęskniłam właśnie za minimalizmem. Nie dla nas on jednak. Niech tam inni się minimalizują. U nas musi być pstrokato, przesadnie, dziwnie.. nieadekwatnie do metrażu (bo przecież w małym wnętrzu powinno być skromnie!!). Jesteśmy dziwni, ale dobrze nam z tym. I miast minimalizmu śmiemy uprawiać maksymalizm, czy wręcz zagracianizm ;)))


   Co jakiś czas buszując w internecie zamawiam jakiś drobiazg dekoracyjny. Zależy mi, by nadać - a, niech będzie!! - Salonowi ;) nutę retro. Z nowoczesnością, taką w szerokim wydaniu, też mi nie bardzo po drodze, więc nadrabiam retro-dodatkami.
Niedawno na wyprzedażach w TkMaxx kupiłam kilka miniaturowych ramek na kominek. Na ścianie powiesiłam oszczędne w formie ramy, w których zamieściłam drukowanie i malowane grafiki. Może za jakiś czas zapełnię je obrazami.

   Szukając dodatków w stylu retro, postanowiłam rozejrzeć się za abażurami do lamp. Znalazłam aukcję polskiego producenta "Abażury Krystyna", istniejącego na rynku prawie tyle lat co ja ;) Przejrzałam ofertę i od razu w oko wpadł mi model abażuru do lampy stołowej. Takiego właśnie kształtu szukałam.
Przyznam, że obawiałam się trochę tego, jak będzie wyglądał na żywo, bo osobiście nie przepadam za abażurami powlekanymi błyszczącymi tkaninami.. Nigdy na przykład nie zdecydowałam się na kupno na starociach, bo albo pasmanteria uszkodzona, albo właśnie ta tkanina... Tylko jeden abażur przywiozłam zeszłego lata ze sklepu z antykami, ale ten pochodzi z Anglii i był niebotycznie drogi, więc wygląda naprawdę wspaniale...
Zamówiłam trzy abażury. Jeden do lampy stołowej w kolorze beżowym, drugi podobny (kształt stelaża inny) do pokoju Julki i jeszcze jeden, który pokażę w kolejnym poście, bo to już projekt indywidualny ;)))
Zamówiłam tkaninę cieniowaną i obawiałam się, czy nie będzie to wyglądało..hmm...nienaturalnie.
Kiedy przyszło moje zamówienie okazało się, że abażury są wielkie :)))) Znałam ich rozmiary robiąc zakupy, jednak co innego wyobrażenie, a co innego rzeczywistość ;) Ich rozmiar oczywiście mnie zachwycił, bo lubię duże formy.
Po zamontowaniu abażurów byłam zachwycona. Wyglądają bosko!!!! :) A po zapaleniu światła..rany... Tkanina jest lekko prześwitująca, więc lampa wieczorem rzuca miękkie światło. Wyglądają oszałamiająco :))) I znów czuję dumę, bo mam w domu coś pięknego i polskiego :)))
   Firma wykonuje indywidualne projekty, więc myślę, że skorzystam z usług za jakiś czas - stworzę lampę w kratę albo w kwiaty do domku na wsi.. tak żeby ta jedna moja nie była taka..odosobniona ;))






















   Noga rzeźbniona to ta od angielskiej lampy, przywiezionej latem. Jest przecudna, masywna i mosiężna. Z abażuru w peonie (z kompletu) jeszcze nie korzystam, bo w mieszkaniu nie pasuje, a będzie zdobił kiedyś domek wsiowy, wykorzystuję więc samą podstawę.






Tu miniatura z wyprzedaży. Teraz już stoi z grafiką w środku.
I słońce poranne. Lubię.......






Tak się prezentuje lampa u Julki - wersja z kokardą..











   Podaję namiar: www.abazury-krystyna.pl, na pewno ktoś z Was skorzysta. Abażury są naprawdę godne polecenia, no i ceny są świetne. No i polskie :) Ach...!!





poniedziałek, 8 stycznia 2018

"Moon Journal", czyli o moim nowym niezbędniku

   Och, jak cudownie spędziłam ostatnie dni 2017-go...
Nie nie, nie byłam na wycieczce w luksusowym kurorcie, nie wygrałam też w "Totka" czy inną grę.. Czego mi było trzeba do szczęścia? Wolnego czasu. Błogiego lenistwa, ciepłego koca, dobrej kawy i wygodnej kanapy z tysiącem poduszek. Spędziłam więc tych kilka dni leniuchując jak nigdy. Do południa oglądałam maratony "Panny Marple" (które zaczynały się o 2:00, a kończyły o 14:00), zaś wieczorami studiowałam mój "Moon Journal".
Przyznam, że z przewodnikiem tym bardzo mi po drodze. Wciągnął mnie niemożebnie, uświadamiając pewne oczywiste sprawy, o których w codziennym zabieganiu zapomniałam,a które mają istotny wpływ na moje życie. Wróc.. nie "wpływ" - "znaczenie". Moja profesor z czasów studiów (tych pierwszych, setki lat świetlnych temu), dr Kuleczka, już by mnie zganiła, bo "wpływ to do rzeki" ;)

"Moon Journal" niesie za sobą interesującą treść. Nie tylko pomaga zrozumieć cykle księżyca i ich znaczenie dla naszego życia, lecz przede wszystkim motywuje i uświadamia, że nie warto przez życie biec. Że czasem trzeba się zatrzymać, podjąć refleksję nad swoim istnieniem, nad otoczeniem i wartościami, które wyznajemy, albo tymi, o których należałoby sobie przypomnieć. Treść dziennika sprawia, że odzyskujesz wiarę we własne siły. Zyskujesz pokłady energii, niezbędnej do realizacji celów. Wreszcie uświadamia też, że czasami warto spojrzeć wstecz. Przypomnieć sobie kim jesteś, dlaczego znalazłeś się w Tym miejscu akurat i zastanowić się, czy chcesz się w nim nadal znajdować, czy może..może właśnie warto zrobić pierwszy krok w inną, nieznaną stronę.
Zacytuję Wam fragment, (właściwie jeden z wielu), który wywołał moje wzruszenie:

"Wyobraź sobie siebie jako dziecko. Sięgnij myślami do etapu dzieciństwa, który wydaje się mieć dla ciebie największe znaczenie. Nie zastanawiaj się za długo. Teraz stwórz wyraźny, mentalny obraz siebie w tamtym wieku. Przypomnij sobie swój dom, wygląd i ludzi, którzy byli wtedy dla ciebie ważni. 
Przywitaj tę młodszą wersję siebie w pokoju, w którym właśnie jesteś. Możesz sobie wyobrazić, że siedzi razem z tobą. Wyobraź sobie waszą rozmowę. Co pomyślałoby twoje wewnętrzne dziecko o miejscu,w którym się teraz znajdujesz?"

Wróciłam na chwilę do przeszłości..
Jestem w swoim pokoju. Bawię się lalkami siedząc na dywanie. Wokół mnie mnóstwo osobistych drobiazgów - drewniane biurko, masywna, ciemnozielona lampka ozdobiona błyszczącymi naklejkami, maskotki, tęczowa sprężyna... ale....... są też drobne plamy krwi na ścianach. I na wezgłowiu łóżka.
Myślę, że tamto dziecko, widząc mój dzisiejszy świat, przecierałoby oczy ze zdziwienia. Dlaczego..? Bo.. biorąc pod uwagę "tamto" życie, trudno byłoby sobie wyobrażać, że los zniesie mnie na tak piękne i spokojne wody. Później tamto "ja" wzruszyłoby się widząc siebie za lat kilkadziesiąt. Może nie lalkę, może z licznymi zmarszczkami wokół oczu, ale... szczęśliwą kobietę. Spełnioną, silną, odważną.
W myślach, siedząc w swoim dzisiejszym azylu, napiłam się z tym dzieckiem kawy. Opowiedziałam o tym, jak mi teraz dobrze i jaka wdzięczna jestem losowi, że jestem teraz właśnie w Tym miejscu. Pokazałam to, z czego jestem dumna. Powiedziałam "Spójrz, to twoja rodzina. Zobacz, jak tu wesoło i ciepło. Jak bezpiecznie i spokojnie. I jak pięknie..."
...



"Moon Journal" nie tylko skłonił mnie do refleksji, ale też stał się dla mnie praktycznym narzędziem do pracy. Prowadzi mnie przez wszystkie fazy i cykle księżyca - prowadzi przez cały rok, miesiąc po miesiącu, dostarczając wskazówek dotyczących aktywności, które warto podjąć w określonym czasie. Czytając przewodnik dowiaduję się kiedy tworzyć, kiedy nawiązywać owocne znajomości, kiedy dać się ponieść uczuciom, emocjom. Kiedy pisać, kiedy rozmyślać, kiedy działać, a kiedy zwyczajnie odpuścić, odpocząć, pozwolić sprawom iść własnym torem.
Jest tu też miejsce na zapiski. Autorka zachęca czytelnika do sporządzania notatek z własnych przemyśleń. Skrobię więc wnioski, snuję plany i je odnotowuję. Jako że jestem typową artystyczną duszą, czyli człowiekiem skrajnie roztrzepanym i często bujającym w obłokach ;), cieszę się na myśl, że mam coś, co pozwoli mi się nieco poukładać, zorganizować. Co daje mi pewność, że nie zapomnę o niczym, co istotne.
Książka uczy, wywołuje emocje, porządkuje, motywuje. Polecam Wam najszczerzej, zajrzyjcie do niej. Ja sama jeszcze się jej uczę.
 Z dziennikiem w dłoni zaczynam nowy rok, który zapowiada się niezwykle interesująco. Przede mną kilka dużych wyzwań, niech się więc dzieje wola nieba, a księżyc niechże mi przyświeca wskazując drogę, którą powinnam podążać... ;)






♥♥

niedziela, 31 grudnia 2017

Życzenia

   Większość z Was teraz zapewne pichci coś pysznego w kuchni, lokuje włosy tudzież prasuje kreację na wieczór.. mam jednak nadzieję, że znajdziecie chwilkę, by tu zajrzeć ;)) Spieszę z życzeniami.


Kochani,
w nadchodzącym Nowym Roku życzę Wam przede wszystkim zdrowia. 
Życzę, by w nadchodzącym 2018 roku szczęściło się Wam na każdej przestrzeni życiowej. 
Byście zyskali wiele powodów do radości i dumy. Żeby los pozwolił Wam spełnić chociaż jedno z wielkich marzeń. Żeby otaczali Was życzliwi i szczerzy ludzie, którzy obdarzą ciepłem w trudnych chwilach, ale i z chęcią będą radować się każdym Waszym sukcesem.
Bądźcie szczęśliwi, czujcie się kochani, żyjcie pełnią życia.
:)))
!!♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥!!

sobota, 30 grudnia 2017

Ain Eingarp

...czyli dziś o Lustrze :)
   Jak sobie wyguglacie nazwę z tytułu posta, zobaczycie co stanowiło naszą inspirację do stworzenia Takiego akurat lustra nad kominkiem. Lustra wyglądającego niczym stuletnie zwierciadło, stanowiące scenografię mrocznej baśni czy fantastycznego filmu.
   Pomysł zrodził się, gdy przeglądając zdjęcia na Deccorii znalazłam galerię Michała, który tworzy lustra postarzane. Stosuje do tego jakieś magiczne sztuczki, bo na zdjęciach widać dziwnej maści maszyny..a sam proces powstawania tych bajecznych tafli jest dość długi i skomplikowany.
W lustrach z jego galerii się zakochałam. W ogóle zawsze miałam sentyment do luster nadszarpniętych zębem czasu. Lubię tę delikatną patynę, mgłę...zupełnie jakby lustro kryło przejście do innego wymiaru...
Postanowiłam skontaktować się z Michałem i przedstawić swoją wizję lustra do pokoju dziennego. Szybko okazało się, że potrafi odczytać co gra w duszy klienta - w tym przypadku mojej. Zrozumiał od razu o jaki efekt mi chodzi. Określiliśmy wymiar, grubość lustra, sposób wykończenia. Nie musiałam ustalać dokładnej kolorystyki (bo można te postarzenia i złote, i srebrne..). Wystarczyło, że spojrzał na moje wnętrza - i już wiedział. Lubię tak.
Zamawiam więc lustro nad kominek. Pozostała kwestia transportu, bo Michał jest Oczywiście z Warszawy, do której mam z 700 milionów kilometrów.. ;)) Zaproponował, by wykonać taflę w kawałkach, w stylu luster pałacowych. Nie tylko ułatwi to transport, ale i nada charakteru. Trafił w punkt. Wiedziałam już, że - jeśli wszystko się uda - nasze lustro będzie wyjątkowe.
Złożyłam zamówienie, wpłaciłam zaliczkę i czekałam.
   Naturalnie, nie obyło się bez przygód po drodze. Utłukła się między innymi jedna z tafli, więc trzeba było zamawiać nową. Później wystąpił problem z przesyłką. Był to czas przedświątecznego wysyłkowego armagedonu (i strajków kurierów), więc próba wysłania paczki przypominała niezłą batalię. W końcu jednak udało się nadać paczkę, która trafiła do mnie na dzień przed wigilią. Wykonawca bowiem postawił sobie za punkt honoru dostarczyć mi lustro przed świętami ;)

   Przyznam, że otwieraniu paczki towarzyszył duży zastrzyk adrenaliny - nie wiedziałam, czy tafle dotarły w całości. Po rozpakowaniu folii okazało się jednak, że zostały świetnie zabezpieczone. Przyjechały w drewnianej skrzyni, skręconej śrubami. Ba, Michał nawet strzałki nam wymalował, żebyśmy wiedzieli, które śrubki najpierw odkręcić. Bezbłędne..!! :))))

   I tak oto, na dzień przed wigilią, zamiast kleić pierogi, kleiłam lustro. Dokładnie od godziny 9:00 do 18:00 ;)
Ale..udało się.
Jako ramę zastosowaliśmy gipsową sztukaterię okienną, którą dwa tygodnie wcześniej przywieźliśmy zza Głogowa. Kupiliśmy ramy, narożniki i ozdobny gzyms. Ot, żeby było inaczej.
Ramę gipsową najpierw trzeba było dociąć pod wymiar. Później nakleiliśmy ją na grubą płytę pilśniową, zostawiając miejsce lustro.
Po naklejeniu listew, wykleiliśmy tafle lustra. Celowo układałam je jak popadnie, by wyszło jak najbardziej naturalnie. Pomiędzy taflami zostawiliśmy małe odstępy, które uzupełniliśmy bezbarwnym silikonem. Na końcu zagipsowałam łączenia listew, przeszlifowałam i pomalowałam.

   Wieczorem mogliśmy już wieszać lustro.
Kiedy już zawisło, nie mogliśmy oderwać od niego wzroku ;) Efektem jesteśmy zachwyceni. Szczerze mówiąc przerósł nasze oczekiwania, podobnie jak same tafle lustra. Po ich rozpakowaniu krzyczałam z zachwytu jak dziecko.. ;)))
Po świętach zapewne pomaluję ramę i być może sam kominek... Może postarzę troszkę.. Teraz zabrakło mi czasu, ale to nawet dobrze, bo zastanowię się na spokojnie nad sposobem wykończenia.


W trakcie pracy..




...i efekt końcowy:














   Jedno muszę przyznać: Michał to fantastyczny fachowiec. Świetny facet. Stworzył dla nas coś wyjątkowego. W dodatku mieliśmy dobry kontakt telefoniczny i mailowy. Chętnie służy radą przy projekcie i stara się ponad wszelką miarę wykonać zlecenie dobrze, do końca i na czas. Lustra tworzy ręcznie, oferując wspaniałą alternatywę dla chińszczyzny. Ponadto lustra są w przystępnej cenie - wypada naprawdę nieźle na tle konkurencji.
Jeśli ktoś z Was zapragnie postarzanych luster, szczerze polecam i podaję namiar:
 www.lustrapostarzane.pl


   Myślę już jak zaaranżuję kominek po świętach. Teraz to już tylko chyba............ wypatrywać wiosny...?? ;)))

♥♥


czwartek, 28 grudnia 2017

Siedzę i myślę...

   Zadajecie dużo pytań o moje nowe lustro, dlatego zdecydowałam się poświęcić mu osobny post. Zajrzyjcie pojutrze - napiszę o tym, jak powstało, kto wykonał tafle etc..

Mam nadzieję, że święta minęły Wam spokojnie. A minęły szybko, prawda..? ;)
Bardzo lubię dni między świętami a Nowym Rokiem. To taki fajny czas by zwolnić, odpocząć, pomyśleć.
Zdarza mi się snuć plany na najbliższe tygodnie, miesiące.. Myślę o tym, co dalej z Rustykalnym, co z życiem, które nie zawsze przypomina sielski obrazek. Co zmienić, co poprawić..bo zawsze jest coś, co można zmienić na lepsze.

Mam już kilka postanowień noworocznych, na których bardzo mi zależy i nad realizacją których zamierzam ciężko pracować.

A jak z Waszymi postanowieniami? Macie jakieś?? Piszcie :)




wtorek, 26 grudnia 2017

Filmik z Rustykalnego

   Witajcie!!
Mam dziś dla Was małą niespodziankę :)))
Zapraszam do obejrzenia krótkiego filmiku, przedstawiającego wnętrza naszego mieszkanka :) To taka mała odpowiedź na pytania, które często zadajecie - o rozmiar wnętrz, ich rozkład etc. ... 
Tu widać więcej niż na zdjęciach, mam nadzieję, że Was zainteresuje ;)
PS. Na filmiku kadr z nowej łazienki :))


Cóż, zapraszam do obejrzenia :)))


Kliknij na zdjęcie 

 Wizyta w Rustykalnym Domu


♥♥

niedziela, 24 grudnia 2017

:)

   Moi Drodzy,
z okazji Świąt Bożego Narodzenia
życzę Wam
radości w sercu, spełnienia, zdrowia, miłości..
Życzę Wam, by tych parę magicznych dni upłynęło Wam
we wspaniałej, niezapomnianej atmosferze.
Wesołych Świąt!!
✽✽✽











piątek, 22 grudnia 2017

Jak zwykle niczym rozpędzona kula..

   Godzinę temu zaparzyłam drugą kawę i z kubkiem w ręku zasiadłam w kącie w kuchni. Usiadłam na stołku, ubrana w biały szlafrok, na tle białej lodówki, w nadziei, że wtopię się w otoczenie i nikt mnie nie zauważy, nikt ode mnie nie będzie niczego chciał...
Nie pomogło. Nawet to, że zamknęłam oczy. Odhaczyć - metoda nieskuteczna.
   Wczoraj do północy lepiłam pierogi. Dzisiaj czeka mnie maraton, bo - po tygodniowej walce z firmami kurierskimi, strajkami etc. -  po południu przyjechało moje lustro. Musimy je dziś zmontować, tzn. przykleić na podstawę (którą małżonek wczoraj dostał w sklepie z deskami za darmo, ot, taki gest na święta - strasznie miłe!! :) ), podocinać i przykleić listwy na ramę no i na końcu powiesić. Tak więc będziemy działać pomiędzy robieniem ostatnich porządków i smażeniem ryb czy innych pieczarek.. ;))
Wariactwo :))))

   Tuż po wizycie pierwszego kuriera do drzwi zapukał kolejny. Tym razem mnie zaskoczył. Po chwili rozważania (1. czy o czymś zapomniałam, 2. czy małżonek zamówił nadprogramowy prezent) uświadomiłam sobie, że to może być książka.
W natłoku zajęć zapomniałam o przesyłce, która leżała na szafce w korytarzu.
Dziś rano przyniesiono mi ją do łóżka. Popijając kawę, rozpakowałam piękne pudełko. Wydawnictwo Znak zrobiło mi wspaniały prezent, przesyłając książkę z drobnym upominkiem z gatunku tych, do których mam słabość - paczuszką zielonej herbaty. Zdaje się, że pierwszy prezent już rozpakowany. Dzień rozpoczął się więc bardzo sympatycznie :))

Później wstałam z łóżka, zaparzyłam drugą kawę i................................ ;)))))))





   Nie mogę się doczekać chwili, gdy zasiądę z książką w dłoni, popijając herbatę z owocami i przegryzając świąteczne pierniki...

Jutro wracam do Was z życzeniami i moim świątecznym domem... ;)))
Przytulam!!


wtorek, 19 grudnia 2017

Kolejny Janioł...

   To mój drugi Janioł boho na desce. Na specjalne zamówienie Madzi, mieszkającej w Anglii. Z jej ulubionymi kolorami, detalami i słonecznikami. Leci już do swojej nowej właścicielki. Mam nadzieję, że skradnie jej serducho... ;)








   Miłego początku tygodnia!!
✲✲

niedziela, 17 grudnia 2017

Maluję czasem z nudów

   Podobno w czasie deszczu dzieci się nudzą... Ja myślę, że nie tylko w czasie deszczu, ale i wtedy, gdy za oknem mróz, a osłabienie organizmu nie pozwala na wykonywanie czynności wymagających większego wysiłku.
Podczas chorobowego udało mi się skończyć obraz na zamówienie mojej sąsiadki z Londynu. Oprawiony w odpowiednią ramę zawiśnie obok poprzedniego, również różanego, który prezentowałam jakiś czas temu...











   Wczorajszy dzień spędziłam na studiach, a po ich zakończeniu zajęć - na krótkich zakupach w Ikei. Rany, jak ciężko było przebrnąć przez te tłumy ludzi... Co to będzie, gdy wejdzie w życie zakaz handlu w niedzielę..? Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie... Wczorajsze zakupy do przyjemności w każdym razie nie należały. Szybcikiem kupiliśmy to co nam było potrzebne i uciekliśmy do samochodu. Ruszyliśmy w drogę powrotną spragnieni spędzenia spokojnego wieczoru w domowych pieleszach.
Nie dla mnie już maratony po sklepowych molochach. Zakupy "ciuchowe" robię albo wtedy, kiedy czegoś naprawdę potrzebuję, albo wówczas, gdy (raz na jakiś czas) potrzebuję jakiejś drobnej babskiej radostki, ot, by poczuć się kobietą, nie tylko matką, pracownikiem czy twórczynią czegoś-tam ;)
    Dziś odwiedziliśmy miejscowy kiermasz świąteczny. Kupiłam piernikowy domek i słoik kandyzowanych skórek pomarańczy, własnej roboty, albo niewłasnej - to zależy, czy pan sprzedający mówił prawdę. W każdym razie, może jestem naiwna, wolę wierzyć, że swojskie ;))

   A jak u Was wyglądają przygotowania do świąt?
Ja miałam skończyć porządki w ten weekend, jednak nie dałam rady. Musiałam odpocząć. Nic na siłę. Dość pędu, wariactwa. Przygotowania mają być dla mnie przyjemnością i nawet jeśli nie zdążę wypucować sreber ( ;))) ) będziemy świętować z uśmiechem, dumni z tego, co zrobić się udało ;)


   Wy pędzicie? Szalejecie z porządkami w każdym kącie, czy raczej spasowaliście..? Piszcie w wolnej chwili - jeśli taką chwilkę wygospodarujecie :)))


❇❇





piątek, 15 grudnia 2017

Dekorator nie sypia

   W minioną sobotę umyłam okna, więc od kilku dni jestem na L4. Poległam na zapalenie gardła, nosa i ucha..o rety... w ogóle mam wrażenie, że cała się zapaliłam.. ;) (mamuś nie krzycz, byłam ciepło ubrana - miałam na sobie gruby sweter i szalik..przysięgam...!!) ;)
Środę i czwartek przespałam. Całe. Szczerze mówiąc jestem nieco zdumiona tym, że można tak długo spać.. Widocznie organizm upomniał się o nieprzespane noce. No właśnie..
Dwa tygodnie temu (rany jak ten czas leci..!!) dekorowałam salę na przyjęcie weselne znajomej. Jak zwykle nie obyło się bez przygód.. ;)
Kilka dni przed weselem miałam zabrać do domu świeczniki (dość spore kandelabry), by je udekorować. Niestety, to był czas imprez andrzejkowych, więc były potrzebne na w restauracji, tak więc odebrałam je praktycznie w ostatniej chwili - w piątek rano.
Plan był taki, że od razu po pracy - a kończyłam o 13:00 - biegnę do domu i biegiem zabieram się do pracy. Do ubrania miałam 8 kandelabrów, które czekały w samochodzie.
Skończyłam pracę i popędziłam do domu. Uszykowałam dekoracje i już miałam iść po świeczniki..... gdy zorientowałam się, że nie ma karty od auta (nie kluczyków, nasze rozgruchotane auto ma Kartę ;) ). Przeszukałam wszystkie kąty w domu, łącznie z szufladą na "inne przyrządy" w kuchni. Nie ma!! TRAGEDIA!!!!!
Okazało się, że kartę ma mój małżonek. Pojechał z nią do pracy i nie było możliwości, by ją zabrać - musiałam czekać do jego powrotu, czyli do godziny 19:00. Jakby nie było, pięć godzin w plecy... Rozbeczałam się jak dziecko. Pożaliłam się koleżance, w jakiej to kropce jestem..a że koleżanka z tych, co w potrzebie autonogami niczym Flinston popędziłaby do Warszawy, byle tylko uratować sytuację.. ;)) zaproponowała, że "zaraz po mnie podjedzie i pojedziemy do tej pracy..tylko mam się już nie mazać" Kochana :)
Na nic to jednak, nie było możliwości odebrania karty, trzeba było czekać.
Pracę zaczęłam przed 20:00 i skończyłam coś koło..2..3:00..? Nie pamiętam dokładnie.. W ogóle nie kładłam się już spać, bo tyle hektolitrów kawy wypiłam, że o spaniu w ciągu najbliższych dwóch dób nie było mowy.
Koło godziny 13:00 miałam iść dekorować salę. Czas miałam do 15:30. Wydawało mi się, że spokojnie ze wszystkim zdążę... Nie wiedziałam, jak bardzo się myliłam.. ;)
Do restauracji wzięłam ze sobą Julkę. Pomyślałam, że być może przyda mi się drobna pomoc w przytrzymaniu kwiatka tudzież docięciu drucika. Do głowy by mi nie przyszło, że moje własne osobiste dziecię uratuje sytuację!!
Na miejscu okazało się, że ledwie nadążam. Czas kurczył się niemiłosiernie, a ja czułam, że oblewają mnie siódme poty.. Ostatecznie Julka nie tylko pomogła przytrzymać kwiatek i przyciąć drucik, ale od A do Z ogarnęła dekorację stołu "zdjęciowego" (stół z gadżetami do robienia sobie zabawnych zdjęć). Przystroiła go, rozpakowała wszystkie dekoracje i zaaranżowała cały blat. Osobiście byłam pod wrażeniem, że tak świetnie sobie poradziła (złapała bakcyla, ha!!) i czułam Dumę. A przede wszystkim WDZIĘCZNOŚĆ. Gdyby nie Jula, nie dałabym rady...
   Po wykonaniu dekoracji zabrałam ją na deser lodowy i dałam w nagrodę kieszonkowe. Zasłużyła.
Dla mnie nagrodą było zadowolenie znajomej.








   Od tamtego weekendu jestem ciągle czymś pochłonięta. Robiłam porządki, skończyłam dwa obrazy na zamówienie.. no i robię dekoracje świąteczne. Ubrałam też już choinkę. Może i trochę za szybko, ale w tygodniu będę zajęta, a w weekendy studiuję, więc jakby..nie było wyjścia ;)
Kilka ostatnich dni przeleżałam, popijając herbatę z sokiem z czarnego bzu, który kupiłam na kiermaszu u "mojej pani od naleweczek".

Wrzucam małą zapowiedź świąteczną... ;)



   Kominek prezentuje się cudownie. Oczywiście musiałam wtrącić swoje trzy grosze i przemalować co nieco.. ale inaczej nie potrafię..już..chyba......... ;))))


Życzę Wam spokojnego weekendu. Mój upłynie na nauce. O losie..
;)
♥♥

Udostępnij