poniedziałek, 14 maja 2018

Ogrodowisko - część "ładna inaczej" ;)

   Nasz ogród dzieli się na dwie części. Jedna znajduje się po lewej stronie domu, druga - po prawej.
Prawa strona obfituje w nasadzenia. Jest pięknie zagospodarowana i choć niezupełnie odpowiada mi jej układ, mogę tu spokojnie pracować i go kształtować przesadzając krzewy. Ostatnio stworzyłam między innymi skwer, który będzie stanowił dobre miejsce na stołowe aranżacje.
Lewa zaś strona jest... hmm... Napisać o niej, że jest mniej okazała, to jednak za delikatnie. Na lewej części z przodu działki znajduje się basen i wiata z huśtawką, ale druga połowa tej części jest miejscem, na które najmniej lubię patrzeć. Znajduje się na niej stary składzik na ogrodowe graty i nie byłoby tragedii, gdyby nie fakt, że jego ściany pokryte są plastikowym panelem. Przed składzikiem stały trzepaki..czy coś..., a po drugiej stronie zalegało nam pełno złomu, w tym dwie wanny i wózek na dwóch kółkach. Były to głównie graty, które wynieśliśmy/wymontowaliśmy z domku. W zeszłym roku zaczęliśmy porządkować to miejsce, bo chcemy tu postawić niewielką, drewnianą altankę (kuchnię letnią).
  I tak oto kilka dni temu nastał dzień, na który czekałam od dwóch lat - pozbyliśmy się złomu. Rety, jaka jestem nszczęśliwa.....!!!!!!!!!!!!! :))))))))))))) Nic mnie tak nie
denerwowało jak widok tej graciarni. Choć nie przeszkadzają mi składowiska materiałów budowlanych etc., to widok tych wanien przyprawiał mnie o gęsią skórkę... ;)
 Ale poniższy widok to już przeszłość. Złomiaki wywiezione, trzepaków już też nie ma. Teraz można spokojnie rozplanować teren i wbić paliki pod budowę mniejszego domku :D




O proszę, jaki arsenał... losie..........





   Poniżej wspomniany wcześniej kącik, który ma służyć odpoczynkowi pod gołym niebem. Wcześniej było tu sporo krzewów (jeden wyrzuciłam, bo zmarzł), które poprzesadzałam do innej części ogrodu. Nie obyło się bez wpadek. Po przesadzeniu wszystkich krzewów i przekopaniu ziemi przypomniało mi się, że rok temu rosły tu moje kosmosy... Mam nadzieję, że zdarzy się cud i odbiją.






   Pod wiatą też zrobiło się luźniej. Poprzesadzałam bukszpany (nie ma ich już na tym zdjęciu), bo bardzo ograniczały miejsce i mieliśmy problem, gdy np. grillowaliśmy z rodzinką. W dalszej przyszłości wiatę zastąpimy podobną (względem wielkości), ale drewnianą. Ale to odległy plan. Chyba, bo plany często ulegają zmianom ;) 
Za stołem widać ścianę z bukszpanu. Za nią jest basen. Chcę, by do basenu był dostęp bezpośrednio spod wiaty. Ścianka bukszpanów powędruje więc za basen, odgradzając tym samum widok z drogi - bo cenię sobie intymność.






   Działka jest już nieco odgracona, więc teraz możemy zabrać się za kolejny etap prac - będziemy robić drewnianą, rustykalną furtkę.



Kochani, z racji robienia porządków, wyzbywam się niektórych gadżetów. Mam do sprzedania sporo fajnych dodatków w dobrej cenie.

Do sprzedania między innymi: (kontakt: rustykanydom@wp.pl)



Pozbyłam się już mojej komody indyjskiej. Nie będę miała na nią miejsca w domku. Mebel trafił w dobre ręce i będzie cieszył nowych właścicieli.

   Uciekam na krótką drzemkę. Przede mną sporo pracy, dobrego dnia Wam życzę!! :)

piątek, 11 maja 2018

W mojej lodówce jest...coś...

    Budzę się w piątkowy poranek. Zaspana od razu - jeszcze przed poranną toaletą - zmierzam w kierunku ekspresu do kawy (bo bez niej ani rusz) i go odpalam. Idę do łazienki. Po drodze otwieram lodówkę, by sprawdzić, czy jest mleko. Uchylam drzwiczki i widzę dwie białe miseczki z kolorowym czymś, jedna z zawartością czerwoną, druga - pomarańczową. Myślę sobie - oczywiście mój tok rozumowania jest daleki od myślenia trzeźwego, bo śpię jeszcze troszeńkę.. - "Radek zrobił galaretki..miło..". Idę do toalety. Tam już ostre światło halogenów otrzeźwia mnie brutalnie i zaczynam myśleć jakby jaśniej. Nagle dochodzi do mnie, że to coś w misce nie może być galaretką, bo Radek przecież nie mógł robić galaretek po powrocie z pracy, gdyż od razu poszedł spać. Więc co to do diaska jest?? - myślę..
Zaglądam raz jeszcze do lodówki. No nie galaretka, bo matowe to dziadostwo i pachnie perfumami. W lodówce...fuj!! Wyjęłam kolorowe ustrojstwo i postawiłam na blacie. Postanowiłam, że zapytam Julkę, gdy się obudzi. Szykuję się do pracy.
Po upływie niespełna godziny zrywam się spod prysznica i zasuwam do kuchni, bo przyszło mi do głowy, że to coś może pod wpływem ciepła zareagować.. i..no nie wiem... rozpuścić się, urosnąć i wypłynąć...wybuchnąć.... w końcu nie bez kozery stało w lodówce. (rety..nie wiem, co ja miałam wtedy w głowie....). Wstawię miski z powrotem do lodówki. Otwieram drzwiczki i powala mnie zapach perfum. Nie.....!! Przecież to tałatajstwo zasmrodzi mi całą lodówkę!! Budzę Julę.
- Mamuś, to jest plastelina na gluty.
- ............?"?;'./;',./;''.;/??????? (zwoje pracują i usiłują przetrawić i rozpracować słowo "gluty")
- No te takie, które kiedyś kupowałam gotowe...taka plastelina jakby.
- Aaaa...a...tak tak....no tak........... Ja..wyjęłam te dwie miski z lodówki.
- Ale tam jest ich więcej mamuś.
- ..................................
No jest.. Jest kilka mniejszych miseczek, pojemniczków. Nic dziwnego, że nasza lodówka pachnie jak Sephora.......

;))))))))))))))

Julka jest obecnie na etapie małego alchemika. Miesza jakieś przedziwne mikstury, ugniata, rozlewa dziwnej maści płyny po miskach,co chwilę prosi o zakup czegoś, co wywołuje u nas szok, na przykład płyn do soczewek. Nie oponuję, kupuję, bo cieszy mnie fakt, że - jakkolwiek dziwnie brzmi"robienie gluta" - sama wyszukuje sobie zajęcia, eksperymentuje, tworzy, bawi się, a nade wszystko - ćwiczy umiejętności manualne.
Trzeba jedynie nieco bardziej uważać ostatnio, funkcjonując w domu, by na ten przykład w coś nie wdepnąć.Stosuję też zasadę ograniczonego zaufania gdy chcę napić się czegoś ze szklanki stojącej na kuchennym blacie. Bo a nuż przed chwilą było w niej coś...coś... o zgrozo.. ;)))))))))))


piątek, 4 maja 2018

FELIETONOWO- Polubić siebie

      Kochani,
wiem, że lubicie mnie czytać i gdy piszę szczerze, od serca. O tym co i jak myślę, jak widzę, czuję. Dajecie mi od jakiegoś czasu sygnały, że spodziewacie się na Rustykalnym jeszcze więcej treści. Zatem powstał w mojej głowie pomysł, by zacząć tu co jakiś czas zamieszczać FELIETONY. Osobiście lubię je pisać, więc niech to będzie moja blogowa nowinka, dla Was i mnie samej :)))
Jeśli życzycie sobie określonego wpisu, chcecie poznać moje opinie na konkretny temat, chcecie podjąć jakąś dyskusję, piszcie - z chęcią się wypowiem, pogadam z Wami ;))


♥️♥️

   Lubię siebie. Za to, jaka jestem. Jaką jestem kobietą, jakim człowiekiem. Bywa, że ktoś stwierdzi, że jestem za szczera, zbyt "wylewna" - cokolwiek to znaczy. Ale to cała ja.
Jestem prawdziwa. Czasem walnę coś bez zastanowienia, a potem godzinami w głowie zwoje pracują nad tym jak to odkręcić. Czasem popełniam błędy. Często się śmieję, wygłupiam, jakbym miała piętnaście lat. Mimo to moja Julka lubi to, że ma matkę-wariatkę ;) Czasem płaczę. Nawet przy dziecku. Usłyszałam kiedyś, że nie powinnam, ale nie widzę nic złego w pokazywaniu emocji.
Jestem roztrzepana, często się zawieszam i bujam w obłokach. Jestem odważna, silna, co akurat zawdzięczam mamie. Całkiem niedawno powiedziała mi: "Wiesz co.. Tak ostatnio sobie pomyślałam, że gdybym w twoim wieku była tak mądra i silna, może życie, nasze..wyglądałoby pewnie zupełnie inaczej". Cóż.. Odpowiedziałam tylko, że może tak, a może i nie. Uważam, że to właśnie życiowe doświadczenia sprawiły, że jestem kim jestem i znalazłam się w tym właśnie miejscu. One też dały mi siłę. Lubię życie ze wszystkimi jego aspektami, kolorami, fakturami, stronami, blaskami i cieniami.
   Zdarza się, że z czymś sobie w życiu nie radzę. Nie jestem wszechmocna, choć niektórym z Was pewnie tak się wydaje ;) Nigdy jednak nie boję się prosić o pomoc, wsparcie, bo to przecież nic złego, że czasem tego potrzebujesz. Kilka dni temu na przykład podjęłam współpracę z Sylwią, zajmującą się kreowaniem wizerunku, bo z racji ogromu zajęć, na sprawy związane z moją powierzchownością, wyglądem, nie mam zupełnie czasu. Sylwia, będąca fachowcem, profesjonalistką, ogarnie (nie lubię tego słowa, ale..) tę sferę mojego funkcjonowania, której ja nie mogę poświęcić dostatecznej uwagi.
   Lubię siebie za samokrytycyzm. Jestem kobietą świadomą swoich zalet, ale i wad. Nie jestem nieomylna, popełniam gafy, czasem zachowuję się tak, jak nie ja (od razu to czuję) - wtedy zaczynam pracę nad sobą. Analizuję, planuję zmiany, a dzięki samozaparciu i silnej woli, wprowadzam je w życie. Z natury jestem też dobrym człowiekiem. Nie robię innym krzywdy. Nie mylić z asertywnością, bo gdy ktoś krzywdzi mnie, potrafię postawić granicę - czego też nauczyłam się z wiekiem.
   Osiągam swoje cele. Realizuję marzenia. Kiedy słyszę od Radka "nie da się" (niegdyś jego dewiza życiowa, obecnie - staje się takim optymistą jak ja i wierzy, że można wszystko), przekonuję go, że się jednak da i że trzeba próbować. Nie po trupach do celu, ale własnymi siłami, na spokojnie, realizować cele, plany, wizje. Zdarza się, że się złości, bo "ty to byś chciała zaraz, już.. ", ale po czasie zawsze słyszę: "jesteś siłą napędową naszej rodziny, dzięki tobie nasze życie jest piękne", po czym rzuca "DZIĘKUJĘ" :)
   Żeby kochać życie, lubić ludzi, trzeba zacząć od siebie. Trzeba siebie akceptować w pełni, pokochać, a jeśli to trudne - wypracować zmiany na tych płaszczyznach, które najmniej odpowiadają naszemu "ja". Ja, pomimo świadomości swoich wad, niedoskonałości, lubię siebie i jestem otwarta na nowe. Dlatego zawsze do nowo poznanych ludzi podchodzę z uśmiechem, ufnością, nadzieją, uprzejmością. Nie każdy tak ma, bo spotykam ludzi, którzy na starcie (podczas gdy nawet zdania ze mną nie zamienili) mnie kasują, krytykują, traktują z dystansem i brakiem sympatii, ale wiem, że to ludzie, którzy właśnie samych siebie nie akceptują, bo od własnego jestestwa wszystko się zaczyna. Jestem wdzięczna za to, że ja tak nie muszę. Że mogę kochać ten świat i iść przez życie z dziecięcą radością.

czwartek, 26 kwietnia 2018

O dworkach słów kilka


   Już dawno nosiłam się z napisaniem postu na temat polskich dworków. Głównie dlatego, że bardzo je lubię i od lat mnie inspirują, ale też z powodu tego, co się  - dość często – słyszy w telewizji, czyta w internecie, na temat współczesnych domków budowanych na wzór oryginałów.


   Co mnie urzeka w tychże domach..? Hmm… Jakaś taka dostojność, ponadczasowość, klimat, z którym mi się kojarzą. Szukam słowa, by określić ten klimat… Chodzi o to, że są dla mnie takie nostalgiczne i tajemnicze, jakby jeszcze przed przekroczeniem progu było wiadomo, że w jego murach kryje się jakaś przyjemna tajemnica… J

   Często oglądając programy poświęcone tematyce wnętrzarskiej, czy przysłuchując się osobom zajmującym się tym tematem zawodowo, spotykam się z określeniem „niby-dworek”, „żałosna atrapa dworku”. Określenia te padają, gdy ocenie poddaje się współczesne domy budowane na wzór polskiego dworu. Krytykuje się je za to, że jedynie przypominają oryginał, że nie mają klimatu, ale najczęściej po prostu za to, że tymi oryginałami nie są. W moim mniemaniu to błędne koło i wyrażanie krytyki dla zasady. Bo czy koniecznie trzeba zawsze odwzorowywać w stu procentach coś, co być może odpowiada nam zaledwie w połowie..?

   Współczesne projekty dworków mają wiele do zaoferowania. Ot, na przykład na stronie extradom.pl jest mnóstwo świetnych propozycji. 
Cóż, nie każdy z nas jest szczęściarzem, który odziedziczył tudzież kupił stary, oryginalny dwór. Nie oznacza to jednak, że nie można sobie takiego wybudować i stworzyć coś, co dla nas odzwierciedli ducha dawnych lat. Ja tam będę budować domek na wzór dworu, bo innego sobie nie wyobrażam J Osobiście jestem zwolenniczką posiadania własnego stylu i nie poddawania się – jak zwał tak zwał – trendom. Żaden dom nie będzie miał klimatu, gdy nie będzie w nim odrobiny duszy właścicieli, szczypty czegoś, co z pozoru nie pasuje.

   Mnie osobiście od zawsze zachwycały polskie dworki. Najbardziej lubię budynki z czterospadowym dachem, gankiem usytuowanym pośrodku, wysokimi oknami, bawolim okiem w dachu i z dostojnym podjazdem. Lubię też wnętrza obfitujące w obrazy w masywnych ramach, zdobne kilimy, kaflowe piece z koronami czy okna ubrane w mięsiste, ciężkie zasłony. Są jednak elementy, które do mnie nie przemawiają, takie jak wiszące na ścianach szabelki. Gdybym aranżowała wnętrza w stylu dworku, na pewno zrobiłabym to po części po swojemu. Dlatego właśnie nigdy nie rozumiałam krytyki wyrażanej przez projektantów etc., którzy właścicielom domów na wzór dworku zarzucają brak zgodności z oryginałem. Niesłusznie. Każdy mieszka tak jak chce, a skoro komuś do serca przypadły poszczególne dworkowe elementy – niechaj się bawi aranżacją, dopasowując przestrzeń mieszkalną pod własne potrzeby i wizje. Owszem, zdarza się, że ktoś naprawdę usiłuje odwzorować dwór i robi to nieumiejętnie, ale poczucia smaku czy gustu nie da się nauczyć – to umiejętność wrodzona, dar, dlatego nie każdy będzie umiał zrobić to (stworzyć wnętrzarski misz-masz) w stu procentach trafnie. Ale to akurat tyczy się wnętrz urządzanych w różnym stylu. Choć.. zdecydowanie częściej słyszę krytykę pod adresem dworu, niż na przykład taką w rodzaju: „to wnętrze jest żałosną atrapą, nie odzwierciedla stylu skandynawskiego w stu procentach” ;)

   Niechaj każdy buduje jak chce i jak mu w duszy gra. Bo nawet ganek przy nowoczesnej willi będzie wyglądał dobrze, gdy się go zaprojektuje z wyczuciem.


   Skoro już jesteśmy w tematyce dworków, podzielę się z Wami tym, co mi się podoba najbardziej, jeśli chodzi o projekt. Sama myślę już jak będzie wyglądał mój wiejski domek i wiem, że pewne elementy dworku na pewno się tu znajdą.

Mnie osobiście podobają się takie projekty:


Projekt domu uA19 WCB1032

To bardzo klasyczny projekt i widzę taki dom w otoczeniu wysokich drzew, z krzewami po bokach budynku.. z brązowym dachem, białymi ścianami i brązowymi filarami.. Projekt taki ma wielką zaletę – stanowi doskonałą bazę do zindywidualizowania domu – można tu na przykład zastosować drewniane okiennice, czy zastosować sztukaterię, która sprawi, że dom będzie jedyny w swoim rodzaju (a przynajmniej jedyny wśród sąsiadów ;) )

Poniżej w bogatszej (ja to określam: "karingtonowej" :D ) wersji:


Projekt domu Nałęczów DM-6313 KRF1222


Takie projekty z kolei kocham:


Projekt domu Lipowiec B DM-6290 B KRF1512

Dom wprawdzie jest wielki, ale można się zainspirować kształtem dachu czy stworzyć balkon oparty na filarach… Urzekają mnie też elementy renesansowe, tworzą niezwykły klimat.
Takie projekty kojarzą mi się z klimatycznymi starymi domami na odludziu, w otoczeniu lasów..


Podobają mi się też takie domki:



Projekt domu Opus BSA1168




Projekt domu WB-3343 KRA3719

- Ten jest po prostu boski…!! Ten wykusz...rany.. żeby u nas dało się coś podobnego stworzyć... I okna drewniane, w naturalnym kolorze, z gęstymi szprosami. Bardzo przypominają te angielskie, nic więc dziwnego, że tak mnie zachwyciły ;)  Zresztą..całość ma niesamowity klimat :)


   Niedawno odwiedziliśmy firmę, która robiła nam wycenę drewnianego domku (mniejszej altany, którą chcemy tego lata postawić na działce). Siedziba mieści się też w starym domu, odrestaurowanym i wystylizowanym na dwór. Ganek podpierają tu wielkie pnie drzewa, takie ociosane ledwie, nierówne, naturalne… I też przecież nietypowe dla polskiego dworu, ale jak to pięknie wygląda!!!! Jak będzie nas stać, zamówimy podobne. Tanie nie są, ale jaki efekt… J)))
  
A Wy, macie jakieś ulubione, wymarzone projekty domków..?? 
Pochwalcie się, czekam!! :)

środa, 25 kwietnia 2018

Cieszmy się z małych rzeczy bo...

 - Zobacz..!! Zobacz jaki tyciutek cudny..Taki maluni, a jaki piękny...
- Noo..
- No zobacz...........
- Jesteś słodka. Właśnie za to cię kocham...że cieszysz się z takich drobiazgów. Ja jestem realistą, a ty...ty jesteś...... jesteś takim fajnym kosmitą...
;)


Tyciutek:


 

♥️

Uwielbiam grę cieni w ogrodzie późnym popołudniem. Drzewa tańczą w zwolnionym tempie, kołysząc się i przesiewając promienie słońca, tworząc iście magiczny klimat...






Zakwitły właśnie szafirki....





Dobrego czwartku Wam życzę i przesyłam garść uśmiechu!! :))))
♥️♥️

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Delikatnie...

   Z pracy ostatnio wracam wyczerpana niemiłosiernie. Nie wiem, czy to wina wiosennego przesilenia czy osłabienia organizmu. Trzeba mi snu i odpoczynku, więc odpoczywam. I śpię.
   Niedzielę spędziliśmy na wsi. Musiałam sobie zrobić dzień wolnego od pracy zawodowej i zamówień firmowych. Zjechała się do nas rodzinka, więc grillowaliśmy w najlepsze. Musiałam wstać o szóstej, by upiec ciasta. W sobotę nie dałam rady - bo spałam :D


   Wiecie co..? Tęsknię za kwiatami w domu. Za klimatem angielskich wnętrz, które chyba jednak najbliższe są mojemu sercu ;) Ostatnio wyskrobałam z dna szafy obrus kupiony za bodajże 15 złotych na wyprzedaży w sieciówce parę lat temu. Gdy go rozścieliłam na stole, od razu zrobiło mi się lepiej. Może zamówię jakieś kwieciste zasłony... hmm.... muszę to przetrawić. Póki co cieszę oczy obrusem i bukietem kwiatów. Zdradzę Wam, że sprzedawczyni z pobliskiej kwiaciarni miała niezłą minę, gdy powiedziałam, że chcę bukiet z tego, co stanowi zwykle dodatek do kwiatów.. ;)


























Dobrego wtorku Wam życzę :)))
♥️♥️

piątek, 20 kwietnia 2018

Ulubiona miejscówka w ogrodzie i co mi zżarły myszy

   Jutro czeka nas otwarcie sezonu ogrodowego, takie bardziej..oficjalne - z grillem, kawą i ciastem pod chmurką... Muszę zrobić zakupy i połatać pokrycie dachu wiaty, bo zeszłoroczna wichura porwała je na strzępy.


   Tak wygląda mój ulubiony zakątek w ogrodzie:



To zdjęcie sprzed dwóch lat. W basenie jeszcze pływały lilie wodne, a wiatę z każdej strony otaczały ściany z bukszpanu.
Trzeba było wprowadzić kilka zmian, bo gdy postawiłam pod wiatą stół z krzesłami, ledwie się mieściliśmy. Bukszpan przesadziliśmy i już zrobiło się luźniej. W przyszłości chcemy wiatę zastąpić altaną drewnianą, taką fajną, masywną. Musi się znaleźć miejsce dla stolika pomocniczego, na którym będę mogła przechowywać talerze, naczynia etc. 
   Jak widać na zdjęciu, tuż przy wiacie jest nasz basen. W gruncie rzeczy jest naprawdę świetny, bo cały murowany, łącznie ze schodami. Postanowiliśmy go wyczyścić, odnowić i zagospodarować na basen typowy, bo wcześniej pełnił rolę oczka wodnego. Chciałabym postawić przy nim (pod wiatą) palety, na których położę poduchy, tak by móc sobie siedzieć i moczyć stópki w wodzie :)

   Plany są ambitne i dalekosiężne, ale wszystko jest do zrobienia.
Sprzedałam właśnie komodę indyjską, która jest za długa, by stać w domku w przyszłości. Za pieniądze ze sprzedaży chcę kupić piękne lampy ogrodowe - stylowe, klasyczne. Już znalazłam na jednej z aukcji i przebieram nogami, by już je mieć..bo są piękne..... :)))))))))

   Oddałam też narożnik. Spać w domku już nie będziemy. To znaczy..do momentu jego wyremontowania. Niestety, grasuje tu tak wiele stworów, że spać się tu zwyczajnie nie da. No..chyba że ktoś lubi, gdy coś włochatego mu łazi po twarzy gdy śpi ;))
My póki co zabezpieczamy co się da przed myszowatymi. W ostatnim czasie te nicponie pożarły mi:
- poduszki\
- pled
- pościel
- wszystkie bukiety pszenicy
- duże opakowanie słoneczniku (łupiny zostały w woreczku - KULTURALNIE)
- frędzle od dywanu.
Małe farfocle mają ze mną na pieńku. Tyle pięknych rzeczy zniszczonych... Pakuję więc co się da ( i co się da zjeść) w pudła plastikowe. Dopóki nie zrobimy porządku z żarłocznymi paskudami, nie będziemy tam nocować ani zbytnio aranżować. 



   Lecę parzyć kawę. Zrobię co trzeba, a potem siadam do pędzla. Miłego dnia Wam życzę i podsyłam krótki filmik z naszymi rozśpiewanymi ptaszorkami... :)))



środa, 18 kwietnia 2018

Zazieleniło się

   Tak jak myślałam, ogród zazielenił się momentalnie. Zaledwie jednodniowy deszcz wystarczył, by wszystko w nim odżyło, zapachniało...
Moje żywopłoty się przyjęły i rosną w górę pięknie. W weekend muszę je dociąć, żeby poszerzyć nieco wejście na działkę.

Najstrojniej przyodziała się panna magnolija. Może zdążę jeszcze postawić pod jej koroną stolik i wypić kawę.. ;)









   Nie wiem jeszcze co zrobić z tym miejscem:






  Macie jakieś pomysły???
Na pewno pozbędę się betoników, bo utrudniają koszenie trawy. Na pewno coś poprzesadzam, dosadzę...ale co...jak... hmm... Piszcie, jak widzicie ten kąt??


   Poniżej alejka z nowym żywopłotem. Muszę posiać trawę i kupić lawendę, myślę, że będzie pięknie wyglądać pod żywopłotem...




Piszcie kochani, czekam na Wasze pomysły, rady.
   Życzę Wam pogodnego dnia!! 
♥️♥️

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Róż różowy różem kryty

  Mój ogród powoli budzi się do życia. Dziś cały dzień padało, więc pewnie jeszcze tego tygodnia wszystko buchnie zielenią.
Robię powoli porządki. Poprzycinałam nieco żywopłot zewnętrzny z bukszpanu, który przesadzaliśmy na jesieni. Jest nierówny jeśli chodzi o wysokość i jeszcze niewysoki, ale kiedy urośnie, osłoni nas pięknie przed wzrokiem przechodniów, kurzem ze ścieżki i przed leśnymi zwierzętami, które przeskakują przez ogrodzenie i miażdżą moje kwiaty.
   Zaczynają już kwitnąć magnolie. Mam nadzieję, że weekend będzie bardziej pogodny, żebym mogła zrobić jakieś zdjęcia...





   Mój ogród bardzo lubi kolor purpurowy. Lubiła go też najwyraźniej pani Marianna, bo różowe mam: magnolie (2), azalie, rododendrony, hortensje, floksy, porzeczki krwiste, peonie... W zasadzie prawie wszystko mam RÓŻOWE ;)))) :) No cóż.. kolor ten stanowić będzie piękne tło dla ogrodowych aranżacji. 
Dotychczas nie miałam jak aranżować, bo pierwsze dwa lata spędziliśmy na zagnieżdżaniu się w nowym miejscu. 



   Mebelki ogrodowe już czekają na nowy sezon... Myślę nad tym, by do koloru poduch pomalować jeden ze starych stołów, które dostałam w gratisie do okien, które to znowu okna przytargaliśmy w zeszłym roku od.....aaa..o tym w kolejnym poście ;)
Och...jak ja chciałabym już...  móc stół ustawić, nakryć pięknym obrusem... i tak sobie na dworze pod chmurką obiad zjeść... Tak, jestem z tych w gorącej wodzie kąpanych. Ja chciałabym JUŻ. Tymczasem wiem, że wszystko wymaga czasu. No dobra...jakoś trzeba to znieść... ;)))






   Kiedy zrobi się cieplej, odwiedzimy centrum ogrodnicze. Zamierzam dokupić iglaków - srebrne świerki, może cisy... Nasz pierwszy świerk, który posadziliśmy rok temu, rośnie pięknie. Jest większy ode mnie, mimo to przyjął się cudnie. Za świerkiem widać bukszpany, które stanowią żywopłot- ogrodzenie.





   Przed domem mam takie miejsce:



 W zeszłym roku rosły tu jednoroczne kwiaty i te, których nie zdążyłam przesadzić. W tym roku muszę oczyścić to miejsce i pozbyć się starego pnia. W tym miejscu kiedyś będzie albo wyłożony drewnem/płytkami albo wysypany kamyczkami skwer, na którym stanie stół drewniany z ławą. Być może tutaj także znajdzie się miejsce na niewielkie palenisko.
A do przesadzenia mam: peonie, azalię (rok temu zmarzła, ale ścięłam ją mocno i już puściła piękne pędy), oczar, leszczynę i zioła, o ile wyjdą: miętę i maciejkę.



   Szykuję się już do Święta Bzów w Siedlisku. Muszę zmalować trochę bzowych Janiołów i desek kwiatowych. O..może coś z piwoniami...? Pomyślę... Nawiasem mówiąc, to znaczy pisząc, muszę posadzić w moim ogrodzie białe i kremowe peonie. Te na zdjęciu sprzed kilku lat zerwałam w ogrodzie teściowej...





   Miłego dnia!!
♥️♥️

piątek, 13 kwietnia 2018

Co z blogiem...

   Pojechałam, wróciłam, przeżyłam.
☺️
 
   Wczoraj wróciłam z pierwszej w swoim życiu wycieczki z dzieciakami z naszej szkoły. Po raz pierwszy pełniłam rolę pedagoga-opiekuna i stwierdzam, że to niełatwa praca. Ba, chwilami zwariować idzie... ;) Ale było świetnie.
Wycieczkowaliśmy się w Warszawie. Po raz pierwszy cokolwiek zwiedziłam, bo w stolicy byłam wiele razy, ale jedyne co zwiedziłam, to hotele, sale konferencyjne, jeden z teatrów, starówka, restauracje Gessler i Pałac Prymasowski, kiedy to uczestniczyłam w kiermaszach magazynu Moje Mieszkanie. No i łazienki. Nie, nie TE Łazienki, tylko toalety publiczne. Bo bez tego w moim przypadku ani rusz.
   Oczywiście nie obyło się bez wpadek. O, na przykład, kiedy stałam w kolejce w McDonalds'ie podeszła do mnie starsza pani z osobą towarzyszącą i spytała gdzie złożyć zamówienie. Odpowiedziałam: "Niech panie podejdą do tej kolejki..", po czym zorientowałam się, że osobą towarzyszącą był syn tudzież wnuk tejże pani.
Naturalnie, przyciągnęłam też kilka nieszczęść w postaci nadudnionego że ho ho mężczyzny, który robił maślane oczy w kolejce w spożywczym i czynił wywody na temat tego, jakie to mam piękne oczy i uśmiech... podczas gdy byłam świadoma tego, że w owej chwili - po całodniowym maratonie - wyglądałam jakby po mnie przejechał czołg.

niedziela, 8 kwietnia 2018

Otwarcie sezonu i jak planuję zagospodarowanie ogrodu

    Wczoraj rozpoczęliśmy sezon ogrodowy. Skromnie, kameralnie, bo wszyscy potrzebowaliśmy chwili wytchnienia.
Ogród zasnuły połacie liści, które trzeba było uprzątnąć. Nie przepadam za tym okresem w ogrodzie, gdzy nad ziemią sterczy mnóstwo bezbarwnych badylków, więc wiem już, że muszę zainwestować w rośliny zimozielone. Zachwycił mnie na przykład ostrokrzew, który widziałam podczas wczorajszej wizyty u sąsiadki. Krzew ma wspaniałe liście, ciemnozielone i błyszczące. Nie tylko pięknie się prezentuje, ale na pewno będzie też stanowił doskonały dodatek do bożonarodzeniowych aranżacji.



O proszę, żeby nie było tak gołosłownie.. (widok zza drzewa - zagranie celowe, bo zahaczyłam o badyle różane i rozdarłam koszulkę ;) )







   Strasznie lubię snuć plany. Teraz moją głowę zajmują te związane z zagospodarowaniem ogrodu.
Zależy mi nie tylko na tym, by prezentował się okazale o każdej porze roku, ale przykładam też uwagę do tego, by w przyszłości:

  • w ogrodzie rosły rośliny, które nie tylko ładnie wyglądają, ale i 1. stanowiły źródło okazjonalnych dekoracji, 2. przysłużą się zdrowotności - dlatego przesadziłam w dogodniejsze miejsce krzak aronii, posadziłam dziką różę i zamierzam dosadzić dużo lawendy
  • ogród był możliwie łatwy w utrzymaniu, choć nie należę do osób, które panikują, gdy na trawniku niczym z katalogu pojawi się zwiędły liść
  • z każdego okna w domku, który zbudujemy, widać było coś, co będzie cieszyć oczy, czyli: świerki (o których zawsze marzyłam), stylowe latarnie (uwielbiam, gdy świecą się zimą, kiedy pada śnieg, bądź kiedy pada deszcz), drobną architekturę (słupy kamienne zwieńczone misą ze spływającymi strumieniami bluszczu..), bądź piękne ogrodowe meble
  • mieć możliwość uprawiania niewielkiej ilości warzyw
  • rosły tu zioła i rośliny o przyjemnym zapachu (lubię, gdy zioła rosną pomiędzy kwiatami i gdy ich zapach unosi się w, powietrzu, kiedy przechadzam się alejkami ogrodu)
  • zapewniał mi poczucie prywatności, dlatego poprosiłam sąsiadów o zgodę na postawienie przy ogrodzeniu płotu osłonowego (na co się zgodzili), żebym mogła swobodnie się czuć na własnym terenie
  • zapewnić dom ptakom; bardzo często odwiedzają nas sikory i kosy - jeden z nich chodził sobie swobodnie obok mnie, kiedy grabiłam liście :))
  • wyznaczyć w nim strefy przeznaczone pod określony cel, czyli: 
  1. warzywnik i zielnik
  2. miejsce do grillowania i biesiadowania przy ognisku
  3. miejsce z ławką, przeznaczone np.do czytania książek tudzież ich pisania czy rozstawienia sztalug
  4. romantyczny kącik, który zawsze był moim marzeniem, a w którym to kąciku m stanąć stolik z metalowymi krzesełkami (ma to być miejsce spożywania popołudniowej kawy czy herbaty)
  5. miejsce nasłonecznione na tyle, by móc się w nim poopalać
  6. basen
  7. miejsce Julki - zaaranżuje je według uznania
  • zorganizować przestrzeń w taki sposób, by skorzystać na dobrodziejstwie, jakim niewątpliwie jest las.
   A propos lasu...
Już dwa lata mamy działkę, ale jeszcze ani razu nie byliśmy w lesie. Furtkę do niego mamy tuż przed wejściem na teren działki, ale nie było ani czasu ani sposobności. Wczoraj jednak zabrałam Julkę na krótki spacer.
Wystarczyło przejść kawałek pomiędzy drzewami, by dojść do małej ścieżki, a nią już do dużej ścieżki dzielącej fragmenty lasu. Jest gdzie pospacerować. Cudnie... 











   Fanie jest mieć pod nosem las. I fajnie jest być mamą Julki........ ;)







   
   Z mniej atrakcyjnych wieści wsiowych - poszły nam rury doprowadzające do domku wodę. Są zakopane stosunkowo płytko pod ziemią no i mają swoje lata... Szykuje się robota, bo nie da się tam funkcjonować bez wody bieżącej. To znaczy..na upartego się da..ale po co ;)
Jak pojawi się jakiś więksiejszy finansowy zastrzyk, wywiercimy studnię. Potrzeba na to nie lada środków, bo studnia musi być głęboka i trzeba te wszystkie badania w sanepidzie ogarnąć... Niemniej jednak mam nadzieję, że uda nam się to wkrótce zrobić.
Pamiętam, jak kupiliśmy działkę i nie wiedziałam jeszcze, że woda, która płynie z kranu w kuchni, nie nadaje się do spożycia ;) Ugotowałam wówczas na niej barszcz czerwony. Tak mnie cieszyło, że mam własne buraki, że nie zastanowiłam się nawet co robię i ugotowałam.. Oczywiście miałam więcej szczęścia niż rozumu, bo spożycie zupy skończyło się zaledwie biegunką... ;))))



   Kolejna wizyta na wsi za tydzień, a ja już tęsknię do takiego widoku...

















Jaka u Was pogoda...?? U nas wczoraj rozpieszczało słońce, a teraz jest mrocznie, cicho i pada deszcz. Zupełnie jakby wiedział, że w takich chwilach pracuje mi się najlepiej...


♥️♥️


czwartek, 5 kwietnia 2018

Janiołowo - z folkową nutą..

   Tym razem prezentuję Janioła zainspirowanego ukraińskim strojem ludowym. Po raz pierwszy wykorzystałam element biżuteryjny. Całość wykonana ręcznie. Taki więc sobie powstał - barwny, radosny, wiosenny... ;)










   Powoli przygotowuję się do kiermaszu w ramach Święta Bzów w Siedlisku.
Janioły powstają różniste i to akuratnie takie, jakie mi się w danym dniu w głowie uroją ;)))









Wybaczcie proszę zdjęcie nienajszczęśliwsze, bo wykonane telefonem...







   Chciałam napisać, że dziś za oknem bezchmurne niebo, ale już zasnuły je cumulusy, cirrusy i inne  -usy.. Jest jednak ciepło i pogoda zachęca do tego, by poobcować z naturą.
Muszę dziś zajrzeć do naszego ogrodu i zaplanować weekend. Na pewno trzeba zrobić porządki i spalić stare gałęzie, już więc dostaję ślinotoku na myśl o pieczonych, pachnących dymem, ziemniakach.

 Macie ogrody? Pochwalcie się!! Jakie prace Was teraz zajmują??? Piszcie w komentarzu bądź mailu, czekam :)))
rustykalnydom@wp.pl


  Nie mogę się doczekać rozpoczęcia prac w ogrodzie - przygotowania terenu pod budowę, zagospodarowania jego południowej części, przesadzania krzaczorków, przygotowania basenu do renowacji... Plany są duże i ambitne, ale chce nam się, oj bardzo chce... ;))))

   Uciekam na krótką drzemkę, bo dziś czeka mnie jeszcze sporo pracy z pędzlem w dłoni.. ;)

Pogody Wam cudownej życzę!!
:*



niedziela, 1 kwietnia 2018

Na wesoło i na luzie

- Czemu ja właściwie nie kupiłam tego przyrządu do krojenia jajek w Ikei..?? - pytam zirytowana, krojąc piąte jajko do sałatki i babrając się przy tym niemiłosiernie.
- No nie kupiłaś, bo go nie chciałaś.
- Ale czemu nie chciałam..? Przypomnij mi..
- Bo..powiedziałaś, że jest pomarańczowy.
-...???
- No tak. Powiedziałaś, że ma brzydki kolor, więc go nie kupisz.
Mam świra, to pewne.
Na własne osobiste życzenie produkowałam się z tym jajowym krojeniem w kosteczkę i to dość długo.

   Szaleństw z przygotowaniem świątecznych potraw w tym roku u mnie nie było, bo gościliśmy u teściowej, która świętowała okrągłe urodziny.
Czas spędziliśmy więc w gościach. Było wesoło, przyjemnie... No i zostaliśmy Cudownie Wyrolowani ;)))))
Bratanek męża wyszedł na chwilę z domu. Po powrocie powiedział, że ktoś nam zarysował auto i zostawił kartkę za wycieraczką. Wzbudził niemałe zdziwienie, bo nie dalej jak dwa tygodnie temu dokładnie ta sama sytuacja miała miejsce pod naszą kamienicą. Postanowiliśmy się ubrać i zbadać sytuację. Wyszliśmy, doszliśmy do samochodu - kartki nie ma. Radek wyjął telefon, by zapytać bratanka, czy faktycznie była kartka, bo teraz niczego nie ma. W tym momencie nasz wzrok skierował się automatycznie na balkon teściowej, na której stało całe grono zrywające boki z nas - prima-aprilisowych gamoni... ;)))))) Cóż, plus był taki, że zaliczyliśmy krótki spacer, będący doskonałym przerywnikiem świątecznego lenistwa. O tym zaś, że dziś pierwszy, jakoś nie miałam głowy myśleć. Bo ja mam ostatnio w głowie same Janioły....rety............ ;)


   Na jutro planuję NicNieRobienie. No..może chwilkę pohaftuję..
Dobrze jest czasem wyluzować. Zamiast spędzić godziny w kuchni i zarywać noce, wyjść z domu i zwyczajnie odpuścić. Ja z czasem nauczyłam się dystansu i nie spinam się absolutnie w okresie okołoświątecznym, zaś gdy zauważam, że po intensywnych, pełnych zajęć i pracy tygodniach, potrzebuję odpoczynku - robię to. Bez wyrzutów, bez wariactwa. Świat się nie zawali, gdy nie upiekę kilku ciast czy nie ugotuję czegoś-tam... Zdrowie fizyczne i psychiczne jest najważniejsze ;)


   Serwuję więc sobie kilka chwil błogiego lenistwa, a Wam dobrego wieczoru i równie dobrego dnia jutrzejszego. Nie zmoknijcie za bardzo...!! :))))))))))









♥️♥️♥️

czwartek, 29 marca 2018

Leśne Janioły

   Przede mną kilka dni wolnego od pracy. Od pracy zawodowej oczywiście (w szkole), bo zamówienia na malowaństwa wciąż w realizacji, a i nowe projekty się tworzą, więc... ;)

   Kilka dni temu ukończyłam kolejnego Janioła na zamówienie. Deski mają zawisnąć przy kominku w domeczku pod lasem, dlatego postawiłam na kwiecisto-liściasty anturaż.


Oto tryptyk:





   Janioły i dziewczynki maluję ostatnio najczęściej, bo to one właśnie skradły Wasze serca. Powstają na plastrach drewna, deskach grubszych i chudszych, mniejszych i większych...
Osobiście najbardziej lubię tworzyć postaci smutne, zamyślone, bidulki takie.. Jakoś najłatwiej mi przychodzą. Być może dlatego, że stanowią alternatywę dla mojej własnej osoby, bo należę do osób pogodnych i bardzo pozytywnie nastawionych do życia ;))


Plasterek z lewej strony do nabycia, cena:45zł. 
Zapraszam chętnych, a ja biegnę zaparzyć kawę i robić wiosnę w mieszkaniu, bo za oknem..ehh..nawet nie chcę pisać.. brrrrrr..................... :))))))))





♥♥♥

wtorek, 27 marca 2018

Krótka relacja z pokazu - metamorfozy szafki nocnej

   Spieszę z relacją z pokazu malowania mebelka. Spieszę, bo poślizg mam mały.. Całą rodziną niemalże polegliśmy na jakieś grypopodobne Coś... rety.. Ale już dobrze. Do rzeczy więc...

   Tak jak wspominałam, jednym z punktów Targów Budownictwa i Wyposażenia Wnętrz w Drzonkowie był mój pokaz malowania mebli - w tym wypadku szafki nocnej.
Sam pokaz był błyskawiczny, bo trwał zaledwie godzinę. Domyślacie się, że to bardzo mało czasu na przeprowadzenie metamorfozy mebelka. Wykonanie może więc nie było najwyższych lotów..bo w rzeczywistości meblowi, który poddaję obróbce artystycznej, poświęcam dwadzieścia razy więcej czasu, jednak coś tam udało mi się zaprezentować ;)


   Zamysłem moim było pokazać, jak odmienić wizerunek mebelka za pomocą:

  • zmiany jego koloru
  • zmiany detali takich jak uchwyty
  • postarzenia mebelka bez konieczności kładzenia warstw i przecierania.


Poniżej widzimy mebelek gotowy na metamorfozę.



Tak więc po kolei:

Na początku pomalowałam wałeczkiem wszelkie łatwo dostępne powierzchnie...








Następnie pędzlem podmalowałam frezy - celowo niedbale, bo zależało mi, by spod grafitowej farby przebijał miejscami kolor jasny..




Tak wyglądała szafka pomalowana grafitem. Naturalnie nie malowałam całych szuflad, gdyż pokaz rządzi się swoimi prawami i ograniczał mnie czas..





Kolejnym etapem było postarzenie rantów mebelka za pomocą gąbki (technika tapowania).












Na końcu (oczywiście przed zabezpieczeniem szafki lakierem) zamocowałam nowe uchwyty, które nadały mebelkowi zupełnie innego charakteru. Uchwyty-muszle zrobiły w tym przypadku naprawdę świetną robotę. Dla zainteresowanych - można je kupić TU







 A tak prezentowała się gotowa szafka:








 W moim mniemaniu jakość wykonanej pracy pozostawia do życzenia.. bo proces mojej pracy polega przede wszystkim na ocenie wyglądu mebelka - na każdym etapie podejmuję decyzję odnośnie tego, co będzie kolejnym krokiem, a zajmuje mi to sporo czasu (w tej kwestii jestem perfekcjonistką), dlatego po pokazie czułam niedosyt związany z tym, że mebel wykonany był "na szybkiego" ;) Ale.. nie o to tu chodziło, by pokazać swoje umiejętności, lecz by zaprezentować łatwy i przyjemny sposób na odmianę oblicza mebelka :)







   Z tego miejsca pragnę podziękować firmie Rustykalne Uchwyty za pomoc w zorganizowaniu mojego pokazu, a Wam serdecznie polecam to miejsce w sieci, już po raz kolejny, jako że sama zostałam klientką sklepu i fanką niebanalnych, rustykalnych elementów metalowych, kutych etc.etc. ;)

Dziękuję też Pani Wandzi, która pięknie zapowiedziała mój pokaz, a jeszcze piękniej go podsumowała :)



   Wracając do tematu Targów..
Muszę napisać, po prostu Muszę, o jeszcze jednym, bardzo przyjemnym aspekcie tego wydarzenia. Było nim poznanie Joachima :)))
Joachim był moim sąsiadem stoiskowym. Cóż.. nie mogłam trafić lepiej ;) Bo to człowiek tak niebanalny, zabawny, rozgadany..a przy tym o tak dobrym serduchu, że....ach..!! Osobiście uwielbiam ludzi bezpośrednich i szczerych. On taki jest. Nie każdy na przykład odważyłby się wyjąć nowo poznanej babce wodę z koszyka, pytając "Mogę? Pić mi się chce, a nie mam gdzie kupić.." O ranyy... Cudny jest i tyle. Joachimie - uściski od nas najserdeczniejsze!! :))))))))))


Czas targów wspominam bardzo, bardzo dobrze. Znów poznałam świetnych ludzi - pasjonaltów, pozytywnie zakręconych wariatów, inspirujących i uczynnych. I uśmiałam się do łez. Dosłownie!! Co chwilę okupowałam lustro na stoisku obok, ratując spływający makijaż ;))))))))))))

Wszystkim, którzy byli ze mną, DZIĘKUJĘ ♥♥♥

Udostępnij