9 stycznia 2020

Niedzień. Ten moment, kiedy...

... tylko czekasz, aż Ten dzień się skończy.
Tygrysek od Puchatka miał w jednym z odcinków nieurodziny. Ja mam dziś niedzień.
Bo od rana się coś wali. Jak domino. Znacie to? Na pewno.
To mi tak dziś. Czego się nie tknę, to i tak niedodotknę. Nawet kapuśniak mi nie wyszedł i rodzina musi taki niewyjdźnięty jeść. Poza tym same trudności i krzywizny.

Coś dzisiaj krąży w powietrzu, coś poza wspaniale połyskującymi w blasku słońca drobinkami kurzu.
Moja śp.babcia powiedziałaby: "Pieron jasny..!!"
Jeszcze teraz, wieczorem, czuję ciśnienie dnia dzisiejszego. Myślę sobie: "Co jeszcze?? Haloooo... Boże, czy kto tam mnie jeszcze słucha, masz coś jeszcze dla mnie dzisiaj? Nie chciałabym, ale jak już masz, to dawaj, co bym tak za jednym machem..", po czym wypijam łyk wody i....."ała!!!" - werdykt: opryszczka. Jupiii... mam gratisik!! "Boże, żartowałam, wiedziałeś..??"
Nie no, nie dość, że już wyglądam jak siódme nieszczęście (nawet makijaż nie sprawi, że dowyglądam), bo nie spałam w nocy, takiej alergii dostałam od czegoś, w czym praliśmy pościel.. to jeszcze....ehh..
Pomyślałam, że muszę sięgnąć po coś słodkiego. Wróć. Po słodycz jakiś. Szperam po szafkach. Jedna, druga... - nic. Nigdzie. No tak. Wczoraj robiłam zakupy, ale nie kupiłam przecież żadnych słodyczy, bo noworoczne postanowienia i PRZECIEŻ ŻE DIETA.. Szlag.. Lezę więc do salonu. W którymś z kryształowych pojemników powinno być kilka pierników świątecznych. Są. Twarde, jak diabli, ale Słodkie. Trochę jakby zakurzone, ale nie ważne. Najwyżej mój żołądek będzie w nocy świecił wewnętrznym blaskiem iskrzących drobinek kurzu.


PS
Wracam do zapisków z codzienności. Tu, na blogu. Nie na fb czy innym bf.
:*

31 grudnia 2019

Życzenia jak cztery żywioły

   Kochani,
zbliża się Nowy Rok, a ja chciałabym Wam złożyć życzenia.



Życzę Wam, by w nadchodzącym roku wiał dla Was pomyślny wiatr, taki, który spełni Wasze marzenia i pomoże zrealizować plany. 

Życzę też, byście otaczali się ludźmi o duszach czystych niczym źródlana woda. 

Życzę, by w przyszłym roku płonął w Was żywy ogień i byście nie tracili zapału do podejmowania śmiałych decyzji.

I życzę, byście mocno stąpali po ziemi, ciesząc się każdym dniem i doceniając wszystko, co dobrego spotyka Was w życiu.






Miniony rok 2019 przyniósł wiele zmian w naszym życiu.
Nasze ukochane, maleńkie mieszkanko, niespodziewanie zamieniliśmy na większe, przedwojenne, będące spełnieniem marzeń. To stało się nagle, szybko, ale jestem pewna, że tak właśnie miało być. Bo te najbardziej spontaniczne decyzje okazują się w perspektywie czasu najlepszymi.











W tym roku odbyłam podróż do Toskanii. Kolejne moje marzenie się spełniło. Choć podróż była krótka, natchnęła mnie fantastyczną energią i utwierdziła w tym, że jest to miejsce, do którego chcę wracać.






Zmieniłam się ja sama.



Czego życzyłabym sobie na nowy rok..?
Zdrowia i sił na realizację planów.
Chciałabym wreszcie zabrać się za pisanie książki. Mam to w planie od dawna, a Wy namawiacie mnie do tego też od lat.. Jeśli nie teraz, to kiedy? ;)

Chciałabym więcej tworzyć. To przynosi mi nieopisaną radość, a od niedawna mam pracownię, z której wkrótce zrobię użytek.

I "mądrych ludzi wokół". Mieć ich nadal, bo już mam.
Jest dobrze... :))



Szczęśliwego Nowego Roku 2020!!



29 grudnia 2019

Poślizg, jakiego jeszcze nie było, czyli święta w pigułce

   Takiego pędu, jak w tym roku, jeszcze nie było.
Z racji, że po raz pierwszy nie było mnie tu z Wami w wigilijny wieczór, pozwolę sobie złożyć Wam spóźnione, lecz szczere życzenia.



Kochani, z okazji minionych Świąt i nadchodzącego Nowego Roku życzę Wam przede wszystkim zdrowia, wytrwałości w dążeniu do celów, spełniania marzeń, oraz wielu okazji do przyjmowania dobra i dzielenia się nim z otoczeniem.




   Ja w tym roku, tuż przed świętami, zaniemogłam zdrowotnie. I to mocno. Przeszłam jakąś anginę stulecia. Leżałam ponad tydzień, z bólami, jakich nie było mi dane doświadczyć od wielu lat.
To spowodowało, że w przygotowaniach do świąt miałam ogromny poślizg. I dlatego też nie było mnie tutaj, na blogu.
Porządki świąteczne zaczęłam robić dopiero w sobotę przed świętami, pucowałam dom do trzeciej nad ranem. W niedzielę miałam odespać. W ciągu dnia (w niedzielę) tak mnie zmogło zmęczenie, że zasnęłam na siedząco, w fotelu, z pilotem w dłoni. Postanowiłam, że pójdę wcześnie spać. Około 23:00 (wcześnie ;) ) poszłam do sypialni. Zanim jednak się położyłam, zawołałam pana domu, by ustalić, co mamy do zrobienia nazajutrz, zanim pójdzie do pracy. Usiadł koło mnie na łóżku i nagle jak coś nie łupnie... Zapadł się stelaż łóżka i rąbnęliśmy na podłogę :) I, chcąc-nie chcąc, musieliśmy ustrojstwo naprawić, bo nie mielibyśmy na czym spać. Walczyliśmy więc do godziny pierwszej, mniej więcej. W międzyczasie jeszcze ze dwa razy udało nam się rąbnąć, podczas testowania nowych instalacji stelażowych.
No komu to się mogło zdarzyć, jeśli nie nam...?? ;)


   Wigilię spędziliśmy z rodziną u nas. Pierwszy raz w nowym mieszkaniu.
Jakie wrażenia..? Wspaniale. Duża przestrzeń pozwoliła nam swobodnie zasiąść przy stole w salonie, nikt nie musiał się nigdzie przeciskać, nikt nie musiał wciągać brzucha. No, chyba że do zdjęcia.
Fantastycznie też się przygotowywało potrawy w kuchni. O tym za chwilkę..

To salon w aranżacji świątecznej..































   Jeśli chodzi o tegoroczne dekoracje - postawiłam na klasykę, czyli zieleń połączoną z czerwienią. Bombki czerwone miałam, dokupiłam tylko czerwone świece. Z uwagi na wydatki związane z adaptacją mieszkania i remontem, musieliśmy trochę ciąć koszty, dlatego nasz stół wigilijny zdobiło białe płótno z pasmanterii :) Ale to najmniej ważne. Był klimat, przyjemna atmosfera wieczorem, byli bliscy i tylko to się liczy.



Maluch na zdjęciu spogląda na Jemioła. Jemioł w tym roku ożył i co rusz rzucał w nas kulkami. Podczas wigilii gałązka wpadła Julce do talerza ;))) 


W salonie stanęła nasza sztuczna choinka, ale nie zabrakło też żywej - jedną umieściłam na werandzie, a drugą w holu. Stała bez ozdób, ale przed samą wigilią Jula spytała, czy może ją ubrać. Ubrała ją w drobne, czerwone bombki. Kilka godzin wcześniej Julka przyszła do mnie do salonu i powiedziała: "Ty to zawsze tak pięknie dekorujesz choinkę i dom, jesteś super". Gdy ubrała choinkę w holu, uśmiechnęłam się pod nosem i pomyślałam to samo o niej. Będzie miała dryg ;)






  Obydwie żywe choinki są małe i w donicach. Celowo je kupiłam - po świętach posadzę je w ogrodzie. Nie lubię wyrzucać żywych drzewek..







   O, i stało się.
Stałam się jedną z babek, w których domu goszczą stare, wiktoriańskie lale. Kiedyś wydawało mi się to lekkim zafiksowaniem, ale gdy zobaczyłam Helenę, od razu się zakochałam. W całej postaci i szczególikach, wykonanych z niezwykłą pieczołowitością.
Tak na marginesie, to Helena Nietrojańska. 






   Pierwszy dzień świąt spędziliśmy na leniuchowaniu. Odbyliśmy krótką wizytę u rodzinki, a po wizycie rozkokosiłam się w fotelu i oglądałam ulubione filmy i seriale. Pewnie jak część z Was ;) Macie jakieś swoje rytuały związane z pierwszym/drugim dniem świąt?

   Drugiego dnia odbyliśmy przemiłe spotkanie ze znajomymi. Odwiedzili nas po raz pierwszy w nowym mieszkaniu. Robert, który zakochał mnie w Toskanii (sam podróżuje po niej od lat), uraczył mnie pięknym upominkiem z ulubionego sklepiku w Montecatini Terme. Wspaniały wieczór, fajni ludzie. Tacy... patrzący na życie jak ja.
I urosłam po ich opinii na temat mieszkania. Jarek stwierdził, że czuje się tu jak w domu i że jest u nas bardzo przytulnie. O kuchni zaś powiedział, że nie wygląda w ogóle jak kuchnia polska, tylko przywołuje na myśl wnętrza włoskie. Bardzo miłe. Lubię, gdy moi goście czują się u nas dobrze.







Z Robertem (na którego zawsze mogę liczyć..)
























Kuchnię mamy już prawie ukończoną. Miało nie być remontu, ale sytuacja go wymogła na nas. Teraz się cieszymy, bo, choć nieplanowany, remont mamy zrobiony i kuchnię zaadaptowaliśmy już na sto procent. Jedno pomieszczenie w mieszkaniu mamy już dostosowane do naszych potrzeb.
Pozostało nam tylko przyklejenie listewek przy lamperii na ścianie, zrobienie fug i wykończenie korony pieca. To już z górki.
Najbardziej cieszy mnie, że mamy już drzwi do spiżarni. Nie ma w niej grzejnika i bałam się, że będzie nam zimno. Drzwi jednak świetnie izolują temperaturę. 
Radek zamontował w niej regał drewniany, a na przeciwległej ścianie białą półkę. Sam na to wpadł i udało mu się to, muszę przyznać ;)






Żeby Wam przybliżyć zmiany, tak było przed remontem: (stare drzwi do spiżarni na końcu kuchni po prawej)











A tak jest teraz:







 Świetnie się tu pichci. Pan domu zrobił mi milion gniazdek, więc jest naprawdę funkcjonalnie. W wigilijny wieczór po kuchni krzątały się ze mną obydwie mamy, i wcale nie było ciasno. Ogromną zaletą posiadanie spiżarni i balkonu w kuchni. Jeszcze nie mam stolika, więc potrawy wylądowały na podłodze, ale nic to. Świetna sprawa z tym balkonikiem. Jest już też po remoncie elewacji, więc stanie na nim nie grozi lotem w dół ;)
 Marzą mi się jeszcze w kuchni fajne krzesła. Obecnych nie mogę wsunąć pod stół, bo mają poprzeczni pomiędzy nóżkami. Miałam kupić ławę, ale wydawała mi się mało wygodna..



Zasypałam Was zdjęciami ;) Mam nadzieję, że wybaczycie.


Rany, jak pięknie zaświeciło słońce.. biegnę po aparat, zaraz Wam pokażę........




  ...o!! To chyba najbardziej pokochałam w tym mieszkaniu. Jest tu tak słonecznie, jasno.. a już w ogóle cudnie jest teraz, zimą, gdy słońce tak nisko wisi nad ziemią..










   Cóż, szalony fotograf - 




- żegna się z Wami życząc szampańskiej zabawy sylwestrowej, gdziekolwiek będziecie. Zacznijcie dobrze ten nowy rok.


Uśmiech przesyłam i odrobinę słońca tym, do których dziś nie dotarło :)))



20 listopada 2019

Gala magazynu "Moje Mieszkanie" i spotkanie z Wami

   Kochani,
pierwszego grudnia spotykamy się w Warszawie, w Pałacu Prymasowskim, na Gali magazynu "Moje Mieszkanie".

Jeśli macie blisko i chcielibyście się ze mną spotkać, pogadać, poznać mnie osobiściej ;) - zapraszam Was bardzo, bardzo serdecznie :) Bardzo jestem Was ciekawa, z ogromną chęcią poznam Was w realnym świecie :)) Jeśli jesteście zainteresowani przybyciem na Galę, napiszcie w mailu.

   Kiedy kilka lat temu brałam udział w kiermaszach magazynu w Warszawie, poznałam kilka z Was, moich kochanych, rustykalnodomowych czytelniczek. Jeśli macie ochotę spędzić ze mną trochę czasu, albo spędzić go ze mną i moją rodzinką - polecamy się, z chęcią wybierzemy się z kimś na fajną kolację czy spacer ;)

Dajcie znać na   rustykalnydom@wp.pl



PS Pamiętajcie, nie jestem żadną gwiazdą i nie straszę, jestem normalną babką o bardzo wesołym usposobieniu ;)) (piszę, bo czasem czujecie dystans, bo ja w tych telewizjach i gazetach... ;) ) :*




   Teraz zwracam się do osób, które mieszkają w Warszawie, bądź w niej często bywają i do tych, którym podobnie w duszy gra.
Chciałabym w trakcie pobytu zobaczyć fajne miejsca, ale nie sztampowe, tylko takie naprawdę klimaciarskie. Może jakieś odjechane sklepy, restauracje, puby irlandzkie, kawiarnie czy biblioteki rodem z Harrego Pottera... Uwielbiam takie klimaty, jeśli coś się Wam nasunęło na myśl, podpowiedzcie proszę .
Jestem głodna inspiracji, a gust mój znacie ;))

Czekam na Wasz odzew :**

14 listopada 2019

Rustykalny w magazynie MOJE MIESZKANIE i Plebiscyt NAJPIĘKNIEJSZE WNĘTRZE 2019r.


    Kochani,
spieszę z informacją, że dziś ukazał się najnowszy numer magazynu "Moje Mieszkanie", a w nim zobaczycie kolejne już zdjęcia z naszego kochanego, małego mieszkanka  i poczytacie o moich najnowszych poczynaniach :) 
Wrzucam tu małą zajawkę, a Was bardzo serdecznie zapraszam do lektury, bo znalazło się tu wiele fantastycznych zdjęć z polskich domów :)



   Tych, którzy lubią obserwować moje poczynania wnętrzarskie i którym podoba się to, co tworzę, zapraszam do głosowania na Rustykalny w plebiscycie na NAJPIĘKNIEJSZE WNĘTRZE ROKU 2019 :)) 
Plebiscyt zorganizowała Redakcja magazynu, a ja dziękuję za wyróżnienie :)




Głos możecie oddać tu - KLIK

:)

Uprzejmie dziękuję za każdy oddany na mnie głos 
♥️♥️








A tu już rzeczone najnowsze wydanie magazynu:















Uśmiecham się sama do siebie myśląc "ot, celebrytowania ciąg dalszy" ;))))) Ale każde z naszych medialnych wystąpień wiąże się z poznawaniem fantastycznych, pozytywnie zakręconych ludzi i niesie za sobą dobrą energię :)
Dzięki, że jesteście w tym ze mną :**

11 listopada 2019

Praca wre

  (Ilona - jeszcze raz dziękuję.
Czasami robicie mi niespodzianki, piszecie do mnie i obdarowujecie mnie takimi słowami, że... Chcę, byście wiedzieli, że tworzenie dla Was to nieopisana przyjemność.. :***)



 Mam trochę czasu, zasiadłam więc w pracowni.
Trafia mnie trochę, bo muszę ją w końcu odgruzować. Kiedy dom pozostaje w remoncie, trzeba gdzieś upchać remontowe graty. Naturalnie, padło na pomieszczenie, które jest najmniej.
;)))
Mam nadzieję, że dziś po pracy mi się to uda.
 Zabieram się za malowanie bombek i zawieszek świątecznych. Zamówiłam mnóstwo fajnego materiału, a pomysłów mam tyle, że ach..!!
Głównym zamierzeniem jest tworzenie dekoracji, utrzymanych w klimacie dawnych czasów. Lubię stare, wiktoriańskie ozdoby, chcę więc nawiązać do klimatu.
W przerwach będę tworzyć też słodkości, takie jak poniżej, bo wiem, że Wy je bardzo lubicie :))


   W tym tygodniu mają nam wstawić drzwi do spiżarni. Wreszcie :))) Nie mogę się doczekać. Projekt był dość skomplikowany, bo ściany mamy tu szerokie jak diabli, futryny więc niestandardowe.. Miałam do wyboru wstawienie cienkich futryn i pozostawienie ścian jakimi są, ale.. robię to na lata, więc chcę, by było funkcjonalnie i estetycznie.
Drzwi wybrałam białe. Do suszarni dobierzemy w przyszłości takie same. Resztę drzwi w mieszkaniu chcę mieć jednak w kolorze drewna. Ale to odległy temat. Po podłogach. A słyszałam tu i ówdzie, że gdzieś tam..w czeluściach.... pod panelami i regipsami, są jakieś dechy. JAKIEŚ ;) Łudzę się, że coś z nich zostało i da się je ocalić od zapomnienia ;)










 
   Zawieszki jeszcze do przygarnięcia :)

4 listopada 2019

Świąteczne obrazki w stylu vintage

   Ogarnął mnie świąteczkowy szał. Zasiadłam w końcu do pędzla w pracowni. Maluję zaległe portrety, a w międzyczasie powstają świąteczne obrazki.
Dlaczego akurat takie..?
Bo kocham stare pocztówki i ozdoby w stylu vintage. Wystarczy jedną z takich dekoracji ustawić w centralnym miejscu w domu, a od razu przeniesiemy się myślami do dzieciństwa, do czasów, gdy siedząc na dywanie przeglądaliśmy się w bombkach, czy wyczekiwaliśmy prezentów w postaci lalek czy samochodzików...
W moich pracach nie może zabraknąć motywów z "Dziadka do orzechów". Pierwszy dziadek już dziś leci do klientki, by i w jej domu przywoływać atmosferę beztroskich, dziecięcych wspomnień Bożego Narodzenia.

   Jeśli i Wy macie ochotę na jeden z takich obrazków - zapraszam serdecznie :) Obrazki malowane są na usztywnionym papierze do akwareli,  farbami akrylowymi, a śnieg jest delikatnie opruszony bezbarwnym brokatem (na żywo prezentuje się naprawdę słodko..). Do wyboru z polskimi napisami bądź angielskimi. Wszystkie jedyne w swoim rodzaju :))

Format 20/30cm.

Piszcie: rustykalnydom@wp.pl












3 listopada 2019

Salon w jesiennej odsłonie

   Emocje po naszym szafiarskim Konkursie jeszcze nie opadły, a ja już mam dla Was kolejną gratkę - już niedługo, jeśli wszystko dobrze pójdzie, zobaczymy się w Warszawie :))) Wyczekujcie wraz ze mną najnowszego numeru magazynu "Moje Mieszkanie", który w kioskach pojawi się już w połowie listopada ;)
Zbliża się kolejny, dla nas niezwykle ekscytujący, czas. 

A w ogóle to ja już planuję święta, ściślej mówiąc - świąteczne dekoracje. Już myślę gdzie jaki gwóźdź wbić, by coś podwiesić... Nic nie poradzę na to, że mam kompletnego bzika na punkcie dekorowania domu na święta Bożego Narodzenia. Uwielbiam to, tak jak przygotowania i świąteczny nastrój. 
Myślałam, że uda mi się pomalować ściany w salonie, ale wszystko wskazuje na to, że najpierw zajmiemy się naszym autowym staruszkiem, żeby mieć w ogóle czym jeździć. Plany związane z malowaniem odkładam, ale tapety jakieś położę na bank. Zalega mi kilka rolek, więc jest co robić. A wymyśliłam, że - uwaga - werandę "zrobię" na czarno ;) 


   Po miesiącach koczowania w sypialni (znacie to uczucie, gdy przeprowadzacie się z małego do dużego domu i nie potrafiąc funkcjonować na dużej przestrzeni, koczujecie z bliskimi w jednym pokoju..? ) coraz częściej spędzamy czas w salonie. Jest w nim już tyle mebli i "ocieplaczy", że wręcz zachęca do tego, by zasiąść wygodnie w fotelu. Mnie cieszy fakt, że jest tu miejsce na wszystkie stare durnostrojki, takie jak lampioniki, ramki, które zalegały na dnie pudła, bo w poprzednim domu nie było już dla nich miejsca. A do niektórych mam ogromny sentyment. Nie ważne, że średnio pasują. Przywołują pozytywne myśli i to się liczy ;)





   O właśnie, a to nasze nowe fotele. Fotele kompromisowe. Ja koniecznie chciałam pikowane angliki, z uszami, na giętych nóżkach... ale fakt, były średnio wygodne. Poszłam na (chyba mój największy) kompromis i zamówiliśmy fotele, które podpasowały panu domu. Nie są stylowe, mają raczej nowoczesną formę (w porywach do PRL-owskiej moim zdaniem..), ale naprawdę są niebiańsko wygodne. Tkanina, którą wybrałam, sprawiła, że raczej pasują do reszty mebli.
Kilka dni temu wygrzebałam z dna szafy stare obrusy richelieu. Kupione po ok.4zł za sztukę. Tutaj wszystko nagle się przydaje. Fajnie.. ;)



 
   Wreszcie znaleźliśmy czas na zawieszenie ram. Włożyłam w nie kilka zdjęć naszego miasta sprzed II wojny światowej. Uwielbiam takie fotki. Szczególnie, gdy widać na nich ślady przedwojennej codzienności..
















Jesienne słońce wisi nisko na niebie, do kuchni wpada więc fajne światło, sprawiając, że wygląda ona jak pokój ze starej baśni. Lubię taką grę świateł i często chwytam ją w obiektyw..





Inicjatorką zaś tego zdjęcia była Jula, która biegła do mnie rozpędzona niczym pendolino krzycząc: "Mamuś, zobacz jak pięknie jest dzisiaj..!!" 
W istocie. Pięknie.






  A co się teraz je w rustykalnym..? Naturalnie tartę ze śliwkami. I zupę dyniową. O, mam fantastyczny przepis (ups..właśnie sobie przypomniałam, że miałam go wysłać kumpeli.... Martuś - soryyyyyyyy!!), podać w kolejnym poście..?? 






 Ściskam Was!!

31 października 2019

WYNIKI KONKURSU "I SZAFA GRA"

   ACH...WRESZCIE!!
:)))))))))))))))))))))))))))))))))
  Wreszcie możemy Wam zaprezentować wyniki Konkursu i szczęśliwych zwycięzców :)))

Szafa wędruje do Lidki ze Starej Kamienicy 😊 Już wkrótce fotorelacja.
 BARDZO SERDECZNIE GRATULUJEMY, a wszystkim Wam BARDZO DZIĘKUJEMY za udział w naszym Konkursie. Jesteście świetni, naprawdę..!! :)


21 października 2019

Stylowa Krystyna

   Coraz bardziej lubię ten dom.

Mija już pół roku odkąd osiedliśmy w nowym miejscu, a ja wciąż się przyzwyczajam. Nie sądziłam, że zajmie mi to tyle czasu. Wydawać by się mogło, że nie ma nic prostszego, niż zamienić ciasne mieszkanko na dużą przestrzeń, a jednak..
W małym wnętrzu jest przytulnie. Jakkolwiek byś go nie urządził. Wszystko masz pod ręką, a z domownikami masz kontakt przez cały czas. Tutaj, w tym wielkim domu, każdy ma swój kąt i żeby móc się sobą nacieszyć, musimy się ulokować w jednym z pomieszczeń, ot, na przykład, zasiadamy razem w salonie.
Tu też ciągle czegoś szukamy. I tuptamy w tę i z powrotem. Bez przerwy.
Nawet Julka odczuła dyskomfort związany ze zmianą metrażu, bo przeszło jej przez myśl, by zamienić swój pokój na jeden z naszych - maleńką pracownię lub sypialnię. Te pokoje są wąskie i mało ustawne, ale Jula uznała, że czułaby się w nich lepiej. Prosiliśmy ją, by przemyślała sprawę, bo teraz ma idealne warunki do nauki i zapraszania znajomych. Doszła do wniosku, że faktycznie, jej pokój jest idealny, ale chce go jakoś ocieplić. Podejrzewam, że skończy się na skuwaniu tynku do cegły... Coś tak czułam, że zimna Skandynawia to nie do końca jej świat i z czasem zatęskni za klimatem rodem ze starej baśni.. ;)


   Dzielę się dziś z Wami pstrykami moich kuchennych lamp. Zdradzę Wam, że pokochałam tę nieidealną kuchnię. Nieidealną, bo długą i wąską, jak kolejnowy wagon. Ale.. zabiegi, którym ją poddałam, uczyniły ją niezwykle klimatycznym miejscem. Jednym z tychże zabiegów było ubranie wszystkich lamp w retro-abażury. Naturalnie, to znów Krystyna - marka, której jestem wierna już od kilku lat ;)




Składając zamówienie prosiłam o wykonanie abażurów w klimacie retro, ale tak, by przepuszczały sporo światła. Producent wysłał mi dwie propozycje, jeśli chodzi o pasmanterię.
Postawiłam na słomiano-złote frędzle,




 i cóż.. wyszło genialnie. Uwielbiam je :)) Ociepliły wnętrze kuchni i nadały jej nostalgicznego charakteru. Pan domu śmieje się, że nie idzie mnie wygonić z kuchni.
O, i widząc kuchnię w obecnej postaci, stwierdzam, że jest jeszcze jedna rzecz, która dopełniłaby jej charakteru w stu procentach. Byłaby to jakaś stara, rzeźbiona ława do siedzenia, taka przypominająca siedzisko w kolejowym wagonie. Wyglądałaby cudnie. Może kiedyś taką znajdę..













O, mój wagon.. ;)




   Hol już też na finiszu. Zmieniłam ustawienie mebli. Pod ceglaną ścianą stanął myśliwski pomocnik - jakoś bardziej pasował mi tutaj, niż w salonie. Obok postawiłam naszą ulubioną lampkę, by wieczorami oświetlała punkt przechodni domu. 







   

W salonie zamieszkały nowe fotele. Bałam się czekając na ich przyjazd, bo w formie są dość nowoczesne, a i tkaninę obiciową wybierałam przy sztucznym świetle. Okazało się, że wyglądają świetnie. Tkanina pasuje do naszych staroci i nawet współczesna forma nie gryzie się z wystrojem salonu.
W zeszłym tygodniu przewiesiliśmy kryształowy żyrandol. Zawisł na werandzie, która jest oświetlona słońcem z trzech stron, tak więc lampa spełnia swoją rolę - cudownie odbija promienie słońca migocząc na ścianach salonu i tworząc scenerię jak z bajki. Wisi dość nisko właśnie po to, by łapać jak najwięcej światła. 


   Na zdjęciu poniżej widać też efekt naszych ostatnich prac - oszlifowaliśmy półokrągłą witrynę, którą kiedyś pomalowałam na biało. (PS NIGDY WIĘCEJ!!!!!) Jednak.. nie ma jak drewno. Tęskniliśmy za naturą. Jeszcze muszę ją zabejcować. 
Chcemy oszlifować jeszcze 3 meble, ale.. musimy się odpowiednio psychicznie przygotować ;))







Życzę Wam cudownego dnia, obfitującego w promienie ciepłego, jesiennego słońca.. :)


Udostępnij