17 marca 2020

To już rok...??!

*Piszę ten post, bo mama mi kazała ;)
 Od niedawna ma internet (wcześniej nie miała z własnego wyboru) i czyta blog od deski do deski. Kiedyś, jak już przełknęła tych 700-parę postów, powiedziała, że dopiero teraz poznała mnie tak naprawdę i że jestem najlepszym człowiekiem, jakiego zna. 
Mamciku.. kocham ♥️


Jak ten czas zasuwa...
Ostatnio rozmawiałam z panem domu na temat jakichś tam spraw związanych z remontem. I mówię do niego, że "przecież mieszkamy tu od pół roku.." Reakcja mojego rozmówcy była dobitna - aż się zapowietrzył. "Jakie pół roku, już rok tu mieszkamy!". Rok..???? Faktycznie.. nawet nie spostrzegłam...
Czas jakoś ostatnio ucieka mi między palcami.
 
   Najbliższe dni zamierzam wykorzystać na detoks. Od telefonów i internetów w ogóle. Zresztą obraziłam się na dostawcę internetu, bo ostatnio ciągle mamy tu jakieś awarie.. a najdłuższa awaria trwała akurat wtedy, gdy czekałam na pilną wiadomość od szefostwa, ze wskazówkami jak mam pracować zdalnie, w domu.
   Polubiłam fotel i nową, czytelniczą lampę. Mówię o niej "czytelnicza", bo idealnie oświetla każde czytadło. No więc siedzę i czytam. Czasem w zupełnej ciszy, z nogami opartymi o grzejnik. Sytuacji idealnie dopełniał ostatnio padający deszcz, choć..nastręczył nam kłopotów.
Czekają nas kolejne remonty. Kiedy leje, zalewa nam werandę od góry. Gdzieś coś jest nieszczelne i mamy wielki wykwit na suficie. Tynk powoli zaczyna odpadać. Woda wlewa się też przez boczną ścianę werandy i nieszczelne okno... Ale ogarniam to jakoś. Podstawiam miski, osuszam...


   A jak mi tu jest po roku..? (wciąż nie wierzę - rok...)
Lepiej. Zdecydowanie. Nie wiem kiedy to się stało, że dom stał się moim domem. I nie wyobrażam już sobie innego. Pachnie tutaj wreszcie nami. Lubię ten zapach.
Pan domu stwierdził dziś, że stałam się bardziej funkcjonalna. To przychodzi pewnie z wiekiem.
   Gdybym miała powiedzieć, co w tym nowym domu lubię najbardziej, to byłoby to po pierwsze światło słoneczne, wpadające do wnętrz. Szczególnie teraz, w całym tym przedwiośniu, jest piękne. Po wtóre, lubię spiżarnię, do której mogę wrzucić gar z zupą, czy ciasto, które ma się ostudzić. Holu jeszcze nie polubiłam tak bardzo, bo wiatr mi tu hula jak na hali jakiejś. Polubię go, gdy wymienimy drzwi. Znaczy..polubię bardziej.
Kuchnia spełnia swoją funkcję idealnie. Balkon kuchenny jest jeszcze surowy, smutny. Nie mogę się doczekać, by wiosną powiesić tu donice i posadzić jakieś pnącza.
Nade wszystko chyba jednak kocham salon. Uwielbiam tu siedzieć w ciszy. Słuchać bicia starego zegara. Jakoś tak...czuć duszę tego domu. Czuć jego historię.

   Póki co pracuję i spędzam czas sama ze sobą. Dawno tak nie było, bo głowę mi zawsze zaprzątały jakieś pilne sprawy, czy śmieciowe wiadomości.. Teraz się odcinam.

   Niedługo, jeśli sytuacja na to pozwoli, zabierzemy się za składanie zabudowy garderoby. Wreszcie zlikwiduję tekstylny pagórek, który wyrósł parę miesięcy temu w mojej sypialni.

   A jak Wam jest w tej..dość nietypowej sytuacji? Co robicie? Znajdujecie czas dla siebie? Piszcie :*

29 lutego 2020

Jesienny pan

   Nie, nie zamierzam pisać o utworze Hanny Banaszak, choć bardzo go lubię.
Chodzi raczej o kogoś, kto jakiś czas temu wprawił mnie w lekkie zdumienie. A przypomniała mi się ta historia, bo - takie odniosłam wrażenie - spotkałam rzeczonego pana dwa dni temu w pobliskiej piekarni.

   Któregoś jesiennego wieczora stałam przy oknie salonu z kubkiem herbaty w ręku. Moją uwagę przykuł ktoś, kto ewidentnie majstrował coś przy świeżo nasadzonych krzewach niedaleko naszej kamienicy. Zaciekawiona podeszłam bliżej okna, by przyjrzeć się sytuacji. Nie wiedzieć czemu, w durnej głowie od razu zaświtała myśl, że być może ktoś wyrywa (czytaj: kradnie) krzewy. Nie wiem zupełnie skąd u mnie ta podejrzliwość, skoro na ogół jestem ufna i wierzę w ludzi.
Obserwuję. Co widzę? Pochyloną sylwetkę, ciemną dość, z zamazanymi szczegółami, jednak wyraźnie daje się zauważyć, że to mężczyzna i zdecydowanie w podeszłym wieku. Jest schylony tak, że głową niemal dotyka ziemi. No ewidentnie grzebie w ziemi. Może czegoś szuka, może coś zgubił..? - pomyślałam. Ale nie. Po chwili odszedł kilka kroków dalej i znów robił to samo. Gdyby czegoś szukał, nie omijałby tych kilkudziesięciu centymetrów ogródka. I znów pochylony, chwieje się niebezpiecznie. Dziwnie wygląda, bo teraz, w blasku latarni, wyraźnie widzę, że ma na sobie garnitur. No, w każdym razie ciemne spodnie na kant, marynarkę/elegancką kurtkę i kapelusz. Cóż on tam do licha robi, biedny..? Może już demencja jakaś.. i wydaje mu się, że coś znajdzie pod połacią świeżej ziemi... a może po prostu wypił za dużo i gada z krzaczorami...
Po kilku minutach znów się przesuwa. I znów..i znów..... O, ma coś w ręku, coś znalazł..!! Zaraz, to coś zwisa bezładnie.. I w tym momencie wszystko stało się jasne. O mamuniu przenajdroższa.... on pieli ogródek..!! Rany Julek, wyrywa chwaściory w miejskim szpalerze. I tu wyrwał, tam wyrwał.. i zabrał to ze sobą, chwiejnym krokiem (teraz już widzę, że chwiejnym ze starości raczej niż z innych przyczyn) przeszedł przez jezdnię, po czym wyrzucił chwasty do śmietnika. I poszedł do domu. Albo do nieba. Nie wiem dokładnie...
:))))

   Przyznacie, że to dość osobliwa sytuacja. W centrum miasta, w miejscu o natężonym ruchu i na ogół służącym do pokonania drogi "z" i "do"...  znalazł się ktoś, kto postanowił sam z siebie, bezinteresownie, tak po prostu, zadbać o świeżo posadzone krzewy.
Wzruszyło mnie to.
Szkoda, że te pokolenia, dla których takie zachowania były normą, przemijają. Szkoda, że obecnie jest wśród nas tak wiele interesowności, potrzeby robienia tego, co się musi opłacać, obojętności i roszczeniowości. Sama nie jestem ideałem. Też czasami pomyślę sobie, że coś mi się należy, albo że należy się komuś, a potem pukam się w łeb i w myślach siebie karcę. Bo przecież nie tak powinien funkcjonować świat, by był światem mądrym i dobrym. Pocieszam się jedynie, że dobrze, że mam jeszcze zdolność autorefleksji i jestem świadoma popełnianych błędów... ;)





22 lutego 2020

Historie czarno-białe - o odkryciu Poster Store

   Bez wątpienia mogę stwierdzić, że po raz kolejny odkryłam w sieci miejsce, do którego będę powracać. Tym razem nie chodzi o polskiego producenta, lecz firmę, która oferując piękne grafiki, jednocześnie dba o naszą planetę.Mowa o marce Poster Store. 
To firma oferująca grafiki do dekoracji wnętrz. W ofercie znajdziecie plakaty skandynawskie, jak również reprodukcje znanych malarzy. Cudne są też plakaty dla dzieci – bardzo ubolewam, że moja Jula jest już taka duża.. bo z ogromną chęcią upstrzyłabym ściany jej pokoju obrazkami z rozkosznymi zwierzakami.. Ale i dla niej znalazłam kilka fajnych grafik.
   Moje serce skradły abstrakcyjne obrazy, a – jak wiecie już – od jakiegoś czasu szukałam grafik do salonu. Zakochałam się w tych najbardziej nieoczywistych. Pan domu drapał się po nosie, gdy ujrzał, co chcę kupić.. ale gdy już otrzymałam paczkę, włożyłam grafiki w ramy i powiesiłam na ścianach, uznał, że pasują jak nic i poniekąd określają nas samych. Cieszę się, że zdecydowałam się na zamówienie grafik, bo to był strzał w dziesiątkę. Nie tylko przełamują dość ciężki styl salonu, ale też emanują jakością. I jakoś tak dobrze mi ze świadomością, że znalazłam firmę, w której mogę zamawiać artykuły, których produkcja nie szkodzi środowisku ;))

 Pozwólcie, że przybliżę Wam nieco tę markę..


“Siłą napędową Poster Store była chęć stworzenia inspirującego miejsca. Twój dom powinien być oazą relaksu, która daje Ci inspirację i energię - chcemy pomóc ludziom w realizacji tego założenia oraz być częścią tego procesu.” – Oskar Renlund, założyciel Poster Store 



   Poster Store jest stosunkowo młodą firmą na naszym rynku, założoną w 2016 roku w Sztokholnie przez dwóch braci – Tobiasa i Oscara Renlund. Piewcy skandynawskiego minimalizmu kierują się ideą, zgodnie z którą sztuka winna być dostępna dla każdego i że piękno nie powinno być drogie. Dlatego wysokiej jakości grafiki można nabyć w przystępnych cenach.Same plakaty tworzone są przez lokalnego projektanta, jak również we współpracy ze światowymi artystami. 
Polecam Wam przejrzeć serię „Selection” – to grafiki takich artystów jak Tove Frank, Vee Speers i Love Warriors. Zastanawiałam się nad wyborem którejś z nich, ale z racji, że nie potrafiłam się zdecydować, dałam sobie czas i zamówię ją gdy już wstawię do salonu docelowe meble i dekoracje.
   Jeśli chodzi o wspomnianą przeze mnie dbałość o środowisko, plakaty są drukowane lokalnie na ekologicznym papierze, pochodzącym ze szwedzkiego zakładu papierniczego Lessebo bruk. Papiernia ta założona została już w 1693 roku (wiecie już, że mam sentyment do firm działających od pokoleń..), zaś położona jest w gęsto zalesionym obszarze w głębi regionu Smalandii. Właściciele Lessebo bruk szczycą się tym, że zajmując się produkcją papieru dbają o przyszłość pokoleń, sadząc więcej drzew niż wycinając. Lubię!!
Poster Store natomiast posiada jeden z najbardziej restrykcyjnych certyfikatów europejskich – Nordic Swan Ecolabel, przy czym muszę wspomnieć, że ekologia wcale nie odbija się na jakości plakatów. Są drukowane na grubym, matowym papierze, który – zdaniem producenta – nie zżółknie, co mi się bardzo podoba. Chciałabym się cieszyć grafikami przez dłuższy czas.Jeśli jesteście ciekawi oferty, polecam Wam odwiedzić stronę Poster Store. Może znajdziecie coś dla siebie.

   Ja postawiłam na grafiki w białych ramach drewnianych, a Julce kupiłam obrazy w czarnych, metalowych. Wyglądają naprawdę fantastycznie. Pisałam już, że będę chciała zamówić nowoczesne grafiki, ale nie spodziewałam się, że gdy je powieszę w salonie, od razu zyska on na charakterze. Jestem baaardzo zadowolona :) O dziwo, nie gryzą się one z antykami. Wręcz przeciwnie, całość się pięknie uzupełnia.

   Czekam jeszcze na zamówienie z lampami do salonu. Udało mi się sprzedać kilka starych mebelków, dla których nie miałam tu miejsca, więc mogłam zamówić lampy. 
Zaczynam lakierować podłogę w holu. Najchętniej zdjęłabym już podłogi w salonie, by i tu móc się już cieszyć przyjemnym dotykiem drewna pod stopami.. ale.. czas. Nie wszystko na raz ;))





 Mam też małą niespodziankę dla rustykalnodomowych obserwatorów –


30% KOD RABATOWY do sklepu Poster Store

kod będzie obowiązywał od dziś (sobota 22 lutego 2020) do 7 marca (do północy). Kod zniżkowy nie obejmuje jedynie kategorii „Selection”.

Kod zniżkowy to: rustykalnydom30


Zapraszam Was do skorzystania z oferty :) 
A to moje zdobycze..






Maziaj - jego lubię najbardziej ;) Dobrze, że zamówiłam metrową ramę - salon jest bardzo duży i małe dekoracje się tu gubią.. 




























   


Zajrzyjcie, być może uda Wam się skorzystać z rabatu. Ja szczerze polecam sklep :))

W kolejnym poście postaram się pokazać postęp prac nad podłogą w holu i listwy kuchenne. Wreszcie są zamocowane. I powolutku do przodu.. ;)


Inspirującego weekendu Wam życzę :*









18 lutego 2020

Miało być inaczej

   Kiedy się tu wprowadziliśmy, wydawało mi się, że najlepiej będzie, gdy urządzę wnętrza w stylu międzywojennym, bądź lat dwudziestych minionego wieku. Ale - o czym już pisałam - tak nie zrobię. To mi tutaj nie pasuje. 
Tym bardziej, kiedy odsłoniliśmy drewniane deski w holu - naświetliła mi się jasna wizja nowych wnętrz. Wnętrz opartych na pięknej bazie - drewnianych, starych podłogach i ścianach wykończonych sztukaterią - i zaaranżowanych z artystyczną nutą. Będę łączyć stare z nowym. Wyeksponuję to, co wyszperałam jako prawdziwe perełki. 
Inspiracją są dla mnie wnętrza francuskich, eklektycznych apartamentów. Chłodne i ciepłe jednocześnie. Stylowe i zachęcające. Trochę nostalgiczne, trochę surowe. 

   Chcę w przyszłości odsłonić deski w salonie. Ściany ozdobię sztukaterią. Będą tu wisiały obrazy i grafiki. Wnętrze ma być nieoczywiste.
Salon musi pozostać jasny. Uwielbiam go takim. Dziś na przykład jest skąpany w słońcu. Na ścianach tworzy się przedziwna gra cieni. Nie mogę tego zmieniać.
Po obydwu stronach kominka wybudujemy biblioteczkę. Dwa słupy po sam sufit. Będzie biała. Mam już projekt w głowie i szkic na papierze. Ostatnio naszkicowałam kominek z lustrem - dziś wiszą. Mam nadzieję, że i tu się uda..
Kiedy uda mi się sprzedać część starych mebli i dekoracji, poszukam nowych. Takich, które będą tu pasować. Kupiłam już lampę biało-czarną. Teraz zbieram na resztę. Chcę ponad wszystko stworzyć wnętrze dla nas, ponadczasowe, wygodne, takie, którego nie będę za chwilę zmieniać, bo np. brakuje mi na coś miejsca, czy coś okaże się niefunkcjonalne. Nie chcę też kompromisów. Jeśli coś, co mi tu będzie pasować, będzie za drogie, będę czekać cierpliwie i zbierać. Żadnych półśrodków ani zamienników. Ot, taka nauka z lat poprzednich, które z czasem powodowały zmiany i wieczny i wietrzny remont ;)
Salon ma cieszyć oczy. A wiem już, że kocham światło w salonie i nie będę mu go odbierać.


      Podłoga w holu czeka na malowanie. Z cyklinowaniem poszło gładko. Nie spodziewaliśmy się, że damy radę zrobić to sami i tak szybko. Trudności nastręczyły nam jedynie brzegi podłogi - sprzęt tam nie dojeżdżał, więc trzeba było ściągnąć farbę mniejszą szlifierką. 
Dziś muszę kupić bejcę do desek. Myślę o kolorze dębu. Muszę wziąć taki kolor, którym ewentualnie w przyszłości "pociągnę" podłogę w salonie.






 Chwilowo w holu stanęło pianino. Dziwnie może wygląda, ale za to jak brzmi... ;) Ale to tylko na chwilę, dopóki nie ogarnę bałaganu po cyklinowaniu. Pozbyłam się też kredensu, więc zmieniam ustawienie mebelków.
Czeka mnie jeszcze malowanie dolnych partii ścian w holu..


 


Nie mam jeszcze pomysłu co postawić pod ceglaną ścianą. Myślę o jakiejś długiej, niskiej komodzie. Nowoczesnej, by przełamać styl. Nie chcę stawiać tu żadnych konsoli czy stolików..

   Odebrałam już zamówione niedawno grafiki do salonu i pokoju córkowego. O tym w kolejnym poście.. Do zobaczenia!!

17 lutego 2020

Walka z podłogą - epopei ciąg dalszy

W tym tygodniu zabraliśmy się za zrywanie podłogi w holu.
Nie chcieliśmy tego robić, ale takie były argumenty "za":
- podłoga jest baaaardzo pochyła i nie da się tu postawić żadnego mebla bez podkładania desek pod nóżki
- nie możemy wymienić żadnych drzwi zanim nie zrobimy podłogi, bo nie wiemy co jest pod panelami i innymi warstwami i jaki w sumie będzie poziom podłogi po remoncie ( a o wymianie drzwi wejściowych musimy pomyśleć w tym roku, bo przeokropnie przez nie wieje przy podłodze)
- podłoga wydziela brzydki zapach - czuję go w całym domu, taka dziwna woń, jakby trochę stęchlizny i trochę czegoś... sama nie wiem.. - w każdym razie nieprzyjemna.

   Mieliśmy dylemat, co zrobić z podłogą - położyć panele, czy zostawić deski, jeśli będą w dobrym stanie. Tak, wiem. Już słyszę oburzenie tych z Was, które znają i czytają mnie od lat. Wiecie, że kocham drewno i zapewne myślicie sobie: "Kaśka, cholera, nad czym się tu zastanawiać??" :)))
Niby tak. Wszak zawsze marzyłam o drewnianej podłodze w domu, najlepiej starej i trzeszczącej. Nie wiem skąd to upodobanie, ale pamiętam każdy jeden stary dom, w którym bywałam jeszcze jako dziecko i zapach drewna, skrzypienie pod stopami i klimat tychże domów.. Ale kiedy już miałam przed sobą perspektywę odkrycia drewnianej podłogi, w głowie zaczął świtać zdrowy rozsądek - zaczęłam się zastanawiać, czy podłoga wytrzyma użytkowanie, czy nie będziemy musieli jej co chwilę odnawiać, a nade wszystko przerażała nas ilość pracy, by ją doprowadzić do ewentualnego ładu. Ponadto zaraz w głowie miałam wizje siebie myjącej podłogę na klęczkach, zaglądającej w szparę między deskami i krzyczącej: "Dzień dobry sąsiedzie! Co słychać??".. Nawet śniło mi się, że sąsiad spod dechy mi macha...
Na forach internetowych zamieściłam zapytania, dorzucając zdjęcie kilku odkrytych desek. Pytałam, czy opłaca się je odnawiać, jak to zrobić, co zrobić ze szparami pomiędzy nimi.. Byłam ciekawa, czy gra jest warta zachodu i czy nie wyjdziemy na tej "odnowie" jak Zabłocki. Domyślałam się śmiejąc się w duchu, że i tak pewnie wszyscy ci, co kochają starocie, doradzą mi ratowanie drewna, nawet jeśli ono straszy wyglądem ;) I, czego się spodziewałam, ok.90 procent osób doradziło ratowanie drewna. Wiedziałam, że tak będzie, ale nie wiedziałam, że tyle osób podeśle mi cenne wskazówki i zdjęcia swoich odnowionych podłóg - co było dla nas bardzo pomocne i inspirujące.
   Ostatecznie postanowiliśmy, że zerwiemy warstwy podłogi do drewna i wówczas ocenimy, czy odnawiamy deski, czy kładziemy panele. Nawet, gdybyśmy kładli panele, to ratowałaby nas świadomość, że panele leżą na desce i podłoga oddycha lepiej, niż np. przykryta gumolitem.

   Zaczęliśmy prace. Okazało się, że warstw podłogi, zanim się dobiliśmy do dech, było pięć:
- panele
- tekturowy podkład pod panele
- gumoleum
- kolejne gumoleum, tym razem przyklejone na całej połaci do płyt jakimś klejem typu Butapren
- płyty wiórowe.
Pod tym wszystkim deski. Zdrowe, malowane, ale na dużej powierzchni farba zdążyła się już wytrzeć. Deski, jak dla nas, idealne do odnowienia.
I całe szczęście, że zdecydowaliśmy się tę podłogę zdjąć. Pod panelami, gdzie lała się woda pół roku temu, powstały wykwity i grzyb. Ale najlepsze było na środku podłogi. Tam już były grzyby hodowane latami. Aż obrzydzenie brało przy ściąganiu warstw.. I pomyśleć, że musielibyśmy tym oddychać i że oddychali tym nieświadomi poprzedni właściciele...

Przy okazji zrywania podłogi zerwałam tapetę. Niestety, położona na szybkiego przed świętami, nie sprawdziła się. Tu ściany są w łączeniach tak krzywe, że nie idzie wzoru wyprowadzić na prosto. Na załączonym zdjęciu, za rurami, w rogu, tapeta - by utrzymać pion pasów - położona jest w powietrzu, tzn. nie dochodzi do ściany. Luka była duża i uznałam, że nie chcę prowizorek. Zerwałam ją i maluję ściany na biało. Tapetę zamienię na sztukaterię..



Pierwsza warstwa podłogi - panele:




Druga - płyty kartonowe: (rzeczoznawca z ubezpieczalni po oględzinach mieszkania po zalaniu uznał, że z panelami nic się nie stało, znaczy, że podłoga nie została uszkodzona, a tu niespodzianka - tam, gdzie się lała woda, grzyby jak malowane..)







Tego komentować nie muszę :D




Warstwa kolejna - gumoleum..





..i kolejna - gumoleum (jakieś twarde pioruństwo) przyklejone do płyty wiórowej na jakiś klej.. 











I ostatnia warstwa do zdjęcia - płyty wiórowe..





...a pod nimi zdrowiuśkie dechy :))






   Po odsłonięciu desek zaczęliśmy się zastanawiać jak je odnowić. W grę nie wchodziła żadna profeska - nie mamy kasy na firmy. Nie, inaczej. Kasa by się znalazła, ale my wolimy za nią zbudować bibliotekę.
Uśmiałam się do łez, gdy pan domu próbował szlifować deskę mini-szlifierką, po czym uznał, że ona "nie dociska wystarczająco" i że zrobi to sam ręcznie (!!!!!) - uklęknął na podłodze, wziął kostkę i kawałek papieru ściernego i jedzie :) Po kilku minutach zażartego szlifowania (pracował tak pilnie, że dym leciał..) mówi: "Zobacz, tak to wygląda, dam radę", a po chwili wstał, popatrzył na swój oszlifowany, 15-centymetrowy kawałek deski...potem objął wzrokiem resztę 10-metrowego holu...i mina mu zrzedła ;)))) Rety, płakałam ze śmiechu. On takie zapędy czasem ma, że wszystko sam... a tak się czasem po prostu nie da :)))

Jako ciekawostkę jeszcze Wam napiszę, że kiedy wymiatałam spod ścian skruszony tynk, już przy ostatniej warstwie podłogi, nagle wraz z zapachem kurzu nad podłogą rozniosła się piękna woń, jakby damskich perfum. Piękny zapach, nieprzypominający żadnego mi znanego...


   Pojechaliśmy do wypożyczalni zapytać o cykliniarkę.

Cdn. ...






29 stycznia 2020

Zrywamy podłogi cz.1

   Nie wiem, czy i Wy tak miewacie.. choć myślę, że na pewno zdarza się to komuś, kto jest prawdziwym pasjonatem aranżacji wnętrz.
Czasami bywa, że urządzam jakieś wnętrze w określony sposób i choć tworzę spójną całość, coś mi finalnie nie gra. Coś nie pasuje, nie odczuwam pełni zadowolenia. I zupełnie nie umiem określić, co jest źle zrobione, co nie pasuje, co powinnam zmienić.
Dlaczego się tak dzieje?
Po latach aranżowania różnych wnętrz - wiem.
Otóż czasami wnętrza z góry narzucają nam styl. Zupełnie jakby hulała w nich dusza, która albo rozświetla wnętrze, albo grymasi, że coś jej nie leży.
I tak jest u mnie.
Niby ładnie, niby pasuje, a jednak.. Coś mi tu wciąż zgrzyta.
Zastanawiałam się długo nad tym, co z tym fantem zrobić i pomyślałam, jak urządziłabym salon, gdybym nie miała swoich starych mebli. I wiecie co..?? Wyglądałby Zupełnie inaczej.
Moje meble z poprzedniego mieszkania narzuciły aranżację. I średnio mi ona wychodzi, bo nie każdy z tychże mebelków pasuje do tak dużych pomieszczeń. Wręcz się tu gubią.
   Kiedy oczyściłam dom z moich starych mebli (póki co w wyobraźni), pojawiła się wizja. Wnętrza urządzonego zupełnie inaczej. Nie tylko z antykami w roli głównej, ale przełamanego nowoczesnymi dodatkami. Wnętrza bardziej artystycznego, przyjaznego i ciepłego.
Wcześniej myślałam o tapetach, o ciemnych ścianach, ale zimowe słońce wpadające do salonu przez wielkie okna zachęca do tego, by pozostawić salon właśnie takim, jakim jest teraz - jasnym.

   Postanowiłam sprzedać wszystko to, co mi już nie pasuje. Nie będę się na siłę uszczęśliwiać, wszak to tylko meble..
Na profilu facebook'owym będę sukcesywnie wystawiać przedmioty na sprzedaż.

A co pozostanie u mnie na pewno?
Kominek z lustrem, stół, komoda pod telewizorem. No i nowe fotele, rzecz jasna. A może to one też trochę narzuciły nowy styl..? Być może..
Jaki jest plan?
Stworzenie bogatej w sztukaterię bazy (plan na lata, bo ceny zabijają...) i wstawienie mebli antycznych i nowoczesnych. Całości dopełnią dodatki, z których nie zrezygnuję - nie jestem fanką minimalizmu, bo dla mnie dom musi mieć duszę. Ale ciężkie obrazy w złoconych ramach przełamię nowoczesnymi grafikami. Jedną (zniszczoną) przytargałam już do salonu, postawiłam pod ścianą i poczułam "to coś". Tutaj pasują. Nawet bardzo.
Skujemy też ścianę do cegły w salonie. Być może za kominkiem. I sami chcemy zbudować bibliotekę.

   Póki co zrealizowałam jedną setną planu - zamówiłam dużą rozetę na sufit. Przykleiliśmy ją w zeszłym tygodniu. Wygląda świetnie.



   Zaczęliśmy też ściągać podłogi w garderobie i holu. Na razie zdjęliśmy wszystko w garderobie. W holu mamy duuuży spad w poziomie podłogi i aż boimy się, co znajdziemy pod spodem..
Obecnie trawimy temat - odnawiać sosnowe dechy (w średnim stanie) czy kłaść drewniane panele (plus: wyciszenie i ocieplenie wnętrz).


Podłoga w garderobie. Zdjęte warstwy: panele, pcv, osb, gumoleum.. a na spodzie dechy..











Trudna decyzja..
:)

20 stycznia 2020

Co tam ostatnio.. - obrazy

   Przerwy świąteczne etc. to idealny czas do nadrabiania zaległości.
Udało mi się wreszcie ukończyć obraz "Las" (technika: olej na płótnie). Zastanawiam się nad jego oprawieniem. Malowany jest na grubym podobraziu, więc i bez ramy póki co wygląda fajnie.







Również w czasie przerwy świątecznej namalowałam "Roztopy". Obraz prezentuje iście polską zimę, czyli ni-zimę-ni-jesień ;)
Technika - olej. Malowany na starym drukowanym obrazie. Średnio go lubię, bo to taki tam bohomazek, któremu nie poświęciłam zbyt wiele czasu, ale...






A tu coś " z innej beczki" - obrazek/upominek na zamówienie. Malowany akrylem.
Gdybyście chcieli zamówić coś podobnego, z dedykacją imienną, zapraszam do kontaktu ;)





Miłego dnia Wam życzę :))

9 stycznia 2020

Niedzień. Ten moment, kiedy...

... tylko czekasz, aż Ten dzień się skończy.
Tygrysek od Puchatka miał w jednym z odcinków nieurodziny. Ja mam dziś niedzień.
Bo od rana się coś wali. Jak domino. Znacie to? Na pewno.
To mi tak dziś. Czego się nie tknę, to i tak niedodotknę. Nawet kapuśniak mi nie wyszedł i rodzina musi taki niewyjdźnięty jeść. Poza tym same trudności i krzywizny.

Coś dzisiaj krąży w powietrzu, coś poza wspaniale połyskującymi w blasku słońca drobinkami kurzu.
Moja śp.babcia powiedziałaby: "Pieron jasny..!!"
Jeszcze teraz, wieczorem, czuję ciśnienie dnia dzisiejszego. Myślę sobie: "Co jeszcze?? Haloooo... Boże, czy kto tam mnie jeszcze słucha, masz coś jeszcze dla mnie dzisiaj? Nie chciałabym, ale jak już masz, to dawaj, co bym tak za jednym machem..", po czym wypijam łyk wody i....."ała!!!" - werdykt: opryszczka. Jupiii... mam gratisik!! "Boże, żartowałam, wiedziałeś..??"
Nie no, nie dość, że już wyglądam jak siódme nieszczęście (nawet makijaż nie sprawi, że dowyglądam), bo nie spałam w nocy, takiej alergii dostałam od czegoś, w czym praliśmy pościel.. to jeszcze....ehh..
Pomyślałam, że muszę sięgnąć po coś słodkiego. Wróć. Po słodycz jakiś. Szperam po szafkach. Jedna, druga... - nic. Nigdzie. No tak. Wczoraj robiłam zakupy, ale nie kupiłam przecież żadnych słodyczy, bo noworoczne postanowienia i PRZECIEŻ ŻE DIETA.. Szlag.. Lezę więc do salonu. W którymś z kryształowych pojemników powinno być kilka pierników świątecznych. Są. Twarde, jak diabli, ale Słodkie. Trochę jakby zakurzone, ale nie ważne. Najwyżej mój żołądek będzie w nocy świecił wewnętrznym blaskiem iskrzących drobinek kurzu.


PS
Wracam do zapisków z codzienności. Tu, na blogu. Nie na fb czy innym bf.
:*

31 grudnia 2019

Życzenia jak cztery żywioły

   Kochani,
zbliża się Nowy Rok, a ja chciałabym Wam złożyć życzenia.



Życzę Wam, by w nadchodzącym roku wiał dla Was pomyślny wiatr, taki, który spełni Wasze marzenia i pomoże zrealizować plany. 

Życzę też, byście otaczali się ludźmi o duszach czystych niczym źródlana woda. 

Życzę, by w przyszłym roku płonął w Was żywy ogień i byście nie tracili zapału do podejmowania śmiałych decyzji.

I życzę, byście mocno stąpali po ziemi, ciesząc się każdym dniem i doceniając wszystko, co dobrego spotyka Was w życiu.






Miniony rok 2019 przyniósł wiele zmian w naszym życiu.
Nasze ukochane, maleńkie mieszkanko, niespodziewanie zamieniliśmy na większe, przedwojenne, będące spełnieniem marzeń. To stało się nagle, szybko, ale jestem pewna, że tak właśnie miało być. Bo te najbardziej spontaniczne decyzje okazują się w perspektywie czasu najlepszymi.











W tym roku odbyłam podróż do Toskanii. Kolejne moje marzenie się spełniło. Choć podróż była krótka, natchnęła mnie fantastyczną energią i utwierdziła w tym, że jest to miejsce, do którego chcę wracać.






Zmieniłam się ja sama.



Czego życzyłabym sobie na nowy rok..?
Zdrowia i sił na realizację planów.
Chciałabym wreszcie zabrać się za pisanie książki. Mam to w planie od dawna, a Wy namawiacie mnie do tego też od lat.. Jeśli nie teraz, to kiedy? ;)

Chciałabym więcej tworzyć. To przynosi mi nieopisaną radość, a od niedawna mam pracownię, z której wkrótce zrobię użytek.

I "mądrych ludzi wokół". Mieć ich nadal, bo już mam.
Jest dobrze... :))



Szczęśliwego Nowego Roku 2020!!



29 grudnia 2019

Poślizg, jakiego jeszcze nie było, czyli święta w pigułce

   Takiego pędu, jak w tym roku, jeszcze nie było.
Z racji, że po raz pierwszy nie było mnie tu z Wami w wigilijny wieczór, pozwolę sobie złożyć Wam spóźnione, lecz szczere życzenia.



Kochani, z okazji minionych Świąt i nadchodzącego Nowego Roku życzę Wam przede wszystkim zdrowia, wytrwałości w dążeniu do celów, spełniania marzeń, oraz wielu okazji do przyjmowania dobra i dzielenia się nim z otoczeniem.




   Ja w tym roku, tuż przed świętami, zaniemogłam zdrowotnie. I to mocno. Przeszłam jakąś anginę stulecia. Leżałam ponad tydzień, z bólami, jakich nie było mi dane doświadczyć od wielu lat.
To spowodowało, że w przygotowaniach do świąt miałam ogromny poślizg. I dlatego też nie było mnie tutaj, na blogu.
Porządki świąteczne zaczęłam robić dopiero w sobotę przed świętami, pucowałam dom do trzeciej nad ranem. W niedzielę miałam odespać. W ciągu dnia (w niedzielę) tak mnie zmogło zmęczenie, że zasnęłam na siedząco, w fotelu, z pilotem w dłoni. Postanowiłam, że pójdę wcześnie spać. Około 23:00 (wcześnie ;) ) poszłam do sypialni. Zanim jednak się położyłam, zawołałam pana domu, by ustalić, co mamy do zrobienia nazajutrz, zanim pójdzie do pracy. Usiadł koło mnie na łóżku i nagle jak coś nie łupnie... Zapadł się stelaż łóżka i rąbnęliśmy na podłogę :) I, chcąc-nie chcąc, musieliśmy ustrojstwo naprawić, bo nie mielibyśmy na czym spać. Walczyliśmy więc do godziny pierwszej, mniej więcej. W międzyczasie jeszcze ze dwa razy udało nam się rąbnąć, podczas testowania nowych instalacji stelażowych.
No komu to się mogło zdarzyć, jeśli nie nam...?? ;)


   Wigilię spędziliśmy z rodziną u nas. Pierwszy raz w nowym mieszkaniu.
Jakie wrażenia..? Wspaniale. Duża przestrzeń pozwoliła nam swobodnie zasiąść przy stole w salonie, nikt nie musiał się nigdzie przeciskać, nikt nie musiał wciągać brzucha. No, chyba że do zdjęcia.
Fantastycznie też się przygotowywało potrawy w kuchni. O tym za chwilkę..

To salon w aranżacji świątecznej..































   Jeśli chodzi o tegoroczne dekoracje - postawiłam na klasykę, czyli zieleń połączoną z czerwienią. Bombki czerwone miałam, dokupiłam tylko czerwone świece. Z uwagi na wydatki związane z adaptacją mieszkania i remontem, musieliśmy trochę ciąć koszty, dlatego nasz stół wigilijny zdobiło białe płótno z pasmanterii :) Ale to najmniej ważne. Był klimat, przyjemna atmosfera wieczorem, byli bliscy i tylko to się liczy.



Maluch na zdjęciu spogląda na Jemioła. Jemioł w tym roku ożył i co rusz rzucał w nas kulkami. Podczas wigilii gałązka wpadła Julce do talerza ;))) 


W salonie stanęła nasza sztuczna choinka, ale nie zabrakło też żywej - jedną umieściłam na werandzie, a drugą w holu. Stała bez ozdób, ale przed samą wigilią Jula spytała, czy może ją ubrać. Ubrała ją w drobne, czerwone bombki. Kilka godzin wcześniej Julka przyszła do mnie do salonu i powiedziała: "Ty to zawsze tak pięknie dekorujesz choinkę i dom, jesteś super". Gdy ubrała choinkę w holu, uśmiechnęłam się pod nosem i pomyślałam to samo o niej. Będzie miała dryg ;)






  Obydwie żywe choinki są małe i w donicach. Celowo je kupiłam - po świętach posadzę je w ogrodzie. Nie lubię wyrzucać żywych drzewek..







   O, i stało się.
Stałam się jedną z babek, w których domu goszczą stare, wiktoriańskie lale. Kiedyś wydawało mi się to lekkim zafiksowaniem, ale gdy zobaczyłam Helenę, od razu się zakochałam. W całej postaci i szczególikach, wykonanych z niezwykłą pieczołowitością.
Tak na marginesie, to Helena Nietrojańska. 






   Pierwszy dzień świąt spędziliśmy na leniuchowaniu. Odbyliśmy krótką wizytę u rodzinki, a po wizycie rozkokosiłam się w fotelu i oglądałam ulubione filmy i seriale. Pewnie jak część z Was ;) Macie jakieś swoje rytuały związane z pierwszym/drugim dniem świąt?

   Drugiego dnia odbyliśmy przemiłe spotkanie ze znajomymi. Odwiedzili nas po raz pierwszy w nowym mieszkaniu. Robert, który zakochał mnie w Toskanii (sam podróżuje po niej od lat), uraczył mnie pięknym upominkiem z ulubionego sklepiku w Montecatini Terme. Wspaniały wieczór, fajni ludzie. Tacy... patrzący na życie jak ja.
I urosłam po ich opinii na temat mieszkania. Jarek stwierdził, że czuje się tu jak w domu i że jest u nas bardzo przytulnie. O kuchni zaś powiedział, że nie wygląda w ogóle jak kuchnia polska, tylko przywołuje na myśl wnętrza włoskie. Bardzo miłe. Lubię, gdy moi goście czują się u nas dobrze.







Z Robertem (na którego zawsze mogę liczyć..)
























Kuchnię mamy już prawie ukończoną. Miało nie być remontu, ale sytuacja go wymogła na nas. Teraz się cieszymy, bo, choć nieplanowany, remont mamy zrobiony i kuchnię zaadaptowaliśmy już na sto procent. Jedno pomieszczenie w mieszkaniu mamy już dostosowane do naszych potrzeb.
Pozostało nam tylko przyklejenie listewek przy lamperii na ścianie, zrobienie fug i wykończenie korony pieca. To już z górki.
Najbardziej cieszy mnie, że mamy już drzwi do spiżarni. Nie ma w niej grzejnika i bałam się, że będzie nam zimno. Drzwi jednak świetnie izolują temperaturę. 
Radek zamontował w niej regał drewniany, a na przeciwległej ścianie białą półkę. Sam na to wpadł i udało mu się to, muszę przyznać ;)






Żeby Wam przybliżyć zmiany, tak było przed remontem: (stare drzwi do spiżarni na końcu kuchni po prawej)











A tak jest teraz:







 Świetnie się tu pichci. Pan domu zrobił mi milion gniazdek, więc jest naprawdę funkcjonalnie. W wigilijny wieczór po kuchni krzątały się ze mną obydwie mamy, i wcale nie było ciasno. Ogromną zaletą posiadanie spiżarni i balkonu w kuchni. Jeszcze nie mam stolika, więc potrawy wylądowały na podłodze, ale nic to. Świetna sprawa z tym balkonikiem. Jest już też po remoncie elewacji, więc stanie na nim nie grozi lotem w dół ;)
 Marzą mi się jeszcze w kuchni fajne krzesła. Obecnych nie mogę wsunąć pod stół, bo mają poprzeczni pomiędzy nóżkami. Miałam kupić ławę, ale wydawała mi się mało wygodna..



Zasypałam Was zdjęciami ;) Mam nadzieję, że wybaczycie.


Rany, jak pięknie zaświeciło słońce.. biegnę po aparat, zaraz Wam pokażę........




  ...o!! To chyba najbardziej pokochałam w tym mieszkaniu. Jest tu tak słonecznie, jasno.. a już w ogóle cudnie jest teraz, zimą, gdy słońce tak nisko wisi nad ziemią..










   Cóż, szalony fotograf - 




- żegna się z Wami życząc szampańskiej zabawy sylwestrowej, gdziekolwiek będziecie. Zacznijcie dobrze ten nowy rok.


Uśmiech przesyłam i odrobinę słońca tym, do których dziś nie dotarło :)))



Udostępnij