środa, 25 kwietnia 2018

Cieszmy się z małych rzeczy bo...

 - Zobacz..!! Zobacz jaki tyciutek cudny..Taki maluni, a jaki piękny...
- Noo..
- No zobacz...........
- Jesteś słodka. Właśnie za to cię kocham...że cieszysz się z takich drobiazgów. Ja jestem realistą, a ty...ty jesteś...... jesteś takim fajnym kosmitą...
;)


Tyciutek:


 

♥️

Uwielbiam grę cieni w ogrodzie późnym popołudniem. Drzewa tańczą w zwolnionym tempie, kołysząc się i przesiewając promienie słońca, tworząc iście magiczny klimat...






Zakwitły właśnie szafirki....





Dobrego czwartku Wam życzę i przesyłam garść uśmiechu!! :))))
♥️♥️

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Delikatnie...

   Z pracy ostatnio wracam wyczerpana niemiłosiernie. Nie wiem, czy to wina wiosennego przesilenia czy osłabienia organizmu. Trzeba mi snu i odpoczynku, więc odpoczywam. I śpię.
   Niedzielę spędziliśmy na wsi. Musiałam sobie zrobić dzień wolnego od pracy zawodowej i zamówień firmowych. Zjechała się do nas rodzinka, więc grillowaliśmy w najlepsze. Musiałam wstać o szóstej, by upiec ciasta. W sobotę nie dałam rady - bo spałam :D


   Wiecie co..? Tęsknię za kwiatami w domu. Za klimatem angielskich wnętrz, które chyba jednak najbliższe są mojemu sercu ;) Ostatnio wyskrobałam z dna szafy obrus kupiony za bodajże 15 złotych na wyprzedaży w sieciówce parę lat temu. Gdy go rozścieliłam na stole, od razu zrobiło mi się lepiej. Może zamówię jakieś kwieciste zasłony... hmm.... muszę to przetrawić. Póki co cieszę oczy obrusem i bukietem kwiatów. Zdradzę Wam, że sprzedawczyni z pobliskiej kwiaciarni miała niezłą minę, gdy powiedziałam, że chcę bukiet z tego, co stanowi zwykle dodatek do kwiatów.. ;)


























Dobrego wtorku Wam życzę :)))
♥️♥️

piątek, 20 kwietnia 2018

Ulubiona miejscówka w ogrodzie i co mi zżarły myszy

   Jutro czeka nas otwarcie sezonu ogrodowego, takie bardziej..oficjalne - z grillem, kawą i ciastem pod chmurką... Muszę zrobić zakupy i połatać pokrycie dachu wiaty, bo zeszłoroczna wichura porwała je na strzępy.


   Tak wygląda mój ulubiony zakątek w ogrodzie:



To zdjęcie sprzed dwóch lat. W basenie jeszcze pływały lilie wodne, a wiatę z każdej strony otaczały ściany z bukszpanu.
Trzeba było wprowadzić kilka zmian, bo gdy postawiłam pod wiatą stół z krzesłami, ledwie się mieściliśmy. Bukszpan przesadziliśmy i już zrobiło się luźniej. W przyszłości chcemy wiatę zastąpić altaną drewnianą, taką fajną, masywną. Musi się znaleźć miejsce dla stolika pomocniczego, na którym będę mogła przechowywać talerze, naczynia etc. 
   Jak widać na zdjęciu, tuż przy wiacie jest nasz basen. W gruncie rzeczy jest naprawdę świetny, bo cały murowany, łącznie ze schodami. Postanowiliśmy go wyczyścić, odnowić i zagospodarować na basen typowy, bo wcześniej pełnił rolę oczka wodnego. Chciałabym postawić przy nim (pod wiatą) palety, na których położę poduchy, tak by móc sobie siedzieć i moczyć stópki w wodzie :)

   Plany są ambitne i dalekosiężne, ale wszystko jest do zrobienia.
Sprzedałam właśnie komodę indyjską, która jest za długa, by stać w domku w przyszłości. Za pieniądze ze sprzedaży chcę kupić piękne lampy ogrodowe - stylowe, klasyczne. Już znalazłam na jednej z aukcji i przebieram nogami, by już je mieć..bo są piękne..... :)))))))))

   Oddałam też narożnik. Spać w domku już nie będziemy. To znaczy..do momentu jego wyremontowania. Niestety, grasuje tu tak wiele stworów, że spać się tu zwyczajnie nie da. No..chyba że ktoś lubi, gdy coś włochatego mu łazi po twarzy gdy śpi ;))
My póki co zabezpieczamy co się da przed myszowatymi. W ostatnim czasie te nicponie pożarły mi:
- poduszki\
- pled
- pościel
- wszystkie bukiety pszenicy
- duże opakowanie słoneczniku (łupiny zostały w woreczku - KULTURALNIE)
- frędzle od dywanu.
Małe farfocle mają ze mną na pieńku. Tyle pięknych rzeczy zniszczonych... Pakuję więc co się da ( i co się da zjeść) w pudła plastikowe. Dopóki nie zrobimy porządku z żarłocznymi paskudami, nie będziemy tam nocować ani zbytnio aranżować. 



   Lecę parzyć kawę. Zrobię co trzeba, a potem siadam do pędzla. Miłego dnia Wam życzę i podsyłam krótki filmik z naszymi rozśpiewanymi ptaszorkami... :)))



środa, 18 kwietnia 2018

Zazieleniło się

   Tak jak myślałam, ogród zazielenił się momentalnie. Zaledwie jednodniowy deszcz wystarczył, by wszystko w nim odżyło, zapachniało...
Moje żywopłoty się przyjęły i rosną w górę pięknie. W weekend muszę je dociąć, żeby poszerzyć nieco wejście na działkę.

Najstrojniej przyodziała się panna magnolija. Może zdążę jeszcze postawić pod jej koroną stolik i wypić kawę.. ;)









   Nie wiem jeszcze co zrobić z tym miejscem:






  Macie jakieś pomysły???
Na pewno pozbędę się betoników, bo utrudniają koszenie trawy. Na pewno coś poprzesadzam, dosadzę...ale co...jak... hmm... Piszcie, jak widzicie ten kąt??


   Poniżej alejka z nowym żywopłotem. Muszę posiać trawę i kupić lawendę, myślę, że będzie pięknie wyglądać pod żywopłotem...




Piszcie kochani, czekam na Wasze pomysły, rady.
   Życzę Wam pogodnego dnia!! 
♥️♥️

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Róż różowy różem kryty

  Mój ogród powoli budzi się do życia. Dziś cały dzień padało, więc pewnie jeszcze tego tygodnia wszystko buchnie zielenią.
Robię powoli porządki. Poprzycinałam nieco żywopłot zewnętrzny z bukszpanu, który przesadzaliśmy na jesieni. Jest nierówny jeśli chodzi o wysokość i jeszcze niewysoki, ale kiedy urośnie, osłoni nas pięknie przed wzrokiem przechodniów, kurzem ze ścieżki i przed leśnymi zwierzętami, które przeskakują przez ogrodzenie i miażdżą moje kwiaty.
   Zaczynają już kwitnąć magnolie. Mam nadzieję, że weekend będzie bardziej pogodny, żebym mogła zrobić jakieś zdjęcia...





   Mój ogród bardzo lubi kolor purpurowy. Lubiła go też najwyraźniej pani Marianna, bo różowe mam: magnolie (2), azalie, rododendrony, hortensje, floksy, porzeczki krwiste, peonie... W zasadzie prawie wszystko mam RÓŻOWE ;)))) :) No cóż.. kolor ten stanowić będzie piękne tło dla ogrodowych aranżacji. 
Dotychczas nie miałam jak aranżować, bo pierwsze dwa lata spędziliśmy na zagnieżdżaniu się w nowym miejscu. 



   Mebelki ogrodowe już czekają na nowy sezon... Myślę nad tym, by do koloru poduch pomalować jeden ze starych stołów, które dostałam w gratisie do okien, które to znowu okna przytargaliśmy w zeszłym roku od.....aaa..o tym w kolejnym poście ;)
Och...jak ja chciałabym już...  móc stół ustawić, nakryć pięknym obrusem... i tak sobie na dworze pod chmurką obiad zjeść... Tak, jestem z tych w gorącej wodzie kąpanych. Ja chciałabym JUŻ. Tymczasem wiem, że wszystko wymaga czasu. No dobra...jakoś trzeba to znieść... ;)))






   Kiedy zrobi się cieplej, odwiedzimy centrum ogrodnicze. Zamierzam dokupić iglaków - srebrne świerki, może cisy... Nasz pierwszy świerk, który posadziliśmy rok temu, rośnie pięknie. Jest większy ode mnie, mimo to przyjął się cudnie. Za świerkiem widać bukszpany, które stanowią żywopłot- ogrodzenie.





   Przed domem mam takie miejsce:



 W zeszłym roku rosły tu jednoroczne kwiaty i te, których nie zdążyłam przesadzić. W tym roku muszę oczyścić to miejsce i pozbyć się starego pnia. W tym miejscu kiedyś będzie albo wyłożony drewnem/płytkami albo wysypany kamyczkami skwer, na którym stanie stół drewniany z ławą. Być może tutaj także znajdzie się miejsce na niewielkie palenisko.
A do przesadzenia mam: peonie, azalię (rok temu zmarzła, ale ścięłam ją mocno i już puściła piękne pędy), oczar, leszczynę i zioła, o ile wyjdą: miętę i maciejkę.



   Szykuję się już do Święta Bzów w Siedlisku. Muszę zmalować trochę bzowych Janiołów i desek kwiatowych. O..może coś z piwoniami...? Pomyślę... Nawiasem mówiąc, to znaczy pisząc, muszę posadzić w moim ogrodzie białe i kremowe peonie. Te na zdjęciu sprzed kilku lat zerwałam w ogrodzie teściowej...





   Miłego dnia!!
♥️♥️

piątek, 13 kwietnia 2018

Co z blogiem...

   Pojechałam, wróciłam, przeżyłam.
☺️
 
   Wczoraj wróciłam z pierwszej w swoim życiu wycieczki z dzieciakami z naszej szkoły. Po raz pierwszy pełniłam rolę pedagoga-opiekuna i stwierdzam, że to niełatwa praca. Ba, chwilami zwariować idzie... ;) Ale było świetnie.
Wycieczkowaliśmy się w Warszawie. Po raz pierwszy cokolwiek zwiedziłam, bo w stolicy byłam wiele razy, ale jedyne co zwiedziłam, to hotele, sale konferencyjne, jeden z teatrów, starówka, restauracje Gessler i Pałac Prymasowski, kiedy to uczestniczyłam w kiermaszach magazynu Moje Mieszkanie. No i łazienki. Nie, nie TE Łazienki, tylko toalety publiczne. Bo bez tego w moim przypadku ani rusz.
   Oczywiście nie obyło się bez wpadek. O, na przykład, kiedy stałam w kolejce w McDonalds'ie podeszła do mnie starsza pani z osobą towarzyszącą i spytała gdzie złożyć zamówienie. Odpowiedziałam: "Niech panie podejdą do tej kolejki..", po czym zorientowałam się, że osobą towarzyszącą był syn tudzież wnuk tejże pani.
Naturalnie, przyciągnęłam też kilka nieszczęść w postaci nadudnionego że ho ho mężczyzny, który robił maślane oczy w kolejce w spożywczym i czynił wywody na temat tego, jakie to mam piękne oczy i uśmiech... podczas gdy byłam świadoma tego, że w owej chwili - po całodniowym maratonie - wyglądałam jakby po mnie przejechał czołg.

niedziela, 8 kwietnia 2018

Otwarcie sezonu i jak planuję zagospodarowanie ogrodu

    Wczoraj rozpoczęliśmy sezon ogrodowy. Skromnie, kameralnie, bo wszyscy potrzebowaliśmy chwili wytchnienia.
Ogród zasnuły połacie liści, które trzeba było uprzątnąć. Nie przepadam za tym okresem w ogrodzie, gdzy nad ziemią sterczy mnóstwo bezbarwnych badylków, więc wiem już, że muszę zainwestować w rośliny zimozielone. Zachwycił mnie na przykład ostrokrzew, który widziałam podczas wczorajszej wizyty u sąsiadki. Krzew ma wspaniałe liście, ciemnozielone i błyszczące. Nie tylko pięknie się prezentuje, ale na pewno będzie też stanowił doskonały dodatek do bożonarodzeniowych aranżacji.



O proszę, żeby nie było tak gołosłownie.. (widok zza drzewa - zagranie celowe, bo zahaczyłam o badyle różane i rozdarłam koszulkę ;) )







   Strasznie lubię snuć plany. Teraz moją głowę zajmują te związane z zagospodarowaniem ogrodu.
Zależy mi nie tylko na tym, by prezentował się okazale o każdej porze roku, ale przykładam też uwagę do tego, by w przyszłości:

  • w ogrodzie rosły rośliny, które nie tylko ładnie wyglądają, ale i 1. stanowiły źródło okazjonalnych dekoracji, 2. przysłużą się zdrowotności - dlatego przesadziłam w dogodniejsze miejsce krzak aronii, posadziłam dziką różę i zamierzam dosadzić dużo lawendy
  • ogród był możliwie łatwy w utrzymaniu, choć nie należę do osób, które panikują, gdy na trawniku niczym z katalogu pojawi się zwiędły liść
  • z każdego okna w domku, który zbudujemy, widać było coś, co będzie cieszyć oczy, czyli: świerki (o których zawsze marzyłam), stylowe latarnie (uwielbiam, gdy świecą się zimą, kiedy pada śnieg, bądź kiedy pada deszcz), drobną architekturę (słupy kamienne zwieńczone misą ze spływającymi strumieniami bluszczu..), bądź piękne ogrodowe meble
  • mieć możliwość uprawiania niewielkiej ilości warzyw
  • rosły tu zioła i rośliny o przyjemnym zapachu (lubię, gdy zioła rosną pomiędzy kwiatami i gdy ich zapach unosi się w, powietrzu, kiedy przechadzam się alejkami ogrodu)
  • zapewniał mi poczucie prywatności, dlatego poprosiłam sąsiadów o zgodę na postawienie przy ogrodzeniu płotu osłonowego (na co się zgodzili), żebym mogła swobodnie się czuć na własnym terenie
  • zapewnić dom ptakom; bardzo często odwiedzają nas sikory i kosy - jeden z nich chodził sobie swobodnie obok mnie, kiedy grabiłam liście :))
  • wyznaczyć w nim strefy przeznaczone pod określony cel, czyli: 
  1. warzywnik i zielnik
  2. miejsce do grillowania i biesiadowania przy ognisku
  3. miejsce z ławką, przeznaczone np.do czytania książek tudzież ich pisania czy rozstawienia sztalug
  4. romantyczny kącik, który zawsze był moim marzeniem, a w którym to kąciku m stanąć stolik z metalowymi krzesełkami (ma to być miejsce spożywania popołudniowej kawy czy herbaty)
  5. miejsce nasłonecznione na tyle, by móc się w nim poopalać
  6. basen
  7. miejsce Julki - zaaranżuje je według uznania
  • zorganizować przestrzeń w taki sposób, by skorzystać na dobrodziejstwie, jakim niewątpliwie jest las.
   A propos lasu...
Już dwa lata mamy działkę, ale jeszcze ani razu nie byliśmy w lesie. Furtkę do niego mamy tuż przed wejściem na teren działki, ale nie było ani czasu ani sposobności. Wczoraj jednak zabrałam Julkę na krótki spacer.
Wystarczyło przejść kawałek pomiędzy drzewami, by dojść do małej ścieżki, a nią już do dużej ścieżki dzielącej fragmenty lasu. Jest gdzie pospacerować. Cudnie... 











   Fanie jest mieć pod nosem las. I fajnie jest być mamą Julki........ ;)







   
   Z mniej atrakcyjnych wieści wsiowych - poszły nam rury doprowadzające do domku wodę. Są zakopane stosunkowo płytko pod ziemią no i mają swoje lata... Szykuje się robota, bo nie da się tam funkcjonować bez wody bieżącej. To znaczy..na upartego się da..ale po co ;)
Jak pojawi się jakiś więksiejszy finansowy zastrzyk, wywiercimy studnię. Potrzeba na to nie lada środków, bo studnia musi być głęboka i trzeba te wszystkie badania w sanepidzie ogarnąć... Niemniej jednak mam nadzieję, że uda nam się to wkrótce zrobić.
Pamiętam, jak kupiliśmy działkę i nie wiedziałam jeszcze, że woda, która płynie z kranu w kuchni, nie nadaje się do spożycia ;) Ugotowałam wówczas na niej barszcz czerwony. Tak mnie cieszyło, że mam własne buraki, że nie zastanowiłam się nawet co robię i ugotowałam.. Oczywiście miałam więcej szczęścia niż rozumu, bo spożycie zupy skończyło się zaledwie biegunką... ;))))



   Kolejna wizyta na wsi za tydzień, a ja już tęsknię do takiego widoku...

















Jaka u Was pogoda...?? U nas wczoraj rozpieszczało słońce, a teraz jest mrocznie, cicho i pada deszcz. Zupełnie jakby wiedział, że w takich chwilach pracuje mi się najlepiej...


♥️♥️


czwartek, 5 kwietnia 2018

Janiołowo - z folkową nutą..

   Tym razem prezentuję Janioła zainspirowanego ukraińskim strojem ludowym. Po raz pierwszy wykorzystałam element biżuteryjny. Całość wykonana ręcznie. Taki więc sobie powstał - barwny, radosny, wiosenny... ;)










   Powoli przygotowuję się do kiermaszu w ramach Święta Bzów w Siedlisku.
Janioły powstają różniste i to akuratnie takie, jakie mi się w danym dniu w głowie uroją ;)))









Wybaczcie proszę zdjęcie nienajszczęśliwsze, bo wykonane telefonem...







   Chciałam napisać, że dziś za oknem bezchmurne niebo, ale już zasnuły je cumulusy, cirrusy i inne  -usy.. Jest jednak ciepło i pogoda zachęca do tego, by poobcować z naturą.
Muszę dziś zajrzeć do naszego ogrodu i zaplanować weekend. Na pewno trzeba zrobić porządki i spalić stare gałęzie, już więc dostaję ślinotoku na myśl o pieczonych, pachnących dymem, ziemniakach.

 Macie ogrody? Pochwalcie się!! Jakie prace Was teraz zajmują??? Piszcie w komentarzu bądź mailu, czekam :)))
rustykalnydom@wp.pl


  Nie mogę się doczekać rozpoczęcia prac w ogrodzie - przygotowania terenu pod budowę, zagospodarowania jego południowej części, przesadzania krzaczorków, przygotowania basenu do renowacji... Plany są duże i ambitne, ale chce nam się, oj bardzo chce... ;))))

   Uciekam na krótką drzemkę, bo dziś czeka mnie jeszcze sporo pracy z pędzlem w dłoni.. ;)

Pogody Wam cudownej życzę!!
:*



niedziela, 1 kwietnia 2018

Na wesoło i na luzie

- Czemu ja właściwie nie kupiłam tego przyrządu do krojenia jajek w Ikei..?? - pytam zirytowana, krojąc piąte jajko do sałatki i babrając się przy tym niemiłosiernie.
- No nie kupiłaś, bo go nie chciałaś.
- Ale czemu nie chciałam..? Przypomnij mi..
- Bo..powiedziałaś, że jest pomarańczowy.
-...???
- No tak. Powiedziałaś, że ma brzydki kolor, więc go nie kupisz.
Mam świra, to pewne.
Na własne osobiste życzenie produkowałam się z tym jajowym krojeniem w kosteczkę i to dość długo.

   Szaleństw z przygotowaniem świątecznych potraw w tym roku u mnie nie było, bo gościliśmy u teściowej, która świętowała okrągłe urodziny.
Czas spędziliśmy więc w gościach. Było wesoło, przyjemnie... No i zostaliśmy Cudownie Wyrolowani ;)))))
Bratanek męża wyszedł na chwilę z domu. Po powrocie powiedział, że ktoś nam zarysował auto i zostawił kartkę za wycieraczką. Wzbudził niemałe zdziwienie, bo nie dalej jak dwa tygodnie temu dokładnie ta sama sytuacja miała miejsce pod naszą kamienicą. Postanowiliśmy się ubrać i zbadać sytuację. Wyszliśmy, doszliśmy do samochodu - kartki nie ma. Radek wyjął telefon, by zapytać bratanka, czy faktycznie była kartka, bo teraz niczego nie ma. W tym momencie nasz wzrok skierował się automatycznie na balkon teściowej, na której stało całe grono zrywające boki z nas - prima-aprilisowych gamoni... ;)))))) Cóż, plus był taki, że zaliczyliśmy krótki spacer, będący doskonałym przerywnikiem świątecznego lenistwa. O tym zaś, że dziś pierwszy, jakoś nie miałam głowy myśleć. Bo ja mam ostatnio w głowie same Janioły....rety............ ;)


   Na jutro planuję NicNieRobienie. No..może chwilkę pohaftuję..
Dobrze jest czasem wyluzować. Zamiast spędzić godziny w kuchni i zarywać noce, wyjść z domu i zwyczajnie odpuścić. Ja z czasem nauczyłam się dystansu i nie spinam się absolutnie w okresie okołoświątecznym, zaś gdy zauważam, że po intensywnych, pełnych zajęć i pracy tygodniach, potrzebuję odpoczynku - robię to. Bez wyrzutów, bez wariactwa. Świat się nie zawali, gdy nie upiekę kilku ciast czy nie ugotuję czegoś-tam... Zdrowie fizyczne i psychiczne jest najważniejsze ;)


   Serwuję więc sobie kilka chwil błogiego lenistwa, a Wam dobrego wieczoru i równie dobrego dnia jutrzejszego. Nie zmoknijcie za bardzo...!! :))))))))))









♥️♥️♥️

czwartek, 29 marca 2018

Leśne Janioły

   Przede mną kilka dni wolnego od pracy. Od pracy zawodowej oczywiście (w szkole), bo zamówienia na malowaństwa wciąż w realizacji, a i nowe projekty się tworzą, więc... ;)

   Kilka dni temu ukończyłam kolejnego Janioła na zamówienie. Deski mają zawisnąć przy kominku w domeczku pod lasem, dlatego postawiłam na kwiecisto-liściasty anturaż.


Oto tryptyk:





   Janioły i dziewczynki maluję ostatnio najczęściej, bo to one właśnie skradły Wasze serca. Powstają na plastrach drewna, deskach grubszych i chudszych, mniejszych i większych...
Osobiście najbardziej lubię tworzyć postaci smutne, zamyślone, bidulki takie.. Jakoś najłatwiej mi przychodzą. Być może dlatego, że stanowią alternatywę dla mojej własnej osoby, bo należę do osób pogodnych i bardzo pozytywnie nastawionych do życia ;))


Plasterek z lewej strony do nabycia, cena:45zł. 
Zapraszam chętnych, a ja biegnę zaparzyć kawę i robić wiosnę w mieszkaniu, bo za oknem..ehh..nawet nie chcę pisać.. brrrrrr..................... :))))))))





♥♥♥

wtorek, 27 marca 2018

Krótka relacja z pokazu - metamorfozy szafki nocnej

   Spieszę z relacją z pokazu malowania mebelka. Spieszę, bo poślizg mam mały.. Całą rodziną niemalże polegliśmy na jakieś grypopodobne Coś... rety.. Ale już dobrze. Do rzeczy więc...

   Tak jak wspominałam, jednym z punktów Targów Budownictwa i Wyposażenia Wnętrz w Drzonkowie był mój pokaz malowania mebli - w tym wypadku szafki nocnej.
Sam pokaz był błyskawiczny, bo trwał zaledwie godzinę. Domyślacie się, że to bardzo mało czasu na przeprowadzenie metamorfozy mebelka. Wykonanie może więc nie było najwyższych lotów..bo w rzeczywistości meblowi, który poddaję obróbce artystycznej, poświęcam dwadzieścia razy więcej czasu, jednak coś tam udało mi się zaprezentować ;)


   Zamysłem moim było pokazać, jak odmienić wizerunek mebelka za pomocą:

  • zmiany jego koloru
  • zmiany detali takich jak uchwyty
  • postarzenia mebelka bez konieczności kładzenia warstw i przecierania.


Poniżej widzimy mebelek gotowy na metamorfozę.



Tak więc po kolei:

Na początku pomalowałam wałeczkiem wszelkie łatwo dostępne powierzchnie...








Następnie pędzlem podmalowałam frezy - celowo niedbale, bo zależało mi, by spod grafitowej farby przebijał miejscami kolor jasny..




Tak wyglądała szafka pomalowana grafitem. Naturalnie nie malowałam całych szuflad, gdyż pokaz rządzi się swoimi prawami i ograniczał mnie czas..





Kolejnym etapem było postarzenie rantów mebelka za pomocą gąbki (technika tapowania).












Na końcu (oczywiście przed zabezpieczeniem szafki lakierem) zamocowałam nowe uchwyty, które nadały mebelkowi zupełnie innego charakteru. Uchwyty-muszle zrobiły w tym przypadku naprawdę świetną robotę. Dla zainteresowanych - można je kupić TU







 A tak prezentowała się gotowa szafka:








 W moim mniemaniu jakość wykonanej pracy pozostawia do życzenia.. bo proces mojej pracy polega przede wszystkim na ocenie wyglądu mebelka - na każdym etapie podejmuję decyzję odnośnie tego, co będzie kolejnym krokiem, a zajmuje mi to sporo czasu (w tej kwestii jestem perfekcjonistką), dlatego po pokazie czułam niedosyt związany z tym, że mebel wykonany był "na szybkiego" ;) Ale.. nie o to tu chodziło, by pokazać swoje umiejętności, lecz by zaprezentować łatwy i przyjemny sposób na odmianę oblicza mebelka :)







   Z tego miejsca pragnę podziękować firmie Rustykalne Uchwyty za pomoc w zorganizowaniu mojego pokazu, a Wam serdecznie polecam to miejsce w sieci, już po raz kolejny, jako że sama zostałam klientką sklepu i fanką niebanalnych, rustykalnych elementów metalowych, kutych etc.etc. ;)

Dziękuję też Pani Wandzi, która pięknie zapowiedziała mój pokaz, a jeszcze piękniej go podsumowała :)



   Wracając do tematu Targów..
Muszę napisać, po prostu Muszę, o jeszcze jednym, bardzo przyjemnym aspekcie tego wydarzenia. Było nim poznanie Joachima :)))
Joachim był moim sąsiadem stoiskowym. Cóż.. nie mogłam trafić lepiej ;) Bo to człowiek tak niebanalny, zabawny, rozgadany..a przy tym o tak dobrym serduchu, że....ach..!! Osobiście uwielbiam ludzi bezpośrednich i szczerych. On taki jest. Nie każdy na przykład odważyłby się wyjąć nowo poznanej babce wodę z koszyka, pytając "Mogę? Pić mi się chce, a nie mam gdzie kupić.." O ranyy... Cudny jest i tyle. Joachimie - uściski od nas najserdeczniejsze!! :))))))))))


Czas targów wspominam bardzo, bardzo dobrze. Znów poznałam świetnych ludzi - pasjonaltów, pozytywnie zakręconych wariatów, inspirujących i uczynnych. I uśmiałam się do łez. Dosłownie!! Co chwilę okupowałam lustro na stoisku obok, ratując spływający makijaż ;))))))))))))

Wszystkim, którzy byli ze mną, DZIĘKUJĘ ♥♥♥

środa, 21 marca 2018

Wiosna...!! i pierwsze wiosenne produkty od Polka DECOR :)

"Wiosna...........
...ach..to Ty...!!!"

Czujecie już???
:)))

Wraz z nadejściem wiosny wkraczam w świat kolorów. Fuksji, turkusów, błękitów, żółcieni.. Spieszę zaprezentować Wam kilka nowości z Polka DECOR - parę drobiazgów i poduch autorskiego projektu. 
W sprzedaży mam obecnie dwie poduchy w łączkę, zaś te granatowe dostępne są na zamówienie - termin realizacji to ok.7 dni roboczych.

Jeśli jesteś zainteresowany/-na zakupem, napisz na adres: 
polkadecor@wp.pl

bądż skontaktuj się przez facebook'a:




 





1. Poszewka ŁĄCZKA - wymiar 50x50cm, zapinana na zamek błyskawiczny. Wzór w łączkę jednakowy z obydwu stron. 
Niezwykle delikatny deseń, tkanina z wyraźnym splotem. Idealna do wiosenno-letnich aranżacji... 
DOSTĘPNA












2. Poszewka z tkaniny zdobionej maszynowym haftem, rozmiar 50x50cm, zapinana na zamek błyskawiczny; wzór kwiatowy z jednej strony, z drugiej - ta sama tkanina bez haftu.
Poducha bardzo wyrazista i wyjątkowa - już kilka klientek ma ją w posiadaniu :) Istnieje możliwość zamówienia poszewki z kulkami w innym kolorze..
NA ZAMÓWIENIE









3. Skrzynia FOLK - w całości ręcznie malowana. Zdobiona z każdej strony, z tym że najbogatszy wzór jest na przedniej stronie. Skrzynia drewniana, zabezpieczona satynowym lakierem. Wymiar: 30x40cm, głębokość:13cm. Sygnowana moim imieniem i nazwiskiem.
Idealna na prezent weselny, urodzinowy...
DOSTĘPNA






















4. Patera z recyklingu - wykonana ze starej podstawy świecznika i talerza (elementy drewniane) patera dekoracyjna, malowana ręcznie, zabezpieczona lakierem satynowym. Talerz u góry nieco "zwichrowany" ;) ale to paterze dodaje jedynie uroku, a i cena przez to przystępna :D  
Średnica talerza: 36cm, wysokość całości:20cm.
DOSTĘPNA













Wkrótce kolejne nowości. Oczywiście zapraszam Was do składania zamówień na Janioły i motywy malowane na rustykalnych dechach ;)












   W domu znów zajdą nieznaczne zmiany.
Postanowiliśmy wymienić sofę w pokoju dziennym.
Obecna zajmuje sporo miejsca po rozłożeniu. Udało nam się dogadać z sąsiadami - odsprzedajemy ją (właściwie jest prawie nowa..), a za uzyskaną kwotę zamówiłam nową. W kolorze...hmm... W kolorze Mietka.
Kto to Mietek..? Ano on.. (bo każdy miś w naszym domu ma imię) ;) :D





   Aga, moja blogowa psiapsióła, już jakiś czas temu napisała mi, że brakuje jej w moich nowych wnętrzach "tych wszystkich kolorów, krat, kwiatów.. " ;) Mnie zaś najbardziej tęskni się za ciepłem drewnianych mebli, a właściwie ich brązowych, przytulnych barw. Dlatego właśnie zdecydowałam się na zakup kanapy w kolorze Mieczysława. Chcę, by pomimo wszystko, nasze miejskie "m" było ciepłe i nieco bardziej kolorowe. A może to wiosna właśnie..? Może to jest przyczyna tego, że tak zatęskniłam do koloru, kontrastu, ożywienia...?

Brakuje mi jeszcze kwiatów w domu. Przydałyby się jakieś prymule może.... Pochwalcie się, odczarowujecie już wiosnę...?????
:))))))))))


Udostępnij