niedziela, 8 kwietnia 2018

Otwarcie sezonu i jak planuję zagospodarowanie ogrodu

    Wczoraj rozpoczęliśmy sezon ogrodowy. Skromnie, kameralnie, bo wszyscy potrzebowaliśmy chwili wytchnienia.
Ogród zasnuły połacie liści, które trzeba było uprzątnąć. Nie przepadam za tym okresem w ogrodzie, gdzy nad ziemią sterczy mnóstwo bezbarwnych badylków, więc wiem już, że muszę zainwestować w rośliny zimozielone. Zachwycił mnie na przykład ostrokrzew, który widziałam podczas wczorajszej wizyty u sąsiadki. Krzew ma wspaniałe liście, ciemnozielone i błyszczące. Nie tylko pięknie się prezentuje, ale na pewno będzie też stanowił doskonały dodatek do bożonarodzeniowych aranżacji.



O proszę, żeby nie było tak gołosłownie.. (widok zza drzewa - zagranie celowe, bo zahaczyłam o badyle różane i rozdarłam koszulkę ;) )







   Strasznie lubię snuć plany. Teraz moją głowę zajmują te związane z zagospodarowaniem ogrodu.
Zależy mi nie tylko na tym, by prezentował się okazale o każdej porze roku, ale przykładam też uwagę do tego, by w przyszłości:

  • w ogrodzie rosły rośliny, które nie tylko ładnie wyglądają, ale i 1. stanowiły źródło okazjonalnych dekoracji, 2. przysłużą się zdrowotności - dlatego przesadziłam w dogodniejsze miejsce krzak aronii, posadziłam dziką różę i zamierzam dosadzić dużo lawendy
  • ogród był możliwie łatwy w utrzymaniu, choć nie należę do osób, które panikują, gdy na trawniku niczym z katalogu pojawi się zwiędły liść
  • z każdego okna w domku, który zbudujemy, widać było coś, co będzie cieszyć oczy, czyli: świerki (o których zawsze marzyłam), stylowe latarnie (uwielbiam, gdy świecą się zimą, kiedy pada śnieg, bądź kiedy pada deszcz), drobną architekturę (słupy kamienne zwieńczone misą ze spływającymi strumieniami bluszczu..), bądź piękne ogrodowe meble
  • mieć możliwość uprawiania niewielkiej ilości warzyw
  • rosły tu zioła i rośliny o przyjemnym zapachu (lubię, gdy zioła rosną pomiędzy kwiatami i gdy ich zapach unosi się w, powietrzu, kiedy przechadzam się alejkami ogrodu)
  • zapewniał mi poczucie prywatności, dlatego poprosiłam sąsiadów o zgodę na postawienie przy ogrodzeniu płotu osłonowego (na co się zgodzili), żebym mogła swobodnie się czuć na własnym terenie
  • zapewnić dom ptakom; bardzo często odwiedzają nas sikory i kosy - jeden z nich chodził sobie swobodnie obok mnie, kiedy grabiłam liście :))
  • wyznaczyć w nim strefy przeznaczone pod określony cel, czyli: 
  1. warzywnik i zielnik
  2. miejsce do grillowania i biesiadowania przy ognisku
  3. miejsce z ławką, przeznaczone np.do czytania książek tudzież ich pisania czy rozstawienia sztalug
  4. romantyczny kącik, który zawsze był moim marzeniem, a w którym to kąciku m stanąć stolik z metalowymi krzesełkami (ma to być miejsce spożywania popołudniowej kawy czy herbaty)
  5. miejsce nasłonecznione na tyle, by móc się w nim poopalać
  6. basen
  7. miejsce Julki - zaaranżuje je według uznania
  • zorganizować przestrzeń w taki sposób, by skorzystać na dobrodziejstwie, jakim niewątpliwie jest las.
   A propos lasu...
Już dwa lata mamy działkę, ale jeszcze ani razu nie byliśmy w lesie. Furtkę do niego mamy tuż przed wejściem na teren działki, ale nie było ani czasu ani sposobności. Wczoraj jednak zabrałam Julkę na krótki spacer.
Wystarczyło przejść kawałek pomiędzy drzewami, by dojść do małej ścieżki, a nią już do dużej ścieżki dzielącej fragmenty lasu. Jest gdzie pospacerować. Cudnie... 











   Fanie jest mieć pod nosem las. I fajnie jest być mamą Julki........ ;)







   
   Z mniej atrakcyjnych wieści wsiowych - poszły nam rury doprowadzające do domku wodę. Są zakopane stosunkowo płytko pod ziemią no i mają swoje lata... Szykuje się robota, bo nie da się tam funkcjonować bez wody bieżącej. To znaczy..na upartego się da..ale po co ;)
Jak pojawi się jakiś więksiejszy finansowy zastrzyk, wywiercimy studnię. Potrzeba na to nie lada środków, bo studnia musi być głęboka i trzeba te wszystkie badania w sanepidzie ogarnąć... Niemniej jednak mam nadzieję, że uda nam się to wkrótce zrobić.
Pamiętam, jak kupiliśmy działkę i nie wiedziałam jeszcze, że woda, która płynie z kranu w kuchni, nie nadaje się do spożycia ;) Ugotowałam wówczas na niej barszcz czerwony. Tak mnie cieszyło, że mam własne buraki, że nie zastanowiłam się nawet co robię i ugotowałam.. Oczywiście miałam więcej szczęścia niż rozumu, bo spożycie zupy skończyło się zaledwie biegunką... ;))))



   Kolejna wizyta na wsi za tydzień, a ja już tęsknię do takiego widoku...

















Jaka u Was pogoda...?? U nas wczoraj rozpieszczało słońce, a teraz jest mrocznie, cicho i pada deszcz. Zupełnie jakby wiedział, że w takich chwilach pracuje mi się najlepiej...


♥️♥️


5 komentarzy:

  1. wspaniałą macie działkę w sąsiedztwie lasu! :) A zamiłowanie do snucia planów mamy wspólne - też to uwielbiam :D I też tęsknię do takich ogrodowych widoków.. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)))) Myślę, że to wyczekiwanie jest cudowne. Nudno byłoby, gdyby cały rok było tak samo. Uściski przesyłam

      Usuń
  2. ależ masz fajne miejsce:)las za płotem-marzenie:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak.. ;) Ja marzyłam bardzo długo. Mam za sobą takie historie związane z próbami kupna domku, że książkę możnaby napisać ;) Ale jest, wyczekany, taki akuratny.. Pozdrawiam ciepło :*

      Usuń
  3. W moim ogrodzie brakuje z tego co wymieniłaś małej architektury i basenu :) od kilku lat hobbistycznie sadzę sobie roślinki w koło domu... mam około 150 Lawend, kilka świerków, Hortensje białą, żywopłoty... byliny ... tunel z pomidorkami... kawałek ziemi gdzie rosną warzywa... kiedy robi się wiosna- ciepło zaczyna się wymiana sadzonek z innymi miłośniczkami ogrodów... choć pochłania to mnóstwo czasu a czasem już nawet staje się przykrym obowiązkiem (np. koszenie trawy!) to uwielbiam ten kawałek mojej ziemi :)

    Tobie życzę spełnienia marzeń
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję Ci za poświęcony czas... :)

Udostępnij