25 października 2016

Pokój dzienny po zmianach

   Wreszcie doszłam do tego momentu, kiedy mogę zaaranżować przestrzeń pokoju dziennego. Dobrać dodatki, nadać wnętrzu jakąś postać. Remont kuchni i pokoju skończony, tak więc powoluchnu oswajam kąty..

   Jeszcze sporo do zrobienia - muszę zapełnić puste ściany, w ramach zamieścić obrazy.. ale już teraz jest całkiem przyjemnie. W miniony weekend poszalałam w Ikei z moim wygranym bonem i kupiłam kilka elementów, między innymi metalowy stolik, futrzane dywaniki, lampę (a właściwie podstawę, do której dobrałam żarówkę) i poduchy.

Jak widzicie, w dziennym zawisła taka sama lampa, jak w kuchni. Zależało mi, by uzyskać spójność tych dwóch pomieszczeń, dlatego postawiłam na jednakowe oświetlenie. Nie wiem, czy z czasem nie zamienię jej na jedną z moich starych lamp... może na święta..zobaczę ;)

   Na poduszkach, które kilka miesięcy temu wyszperałam na Dekorii znalazł się motyw - jak zwał tak zwał - marokańskiej koniczyny. Przełamałam go czarnymi poduchami, ale chcąc nawiązać do tegoż motywu, szukałam dodatku w postaci dywanu. Wszystkie jednak okazały się za duże..bądź kolor miały nie taki jak trzeba..
Szukając w internecie czegoś, co się nada, natknęłam się na sklep Aleja Kwiatowa, w którym to sklepie znalazłam idealne lustra w orientalnym kształcie. Były pakowane po 3 sztuki, więc zamówiłam 2 komplety (nie były drogie, zaledwie 60zł za komplet..). Pięknie nawiązały do wzoru poduszek, a ponadto dają świetne możliwości aranżacyjne. Długo się zastanawiałam nad tym, jak je powiesić, bo opcje były trzy..





W rezultacie wybrałam pierwszą opcję. Fajne jest to, że za jakiś czas mogę zmienić ustawienie i w ten sposób nieco odświeżyć wnętrze. Lubię takie rozwiązania, a Wy..?? :)


Tak teraz wygląda mój pokój dzienny. Zrobiłam całkowite przemeblowanie. Takiego układu nie było odkąd tu zamieszkaliśmy. Teraz wnętrze bardzo zyskało na przytulności. Sama się w chwili obecnej zastanawiam, dlaczego do tej pory nikt z nas nie wpadł na to, by tak to właśnie urządzić, ustawić..?!! :)
Już nie mogę się doczekać świąt... tak tak!! Czekam na wszędobylskie światełka, odbijające się swym blaskiem w taflach luster... i na żywą choinkę........ach..!! :)))





O, poniżej ściana telewizyjna ;) Może nie jest to najbardziej reprezentacyjna część domu, ale myślę, że telewizor świetnie wpasował się w ceglaną ścianę. Dotychczas wydawała się pusta, teraz wszystko jakoś tak ciekawie współgra.. 
Pod telewizorem znalazło się miejsce na starą walizę. To stara walizka mamy. Jeździła z nią do szkoły, uwierzycie?? :) Wyszperałam ją w jej piwnicy. Pękała ze śmiechu, gdy usłyszała, że chcę to ustrojstwo do domu zabrać :) A mi tutaj tak pięknie pasuje!! 

Ach, zmieniłam też kinkiet. Kupiony w markecie na wyprzedaży za 35zł ;)




Jeszcze nie do końca jest tak, jak bym chciała, ale wszystko powoli ;) 

Nad pianinem powiesiłam lustro, a po bokach wiszą ramy, w których znajdą miejsce obrazy, których jeszcze namalowałam, ale które już kiełkują w mojej głowie ;)))








   Kochani, wiem, że często korzystacie z moich namiarów na sklepy i przedmioty piękne, tak więc podaję link do sklepu, w którym kupiłam lustra: http://www.sklep.alejakwiatowa.pl/84-lustra
W ofercie Alei jest wiele pięknych luster, długo się zastanawiałam co wybrać.. bardzo, bardzo długo ;))) Lusterka pięknie się wpisały w wystrój dziennego, chociaż.. nie wiem, czy za jakiś czas nie powędrują do pokoju córciowego, bo Jula coś za bardzo się koło nich kręci, czemu wcale się nie dziwię ;)))








W kolejnych postach pojawi się więcej kadrów ze zbliżeniami, zgodnie z Waszymi prośbami :))
Do następnego razu!! :)

7 października 2016

Metamorfoza kuchni - odsłona pierwsza

   Długo czekaliście, ale dziś wreszcie mogę się z Wami podzielić pierwszymi efektami remontu.
Pochwalę się jeszcze, że znalazłam się w gronie laureatów konkursu, organizowanego przez Ikea, z czego się strasznie, strasznie cieszę!! :))))))))))) Czekają mnie wydatki w związku z remontem łazienki, tak więc zastrzyk gotówki na drobiazgi baaardzo się przyda :)))


   Przypomnę kilka faktów w związku z remontem kuchni.
Meble były wykonane pod wymiar 8 lat tamu. Kuchnia przeżyła 2 przeprowadzki, tak więc była już ciut wysłużona. Nie myślałam jednak o wymianie mebli, gdyż to zabudowa drewniana, dębowa i zwyczajnie szkoda by jej było...
Meble przemalowałam białą farbą z satynowym połyskiem. Wymieniłam lampę. Ta nowa daje fantastyczne, kameralne światło nisko nad blatami, tworząc wieczorem niesamowity klimat. Z racji tego, że lampa jest srebrna, zmieniłam uchwyty meblowe na srebrne z porcelanowymi wstawkami. Kosztowały bardzo dużo, ale ich jakość na szczęście wynagradza wszystko ;)
Zmieniliśmy również podłogę i położyliśmy nowe płytki na ścianach. Nadmienię, że płytki na ścianie położyłam i zafugowałam sama, z czego jestem bardzo dumna ;)
Stary stół był za duży, więc zamówiliśmy mniejszy, barowy. Pomalowałam go na kolor grafitowy. Myślę jeszcze nad przemalowaniem hokerów, bo teraz chyba najładniej prezentowałyby się białe bądź jasno-popielate..
Ach, gdybyście potrzebowali namiar na stolarza, który wykonał mój piękny stół (fachowiec z Nowej Soli w woj. lubuskim), piszcie śmiało na adres mailowy. Pana polecam, chętnie podzielę się informacją.

   Nie szalałam za bardzo z dodatkami, gdyż czeka mnie jeszcze remont łazienki..a tam dosłownie wszystko po kolei.. Jedyne szaleństwo, na jakie sobie pozwoliłam, to kupienie w Ikea regału kremowego. Odkąd go zobaczyłam w sklepie, zapałałam miłością bezgraniczną ;) Służy mi jako półka na przyprawy, oliwy, a obecnie na duże słoje z nalewkami, które dojrzewają.


   Ok, na razie dość informacji. Gdybyście mieli jakieś pytania - piszcie śmiało. Mam nadzieję, że metamorfoza mojej skromnej i niewielkiej kuchni przypadnie Wam do gustu.. ;)



Ok, do rzeczy. Oto efekt - PRZED i PO:















Zmiana może nie jest jakaś kolosalna, ale odnowienie kuchni wymagało bardzo dużo pracy i cierpliwości. Ja jestem bardzo zadowolona z efektu. Mam nadzieję, że i Wam się spodoba.. :)

No następnego razu, ściskam Was mocno!! :)
 

6 października 2016

Jesień stonowana

   Na moim stole pojawiły się pierwsze jesienne dekoracje - standardowo, malowane dynie. Tym razem postawiłam na biel.
"Chodzą za mną" ostatnio skandynawskie dodatki.. Podobają mi się w aranżacjach jasnych wnętrz. Jednak najbardziej lubię styl skandynawski przełamany klasyką i nutą vintage. Mam nadzieję, że ten mój eklektyzm się uda i wkrótce stworzę wnętrze piękne i z charakterem ;)

Wybaczcie, że jeszcze nie pokazuję kuchni, ale nie ma jeszcze wyników konkursu, w którym brałam udział, tak więc jeszcze na chwilę się wstrzymuję..

Póki co - dziś dyniowo. Nie tylko w dekoracjach, ale i kulinarnie. Na obiad zupa dyniowa. Mniam...!! :)












Dobrego dnia!! :)

5 października 2016

Skrzynia po renowacji

   Jakiś czas temu otrzymałam zlecenie - renowację i obróbkę artystyczną starej skrzyni. Mebel miał stanąć w pokoju dziewczęcym i być wykonany w kolorystyce szarości oraz brudnego różu - to dwie wytyczne, które otrzymałam. Resztę pozostawiono mojej wyobraźni. Strasznie lubię takie zlecenia ;)

Skrzynia wymagała zerwania starych, skórzanych pasów, usunięcia zardzewiałych nitów, szpachlowania dziur i ubytków, przeszlifowania, malowania i zabezpieczenia. Pracy było sporo, ale najważniejsze, że moja mini-klientka jest zadowolona ;)

Przed:



 Po:








Uwaga - w kolejnym poście pierwsze pstryki kuchni po metamorfozie. Zaglądajcie :))

3 października 2016

Drobna aranżacja za grosze

   Kiedy w pokoju dziennym stanęło białe pianino, od razu pomyślałam, że przydałoby się postawić na nim świeczki. Zawsze podobały mi się takie aranżacje, z nutą elegancji i nostalgii. Wpadłam na pomysł, by ustawić w grupie kilka różnej wielkości pojedynczych świeczników. Koniecznie w kolorze ciemnego grafitu, na który pomalowałam stół kuchenny.
Niestety, nie dysponowałam takimi świecznikami. Musiałam się wybrać na targ staroci.
Szperałam długo i bardzo intensywnie (najciekawsze okazy z reguły wynajduję w porozrywanych kartonach, do których prawie nikt nie zagląda) i znalazłam kilka sztuk. Jeden drewniany, dwa szklane i cztery z mosiądzu. Wszystkie kosztowały grosze...





W domu od razu zabrałam się za malowanie. Wystarczyły dwie warstwy farby. Całość zabezpieczyłam lakierem w wysokim połysku.
Prezentują się tak:




Wczoraj w graciarni domowej wygrzebałam jeszcze jeden metalowy świecznik. Kupiłam go lata temu. Był w kolorze miedzianym, z nieciekawymi - jak na obecne czasy i wnętrzarskie mody ;) - przecierkami. On również przeszedł metamorfozę.

Wystarczyło ok.30zł, żeby stworzyć nastrojową dekorację na pianino.

Gdy wymienię rolety na nowe (moje w piwonie nie pasują już do nowych wnętrz), pokażę Wam jak wygląda ściana, pod którą stanęło pianino. W chwili obecnej jeszcze wprowadzam drobne zmiany kosmetyczne.. ale.. to już sama przyjemność ;)

Dobrego dnia Wam życzę!!


30 września 2016

Drobne zmiany..

   Mamy już prawie-bramę. Prawie, bo zamontowaliśmy słupki i zrobiliśmy wylewkę. Wiosną trzeba będzie ją pomalować i dokupić kilka przęseł, ale mnie już sama brama cieszy, bo będzie to pierwszy nowy i całkowicie nasz element na działce.
Wczoraj robiliśmy wylewkę. Kiedy tak paćkałam szpachelką (wszak wszystko musi być pod linijkę), obok domu przechodziła sąsiadka - jeszcze nie wiem skąd..ale wyglądała bardzo sympatycznie- i z uśmiechem skwitowała, że widać, że się dobrze bawimy ;)
Tak. Bawi mnie babranie się w pracach budowlanych. I chodzenie w uciapranych spodniach i kaloszach. Wyglądam niczym babska wersja Sindbada-żeglarza, ale..co tam.. Jak się wybuduję, będę się stroić, leżeć i pachnieć ;)
   Jutro będziemy montować skrzydła bramy. Przygotuję też miejsce pod tuje. Na razie zasadzę tuje, które dostanę od teściowej. W przyszłości, jak ciut się odkujemy finansowo po remontach, posadzę przed nimi jodły koreańskie. I muszę gdzieś zrobić miejsce na hebe, które obecnie kwitnie na moim odgruzowanym balkonie.

   W przyszłym tygodniu pokażę Wam moją nową kuchnię. Zdjęcia już mam, ale muszę się wstrzymać z publikacją, gdyż brałam udział w konkursie.. Mam nadzieję, że mi się poszczęści :)

Uciekam odpoczywać, miłego wieczoru Kochani :)

25 września 2016

Marzenia są...

... po to, by je spełniać ;)

Kilka dni temu się rozkleiłam.
Przy okazji pracy nad nowym reportażem, zajrzałam do magazynu, w którym pisano o moich pasjach. Pisano o mnie i moich marzeniach. O tym, że marzę o własnym domku i o tym, by kiedyś grać na pianinie. Rozpłakałam się...
Kiedy wypowiadałam te słowa, które znalazły się na łamach magazynu, byłam w..hmm.. dość trudnej sytuacji życiowej. Pomimo mojego optymizmu i tego, że zawsze się uśmiecham, czasem i mnie przytrafiają się przykre sytuacje. Ostatnie lata mnie, nas, nie rozpieszczały. Nie będę się wdawać w szczegóły. O tym być może kiedyś przeczytacie w mojej książce. W każdym razie był taki czas, że było mi bardzo ciężko. Ale.. nigdy, nigdy!! nie przestawałam marzyć. Wierzę w to, że jeśli się czegoś pragnie, to się spełni.
Dziś mam własny domek. Z pięknym ogrodem. Pod lasem. Czasami jeszcze nie dowierzam. Mam takie uczucie, jakby ktoś miał mi to odebrać.. zapewne dlatego, że już kilkakrotnie próbowaliśmy kupić dom, bezskutecznie. Kto czyta bloga od początku, ten wie przez co przeszliśmy.
Czasami się zastanawiam, czy zasłużyłam na tyle dobrego. Ty, drogi Czytelniku rustykalnodomowy, na pewno znasz to uczucie. Kiedy po burzy wychodzi słońce, a później jeszcze barwna tęcza, zaczynasz się zastanawiać, czy to aby na pewno Twoje życie..? Czy to nie jakiś żart? Sen..? Po tym wszystkim...??
Przecierasz jednak oczy i nagle wiesz.. To Twoje życie. I wiesz, że warto było marzyć, czekać i wierzyć.

Wiecie co..? Mam w domu pianino :) Tak. W moim maleńkim pokoju dziennym (nie lubię określać go salonem) znalazło się miejsce na nowy mebel, który jest spełnieniem moich dziecięcych marzeń. Pamiętam, jak w wieku, w którym jest obecnie Julka, biegałam do przedszkola, w którym pracowała mama, żeby choć przez chwilę móc nacieszyć się dźwiękiem klawiszy starego pianina. Pamiętam ekscytację, którą czułam za każdym razem, kiedy otwierałam pokrywę... Grałam wówczas po swojemu, ze słuchu. W tamtym czasie nie miałam ani okazji, ani możliwości nauczyć się na nim grać.

Podobno marzenia są po to, by je spełniać. Uważam też, że na naukę nigdy nie jest za późno ;) Dlatego rozpoczęłam naukę gry na pianinie :) Zdaje się, że jestem najstarszą uczennicą w szkole ;) a moja nauczycielka ma ze mnie niezły ubaw. Ja z kolei cieszę się niczym dziecko :) I mam nadzieję, że po roku nauki wybrzdękam już coś, co przypomni konkretną melodię... ;)





Drodzy Czytelnicy - pamiętajcie: nie przestawajcie wierzyć i marzyć, obiecajcie to mnie i sobie samym... :)))



   Teraz słów kilka o leśnym.

Nastała jesień i zrobiło się chłodno. Szczególnie pod lasem. W domu coraz bardziej czuć wilgoć i potrzebę wykonania izolacji budynku. W przyszłym roku będzie co robić. Dom będzie trzeba nie tylko osuszyć, ale też przebudować. Potrzebny jest nowy komin, bo stary mocno popękał. W sumie i tak budowalibyśmy nowy, gdyż kominek zaplanowaliśmy w miejscu niż obecne. Och, pracy będzie sporo, bo powstaną też nowe mury. Dziś przy domu jest coś na kształt werandy, wykonanej ze sztucznego tworzywa. Będziemy chcieli ją wymurować, a także podnieść nieznacznie górę, by móc się po niej swobodnie poruszać. No i trzeba wymienić dach z eternitu. Być może uda nam się załapać na środki unijne na ten cel. Póki co jest jak jest. Z większymi pracami czekamy do przyszłego roku. Teraz postanowiliśmy zająć się działką, którą przeorganizujemy, ale o tym za chwilkę. Oto nasz staruszek... 




Tu, gdzie widać mały daszek, będzie duża weranda. Trzeba będzie poprzesadzać rośliny. W pustym polu, widocznym przed domem, rosły wcześniej kalina i bez. Niestety, drzewa były chore i trzeba było je usunąć. W tym miejscu posadzę jakiś pachnący świerk, być może balsamiczny.
Oprócz drzewek usunęłam też kilka lilii, za którymi nie przepadam, a w ich miejscu posadziłam piwonie, które z kolei uwielbiam.

Poniżej widok z boku domu. Pod ogrodzeniem rosną porzeczki i maliny. To miejsce też nieco odmienimy. Chciałabym, by powstała tu alejka z ławeczką, na której będzie można posiedzieć czytając książkę. Maliny rzecz jasna zostaną, być może je tylko przesadzę. Już teraz robi się moja ukochana malinówka z tegorocznych zbiorów..





Na końcu pod płotem rosną piękne tuje, które były zagłuszone różą pnącą i kompostownikiem. Odsłoniliśmy je, by mogły się pięknie rozrastać.

Na kolejnym zdjęciu widać obecną bramkę wjazdową. Docelowo będzie usunięta, a przed nią posadzę tuje i świerki, a także byliny, ale to w przyszłości. To właśnie tu kiedyś powstanie grillownia. Miejsce, które było miejscem postojowym, stanie się miejscem rekreacyjnym. To idealny zakątek, w pobliżu gęstego zagajnika i dużej magnolii. 
Bramę wjazdową zakupiliśmy niedawno i w chwili obecnej pracujemy nad jej montażem. Trwa to dość długo, bo wszystko sami.. ale.. poradzimy sobie ;)
O, a jabłka, jak się okazało - pychota!! Babcie już przetwarzają te, które opadły. Będzie w zimie pod dostatkiem tartych smakołyków do szarlotki.





O, tu niedługo będzie brama. Teraz jeszcze jest siatka i ogólbobudowlany rozgardiasz ;)
Staram się uszanować to, co sadziła poprzednia właścicielka i co tylko się da przesadzam w inne miejsca.
Niedawno z mamą posadziłyśmy tulipany, anemony, czosnki ozdobne i moje ukochane kosmosy. Nie mogę się doczekać wiosny i radosnego oczekiwania.. :)



   Jeśli macie jakieś rady, czy pomysły, piszcie proszę, wskazówki mile widziane :)
Ja uciekam spać. Dobranoc...... :))))



22 września 2016

Bardzo istotny Detal - klamki jak marzenie

   Kilka dni temu wreszcie udało mi się spotkać przy kawie z moją sąsiadką, która na co dzień mieszka w Londynie. Kiedyś już o niej pisałam, pamiętacie..? O tym, jak przykleiła się do mojego świeżo malowanego stołu ;)
Rzadko mamy okazję się spotkać, ale jak już zasiądziemy przy stole, gawędzimy zwykle do nocy. Pomimo różnicy wieku wiele nas łączy, szczególnie w kwestii preferowanego stylu w aranżacji wnętrz, dekoracji, czy podejścia do ogólnie pojętej potrzeby upiększania przestrzeni, w której żyjemy.
Podczas spotkania L. uświadomiła mi, czy może przypomniała, że nie jestem jednak taka sfiksowana, jak mi się wydawało ;) Zawsze uważałam, że trochę przesadzam z moim perfekcjonizmem, jeśli chodzi o sprawy związane z aranżacją mieszkania. Ale inaczej nie potrafię, po prostu. Nie uznaję półśrodków, a gdy coś robię, muszę osiągnąć w 100% pożądany efekt. Inaczej, zresztą podobnie jak L. - rany, nie jestem odosobniona!! - czuję wewnętrzny niepokój :)
   Kiedy docierają do mnie czasami sygnały, sugestie, że z czymś przesadzam.. zastanawiam się, czy faktycznie, czy po prostu osoby wydające takie opinie po prostu nie nadają na tych samych falach co ja. Dla mnie każdy szczegół we wnętrzu mojego domu, każdy detal, jest ważny. Każdy element stanowi o całości aranżacji. Kiedy rozmawiałam o tym z sąsiadką, powiedziała mi tak: „Wiesz, u mnie musi być idealnie. Przecież każdy detal ma znaczenie. Przy aranżacji wnętrza w danym stylu znaczenie ma nawet rodzaj kwiatka w doniczce!". NO TAK. Tak właśnie jest. Tak jak stwierdziła moja rozmówczyni, jeśli urządzamy mieszkanie w stylu PRL i chcemy, by okna wyglądały jak z tamtych lat, musimy ustawić na parapecie takie kwiaty, jakie bywały w domach w tamtych czasach. To takie logiczne ;)
Są osoby - których absolutnie nie neguję!! - które nie przywiązują zanadto wagi do tego, by wnętrza domu były idealne. Mają być po prostu funkcjonalne, przytulne, wygodne czy minimalistyczne. Ja chyba należę do innego typu ludzi. U mnie musi być efektownie, z polotem. Czasami zaśmiewam się, gdy coś planuję, aranżuję, bo żeby mnie coś całkowicie zadowoliło, musi mi coś „pyknąć” - tak jakby zapalała się w głowie lampka informująca, że tak, teraz jest Idealnie :) Chyba nie umiałabym żyć w przestrzeni, która urządzona jest nie po mojemu, nie do końca. I zawsze przykładam wagę do drobnych elementów urządzając, a tym razem remontując mieszkanie.

   Widzieliście już moje nowe drzwi. Zamawiając je prosiłam o skrzydła bez klamek. Postanowiłam, że te znajdę później. Bo klamki też musiały być idealnie dobrane. Nie przesadnie drogie, nie. Nie należę do osób, dla których wyznacznikiem jakości jest kwota za produkt. Zależało mi jednak na tym, by klamki zamówić u polskiego producenta. Wymarzyłam sobie takie ciężkie, stylizowane na stare i bogato (acz nie przesadnie) zdobione.
Kiedy przeglądałam oferty w internecie, znalazłam producenta, którego oferta sprawiła, że dostałam gęsiej skórki :)  Kiedy zaczęłam oglądać modele klamek, zachwycił mnie każdy, dosłownie każdy z nich. Ceny naprawdę przystępne, tak więc pozostało nie dać się zwariować (bo najchętniej wykupiłabym z pół sklepu) i wybrać najbardziej odpowiedni model. Wybrałam zdobiony, z prostą rączką. I na klucz.
Niewątpliwą zaletą klamek tego producenta jest to, że wszystkie oferowane produkty wykonywane są ręcznie i z litego mosiądzu. Cenię sobie jakość i trwałość, tak więc mam pewność, że zainwestowałam w coś, co posłuży mi przez lata.
Kiedy wybrałam model klamki, pozostało się zastanowić nad kolorem. Okazało się, że istnieje wiele możliwości wykończenia - w połysku, macie, z zaciemnionymi wgłębieniami.. Ja wybrałam kolor srebrny z ciemnym akcentem przy zdobieniach, żeby podkreślić piękny wzór. Klamki wykonano bardzo szybko. Kiedy rozpakowałam przesyłkę, byłam naprawdę zachwycona. Jak ja to lubię!! Taką jakość, takie eleganckie podejście do klienta. Jestem oczarowana!!!! :)

Oto moje klamki...












Podaję Wam od razu namiar do firmy, być może ktoś z Was się skusi. Ja szczerze polecam manufakturę i na pewno zostanę klientką na dłużej ;)
Adresy: www.artykuly-mosiadz.pl i www.koloroweklamki.pl. Firma istnieje od 1980 roku, tak więc ma prawie tyle lat co ja :)

   Powiem Wam, że to nie koniec rewelacji. Ta manufaktura produkuje też klamki, które maluje na tęczowe kolory. Gdy zobaczyłam tę kolekcję, oszalałam z zachwytu...!! :) Rany, jak pięknie muszą wyglądać klasyczne białe czy czarne drzwi z taką oprawą.. Nie wykluczam, że jeśli w przyszłości wymienię drzwi do pokoju i łazienki, kupię takie kolorowe klamki, bo są cudowne, zobaczcie sami..









   Moja Julka zapewne oszalałaby, gdybym jej wstawiła taką klamkę w kolorze purpurowym, albo czarnym.. Ach...rozmarzyłam się........ ;)

   Cieszy mnie, że często korzystacie z moich rad i że przydają się Wam moje opinie o różnych produktach. Osobiście też sobie cenię rady Wasze czy moich znajomych. Nie lubię kupować w ciemno. Lubię firmy sprawdzone, dobre i szanujące klienta. Ta z klamkami z mosiądzu do nich niewątpliwie należy.
Moje drzwi są już wykończone jak należy, co mnie strasznie cieszy, a do końca remontu już bliżej niż dalej ;)
Łazienkę odkładamy na listopad, bo jesteśmy zmęczeni bałaganem. Chcemy choć przez miesiąc pomieszkać w domu bez wszędobylskich pędzli, wiader i szmatek różnej maści..

   W kolejnych postach pokażę Wam nasz nowy, minimalistyczny balkon (minimalistyczny z musu, bo rośliny moje wymarły śmiercią naturalną, gdyż przez stos remontowych śmieci nie miałam do nich dostępu) i pokażę Wam zakamarki mojego ogrodu oraz pierwsze zmiany na budowlanym placu boju ;)

Do następnego razu!! :)


6 września 2016

Ukradli mi zamek

   Dziś rano ukradli mi zamek. Ten, który zawsze widać za oknem mojego domu. Mgła tak gęsto zasnuła świat, że wszystko stało się niemal niewidoczne, a atmosfera panująca za oknem stała się już taka jesienna, nostalgiczna, tajemnicza...
   Mnie ostatnio zajmują malowanie, prace wykończeniowo-remontowe, przygotowanie dziecięcia do czwartej już klasy... Rany, jak ten czas leci.. Wiecie, że gdy zaczynałam pisać blog, moja Julka miała 2 latka, a teraz ma już 10..? :)))

   W chwili obecnej kombinuję, co powiesić na ścianach w pokoju dziennym i korytarzu. Założeniem moim było stworzyć po remoncie wnętrze mniej obfitujące w dodatki, wnętrze jasne i przestrzenne, ale.. jakoś tak nie mogę w pustych czterech ścianach.. ;) Obrazy i detale muszą być. Może w mniejszej ilości i bardziej delikatne, stonowane, ale muszą być.
Wczoraj namalowałam pejzaż, bardzo niewielki. Zamknęłam go w nowoczesnej, białej ramie z Ikea, w białym passepartout. Na ścianie prezentuje się naprawę ładnie. Rzadko wieszam u siebie swoje obrazy, nie wiem dlaczego.. ale..powoli się przekonuję ;)

   Omiatam wzrokiem swoje cztery kąty i zastanawiam się, czego im jeszcze brakuje. Bo wyraźnie czegoś brakuje ścianie z oknami. I wymyśliłam. Wnęki okienne wykończę sztukaterią, również w stylu starych kamienic. Nie będzie to jednak sztukateria styropianowa, z jakiej korzystałam dotychczas. Zastosuję listwy podobne do tych, które zamontowaliśmy na podłodze (wysokie, białe, w angielskim stylu). Myślę, że ściana nabierze charakteru i będzie ładnie współgrać z kuchnią.

   W weekend, jeśli znajdę czas, pojadę do sklepu i rozejrzę się za listwami. Mam nadzieję, że znajdę coś ładnego w przystępnej cenie ;)


   O, a to mój wczorajszy pejzaż...




Dziś będę malować kolejny. Do sosnowej ramki...

Biegnę do pędzla, a Wam życzę dobrego dnia. I witam przy okazji bardzo, bardzo serdecznie nowych rustykalnodomowych czytelników :)))))

2 września 2016

Mam drzwi!!

 
   Mam drzwi!! Doczekałam się. Po przeszło czterech miesiącach oczekiwania wreszcie są. Było pod górkę, bo stoczyłam małą walkę.. nie lubię bowiem, gdy klientów traktuje się niepoważnie i lekkomyślnie, ale.. w rezultacie wywalczyłam sfinalizowanie umowy i wykonanie zlecenia. Pan stolarz na szczęście drzwi wykonał fantastycznie. Są drewniane, malowane na biało z delikatnym, satynowym wykończeniem. Widać delikatnie słoje drewna. Drzwi są frezowane, masywne, takie jak w starej kamienicy. Fachowiec odczytał moje intencje w 100% poprawnie. Drzwi są takie, o jakich marzyłam. Jedno skrzydło będzie się otwierać na co dzień, drugie w miarę potrzeb, gdy potrzebne będzie szersze przejście. Jestem oczarowana...
Niestety, przez poślizg z drzwiami nie zdążę wyremontować łazienki. Nie kupiłam nawet wszystkich materiałów, bo nie miałam ich już gdzie trzymać. Już dostatecznie jesteśmy zastawieni ;) Czekałam cały czas na te drzwi, bo kuchnię mam caluśką jak nową - nowe płytki na ścianach, podłodze, pomalowane szafki, nowe uchwyty..wszystko wygląda sterylnie i ładnie.. I żeby skuwać całą łazienkę chciałam móc zamknąć drzwi, żeby kurz nie pokrył mi znów każdego zakamarka w mieszkaniu.. Cóż, łazienkę odłożymy na jesień. Jakoś to ogarniemy, musimy ;)

   Ja mogę zamknąć powoli temat remontu kuchni i pokoju dziennego. Czekałam też na drzwi, żeby ocenić, jaki kolor nadać stołowi barowemu, żeby nie było za mdło.. Teraz już mam pomysł i wiem, co będzie najlepsze. Farby i bejce kupione, niedługo zabieram się do pracy.
   W pokoju dziennym zrobiłam też nowy parapet. Te, które mieliśmy dotychczas, robiliśmy sami z drewna. Teraz taki ciepły, drewniany, za bardzo kontrastował z wnętrzem. Zamówiłam więc biały, kamienny. Firma wstawiła go błyskawicznie (byłam pod wrażeniem czystości pracy i organizacji, chapeau bas..). Pozostało podmalować ścianę.
   O, i mogę wreszcie ukończyć korytarz. Muszę pomalować ściany i zamontować listwy podłogowe. I zawiesić szafkę, lustro.. Z listwami i szafką musiałam czekać na drzwi. Nareszcie nie będę się potykać o listwy, które leżały owinięte kocem na środku dziennego ;)

   Jest co robić, ale teraz to już z górki.. Wkrótce pokażę Wam kuchnię po metamorfozie. Zmiana jest ogromna, szczerze mówiąc mnie samą zaskoczyła ;)

Póki co dzielę się z Wami naszym nowym nabytkiem drzwiowym (widać kawałeczek kuchennych mebli.. ;) ).
 W chwili obecnej czekam na klamki, a te - tak myślę - będą równie piękne... ;)




  Życzę Wam dobrego dnia!! :)

29 sierpnia 2016

Kiedy ma się tyle kur... na głowie ;)

   Witajcie!!
Mój remont nadal w trakcie. Nie mam już siły ani ochoty na nerwy. Za mną dni przepłakane, za mną rzucanie czym popadnie, bo znów ktoś coś zawalił... Jest mi już wszystko jedno. Wiem, że nie wyrobię się przed rozpoczęciem roku szkolnego Julki. Trudno. Będzie bajzel, jakoś trzeba z tym żyć.
Moje drzwi ostatecznie teoretycznie mają być wstawione do środy. Jak będzie - zobaczymy. Mam jednak nadzieję, że nie będę musiała się ciągać po sądach..bo to nic przyjemnego. I nie czekam już, nie planuję. Żyję z dnia na dzień. Mam też nadzieję, że wygląd drzwi wynagrodzi mi wszystkie złe emocje i czas oczekiwania.

O leśnym słów kilka:
   Projektowanie domku leśnego spędza nam sen z powiek. Na początku wydawało się to proste. W trakcie jednak okazało się, że proste ani trochę nie jest.
Nasz dom musi być niewielki. Głównie za sprawą tego, że działka jest niewielka, poza tym planujemy dobudowanie sporej werandy, którą w przyszłości będzie można zastąpić ogrodem zimowym. No i wiadomo, że skoro dom niewielki - trzeba się przyłożyć, by stworzyć przestrzeń funkcjonalną, widną i żeby (oczywiście!!) było miejsce na artystyczny sznyt ;) Musi być oryginalnie.

W salonie łączonym z kuchnią (przestrzeń otwarta) znajdą się: kominek-koza, szafki kuchenne, jakiś kredens (jakiś, bo nie wiem jeszcze, czy mój antyczek się zmieści), stół, piecyk kaflowy, sofa i fotel, jakaś ława/stolik i schody kręciołkowate ;) Bardzo chciałabym umieścić tam również małą wyspę kuchenną, ale to wyjdzie, że tak kolokwialnie.. w praniu.
Również na dole będzie niewielka łazienka, a także sypialnia gospodarzy ;) Będzie też malutki wiatrołap z wnęką dziwną jak ja sama.. bo w tej wnęce zmieści się zaledwie jakiś odkurzacz, czy inna miotła.. No, ale suma sumarum, gdzieś to ustrojstwo trzymać trzeba.
Po kręciołkowatych schodach mkniemy do góry, gdzie znajdzie się przestrzeń otwarta, która posłuży na moją pracownię. Przewiduję wstawienie dość sporych okien dachowych, ale będzie też okno balkonowe i wyjście na balkon. No i to jest właśnie ten moment, kiedy to trzeba się z siebie zwyczajnie zaśmiać ;) Często, gdy oglądałam domki na wsi, dziwiłam się, po co komu balkon w takim domu, skoro ma ogród?! No i masz babo placek. Sama taki balkon planuję wybudować. Po co? By mieć piękny widok na las. Balkon też będzie dość spory i chcę, by miał osłonięte boki (widok na sąsiadów). Ma być miejscem, w którym będę mogła przycupnąć z pędzlem i farbami ;)
Oprócz pracowni na górze znajdzie się pokoik Julki i mała garderoba. Acha, z kuchni na dole będzie jeszcze wejście do niewielkiej spiżarni, która była punktem obowiązkowym podczas planowania przestrzeni.

  Co do ogrodu, będzie przeorganizowany. Niedługo pokażę Wam zdjęcia, jak to obecnie wygląda. Tam, gdzie obecnie znajduje się bramka wjazdowa, będą posadzone drzewka (tuje i świerki) i będzie wybudowana (za czas jakiś tam..) grillownia z piecem chlebowym. Miejsce postojowe dla auta będzie z drugiej strony działki, gdzie obecnie rosną jeżyny i gdzie jest basenik. Już kupiliśmy bramę. Dziś mieliśmy zacząć montaż, ale monter się ciut potłukł, bo wczoraj miał mały wypadeczek, tak więc trzeba odczekać ;)

Co u mnie..
   Zamknęłam już wystawę i przywiozłam obrazy do domu. Część z nich będę chciała oprawić. No i maluję kolejne, na drewnie i na płótnie.
Moim najnowszym dziełem jest Janioł na płótnie, ale nieco..odmienny od tych, które zawsze maluję. Bo ten jest ciut zirytowany tym, że zawsze musi być święty..i zawsze musi zachowywać spokój..podczas gdy życie bardzo często daje w kość ;))

Oto i on. Ten, który ma tyle kur...na głowie... No bo kto powiedział, że Janioły zawsze muszą być uśmiechnięte..?? ;)
Wielkość: 100cm/50cm







   Tydzień temu odbyłam ekspresową wizytę w Bolesławcu, na Święcie Ceramiki. Nie miałam zbyt wiele czasu na buszowanie w kramach z różnościami-pięknościami, ale zdążyłam przytargać do domu co nieco. Kupiłam między innymi ceramiczne kwiaty do wazonu, który dotychczas stał nie wiedzieć czemu pusty, kupiłam też misę z motywem jesiennych liści (uwielbiam!!) i jak co roku biżuterię u głogowianki Natalii Gendery, której twórczość bardzo, bardzo lubię. No i znalazłam chwilę na się-wymalowanie. Malują się zazwyczaj dzieci... ale ja normalna-inaczej jestem, więc... ;)





   O, poniżej moja misa. Wybaczcie kiepskie zdjęcia, ale muszę uważać gdy fotografuję, bo w każdym zakamarku mojego mieszkania znajdują się jeszcze farby, bejce, młotki i inne tam remontowe przydasie. Mam tylko nadzieję, że nie przyzwyczaję się zanadto do tego wiecznego bałaganu...bo tego bym sobie nie wybaczyła.. ;)




 

   O, jeszcze lifting balkonu planuję, bo zapuszczony jakiś taki już.. a i kafle na podłodze średniawe się wydają w obecnych czasach.. Na total-wyprzedaży w jednym z marketów kupiliśmy drewniany podest. Widzicie..? Normalna to ja nie jestem, bo zamiast kończyć, wciąż dokładam sobie roboty. Ale nie umiałabym stać w miejscu, już nie.. ;)

    Ok, uciekam do... wszystkiego co tam mam do zrobienia, a Wy trzymajcie kciuki za to, żeby mi wreszcie te drzwi wstawiono, bo poślizg już prawie 3-miesięczny.. a ja czuję, że jeszcze trochę i moja "normalność-inaczej" się pogłębi i zwichnie w niebezpieczną stronę... ;)))


20 sierpnia 2016

Czeba być wariatem ;)

   Tak, wiem, że pisze się "trzeba" :) Ale tym wybrykiem chciałam nawiązać do jednej sytuacji, która zdarzyła się kilka lat temu..
Jechaliśmy ze znajomymi autem. Nie pamiętam skąd i dokąd. Była z nami Julka, która miała jakieś..może 5 lat.. Dziecko się nudziło, więc zaproponowaliśmy zabawę - zgadywankę pt. "co się znajduje w samochodzie na literę...".
– Jest w samochodzie na literęęęęę.... "cz" !! – krzyczy Jula.
Chwila ciszy. Dłuższa chwila ciszy. Patrzymy po sobie.. i głupio nam, bo starzy, a nie wiedzą...
Zastanawialiśmy się długo, wodząc wzrokiem po każdym zakamarku samochodu, łącznie z szufladami i wnętrzem. W końcu zaczyna nam być wstyd..
– Na pewno na "cz" Julciu?? – pyta zdezorientowana Kasia.
–Taaaak!!!
I znów konsternacja.
Po upływie kilku minut i zachodzenia w głowę, co do licha znajduje się w aucie i zaczyna się na głoskę "cz", poddajemy się.
– Nie wiemy Julciu. Co to?????
Jula nagle pokazuje na uchwyt nad oknem i krzyczy:
– CZYMANKO!!!!
:)))))

   Co do samego tytułu postu - że trzeba być wariatem.. To słowa, które jakiś czas temu usłyszałam od Pana Adama, tego od Galerii Izerskiej. Uznał, że trzeba być wariatem, by robić takie rzeczy jak my, artyści, jak zwał tak zwał..

   Jakiś czas temu, przy okazji wizyty w galerii, zajechaliśmy na chwilę do mojego kolegi - Roberta. Robert jest bibliotekarzem. Takim rodem z filmu o Bibliotekarzu. Bo jego biblioteka jest magiczna.
Kiedy wpadliśmy z krótką wizytą, Robert był w trakcie przeprowadzki (zmiana lokalu). Weszłam do pustego pomieszczenia, pokonawszy wcześniej prawdziwy labirynt. W pomieszczeniu stały oparte o ścianę stare drzwi. Malowane standardowo olejną farbą, w kolorze kremowym. Mi, "normalnej inaczej", od razu zaświeciły się oczyska. Idę o zakład, że na chwilę moje źrenice przybrały kształt sercowaty. Spytałam Roberta, co zamierza zrobić z tymi drzwiami. Stały wyjęte z zawiasów, więc miałam obawy tudzież nadzieję, że może chcą się ich pozbyć.. I potwierdził - zamierzali drzwi wyrzucić, bo stare...
Rzecz jasna, nie mogłam na to pozwolić. Poprosiłam, by przetrzymał je dla mnie.
– Ja je weźmiesz?? – spytał rozbawiony, patrząc na mnie jak na wariata pci żeńskiej.
Na raz zerknęłam przez okno. Nie no... do naszej staruszki się nie zmieszczą..
– Przyjadę z przyczepą!! Na bank.
Dwieście kilometrów.
I przyjechaliśmy z przyczepą po kilku dniach.
Drzwi są piękne i wielgaśne, mają ok.230 cm wysokości. Ja już je widzę.. w saloniku w domku pod lasem.. w kolorze drzewa po renowacji... Na ich odnowienie mam całą zimę...








To nie jedyne drzwi, którym zamierzam przywrócić życie.

Te, które widzicie poniżej, pochodzą już z domku leśnego. Są malowane farbami, ale ja chcę, by znów były piękne i drewniane. Te pierwsze, szare, już zaczęłam opalać. Spod spodu wyziera piękne, frezowane drewno. Kiedyś tylko wymienię klamki na bardziej odpowiednie..




Te z kolei będą drzwiami do łazienki..albo któregoś z pokoików. W szybie namaluję witraż...




Te środki mnie ciut niepokoją.. to pewnie sklejka, która zwilgotniała i spuchła.. ale zastąpię ją drewnem. Jakoś to ogarnę ;) Jakieś elementy z duszą poprzednich właścicieli, pani Marianny i śp. pana Józefa, muszą być i kropka.

Trzeba być wariatem. Ale.. jakoś nie wyobrażam sobie w domku pod lasem nowej stolarki.. przynajmniej nie w całości.
Mamy już projekt. Gdy go zobaczyłam, miałam motyle w brzuchu. Niewielki, z werandą, kuchnio-salonem z miejscem na piec kaflowy, kozę i pianino. I z pracownią z widokiem na las. Mój kochany, kochany, kochanyyy...................................................................... :))))



17 sierpnia 2016

Za-krótka wizyta w hucie szkła Julia

   Dziś jeszcze nie napiszę Wam o moim szalonym pomyśle, o tym w kolejnym poście. Dzisiaj chcę się z Wami podzielić wrażeniami z wizyty w hucie szkła Julia, w Szklarskiej Porębie.
Trafiliśmy tam przy okazji pobytu w Szklarskiej. Na chwilę, bo pobyt sam w sobie był błyskawiczny ;) Wernisaż miałam w sobotę, a w niedzielę odwiedziliśmy tyle miejsc, że wracając do domu miałam wrażenie, iż w górach spędziłam co najmniej tydzień!!
W hucie szkła Julia byłam po raz pierwszy. I o mało oczopląsu nie dostałam... Może nie jestem fanką kolorowego szkła w klimacie PRL, ale.. mimo wszystko wyroby zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Szczególną miłością zapałałam do kieliszków i kolorze kobaltu. No cudne!! Niestety, z uwagi na wydatki remontowe, nie mogłam ich zakupić, ale..co się odwlecze.. ;)
Nasi panowie poszli zwiedzać hutę z przewodnikiem. Z krótkiej wycieczki wrócili z wypiekami na twarzy i minami 6-latków.. :))) My ze szwagierką z kolei trafiłyśmy na warsztaty malowania na szkle. Okazało się, że prowadziła je pani Ewa, która dzień wcześniej była gościem na moim wernisażu :) Uśmiałyśmy się z Luizą (szwagierka), bo tak się wczułyśmy w malowanie, że kiedy pani Ewa oświadczyła, że czas się kończy, my nie byłyśmy nawet w połowie pracy.. Wyprzedziły nas wszystkie dzieci :) Trzęsącymi się dłońmi ukończyłyśmy nasze dzieła. Luiza wymalowała piękną ważkę w kolorze liliowym, pasującą do jej kuchni, ja zaś zmalowałam słoneczniki, które kiedyś staną w domku pod lasem...


   

  Jako że musiałam coś przywieźć ze sklepu hutniczo-Julkowego, postanowiłam poszukać cukiernicy. Moja bolesławiecka, w kolorze granatu, powędruje do domku, bo w mieszkaniu już nie bardzo mi pasuje. No i znalazłam. Zapłaciłam za nią zaledwie 27 zł, a jest taka cudna, że co chwilę na nią zerkam, kiedy krzątam się po kuchni..





W sklepie zakupiłam też wisior szklany, który Luiza skwitowała: "No jest taki.. twój, taki kasiowy" - bo kolorowy i dziwny ;) Niestety nie przeżył długo, bo w domu małe ciekawskie rączki oglądały, wypuściły i stłukły. Zaraz potem powstała wierna kopia, wykonana...z kartonu ;) I jak tu się gniewać...?? :)))))


   Z wieści mieszkaniowo-remontowych:
Nadal jestem w czarnej... dziurze ;) Mój fachowiec od drzwi kuchennych przeskrobał.. Dwa miesiące poślizgu. Drzwi mają być gotowe w poniedziałek, a ja się modlę, żebym nie musiała kończyć w jakiejś prokuraturze czy innym sądzie.. Mam nadzieję, że tego uniknę.. W każdym razie robota jeszcze stoi. W pudłach w pokoju stoją zaś umywalka i wc ;) Ale wyluzowałam.. Nie mam już sił cisnąć i denerwować się, że coś nie wyszło na czas.. Czekam cierpliwie do poniedziałku.


O, a tutaj mała zajawka :) Hortensja z mojego kochanego ogrodu, a w tle... kuchnia ;))))





13 sierpnia 2016

Relacja z wernisażu

Kochani, jak cudownie było!!
Zacznę od tego, że nie mogłam wybrać lepszego miejsca na wystawę mojego malarstwa, jak Artystyczna Galeria Izerska. Miejsce z duszą, w którego murach zaklęta jest jakaś magia..
Wernisaż odbył się w minioną sobotę o godzinie 17:00. Nie było może tłumów - wszak trwają wakacje, ale.. byli ze mną ludzie ważni dla mnie, a Ci goście, którzy przybyli na otwarcie wystawy, to byli w 100% moi ludzie :) Strasznie miło było ich wszystkich poznać. Siedzieliśmy wszyscy przy jednym stole zaśmiewając się do łez.. Cudownie!!
A samo otwarcie wystawy.. cóż..
W pewnym momencie o mało się nie popłakałam. Pan Adam, który zarządza Galerią (niesamowity człowiek, który ogarnia tyle spraw, że śmiem twierdzić, że jest magikiem), stworzył niesamowity klimat. Nawet muzyka, która grała cichutko w tle, była taka..moja.. Po pomieszczeniu cichuteńko rozpływały się celtyckie nuty. Słuchało się niebiańsko..bo akustyka w tym miejscu jest wyjątkowa - Galeria jest dawnym kościołem ewangelickim.
Kiedy już uszykowałam poczęstunek dla moich gości, poszłam na górę, gdzie rozwieszone są moje obrazy. Chciałam je jeszcze raz, tak na spokojnie, obejrzeć i co nieco o nich opowiedzieć mojej kochanej koleżance - Kamili. Gdy tak stałyśmy rozmawiając.. rozejrzałam się. Przez wysokie okna budynku do środka wdzierały się promienie popołudniowego słońca. I nagle z głośników, gdzieś na dole, popłynął utwór.. rany..aż mam dreszcze, gdy wspominam.. Utwór też w klimacie celtyckim, ale to była aria.. No i kiedy Kamila wypowiedziała słowa, które brzmiały mniej więcej tak: "Jak tu jest pięknie..jak ja się cieszę, że tu z tobą jestem.. I jak ty tu pasujesz, z tymi obrazami, swoją osobą, i w tej oliwkowej sukience, jesteś tu taka piękna.." - no ugrzęzło mi coś w gardle i łzy się cisnęły..
Dla Takich chwil warto żyć.

Skąd w ogóle pomysł na senną wystawę..?
Otóż od zawsze miewałam interesujące sny. Niektóre z nich tak bardzo zapisały się w mojej pamięci, że potrafiłabym dziś opisać każdy szczegół, będący ich elementem. Jakiś czas temu wpadłam na pomysł, by namalować część z tych obrazów. I tak własnie powstała kolekcja senna, składająca się z 15 obrazów.
Kiedy opowiadałam o nich podczas wernisażu moim gościom, śmiałam się z tego, co musi siedzieć w mojej głowie i co muszą myśleć o mnie inni, kiedy patrzą na moje prace ;) Jednak jest to w istocie właśnie To, co mi się śni.
Wiele obrazów ma coś wspólnego z naturą. Bardzo często śni mi się las, łąka. Śnią mi się kwiaty i wiejskie krajobrazy. Nie bez wpływu zapewne pozostaje fakt, że wychowałam się na wsi.
I śnią mi się rzeczy... Dziwne ;) Ot, na przykład drzewo, na którym rosną papryki..




Zaś najpiękniejszym snem, jaki miałam do tej pory, był sen o spacerze w lesie, podczas to którego spaceru napotkałam na równo wycięty skwer, a na jego środku drzewo, usłane niebieskimi kwiatami..




To moja pierwsza wystawa. Nie było mi łatwo pokazać obrazy. Co innego dzielić się efektami pracy nad meblem, a co innego dzielić się sobą samą ;) Ale przyznam, że widok gości, którzy wpatrywali się moje prace, był strasznie miły.. ;)













Po środku Pan Adam, który przygotował wystawę i wyczarował klimat :) i moja familia..




Tu już ja we własnej małej osobie i Kamila, którą poznałam w redakcji, a która stała się moją bratnią duszą. W podarku z okazji wystawy przyniosła mi - jak stwierdziła - brzydką szkatułkę kupioną na straganie. W niej zaś znalazły się skarby, zebrane rano na szlaku - kawałek gałązki, listek, borówka... Ta kochana istota specjalnie zeszła ze szlaku przed czasem, by być tutaj ze mną. Kochana, sprawiłaś mi ogromną przyjemność, ale Ty wiesz. A szkatułka jest najprzecudowniejszo-najpiękniejsiejsza!! :)



<3 p="">




To raz jeszcze ja. Niespecjalnie lubię się ostatnio fotografować, bo z moim przytyciem jakoś tak jak nie ja się czuję.. ale musiałam. Z pięknym upominkiem od Pana Adama i Galerii. Z Kasiową Filiżanką :)




Tu jeszcze rzut z niebios. Na dole goście, a raczej już Ci, którzy gościli najdłużej. Z prawej strony Pani Ewa, u której to ja gościłam następnego dnia - wylądowałam na warsztatach z malowania na szkle w Hucie Szkła Julia. Ale o tym następnym razem.. ;)





Przypomnę, że wystawę można obejrzeć do dnia 23 sierpnia. A w kolejnym poście udowodnię Wam, że mam coś z głową ;)

Uściski ślę!!

5 sierpnia 2016

Odpowiedzi na Wasze pytania i o tym, co...

Plan był ambitny.
Po zakończeniu prac nad przygotowaniem obrazów na wystawę ( wyszło w sumie 15 sztuk ), miałam wrócić do miasta i zabrać się za prace remontowe. Mój organizm jednak zaoponował. Gdy wróciłam do domu, dopadło mnie zmęczenie. I tak oto zamiast malować ściany, przespałam prawie 3 dni :) Dosłownie. Spałam w dzień ( z przerwami na kawę, która i tak nic nie dała ) i spałam w nocy. Najwyraźniej tego mi było trzeba ;)
Później zabrałam się do drobnych prac. Niestety, nie obyło się bez przykrych incydentów. Stoczyłam walkę z wykonawcą moich drzwi, który ma poślizg jak stąd do Ameryki.. Ale ze mną w takich sytuacjach nie ma żartów. Osobiście szanuję każdy grosz i tego samego wymagam. Pan stolarz dostał termin, mam nadzieję, że się wywiąże i nie będę musiała tego nigdzie zgłaszać.. I mam nadzieję, że wygląd drzwi mnie powali, rekompensując smutki i stres...
Jestem zmęczona. Bardzo, bardzo. Ale nie mam już sił na użeranie się z przeszkodami. Wyluzowałam. Drzwi nie zrobione, a i fundusze się kończą, tak więc remont łazienki ciut przesunie się w czasie. Pewnie zabierzemy się wczesną jesienią. Póki co zbieram materiał i robię korytarz i wykańczam kuchnię.


Dziś otwieramy moją wystawę w Artystycznej Galerii Izerskiej. Zdam Wam relacje i pokażę, co zaprezentowałam. W sumie z pracami wyszedł taki misz-masz, bo to w końcu moje sny.. ale osobiście jestem zadowolona. Obrazy miały być takie ciut dziwne, nierzeczywiste.. zupełnie jak moje sny. Zupełnie jak ja ;)


Trzymajcie kciuki!! Ja mam mały stresik... ;) Dziś wernisaż, a wystawę będzie można odwiedzić do 23 sierpnia..




Kochani, odpowiadając na Wasze pytania: relację z kafelkowania kuchni zdam, oczywiście, muszę ją tylko skończyć, a już prawie prawie.. A co do tynku, którego użyłam na ścianach w domku leśnym - to Knauf.

Uciekam. Muszę wypić kawę (jak cudownie się ją pije przy stole barowym!! piję tak dopiero od kilku dni..) i szykuję się na wystawę. Zdradzę Wam, że na tę okoliczność stworzyłam sobie, chyba po raz pierwszy, biżuterię. Wyszywany koralikami naszyjnik/broszę.. no coś w każdym razie ;) i bransoletę. Pokażę pokażę..;) Uściski ślę!!!

Udostępnij