26 października 2015

Grzejemy bez grzejnika - ciepły kolor na jesień i zimę

   Nastały chłodne dni, a wraz z nimi chęć ocieplenia kątów mieszkalnych. Z dna szafy wyciągam  juz ciepłe pledy, futerkowe poduchy i szale w grubych splotach. Mój pokój dzienny nabrał nowych kolorów. Znacie mnie z tego, że kocham zmiany:) Tym razem zatęskniłam za ciepłym błękitem. Moja ściana zyskała nowy look, który pokażę Wam w kolejnych postach. Dziś natomiast będzie... wnętrzarsko i bardzo, bardzo ciepło;))

   Po niewiarygodnie upalnym lecie nastała piękna polska jesień. W niektórych regionach Polski spadł już nawet śnieg, zmyślnie pomijając przejściową porę roku. Sezon grzewczy rozpoczął się na dobre i w całym Internecie zaroiło się od porad na temat tego, jak skutecznie ogrzać dom. Ja dziś chcę Wam pokazać, że dom można "ogrzać” za pomocą ciepłych..barwJ Czy jest coś lepszego niż trochę gorącego koloru w zimny jesienny wieczór?
   Z lekcji plastyki wszyscy świetnie pamiętamy, że mianem kolorów „ciepłych” nazwiemy między innymi żółty, pomarańczowy, czerwony oraz te ich pochodne, które mają w sobie przewagę jednego z powyższych pigmentów. Nazywamy te kolory ciepłymi nie bez przyczyny - kojarzą nam się z ogniem i ciepłym światłem słonecznym. Działają pobudzająco i wywołują radość. Zwróćcie uwagę, że wiele marek, które odniosły największy finansowy sukces, ma logo w ciepłym kolorze, i to najczęściej czerwone! Chłodne kolory mają wprost przeciwne działanie: uspokajają, pomagają nam się zrelaksować, a czasem wprawiają nas w stan melancholii. Sprzyjają także skupieniu: czasem mówi się, że ciepłe kolory są "emocjonalne", a chłodne - "intelektualne".
Kolory mają duże znaczenie w kwestii urządzania wnętrz.  Dekoratorzy chętnie bawią się kolorami, uzyskując pożądany efekt we wnętrzach. Wiadomo Wam zapewne, że ciepłe barwy "przybliżają" powierzchnie, a chłodne je "oddalają". Oznacza to, że jeśli dysponujecie bardzo przestronnymi pomieszczeniami, możecie za pomocą ciepłych barw sprawić, by stały się bardziej kameralne, przytulne.  Dobrym pomysłem będzie udekorowanie jednej lub więcej ścian ozdobami w ciepłych odcieniach. I analogicznie, jeśli urządzamy małe, ciasne wnętrze, powinniśmy rozważyć pokrycie ścian kolorami chłodnymi. To nie przypadek, że łazienki, które zwykle są najmniejszym pomieszczeniem w domu, często są niebieskie;)
   Nietrudno się domyślić, że pokój, w którym zastosowano możliwie dużo elementów w ciepłych kolorach, będzie wydawał się znacznie cieplejszy i bardziej przytulny niż taki, który zaaranżowano w kolorach neutralnych (beże, brązy, szarości i złamana biel) czy innych, chłodnych odcieniach. Jesienią warto „ocieplić” wnętrza. Jeżeli jednak chcemy uniknąć wrażenia, że nasze mieszkanie się pali;)  nie powinniśmy zbytnio nimi szafować: stara zasada, by 80% wnętrza było neutralne, a 20% kolorowe, sprawdzi się idealnie w większości przypadków. Możemy ją zastosować, montując fototapetę o ciepłej kolorystyce w neutralnym wnętrzu - to maksimum efektu przy minimum wysiłku!
   No dobrze, ale jakie kolory wybrać, by uniknąć wrażenia, że nasze mieszkanie udekorował przedszkolak próbujący namalować park jesienią? Warto sięgnąć po nieoczywiste zestawienia. Od jakiegoś czasu na przykład wielką popularnością cieszy się wyrafinowane i bardzo nowoczesne połączenie cytrynowego żółtego z popielatą szarością. Nieco delikatniejszy efekt otrzymamy, łącząc ceglasty pomarańczowy z szarym. Odważnym, ale zdecydowanie wartym ryzyka zestawem jest ciepły różowy z przytłumionym zielonym. Ciemny fiolet o czerwonym odcieniu będzie świetnie wyglądał w połączeniu z brązami i przełamany kolorem kremowym. 

   A może Wy macie swoje ulubione zestawienia ciepłych kolorów, idealne na chłodne i ponure pory roku?











   

   Piszcie kochani, ja zaś uciekam do pracy. 
Za chwilę odbiorę paczkę z nowymi zabawkami (czytaj: zamówienie z materiałami do wyrobu dekoracji kwiatowych;) ).
Trzymajcie się ciepło!!
:)

21 października 2015

O emocjach i malinowej nalewce

   Wybaczcie moją nieobecność. W ostatnich tygodniach tyle się działo w moim życiu, że musiałam się regularnie wyciszać i stopniować emocje, gdyż ich dodatkowa porcja groziłaby zawałem;)

   Jak wiecie, robiłam prawo jazdy.
Udało się, zdałam egzamin. Sam kurs był dla mnie wspaniałą przygodą. Niełatwo jest uczyć się nowego w moim wieku. Tak tak, wiem, 33lata to nie aż tak wiele, ale biorąc pod uwagę fakt, że w życiu uczyłam się 17 lat, a teraz miałam od nauk wszelkich dłuższą przerwę, ciężko było się zorganizować i skupić;)  Zanim wsiadłam za kierownicę zastanawiałam się, czy dam radę (wcześniej nie siedziałam nigdy). Myślałam, że z moim artystycznym roztrzepanizmem będę miała nie lada orzech do zgryzienia (ba, będą go mieli moi instruktorzy). Bałam się też paniki na drodze. Ot, na przykład podczas wymijania tira. Okazało się jednak, że nie jestem ani nieprzytomna, ani wystraszona. Jazda idzie mi całkiem nieźle. Przyznam, że ją baaardzo polubiłam:) Kiedy już nauczyłam się "ćwiczeń" na placu manewrowym, na każdą jazdę czekałam niczym dziecko na cukierka;)
Egzaminy poszły równie gładko. Zawdzięczam to w dużej mierze moim nauczycielom - osobom profesjonalnym, konkretnym, cierpliwym i niezwykle pogodnym:) Teraz czekam na dopełnienie formalności. No i zaczęłam szukać dla siebie autka. Mini-autka dla mini-kobietki.
  W poszukiwaniach pomagają mi moi znajomi, w szczególności moja psiapsiółka - Anita wraz ze swoim (baardzo cierpliwym) małżonkiem. Oboje zresztą mają do mnie anielską cierpliwość.
Ot, na przykład, tak wyglądała nasza wczorajsza rozmowa telefoniczna:
   "Wisząc" na telefonie buszowałyśmy po stronkach motoryzacyjnych. Oglądałyśmy różne modele samochodów, mniej lub..bardziej.. pogniecione;) Zamysł jest taki, by samochód nie był drogi, był w miarę ekonomiczny, babski, choć...nie przesadnie... ładny, czysty, zgrabny, sprawny, z działającym radiem, w którym lecieć będą moje autowe utwory...etc. W sprawach technicznych pomaga Damian (mąż Anity), który regularnie wybija mi z głowy auta ładne, które w swej charakterystyce mają zaznaczone "drobny problem z odpaleniem, ale jak się odpali, to już jedzie";)
Anita wczoraj (na swoje nieszczęście dodam) zapytała mnie jakiego samochodu ma szukać. Kiedy w skrócie opisałam swój wymarzony model (tak tak, wiem, że on nie istnieje), co jakąś chwilę podsyłała mi wybrane modele.
- O, to jest fajne, zobacz! - mówi Anita z entuzjazmem.
- Anitka...mogę ci coś powiedzieć...?" - pytam.
- No..?
- No bo... ono jest białe.. nie chcę białego..
- Czemu??
- Bo mi się kojarzy z białymi kozaczkami...
W słuchawce słyszę śmiech i ciężkie westchnienie.
- O, to jest świetne, patrz, taki jak chciałaś - proponuje znów moja cierpliwa koleżanka.
- To fioletowe...?
- No.
- Kurcze... ten kolor jakiś taki... bardzo babczyński... nie chcę takiego słodkiego...
- Przecież on wcale nie jest taki słodki!!
- I tam, jest!!
- No nie jest... On nie jest typowo fioletowy Kasia.. ja bym powiedziała, że jest bardziej..niebieski... taki.. nie jest wcale taki babski.. nie..? (to "nie" kierowane było w stronę męża)
W tle słychać głos Damiana:
- No... jest bardzo męski...
Wybuchamy śmiechem:)
I kolejna próba:
- A ten zobacz - fajny, srebrny, mały, ładny i cena fajna..
- Mhm.............. - mruczę z niezadowoleniem..
- Coooo????
- Bo ten to ma takie małe oczka śmieszne...
Cisza w słuchawce.
- Jesteś tam..? - pytam, podejrzewając, że moja psiapsiółka nie wytrzymała nerwowo, zostawiła telefon na stole i poszła jeść kolację.
- Ja mam taki.. - po chwili odpowiada.
- Jaki..?
- No z takimi małymi światłami.
- I tam... ale twój jest ładny! (o mamo...)
- No no no... (śmiech)............

   Tak oto mniej więcej wyglądają moje, nasze, poszukiwania. Przypominają nieco "Niekończącą się opowieść". Dobrze, że moim kochanym znajomym nie brak poczucia humoru...
Biorąc pod uwagę fakt, że śmiech to podobno zdrowie, Anita dzięki mnie będzie na pewno zdrowsiejsza;)
Wczoraj opowiadałam jej o egzaminie z jazdy:
- No tak się zestresowałam, że jak otwierałam bagażnik, to ręka mi się trzęsła jak galareta, ale egzaminator próbował rozładować atmosferę mówiąc o pogodzie i...
- Czekaj czekaj - przerywa Anita - a po co otwierałaś bagażnik..????
- No musiałam pokazać gdzie się znajduje płyn hamulcowy..
- To klapę otwierałaś, nie bagażnik............
RANYYYYY................
:))))))))))))))))))

   Z tego miejsca dziękuję ci losie, żeś mnie obdarzył tak wspaniałymi i cierpliwymi przyjaciółmi...........................................;)))))))))))))))))))))



   No dobrze już, dość o autach. Teraz o nalewce.
Obiecałam Wam przepis na malinóweczkę.
Osobiście robiłam ją już kolejny raz. Uwielbiam ją za słodki smak i bajeczną, karminową czerwień.

Jak ją wykonać..?
Cztery tacki malinek (to około 1kg) wsypuję do dużego słoja (na zdjęciu) i obficie zasypuję cukrem (ok.kilograma). Maliny muszą być w całości pokryte cukrem.
Słój odstawiam na trzy do czterech dni w ciepłe, ciemne miejsce.
Po tym czasie mieszam je dokładnie i zalewam wódką (litr bądź 0,75l.). Nie używam spirytusu, gdyż jest dla mnie za ciężki.
Malinówka z wódką stoi w słoju w ciepłym miejscu miesiąc.
Po miesiącu filtruję ją przez bardzo drobne sito (można przez gazę) i przelewam do butli. Odstawiam w zacienione miejsce, by dojrzała. Można ją pić od razu, ale po czasie (po kilku miesiącach) jest zdecydowanie smaczniejsza:)
 
   W tym roku zamierzam jeszcze zrobić pigwówkę. Jest pyszna i niezwykle aromatyczna. Zrobię w większej ilości, bo świetnie się nadaje do zimowych herbatek.
O, właśnie...a propos malinówki. Miąższ owocowy, który oddzielicie od nalewki, zamknijcie w małych słoiczkach i schowajcie do lodówki. Jak przyjdą pierwsze przymrozki bądź złapie Was jakieś choróbsko, dodajcie go do herbaty. Wspaniale rozgrzewa i niebiańsko smakuje... :)))






   Trzymajcie się ciepło!!!!!!!
:)



7 października 2015

I znów wianki...

   Tak tak... wiem, że miało być o naleweczce malinowej. Prosiłyście mnie o przepis, który Wam przekażę, ale w następnym, weekendowym poście;)

Dziś znów wiankowo. Aż w głowie mi się kręci od tych kolorów... ;))
Mam nadzieję, że klient będzie zadowolony...









Przesyłam w Waszą stronę ciepły uśmiech...!! :)

30 września 2015

Jesienne wiankowanie

   Jak dziś pięknie za oknem...!!
Przed chwilą wróciłam z krótkiego wypadu za miasto. Kiedy jechaliśmy drogą wśród lasów, zachwycałam się naszą piękną, polską jesienią. Lubię tak mknąć samochodem, podziwiając feerię zółto-zielonych barw w koronach drzew, przez które nieśmiało przebijają się słoneczne promienie. Zdaję sobie sprawę z tego, że gdy będę prowadzić, będę musiała zrezygnować z tego rytuału dla dobra własnego, innych kierowców tudzież swych pasażerów;) Póki co obserwuję, oglądam, łapię piękną, dobrą energię...
   Czasem tak mam, że jadąc gdzieś obserwuję przechodniów. Widzę na przykład starszego pana idącego spokojnym krokiem przed siebie, z torbą z zakupami. Ubrany ładnie, schludnie, w odzież w jasnych odcieniach beżu. I idzie tak... i się leciutko pod nosem uśmiecha. A ja zastanawiam się: o czym on teraz myśli..??? Czy wydarzyło się przed chwilą coś, co go rozbawiło, czy może wspomina wydarzenia z dni minionych...? A może po postu jest szczęśliwy, bo ma wspaniałą rodzinę, fajne wnuczęta.. o.. może urodził mu się wnuk/prawnuk..? Zawsze ciekawią mnie ludzkie historie. Nie żebym lubiła sensacje czy jakoś nadmiernie interesowała się czyimś życiem. Nie. Zwyczajnie lubię poznawać ludzi, to, jak żyją, według jakich zasad. Co jest dla nich ważne, co nieistotne.
Czy Wy też tak macie....?? ;)

 
   Dziś dzielę się z Wami moim ostatnim dziełem - jesiennym wiankiem. Dziś zaczynam pracę nad kolejnymi, mam nadzieję, że skradną serce nowego właściciela;)))
 
 


Życzę Wam mnóstwa słońca!!!!
:)

27 września 2015

6-lecie Rustykalnego... :))))

   Tak Moi Drodzy. Jestem z Wami już dokładnie 6 lat:)
Po raz kolejny bardzo serdecznie dziękuję za Waszą obecność. Za niedawne piękne życzenia urodzinowe (!!!), za Wasz czas poświęcony na pozostawianie komentarzy pod moimi postami. Za wizyty, wsparcie.
Mam nadzieję, że przed nami kolejne, piękne, blogowe lata:))))))))))





23 września 2015

Wianki jesienne

   "Jesień idzie, nie ma na to rady"...
To fragment utworu, który daaaawno temu (kiedy jeszcze miałam czas na grę na gitarze) często wybrzmiewał w moim domu.
No i rady rzeczywiście nie ma. Czy nad tym ubolewam..? Absolutnie nie. Lubię tę porę roku. Chyba nawet bardziej niż lato z tymi jego upałami...
    Miewam wprawdzie ostatnio problemy z koncentracją, jednak staram się trzymać wszystko w ryzach... Codziennie czas zajmują mi obowiązki, pasje, praca i jazda po mieście. Jazdę baaardzo polubiłam, pomimo tego, że jeszcze zdarza mi się zgasnąć na światłach... (płonę wówczas ze wstydu niczym najjaśniejsza pochodnia). Najchętniej wsiadłabym już w swoje auto i jechała tak przed siebie..daleko... ale.. wszystko w swoim czasie... ;)

Póki co zajmuję się tym, co kocham - spędzam czas bardzo twórczo.
Niedawno powstały wianki, które zdobią głogowską cukiernio-kawiarnię znajomych (Cafe Meryk).
Miały być bogate, radosne i eleganckie zarazem. Wyszły tak...




















O, a tak kończę ciężki dzień - łyczkiem własnej naleweczki malinowej. Smakuje wybornie. Ta na zdjęciu to wyrób zeszłoroczny. Jeśli będziecie sobie życzyli, podam przepis. Osobiście uwielbiam!!
:)





   Kochani, jeśli jesteście alergikami bądź temat alergii jest Wam w jakiś sposób bliski, zapraszam Was do zaglądnięcia na stronę dopoznania.pl, gdzie właśnie pojawił się mój najnowszy artykuł "Przestrzeń dla alergika" ;) KLIK

   Uciekam do wiankowania, a Wam życzę wszystkiego, co piękne!! :)

18 września 2015

Urodzinowo

   Tak... dziś kolokwialnie mówiąc stuknęło mi piękne 33. A właściwie to "stuknie" po południu;)

Czy lubię swój wiek...? TAK. Zdecydowanie.
Lubię to, w jaki sposób teraz myślę. Czuję się dojrzalsza. Dostrzegam rzeczy, których wcześniej (nie wiem dlaczego) nie widziałam. Mam w sobie więcej asertywności, zdecydowania. Rozważniej podejmuję decyzje. I zaczęłam wreszcie postępować zgodnie z własnym sumieniem i robić to, co najlepsze dla mnie, niekoniecznie stawiając na pierwszym planie dobro wszystkich ludzi wokół mnie. Doceniam każdy dzień, każdy drobiazg, każdą nową, pozytywną znajomość. Chłonę z życia to, co najlepsze. I śmiało idę ku marzeniom...


   Dzisiaj świętuję. Przyda mi się taki dzień odpoczynku po tygodniu wypełnionym pisaniem, malowaniem, wiankowaniem, robieniem przetworów etc. Dzisiaj od południa będę praktykować NicNieRobienie. Tego dnia mi wolno, prawda....?? :)))))))




14 września 2015

Skrzynia LOFT - nowy projekt K.i B.

   Och... jak ja lubię nowe wyzwania..!!!! :)

Sprawa jest jeszcze dość świeża... - rozpoczęłam nową współpracę. Nie będę jeszcze zdradzać szczegółów, ale zapowiada się ciekawie.
Wraz z nowo nabytym znajomym;) zamierzamy stworzyć kolekcję drewnianych dodatków w stylu LOFT. Ja zajmuję się rzecz jasna obróbką artystyczną. Na pierwszy ogień poszła zabytkowa skrzynia po amunicji. Dostałam surowiec, który trzeba było okiełznać. Oszlifować, podreperować, pomalować, nadać charakter.
Całość malowałam ręcznie. Mój mąż po ujrzeniu efektu końcowego pytał o szablony etc. Nie nie, malowałam odręcznie, bez pomocników;)) Przyznam, że nawet jestem zadowolona... (a zdarza mi się to wyjątkowo rzadko:) ).



Skrzynia przed moją obróbką...




... i Po ;)
(Napisy, które widać na zdjęciu powyżej, widnieją również na tylnej ścianie skrzyni. Tam je zostawiłam, by zachować część oryginalnego look'u...)













Jak Wam się podoba nasz projekt?? Są wśród Was miłośnicy industrialnych dodatków...?
:)))

8 września 2015

Domowe ocieplenie

   Jesień zbliża się wielkimi krokami. Wraz z nią nadchodzi mój ulubiony czas - długich wieczorów przy dobrej muzyce i w blasku świec rozstawionych w każdym zakamarku domu. Czas pachnący przetworami i korzennymi przyprawami. Czas ciepłych kocyków i pluszowych poduch.

Powolutku zmienia się kolorystyka naszych czterech kątów. Teraz nabiorą cieplejszych barw. Musi być przytulnie, miękko, swojsko. Lubię taką "domową jesień"... ;)












   W chwili obecnej robi się świeża malinóweczka:) Robię ją na wódce, by nie była zbyt ciężka. Zeszłoroczna świetnie się sprawdziła jako ulepszacz zimowych herbatek;)
Lada dzień zabiorę się za moje ulubione papryczki. Przepis dostałam od koleżanki - Agnieszki. Są wspaniałe - delikatne, słodko-kwaśne. Idealne jako dodatek do mięs czy sosów... 





   Za nami początek roku szkolnego.
Julka w ciągu trzech pierwszych dni nauki przyniosła cztery szóstki. Ambitne dziecię;)) Oby jej tak zostało... :)




   Również pokój julkowy przejdzie niedługo małą metamorfozę. Trzeba się nieco przeorganizować -  pozbyć się tony za małych ubrań, niepotrzebnych przedmiotów... 
Sprzątanie pokoju dziewczęcego (nadmienię, nie robię tego broń Boże za Julkę) to taka... niekończąca się opowieść;) Niby się ogarnie, odświeży, poukłada, wypucuje.... a po miesiącu okazuje się, że trzeba wszystko zaczynać od nowa. Ot, uroki posiadania dzieciuszków... ;)



 Poducha: F&F Home


Już niedługo zaprezentuję Wam kolejną część mazurskich opowieści. Tymczasem uciekam do obowiązków... Trzymajcie się cieplutko!!!!!!


6 września 2015

Wyniki KONKURSU FF Home - zapraszam

   Moi Drodzy!!!
Jak zwykle nie było łatwo. Wybór zwycięzcy jakiegokolwiek konkursu nie jest nigdy prosty. Nie dla mnie w każdym razie:) Wiem jak ochoczo bierzecie udział w naszych wspólnych "zabawach", jak bardzo się angażujecie. Za to Wam i tym razem BARDZO dziękuję w imieniu swoim i firmy F&F Home :)))))


Wybrałam dwie zwyciężczynie, ale postanowiłam pokazać na łamach bloga Wasze zdjęcia, za sugestią jednej z Was:)

Kilka zdjęć wręcz mnie rozczuliło.... Jesteście wspaniałe!!!!!!!!!!!!!!! :)))

Dobrze, zatem przejdźmy do konkretów:




Nagroda nr 1 ZESTAW ROMANTIC HOME- Zwyciężczynią została...
Basia J
za zdjęcie z pięknym, radośnie różowym misiakiem:) 




Muszę tu zacytować treść maila Basi:

"W moim domu mieszka miś,
Foto-sesję on miał dziś.
A dlaczego?
Bo w kolorze jest różowym,
Pięknym takim przebojowym.
Dekoruje każdy kąt nasz,
Dając uśmiechniętą twarz."

Basiu, proszę o kontakt mailowy i GRATULUJEMY!!




Nagroda nr 2 ZESTAW OCEANIC wędruje do 
Dominiki,
która pokazała uroczą aranżację z turkusowym krzesłem w roli głównej...




"Ostateczny wybór padł na turkusowe krzesło, znajdujące się na naszym balkonie, który stanowi bardzo ważną część naszego mieszkanka. Nie byłabym sobą gdybym nie przełamała  intensywnej barwy krzesła uspakajającą miętą...
Proste w formie, w towarzystwie chłodnej mięty i jesiennego wrzosu mówiącego o tym, że lato się kończy i już niebawem zawita jesień, która uwielbiam.
W tego typu tonacjach wypoczywam."

Dominiko, Ciebie również proszę o kontakt mailowy w celu ustalenia szczegółów dotyczących przesyłki nagrody:) I, rzecz jasna, GRATULUJĘ:)





Kochane moje, prezentuję teraz pozostałe Wasze kolorowe cudowności... :) Jeszcze raz Dziękuję Wam za udział w Konkursie!!!!!








:))))))))))))))))))))))))
Kasiu, proszę i Ciebie o kontakt mailowy - za urocze zdjęcie otrzymasz od nas miły drobiazg:))










Och, ależ mi teraz.... KOLOROWO...!!!!!!!!!!!!! Czy Wam również...?
:)))))




1 września 2015

Moje Kochane,
dziś spieszę tylko z informacją, że wszystkie Wasze zdjęcia dotarły:) Tak więc bez obaw..
Czasem tak się zdarza, że zanim komentarz pojawi się na blogu, mija troszkę czasu... ale to kwestia moderacji.

Dziękuję Wam wszystkim za zgłoszenia. Przede mną nie lada wyzwanie, gdyż uczestniczek konkursowych jest całkiem spora liczba:))

Czekajcie cierpliwie na wyniki. Tymczasem uciekam do pracy.

Ślę serdeczne uściski!!!!!!!!!
:)

25 sierpnia 2015

Piękno niejedno ma imię

    Nie tylko przedmioty materialne są piękne.
Piękne są chwile. Wspomnienia, czyjś uśmiech, gest, spojrzenie, dobroć, wrażliwość, ciepłe usposobienie.
Za każdym razem gdy poznaję kogoś o pięknej duszy, chłonę to, co najlepsze. Mam ostatnio szczęście poznawać dobrych, fantastycznych ludzi, za co dziękuję moim aniołkom każdego dnia...

 
   Uwielbiam naturę. 
Kiedy byłam na Mazurach, miałam okazję podziwiać wspaniałą pełnię księżyca. Żeby dopełnić wrażeń wizualnych na obserwację udałam się nad staw, nad którym unosiły się mgły.
Wdreptałam tam w (o rany...jak dobrze, że je zabrałam!!) kaloszach, choć...i tak zmokłam, gdyż trawa i chaszcze rozmaite sięgały mi do pasa;) I stałam tak w ciszy..do czasu..gdy o mało nie zeszłam na zawał. Coś przemknęło przez trawę w pobliżu mnie. Poświeciłam latarką - żywej duszy!! Kiedy znów coś zatarabaniło i zamlaskało, okazało się, że to psiak sąsiadów... Mała..o ile dobrze pamiętam. Mała moi drodzy sięgała mi również do pasa... ;)) 

W ciszy podziwiałam widoki. Jaśniejące w blasku księżyca niebo, iskierki odbijające się w tafli lekko falującej wody. I cichuteńko wypowiadałam życzenia. Nie wiem...czy ten..tam na górze słyszał......ale wierzę, że się spełnią...gdzieś..tam..kiedyś......... ;))))




24 sierpnia 2015

Bolesławieckie Święto Ceramiki

   Ci, którzy tak jak ja kochają ceramikę bolesławiecką wiedzą, że w miniony weekend w Bolesławcu odbyła się kolejna edycja Święta Ceramiki.
Nie mogło mnie tam zabraknąć;) Co roku w rynku roi się od przeróżnych straganów z rękodziełem i tych z miejscową ceramiką użytkową. Osobiście uwielbiam oglądać wystawiane cudeńka, ale też lubię sam klimat imprezy. Żałuję jedynie, że tym razem nie  mieliśmy okazji podziwiać parady glinoludów... co było wynikiem jakichś tam scysji między władzami miasta. Szkoda...

Tym razem do Bolesławca wybrałam się w sympatycznym gronie babeczek:) Weekend minął mi wspaniale i.. trochę za szybko;))

   Za każdym razem przywożę do domu ceramikę. Tym razem z uwagi na fakt, że jestem dość częstym gościem w Bolesławcu, postanowiłam kupić biżuterię (ceramikę kupuję w sprawdzonym miejscu, na kiermaszu z wyprzedażami; stamtąd między innymi pochodzą moje amfory). Miałam możliwość skompletować sobie korale, co też uczyniłam;) Ach.. i obowiązkowo (tak twierdzi Gosia) musiałam się pomalować... to znaczy.. dać się pomalować, bo te piękne tatuaże wykonują na rynku miejscowe artystki;))

Jeśli mieszkacie gdzieś w pobliżu i dotychczas nie mieliście okazji uczestniczyć w bolesławieckiej imprezie, pojedźcie, naprawdę warto:)










Życzę Wam miłego dnia!!!
:)

19 sierpnia 2015

Balkon 2015

   Już myślałam, że nie zdążę.
Mam w chwili obecnej tyle na głowie, że muszę notować każdy najdrobniejszy szczegół w kalendarzu. Przygotowuję nowe teksty do magazynu, odwiedzam wspaniałe miejsca i poznaję fajnych ludzi, szaleję aranżacyjnie.... a w międzyczasie staram się ogarnąć dziecko, dom, robię prawko...(tak, wyobraźcie sobie, że go nie miałam;)) dotychczas nie było takiej potrzeby, bym je miała...zaś teraz potrzeba jest ogromna;) ), a w wolnych chwilach wyciszam się czytając bądź malując.

O co się bałam? A o to, że w natłoku zajęć nie zdążę zrobić zdjęć na Konkurs Mojego Mieszkania na Najpiękniejszy Balkon 2015;) W zeszłym roku spasowałam z uwagi na fakt, że dwa lata temu udało mi się zająć 12 miejsce. W tym roku postanowiłam znów "wystartować" ;)))


   Tegoroczny balkon miał przypominać łąkę. Chciałam, by był kolorowy, z przewagą głębokiej czerwieni, stąd mnóstwo pelargonii. Ławkę zrobiłam na brąz, a krzesełkom nadałam kolor biały (choć etykieta z puszki z farbą uparcie twierdzi, że to ecru;) ).
Miało być sielsko, kolorowo, trochę ludowo, romantycznie... Oczywiście nie mogło zabraknąć Bolesławca (imbryk), mojego hand-made'u (opaska na świecę) i staroci. No właśnie, spójrzcie co mi się udało wyszperać na starociach - ta miska z niezapominajkami skradła moje serce:))) Jest w idealnym stanie, utrzymana w stylistyce, którą kocham. Waza zaś to stara Bawaria, niezwykle elegancka i finezyjna. UWIELBIAM :)))))













   A to mój balkonik przed dokonaniem kolorystycznych zmian - w wersji nieco słodszej... ;)





Kochani, chcę Wam jeszcze podziękować.
Przy okazji nadsyłania zdjęć do naszego Konkursu piszecie do mnie maile, które mnie nierzadko wzruszają do łez...
Dziękuję Wam, że Wam się chce, że poświęcacie swój cenny czas na napisanie słów, które działają na moje serce niczym najbardziej aromatyczny, słodki miód.. :))) Jestem szczęśliwa, że Was mam:))
DZIĘKUJĘ!!!!!!!!!!!!!
:)

17 sierpnia 2015

Na gałązce

   Dziś króciutko - prezentuję mój kolejny obrazek. Tym razem malowany akrylami.
Wpadłam w ciąg... ;))
Dziękuję Wam za wizyty:) Ściskam mocno!!!



15 sierpnia 2015

Łąki pędzlem malowane

   Kiedy o piątej rano spacerowałam po mazurskich łąkach, obiecałam sobie, że po przyjeździe do domu wrócę do pędzla. Siedlisko Joli to niezwykle magiczne i inspirujące miejsce. Nie tylko się tam wyciszyłam, ale też złapałam oddech, przemyślałam parę spraw i poczyniłam plany na przyszłość. Zatęskniłam przy okazji ogromnie do moich pędzli i farb. Tak dawno nie malowałam...!! Pomyślałam, że po powrocie przeleję na płótno to, co mnie zachwyciło.


Zaczęłam malować.
Pierwszy obraz już powstał.
Jako wzór posłużyło mi zdjęcie, które zrobiłam w pobliżu stawu, o to właśnie...






Et voila, mój pierwszy mazurski....... ;)





   Upały doprowadzają mnie już do szału. Nawet okna umyłam ostatnio w nadziei, że spadnie deszcz. Owszem, padał, jakąś godzinę. I znów zaczęło się piekło.
Z drugiej strony może i dobrze, że jest pogoda, bo zabieram się do balkonowej sesji.
Jak tylko skończę, będę znów błagać o deszcz. Może znów umyję okna...? Hmmm.... może po raz kolejny poskutkuje........ ;)))))))


Uściski dla Was Moi Drodzy!!
PS. dziękuję za Wasze zgłoszenia do naszego Konkursu i za piękne zdjęcia:))))

11 sierpnia 2015

Opaska na świecę i zabawa z makro

   No i nastała jesień.
Mój winobluszcz zaczął gubić liście. Nie tylko on zresztą. Kiedy kilka dni temu wracałam z Wrocławia, widziałam całe mnóstwo drzew, z których już spadają liście. Latają na wietrze nad serpentynami dróg, piętrzą się na poboczach...

   Trudno jest w taką pogodę pracować. Dzięki Bogu kocham to, co robię. Inaczej byłoby ciężko... ;)
Dziś rano stworzyłam (na potrzebę sesji stołowej) kolejną opaskę na świecę. Tym razem z niebieskim akcentem. Zainspirowały mnie łąki jolinkowe:))

   Intensywnie oswajam się z nowym sprzętem. Już jutro będę miała okazję go przetestować bardziej...hmm.. profesjonalnie, gdyż jadę na kolejną sesję. Będzie baaaardzo kolorowo i ciekawie;)

Tymczasem chwalę się nowymi poczynaniami - twórczymi i sprzęciarskimi... ;))












Trzymajcie się chłodno Kochani!!!!!
:)

8 sierpnia 2015

Kolorowo i upalnie

   Witajcie kochani.
Ależ dziś upalnie....!!! Jakie macie plany na dzisiejsze popołudnie?
Ja wraz z Julką wybieram się na babskie spotkanko w uroczym ogrodzie Gosi, mojej koleżanki z LO. Pogrillujemy, pośmiejemy się, popluskamy w basenie... może znów coś wspólnie upichcimy;)
W tej świętej trójcy (moi, Anita i Gośka) świetnie spędza się czas;) Przyda mi się mały reset po ostatnich baaardzo zapracowanych dniach...

   Od wczoraj oswajam się z nową zabawką;) Wreszcie przyszedł mój nowy sprzęt. Przepaść między nowym aparatem, obiektywami... a moją starą alfą jest...hmm... pokaźna;) Wertuję więc instrukcję, przeglądam fora... i sama próbuję swoich sił. Już widzę, że z moim nowym przedłużeniem ręki polubimy się baaaaardzo mocno;)) Oto efekty pierwszych poczynań...






   Gosi dziś wiozę świeżutki wianek. Miał być kolorowy, wiosenny. Mam nadzieję, że się spodoba... ;)







Podczas ostatniej wizyty zostałyśmy z Anitą obdarowane cudaśnymi miniaturkami bolesławieckimi. Moja zdobi kuchenną półkę. Śmiałam się, że chyba założę nań sznurek i będę nosić jako wisior;))





  A Wy..? Jak spędzicie dzisiejszy dzień? Co planujecie?


Wysyłam w Waszą stronę dużą garść pozytywnej energii:))))))))))





Udostępnij