Witam Was bardzo serdecznie.
Z całego serca dziękuję za piękne życzenia.
Wam, którzy do mnie zaglądacie, z okazji nastania Nowego Roku życzę spełnienia marzeń, powodzenia w realizacji zamierzeń, wielu powodów do radości, miłości, lecz nade wszystko zdrowia.
Za mną chyba jedne z gorszych świąt.
Starając się wszystkiemu sprostać i ze wszystkim zdążyć, za bardzo pragnąc perfekcji, zapomniałam o sobie i swoim organiźmie, który przeciążyłam. Przed samą wigilią - jak już wspominałam - dostaliśmy mebelki do pokoju córci. Miałam do wyboru: albo wstawiać je do pokoju, poukładać wszystko, a za jakis czas wyciągać, wyjeżdzać z meblami i malować pokój, albo pomalować od razu i mieć z głowy. Wybrałam drugą opcję, dziś nie wiem, czy słusznie.
Na dwa dni przed wigilią ruszyliśmy z remontem; pomalowałam ściany, zrobiliśmy półki. Mało tego. Zamierzałam przeprowadzić renowację lampy, zakupionej latem w Czaczu za grosze. Wymagała odnowy drewna i malowania elementów metalowych. Leżała tak kilka miesięcy nie mogąc się doczekać obróbki, więc postanowiłam i ją również ukończyć przed wstawieniem mebli. Już przy końcu prac zaczęłam się źle czuć - czułam ogromne przeciążenie mięśni, ból gardła i ust. Wieczorem, na dzień przed wigilią, pojechałam na izbę przyjęć, gdzie potraktowano mnie niczym intruza, który śmiał przychodzić z bólem gardła; przepisano mi jakieś słabiutkie leki i wysłano do domu. Nie otrzymałam nic na ból mięśni, który mi coraz bardziej dokuczał.
Kiedy skończyliśmy prace w pokoju córci (a skończyliśmy rano w wigilię), zabrałam się za pichcenie. Ciężko mi się gotowało, bo buzię wypełniły mi bolesne afty. Jedna piekielnie boli, a mi z każdą godziną wychodziły kolejne, aż było ich około 15, wewnątrz ust, na języku, w końcu w gardle... Płakałam podczas przyrządzania potraw, ale nie chciałam rezygnować z wigilii. Wieczór jakoś minął, ale ja już zaczęłam mieć kłopoty z poruszaniem się. Następnego dnia rano ogarnął mnie strach, gdy okazało się, że ból mięśni się tak nasilił, że nie byłam w stanie chwycić dłońmi poduszki, a z łóżka zejść o własnych siłach po prostu nie mogłam. Nie byłam w stanie chodzić, poruszałam się jak sparaliżowana. Byłam przerażona, pierwszy raz zdarzyło mi się coś takiego. Pojechałam znów na pogotowie. Lekarz podejrzewał grypę z uwagi na silne bóle mięśni, ale też zapalenie stawów. Dostałam silne leki, także na afty. Kiedy wyszlam ze szpitala, ledwie wsiadłam do auta. Nogi mi zesztywniały, ręce też... :(
W domu zażyłam leki. Od razu dostałam gorączki, oblały mnie siódme poty. Ale następnego dnia zaczęłam ruszać nogami...
Wierzcie mi, bardzo wówczas doceniłam to, że mam sprawne nogi. Cieszył mnie każdy krok. Dziękowałam Bogu za to, że mogę chwycić klamkę drzwi...
Zła byłam na siebie, że dążąc do perfekcji zagubiłam gdzieś po drodze swoje zdrowie. To głupie, wręcz nieodpowiedzialne. Już nigdy tego błędu nie powtórzę. Możnaby powiedzieć, że to jedno z moich noworocznych postanowień;)
Kilka dni po wigilii zrobiłam małe przyjęcie. Już bez wariacji, na spokojnie. Wpadli nasi przyjaciele wraz z rodzinką z Anglii. Było bardzo przyjemnie. Wspaniałe towarzystwo, miły klimat. To lubię najbardziej ;)
To kilka ujęć ze spotkania. Inspiracją w aranżowaniu stołu były dla mnie wnętrza restauracji p. Gessler. Bardzo spodobało mi się połączenie różanych obrusów z szydełkowymi...

W aranżacji widać nowe krzesła, które przyjechały do nas z meblami córci. Starych musieliśmy się pozbyć ze względu na metalowe klamry, które zmasakrowały większość moich pięknych rajstopek;)) ale i poraniły nogi...

Element obowiązkowy - świece...

Do kawy zaserwowałam upieczone dzień wcześniej pierniczki, zgapione okrutnie od jednej z blogowiczek ;)) (dzięki
Jolanno!!)
Na zdjęciu widać też kwiatową kompozycję. Poprosiłam dziewczyny z kwiaciarni, by wykonały dla mnie mały bukiecik ze świeżych kwiatów, pragnąc tchnienia wiosny w domu. Babeczki zaszalały i zrobiły kompozycję godną wykwintnego przyjęcia;)

Następny post będzie już z fotografiami pokoju córci.
Teraz idę odpoczywać. Sylwestra spędziłam w domu (z uwagi na żałobę), za to w Nowy Rok poszalałam z rodzinką na górskich stokach. Mam nadzieję, że spełni się przysłowie "Nowy Rok jaki - cały rok taki", bo było naprawdę wspaniale;))
Pełna radości ściskam Was mocniuchno!!