24 marca 2016

Twórczo przedświątecznie

   Żyję. Wbrew temu, co widać na blogu;)
Moja nowa praca pochłania mnóstwo czasu. Zapewne nie wynika to do końca z jej specyfiki, lecz raczej z mojej - jeszcze - nieumiejętności zorganizowania czasu. Musze godzić pracę dziennikarza, reportera z obowiązkami domowymi i pasją. Staram się nie zaniedbywać sztuki i nawet jeśli muszę zarwać noc - maluję ;)

Ostatnio szalałam z pisankami. Wyszalałam się twórczo. Tym razem nie decu, lecz wszystko malowane. Oprócz malowanych drewniaków nowe życie zyskały wydmuszki gęsie, z którymi pracowałam po raz pierwszy. Zaprzyjaźniłam się bliżej z Dremlem, który zalegał na dnie szafy od kilku lat. Przyznam, że pomimo delikatności i precyzji, której wymaga praca z taką wydmuszką, wiercenie i reliefowanie przypadło mi do gustu;)

Oto efekty mojej pracy:

Wydmuszki gęsie, ażurowe..






Jajka drewniane w całości malowane...






I drobne wariactwo - pomysł, który narodził się w sekundę. Malowany na plastrze drewna król z Alicji w Krainie Czarów ;)


Mam nadzieję, że z porządkami wielkanocno-wiosennymi jesteście dalej niż ja ;) Mój dom póki co bardziej przypomina atelier niż dom, ale ogarnięcie się tudzież domu to kwestia czasu. Jutro pobiegnę po świeże kwiaty i pomyślę nad tegoroczną dekoracją kosza wielkanocnego.

Pozdrawiam Was ciepło!!
:)

8 marca 2016

Wciąż szukam idealnego błękitu...

   Dlaczego lubię to, że jestem kobietą...?

   Jako mała dziewczynka, pewnie jak wiele z Was moje drogie, marzyłam o tym, by kiedyś być Kobietą Idealną. Taką, która się pięknie maluje, ładnie ubiera, ale także jest niezależna, silna, pewna siebie i przebojowa. Chciałam być jak kobiety, które podziwiałam na ekranie starego telewizora w czerwonej obudowie. I.. chciałam być jak Mama.
Mama jako młoda kobieta taka właśnie była. Pomimo tego, że życie jej nie oszczędzało, zawsze była dla mnie wzorem. I nie mam tym razem na myśli jej postępowania czy zasad, które wyznawała. Myślę o czymś bardziej przyziemnym - że właśnie Ona była prawdziwą Kobietą.

   Mama zawsze była dobrze ubrana. Sama szyła ubrania, sama je dobierała. Miała bzika na punkcie pięknych szpilek i torebek. Jako dyrektor przedszkola, a później nauczyciel, zawsze była elegancka. Pamiętam do dziś jej sukienki. Turkusową z cienkim paskiem w talii, beżową w pasy, malinową z kimonowym rękawem. Pamiętam jej kostiumy. Jej szpilki, szczególnie te turkusowe i złote, nosiłam z dumą przechadzając się pokracznie po domu.
Pamiętam jej zapach. Zapach perfum.. w szczególności Panią Walewską i Być Może..Paryż. Pamiętacie je..?? :) Ja na pamiątkę do dziś trzymam maleńki flakonik z zamkniętym w środku wspomnieniem.
Mama pachniała też szminką. Strasznie lubiłam zapach szminki. Dziś to jeden z ukochanych elementów moich kosmetyków do makijażu. Niezbyt często ich używam. Czasem po prostu jakąś kupuję tylko po to, by mieć. Jednak mam do nich słabość :)
Największym jednak skarbem była schowana w szufladzie szkatułka. W jej wnętrzu kryły się "malowidła". Były dla mnie...i pewnie dla mamy.. czymś niemalże magicznym. W czasach stanu wojennego i tuż po jego zakończeniu niełatwo było zdobyć wyjątkowe kosmetyki, od których dziś uginają się półki w drogeriach. Kiedyś każdy z nich był na wagę złota. I tak oto w magicznej szkatułce mieściły się trzy największe skarby: cienie do powiek przywiezione z Belgii, brokat w maleńkim woreczku i... błękitny cień do powiek, który miał barwę tak piękną, że nie spotkałam takiej dotychczas. Ten cień to był mój ulubiony maminy kosmetyk. Kiedy w wieku szkolnym szłam ba bal, przebrana za pannę młodą, tata zrobił mi makijaż. Użył Tego cienia, a ja czułam się jak księżniczka... Sentyment pozostał. Do dziś szukam tego idealnego błękitu. Nie do makijażu, bo do moich zielonych oczu błękit niekoniecznie pasuje.. ale po to, by mieć. By powrócić do wspomnień...
  Mama jest dziś babcią, i choć nie zawsze ma już na to siły czy ochotę, nie zatraciła swojej kobiecej natury. Kitra gdzieś na dnie szuflady piękne apaszki czy korale. Strasznie to lubię ;)


   Jako mała dziewczynka marzyłam jeszcze o jednym. O tym, by kiedyś, jak już będę dorosłą kobietą, móc nosić szpilki Barbie :) Tak!! Nie przepadam wprawdzie za tak słodkim stylem... ale To marzenie po prostu musiałam spełnić. I znalazłam. Nie zakładam ich zbyt często, ale kiedy już założę, sama się do siebie uśmiecham;) Kiedy pomyślę, jak bardzo kiedyś marzyłam... :)


Oto kochane moje mój kawałek Kobiecych Marzeń i kawałek mnie samej - czyli to, do czego dziś ja, już jako kobieta, matka, mam słabość ;)










   Podzielcie się ze mną swoimi ukochanymi kobiecymi drobiazgami. A może i Wy macie podobne wspomnienia...?
:)

27 lutego 2016

Zakryta witryna

   Musiałam przeprowadzić małą metamorfozę. Dotychczas moja witryna pękała w szwach od porcelany wszelakiej maści. Musiałam ją jednak zaadaptować na coś innego, co.. raczej nie nadaje się do ekspozycji ;) Musiałam więc czymś zakryć szyby. Może nie wygląda to najpiękniej.. bo chwyciłam po prostu to, co miałam w szafie - starą zasłonkę z SH. Wyprasowałam na blachę, docięłam i zamontowałam. Wzór tkaniny jest bardzo zbliżony do tego, który mam na tapecie, więc tragedii nie ma ;)

 Na zdjęciach widać moje bolesławce. Mam ich już trochę, ale wciąż mi mało.. ;)
A propos Bolesławca... Wkrótce będę miała dla Was niespodziankę :D Ale jeszcze ćśśś.... cicho sza... :)))






A tutaj coś dla moich kochanych Czytelniczek i Czytelników - paprykowy plaster. Ot, taki o mi się oto ukroił ;)))




Wiosny Wam życzę!!

23 lutego 2016

Motyw różany

   Motyw różany bardzo często przewija się w moich pracach. Ci, którzy czytają mnie od lat, zapewne zdążyli to zauważyć ;)
Uwielbiam ozdabiać nim przedmioty, które tworzę. Jest romantyczny, nostalgiczny, trochę w staroangielskim stylu... To dość nietypowe, że za samymi kwiatami nie przepadam. Żywe róże nie są moimi faworytami. No, może były te z dziecięcych czasów, rosnące w ogrodzie mamy. Tamte, szczególnie w kolorze żółtym, pachniały nieziemsko. Dziś już takich nie spotykam.. albo zwyczajnie idealizuję róże, które pozostały w moich wspomnieniach... Żywego kwiecia nie darzę szczególną miłością, zaś malować róże wprost uwielbiam!!

Dziś postanowiłam namalować coś  z różanym motywem. Takim w stylu vintage. Miał być Janioł, ale powstała inna postać. Jakiś czas temu ktoś spytał mnie czemu nie maluję Elfów, takich bajkowych, z elfimi skrzydełkami. Postanowiłam więc spróbować. Tak oto dziś powstał Elf w różanej sukni...








   Och...zapachniało mi już wiosną............................czy Wam również...??
                        ;)

18 lutego 2016

Twórczy luty

   Kilka miesięcy temu podczas szperania w starociach na jednym z targowisk wpadł mi w ręce stary uchwyt od patery. Kupiłam. W nadziei, że kiedyś...PrzydaSię :D
Dwa tygodnie temu dokupiłam drewniany, masywny talerz. W głowie od razu narodził się pomysł. Na początku patera miała być jasna i w róże..ale.. zrezygnowałam. Postawiłam na coś - być może mniej podobającego się klientom - bardziej nietypowego.
Tak oto powstała wyjątkowa, bo jedyna, patera z gałązką :)











Jakoś tak mnie wzięło... i maluję i maluję................... ;)
Zanim stworzyłam paterę, powstała też szkatułka z ważką. Malowana na starej bazie, wyszperanej w starociach... Ot..taki artystyczny recykling. Lubię tak...



Regularnie powstają też nowe Janioły. Kilka z nich kilka dni temu poleciało do Stanów Zjednoczonych. Mają zawitać do jednej z galerii sztuki w Chicago :)


Janioł z niebieskim sercem




Janioł Konwaliowy




Galeria jeszcze nie ruszyła. Wszystko ze względu na fakt, że przebudowanie strony wymaga większego nakładu pracy, niż przewidywałam. Ale już niedługo z pomocą grafika stworzymy nowe, mam nadzieję klimatyczne miejsce :) Trzymajcie kciuki!!

9 lutego 2016

Kilkudniowy reset

   Witajcie Kochani!!
Dawno nie byłam tak zmęczona. Ostatnie tygodnie przyniosły wiele zmian w moim życiu. Wszystko działo się szybko i intensywnie, a ja starałam się (naprawdę bardzo, bardzo!!) nie zwariować;)
Galeria jeszcze nie ruszyła, bo jak się okazało, wymaga to dużego nakładu pracy. Jednak wkrótce, mam nadzieję, ruszy. Choć zdarzały się ostatnio dni, w których słaniałam się na nogach, robiłam wszystko, by się nie poddawać. Taką mam naturę. Czasem, gdy czuję, że nie daję rady, popłaczę w poduszkę. Zaraz potem wstaję, łapię głęboki oddech i idę dalej. Mam marzenia i bardzo silną motywację, by zacząć je spełniać :)
Czasami, gdy jestem zbyt zmęczona, tak bardzo, że mylą mi się dni tygodnia i zapominam o podstawowych sprawach, wyjeżdżam z miasta. Najbardziej lubię spędzać czas na łonie natury, z dala od tłumów turystów. Nie dla mnie nadmorskie kurorty. Kiedyś jeździłam, owszem, jednak gusta się zmieniają. Teraz najlepiej odpoczywam w ciszy, w otoczeniu lasów i gór.

Z utęsknieniem już wyczekuję wiosny. Pierwszych ciepłych promieni słońca, kwiatów, kolorów, zapachów... Wiosna niesłychanie mnie inspiruje. W głowie kiełkują mi nowe pomysły. Mam nadzieję, że choć część z nich uda mi się zrealizować.. ;)





Ściskam Was ciepło i uciekam do malowania. Tym razem maluje się kolejna szkatułka ;)
Do następnego razu!!

31 stycznia 2016

Zmiany... czyli spełniam marzenia ;)

   Moi Drodzy,
czasem tak w życiu bywa, że potrzebne są zmiany. Nie tylko po to, by doznać nowego i skończyć z nudą. Czasami zmiany są prawdziwym ratunkiem dla duszy.
Jakiś czas temu straciłam serce do sklepu. Zapewne wielu z Was zauważyło... . Stało się tak dlatego, że z czasem sklep stał się tym, czego bym sobie wcześniej nie życzyła - miejscem sprzedaży dodatków holenderskich, który w sieci tyle... . Prowadzenie sklepu przestało mnie cieszyć. A to dlatego, że moim marzeniem było prowadzić sklep, w którym będą tylko, albo głównie moje prace.
   Postanowiłam więc, że zawieszamy sklep. Jego miejsce zajmie internetowa Galeria RUSTYKALNY DOM, w której prezentować będę swoje rękodzieło.
Galeria nie będzie już sklepem, lecz moją wizytówką. Niemniej jednak gdyby ktoś z Was chciał coś zamówić, wystarczy, że skontaktuje się ze mną mailowo:)
Witryna w końcu stanie się tym, czym miała być. A ja odzyskałam chęć tworzenia i dzielenia się z Wami tym, co kocham:)))

   Już od jutra sklep stanie się Galerią. I od jutra pojawiać się w niej będą moje prace. Mam nadzieję, że będziecie częstymi gośćmi :)

   Dziś dzielę się z Wami moim najświeższym rękodziełem - wiankiem z drewnianych plastrów (dębu i olchy). Wianek utrzymany w moim ukochanym, rustykalnym stylu :)









Mam nadzieję, że zmiany wyjdą mi na dobre. Was serdecznie zapraszam od jutra do wizyty na stronie rustykalnydom.pl.
A teraz życzę Wam miłego wieczoru
:)

29 stycznia 2016

Janioły już wiosenne

   Dziś przybywam do Was z kolejną porcją plastrów. Tym razem jest ludowo i Janielsko-wiosennie.
Tęsknicie już za wiosną...?  Przywołujecie??? :)



Janioł Tulipan



...i  Janioł Nagietkowy
Pogodnego weekendu Wam życzę!!
:)

24 stycznia 2016

A pędzel maluje...

   Dziś namalowałam kolejny obraz na starej desce. Tym razem powstała Dziewczynka z domkiem. Nieco smutny, nieco nostalgiczny. Nawiązuje do ukrytych pragnień... ;)










Kilka dni temu zaś zmalowałam drewnianą szkatułkę...

   Już wkrótce w Rustykalnym zagoszczą zmiany. Czasem tak bywa, że potrzebna jest zmiana kierunku, celu, drogi... Ale o tym za czas jakiś ;)

Pozdrawiam Was bardzo ciepło!!
:)

21 stycznia 2016

Śmieci i taniocha...

...czyli dziś będzie o.. buszowaniu w starociach;)
Witajcie kochani!! Wsiąkłam trochę, wiem, ale to dlatego, że trochę mi się w życiu poprzewracało;) Niedawno podjęłam nową (kolejną) pracę i jestem obecnie na etapie wpadania w rytm (z tego miejsca pozdrawiam mojego szefa, który ma do mnie anielską cierpliwość). Pracuję jako reporter, redaktor, dziennikarz... jak zwał tak zwał.. dla lokalnego portalu informacyjnego. Staram się łączyć obowiązki i choć muszę się uczyć nowego, wiem, że gdy wpadnę w rytm, dam z siebie sto procent. Wszak o dziennikarstwie kiedyś marzyłam.. ;)
W chwili obecnej pracuję również nad kolejnym materiałem do magazynu Siedlisko, który to magazyn pięknie się rozwija. Już wkrótce przeczytacie mój kolejny reportaż:)

Tymczasem w wolnych chwilach szaleję twórczo. Maluję i kombinuję. Ostatnio poszalałam na targu staroci. Uwielbiam grzebać w śmieciach ( :D ), a jeszcze bardziej wyszukiwać prawdziwe perełki. I tak oto skompletowałam sobie całkiem niezły zestawik. Ceramiczny kufel, dwojak i piękną tacę. Cena tego zestawu to AŻ 9 złotych ;)
Lubię kramy ze starociami. W największych gemelach coś wynajdę. Szukam zawsze w pudłach, do których inni nawet nie podchodzą. To zupełnie tak jak z kupnem domu. Kiedy szukałam domu na wsi, agent z biura nieruchomości prosił, bym określiła czego poszukuję. Powiedziałam więc: "Gdybym miała tak w skrócie.. to mnie się podoba wszystko, co większości się nie podoba, bądź co większość ludzi odstrasza" ;)


O proszę, mój zestawik za 9zł...







A tu kolejne Janioły..i.. Element Wiejski :)






Pozdrawiam Was zimowo!!
:)

9 stycznia 2016

Dziewczynka z parasolem

   Dzisiejszy obraz - Dziewczynka z parasolem. Malowany na starym drewnie, wysokość: 44cm.
:)





Życzę Wam kochani przyjemnego weekendu!!
:)

8 stycznia 2016

Jak zamawiać Janioły - krótkie info.

   Kochani, pytacie mnie coraz częściej o plasterki i obrazy - jak zamawiać, jakie ceny...
Odpowiem szybciutko, że plasterki z Janiołami są w cenie 45 i 55zł, większość jest po 45złotych.
Obraz na drewnie to koszt 120-150zł. Są to ceny orientacyjne i uzależnione od nakładu pracy:)

Jeśli chcecie złożyć zamówienie, piszcie na rustykalnydom@wp.pl

Ściskam Was mocno!!

Małgorzata i jej Kot

   Nie mogę się odkleić od pędzla. Maluję i maluję, a zamówienia na Janioły wciąż napływają. Strasznie mnie cieszy, że moje malowidła spotkały się z tak ciepłym odbiorem!! 
Dzisiaj zmalowałam kolejny obraz na zamówienie mojej koleżanki Małgorzaty. Malowany na starej desce. Jak Wam się podoba..?? :)
Ach, kochane moje, proszę Was, byście się ze mną kontaktowały mailowo, bo z GG chwilowo nie korzystam :)




Przesyłam ośnieżone buziaki!!
:)

Janiołów ciąg dalszy

   Tym razem na rudo;)
Janioły zamówione przez Madzię i Ewę. Są podobiznami dziewczyn. Muszę przyznać, że malowanie Janiołów z cechami właścicieli sprawia mi olbrzymią frajdę ;)







Dziękuję za odwiedzimy i Wasze komentarze :)))))))))))

6 stycznia 2016

Janioły i nie-janioły

   Anioły produkują się w tempie ekspresowym. Posypały się zamówienia na takie osobowe.. z cechami tych, do których mają powędrować. Strasznie mi pasuje to wyzwanie :) 
Maluję, maluję, maluję.... i nie tylko Janioły. Powstają również plastry z dziewczynkami.Zmalowałam też dziewczynkowy obraz. Już znalazł właścicielkę, dlatego wkrótce powstanie kolejny. Oczywiście odmienny, gdyż nie mam w zwyczaju powielać prac...
Mam nadzieję, że moje nowe wytworki spodobają Wam się równie mocno co poprzednie :)













Buziaki przesyłam!!
:)

5 stycznia 2016

Magiczne Anioły

   Każdy z nas ma swojego Anioła Stróża. Możecie w to wierzyć lub nie. Ja wierzę. Czuję...
Dziś tak mnie naszło.. i postanowiłam na plastrze surowego drewna namalować Anioła. Rozpędziłam się nieco i zmalowałam aż trzy. Będzie ich więcej... jutro znów chwycę pędzel będę malować dalej... ;)











Życzę Wam anielskiego ciepła w te potworne mrozy!!
:)

3 stycznia 2016

Dorwałam staruszka

   Wielu z nas wraz z nastaniem nowego roku układa sobie w głowie listę postanowień. Podsumowujemy rok miniony, ważąc zyski i straty, rozmyślając nad zdarzeniami, ich następstwami i zastanawiając się "co by było gdyby...".
   I ja w ostatnim czasie zrobiłam mały rozrachunek. Może niekoniecznie minionego roku, ile lat ostatnich. Przeanalizowałam, oceniłam, przemyślałam. Doszłam do wniosku, ze w moim życiu potrzebne są zmiany. Zmiana sposobu postrzegania pewnych spraw, zmiana sposobu postępowania. Potrzeba mi jeszcze więcej odwagi, siły i konsekwencji.
Moje życie jest dość..specyficzne. Toczy się zgodnie z zasadą "co komu Pan Bóg przeznaczy, to się na drodze rozkraczy" ;) Wypisz wymaluj, tak właśnie jest w moim przypadku. Jeśli dane mi jest iść w danym kierunku, to będzie się dziać wszystko, bym tam właśnie poszła. Od jakiegoś czasu znów zmierzam ku nowemu.. I choć zmiany czasem napawają mnie strachem, czuję, że to jest dobry kierunek. Że tak ma być i że będę szczęśliwa. Póki co, łapię dobrą energię i idę do przodu...

   Potrzeba mi świeżego powietrza. Pomimo że na dworze potworny ziąb, spaceruję często by odświeżyć myśli. A propos.. w końcu trafiła do nas Pani Zimowa. Wprawdzie jeszcze skromnie odziana... bo te białe dywany takie cieniusieńkie.. ale.. dobre i to. W każdym razie lepsze niż plucha czy "wiosenno-zimowe nie wiadomo co".
   Wczoraj wychodząc z McDonalda (tak, nowy rok zaczęłyśmy z Julką od zdrowego żywienia), weszłyśmy na istną szklankę na chodniku. Od razu chwyciłam Julkę za rękaw i mówię:
- Kochanie, daj mi rękę, żebyś się nie przewróciła, bo bardzo ślisko jest.
- Mamusiu, obie doskonale wiemy, że to ty się przejedziesz i że to Ja Ciebie będę musiała łapać - odpowiada Julka.
No. I wszystko na temat :)

   Lubię zimę. Nie jakoś tak bardzo bardzo.. ale uwielbiam malowane przez nią pejzaże.
Spójrzcie na ten poniżej...........






   Wracając do tytuły postu..
W minione wakacje udałam się na duży targ staroci. Pojechałam tam, by poszperać w starej porcelanie. I jak zwykle kupiłam coś, czego nie planowałam, ale o czym myślałam już od jakiegoś czasu.
Marzyła mi się lampa w starym stylu, z elementami drewna i mosiądzu, z białym kloszem. I taka oto lampa przyciągnęła mój wzrok na jednym ze stoisk. Zapytałam o cenę. Okazała się rozsądna (ceny podobnych lamp miałam w jednym paluszku, więc nie sposób było mnie naciągnąć). Kupiłam od razu. W domu wyczyściłam, odnowiłam. Staruszek daje miękkie światło, czyniąc kuchnię jeszcze bardziej przytulną...






      Moje wnętrza wciąż się zmieniają. O, przyszła mi na myśl jeszcze jedna zasada, która doskonale wpisała się w moje życie: "rok bez zmian rokiem straconym" :))))

Myślę, że teraz będzie już tylko lepiej........... ;)

 

Udostępnij