21 czerwca 2015

Loft + rustic czyli wszystko jest możliwe

   Kilka dni temu, przeglądając jedną z galerii na Deccorii, nasunęła mi się konkluzja – wnętrze urządzone od A do Z w jednym stylu to zdecydowanie nie moja bajka. Galeria, o której mowa, prezentowała wnętrze, w którym panuje wszechogarniający misz-masz, jednak wszystkie elementy pięknie ze sobą współgrały. Łączyła je albo nuta jakiegoś koloru, albo print, albo… po prostu ja w tym wnętrzu zobaczyłam coś magicznego, bo było kolorowe, stylowe, naturalne i niebanalne.
Nie wiem, jak w przyszłości będzie wyglądał mój wymarzony dom. Tak jak pisałam w artykule na łamach Siedliska, mój gust ewoluuje i co jakiś czas, powiedzmy…co kwartał… podoba mi się co innego. Jedno zawsze (póki co) pozostaje niezmienne – kolor, drewno, metal, czerń. Nie wiem, czy zauważyliście, ale w naszym mieszkaniu co jakiś czas w drobnych elementach pojawia się kolor czarny. A to na karniszach, a to na podkładce pod kucharską księgę, innym znów razem na świeczkach… . Lubię słodycz wnętrz przełamywać surowymi barwami – najczęściej właśnie czernią, bądź szarością.

   Od jakiegoś czasu, jak zapewne czytaliście w moich postach, „chodziły za mną” stylizacje industrialne. Niezmiernie podobają mi się loftowe lampy i stoły. Lubię meble kawowe z metalową konstrukcją i drewnianym blatem. Zaś jeśli chodzi o lampy, bardzo bliskie mojemu sercu są te w kolorze Black. Podobają mi się na tyle, że postanowiłam się rozejrzeć w sieci za takimi, które wpasowałyby się w moje wnętrza. A to zadanie niełatweJ
Po wykonaniu rekonesansu domowych potrzeb doszłam do wniosku, że przydałoby się wreszcie kupić jakiś kinkiet na ceglaną ścianę. Do tej pory wisiał na niej lampion, choć oklejając ściankę cegłą przygotowaliśmy ją do montażu oświetlenia. Nie umiałam się zdecydować na konkretne lampy, więc pomysł… dojrzewał;)
Kiedy uznałam, że czas znaleźć kinkiet, zaczęłam szukać lamp w stylu skandynawskim i industrialnym. Od razu oczy mi się zaświeciły na widok kinkietu firmy Markslojd z kolekcji Ekelund – z regulowanym kątem padania światła i.. w kolorze czarnym. Kiedy szczegółowiej zapoznałam się z ofertą firmy, okazało się, że w kolekcji występują również: lampa biurkowa, podłogowa,  a także pojedynczy i podwójny zwis. Ok, do pokoju dziennego lampy nie potrzebuję, bo bardzo lubię tę, którą mam, ale… pomyślałam, że po ośmiu latach przydałoby się też wymienić lampę kuchenną. A pod oknem, obok fotela, mogłaby stanąć podłogowa… tak co by mi uprzyjemnić wieczorne czytanie książek tudzież pisanieJ
Pozostało się jedynie zastanowić nad tym, jak te surowe w swym wyglądzie oprawy wpiszą się w rustykalny styl moich wnętrz. Owszem, był taki moment, że zaczęłam przeglądać lampy stylowe i  rustykalne. Szybko się jednak wycofałam ze skwaszoną miną i myślą: Nie, to byłoby za proste, zbyt oczywiste.  
W rezultacie postawiłam na lampy Ekelund. Na przesyłkę nie musiałam długo czekać. Same oprawy okazały się łatwe w montażu, tak więc mój kochany elektryk poradził sobie z nimi ekspresowo. Najpierw powiesiliśmy kinkiet. Później zamontowaliśmy w kuchni podwójny zwis. Zastanawiałam się, jak go powiesić – czy równolegle do belek sufitowych czy nie. Zdecydowałam, że powiesimy prostopadle, by żarówki dobrze oświetlały kuchenny stół.
Na końcu ustawiłam lampę podłogową w kącie pokoju. Wszystkie trzy lampy wyglądają naprawdę świetnie. Pokój pięknie zintegrował mi się z kuchnią. Kolor czarny i surowość lamp pięknie przełamały słodkie elementy kwiatowe.
Przy okazji montażu nowego oświetlenia w kuchni, zabrałam się za małą reorganizację szafek. Pozbyłam się nieużywanych od dawna sprzętów, talerzy, pojemników. Chcąc nieco odmienić na jakiś czas kuchenny look, wszystkie bolesławce schowałam w drewnianej witrynie, zaś na półkach ustawiłam dodatki w kolorze ciemnych brązów, butelkowej zieleni i ecru.
Po raz kolejny miałam okazję przekonać się, jak prozaiczny element w postaci nowego oświetlenia potrafi uczynić nowe wnętrze. W poprzedniej lampie kuchennej żarówki umiejscowione były tuż pod sufitem, oświetlając kuchnię od samej góry – pomieszczenie było dość mocno doświetlone. Teraz żarówki świecą niżej powodując, że kuchnia wygląda zupełnie inaczej. Nie jest już tak jasno (choć mnie to akurat nie przeszkadza, gdyż pod górnymi szafkami mamy oświetlenie halogenowe), za to stało się baaaardzo kameralnie i niezwykle klimaciarsko;) Podoba mi się ta zmiana!!
Kinkiet z kolei doskonale eksponuje cegłę. Kiedy go zapalam wieczorem, pokój staje się bardzo przytulny, taki jakiś… tajemniczy. Lubię dodatkowo włączyć cottonballsy – wówczas nabiera on charakteru wnętrz rodem z klimatycznych amerykańskich filmów;)

























Muszę przyznać, że oświetleniowy zakup nam się udał. Markę Markslojd znam od lat – w starym mieszkaniu miałam oświetlenie tej firmy. Nie zawiodłam się i tym razem. Dodatkową zaletą jest fakt, że pomimo naprawdę widocznych i namacalnych zmian w mieszkaniu, mój portfel nie zeszczuplał. Lampy są w dobrej cenie, tak więc dokonaliśmy zmian bez obaw, że zajdzie konieczność rezygnacji z wakacyjnych wojaży. A zdradzę Wam… że zapowiadają mi się wakacje bogate w piękne przeżycia. Przede mną kolejna przygoda związana z moją pasjąJ 

Dziękuję wszystkim biorącym udział w Lnianym Konkursie:) Już wkrótce zakończenie... i przyznam, że piszecie tak cudnie, że będzie mi ciężko wyłonić zwyciężczynię;)


Uciekam do swoich spraw, a Wam życzę ciepła, słońca i sympatycznych przedwakacyjnych dni:)))



14 czerwca 2015

Słodko i twórczo

   Kilka dni temu miałam okazję wyszaleć się dekoracyjnie. Znajomi poprosili mnie o zorganizowanie słodkiego stołu na prywatne przyjęcie. Musiałam stworzyć niebanalną, romantyczną i słodką aranżację, która stanowić miała tło dla uroczych słodkości.
Przyznam, zadanie to dało mi wiele satysfakcji... ;)























Życzę Wam równie słodkiej reszty dzisiejszego dnia i dobrego początku nowego tygodnia. Ślę uściski!!
:)

10 czerwca 2015

Debiut:)

    Witajcie moi drodzy!!
W moim domu dziś...istne wariatkowo;) Uwijam się z obowiązkami, a w międzyczasie odbywam oświetleniowe rewolucje. Ale o tym w kolejnym poście.

Nadszedł czas, bym podzieliła się z Wami zapowiadaną niespodzianką i opowiedziała o tym, co mnie zaabsorbowało w ostatnim czasie:)

Otóż.. spełniło się jedno z moich marzeń. Dziś w magazynie Siedlisko wyszedł mój pierwszy, świeżuchny autorski artykuł:) Zadebiutowałam w roli redaktora i fotografa. Jestem taka szczęśliwa, że nie sposób tego opisać!!!!!!!!!! ;))))))))))))))))))))

   W najnowszym numerze magazynu przeczytacie mój tekst o Bzowym Raju. Opowiadam tam historię miejsca urokliwego, którego pejzaże zapierają dech w piersiach. Wszystko to dzięki Pani Ryszardzie (redaktor naczelna magazynu), która dała mi tę wspaniałą szansę. Spotkałyśmy się jakiś czas temu przy kawie. Było sympatycznie, ciepło. Redaktor zrobiła na mnie bardzo miłe wrażenie i wiedziałam już, że bardzo, ale to bardzo chciałabym dla niej pracować:)

Samo przygotowanie materiału to niesamowita przygoda!!! Robiąc reportaż podczas corocznej imprezy zwanej Świętem Bzów, biegałam z aparatem tak intensywnie, że wieczorem zasnęłam na kanapie w pozycji półsiedzącej;) Dzięki Agnieszce i Marcinowi, którzy koordynowali całą imprezą, wszystko poszło gładko. Aga, w przeddzień imprezy, wiedząc, że planuję robić sesję w starej zamkowej kaplicy, zjechała ze mną całą wieś wzdłuż i wszerz zrywając najdorodniejsze w świecie gałęzie bzów - białych, liliowych, lawendowych... Agnieszko, jeszcze raz Tobie dziękuję!!



   Kochani, jeśli zaś chodzi o sam magazyn - jak dla mnie...jest świetny!! Wspaniale rokuje. Znajdziecie tu mnóstwo ciekawych artykułów, miejsc, wnętrz, fotografii. Mnie zachwyciły zdjęcia letnich  przepisów - palce lizać..!!  Zresztą, sami się przekonajcie. Ja...jestem dumna, że to właśnie tutaj mogłam zadebiutować:)



   Przygotowuję się powoli na kolejne materiały.
A.. może wśród Was jest ktoś, kto chciałby się spotkać, a przy okazji pokazać swoje wnętrza czytelnikom...? Może chcielibyście, bym u Was zrobiła sesję..?? Wierzcie mi, to wspaniała przygoda:)
Piszcie śmiało!!
rustykalnydom@wp.pl



Ot, moja radość...;)



















Do następnego razu!!!!
:)

7 czerwca 2015

Makaron z krewetkami

   Witajcie poniedziałkowo:)
W poprzednim poście wspominałam, że zamierzam przygotować na kolację makaron z krewetkami. Pomysł znalazłam w internecie. Postanowiłam podzielić się z Wami przepisem, bo danie wyszło nader wyśmienicie!! 



Makaron z krewetkami



Składniki:

krewetki (wedle uznania, ja użyłam ok.20)
spaghetti makaron (użyłam klusek smakujących jak makaron domowej roboty)
szczypta chilli
trzy ząbki czosnku
białe wino (1/3 Szklanki; użyłam Mocsato d'Asti)
pomidory z puszki (ok.1 / 3 pojemności)
dwie garście rukoli 
sok i skórka z połowy cytryny
świeży czarny pieprz
oliwa

Makaron ugotowałam w osolonej wodzie. W czasie gotowania przygotowałam sos:
Na oliwie z czosnkiem podsmażyłam krewetki. Posypałam chili. Smażyłam je około dwóch minut. Następnie dodałam wino i pomidory, po czym dusiłam wszystko w pod przykryciem (na małym ogniu) około 5 minut. Później dodałam makaron do sosu (a właściwie dodałam sos do odcedzonego makaronu w garnku, by nie wysypywał się on z patelni), Wszystko  razem pomieszałam. Dodałam sok z cytryny i jedną garść rukoli. Zestawiłam z gazu. Przyprawiłam pieprzem.
Makaron podajemy posypując po wierzchu świeżą rukolą i startą skórką cytryny.







   Widzę, że podobnie jak ja, jesteście fankami ciast z rabarbarem:) Agness wspomniała w komentarzu, że piekła placek jogurtowy z kokosową posypką... Brzmi świetnie. Kochana - poproszę przepis:)))


   Mam nadzieję, że długi weekend minął Wam miło i przyjemnie. Ja odpoczęłam. Było mi to bardzo potrzebne. Spędziłam dużo czasu na balkonie. Wczoraj zapaliłam świece i popijając herbatę wysłuchałam koncertu Perfect'u. Zaś sobotni występ Alphaville był po prostu fantastyczny!! Lider zespołu... już nienajmłodszy, wykazał się na scenie energią, której pozazdrościłby mu niejeden młodziak;) Poza tym osobiście kocham jego ekspresję i to, jak przeżywa muzykę. Utwór Sound like a melody grany na żywo wywołał u mnie dreszcze... ;)



   Dziękuję Wam z całego serducha za maile ze zdjęciami wnętrz z kolorowym akcentem:) Cieszę się ogromnie, że są wśród moich czytelników miłośnicy wnętrz barwnych, pogodnych i ciepłych.
Zachęcam Was po raz kolejny do udziału w konkursie lnianym - szczegóły na pasku bocznym.


   Uciekam do pracy, a Wam życzę udanego początku tygodnia!!!!
:)



6 czerwca 2015

Celebracja chwili... czyli weekendowy chillout na balkonie

   Moje miasto wreszcie zaczyna żyć.
W ostatnich latach nasza starówka świeciła pustkami. Działo się w zasadzie niewiele, a jak już się działo - to jakoś tak bez sensu... . Niedawno zmienił nam się prezydent, który tchnął w nasze miasto życie. Starówka od kilku dni nabrała kolorów za sprawą wszędobylskich wesołomiasteczkowych atrakcji. Rozradowała się jakoś za sprawą gwaru w pobliskich ogródkach restauracyjnych.
Niedaleko naszej kamienicy.. a w zasadzie rzut lekkim beretem;) bo tuż przed kamienicą, rozstawiono scenę, na której dziś wieczorem zagra Alphaville. Och, nie mogę się doczekać!! Muzykę lubię, bo przypomina mi dawne czasy i mojego kochanego brata, który na takich utworach się chował. 

   Wczoraj matka-wariatka po raz kolejny rozkleiła się (broń Boże na oczach ludzi!! - czytaj: w domowych pieleszach) z dumy i zachwytu nad własnym dziecięciem. Uryczałam się jak wariat!! 
Julka występowała na dużej scenie pod ratuszem. Tańczyła breakdance. Pan nauczyciel opracował fantastyczny układ, a dzieciaki były tak przygotowane, że patrzyło się na nie z prawdziwą rozkoszą. Julka... kolokwialnie rzecz ujmując.. Dała Czadu:))) Aż mnie ciarki przeszły. A gdy usłyszałam komentarz stojącej obok mnie dziewczyny - "Ej, ale ta mała z lewej jaka dobra!!" - od razu urosłam sto centymetrów :D



   Dziś wreszcie wysprzątałam balkon i przygotowałam go do wieczornych "posiadówek" w towarzystwie rodziny i doborowej muzyki. Choć jestem baaardzo zmęczona (mam za sobą tak pracowite dni, że wczoraj starłam do krwi stopy i nawet nie poczułam...), strasznie mi się chce domowego relaksu. Zaraz zabieram się za pieczenie ciacha. Upiekę placek z rabarbarem i truskawkami. Lubicie taki...? :)
Na kolację będą krewetki z rukolą. Zapalę świece, moje wymarzone cottonballsy (które przyleciały do mnie od przesympatycznej Agnieszki z Cottonovelove), porozkładam tonę poduch, by było miękko i będę celebrować czas wolny:)))

Życzę i Wam takiego pozytywnego i słonecznego weekendu.......!!!







Na zdjęciu:
Cottonballsy: cottonovelove.pl
Szklanki, poduchy, pled, nieziemnsko pachnąca świeca;) - F&F Home
Obrus, osłona na talerz, dzbanek, lampion biały - Rustykalny Dom





31 maja 2015

Dom w peoniach

   Tak jak pisałam w poprzednich postach, mój dom przechodzi metamorfozę. Dość odważną;)
Od jakiegoś czasu tęskniłam za kolorem. Wiecie, że kocham wnętrza w stylu cottage, więc planując zmiany musiałam uwzględnić motywy kwiatowe.
Długo zastanawiałam się, jak ożywić pokój dzienny. Chciałam go nieco rozjaśnić, rozweselić. Tak, by swoim wyglądem uprzyjemniał każdy poranek.
W moim życiu nastąpiły ostatnio pewne (pozytywne) zmiany, dlatego potrzebuję teraz dużo energii, pozytywnej energii:)


   Myśląc o nowej aranżacji pokoju, zastanawiałam się nad przemalowaniem ścian. Chciałam na początku nadać im ciepły kolor. Dotychczas były zawsze (albo..przeważnie) białe, stanowiąc doskonałe tło dla drewnianych, ciężkich mebli. Teraz muszę się nieco przeorganizować, zmniejszyć ilość mebelków, bo potrzebuję miejsce do pracy. Planuję..UWAGA.. zlikwidować stary portal kominkowy. TAK. Wiem, wiem, szkoda trochę... ale nam się już opatrzył po latach. Nie chciałabym rezygnować z portalu w ogóle, gdyż stanowi świetny punkt centralny pokoju. Jestem na etapie projektowania modelu drewnianego, na styl angielski. Znalazłam stolarza, myślę.. dobrego fachowca. Chcę postawić portal, nad nim powiesić lustro, a w portalu w przyszłości może jakiś biokominek... choć jego się trochę obawiam.. Przeszukuję internet i czytam o biokominkach. Jeden z ciekawszych artykułów znalazłam tu:  https://drogadosiebie.pl/porady/biokominki/ - zajrzyjcie, może i Wam informacje się przydadzą. Cóż, w każdym razie ja w kwestii kominka jeszcze coś wymyślę;)

   Postanowiłam jednak nie przemalowywać na razie ścian, by nie przytłoczyć wnętrza. Zainspirowały mnie za to wnętrza z angielskich magazynów. Zaczęłam się rozglądać nad tapetą. Kwiecistą, radosną i w kolorach różu i czerwieni. Dotychczas stawiałam na dodatki w kolorze niebieskim, tym razem chciałam małej odmiany.
W internecie jest duży wybór tapet w kwiaty. Choć nie każdy wzór mi odpowiada (nie lubię takich, które wypuszczono na polski rynek 10 lat temu), na pewno coś bym znalazła.
Pozostało dobrać jakieś dodatki. Coś, co nawiązywałoby do wzoru na tapecie. Szukałam tkanin na zasłony... ale te lubię często zmieniać, musiałam się więc dłużej zastanowić.

   Któregoś dnia przeglądając galerie na Deccorii, trafiłam na ogłoszenie: "Tapety drukowane". Zaintrygowało mnie to. Była to oferta firmy Dekea. No i przepadłam..!! :)
Okazało się, że na stronie firmy można zamówić rolety z dowolnym wzorem. Nie żebym wcześniej nie słyszała o czymś takim jak drukowane rolety, ale jakoś tak do tej pory nie brałam ich pod uwagę. Może to dlatego, że na stoiskach w marketach takie rolety mają średnio atrakcyjne wzornictwo. Produkty typu "drukowane rolety" czy "fototapety" mnie odstraszały ... .
Na stronie www.dekea.pl znalazłam propozycje gotowych grafik, ale później dostrzegłam, że mogę sama wybrać wzór... jeden spośród tysięcy!! wiedziałam więc, że na pewno coś znajdę:)
W wyszukiwarce wpisałam hasło "english garden", później "english flower"... i dosłownie zwariowałam:) Wybór był imponujący. Przeglądałam dziesiątki stron przez kilka dni. Długo rozważałam rodzaj kwiatów. Skoro już miałam Taki wybór, postanowiłam zrezygnować z róż (które najczęściej pojawiają się w moich dekoracjach i hand-made'ach), a poszukać innego kwiecia.
I padło na...peonie... które, podobnie jak róże, uwielbiam. Jeden z wzorów od razu skradł moje serce. Kiedy przeglądam setki wzorów, a widząc ten konkretny mówię sama do siebie: "O!!", to znaczy, że to jest to;)

   Wybrałam wzór rolet. Później postanowiłam, że zaszaleję:) i dobiorę jeszcze pas tapety o tym samym wzorze. Uznałam, że jeśli ozdobię nim pas ściany za kominkiem, wszystko będzie pięknie współgrało.
Wymierzyłam okna i ścianę, wysłałam zamówienie.
Firma - kolejna, którą naprawdę mogę Wam polecić, bardzo profesjonalna i odpowiedzialna - od razu udzieliła wskazówek co i jak. Zaproponowano mi zastosowanie nieco mniejszego deseniu na roletach, a na tapecie większego. Nawet nie pomyślałam, że tak można;) Otrzymałam wizualizację, dzięki czemu mogłam sobie wyobrazić efekt końcowy.
Pas tapety wymierzyłam tak, by w przyszłości dobrze wyglądał z nowym portalem.
Złożyłam zamówienie. Nie mogłam się doczekać paczki, byłam strasznie ciekawa jakości i efektu.
Jeszcze na kilka dni przed wysłaniem zamówienia (a - o zgrozo!! - już po wykonaniu tapety) napisałam do firmy maila z pytaniem, czy tapeta będzie matowa. Nie pomyślałam o tym wcześniej.. a ściana pod tapetę odbija światło dzienne. Zaraz otrzymałam odpowiedź, że tapeta będzie matowa i mam się nie obawiać sztucznego efektu.
Ale i tak się obawiałam;)))
Zamówienie przyszło dość szybko. Kurier wręczył mi wielgaśną pakę. Co za emocje... ;)
Bałam się, bo tapety na ogół jakoś tak źle się kojarzą... też macie takie wrażenie..?? Mnie zależało na ciekawym efekcie i dobrej jakości.
Kiedy otworzyłam paczkę, najpierw znalazłam rolety. Dobrze zapakowane, ze wszystkimi niezbędnymi do montażu elementami. Szybko je rozpakowałam i odwinęłam kawałek. Efekt mnie zachwycił!!!! Naprawdę:) Wyglądały uroczo i..tak solidnie, elegancko. W ogóle nie było widać tego, że są drukowane.
Później rozpakowałam karton z tapetą. Była ładnie nawinięta na duży rulon, dzięki czemu w ogóle się nie pogniotła. I znów zaskoczenie - gdy odwinęłam kawałek, byłam w szoku - tapeta wygląda świetnie!! Żadnych świeceń, łączeń wzorów. Żywe, nasycone barwy... Po prostu zachwycająca!!!!
Fototapeta ma jeszcze jedną ważną zaletę - jest mocna, a odkleja się ją ponoć w całości:)

   Nie mogłam się doczekać montażu. Musiałam jeszcze dokupić klej do tapet. Firma poleca klej Fluggera, a że często korzystam z jego wyrobów, postanowiłam kupić ten właśnie klej. Niewątpliwą zaletą jest fakt, że kleju nie trzeba nakładać na tapetę. Nałożyłam jedynie na ścianę (wałkiem), odczekałam kilka minut i kleiłam. Przed przystąpieniem do pracy byłam mocno zestresowana... bo - powtórzę to po raz kolejny - klejenie tapety jakoś tak mnie odstraszało... . Jednak okazało się, że cały proces trwał krótko i był absolutnie bezproblemowy. Wszystko poszło gładko. A efekt... oj... bardzo, bardzo mnie zadowolił!! :)

Jeśli i Wy zdecydujecie się kiedyś na kupno fototapety, naprawdę Wam  polecam ofertę Dekea - dostępną TU. Pracownicy chętnie udzielają rad, a także dobierają grafiki do konkretnych elementów.Jakość świetna, a tapeta w ogóle nie przypomina dawnych fototapet;) W dodatku produkty są ekologiczne:)
Rolety też są świetne - system montażu dobry, wszystko jak należy. A jakość też widać na pierwszy rzut oka. To lubię!!

  Och, nachwaliłam się;) ale to dlatego, że jestem teraz szczęśliwą posiadaczką energetycznego, wiosennego wnętrza:) I będę Was moi drodzy systematycznie zachęcać do ożywiania Waszych wnętrz kolorami. Stosujcie KOLOR, chociażby w dodatkach. Malujcie meble na odważne barwy. Nie bójcie się odważnych eksperymentów. Niech nasze wnętrza nie będą nudne i smutne:)

Zdradzę Wam, że już wkrótce na blogu ogłoszę kolejny konkurs:) Będzie bardzo kolorowy, świeży, wiosenno-letni. Tymczasem przypominam o trwającym konkursie lnianym - a tym, którzy już się przyłączyli do zabawy bardzo pięknie dziękuję za wspaniałe wpisy!!!!!

(Żeby wziąć udział, kliknij w obrazek)





Mam też małą propozycję - jeśli posiadacie w domach jakieś ciekawe, kolorowe elementy (meble, zasłony, poduchy, świeczki, lustra, tace...etc.)- prześlijcie mi zdjęcia:) 
Wyślijcie na rustykalnydom@wp.pl
Może wspólnie pokażemy coś na moim blogu...? Może wspólnie ze mną zachęcicie innych czytelników do Pokochania Koloru...?? 




Teraz zapraszam Was do obejrzenia moich ukwieconych czterech kątów... :)

Ściskam Was radośnie...!!!
:)



















Miłej niedzieli!!


26 maja 2015

Mama zawsze wie...

   Wszystkim Mamusiom z okazji ich święta przesyłam najmocniejsze uściski!!

Dzisiejszy dzień - jak dla mnie - do najpiękniejszych nie należał, ale cóż, i tak się zdarza;)
Przypomniał mi się za to zeszłoroczny Dzień Matki, a właściwie przeddzień.
Chodziłam z córcią po centrum handlowym szukając spodni. Mąż poszedł do sklepu komputerowego. W jednym ze sklepów Jula stanęła obok mnie i zaczęła oglądać biżuterię. I ogląda...i ogląda.... . Wreszcie pytam: "Co tam Juleńko, chcesz coś..?" "Nie..." - odpowiada i dalej ogląda, po czym pyta: "A które kolczyczki ci się mamusiu najbardziej podobają?" No więc pokazuję, że te różowe...i te morskie. "No, Julciu, idziemy", ale Julka stoi twardo i mówi: "Poczekaj...czekaj jeszcze chwilkę..". No więc stoję.
Po chwili dziecię moje kochane rozgląda się, smutnieje, znów się rozgląda. Pyta: "Mamusiu, a te ile kosztują?" "Dwadzieścia dziewięć złotych" - odpowiadam i już się domyślam. Biedactwo moje najkochańsze stoi ze łzami w oczach i za nic nie chce iść dalej. Ale że MATKA ZAWSZE WIE, mówię: "Wiesz co kochanie, postój tu chwilkę, a ja zadzwonię do taty, bo zapomniałam mu coś powiedzieć". Odchodzę kawałek i dzwonię do męża: "Kotu, chodź szybko, bo Julcia chyba chce mi coś kupić na dzień mamy, ale nie chce mi tego powiedzieć...". Tata przyszedł, ja wyszłam po gazetę;) Dziecię moje pojaśniało na małej twarzyczce.

Dla takich chwil warto żyć......prawda Drogie Mamy...??? :))))




21 maja 2015

KONKURS lniany






  Kochani,
tak jak obiecałam, mam dla Was nie lada gratkę:) Ogłaszamy KONKURS. Do wygrania są trzy nagrody ufundowane przez firmę www.lenoui.com - oferującą piękne tekstylia z najwyższej jakości lnu.



Przedstawiam zasady Konkursu:

Należy w komentarzu pod tym postem napisać krótką wypowiedź na temat:


"Dlaczego warto dbać o wnętrze, w którym żyjemy? Jak dbałość o detale wpływa na nasze codzienne funkcjonowanie, samopoczucie? "


Odpowiedzi nie muszą być długaśne, za to dobrze byłoby, gdyby były interesujące:)
Pamiętajcie proszę, że z uwagi na moderację komentarzy, mogą się one pojawiać pod postem po kilku chwilach.

Komentarze można dodawać od dnia dzisiejszego do 20 czerwca
Wyniki konkursu ogłoszę w dniu 21 czerwca

Będę wdzięczna, jeśli zamieścicie na swoich blogach/profilach FB baner z informacją o konkursie.



A oto nasze nagrody:






Dwie najciekawsze wypowiedzi nagrodzimy upominkiem w postaci lnianego bieżnika...










Trzecią nagrodą będzie dekoracyjna, lniana poszewka na poduchowy wałek:







W imieniu swoim i firmy Lenoui zapraszam Was do udziału w konkursie.
Czekam z niecierpliwością na Wasze komentarze:)))
Do zobaczenia!!


15 maja 2015

Zapachy majowe

   Znacie ekranizację powieści Małgorzaty Kalicińskiej "Dom nad rozlewiskiem"..? Pewnie tak. Słyszeliście więc zapewne utwory śpiewane przez serialową Marysię. Autorką piosenek (między innymi popularnej "Ciszy") i właścicielką tego niezwykle przyjemnego głosu jest Asia Komorowska.

Ja zakochałam się w utworze "Kto by pomyślał", który po każdorazowym odsłuchaniu przenosi mnie w świat wspomnień i marzeń.
Niedawno odwiedziłam pewien zielony zakątek, do którego jeździłam jako nastolatka. To las położony wzdłuż brzegu Odry. Miejsce urokliwe, naturalne, wszechogarniająco zielone. Słychać tu tylko ciszę przełamywaną od czasu do czasu radosnym świergotem najpiękniej śpiewających ptaków.
Powróciłam tu na chwilę, po niemal dwudziestu latach... Dorosła, poukładana, odmieniona. Trzymająca za rękę ośmioletnią córeczkę...


Wracam do wspomnień, a chwile te umila mi łagodny głos Asi. Postanowiłam podzielić się z Wami wrażeniami i wstawiłam na blog mój ulubiony utwór jako podkład. Naturalnie spytałam Asię o zgodę:) (Asiu - raz jeszcze dziękuję)

Posłuchajcie i...... cieszcie się majem.............!!
:)))





11 maja 2015

Pstryki na łące

    Witajcie!!
Za mną baaaardzo intensywne trzy dni:) Już wkrótce podzielę się z Wami tym, co mnie tak zajmuje.

   Mam nadzieję, że miło spędziliście miniony weekend. Może podzielicie się ze mną tym, co porabialiście...?
My całe dwa dni spędziliśmy na łonie natury. Odwiedziłam kilka uroczych miejsc, w tym zielony zakątek, w którym spędzałam czas jako dziecko. Kiedy było mi smutno albo zwyczajnie potrzebowałam się zrelaksować, wsiadałam na rower i jechałam do lasu nad rzeką. Jest tam pięknie, dziko i niezwykle naturalnie. Ptaki śpiewają tak uroczo, że mogłabym tam przebywać godzinami.
Postanowiłam wykorzystać piękną pogodę i zrobić kilka zdjęć Julce. Nasza córa bardzo chętnie i profesjonalnie pozuje do zdjęć;)
   Pisałam już, że nie przepadam za zdjęciami pozowanymi. Szczególnie Julę lubię fotografować w niespodziewanych momentach. W dniu komunii nie robiłam zdjęć u fotografa. Uznałam, że kiedy odpoczniemy po przedkomunijnym maratonie, zabierzemy córę gdzieś na łąkę i zrobimy mała sesję.

Dzielę się z Wami naszymi poczynaniami na łonie natury...















I moje najulubieńsze..........!! :) Muszę koniecznie je oprawić...






   Jeśli jesteście ciekawi co słychać w naszym domu, to zdradzę, że szykują się zmiany. Zamówiłam rolety okienne. Jeszcze ich nie widziałam, bo paczka dopiero wędruje w moim kierunku, ale powiem Wam, że są... ODJECHANE ;) Nie lubię stosować kolokwializmów, ale inaczej się tego nie da określić;))) Czekam niecierpliwie na przesyłkę.

Piszcie co u Was - jak spędziliście weekend...???

Pozdrawiam!!

8 maja 2015

Wspomnienia

   Wróciłam.
Wypoczęta po ostatnich wydarzeniach i życiowych zmianach;)

Dziś czeka mnie pracowity dzień. Będę miała okazję zaszaleć twórczo;)
Chciałabym przed weekendem (mam nadzieję słonecznym!!) podzielić się z Wami uwiecznioną drobną cząstką swoich wspomnień.

Nie przepadam za zdjęciami pozowanymi. Bardziej lubię chwytać w kadr chwile niespodziewane, nieoczekiwane, nieplanowane. Tak też fotografowałam naszą "komunistkę" ;)
Podczas uroczystości w kościele nie szalałam z aparatem. Został w samochodzie. Chciałam skupić się na dziecku, na emocjach. Było bezstresowo i cudownie...:)


Nie byłabym sobą, gdybym nie okrasiła komunijnego przyjęcia swoimi hand-made'ami. Salę kawiarni znajomych (Meryk Cafe - polecam na przyjęcia, obiad jak u mamy!!) udekorowałam własnoręcznie wykonanymi pomponami z tiulu, a świeczniki opaskami, które wykonałam na kilka dni przed komunią. Kilka sztuk muszę wykonać teraz na zamówienie... :)

Oto kawałek naszych wspomnień...
















Życzę Wam pogodnego weekendu!!!
:)


30 kwietnia 2015

Wianki owocowe

   Witajcie!!
Na początku chcę bardzo, ale to bardzo ciepło przywitać nowych rustykalnodomowych czytelników:))) Dziękuję za miłe komentarze, wpisy, maile. Cieszę się ogromnie, że mój artykuł w Siedlisku tak Wam się spodobał:) Rozgośćcie się proszę... 

   Pozwolę sobie od razu odpowiedzieć na pytania Agnieszki, żeby nie musiała szukać odpowiedzi pod postem. Pytanie dotyczyło mojego stołu i krzeseł.
Agnieszko, stół kupiłam na starociach, za grosze. Nogi malowałam farbą do drewna, kolor rozrabiałam sama. Blat natomiast sama poddałam renowacji - starłam stary lakier i polakierowałam na kolor orzechowy. Krzesła zaś zamawiałam w meblo-wosk.pl. Przyjechały z daleka, ale wierz mi, są naprawdę świetne. Drzewo jest ciepłe i łatwo je odnowić (mnie odnowa czeka się tego lata, gdyż Tośka je trochę... zarysowała;) ). Kolor... właściwie już nie pamiętam, bo kupowałam je kilka lat temu... zerknij sobie na stronkę firmy. Większość moich mebli przyjechało z Makowa.
Gdybyś miała jeszcze jakieś pytania, pisz śmiało na maila.


   Kochani, dziś chwalę się ostatnim zleceniem. Jestem ogromnie szczęśliwa, bo klientka (mieszkająca spory kawałek ode mnie) była baaaardzo zadowolona, a to dla mnie największy skarb:)))



Uciekam tymczasem do moich zajęć. Będę tu już po weekendzie. Trzymajcie za mnie kciuki - żebym się za bardzo... nie upłakała.... ;))))
Ślę mocne uściski!!










Udostępnij