piątek, 4 maja 2018

FELIETONOWO- Polubić siebie

      Kochani,
wiem, że lubicie mnie czytać i gdy piszę szczerze, od serca. O tym co i jak myślę, jak widzę, czuję. Dajecie mi od jakiegoś czasu sygnały, że spodziewacie się na Rustykalnym jeszcze więcej treści. Zatem powstał w mojej głowie pomysł, by zacząć tu co jakiś czas zamieszczać FELIETONY. Osobiście lubię je pisać, więc niech to będzie moja blogowa nowinka, dla Was i mnie samej :)))
Jeśli życzycie sobie określonego wpisu, chcecie poznać moje opinie na konkretny temat, chcecie podjąć jakąś dyskusję, piszcie - z chęcią się wypowiem, pogadam z Wami ;))


♥️♥️

   Lubię siebie. Za to, jaka jestem. Jaką jestem kobietą, jakim człowiekiem. Bywa, że ktoś stwierdzi, że jestem za szczera, zbyt "wylewna" - cokolwiek to znaczy. Ale to cała ja.
Jestem prawdziwa. Czasem walnę coś bez zastanowienia, a potem godzinami w głowie zwoje pracują nad tym jak to odkręcić. Czasem popełniam błędy. Często się śmieję, wygłupiam, jakbym miała piętnaście lat. Mimo to moja Julka lubi to, że ma matkę-wariatkę ;) Czasem płaczę. Nawet przy dziecku. Usłyszałam kiedyś, że nie powinnam, ale nie widzę nic złego w pokazywaniu emocji.
Jestem roztrzepana, często się zawieszam i bujam w obłokach. Jestem odważna, silna, co akurat zawdzięczam mamie. Całkiem niedawno powiedziała mi: "Wiesz co.. Tak ostatnio sobie pomyślałam, że gdybym w twoim wieku była tak mądra i silna, może życie, nasze..wyglądałoby pewnie zupełnie inaczej". Cóż.. Odpowiedziałam tylko, że może tak, a może i nie. Uważam, że to właśnie życiowe doświadczenia sprawiły, że jestem kim jestem i znalazłam się w tym właśnie miejscu. One też dały mi siłę. Lubię życie ze wszystkimi jego aspektami, kolorami, fakturami, stronami, blaskami i cieniami.
   Zdarza się, że z czymś sobie w życiu nie radzę. Nie jestem wszechmocna, choć niektórym z Was pewnie tak się wydaje ;) Nigdy jednak nie boję się prosić o pomoc, wsparcie, bo to przecież nic złego, że czasem tego potrzebujesz. Kilka dni temu na przykład podjęłam współpracę z Sylwią, zajmującą się kreowaniem wizerunku, bo z racji ogromu zajęć, na sprawy związane z moją powierzchownością, wyglądem, nie mam zupełnie czasu. Sylwia, będąca fachowcem, profesjonalistką, ogarnie (nie lubię tego słowa, ale..) tę sferę mojego funkcjonowania, której ja nie mogę poświęcić dostatecznej uwagi.
   Lubię siebie za samokrytycyzm. Jestem kobietą świadomą swoich zalet, ale i wad. Nie jestem nieomylna, popełniam gafy, czasem zachowuję się tak, jak nie ja (od razu to czuję) - wtedy zaczynam pracę nad sobą. Analizuję, planuję zmiany, a dzięki samozaparciu i silnej woli, wprowadzam je w życie. Z natury jestem też dobrym człowiekiem. Nie robię innym krzywdy. Nie mylić z asertywnością, bo gdy ktoś krzywdzi mnie, potrafię postawić granicę - czego też nauczyłam się z wiekiem.
   Osiągam swoje cele. Realizuję marzenia. Kiedy słyszę od Radka "nie da się" (niegdyś jego dewiza życiowa, obecnie - staje się takim optymistą jak ja i wierzy, że można wszystko), przekonuję go, że się jednak da i że trzeba próbować. Nie po trupach do celu, ale własnymi siłami, na spokojnie, realizować cele, plany, wizje. Zdarza się, że się złości, bo "ty to byś chciała zaraz, już.. ", ale po czasie zawsze słyszę: "jesteś siłą napędową naszej rodziny, dzięki tobie nasze życie jest piękne", po czym rzuca "DZIĘKUJĘ" :)
   Żeby kochać życie, lubić ludzi, trzeba zacząć od siebie. Trzeba siebie akceptować w pełni, pokochać, a jeśli to trudne - wypracować zmiany na tych płaszczyznach, które najmniej odpowiadają naszemu "ja". Ja, pomimo świadomości swoich wad, niedoskonałości, lubię siebie i jestem otwarta na nowe. Dlatego zawsze do nowo poznanych ludzi podchodzę z uśmiechem, ufnością, nadzieją, uprzejmością. Nie każdy tak ma, bo spotykam ludzi, którzy na starcie (podczas gdy nawet zdania ze mną nie zamienili) mnie kasują, krytykują, traktują z dystansem i brakiem sympatii, ale wiem, że to ludzie, którzy właśnie samych siebie nie akceptują, bo od własnego jestestwa wszystko się zaczyna. Jestem wdzięczna za to, że ja tak nie muszę. Że mogę kochać ten świat i iść przez życie z dziecięcą radością.

7 komentarzy:

  1. Dziękuję za ten wpis. To prawda że wszystkie doświadczenia kształtują naszą osobowość. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Sporo jeszcze przede mną w tym zakresie... Uczę się, poznaję siebie, odkrywam i zauważam to, czego wcześniej nie potrafiłam dostrzec. Pragnę akceptować i kochać siebie:-) Tak Kasiu, tutaj wszystko ma swój początek. Stąd bije źródło wszystkiego dobrego. Miło przeczytać, że Ktoś jest już w takim miejscu...:-)
    Pozdrawiam Ciebie cieplutko,
    Hania

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie o sobie napisałaś ❤ Ja również staram się jak najbardziej pozytywnie myśleć , ale jeszcze czasem wyskakuje mi złośliwy chochlik i trochę mąci ten pozytywny obraz mojego życia. Cieszę się, że trafiłam na Twojego bloga , bo odkąd zaczęłam go czytać nastąpiło wiele pozytywnych zmian w moim życiu - zajęłam się ulepszaniem mojego otoczenia w domu i ogrodzie , przeczytałam wiele książek (choć wcześniej twierdziłam, że nie mam na to czasu 😁) i pokochałam pracę w naszym ogrodzie , tak , bo można się również cieszyć małymi rzeczami 😄 Pisz Kasiu o tym co lubisz , ja zawsze z przyjemnością poczytam 😊 Dziękuję Ci ❤

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepiękny, prosto z serca wpis. Widze, że mamy wiele wspólnych cech. :) Ja tylko jeszcze muszę popracować nad wiarą w siebie, jest coraz lepiej, ale jeszcze mam wiele do roboty. :) Kocham siebie mimo wszystko. Nie mam na swoim koncie wielkich osiągnięć, bardzo wiele błędów popełniłam, ale kocham siebie. Idę powoli do przodu, swoim własnym tempem. Cieszy mnie każdy najmniejszy krok w przód. Mnie również wiele osób skreśla na starcie albo od razy wydaje im się, że mnie znają, ale to ich fałszywy obraz mnie i tyle. :) Bardzo miło się czytało, uwielbiasz szczerość, uwielbiam takie teksty płynące prosto z serducha. Pozdrawiam bardzo serdecznie. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiara w siebie też przychodzi z czasem Agnieszko ;) Ja wiele musiałam się nauczyć...chociaż nie, nie nauczyć, bo nie robiłam tego celowo. To po prostu przyszło samo, z czasem. Dojrzałam, zaczęłam inaczej patrzeć na świat, ludzi. Selekcjonować to, co dla mnie ważne, dobre, a to co puste i bez wartości - odrzucać.
      Co do tego skreślania na starcie - współczuję Tobie, bo doskonale to rozumiem. Uciążliwe bywa to udowadnianie innym, że "ja naprawdę jestem fajna"...
      Uściski przesyłam serdeczne. Fajną masz rodzinkę ;)))

      Usuń

Dziękuję Ci za poświęcony czas... :)

Udostępnij