sobota, 29 listopada 2014

Sobotnie popołudnie

   Jak najchętniej spędzacie sobotnie popołudnia i wieczory, kiedy za oknem ziąb...??
Ja najbardziej lubię spędzać je w domu z rodziną. Lubię zasiąść wygodnie w fotelu, okryć się ciepłym kocem, zaparzyć aromatyczną herbatę, zapalić świeczki i... poczytać... posłuchać ulubionych audiobook'ów albo po prostu... posiedzieć i popatrzeć w ogień świec... :)
Naturalnie, dom musi być wysprzątany i pachnący. Wówczas najlepiej odpoczywam...






PLED: F&F Home
PODUSZKA: F&F Home




  A to moja kolejna bombka 3D. Stworzona na potrzeby klientów, którzy wciąż i wciąż pytają o reniferki;)) Bombka dopracowana przeze mnie w najdrobniejszych szczegółach. Niestety, zdjęcie nie oddaje urody tych bombek w pełni. Są naprawdę słodkie... :)))
Do kupienia za 58,99zł






   Piszcie, jak spędzacie sobotnie popołudnia. Ja tymczasem życzę Wam uśmiechu, trzymajcie się ciepło!!!!
:)

czwartek, 27 listopada 2014

Proste równanie

   Skąd taki tytuł...? To proste, a dla moich stałych czytelników Bardzo oczywiste.
Otóż: Ja + Kino = Katastrofa.

   Kilka dni temu zabraliśmy Julkę do kina. Jula chciała obejrzeć nowego Pioruna, zaś ja zamierzałam obejrzeć jakiś film sensacyjny. Jak zwykle kupiliśmy zagryzkę - popcorn i napoje. Mój napój, na moje nieszczęście, nalano do średniej wielkości kubka (ba, kubła!!), którego moje niewielkie dłonie po prostu nie są w stanie objąć:/ Moje dzieci poszły oglądać bajkę, ja musiałam jeszcze chwilkę poczekać na swój seans.
Postawiłam popcorn i kubeł z napojem obok siedziska. Kiedy nadeszła odpowiednia godzina i zamierzałam pójść na film, chwyciłam kubek nie tak jak trzeba...... (dodam, że ledwie się zgramoliłam obarczona kurtką, szalikiem, wielką torebką z Samymi Potrzebnymi Klamotami)......
i pół mojego napoju rozbryzgało się uroczo...po siedzisku, podłodze..... po mnie naturalnie... i...rany.. chyba po moim sąsiedzie:(  Mało tego. Łapiąc w locie kubek, strąciłam popcorn.......................
Pan, który siedział obok mnie, poderwał się gwałtownie i zaraz począł mnie pocieszać mówiąc "nic się nie stało, na pewno zaraz ktoś to posprząta, proszę się nie przejmować". Mnie było okropnie wstyd, nie chciałabym, by ktoś po mnie sprzątał, więc pobiegłam po rolkę ręczników papierowych i zaraz wszystko uprzątnęłam. Bilet też zalałam, ale na szczęście druk jest solidny, nie zmył się;)) Oblałam też siebie całą. Sweter, który miałam przewieszony przez ramię, był mokry i nieprzyjemnie klejący...
RANY.
Pozbierałam się spalona jak żarówka i pobiegłam do bramki. Do sali kinowej prawie biegłam, żeby mnie już nikt nie oglądał. W sali kinowej chciałam zająć wyznaczone miejsce, ale...kiedy się spostrzegłam, że aby tam dotrzeć, musiałabym minąć kilkoro ludzi, których nie chciałam pomoczyć... usiadłam na pierwszym miejscu z brzegu. Rozwiesiłam mokry sweter na fotelu (jeszcze mi klamerek brakowało...) i modliłam się, by nikt nie chciał zając mojego nowego miejsca. I nagle przypomniałam sobie pana, który mnie pocieszał. Jej,.. nawet go nie przeprosiłam.........!! Zrobiło mi się gorąco.
Jak widzicie (po raz kolejny!!), ja NIE MOGĘ CHODZIĆ DO KINA.
Z tego miejsca od razu, na wypadek gdyby któryś ze świadków mojej katastrofy był moim czytelnikiem, chciałabym bardzo, bardzo przeprosić.
I, tak przy okazji, gdyby ktoś mnie kiedyś spotkał w kinie tudzież w jego pobliżu, NALEŻY - UWAGA:
a) zmienić kino
b) zachować ode mnie bezpieczną odległość.
TYLE w temacie.
;)))



   Wracając do (bardziej normalnej) rzeczywistości, chciałabym się z Wami podzielić kolejnymi wrażeniami z mojego pobytu w stolicy.

   Będąc w Warszawie, miałam okazję przetestować fantastyczny Przewodnik po restauracjach warszawskich. Dlaczego fantastyczny...? Zaraz wyjaśnię...






Przewodnik zawiera informacje o ciekawych punktach gastronomicznych Warszawy. Jest tu trochę o właścicielach, menu, wystroju. Są zdjęcia - miałam więc ułatwioną sprawę przy wyborze miejsca na kolację, bo tak się składa, że przywiązuję dużą wagę do wyglądu wnętrza. Zwracam uwagę na to, czy restauracja jest urządzona ze smakiem i czy mnie w jakiś sposób zainspiruje;)
Restauracje w przewodniku podzielono na trzy rodzaje - od najdroższych do tańszych.
Jak się okazało, nie zawierał on jedynie informacji.
W przewodniku zamieszczono Bony. Jeden bon uprawnia dwie osoby do zakupu tańszego dania obiadowego za symboliczną złotówkę:) Brzmi niewiarygodnie..? Sprawdziłam, to działa!! :)

   Pierwszą restauracją, którą odwiedziliśmy w sobotę po kiermaszu, była Bellini (Magdy Gessler), umiejscowiona na starówce. Wybraliśmy ją właśnie ze względu na zachęcające zdjęcie wnętrza.
Już po przekroczeniu progu restauracja wywarła na nas ogromne wrażenie. Mieści się w piwnicy, a wnętrza zdobi stara cegła. Jest tam niesamowicie przytulnie i zachęcająco. Zaznaczam, liście widoczne na podłodze, to nie śmieci, lecz pachnące listki laurowe;))
Zamówiliśmy tutaj makarony. Radek z mlekiem kokosowym, ja z krewetkami. Były... wyśmienite!!
Faktycznie, po okazaniu kuponu, kelner w rachunku tańsze danie uwzględnił jako danie za 1zł:)


O, to zmęczona ale szczęśliwa ja;)




Następnego dnia, w niedzielę, wybraliśmy się na obiad do Fukiera.Tu również skorzystaliśmy z bonu i za obiad zamiast 145zł zapłaciliśmy 75zł :)









Teraz jeszcze jedna ważna informacja. Przewodnik jest aktualny tylko do końca tego roku, czyli jeszcze przez miesiąc. Jeśli jest wśród Was ktoś, kto chciałby z niego skorzystać, odstąpię go z miłą chęcią. Nieodpłatnie oczywiście. Wyślę pierwszej osobie, która zgłosi się przez e-mail: rustykalnydom@wp.pl







   Wracając do sobotniego wieczora: kolację w Bellini zjedliśmy w przemiłym towarzystwie Agnieszki prowadzącej blog Domowe Klimaty, i jej męża. Było cudnie. Miło, wesoło. W pamięci utknie mi niewątpliwie "boski zwłoczek" zamówiony przez Michała (chodziło oczywiście o "włoski boczek") ;))
Po kolacji wybraliśmy się do Pożegnania z Afryką, gdzie w niemalże magicznej atmosferze wypiliśmy najlepszą na świecie kawę z kardamonem i zjedliśmy wspaniały deser.


W niedzielę rano kawę wypiliśmy w kolejnym lokalu M.Gessler. Cóż, mam słabość do jej wnętrz;)
Byliśmy w Embassy, i przy okazji rzuciłam okiem na AleGlorię - pięęęęęęęękna!!!!! :))) Kelner okazał się bardzo uprzejmy, pozwalając mi na zwizytowanie lokalu w celach czysto poznawczych;)

Obiad, jak już wspomniałam, zjedliśmy w Fukierze. Zachwycona jestem klimatem wnętrz restauracji. Wrażenie na mnie zrobiła nawet... toaleta;) Było pięknie i pysznie. Na pewno wrócę tam z chęcią...


Śmieszne trochę było to nasze zwiedzanie lokali gastronomicznych;) ale okazuje się, że inspiracji można szukać nawet w restauracjach. Odwiedzając nowe miejsca zwracałam bacznie uwagę na dekoracje, kolory, aromaty. Chłonęłam piękno i nastrój. To był bardzo, bardzo piękny weekend.......
:)))))))




Mam nadzieję, że nie zamęczyłam Was opowieściami.
Po pięknym weekendzie ochoczo przystąpiłam do prac nad nowymi bombkami, również 3D.
I powstało kilka nowych, przyznam, całkiem ładnych, sztuk. Oto pierwsza z nich...


Bombka 3D, w całości wykonana ręcznie (nawet pierniczki). Dostępna TUTAJ. Podoba się Wam??









Życzę Wam pogodnego piątku!!
:)

sobota, 22 listopada 2014

Lampa, która uszlachetni wnętrze

   Miała być część druga relacji z pobytu w Warszawie, jednak postanowiła odłożyć ją na kolejny post. Dziś postanowiłam Wam pokazać w całej okazałości moją metalową lampę. Czasem tak się zdarza, że gdy się rano budzę, odczuwam ogromną chęć dokonania jakichś domowych zmian i ich "obfotografowania". I to był taki właśnie poranek;)

Postanowiłam zaaranżować stół i udekorować lampę szyszkami oraz dużymi laskami cynamonu.
Jeśli chodzi o samą lampę - zakochałam się w niej od pierwszego ujrzenia w sieci. Jest przepiękna... duża, elegancka... Dodaje pokojowi charakteru francuskiego chateau. I daje takie możliwości aranżacyjne!! Już mam pomysł na dekorację świąteczną........... :))
Ostatnio "chodziła za mną" aranżacja naturalna, leśna. Zainspirowały mnie magiczne lasy mijane podczas podróży, takie ciemne, spokojne, spowite gęstą mgłą...

Tak tak... wiem, że żarówek jeszcze brak... ;) to znaczy kupiłam, ale nieodpowiednie.
Muszę dokupić takie o innym kształcie, ponieważ te ze zdjęcia są za szerokie u dołu.  Potrzebne mi będą typowe "płomykówki" albo podobne, ale z dłuższym gwintem...



Lampa: firma ARGON, sklep internetowy producenta: www.argon-lampy.pl
Jeśli planujecie w najbliższym czasie lampowe zakupy, zajrzyjcie na wymienioną stronę, oferta jest naprawdę imponująca:)

















Jako że przed nami  - mam nadzieję leniwa - niedziela, polecam Wam do popołudniowej kawy najnowszy numer magazynu Czas na Wnętrze, gdzie pokazano naszą aranżację świąteczną:)
Znaleźć mnie można w dziale HIPERBLOG...











Kolejny post już będzie kontynuacją relacji z pobytu w Warszawie. Przy okazji opowiem Wam o pewnej, magicznej książce.......... ;))
Do następnego!!
:)


środa, 19 listopada 2014

Kiermasz Świąteczny magazynu Moje Mieszkanie

Ach... co za przygoda...!!
Kochani, jako że zdążyłam już odespać zarwane przed wyjazdem noce, dziś dzielę się z Wami relacją z Kiermaszu Świątecznego magazynu Moje Mieszkanie.

Było cudownie!! Fantastycznie jest spotkać w jednym miejscu tyle kreatywnych osób, podzielić się doświadczeniami, nauczyć czegoś nowego...
Kiermasz, jak już wiecie, odbył się w Pałacu Prymasowskim. Zaraz po przybyciu na miejsce, z pięknym uśmiechem powitała nas Pani Dorota Jaworska - redaktor naczelna MM. Musieliśmy wybrać sobie stolik do ekspozycji - do wyboru były stoły z białym i czerwonym nakryciem. Oczywiście Rustykalny skierował się od razu w stronę czerwieni:) jako że w tym roku nasza świąteczna kolekcja ozdób utrzymana jest właśnie w kolorystyce czerwono-zielonej.

Z racji tego, że - jak również wiecie - mam bzika na punkcie tworzenia nastroju, na naszym stole oprócz rękodzieła znalazły się świeże i pachnące gałązki choinkowe, a także pierniczki i ciasteczka świąteczne do degustacji:) które - nadmienię - zrobiły prawdziwą furorę;))) (jeszcze po zakończeniu kiermaszu, kiedy to spacerowaliśmy po warszawskiej starówce, otrzymywałam telefony z podziękowaniami za pyszne ciacha;) ).



Tak wyglądało nasze rustykalnodomowe stoisko...









Idea była taka, by rękodzieło przywodziło na myśl święta z dzieciństwa - pełne ciepłych barw, natury. Miało być sielsko i słodko...
Poniżej widać moje tegoroczne bombki, wszystkie ręcznie malowane...











A tutaj ja - uśmiech mi z twarzy nie schodził, bo byłam przeszczęśliwa z powodu tego, że moje "handmejdy" tak się podobały klientom;))

Organizując stół nie przewidziałam jednej rzeczy - że z powodu mojego skrzaciego wzrostu nie będzie mnie widać zza pieńków.....;)) ale i tak przez większość czasu stałam urządzając sobie pogaduchy z dziewczynami i klientami.
Mój mąż tracił cierpliwość słysząc po raz setny " idę, wrócę za pięć minut!!" i WIEDZĄC, że owe pięć minut oznacza CONAJMNIEJ godzinę........;)) (kochanie, buziaki za cierpliwość!!)







Nasze bombki bardzo podobały się maluchom... choć...nie tak bardzo jak...ciasteczka..... ;)





Nasz stół graniczył ze stołem Madzi z bloga Mam wenę. Magdę miałam okazję oglądać na łamach magazynu Piękno i Pasje. Świetna dziewczyna:)





...a tutaj cudne wianki Madzi...








Kawałek dalej swoje stoisko miała Alicja z ArteEgo, którą znam wirtualnie od kilku lat, a którą miałam wreszcie okazję poznać osobiście. Uwielbiam jej wnętrza i sesje. Natomiast sama Ala jest osobą bardzo ciepłą i otwartą. Ach, i była ze swoją śliczną Majeczką.
Pozdrawiam Was dziewczyny..!!








Strasznie się cieszę, że miałam okazję poznać wspaniałe kobietki, poczynając od członkiń redakcji Mojego Mieszkania (miałam okazję porozmawiać z Panią Ewą Zając-Roswadowską, dyrektor artystyczną MM, wspaniała osoba!!), po blogerki i czytelniczki.

Zapewne poznajecie Asię z My Little White Home...




...a tutaj Agatka, prowadząca blog Tak po prostu dom. Agata to przesympatyczna kobietka. Cieszę się Agaciu, że przyjechałaś się spotkać!!!!






Z myślą o czytelniczkach MM redakcja zorganizowała warsztaty z fotografem, Panem Mariuszem Purtą i stylistką Elizą Mrozińską.
Z ogromną chęcią wzięłam udział w warsztatach - miałam okazję popróbować swoich sił stylizując stół z jesiennymi dodatkami. Pani Eliza i Pan Mariusz są bardzo otwarci, sympatyczni i chętnie udzielali porad, wskazówek dotyczących robienia dobrych zdjęć. Myślę, że jeszcze nie raz skorzystam z ich pomocy, fantastyczni ludzie...

(po mnie kolej przyszła na Agę z AgoHome, która tutaj również próbowała swoich sił)





Agnieszkę miałam okazję poznać bliżej. Była na tyle miła, że zaproponowała nam po kiermaszu wspólną kolację na mieście. Aga to baaardzo ciepła osoba, ma świetnego męża i cudowne córy (które zaliczyły się do grona miłośniczek naszych pierniczków). Z Agą i Michałem spędziliśmy cudowny wieczór, ale o tym napiszę w kolejnym poście;)

A teraz chciałabym Wam pokazać to, co z Rustykalnego najbardziej spodobało się klientom kiermaszu.
Bardzo podobały się moje stroiki na świece, bombki 3D (przesłodki był widok klientów, którzy zaglądali do nich ze wszystkich możliwych stron;) ) oraz drewniane tabliczki, które pokażę wkrótce.

Zdradzę Wam, że baaaaardzo zaskoczył mnie odbiór mojego rękodzieła i fakt, że sprzedałam większość wystawionych rzeczy:))))))))









Kochani, mam nadzieję, że moja ralacja Wam się spodobała.
Zaglądajcie, bo już niedługo kolejny post.

Ściskam moooocno!!
:)

czwartek, 13 listopada 2014

Do zobaczenia:)

   Walizki już prawie spakowane.
Rano ruszamy do Warszawy. W sobotę będę uczestniczyć w Kiermaszu Świątecznym magazynu Moje Mieszkanie:) Strasznie się cieszę!! Nie mogę się doczekać spotkań z dziewczynami,  redakcją...

To będzie mój pierwszy kiermasz bożonarodzeniowy.  Mam nadzieję, że moje rękodzieło się spodoba... szczerze mówiąc, to nawet się ciut stresuję... ;))

Jeśli jesteście z Warszawy/okolic i macie ochotę się spotkać ze mną, jak też z innymi Kobietkami z Pasją - zapraszam serdecznie:))
Będzie mi baaardzo miło Was poznać:) Zresztą... dla mnie każde spotkanie z czytelnikiem to niezwykła i bardzo emocjonująca przygoda:)

Przypominam szczegóły:
Sobota 15 listopada, godz. 10:00 - 17:00
Pałac Prymasowski

Szukajcie stoiska z gąską:)))))

Do miłego zobaczenia!!!!!!!!!
:)



poniedziałek, 10 listopada 2014

Witryna drewniana i kiermaszowe zapracowanie

   Witam Was po dłuższej przerwie:)
Wsiąkłam świątecznie. Dosłownie!! Od rana do wieczora szukam inspiracji, wymyślam, projektuję, maluję, kombinuję... Przygotowania do kiermaszu idą pełną parą.
Po domu od kilkunastu dni grasują elfy, które za mnie sprzątają, gotują, i... w ogóle wszystko za mnie robią..., również regularnie przywołują mnie do porządku z... porządkiem;) Dobrze mi z tym, że ma kto pomóc, gdy zajęć jest tak wiele...

   Kiedy jestem tak zapracowana, zwykle mam ogromną ochotę na robienie zdjęć. I czasem muszę, po prostu muszę wystylizować jakiś kąt i uchwycić go w kadr. Ot, taka moja odskocznia od malowania.
No i napstrykałam:)

Dziś w roli głównej moja nowa witryna, o której wspominałam Wam w poprzednich postach.
Marzyła mi się od ładnych kilku lat. Piękna, rustykalna, i nieco... baśniowa:) Z łatwością mieści moje kolekcje starej ceramiki i współczesnych bolesławców. Przyjechała do mnie z Makowa Podhalańskiego. Witrynę kupiłam w sklepie Meblo-Wosk, w którym kilka lat temu zamawiałam moje krzesła, barek, szafkę z szufladami i mebelki do pokoju Julki. Pani Alicja, z którą dogadywałam szczegóły zamówienia, jak zwykle wykazała się profesjonalizmem, a przy tym jest baaardzo sympatyczną osobą. Lubię robić zakupy w takich firmach...:)
Och, jak ja się cieszę z tej witryny!!!! Jest po prostu przeurocza:))))
















 



Bardzo lubię w tych mebelkach "efekt kornika" ;) Podobają mi się też listewki na wewnętrznej ścianie witryny i na łuku. Niewątpliwie dodają sielskiego charakteru...





Kochani, uciekam z powrotem do pracy. O, poniżej w szybie witryny odbija się... temat kolejnego posta ;)))







Poczęstujcie się jabłuszkiem. Prosto z drzewa. Takie.. jeszcze nieumyte, nieco zaśniedziałe...najlepsze :D






Ślę Wam słooodkie buziaki!!



Udostępnij