8 kwietnia 2019

Nowe mieszkanie, nowy Dom.

   Miesiąc mnie tu nie było. Rany, jak zleciało...
Kochani, teraz już spieszę, by podzielić się z Wami zmianami, jakie zaszły w naszym życiu.

   Kupiliśmy nowe mieszkanie. Dość niespodziewanie, bo rozglądaliśmy się za większym lokum już od jakiegoś czasu, jednak nie jakoś intensywnie, bez parcia. Po prostu przeglądaliśmy różne oferty, rozważaliśmy za i przeciw. A i nie wpadło nam w oko dotychczas nic, co skradłoby nasze serducha.

   Jakiś czas temu zaczęliśmy szukać tak "na serio". Zamarzyło nam się sypialniane łóżko i wygoda związana z większą przestrzenią.
Przeglądaliśmy ogłoszenia, oglądaliśmy mieszkania. Założenie nasze było takie, by znaleźć coś, co będzie większe metrażem, będzie miało dodatkowe dwa pokoje na sypialnię i na moją pracownię. Dość już mam trzymania farb w walizce i tego ciągłego wyciągania, chowania. To naprawdę uciążliwe.
Mieszkania, które oglądaliśmy, były różne. Braliśmy pod uwagę dwa osiedla i bardzo chcieliśmy znaleźć coś z duszą. Było kilka mieszkań, które nas zainteresowały, ale w każdym z nich było jakieś "coś"... W jednym na przykład, w salonie, znajdował się prysznic i umywalka, o!!
Oglądaliśmy nawet mieszkanie bardzo blisko naszego, jednak cena wydawała się zupełnie nieadekwatna do jego potencjału i jakości wykończenia - najtańsze płytki, panele, schody..
   Znaleźliśmy w pewnym momencie mieszkanie, które było fajne. Nie rewelacyjne, ale też nie zwyczajne. W starym budownictwie, z wielkim salonem i kozą żeliwną. Jednak tu też mieliśmy wątpliwości co do ceny, bo okazało się, że nie ma ogrzewania (piec niesprawny), okna są stare, a nie nowe, jak stało w ogłoszeniu, a i inne elementy niezupełnie zaspokajały nasze potrzeby. Mimo wszystko braliśmy je pod uwagę.
I wtedy właśnie natknęłam się w sieci na jeszcze jedną ofertę. Przejrzałam zdjęcia i od razu pomyślałam, że to mieszkanie idealne, może nawet..zbyt idealne...
Zadzwoniłam do biura. Na oglądanie umówiłam się jeszcze tego samego dnia, pod wieczór. Poszłam sama, bo Radek był w pracy.
Już klatka schodowa zrobiła na mnie wrażenie. Czyściutko, ładnie. Weszłam do mieszkania. Zajrzałam w kilka kątów i już wiedziałam..
Ścisnęło mnie w gardle. Pomyślałam, że pewnie ktoś inny je kupi, bo to zbyt piękne, by mogło być nasze.
Radek wracając z pracy zasypał mnie wiadomościami typu: " I jak?? Fajne???" Następnego dnia z rana poszliśmy obejrzeć razem. Nawet nie obejrzał dokładnie. Też od razu powiedział mi na ucho, że to jest nasze mieszkanie. Julka stwierdziła to samo. To miejsce jest odpowiedzią na wszystkie nasze potrzeby.
Formalności związane z kupnem w zasadzie poszły bardzo gładko. Sprzedający okazali się być fajnymi ludźmi. Rozstawali się z mieszkaniem, bo wybudowali dom. Czekali na kupca, który pokocha te kąty tak, jak oni je kochali. Na kupca, który nie będzie wybrzydzał, że stare podłogi i nierówne ściany.. lecz doceni duszę mieszkania i jego potencjał.

   A jakie ono jest..? Stare, z duszą. Kamienica przedwojenna. W mieszkaniu skrzypią podłogi. Dziwnie się po nich stąpa.
Kupiliśmy 110 metrów, które mieszczą: salon, trzy pokoje (pokój Julki, sypialnia i pracownia), łazienkę, kuchnię z balkonem i spiżarnią, pomieszczenie gospodarcze, garderobę i werandę. Jest wysokie i ma wysokie, łukowe okna. Ma wszystko, o czym od dawna marzyliśmy.


   Mieszkamy tu od kilku dni. Przeprowadzka była baaaardzo długa i ciężka. A jeszcze nie przewieźliśmy wszystkiego. Jeszcze się nie rozpakowaliśmy do końca. Moja pracownia na razie mieści przeprowadzkowy balast. Zajęliśmy się póki co szybkim remontem kuchni i pokoju Julki. Choć.. może "remont" to za dużo powiedziane. Bardziej możnaby rzec "dostosowanie".

 
   Oto nasz nowy dom..


Pokój - przyszła pracownia. Światło jest tu wprost cudowne do wszelkich prac twórczych.




Serce domu - kuchnia. Wymarzona. 


Dogadaliśmy się ze sprzedającymi co do lamp - odkupiliśmy je, bo świetnie tu pasują. Kuchnię nieco  przerabiamy. Pomalowałam już ściany, które wymagały odświeżenia. Wymieniamy też podłogę, by drzwi się lepiej domykały. Ściany są teraz białe - będą stanowić piękne tło dla naszych kobaltowych skorup. Kupiliśmy dolne szafki kuchenne. Na razie tylko dolne, bo na więcej nie starczyło nam już środków ;) (musieliśmy zakupić cały sprzęt). Postawiłam na Ikeę. Nie chcę już drewnianej kuchni w zabudowie. Podoba mi się seria Bodbyn. Marzy mi się słup szafek-witryn, sięgających po sufit. Ale to koszt, więc na razie robimy to, co niezbędne.
Nie byłabym sobą, gdybym nie przełamała stylu - ze staroci przytargaliśmy do kuchni pomocnik drewniany. Będzie służył eksponowaniu fajniejszych naczyń i ceramiki.
Na razie nie zajmujemy się spiżarnią. Ona wymaga sporo pracy. To zrobimy w późniejszym terminie, na pewno po wakacjach, kiedy będzie też remontowana elewacja budynku.
A kuchnia sama.. cóż.. Chciałabym ją urządzić w starym, dworkowym stylu. Trochę surowym, a jednocześnie klimatycznym. To pewnie potrwa znów kilka lat, ale powolutku będziemy tu wić nowe gniazdo..

Poniżej widok kuchni od strony balkonu.





To pokój Julki. Też zyskał już białe ściany. Tapetę zastąpimy tapetą z imitacją białej cegły. Jula tak to sobie wymyśliła. Mnie cieszy pomysł z nową tapetą, bo z poprzednią zeszło nam pół tynku.. ;)







Salon. Uwielbiam podwójne drzwi. I światło. Wreszcie mamy w domu słońce. Z salonu jest wejście na werandę. Już stoją tu kwiaty i zioła. Powoli oswajam pomieszczenia, by nie było tak surowo. Kiedyś w jednym z miast, nie pamiętam którym, widziałam werandę w starej kamienicy. Przez okna widać było, że stoją w niej białe meble i wiszą niebieskie, włocławskie talerze na ścianach. Wyglądała obłędnie, a ja pomyślałam wówczas, że gdybym miała taką werandę, to tak właśnie by wyglądała..







 I przedpokój. Właściwie mamy dwa przedpokoje. Ten na zdjęciu jest główny, większy. Mniejszy być może będzie służył jako miejsce na duże szafy.




   Dziwnie nam tu na razie. Trochę obco, trochę zimno. Dom inaczej pachnie, inaczej go słychać. Jest duży, więc gubimy i szukamy siebie nieustannie. Przyzwyczajamy się. Do wszystkiego, co nowe i do przestrzeni.
Myślę, że to wszystko to kwestia czasu. Brakuje mi u jeszcze kaśkowego klimatu. Moich zasłon, obrusów, durnostrojek. Ale to z czasem, na spokojnie się rozpakujemy i rozgościmy.
Póki co oswajamy każdy kąt po kolei. Na pierwszy rzut idzie kuchnia. Musi zachęcać do tego, by w niej spędzać czas.
Staramy się nie pędzić, ale to trudne. Bo chciałoby się, by już było pięknie. A tak się nie da. Na wszystko potrzeba czasu.

Bądźcie z nami, będę się dzielić zmianami, efektami oswajania.

Teraz uciekam spać. Jestem zmęczona. Dziś szorowałam starą podłogę w kuchni. Widać na niej ślad po piecu kaflowym. Myślałam o tym, by poszukać gdzieś starych zdjęć kamienicy. Może znajdę jakieś pstryki mieszkania sprzed wojny..?
Spać...
:*


15 komentarzy:

  1. Kasienko, tak się cieszę, że wszystko powoli układa się po Twojej myśli !!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kasiu, najważniejsze, że bardzo Cię cieszy nowe m ieszkanie, że macie Wasze miejsce, Reszta - wiem, że tam włożysz mnóstwo serca i miłości.
    Niech Wam się dobrze mieszka.

    A wiem o czym mówisz, bo ja z takiego mieszkanka przeniosłam się na nowoczesne 3 razy mniejsze. Im człek starszy, tym mniej potrzebuje.

    Miłości i radości w urządzaniu!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Już się nie mogę doczekać zdjęć z urządzania nowego mieszkania. Masz tyle pomysłów, które podziwiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kasieńko...gratuluję zakupu i spełnienia marzeń. To faktycznie mieszkanie z duszą. Przed Wami ogrom pra ale to sama radość kreować i wić własne gniazdko. Dlatego już się cieszę na myśl, że będziesz się z nami czytelnikami dzielić postępami prac i pomysłami. Niecierpliwie czekam. Sama też szukam inspiracji. Trzymam kciuki by wszystko wyszło tak jak sobie zamarzysz.Pozdrawiam ciepło.


    OdpowiedzUsuń
  5. Samych cudownych chwil w nowym miejscu Wam życzę: ) Mieszkanie jest bardzo klimatyczne, będę podglądać jak je "oswoisz" Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Kasiu gratuluję Wam zakupu nowego mieszkania. :) Niech Wam się tam dobrze mieszka. :) Czekam na cdn wieści z urządzania nowego domu i pozdrawiam Cię serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Gdzie w Głogowie można kupić takie klimatyczne mieszkanie? Już nie mogę się doczekać "Kaskowej" adaptacji. Pozdrawia Aga, była sąsiadka jeszcze z Oriona.

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratulacje!!! Niech Wam się dobrze mieszka. Czekam z niecierpliwością ja kolejne wpisy o postępach dekoracyjnych :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo Wam dziękuję za ciepłe słowa :)) Mieszka nam się dobrze. Zdziwiło mnie, jak szybko przystosowałam się do funkcjonowania w tak dużej przestrzeni. Jeszcze mamy tu galimatias, ale.. codziennie do przodu ;) Uściski zasyłam i będę pokazywać postępy prac ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Gratuluję zakupu i cieszę dię z Wami. Oswajajcie te komnaty, czekam na relacje. Lata temu przeprowadziliśmy się z pokoju u rodziców na 82m, pamiętam początki naszej komunikacji. Z szeptu przeszliśmy do nawoływania. Pozdrawiam☺

    OdpowiedzUsuń
  11. Woooooooooowwww :D Gratulacje!!! :)))) Będzie pięknie, już jest pięknie tak właściwie :))

    OdpowiedzUsuń
  12. Fantastycznie:) piękne mieszkanie, ja szukałam domu kiedy mąż był na wyjeździe, jednego dnia obejrzałam 4 domy na osiedlu które mnie interesowało, dopiero czwarty zrobił na mnie wrażenie, miałam to samo uczucie, ściśnięcie w gardle, to mój dom tego szukałam ;) Cieszę się razem z Tobą:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Piekne mieszkanie i cudne widoki za oknami:))) Niech Wam sie tam dobrze mieszka! Bede podgladac z ciekawoscia jak bedzie urzadzane, bo potencjal ma to miejsce ogromny. Sami jestesmy dopiero na etapie poszukiwan naszych 4 scian

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję Ci za poświęcony czas... :)

Udostępnij