poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Przystanek: Kazimierz Dolny

   Kolejnym przystankiem po Hajnówce był Kazimierz Dolny. Na miejsce dojechaliśmy późnym wieczorem, więc wykupiliśmy pierwszy lepszy pokój i z rana wybraliśmy się na spacer.
Ogrom galerii artystycznych mnie powalił. Jedne przyciągały klimatem, inne osobowością artysty, jeszcze inne po prostu "zawartością". Niektóre skutecznie mnie odstraszyły - nie przepadam za artystami, którzy nie widzą świata poza czubkiem własnego nosa ;)
W jednej z galerii odbyliśmy z artystą ciekawą rozmowę na temat popełniania desperackich kroków w remontowaniu starego domu. Bardzo miły mężczyzna. Na odchodne dostałam kilka pocztówek z wizerunkiem prac artysty i jego żony.
Kawałek dalej natknęłam się na stragan z magnesami i biżuterią z ceramiki. Rzecz jasna nie mogłam przejść obojętnie ;) Przy stoisku postaliśmy trochę dłużej, bo poznaliśmy właścicieli-rękodzielników. Ale fajni ludzie :) Nie mogliśmy się nagadać, zupełnie jakbyśmy znali ich od lat. Wykonują torebki i wspomniane magnesiki, bransoletki, wisiory.. a wszystko to z fajnymi grafikami. Dowiedziałam się, że mogę im podesłać zdjęcie jednego ze swoich obrazów i wykonają magnes bądź co tam sobie zażyczę, z wybraną grafiką. Rewelacja!! :) Od nich też dostałam gratis. Skwitowałam, że aż mi głupio, bo gdzie nie wlezę, tam ktoś mi coś daje ;)) (widać było coś po mnie czy co..?) Ale to szalenie miłe. I pewnie sama zrobiłabym tak samo ;)
Jeśli chcecie zobaczyć prace Malwiny i jej męża, proszę, podaję namiar:
http://piando.shopshood.com/
Są też na fejsbuku - można tu obejrzeć biżuterię, zerknijcie koniecznie ;)
   Po pogawędce z cudownie szalonymi rękodzielnikami udaliśmy się nad Wisłę. Spłukani już doszczętnie z powodu kosztów podróży i remontów domowych, zasiedliśmy na ławeczce z obiadem - bułką z kabanosem. Mniam...!! :))))))

   Z Kazimierza jechaliśmy do domu. Stęsknieni za swoim łóżeczkiem, bielutką pościelą i przytulnością w każdym znaczeniu tego słowa. Bo.. nawet gdy trwa remont, jest upierdliwie, głośno i bałaganiarsko.. no nie... nie ma jak w domu...!! :))))))))))))))))



Galeria sympatycznego artysty...




... a tu galeria zamknięta, ale za to z jakim wejściem..!! ;)




I Malwina. Cudowna babka. Chodząca po chodniku w skarpetkach i zarażająca hiperpozytywną energią ;)




Do zobaczenia!!
:)

3 komentarze:

  1. A ja rok temu ewakuowałam się z Kazimierza czem prędzej, bo nachalna, tandetna, odpustowa wręcz atmosfera wyleczyła mnie migusiem z opinią jakie to klimatyczne miejsce :( A właścicielka pierogarni to przypieczętowała, serwując ohydne mrożone pierogi :( I taka konkluzja: dzisiaj czy jest się w Kazimierzu czy na Krupówkach, Jarmarku Dominikańskim tudzież na Jasnej Górze wszędzie jest tak samo :(ew :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest w tym trochę prawdy. Mnie też atmosfera nie powaliła. Bardziej już poczułam klimat Lanckorony, która w niedzielne przedpołudnie zachwyciła mnie ciszą i jakąś taką nostalgią w powietrzu.. ;) W Kazimierzu obiadu nie jadłam, ale wypiliśmy kawę w jednej z kawiarni, nie pamiętam nazwy..bardzo eleganckie miejsce w pałacowym stylu, ale jednocześnie przyjemne i przytulne.. Z Kazimierza będę wspominać Malwinę, o. ;)))

      Usuń
  2. Oooo! widzisz, miałam napisać, żebyś zajrzała do Lanckorony, a Ty byłaś :) Twoje anioły tam pasują :D! ew

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję Ci za poświęcony czas... :)

Udostępnij