16 czerwca 2020

Wracam.

   Jak się macie..??
U nas wszystko w porządku.
Potrzebowałam zrobić sobie mały detoks. Od komputera, od internetów w ogóle. Skoncentrować się na zdrowiu, zrobić zaległe badania. Po trzech latach funkcjonowaniu w jakimś letargu wreszcie wróciłam do żywych. Zmieniłam dietę, wspomagam organizm. Tego mi było trzeba i znów wydarzyło się coś po coś, i wyszło mi to bardzo na dobre ;)
Po raz kolejny postawiłam na samorozwój - zapisałam się do szkoły muzycznej. Uczęszczam do niej od miesiąca. Tak, z prawie czterdziestką na karku, zapisałam się do szkoły muzycznej :D
W każdym razie z nową energią wracam do Was :))

 
   Mam Wam tyle do opowiedzenia..
Zacznę od tego, że postanowiłam inaczej podejść do urządzania naszego nowego, przedwojennego mieszkania. Jesteśmy tu od roku i zaszły w nim duże zmiany. Teraz nawet myślę, że fakt, że nas zalało, wyszedł nam na dobre. Podobno woda oczyszcza mury ze złej energii. Mieszkanie przez 100 lat miało wielu lokatorów, zapewne wiele się tu wydarzyło. Chyba tak miało być.
   Postanowiłam sprzedać wiele mebli i dekoracji, które przeniosłam z poprzedniego mieszkania, a które tu nie pasowały. Jeszcze trochę ich mam, ale wszystko szczęśliwie udaje mi się zbyć i to naprawdę fajnym osobom. Lepiej mi z myślą, że moje ulubione perełki poszły w dobre ręce ;)
   Za pieniądze ze sprzedaży kupiłam kilka nowych mebelków i dekoracji- lampy, sztukaterię, krzesła. Urządzam dom w zasadzie od podstaw. I tak jest zdecydowanie lepiej.
Obecnie czekam na odbiór sztukaterii. Zamówiłam listwy na ściany w salonie. Chcę zrobić kilka "okien", które podzielą przestrzeń ścian. W tygodniu planuję też pomalować ściany w salonie - na biel, naturalnie. To dla mnie baza doskonała. Gdy wykończę ściany, poszukam sofy albo narożnika. Brakuje mi w salonie mebla, na którym można się wygodnie rozkokosić przy dobrym filmie..
   Planowaliśmy do niedawna odsłonić deski w salonie. Dziś już wiemy, że tego nie zrobimy. Z prostej przyczyny. To by spowodowało, że będziemy słyszeć sąsiadów. Niestety, w holu słyszymy. Czas pięknie weryfikuje nasze plany ;))



   Udało mi się wreszcie urządzić pracownię.
Pomysłów na nią miałam wiele, jednak wygrać musiała funkcjonalność. Postawiłam na jeden długaśny blat z jednej strony pomieszczenia. Mąż się śmieje, że wygląda jak pas startowy ;)




Blat mieści arsenał artystyczny i stanowisko komputerowe, które obecnie, w pracy zdalnej, sprawdza się fantastycznie. To typowy blat kuchenny, nie muszę się więc z nim obnosić jak z jajkiem.
Położyliśmy go na kontenerkach z Ikea (trochę mnie zawiodły na początku, bo zamówiłam je przez internet i okazało się, że mają kolor kremowo-beżowy, a nie biały, jak w ofercie) i szafce, którą wykonał Radek - szafce na drukarkę.
Żeby nie było nudno i sztampowo, zaprojektowałam regał do sufitu (ma ponad 3 metry), a pan domu go rozrysował i wykonał. Mieści kolekcję magazynów wnętrzarskich, ulubione książki, dokumenty i dekoracyjne drobiazgi.
Wymieniłam lampę sufitową na tą, która mi się marzyła - tubę. Sufit ozdobiliśmy dużą rozetą..





Chcę w mieszkaniu mieszać styl nowoczesny z antycznym. To połączenie pasuje tu jak ulał.
Zamierzam też powtarzać pewne elementy w każdym pomieszczeniu, tak, by aranżacja całego mieszkania stanowiła całość. Dlatego właśnie do holu zamówiłam kinkiety-tuby, takie jak powyższa lampa. Niestety, nie obyło się bez wpadek ;)

Tadaaaaammm...




;) ....- producent wykonał lampę z innym gwintem, niż było w planie. Skutek był komiczny :D Na szczęście sklep, przez który dokonałam zamówienia, ekspresowo dosłał mi inne, odpowiednie żarówki. Teraz jest idealnie. Pokażę Wam w kolejnych postach. Lampy nie dają może wiele światła, za to tworzą niesamowity nastrój i wydobywają piękno przedwojennej cegły.

   Niedawno dokupiłam drugi kominek elektryczny, by mieć alternatywne źródło ciepła na krytyczne momenty ( ;) ), których doświadczyłam kilka tygodni temu. Miasto wyłączyło ogrzewanie, a ja tu prawie zamarzłam na kość!! Jeszcze nigdy dotychczas nie chodziłam po domu ubrana w tyle warstw.. Ot, uroki starych murów. Coś za coś ;)

Mała zajawka..



Na razie stoi w pracowni.

   Dokonałam kilku zmian kosmetycznych w holu. Nie montujemy jeszcze listew przypodłogowych, bo musimy najpierw wymienić drzwi. Poza tym nie wiemy jeszcze, czy z czasem nie wygłuszymy podłogi.




   A teraz najlepsze :)
W salonie zagościła nowa dekoracja. Zupełnie przypadkiem. Wymusiła zmiany w aranżacji, ale warta jest każdej myśli, poświęcenia, godziny i każdego wysiłku.
Jakiś czas temu znajoma spytała, czy nie chciałabym starych drzwi balkonowych, które wyrzucono na śmietnik. Miała ich dwie pary - jedne zostawiła sobie, drugich nie potrzebowała. Nawet się nie zastanawiałam. Dla mnie takie drzwi to marzenie. Stare, oryginalne, drewniane, masywne, wysokie i dwuskrzydłowe. Były w opłakanym stanie, ale wiedziałam, że dam radę je odrestaurować. Wzięłam w ciemno. Nie wiedziałam nawet co z nimi zrobię.
- A gdzie je wstawisz? - spytał pan domu.
- Nie wiem, ale już je kocham. Coś wymyślę.
Tak już mają rasowi wariaci ;)
























   Za renowację zabrałam się od razu. Odnawiałam je po pracy, całymi godzinami, czasem nocami. Zajęło mi to dwa tygodnie. Samo opalanie farby, zeskrobywanie, szlifowanie, usuwanie kitu, uzupełnianie ubytków. Tak wyglądały po oczyszczeniu i częściowym wypełnieniu dziur:





   Zastanawiałam się nad kolorem - myślałam nad tym, czy zostawić je w drewnie, jednak nie pasowałyby do mojej wizji salonu. Uznałam, że zrobię z nich dekorację - atrapę drzwi na ścianie. W miejsce szyb wstawiliśmy lustra. Całość pomalowałam na biało.
Rozważałam wklejenie dekoracyjnej sztukaterii w płyciny..







..jednak na razie zostawiłam je bez dekoracji. Uznałam, że po zamocowaniu ich na ścianie i zrobieniu sztukaterii podejmę decyzję, czy je dodatkowo ozdobię.
Na końcu zamówiłam retro klamkę u ulubionego producenta. Zamówiłam też szyld, który miałam montować obok klamki, na drugim skrzydle, jednak okazało się, że bolec na klamkę jest nie do wyjęcia i ma lekką krzywiznę - klamki nie da rady zamontować idealnie w pionie. Szyld wstawiłam więc pod nią, co tylko dodało uroku, a i zniwelowało widoczną pochyłość..








   Drzwi stoją pod ścianą i czekają na sztukaterię - wykleję im dookoła ramę z listewek. Jak dla mnie już prezentują się cudownie!!!!! :)))












   Ostatnio mam więcej czasu wolnego, więc więcej maluję.
Kilka dni temu powstał "Czerwcowy bukiet", malowany akrylami. Dostępny, jeśli ktoś ma ochotę i chce pokochać.. ;)



1 komentarz:

  1. Superowo odnowione drzwi.
    Podziwiam nową energię i zapał :-)
    Pozdrowionka słoneczne

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję Ci za poświęcony czas... :)

Udostępnij