poniedziałek, 24 lipca 2017

Magicznie nostalgicznie czyli podróż po Podlasiu

   Przejeżdżając przez wsie usłane drewnianymi chatami podziwiałam nie tylko widoki, ale przede wszystkim nazwy miejscowości, rzek czy jezior. Ot, choćby "Oksiutycze" :) Tu, na Podlasiu jest zupełnie inaczej niż u nas. Wszystko jakieś takie większe, bardziej rozległe. Jest cicho, a czas jakby się zatrzymał.
- O, zobacz, rzeka Pyszna!
- Gdzie?
- Nie ma..jest sam most. Ktoś ją wypił.
Jest tu wiele magicznych zakątków. Jako że marzy mi się dom po części obity drewnem, czerpałam inspiracje, a do domu wróciłam lekko oszołomiona i równie magicznie natchniona. Ba, nawet pan mąż złapał bakcyla, bo jadąc rzucał okiem to na prawo, to na lewo. Zdarzało się, że nie zauważał przez to "hopka" na drodze. Ja wówczas modliłam się, by samochód, który wyskoczył jak z  wyrzutni, wylądował w powrotem na jezdni.
- Zobacz, jak pięknie!!
- Kochanie prowadzę.
Mhm. Prowadzi, ale zwalnia i patrzy.
Mnie ogarnia błogostan, gdy zauważam drewniany (odnowiony) domek pod lasem wśród zarośli tak zielonych, jakby je kto farbą ochlapał. Przed domkiem niewielka, równie zielona łąka. Ach, jaki piękny byłby tu piknik....!!
- O, a zobacz na to ogrodzenie! - krzyczy kierowca.
- Gdzie..?? Ejjjjj!! Uważaj, dziura... ehh.. znowu. No..piękneeeeeeeeeeeeeeeee...................

Rozglądając się na prawo i lewo jadąc samochodem, doszliśmy do wniosku, że Podlasie to kraina krów i bocianów. Jest ich to naprawdę sporo. Konkluzja taka nam się przy okazji wykluła, że krów jest dużo, bo przynoszą je bociany.
Takie myśli człowieka nachodzą, gdy spędza 9 godzin w podróży. To strasznie męczące, lecz gdy w końcu dociera się do tak wspaniałego miejsca, jakim jest dom Ani i Maćka, bolące nogi i siódme poty idą w zapomnienie.
Dwa wspaniałe dni spędziliśmy w Aniutkowie. Z Anią znamy się od lat, ale do ubiegłego roku znałyśmy się zaledwie wirtualnie. Ponad rok temu odwiedziliśmy desperatów (takich jak my zresztą), którzy mieszkali w maleńkiej drewnianej chatynie i budowali swój wymarzony dom, stojący tuż obok. Starą chatę Anka urządziła w taki sposób, że przepadłam z kretesem. Ze starego starocia, którego ktoś by już pewnie spisał na straty, zrobiła takie cudo, że kiedy przekroczyłam próg zastanawiałam się jak ona do licha to zrobiła..??!! Wtedy domownicy byli pochłonięci pracami budowlanymi, więc nie zabawiliśmy długo, ale zdążyłam napić się z Anią kawy z cynamonem, której zapach i smak pamiętam do dziś. W domu próbowałam zaparzyć taką samą, ale najwyraźniej taka kawa to tylko u nich, na Podlasiu, Nigdzie indziej nie zasmakuje tak samo.

I tym razem doczekałam się kawy z cynamonem. Z Anią i Maćkiem spędziliśmy fantastyczny czas. Ja, matka już nastolatki, zapomniawszy już jak to jest mieć bobasa w domu, wytarmosiłam najmłodszą latorośl aniutkową - Leona. Cudny maluch!! Niespodziewanie zostałam ciotką i chcę nią pozostać. Amen.
:)))))
Pozostaję w nadziei, że wkrótce będziecie mogli poczytać o aniowych i maćkowych poczynaniach w moim reportażu. Aniutkowicze są niesamowici, naprawdę!! A ich dom..................................


Mateczka Aneczka...



...gadżeciarze....



i jakiś przyjezdny duch.. ;)



To miejsce jest w ogóle magiczne.
Mówi się, że sen, który się przyśni w nowym miejscu, się spełni. Śniło mi się, że wyglądam przez okno sypialni i widzę kobiety w ludowych strojach (zobaczcie, jaki wpływ ma design domu...!! hahahah). Podobno - to słowa właścicieli domu, jesteśmy nadal we śnie - miejscowi chodzą w strojach ludowych w każdą niedzielę, ot, taka tradycja.
Wszak była sobota, gdy opuszczaliśmy Aniutkowo, ale jadąc przez wieś minęliśmy przy drodze dwie panie..ubrane w ludowe stroje...................... ;))))))))))))))


Kolejnym przystankiem był dom Reginy w Puszczy Białowieskiej. O tym, kto to taki i w jakim celu nas tam przywiało, w kolejnym poście ;) Do zobaczenia!!

1 komentarz:

  1. Córka wyprowadziła się parę lat temu na Podlasie.I jak jeżdżę do niej to wożą mnie i pokazują atrakcje Białegostoku i okolic.Dla mnie z ziem "wyzyskanych" to jest jak podróż w czasie.Tam czas się zatrzymał i ludzie jacyś inni.No i kulinarne doznania...zawsze jak przyjeżdża do nas to ma zamówienia na kartacze, kiszkę i babkę ziemniaczaną. Przyjemności

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję Ci za poświęcony czas... :)

Udostępnij