niedziela, 22 listopada 2009

Pokój Julki...

Na razie pomalowałam na jasno, jednak chcę coś przyozdobić, bo smutno tak jakoś się zrobiło... Jutro pędzel w ruch i... Koncepcji specjalnej jeszcze nie mam, ale cały wieczór przede mną ;)


środa, 18 listopada 2009

Wspomnienia, czyli zeszłoroczne Boże Narodzenie...






Było po prostu magicznie...

Nie wiem, czy z powodu tego, że po raz pierwszy organizowałam je w swoim domu, ale było wspaniale.
Pierwszy raz zorganizowałam coś w stu procentach sama. Pierwszy raz gotowałam wigilijny barszcz, zupkę grzybową, smażyłam karpia i robiłam rybę w zalewie. Z tą rybą było wesoło, gdyż moja mama i teściowa prześcigały się z przepisami na rybkę w occie. Ciągle dzwoniły ze wskazówkami co mam zrobić. Ja zrobiłam im na przekór ;) i upichciłam rybę z przepisu internetowego. Wyszła wyśmienicie!! :)
Wspaniale czułam się dzień wcześniej, gdy przyszło mi przygotowywać sałatki itp. Mąż poszedł do pracy na popołudniową zmianę, córeniek poszedł lulu, a ja zasiadłam do stołu, włączyłam sobie ulubione filmy (The Holiday, Pod słońcem Toskanii), zrobiłam aromatyczną herbatkę i wzięłam sie do pracy. Jakże było przyjemnie... ;) Być może niektórzy uznają, że zachwycam się drobnostkami, ale dla mnie to było naprawdę cudowne, robić to wszystko w swoim domku...

W wigilię zeszła się rodzinka. Było pięknie i bardzo przyjemnie. Teraz wiem, że rodzinne święta są jak najbardziej dla mnie. Moja babcia (jest już po 80-tce) pierwszy raz od lat spędziła wigilię poza domem. Ciężko jej to zapewne przyszło, jak to u starszych osób bywa. Bałam się, że będzie czuć się nieswojo. Jednak widać było, że zaskoczył ją klimat, jaki u nas panował - świece, lampki, piękna choinka, zapach świerku, dźwięk dzwoneczków... Po powrocie do domu (powiedziała mi to mama) babcia się rozpłakała i powiedziała, że jeszcze nigdy nie przeżyła tak pięknej wigilii i jest dumna, że ma taką wnuczkę. Wierzcie mi, z ust mojej babci, która jest raczej zdystansowaną kobietką, to prawdziwy komplement...
Już nie mogę się doczekać tegorocznych świąt ;)

Nie wiem jeszcze jak przystroję mieszkanie w tym roku. W zeszłym roku chciałam, by było rystykalnie. Obrus uszyłam sama, sama też wykonałam serducha na choinkę. A na oknie powiesiłam kartki świąteczne od babci, ok. 50-letnie, z Francji (uwielbiam je, są ładnie przyozdobione cukrem;) )

Kilka ujęć z tego, co zrealizowałam... ;)





Maluję zawsze bezszablonowo. Nie powtarzam nigdy projektów, gdyż wiem, że każdy chce mieć niepowtarzalne wnętrze. Inspirację czerpię zewsząd, dosłownie ;)
Serdecznie pozdrawiam moich czytelników!!

czwartek, 12 listopada 2009

Pokój córci przed malowaniem czyli wersja pierwsza...

Poniżej zdjęcia pokoju w wersji pierwszej. Pomalowałam na kolorowo, jednak farba się nie sprawdziła z racji, że nie była odporna na mycie... Kolorystykę zaczerpnęłam z bajecznych barw zabawek i akcesoriów sklepu BabyVip... Miałam malować Kubusia Puchatka, lecz ostatecznie uznałam, że tak będzie oryginalniej...
Na ostatnim zdjęciu jest nasza ukochana lala - Tosia, uwielbiam ją, bo jest przesłodka, w dodatku jest zrobiona z gumy pachnącej wanilią!! A kosztowała tylko 45zł... Miała jeszcze takie śliczne dżety przyklejone na policzku (serduszka błyszczące), lecz córunia odkleiła (widocznie woli Tośkę bez makijażu...).







wtorek, 10 listopada 2009

Kasia znów planuje zmiany;)

Zamówiłam meble do pokoju dziennego. Śmiać mi się chce, bo sama jeszcze nie wiem, jak ja się z tym wszystkim pomieszczę na moim metrażu... ;) Jednak odczuwam potrzebę pochowania pewnych drobiazgów, gdyż ostatnimi czasy mam wrażenie ciągłego bałaganu...
Pokój wyglądał ładnie z białymi dodatkami, lecz...ehh...nie ma co szaleć i wstawiać białe szafki, bo córcia - NO W KOŃCU "ARTYSTKA"PO MAMIE - szybciutko by się nimi zajęła :) Zamówiłam więc meble w kolorze ciemnego brązu i jasnego brązu. Taki misz-masz, by nie było monotonnie, poza tym w pokoju mamy komodę z ciemnego palisandru i sekretarz w kolorze o wiele jaśniejszym.
Co do córci.
Grzeczna niunia. Kochana, wrażliwa (a może czasem za bardzo). Ale jestem z niej dumna. Ale nie o tym chciałam pisać... Otóż Juleczka jest dzieckiem, które słucha i rzadko się psoci (tak na poważnie). Kiedy się wprowadziliśmy, pomalowałam jej pokoik, by było przyjemnie. Bałam się, że nie będzie chciała w nim spać, ale już od pierwszej nocy wiedziała, że to jej kąt... Wszystkim wokół chwaliłam się (!!), że niuńka taka grzeczna i po ścianach nie śmie malować. Wytrzymała rok. No i ostatnio się zaczęło... Pomimo mojego gadania dziecko chce dać upust swej twórczej potrzebie i jak mamusia chce po ścianie... :D Pomalowałam więc jej pokój niedawno na biało (w zasadzie to odcień zgaszonej bieli), a do tego użyłam farby lateksowej. I całe szczęście!! Bo już kilkakrotnie zmywałam ze ścian ołówkowe (na szczęście) kreacje. Bidulka się pogniewała na mamę, bo powiedziałam, "ten kartofelek jest piękny kochanie, ale mama musi go zmyć"... dzidzia na to z niekrytą irytacją "to jest śłoneczko mamusiu!!" ... Ach, ta mama, taka "niedomyśleniowa"................ ;))
Postaram się niedługo umieścić tu kilka foteczek z efektu mojej pracy (tym razem u małej nic nie malowałam), jednak w chwili obecnej mam mały problem z komputerem i nie mogę zgrywać zdjęć. Musimy naprawić zbuntowany sprzęt...
Tak w ogóle marzy mi się urządzić za jakiś czas małej pokój tematyczny. Może niektóre czytające mnie mamy mnie skrytykują, ale moja mała ma bzika na punkcie Harrego. Nie pamiętam, czy wcześniej o tym pisałam, ale to ja zdaje się "wszczepiłam" jej tą manię podczas ciąży. Byłam wówczas przy końcu pisania pracy magisterskiej na temat beletrystyki i poruszałam tam wątek potteryzmu. Zaczęłam czytać, by cokolwiek mieć do powiedzenia no i... wciągło mnie. Poszło od razu 5 tomów... Julka ogląda film, jednak sceny straszniejsze jej przewijamy. Mimo wszystko uważam, że jest to wspaniała opowieść, pełna mądrych przesłań i przecudnych elementów fantazji... Widziałam już pokój Harrego na necie, tyle że ja zrobiłabym taki w nieco bardziej kobiecym wydaniu...;) Ale to za parę lat... Z mężem marzyliśmy jako dzieci o pietrowym łóżku, więc chcielibyśmy to ująć w planach (oczywiście uwzględniając zdanie królewny) ;))
Odnośnie zamówionych mebelków.
Zamówiłam szafkę-barek. Bo potrzebuję czegoś, gdzie mogłabym trzymać słodkości dla gości (oj, jak ładnie) i... papióry... matko, zaczynam już w nich tonąć!! Mam za sobą dopiero dwa lata pracy zawodowej, więc co będzie potem...? Hmm... Oprócz tego zamowiłam mały, wąski słupek a maniusimi szufladkami na drobiazgi - płyty, paragony, spinki itp. No i BIURKO. Taaak... nie wiem co prawda czy nie będzie za ciasno, ale... no nie, biurko musi być, bo nie mam swojego kąta... Mąż przy komputerze (sekretarz), a ja... przy stole jadalnianym (jak na babę przystało ;)) ), ale gdy ten jest zajęty to nie mam gdzie się podziać... Bo nie umiem tak usiąść i oglądać TV. Muszę pisać, czytać lub coś majstrować. Mąż mnie kiedyś zapytał: "a co ty byś zrobiła, gdyby mnie nie było wieczorem, a prądu by nie było?" ????? Co za pytanie w ogóle...?? Hmm. Gwałtu rety. Świeczki mam. I lubię je palić. TV mam. Ale nie oglądam. Nie romumiem. W czym problem...?? :)

środa, 4 listopada 2009

Kawałki mojego terytorium... ;)

Postanowiłam pokazać Wam moją łazieneczkę. Jest niewielka, tak więc urządzając ją trzebabyło nieco pogłówkować... ;) Dobrze, że mogliśmy sobie sami "ustawić" ściany w mieszkaniu (kupilismy je, gdy jeszcze stały fundamenty), dzięki temu dostosowaliśmy wszystko do swoich potrzeb.

Pokój córci był dość spory, natomiast sąsiadująca z nim łazienka posiadała małą wnękę, zupełnie bezsensowną, z której możnaby zrobić jedynie półki. A pralka...??

Postanowiliśmy powiększyć łazienkę kosztem pokoju, ok. 50cm. Wystarczyło, by wstawić pralkę. No i... zmieścił się stolik, który pełni funkcję toaletki (trzymam w nim wszelkie malowidła) ;)

Jest dość oryginalna ;) ale mnie się podoba.

A najbardziej podoba mi się to, że mogę w niej słuchać muzyki... Mój mężuś zrobił podłączenie do kina domowego i zamieścił nad półką z ręcznikami duży głośnik.

Nie ma jak gorąca, aromatyczna kapiel, w towarzystwie dobrej jazzowej muzyki...mmm................ ;))

"toaletka", zakupiona w starociach; do niej zamówiliśmy spore lustro;

umywalka i półka nad pralką... a tu, u góry, półka przeznaczona na ręczniki (zdjęcie zrobione przed wstawieniem lustra); nadmienię, że te tynki wykonałam w pełni własnoręcznie, z czego - nie ukrywam - jestem bardzo dumna ;))

tu wanna, czyli najlepszy "odstresowywacz" na świecie ;))


poniżej półki, które obecnie są w kolorze kości słoniowej (przemalowałam pomarańcz), no i tego wazonu pomarańczowego już nie ma... bo... gdy go kupowałam nie przeczytałam etykiety, na której wyraźnie było napisane, że przeznaczenie jego jest na sztuczne kwiaty... Ja nalałam wody i się - delikatnie to ujmując - ZDZIWIŁAM, gdy wazon się po prostu "rozszedł"................

poniedziałek, 2 listopada 2009

Choć to piękne święto i piekna tradycja, nakazująca nam wspominać zmarłych i modlić się o ich dusze, ja od pewnego czasu za tym świętem nie przepadam... Może to dziecinne... ale jest mi naprawdę ciężko znieść myśl, że straciłam bliską mi osobę,którą był mój Brat, Marek...
Miał 31 lat. Zginął w 2003roku.

Siedziałam wówczas u mojego jeszcze niedoszłego męża. Podeszłam instynktownie do okna, za którym zobaczyłam lecący helikopter ratunkowy. Za chwilę zadzwonił telefon. Mama mówi, że mój brat miał jakiś wypadek, stan krytyczny, jest transportowany helikopterem do szpitala w pobliskim mieście, na oddział intensywnej terapii...
Zamarłam. Zaraz pojechalismy do szpitala. Miał dwie operacje. Wyglądał... ach... aż strach wspominać... :( Operacje przeżył, potem przez miesiąc leżał na intensywnej. Po miesiącu z rana dzwoni telefon.........................

Najbardziej żal mi mamy, która tak wiele złego w życiu przeszła, a tu doszła śmierć syna... W dodatku zaraz po Jego przybyciu do naszego szpitala widziała akcję ratunkową...

Nie wiemy do dziś co się stało. Według policji było to potrącenie samochodem bądź bardzo silne pobicie. Gdyby nie fakt, że leżał całą noc w deszczu, bo tak był pozostawiony, na ziemi, dziś może byłby wujkiem... :(

Miał piekny pogrzeb. Zjechało kilku kolegów z podstawówki (mieszkalismy wówczas na wsi). Jeden z nich, najlepszy przyjaciel w zasadzie, podobno nie dostał w pracy dnia wolnego, po czym poszedł do szefa i ze łzami w oczach powiedział, że nie obchodzą go konsekwencje, musi być na pogrzebie kolegi, no i przyjechał... (znam to z opowieści jego mamy).

Rzadko wspominam te chwile, bo wywołują we mnie niewyobrażalne emocje... Staram się jednak wspominać to, co było dobre.
Wspominam Jego śmiech, przedrzeźnianie się z młodszą siostrą, naśmiewanie się z małej Kasi, gdy udawała gwiazdę... ;D Był wspaniałym bratem. Miał dobre serce. Zawsze będzie w moim sercu i zawsze wywoła uśmiech na mojej twarzy, gdy Go wspomnę...


Udostępnij