sobota, 18 października 2014

Po prostu... niedzielnie

Witajcie niedzielnie:)
Zapraszam Was do przeczytania nowego posta w kategorii Dziecko:)

Bardzo Wam dziękuję za tak pozytywne komentarze dotyczące moich kwiatowych dyń:)
Kilka sztuk już zdobi parapety merykowej kawiarni:)))

Dziś odpoczywam po baaardzo zabieganym tygodniu. N dworze pięknie świeci słońce, a na mój balkon co chwilę zagląda cudny, zielonobrzuszny ptaszek:) Mam nadzieję, że i u Was dziś jest tak pięknie...







Życzę Wam miłej niedzieli!!
:)

czwartek, 16 października 2014

Dynie malowane

   Kilka dni temu zapragnęłam stworzyć niebanalną dekorację jesienną. Padło na dynie... ale żeby było oryginalnie, postanowiłam je pomalować. Zainspirowała mnie różana tkanina... :)


















   Jak Wam się podoba moja dyniowa wariacja...? ;)))
                               

Och, wpadłam w twórczy wir... Za oknem ziąb, deszcz, a u mnie w domu płoną pachnące świece, gra nastrojowa muzyka (teraz najchętniej słucham pianina), a po podłodze i stołach walają się farby, pędzle, kwiaty...

Oprócz tworzenia jesiennych klimatów zajmuje mnie eksperymentowanie. Tym razem będę próbować swoich sił malując farbami kredowymi Byta-yta, próbowaliście..? Jakie są Wasze doświadczenia? Ja jestem ogrrrromnie ciekawa efektów...



farba Byta-yta: AgoHome.pl

  
 Uciekam do swoich prac, a Wam życzę udanego końca tygodnia!! :)




wtorek, 7 października 2014

Jesień, zbuntowany elf i komoda

   Koniec. Mój mózg został całkowicie zaprogramowany na blogowanie. Dlaczego ..??
Przeglądając dziś magazyn, w którym napisano o moim blogu, złapałam się na tym, że czytając, automatycznie "jadę" wzrokiem na dół tekstu...w poszukiwaniu............ Komentarzy :D
;))))))

   Jak znosicie wahania jesiennej pogody..? Ja nie bardzo... Chodzę ospała, piję kawę za kawą.. a tu jeszcze tyle na głowie...
Julka w tym roku ma dość sporo zajęć pozaszkolnych (dodam: na własne życzenie), tak więc popołudnia spędzamy na prowadzaniu jej do ośrodka kultury. Tam tańczy i śpiewa w rewii dziecięco-młodzieżowej. W szkole zaś uczęszcza na zajęcia plastyczne i artystyczno - charytatywne. Cieszę się, że tak ochoczo garnie się do dodatkowych zajęć... bo przebywanie na podwórku zdecydowanie jej nie służy;) (o czym można przeczytać w artykule w kategorii Dziecko - w pasku pod banerem głównym bloga).
I nie dość, że bierze udział w tak wielu zajęciach, to jeszcze z chęcią pomaga w domu. Nie muszę się specjalnie prosić, by pomogła mi w sprzątaniu, czy pokroiła (swoim specjalnym, tępym nożykiem;) ) warzywa na sałatkę. Lubi też pomagać w pieczeniu, wyrabiać ciasto, nakrywać do stołu etc.
Ach, piszę o tym... by po raz kolejny uświadomić sobie, że to bardzo fajna i wartościowa dziewczynka... bo ostatnio przechodzimy ciężkie dni - dni fochów i buntu. W takim czasie muszę częściej myśleć o jej dobrych cechach, żeby nie zwariować;))) Czy i Wy tak macie..???












Obiecałam Wam pokazać efekt moich eksperymentów z farbą Annie Sloan. Oto komoda sosnowa, pomalowana farbą w kolorze ecru. Do wykończenia mebla użyłam wosku w kolorze brązowym...


Farba Annie Sloan: www.patynowy.pl









Na moim balkonie roi się dziś od liści dzikiego wina, które z każdym podmuchem wiatru spadają na podłogę. W domu co kilka dni zmieniam drobne dekoracje w pokoju. Wprowadzam kolor, żywy i orzeźwiający - to fantastyczne lekarstwo na jesienną chandrę... :) 








Trzymajcie się słonecznie!!
:)


środa, 1 października 2014

Nalewki i malinowa czerwień

  * Kochani, już ruszyły moje strony "Dziecko" i "Zapiski z codzienności". Pojawił się nowy wpis na stronie "Dziecko" - zapraszam do czytania...;)))


 Oto co przytargałam z działki...





...po raz kolejny wprawiając teściową w osłupienie. Bo po co mi liście hortensji...??! 
Ale jak tu się oprzeć, gdy one takie piękne...takie...idealnie jesienne:)
Na działce jest mokro. "Obleciałam" ją szybciuchno, bo jakoś tak już zimno.... (zdecydowanie wolałabym posiedzieć w samochodzie, w którego szyby miarowo stukały krople deszczu)... . Nazrywałam chabzi do bukietu i jak zwykle zaczęłam się bacznie rozglądać wokół w poszukiwaniu skarbów. A to słoiki z dżemem znajdę w koszyku na ganku, a to owoce zebrane z trawnika, czasem nawet udaje mi się znaleźć kawałek domowego ciasta na kaflowym piecu albo w piekarniku... . Tym razem w koszu koło altany znalazłam owoce pigwowca.  Jako że byłam świeżo po zlaniu mojej pierwszej nalewki, już zapragnęłam zrobić kolejną..!! Gdy teściowa zaznaczyła, że z tych owoców nalewka jest nie tylko pyszna, ale i niezwykle aromatyczna, postanowiłam, że spróbuję. I już w tej chwili owocki zalane niewielką ilością wódki i zasypane cukrem stoją i się pięknią;) na moim parapecie...









   Nalewkę malinową miałam okazję kosztować kilkakrotnie. Kiedy ją piłam u Justyny, postanowiłam, że ja też taką zrobię w tym roku. I...cóż... zrobiłam. ale za mało...!!!! Z czterech opakowań malin, kupionych pod koniec lata na rynku, wyszła mi jedna karafka. Ale nalewka wyszła taka pyszna, że zapewne nie przetrwa do wiosny....;))) 
A jak ją zrobiłam..? Zasypałam umyte maliny cukrem (dość sporo, wykorzystałam 1kg) i odstawiłam w szczelnie zamkniętym słoiku na 4 dni w ciepłe miejsce. Po czterech dniach zalałam to litrem wódki (spirytus jest jak dla nas za ciężki). Słoik stał prawie miesiąc w chłodnym miejscu. Później przefiltrowałam do butli. Zastanawiałam się nad klarowaniem, bo nalewka ma matowy, głęboki kolor, ale mąż Justyny nam to odradził twierdząc, że straci ona na intensywności, więc zrezygnowaliśmy.
Po przefiltrowaniu malinówki pozostałe owoce zamknęłam w słoikach i teraz są doskonałym dodatkiem do zimowej herbaty z prądzikiem;)












   Moja naleweczka uroczo się prezentuje, szczególnie na pięknym, czerwonym stoliku, który, nadmienię, niebawem będzie do kupienia w Rustykalnym:) Jest solidny i nietuzinkowy. Producent polski (bardzo zdolny człowiek z dużym poczuciem smaku), tak więc nie jest to żadna chińszczyzna. I ten kolor...!! Czerwień jest wprost ujmująca... bo ileż można tych białości........ zgadzacie się ze mną..?? :)))











 Moje dziecko właśnie stwierdziło, że w domu ładnie pachnie...uwaga... OŚWIANKĄ...;))) tak więc uciekam szykować kolację:)
W następnym poście pokażę Wam efekty mojej pracy z farbami Annie Sloan.
Tymczasem życzę Wam wszystkiego dobrego!! :)





poniedziałek, 29 września 2014

5 LAT MINĘŁO...

   ..................................... :)))))
To dla mnie bardzo wzruszające;)
Nie wiem nawet kiedy ten czas minął....

Blog stał się częścią mojego życia.
Dziś nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez niego, Bez Was - moich czytelników. 
W świecie realnym niewielu mam przyjaciół ... bo jakoś tak z czasem tajemniczo się wykruszyli.. ;)
Za to Wasza obecność rekompensuje mi to w stu procentach  !!

   Kiedy podjęłam decyzję o założeniu bloga, myślałam, że będę pokazywać swoją twórczość, pomysły. Nie wiedziałam, że tak pokocham pisanie i kontakt z czytelnikiem:) Na początku blog był bardzo skromny, zdjęcia zwyczajne. Latami starałam się go jednak urozmaicać, rozwijać. Zaczęłam pisać o swoim życiu, o wychowaniu, o troskach i radościach. Wy zaś staliście się dla mnie bardzo bliscy. Czytacie regularnie, zatem zawsze wiecie, co się u mnie aktualnie dzieje... komentujecie posty, czemu poświęcacie swój cenny czas, piszecie maile, oceniacie i doceniacie....czasem niesiecie tak ważne dla mnie pocieszenie... A ja.. za każdym razem gdy dzieje się coś złego.. wiem, że mam Was.. że doceniacie to, co robię:)

   Napisałam już ponad 400 Postów ... UWIERZYCIE .. ?? !! :)))
Będę pisać nadal, będę się rozwijać. Bo baaardzo to KOCHAM !!!! 
:)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))








Ci, którzy czytają mnie od początku istnienia bloga, zapewne pamiętają mój pierwszy baner....... ;)))






Och... miło tak powspominać...
Mam nadzieję, że pozostaniecie ze mną jeszcze przez długi czas...:)))
Ślę Wam mocne rocznicowe uściski!!!!!!!!!!!


czwartek, 25 września 2014

CC czyli czeskie cudo


   Wróciłam z nową energią.
Bardzo, bardzo Wam kochani dziękuję za piękne życzenia urodzinowe!!!!!:)) Jesteście cudowni!!
To były naprawdę fantastyczne urodziny !! Miniony weekend spędziliśmy w górach, w Szklarskiej, na wyjeździe organizowanym przez ZZ z pracy Radka. Wyszalałam się na balu, którego tematem przewodnim było wojsko;) Nawet furażerkę sobie sama uszyłam, ze starych spodni Julki i filcu;)) Jak zechcecie, to Wam ją pokażę:)


   Miałam okazję pochodzić po górkach. Będąc po Stronie czeskiej zachachmęciłam niewielkich rozmiarów szyszkę. Schowałam ja na dno kieszeni bluzy, aby zachować na pamiątkę choć odrobinę obłędnego świerkowego zapachu. Niestety, kilka dni później moja czeska szyszka się wyprała i teraz pachnie jedynie płynem do płukania tkanin.......:/

   Pozostając w temacie Czech...
Jakiś czas temu sprawiłam sobie przyjemność w postaci prawdziwego, kryształowego żyrandola. Oczywiście pochodzącego z Czech. Nie raz mijając wystawy z kryształowymi lampami wzdychałam ciężko... jednak wiedziałam, że kiedyś taki żyrandol zawiśnie w moim domu:)
Żyrandol wisi chwilowo w pokoju dziennym, ale za jakiś czas zawiśnie w pokoju Julki.

   Decydując się na zakup przeszukałam kilka stron sklepowych. Idealny żyrandol znalazłam tu:
 ArtCrystal Tomes (www.artcrystal.cz), może ktoś z was akurat szuka czegoś w ten deseń.
Trochę bałam się kupować kota w worku, bo co innego kupić coś, czego można dotknąć, co innego zaś kupować w ciemno i w nadziei, że kryształ okaże się prawdziwy;)
Zakup jednak zadowolił mnie stuprocentowo. Lampa zapakowana była tak, że nie sposób jej chyba uszkodzić podczas transportu. Zapakowano ją w dwa świetnie odizolowane kartony, a każdy element lampy, każdy łąńcuszek z kryształami, zapakowany był osobno. Trzeba było się pobawić w składanie, które jest dość łatwe. Ja wprawdzie miałam moment zawahania...ale w końcu jestem blondynką, więc mnie trzeba wybaczyć;))
   Bardzo ucieszyło mnie to, że do montażu żyrandola dołączono białe rękawiczki:)) Tak więc złożyłam lampę nie odciskając na kryształach paluchów. Co do samych kryształków - są przecudne!! Prawdziwe, ciężkie, pięknie cięte. Już na pierwszy rzut oka widać tu Jakość.
No, a że jak większość kobiet jestem gadżeciarą, którą cieszą drobnostki, bardzo spodobał mi się załączony do przesyłki bilecik w woreczku - ze sklepową ulotką, kryształem do zawieszenia i maleńkim ołóweczkiem z kryształkiem na końcu;)))

   Dosyć już tych moich ochów i achów... zobaczcie sami jakie cudeńko... Wybaczcie mi proszę ilość zdjęć, ale to dlatego, że cieszę się jak dziecko...... ;)))









































   Cieszę się, że wróciłam już z wojaży, bo mam Wam tyle do pokazania...!!
Ślę słodkie buziaki...słodkie..bo przed chwilą kosztowałam malin z tegorocznej nalewki;)
Do zobaczenia!!

czwartek, 18 września 2014

Post urodzinowy

   Tak tak, znów się postarzałam;))) Dziś stuknęło mi piękne i okrągluchne 32;) 
Lubię być coraz starsza. Wraz z upływem lat zmienia się mój sposób patrzenia na świat i ludzi, nabieram większego dystansu. 
   Za mną bardzo pracowity tydzień. Kiedy kilka dni temu poszłam na pięterko (czyli do mojej kochanej sąsiadki) i opowiedziałam Justynie o tym, co zdążyłam zrobić w ciągu czterech godzin, gdy moja rodzinka była na basenie, Justyna uśmiechnęła i skwitowała: "No, dalej, pokaż tę pelerynę superbohatera" ;)) No tak, faktycznie zużyłam w tym tygodniu cale pokłady energii ...;)
 Dziś nadeszła pora..myślę..zasłużonego odpoczynku. 

Życzę Wam pogodnego weekendu !!
:)














czwartek, 11 września 2014

Annie Sloan i o planowanych zmianach

   Kilka dni temu nasze mamy wybrały się razem na grzyby. W lesie spędziły pięć godzin i jeszcze przed południem przywiozły do domu dwa wiaderka pięknych skarbów. Nam podrzuciły pokaźnych rozmiarów kanie, które usmażyłam w jajku i bułeczce. Teściowa suszy grzyby w suszarce. Partiami produkuje rozmaite przetwory - powidła, śliwki i gruszki w occie, jabłka do ciast. Co kilka dni podrzuca nam coś nowego. Moja mama zaś widząc, że mamy teraz dużo zajęć, codziennie gotuje nam obiadki i przynosi je nam do domu. Kochane nasze mamy... co byśmy bez nich zrobili..??:))))

   Ja planuję zmiany. Tym razem jednak nie w mieszkaniu (choć...wiecie.. to stan chwilowy;)) lecz na blogu. Zamierzam go już niedługo wzbogacić o dwie nowe kategorie, z których jedna to będzie "Dziecko", czyli pisać będę o wychowaniu. Jestem z wykształcenia pedagogiem, więc pojęcie jakieś mam, a może i komuś w czymś pomogę, może podsunę wskazówki... Mam nadzieję, że na tym skorzystacie:) Posty pojawiać się będą co kilka dni, a każdy z nich przed publikacją kolejnego lądować będzie pod stroną danej kategorii. Och, zagmatwane to, ale jak już wejdziemy w ten wir, na pewno będziecie wiedzieli gdzie szukać określonych postów;)


   Dziś planuję malować. Od kilku dni eksperymentuję z nowymi produktami. Skusiłam się na farby Annie Sloan. I choć nie należą do najtańszych, już wiem, że będę nimi malować:) Jestem nimi zachwycona!! Pomalowałam już krzesło Julki. Każdy krok procesu malowania mnie zaskakuje. Jestem oczarowana i absolutnie zakochana. W sposobie malowania, efektach i kolorystyce farb.
Na razie maluję kremem, ale planuję niedługo zamówić inne kolory. Och, już nie mogę się doczekać...!!
:)))



Farby kupione w sklepie patynowy.pl - szczerze polecam!!



   Czy i Wy... kolokwialnie mówiąc... siedzicie teraz w słoikach..? 
Piszcie, a ja Was mocno ściskam i uciekam do swoich zajęć!!
:)



 

Udostępnij

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...