środa, 29 czerwca 2016

Prawdziwy szok...

   Marzenia się spełniają. Wypowiedz tylko na głos, czego pragniesz. Napisz to. Namaluj. Niech Twoje marzenie ma określoną, wyraźną formę, postać. Myśl o tym intensywnie. Nie przestawaj pragnąć. NIGDY.



   Dziś rano przeglądałam swój profil na Facebooku, w poszukiwaniu wpisu z utworem, który kiedyś tam bardzo mi się spodobał. I kiedy tak wertowałam posty, natknęłam się na post z dnia 5 kwietnia tego roku. Napisałam wówczas TAK:

Boziuniu daj mi proszę ogród. Taki piękny, zachwaszczony, nieogarnięty, dziki, żebym mogła z niego uczynić raj. Daj mi barwne roślinki, a obiecuję, że jak będzie trzeba, będę z nimi gadać. Daj mi drzewa i świerki, którym nie będę podcinać gałązek i na pewno nie zrobię z nich bonzajów. Daj mi kawałeczek nieba. Bodaj jedną chmurkę.............

   Po przeczytaniu tego wpisu długo siedziałam w miejscu i nie mogłam się otrząsnąć. Bo przecież się spełniło. Dokładnie. Wszystko, o co prosiłam!!
Nie wiem, czy oglądaliście film "Pod słońcem Toskanii". Jest w nim taki jeden moment (na końcu filmu), kiedy w ogrodzie Frances odbywa się przyjęcie weselne. Ona zaś spaceruje pod rękę ze swoim przyjacielem, który uświadamia jej, że owszem,kiedyś była na życiowym zakręcie, ale teraz przyszedł taki moment, że wszystko, o czym kiedyś marzyła, się spełniło. Dostała wszystko,o co poprosiła, kiedy kupiła stary dom w Toskanii. Ona nagle zaczyna się zastanawiać i dochodzi do wniosku, że faktycznie, Wszystko o czym marzyła się spełniło. I uśmiecha się do siebie, jednocześnie zaskoczona i szczęśliwa.
   Teraz doświadczyłam tego sama. Tak bardzo marzyłam o ogrodzie. O azylu za miastem, w którym będę mogła spędzać weekendy, czy wakacje. O miejscu cichym, w pobliżu lasu. O ogrodzie z drzewkami, żebym nie musiała wszystkiego sadzić od podstaw. O domku, który będzie miał klimat i z którego da się zrobić w przyszłości piękną, sielską chatkę. I o fajnym właścicielu, od którego to wszystko kupię. Właścicielu uczciwym, dobrym, szczerym. I wiecie co...? WSZYSTKO się spełniło!!


   Pamiętam jak zeszłego lata będąc w Zakopanem, siedziałam w pięknym, drewnianym apartamencie willi Tatiana, zaczytywałam się w książkach Katarzyny Michalak i po kryjomu chlipałam sobie w kącie. Bo po latach nieudanych transakcji i prób zakupu domku na wsi przestałam marzyć. Pani Michalak jednak przywróciła moją wiarę w to, że marzenia się spełniają. W mojej głowie zapisały się słowa pani Katarzyny:
Jeżeli o czymś marzysz, tak bardzo, że aż boli, to cały świat pochyli się nad tobą, aby spełnić to marzenie.

No i się pochylił. I mam. Mamy. Kawałek nieba, własny osobisty widok na las. Własne ptaszki, własne mury starego domku. Własne drzewa.

   Od kilku dni oswajam pierwsze pomieszczenie domku - kuchnię. Kiedy już będzie wyglądać w miarę "po mojemu", zabiorę się za organizację saloniku. Domek jest maleńki i z czasem będzie musiał być przebudowany, ale na razie musi być tak, jak jest. Trzeba go tylko wyprzytulnić, zrobić, jak mawiają moi znajomi, "po kasiowemu" i będzie dobrze. Od dziś będę się z Wami dzieliła zmianami, których będę dokonywać w Domku pod lasem :)

A Wy, moi drodzy, nie przestawajcie marzyć!!!!!!!!!!!!! :)



Zdjęcie zrobione w zeszłym roku w ogrodzie Danusi, w Ściborówce 

sobota, 25 czerwca 2016

Zmęczenie materiału, blondynizm i słówko o materacu

   Nie tylko widać już po nas zmęczenie remontem. Bośmy jacyś tacy... niedozadbani.. ja w szczególności.. W dodatku dopadło mnie wstrętne choróbsko, o które zresztą sama się prosiłam pracując w przeciągu. Leżę od wczoraj z gorączką, kaszlem takim, że mało płuc nie wyrwie, katarem który w ekspresowym tempie uszczupla moje zapasy papieru toaletowego i bólem gardła i wszystkiego, co tam bierze udział w procesie przełykania (to to akurat nienajgorzej, bo jem mało, może więc uda mi się wreszcie uszczuplić również zapasy z rasy fałdowatych na brzuchu).
   Dwa dni temu dopadł nas chyba największy remontowy kryzys.
Otóż, jak pamiętacie z poprzedniego wpisu, składaliśmy ikeowskie łóżko. Szczęśliwi, że w końcu będziemy mogli spać na wypasionych materacach, które zamówiliśmy w sklepie online..
Kiedy już łóżko stanęło w całej swej okazałości, ułożyliśmy materace. Tak jak należy, czyli jeden na drugim. I wówczas to właśnie pogrążyliśmy się w smutku, rozpaczy, czarnej otchłani..czy jakimś tam innym dnie. Otóż Kochani, w tym całym zmęczeniu, zabieganiu, niewyrabianiu, nie pomyśleliśmy o jednym, Że materace owe są po prostu... za grube.

To jest łóżko, które kupiliśmy:

foto: www.ikea.com

Nasze materace kończą się równo z wysokością oparć, zaś żeby usiąść na takim łożu, trzeba się nań wgramolić tudzież czołgnąć. Inaczej się po prostu nie da.

Z tego wszystkiego już nawet się nie złościliśmy, tylko po ujrzeniu cośmy narobili, klapnęliśmy na podłodze i śmialiśmy się niczym wariaci ;)

I tak oto musimy wymienić materace. Czytałam Wasze komentarze i zastanawiam się, czy nie kupić takich najtańszych, a po jakimś czasie, gdy wystrzelą sprężyny albo materac ugniecie się jak piasek na babkę, zwyczajnie go nie wymienić na nowy.

Tak więc remont się przedłużył. Nie pierwszy raz zresztą. Mam nadzieję, że do czasu jego zakończenia nie wyląduję w jakimś zakładzie dla nieprzystosowanych społecznie... 

Jeśli macie jakieś doświadczenia materacowe, albo jesteście właścicielami tego samego łóżka, piszcie, każda wskazówka na miarę złota!!

Ja uciekam dalej chorować.

czwartek, 23 czerwca 2016

Zarzekała się żaba błota

   Żaba se mła, oczywiście, zaś błoto to łózko ikeowskie. Kiedyś już przerabiałam sofę tejże firmy i nie pałałyśmy do siebie sympatią. Zarzekałam się... i.. znów kupiłam łóżko w Ikei.
Mój kochany narożnik, który służył nam 2 lata, powędrował do domku pod lasem. Był dla mnie prawdziwym utrapieniem. Zamawialiśmy go z myślą, że posłuży..tymczasem okazało się, że pieniądze wyrzuciliśmy w błoto. Spać się na nim już nie dało, bo sprężyny tak powychodziły, że budziłam się rano z bolącymi żebrami..
Zastanawialiśmy się jakie łóżko kupić, żeby znów nie popełnić błędu.
W Ikei znaleźliśmy łóżko składane z materacami. W razie czego jak wylezą sprężyny, wymienimy materac, a nie znów cały mebel. Nie wiem jeszcze, czy będzie wygodne i funkcjonalne. Wiem tylko, że będzie lepsze niż to, które mnie co noc boksowało po żebrach...

   Remont w mieszkaniu już zmierza ku końcowi. Złożymy łóżko, regał, posprzątam i będę mogła MIESZKAĆ. Bo do tej pory raczej egzystowałam.. Wiecie, że wczoraj był upał, a ja chodziłam po mieście w dżinsach i bluzce z długim rękawem, bo nie mogłam się do szafy dostać..? Ranyyy... jak ja czekam na Normalność ;)

   O, to nasz składak..



W następnym poście zdam relację, czy to to wygodne. Dodam jeszcze, że materace zamówiliśmy przez internet w sklepie z materacami. Cena prawie ta sama, a jakość jakaś lepsza.. Poza tym jakoś do mnie nie przemawiają te marketowe, zwinięte w rulon..

Uciekam do pracy, uściski ślę!!

środa, 22 czerwca 2016

Wystartowaliśmy z remontem nr 2

   Witajcie!!
Dziękuję za Wasze wizyty, komentarze. Macie rację, marzenia się spełniają, trzeba tylko dać im czas.. ;)

Z remontem w mieszkaniu w mieście stanęliśmy, gdyż przytargaliśmy nowe meble (w tym łóżko), zaś stare czekają na wywiezienie. A żeby je wywieźć, musimy szybciuchno odświeżyć ściany w leśnym domku. W chwili obecnej bawimy się w akrobatów. Bo sztuką jest przemieszczać się pomiędzy tymi wszystkimi gratami. Pod jedną ścianą stoją meble do złożenia, za nimi te do oddania (bo szafka w korytarzu okazała się  o - uwaga - 1,5 cm za szeroka!!), a na środku pokoju dziennego stoi mega-karton z łóżkiem w środku. Przy nim jeszcze dwa ogromne pakunki z materacami..
Ale taki stan jeszcze przez chwilkę.. Jutro wywozimy część starych mebli do domku, zaś nowe będziemy mogli zmontować.

   Z wieści leśno-domowych:
Nasz domek kupiliśmy od Pani Marysi. Pani Marysia jest starszą osobą, dlatego nie miała już zapewne siły na targanie mebli kuchennych czy sprzętów.. a że wszystko stało latami, ściany wymagają naprawy. Po odsunięciu mebelków i kuchenki naszym oczom (wcale mnie to nie zdziwiło) ukazały się ściany z grzybem. Trzeba było więc grzyb zwalczyć specjalnymi środkami, oskrobać co nieco, a potem nałożyć nowy tynk.
Meble babcino-marysiowe wynieśliśmy do drewutni (będą na razie na słoiki), zostawiliśmy tylko kuchenkę, stół i okap. Skuliśmy płytki. Na ściany kładę (tak, swoimi ręcyma ;) ) tynki. Chcę uzyskać efekt starego muru. Nakładam Knaufa gumową packą, bo lżejsza... Gdy skończę, ściany pomaluję na biało.. Pomaluję też, żeby odświeżyć, drewnianą boazerię. Większych remontów nie chcemy robić, bo za czas jakiś i tak będziemy rozbudowywać domek.. Na razie ma być schludnie i przytulnie ;)

O, pozbywamy się tego..






Nie czuję się jakoś zgorszona tym stanem rzeczy, gdyż Pani Maria i tak domek jak i wszystkie inne pomieszczenia zostawiła nam w dobrym stanie, zadbane, wysprzątane, uporządkowane. Zachowała się naprawdę pięknie. Wiecie, że już 2 razy próbowaliśmy kupić dom. Tamci właściciele byli z innej gliny.. mataczyli, kręcili, oszukiwali... Pani Marysia była naprawdę w porządku. I to też utwierdza mnie w przekonaniu, że TAK MIAŁO BYĆ ;)

Pomieszczenie powyżej to kuchnia i ściana, pod którą stanie mój kredens. Po kilkudniowej walce wszystko już wygląda lepiej.

O, a tu Tynkara ;)



Uciekam do pracy. Gdy skończę redagować teksty, zwijam manatki i jadę do lasu. Miłego dnia!!

czwartek, 16 czerwca 2016

Marzenia się spełniają...

   Nie będzie dziś o remoncie. Jeszcze nie. Jeszcze kilka dni i będzie skończony, bo jesteśmy na etapie składania mebli, ale... ja dziś nie o tym...

   Ten, kto czyta, zna mój blog od lat, wie o czym marzyłam...

   Kilka tygodni temu zmęczona pracami remontowymi (większość robię sama, bo mąż po zabiegu), zasiadłam na kanapie i włączyłam program Maja w ogrodzie. I tak oglądałam, odcinek po odcinku.
Nagle podchodzi mąż i zdumiony pyta:
– Oglądasz Maję..?? Co ci się stało???
– A co w tym dziwnego, że oglądam Maję?? – zapytałam zdziwiona jego zdumieniem.
Wzruszył ramionami i poszedł do kuchni. Spytałam raz jeszcze, skąd to zdziwienie, bo reakcja mnie zaskoczyła. Podszedł do mnie, jakbym oglądała jakiś program o hydraulice.. nie nie.. to akurat mogłabym oglądać.. to.. o! jakbym oglądała jakiś mecz piłki nożnej (których, nadmienię, nie oglądam Nigdy).
W końcu odpowiedział..
– Bo parę miesięcy temu zaproponowałem, żeby obejrzeć Maję, a ty się oburzyłaś. Powiedziałaś, że nie możesz oglądać tego programu, bo przypomina ci o twoich niespełnionych marzeniach...

Tak. Wiecie, że mamy za sobą 2 próby kupna domku z ogrodem. Na ten temat zaczęłam już nawet pisać książkę, bo to takie przygody, że wprost nieprawdopodobne ;) Ale cóż.. Nie na darmo mówi się.. DO TRZECH RAZY SZTUKA ;)

Dziś na szybkiego. Przedstawiam Wam moi kochani nasz (już na papierze) kawałek nieba. Nasze listki, gałązki, ziemię.
Wszystko jeszcze jakieś takie obce, jak nie moje. Wszystko potrzebuje oswojenia, a domek remontu. Ale.. to z czasem. Wiem, że pokochamy to miejsce (ja już kocham, a jakże!!) miłością odwzajemnioną. Miejsce o jakim marzyłam. Pod samiutkim lasem....
(PS. Więcej o tym, jak to się stało i za czyją sprawą - już wkrótce.. ;) )



Ja chyba jeszcze nie wierzę... ;)

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Jeszcze nie poległam..

Kochane moje..i Kochani moi :D żeby nie było.. bo panowie też czytają ;)
Już wkrótce podzielę się z Wami efektami remontowych prac. Za jakiś tydzień, góra dwa, większa część prac będzie za nami. To znaczy w kuchni i pokoju dziennym, bo łazienkę przekładamy na jesień. Pan mąż jest po zabiegu, czeka go jeszcze jeden, tak więc prace muszę tak rozplanować, żeby nasz pacjent na tym nie ucierpiał :)

Nie będzie to jeszcze koniec koniec, gdyż drzwi do kuchni będą wstawione dopiero w połowie lipca, a stół kuchenny wyskrobie się też za jakiś miesiąc.. ale i tak wiele prac będzie za nami.
Na dzień dzisiejszy kończę powoli meble kuchenne, a za chwilę się zabierzemy za ściany i podłogę w pokoju. Później wstawimy jakąś nową komodę, wywalimy co nieco, poprzestawiamy i już ;)

Za mną przyjemny weekend spędzony w domku nad jeziorem. Przyjemny, bo pospacerowałam po lesie, który kocham i wyciszyłam się siedząc na ławeczce.. na jakimś pomoście.. Domek, który wynajęliśmy, nie był najprzyjemniejszy.. bo komunistyczny, brudny, z odpadniętymi klamkami okiennymi i dziurą wielkości pięści zamiast klamki w drzwiach, ale.. nie ma tego złego. Przy tymże domu nasze zakurzone, zagracone mieszkanko wydaje się teraz prawdziwą oazą :)

Uciekam do roboty, ślę Wam mooocne uściski!!
K.

wtorek, 31 maja 2016

W bieli i fiolecie

   Prace remontowe trwają. Do końca tygodnia muszę skończyć malować kuchnię, bo w poniedziałek kładziemy podłogę. Kuchnia i pokój dzienny - tu już z górki. Łazienkę odkładamy na jesień.
Zdradzę Wam, że tym razem będzie bardziej praktycznie. Jaśniej, bardziej minimalistycznie - choć chcę, by było stylowo i oryginalnie, a przede wszystkim praktycznie. Konieczne były pewne zmiany. Musimy urządzić nowe stanowisko komputerowe. Sekretarz drewniany, w którym dotychczas stał komputer, niestety już nie będzie przydatny. W pokoju stanie malutkie biurko. Będzie też nowa komoda. I stół. Wszystko czeka na złożenie.
Ja staram się nie zwariować :) Pracuję jako dziennikarz, robię reportaże, a w międzyczasie remontuję i maluję. Nie narzekam, wręcz przeciwnie. Taki natłok prac bardzo pozytywnie mnie napędza ;)

Ostatnio w moim Siedlisku (moim, bo jak zapewne wiele z Was pamięta, że wychowałam się na wsi o nazwie Siedlisko), ostatnio odbyło się Święto Bzów. W zeszłym roku nie wzięłam udziału w kiermaszu na terenie zamku, gdyż robiłam zdjęcia do reportażu. W tym roku już stanęłam ze swoimi pracami. Byłam zdumiona tak pozytywnym odbiorem :) Wiele z prac powędrowało do nowych domów i moje Janioły, tym razem malowane na większych formatach, będą strzegły nowych właścicieli :)

Przy okazji bzowego święta musiałam zmalować coś.. w klimacie. Pochwalę się przy okazji, że moja Bzowa Panienka wygrała konkurs na najpiękniejsze rękodzieło. Zajęłam pierwsze miejsce i pękałam z dumy :)

Wybaczcie, że tak chaotycznie piszę, ale jestem w biegu..

Ach.. Zaglądajcie do mnie, bo już wkrótce ogłoszę konkurs. Ale o tym za jakiś czas... :)



Oto mój konkursowy...



 ...i inne.. bzowe..malowane na rustykalnych dechach..












Życzę Wam liliowego tygodnia!!
:)

niedziela, 15 maja 2016

O remoncie i kolejnych pomysłach...

   No i znów nie wyglądam. Paznokcie ubabrane farbą, włosy w nieładzie, podrażnione, czerwone oczy... Remontu mam już po kokardy, jak mawia moja blogowa koleżanka. Na widok farb, pędzli, zapraw i młotków dostaję spazmów. Zamykam oczy i wyobrażam sobie domowy świat pełen harmonii. Czysty, poukładany. Bez kurzu i wszędobylskich gratów. Ładny, estetyczny, przejrzysty...
Ostatnio siedząc przy stole w restauracji, która mieści się mniej więcej trzy piętra pode mną, napawałam się jego czystością. Czystym blatem, schludnym obrusem.. Kiedy u mnie tak będzie? Kiedy będę mogła zasunąć zasłony bez obaw, że kiedy nimi poruszę, spadnie na mnie dymno-kurzowa zasłona....???

   Podłoga w kuchni położona. Zostało zrobienie fug. Płytki na ścianie już położone i , podobnie jak ja, wykończone.
W chwili obecnej maluję kuchenne meble.
Nie obyło się bez przeszkód. Okazało się, że frontów nie mogę szlifować, bo wychodzą wykwity. Żadna izolacja nie dawała rady :/ Kupiliśmy więc farbę, którą można malować meble bez szlifowania. Farba jest świetna, ale maluje się nią piekielnie długo, bo trzeba czekać 12 h by kłaść kolejną warstwę... a że warstw 5.................................... :D
   Do mebli zamówiłam nowe uchwyty. Porcelanowe. Są tak piękne, że wciąż pocieszam się, że gdy skończę, efekt będzie fantastyczny. A pocieszenia to ja teraz bardzo, bardzo potrzebuję ;)

   Jakie jeszcze zmiany planuję?
Podzielę się z Wami moimi pomysłami.
Otóż postanowiłam pozbyć się stołu. Tego kochanego stołu, który mieszkał z nami 9 lat i stał się gwiazdą magazynów wnętrzarskich :D Zamiast niego w kuchni stanie mniejszy, ale wysoki, barowy. Z hokerami.

   Stołu szukałam w internecie, ale że nie znalazłam tego, co by mnie zachwyciło, zaprojektowałam sama. Teraz czekam, aż fachowcy wykonają go według projektu. Czekać będę długo.. ale trudno. Już mi wszystko jedno ;)

Tak wygląda projekt stołu barowego:



Co z tego wyjdzie - zobaczymy ;)
W pokoju z kolei ma stanąć stary, okrągły stół. O dziwo, marzy mi się taki idealnie odrestaurowany, w połysku :D


   Poza zmianami stołowymi, postanowiłam zabudować szerokie wejście do kuchni z aneksem. To z potrzeby większej prywatności i możliwości zamknięcia przestrzeni mieszkalnej, gdy ktoś puka do drzwi.
   Pamiętacie jak wyglądało wcześniej..?




     Drzwiczki drewniane powędrowały do szwagierki. Teraz cieszą jej oczy i nie cieszą oczu szwagra :D

    Szerokie wejście do kuchni i pokoju będzie zabudowane i będą wstawione drzwi, Już zamówione. Czekać też będę długo, ale mam nadzieję, efekt będzie ciekawy ;)

   To na razie na tyle. Podłogi będę wymieniać za jakiś czas ze względów zdrowotnych drugiego połówka ;) Ale panele też wybrałam. Łamaną biel z widocznymi słojami drewna. Miał być parkiet, ale.. jakoś tak nie bardzo mi się podobał..

   Wracam do malowania.
Dobrze, że wreszcie spadł deszcz. Przyjemniej mi się pracuje.

   Pozdrawiam Was bardzo ciepło!! :)

czwartek, 28 kwietnia 2016

Link do moich prac i o remoncie

  Aniu, dla Ciebie :)
Na razie jest B A J Z E L :D




 Kochane moje, wychodząc na przeciw Waszym sugestiom, stworzyłam galerię swoich prac. Na razie na darmowej witrynie, gdyż wciąż czekam, aż mój grafik znajdzie dla mnie czas :)

Oto link:

http://khamrol.wix.com/mojawitryna

Zajrzyjcie, jest tam część moich prac. Może coś Wam wpadnie w oko ;)


   Ja wracam do remontu. Dziś zaczynam przerabiać meble kuchenne. Podłoga w kuchni i korytarzu już położona. Wybrałam płytki imitujące deski, jasne, w stylu schabby. Może oklepane.. ale większość elementów będę robić  w stylu bardziej klasycznym i nowoczesnym. Wstawiam drzwi do kuchni, białe, w połysku, bez przetarć. Meble też będę malować na jednolity kolor. Jakoś tak ten połysk chodzi za mną.. Ogólnie chcę połączyć klasykę z nowoczesnym designem..Cóż.. zobaczymy co z tego wyjdzie ;) 

Zaprojektowałam też toczoną nogę do stolika barowego. Czekam na realizację. 

Buziaki Wam przesyłam!!!!!
:*

czwartek, 21 kwietnia 2016

Przygotowania, wyprzedaże i malunki

   Witajcie kochani!!
W poniedziałek startuję z remontem. Zaczynam od podłóg. Wybrałam łamaną biel. Podobają mi się jednolite, ale z uwagi na fakt, że lubię, gdy jest nie tylko ładnie, ale i funkcjonalnie, podłoga będzie miała wyraźną fakturę drewna.
W pokojach będę kładła panele. W korytarzu i kuchni - kafle. Chcę, by jedne i drugie były maksymalnie spójne kolorystycznie. Dzięki temu optycznie powiększę powierzchnię mieszkania.
   Co do kuchni.. Małgosiu, dzięki za radę. Rozejrzę się za farbą, którą mi polecasz. I raczej wybiorę łamaną biel, w ciepłym odcieniu.
Na pewno będę rozjaśniać co się da. Znudziły mnie już ciemne kolory. I jakoś tak przestały mi się podobać przecierane meble. Nie wiem, czy to nowy trend.. ale coraz bardziej przemawiają do mnie meble jednolite, w połysku. Również te stylowe. Cóż, czas pokaże na co się zdecyduję..

   Póki co przygotowuję się do remontu. Wyprzedaję niektóre rzeczy przy okazji, co by się nieco odgruzować ;) Sprzedaję białą szafkę-barek, grafikę na ścianę, porcelanę, tekstylia, stół... Jeśli któraś z Was jest zainteresowana, zapraszam do kontaktu mailowego.
   Oprócz robienia porządków, przygotowuję się na tegoroczne Święto Bzów i na kiermasz. Maluję Janioły, skrzynki, szkatułki etc. Codziennie powstaje coś nowego.. Dziś na przykład zmalował się Janioł w stylu boho ;)
   Dziękuję Wam za odwiedziny. Zaglądajcie. Postaram się w miarę możliwości nie utonąć w bajzlu remontowym i dzielić się z Wami efektami ;)


 A oto co ostatnio udało mi się zmalować...










Miłego zbliżającego się weekendu!!

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Ptaki na płótnie i czarne myśli kuchenne

   Dziś będzie nieco.. romantycznie;)
Dzielę się z Wami moim nowym malunkiem - dyptykiem, malowanym akrylami. Jakoś tak mnie ta wiosna nastraja...

Szykuję się powoli do remontu. Robię wiosenne porządki w szafach (jestem pod wrażeniem jak wiele niepotrzebnych rzeczy bezcelowo się trzyma w szafach!!), w zagraconych zakamarkach...
Pisałam Wam o tym, że czuję chroniczne zmęczenie i potrzebuję światła. Zastanawiam się - błagam, nie bijcie - nad pomalowaniem kuchni. W sensie.. mebli. Na jasno, ecru bądź biel. Po niemal 9 latach szafki wymagają podreperowania. Wszystko już jakieś takie... rozlatane.. Pomyślałam, że przy okazji mogłabym........... :) Co myślicie..???






Dobrego dnia!!

niedziela, 3 kwietnia 2016

Joanioły wiosenne

   Dziś króciutko - przedstawiam najnowsze Janioły.
Janioł Rumiankowy i Janioł Wiosenny... ;)









Słonecznej niedzieli Wam życzę!!

środa, 30 marca 2016

O remoncie i nowym reportażu

   Nadeszła wiosna, a wraz z nią potrzeba ubierania domu w jasne kolory. W moim przypadku potrzeba ta jest uzasadniona - moje mieszkanie jest pozbawione słońca. Całkowicie. I o ile parę lat temu się z tego cieszyłam, to teraz mi tego słońca strasznie brakuje. W ciemnych kątach często czuję zmęczenie. Już nie odprężenie, ale właśnie zmęczenie.
Zaczęłam nową pracę. Jako dziennikarz biegam co chwilę na spotkania, konferencje prasowe, a gdy wracam do domu padam z nóg. Jak wiecie w międzyczasie czyli cały dzień i noc - tworzę. To wszystko powoduje, że potrzeba mi energii. I światła.

   W mieszkaniu szykuje się remont. Wcale ale to wcale mnie to nie cieszy. Bo to taki remont z musu... Muszę określoną kwotę gotówki przeznaczyć na cele remontowe. A że chałupa się wali (panele popękane, szafa rozleciana, łazienka... ehh.. łazienka wymaga modlitwy ilekroć się siada na "tronie", bo stelaż się załamał, kafle popękały i istnieje ryzyko oberwania się i utonięcia w mało przyjemnych roztworach.. PS. idziecie o zakład, że to się przytrafi właśnie mnie?? )... trzeba będzie coś niecoś ponaprawiać.
   Na pewno zmienię podłogę. Zastanawiam się nad jasną. Może delikatny popiel.. albo sosna bielona... Denerwuje mnie fakt, że nie bardzo mam czas na buszowanie po internecie i innych pinterestach, by szukać inspiracji :/ Co do łazienki natomiast, po prawie 9 latach nadaje się do całkowitej przebudowy. Chcę zamienić wannę na prysznic, zamontować w niej lepsze oświetlenie i jakiś żyrandol... Myślę też nad wkomponowaniem jakichś fajnych płytek dekoracyjnych.. może z Bolesławca..?? Jeszcze nie wiem co i jak wyjdzie. Stresuję się trochę, bo średnio mam ochotę na prace remontowe i remontowy bajzel. Ale mus to mus...


   Tak jak wspomniałam, staram się w międzyczasie (którego to międzyczasu jest stosunkowo mało) malować. Pochwalę się, że kilka moich Janiołów poleciało ostatnio do Chicago i będą prezentowane na wystawie w centrum miasta. Modlę się, by skradły serca mieszkańców tamtej części świata ;)
 
Ostatnio wykonałam obraz na zamówienie. Malowałam na starej, dębowej desce. Wyszło tak...








   W innym międzyczasie, pomiędzy pracą redaktora i artysty, robię, jak wiecie, materiały do magazynu „Siedlisko”. W bieżącym wydaniu możecie przeczytać mój kolejny reportaż. Tym razem pisałam o ceramice bolesławieckiej. Zajrzałam do manufaktury, poznałam od środka proces produkcji, przyjrzałam się pracy malarek, które tworzą te wspaniałe wzory. Wspomniałam też o corocznym Święcie Ceramiki. Bywacie tam..??

Mój reportaż w bieżącym wydaniu, zapraszam Was do laktury:







Na cele reportażu miałam okazję sfotografować wyjątkową, unikatową kolekcję ceramiki. Gdyby pasowała kolorystycznie do mojego "M", już bym ją miała w swojej kolekcji ;) Póki co kupuję tą tradycyjną, w kobaltowym kolorze, bądź w kolorze kremowym z delikatnym, łączkowym wzorem...





   Tak, wiem, że to bardzo chaotyczny post;) Ale ja sama jestem ostatnio chodzącym chaosem :D
Życzę Wam słońca, kwitnących kwiatów i widoku soczystej zieleni w Waszym codziennym otoczeniu!! :)

sobota, 26 marca 2016

Wielkanoc 2016..

   Kochani, życzę Wam miłego świętowania. Odpocznijcie, spędźcie czas w gronie osób, które kochacie. Życzę Wam radości, pogody ducha i wiary...










 O, macham Wam wesoło :) 




czwartek, 24 marca 2016

Twórczo przedświątecznie

   Żyję. Wbrew temu, co widać na blogu;)
Moja nowa praca pochłania mnóstwo czasu. Zapewne nie wynika to do końca z jej specyfiki, lecz raczej z mojej - jeszcze - nieumiejętności zorganizowania czasu. Musze godzić pracę dziennikarza, reportera z obowiązkami domowymi i pasją. Staram się nie zaniedbywać sztuki i nawet jeśli muszę zarwać noc - maluję ;)

Ostatnio szalałam z pisankami. Wyszalałam się twórczo. Tym razem nie decu, lecz wszystko malowane. Oprócz malowanych drewniaków nowe życie zyskały wydmuszki gęsie, z którymi pracowałam po raz pierwszy. Zaprzyjaźniłam się bliżej z Dremlem, który zalegał na dnie szafy od kilku lat. Przyznam, że pomimo delikatności i precyzji, której wymaga praca z taką wydmuszką, wiercenie i reliefowanie przypadło mi do gustu;)

Oto efekty mojej pracy:

Wydmuszki gęsie, ażurowe..






Jajka drewniane w całości malowane...






I drobne wariactwo - pomysł, który narodził się w sekundę. Malowany na plastrze drewna król z Alicji w Krainie Czarów ;)


Mam nadzieję, że z porządkami wielkanocno-wiosennymi jesteście dalej niż ja ;) Mój dom póki co bardziej przypomina atelier niż dom, ale ogarnięcie się tudzież domu to kwestia czasu. Jutro pobiegnę po świeże kwiaty i pomyślę nad tegoroczną dekoracją kosza wielkanocnego.

Pozdrawiam Was ciepło!!
:)

wtorek, 8 marca 2016

Wciąż szukam idealnego błękitu...

   Dlaczego lubię to, że jestem kobietą...?

   Jako mała dziewczynka, pewnie jak wiele z Was moje drogie, marzyłam o tym, by kiedyś być Kobietą Idealną. Taką, która się pięknie maluje, ładnie ubiera, ale także jest niezależna, silna, pewna siebie i przebojowa. Chciałam być jak kobiety, które podziwiałam na ekranie starego telewizora w czerwonej obudowie. I.. chciałam być jak Mama.
Mama jako młoda kobieta taka właśnie była. Pomimo tego, że życie jej nie oszczędzało, zawsze była dla mnie wzorem. I nie mam tym razem na myśli jej postępowania czy zasad, które wyznawała. Myślę o czymś bardziej przyziemnym - że właśnie Ona była prawdziwą Kobietą.

   Mama zawsze była dobrze ubrana. Sama szyła ubrania, sama je dobierała. Miała bzika na punkcie pięknych szpilek i torebek. Jako dyrektor przedszkola, a później nauczyciel, zawsze była elegancka. Pamiętam do dziś jej sukienki. Turkusową z cienkim paskiem w talii, beżową w pasy, malinową z kimonowym rękawem. Pamiętam jej kostiumy. Jej szpilki, szczególnie te turkusowe i złote, nosiłam z dumą przechadzając się pokracznie po domu.
Pamiętam jej zapach. Zapach perfum.. w szczególności Panią Walewską i Być Może..Paryż. Pamiętacie je..?? :) Ja na pamiątkę do dziś trzymam maleńki flakonik z zamkniętym w środku wspomnieniem.
Mama pachniała też szminką. Strasznie lubiłam zapach szminki. Dziś to jeden z ukochanych elementów moich kosmetyków do makijażu. Niezbyt często ich używam. Czasem po prostu jakąś kupuję tylko po to, by mieć. Jednak mam do nich słabość :)
Największym jednak skarbem była schowana w szufladzie szkatułka. W jej wnętrzu kryły się "malowidła". Były dla mnie...i pewnie dla mamy.. czymś niemalże magicznym. W czasach stanu wojennego i tuż po jego zakończeniu niełatwo było zdobyć wyjątkowe kosmetyki, od których dziś uginają się półki w drogeriach. Kiedyś każdy z nich był na wagę złota. I tak oto w magicznej szkatułce mieściły się trzy największe skarby: cienie do powiek przywiezione z Belgii, brokat w maleńkim woreczku i... błękitny cień do powiek, który miał barwę tak piękną, że nie spotkałam takiej dotychczas. Ten cień to był mój ulubiony maminy kosmetyk. Kiedy w wieku szkolnym szłam ba bal, przebrana za pannę młodą, tata zrobił mi makijaż. Użył Tego cienia, a ja czułam się jak księżniczka... Sentyment pozostał. Do dziś szukam tego idealnego błękitu. Nie do makijażu, bo do moich zielonych oczu błękit niekoniecznie pasuje.. ale po to, by mieć. By powrócić do wspomnień...
  Mama jest dziś babcią, i choć nie zawsze ma już na to siły czy ochotę, nie zatraciła swojej kobiecej natury. Kitra gdzieś na dnie szuflady piękne apaszki czy korale. Strasznie to lubię ;)


   Jako mała dziewczynka marzyłam jeszcze o jednym. O tym, by kiedyś, jak już będę dorosłą kobietą, móc nosić szpilki Barbie :) Tak!! Nie przepadam wprawdzie za tak słodkim stylem... ale To marzenie po prostu musiałam spełnić. I znalazłam. Nie zakładam ich zbyt często, ale kiedy już założę, sama się do siebie uśmiecham;) Kiedy pomyślę, jak bardzo kiedyś marzyłam... :)


Oto kochane moje mój kawałek Kobiecych Marzeń i kawałek mnie samej - czyli to, do czego dziś ja, już jako kobieta, matka, mam słabość ;)










   Podzielcie się ze mną swoimi ukochanymi kobiecymi drobiazgami. A może i Wy macie podobne wspomnienia...?
:)

sobota, 27 lutego 2016

Zakryta witryna

   Musiałam przeprowadzić małą metamorfozę. Dotychczas moja witryna pękała w szwach od porcelany wszelakiej maści. Musiałam ją jednak zaadaptować na coś innego, co.. raczej nie nadaje się do ekspozycji ;) Musiałam więc czymś zakryć szyby. Może nie wygląda to najpiękniej.. bo chwyciłam po prostu to, co miałam w szafie - starą zasłonkę z SH. Wyprasowałam na blachę, docięłam i zamontowałam. Wzór tkaniny jest bardzo zbliżony do tego, który mam na tapecie, więc tragedii nie ma ;)

 Na zdjęciach widać moje bolesławce. Dzbanek stary, zaś misę wyszperałam na wyprzedaży podczas ostatniego pobytu w Bolesławcu. Jest wielka i masywna, tak jak lubię.

A propos Bolesławca... Wkrótce będę miała dla Was niespodziankę :D Ale jeszcze ćśśś.... cicho sza... :)))














A tutaj coś dla moich kochanych Czytelniczek i Czytelników - paprykowy plaster. Ot, taki o mi się oto ukroił ;)))



Wiosny Wam życzę!!

wtorek, 23 lutego 2016

Motyw różany

   Motyw różany bardzo często przewija się w moich pracach. Ci, którzy czytają mnie od lat, zapewne zdążyli to zauważyć ;)
Uwielbiam ozdabiać nim przedmioty, które tworzę. Jest romantyczny, nostalgiczny, trochę w staroangielskim stylu... To dość nietypowe, że za samymi kwiatami nie przepadam. Żywe róże nie są moimi faworytami. No, może były te z dziecięcych czasów, rosnące w ogrodzie mamy. Tamte, szczególnie w kolorze żółtym, pachniały nieziemsko. Dziś już takich nie spotykam.. albo zwyczajnie idealizuję róże, które pozostały w moich wspomnieniach... Żywego kwiecia nie darzę szczególną miłością, zaś malować róże wprost uwielbiam!!

Dziś postanowiłam namalować coś  z różanym motywem. Takim w stylu vintage. Miał być Janioł, ale powstała inna postać. Jakiś czas temu ktoś spytał mnie czemu nie maluję Elfów, takich bajkowych, z elfimi skrzydełkami. Postanowiłam więc spróbować. Tak oto dziś powstał Elf w różanej sukni...








   Och...zapachniało mi już wiosną............................czy Wam również...??
                        ;)

czwartek, 18 lutego 2016

Twórczy luty

   Kilka miesięcy temu podczas szperania w starociach na jednym z targowisk wpadł mi w ręce stary uchwyt od patery. Kupiłam. W nadziei, że kiedyś...PrzydaSię :D
Dwa tygodnie temu dokupiłam drewniany, masywny talerz. W głowie od razu narodził się pomysł. Na początku patera miała być jasna i w róże..ale.. zrezygnowałam. Postawiłam na coś - być może mniej podobającego się klientom - bardziej nietypowego.
Tak oto powstała wyjątkowa, bo jedyna, patera z gałązką :)











Jakoś tak mnie wzięło... i maluję i maluję................... ;)
Zanim stworzyłam paterę, powstała też szkatułka z ważką. Malowana na starej bazie, wyszperanej w starociach... Ot..taki artystyczny recykling. Lubię tak...



Regularnie powstają też nowe Janioły. Kilka z nich kilka dni temu poleciało do Stanów Zjednoczonych. Mają zawitać do jednej z galerii sztuki w Chicago :)


Janioł z niebieskim sercem




Janioł Konwaliowy




Galeria jeszcze nie ruszyła. Wszystko ze względu na fakt, że przebudowanie strony wymaga większego nakładu pracy, niż przewidywałam. Ale już niedługo z pomocą grafika stworzymy nowe, mam nadzieję klimatyczne miejsce :) Trzymajcie kciuki!!

Udostępnij