czwartek, 27 listopada 2014

Proste równanie

   Skąd taki tytuł...? To proste, a dla moich stałych czytelników Bardzo oczywiste.
Otóż: Ja + Kino = Katastrofa.

   Kilka dni temu zabraliśmy Julkę do kina. Jula chciała obejrzeć nowego Pioruna, zaś ja zamierzałam obejrzeć jakiś film sensacyjny. Jak zwykle kupiliśmy zagryzkę - popcorn i napoje. Mój napój, na moje nieszczęście, nalano do średniej wielkości kubka (ba, kubła!!), którego moje niewielkie dłonie po prostu nie są w stanie objąć:/ Moje dzieci poszły oglądać bajkę, ja musiałam jeszcze chwilkę poczekać na swój seans.
Postawiłam popcorn i kubeł z napojem obok siedziska. Kiedy nadeszła odpowiednia godzina i zamierzałam pójść na film, chwyciłam kubek nie tak jak trzeba...... (dodam, że ledwie się zgramoliłam obarczona kurtką, szalikiem, wielką torebką z Samymi Potrzebnymi Klamotami)......
i pół mojego napoju rozbryzgało się uroczo...po siedzisku, podłodze..... po mnie naturalnie... i...rany.. chyba po moim sąsiedzie:(  Mało tego. Łapiąc w locie kubek, strąciłam popcorn.......................
Pan, który siedział obok mnie, poderwał się gwałtownie i zaraz począł mnie pocieszać mówiąc "nic się nie stało, na pewno zaraz ktoś to posprząta, proszę się nie przejmować". Mnie było okropnie wstyd, nie chciałabym, by ktoś po mnie sprzątał, więc pobiegłam po rolkę ręczników papierowych i zaraz wszystko uprzątnęłam. Bilet też zalałam, ale na szczęście druk jest solidny, nie zmył się;)) Oblałam też siebie całą. Sweter, który miałam przewieszony przez ramię, był mokry i nieprzyjemnie klejący...
RANY.
Pozbierałam się spalona jak żarówka i pobiegłam do bramki. Do sali kinowej prawie biegłam, żeby mnie już nikt nie oglądał. W sali kinowej chciałam zająć wyznaczone miejsce, ale...kiedy się spostrzegłam, że aby tam dotrzeć, musiałabym minąć kilkoro ludzi, których nie chciałam pomoczyć... usiadłam na pierwszym miejscu z brzegu. Rozwiesiłam mokry sweter na fotelu (jeszcze mi klamerek brakowało...) i modliłam się, by nikt nie chciał zając mojego nowego miejsca. I nagle przypomniałam sobie pana, który mnie pocieszał. Jej,.. nawet go nie przeprosiłam.........!! Zrobiło mi się gorąco.
Jak widzicie (po raz kolejny!!), ja NIE MOGĘ CHODZIĆ DO KINA.
Z tego miejsca od razu, na wypadek gdyby któryś ze świadków mojej katastrofy był moim czytelnikiem, chciałabym bardzo, bardzo przeprosić.
I, tak przy okazji, gdyby ktoś mnie kiedyś spotkał w kinie tudzież w jego pobliżu, NALEŻY - UWAGA:
a) zmienić kino
b) zachować ode mnie bezpieczną odległość.
TYLE w temacie.
;)))



   Wracając do (bardziej normalnej) rzeczywistości, chciałabym się z Wami podzielić kolejnymi wrażeniami z mojego pobytu w stolicy.

   Będąc w Warszawie, miałam okazję przetestować fantastyczny Przewodnik po restauracjach warszawskich. Dlaczego fantastyczny...? Zaraz wyjaśnię...






Przewodnik zawiera informacje o ciekawych punktach gastronomicznych Warszawy. Jest tu trochę o właścicielach, menu, wystroju. Są zdjęcia - miałam więc ułatwioną sprawę przy wyborze miejsca na kolację, bo tak się składa, że przywiązuję dużą wagę do wyglądu wnętrza. Zwracam uwagę na to, czy restauracja jest urządzona ze smakiem i czy mnie w jakiś sposób zainspiruje;)
Restauracje w przewodniku podzielono na trzy rodzaje - od najdroższych do tańszych.
Jak się okazało, nie zawierał on jedynie informacji.
W przewodniku zamieszczono Bony. Jeden bon uprawnia dwie osoby do zakupu tańszego dania obiadowego za symboliczną złotówkę:) Brzmi niewiarygodnie..? Sprawdziłam, to działa!! :)

   Pierwszą restauracją, którą odwiedziliśmy w sobotę po kiermaszu, była Bellini (Magdy Gessler), umiejscowiona na starówce. Wybraliśmy ją właśnie ze względu na zachęcające zdjęcie wnętrza.
Już po przekroczeniu progu restauracja wywarła na nas ogromne wrażenie. Mieści się w piwnicy, a wnętrza zdobi stara cegła. Jest tam niesamowicie przytulnie i zachęcająco. Zaznaczam, liście widoczne na podłodze, to nie śmieci, lecz pachnące listki laurowe;))
Zamówiliśmy tutaj makarony. Radek z mlekiem kokosowym, ja z krewetkami. Były... wyśmienite!!
Faktycznie, po okazaniu kuponu, kelner w rachunku tańsze danie uwzględnił jako danie za 1zł:)


O, to zmęczona ale szczęśliwa ja;)




Następnego dnia, w niedzielę, wybraliśmy się na obiad do Fukiera.Tu również skorzystaliśmy z bonu i za obiad zamiast 145zł zapłaciliśmy 75zł :)









Teraz jeszcze jedna ważna informacja. Przewodnik jest aktualny tylko do końca tego roku, czyli jeszcze przez miesiąc. Jeśli jest wśród Was ktoś, kto chciałby z niego skorzystać, odstąpię go z miłą chęcią. Nieodpłatnie oczywiście. Wyślę pierwszej osobie, która zgłosi się przez e-mail: rustykalnydom@wp.pl







   Wracając do sobotniego wieczora: kolację w Bellini zjedliśmy w przemiłym towarzystwie Agnieszki prowadzącej blog Domowe Klimaty, i jej męża. Było cudnie. Miło, wesoło. W pamięci utknie mi niewątpliwie "boski zwłoczek" zamówiony przez Michała (chodziło oczywiście o "włoski boczek") ;))
Po kolacji wybraliśmy się do Pożegnania z Afryką, gdzie w niemalże magicznej atmosferze wypiliśmy najlepszą na świecie kawę z kardamonem i zjedliśmy wspaniały deser.


W niedzielę rano kawę wypiliśmy w kolejnym lokalu M.Gessler. Cóż, mam słabość do jej wnętrz;)
Byliśmy w Embassy, i przy okazji rzuciłam okiem na AleGlorię - pięęęęęęęękna!!!!! :))) Kelner okazał się bardzo uprzejmy, pozwalając mi na zwizytowanie lokalu w celach czysto poznawczych;)

Obiad, jak już wspomniałam, zjedliśmy w Fukierze. Zachwycona jestem klimatem wnętrz restauracji. Wrażenie na mnie zrobiła nawet... toaleta;) Było pięknie i pysznie. Na pewno wrócę tam z chęcią...


Śmieszne trochę było to nasze zwiedzanie lokali gastronomicznych;) ale okazuje się, że inspiracji można szukać nawet w restauracjach. Odwiedzając nowe miejsca zwracałam bacznie uwagę na dekoracje, kolory, aromaty. Chłonęłam piękno i nastrój. To był bardzo, bardzo piękny weekend.......
:)))))))




Mam nadzieję, że nie zamęczyłam Was opowieściami.
Po pięknym weekendzie ochoczo przystąpiłam do prac nad nowymi bombkami, również 3D.
I powstało kilka nowych, przyznam, całkiem ładnych, sztuk. Oto pierwsza z nich...


Bombka 3D, w całości wykonana ręcznie (nawet pierniczki). Dostępna TUTAJ. Podoba się Wam??









Życzę Wam pogodnego piątku!!
:)

sobota, 22 listopada 2014

Lampa, która uszlachetni wnętrze

   Miała być część druga relacji z pobytu w Warszawie, jednak postanowiła odłożyć ją na kolejny post. Dziś postanowiłam Wam pokazać w całej okazałości moją metalową lampę. Czasem tak się zdarza, że gdy się rano budzę, odczuwam ogromną chęć dokonania jakichś domowych zmian i ich "obfotografowania". I to był taki właśnie poranek;)

Postanowiłam zaaranżować stół i udekorować lampę szyszkami oraz dużymi laskami cynamonu.
Jeśli chodzi o samą lampę - zakochałam się w niej od pierwszego ujrzenia w sieci. Jest przepiękna... duża, elegancka... Dodaje pokojowi charakteru francuskiego chateau. I daje takie możliwości aranżacyjne!! Już mam pomysł na dekorację świąteczną........... :))
Ostatnio "chodziła za mną" aranżacja naturalna, leśna. Zainspirowały mnie magiczne lasy mijane podczas podróży, takie ciemne, spokojne, spowite gęstą mgłą...

Tak tak... wiem, że żarówek jeszcze brak... ;) to znaczy kupiłam, ale nieodpowiednie.
Muszę dokupić takie o innym kształcie, ponieważ te ze zdjęcia są za szerokie u dołu.  Potrzebne mi będą typowe "płomykówki" albo podobne, ale z dłuższym gwintem...



Lampa: firma ARGON, sklep internetowy producenta: www.argon-lampy.pl
Jeśli planujecie w najbliższym czasie lampowe zakupy, zajrzyjcie na wymienioną stronę, oferta jest naprawdę imponująca:)

















Jako że przed nami  - mam nadzieję leniwa - niedziela, polecam Wam do popołudniowej kawy najnowszy numer magazynu Czas na Wnętrze, gdzie pokazano naszą aranżację świąteczną:)
Znaleźć mnie można w dziale HIPERBLOG...











Kolejny post już będzie kontynuacją relacji z pobytu w Warszawie. Przy okazji opowiem Wam o pewnej, magicznej książce.......... ;))
Do następnego!!
:)


środa, 19 listopada 2014

Kiermasz Świąteczny magazynu Moje Mieszkanie

Ach... co za przygoda...!!
Kochani, jako że zdążyłam już odespać zarwane przed wyjazdem noce, dziś dzielę się z Wami relacją z Kiermaszu Świątecznego magazynu Moje Mieszkanie.

Było cudownie!! Fantastycznie jest spotkać w jednym miejscu tyle kreatywnych osób, podzielić się doświadczeniami, nauczyć czegoś nowego...
Kiermasz, jak już wiecie, odbył się w Pałacu Prymasowskim. Zaraz po przybyciu na miejsce, z pięknym uśmiechem powitała nas Pani Dorota Jaworska - redaktor naczelna MM. Musieliśmy wybrać sobie stolik do ekspozycji - do wyboru były stoły z białym i czerwonym nakryciem. Oczywiście Rustykalny skierował się od razu w stronę czerwieni:) jako że w tym roku nasza świąteczna kolekcja ozdób utrzymana jest właśnie w kolorystyce czerwono-zielonej.

Z racji tego, że - jak również wiecie - mam bzika na punkcie tworzenia nastroju, na naszym stole oprócz rękodzieła znalazły się świeże i pachnące gałązki choinkowe, a także pierniczki i ciasteczka świąteczne do degustacji:) które - nadmienię - zrobiły prawdziwą furorę;))) (jeszcze po zakończeniu kiermaszu, kiedy to spacerowaliśmy po warszawskiej starówce, otrzymywałam telefony z podziękowaniami za pyszne ciacha;) ).



Tak wyglądało nasze rustykalnodomowe stoisko...









Idea była taka, by rękodzieło przywodziło na myśl święta z dzieciństwa - pełne ciepłych barw, natury. Miało być sielsko i słodko...
Poniżej widać moje tegoroczne bombki, wszystkie ręcznie malowane...











A tutaj ja - uśmiech mi z twarzy nie schodził, bo byłam przeszczęśliwa z powodu tego, że moje "handmejdy" tak się podobały klientom;))

Organizując stół nie przewidziałam jednej rzeczy - że z powodu mojego skrzaciego wzrostu nie będzie mnie widać zza pieńków.....;)) ale i tak przez większość czasu stałam urządzając sobie pogaduchy z dziewczynami i klientami.
Mój mąż tracił cierpliwość słysząc po raz setny " idę, wrócę za pięć minut!!" i WIEDZĄC, że owe pięć minut oznacza CONAJMNIEJ godzinę........;)) (kochanie, buziaki za cierpliwość!!)







Nasze bombki bardzo podobały się maluchom... choć...nie tak bardzo jak...ciasteczka..... ;)





Nasz stół graniczył ze stołem Madzi z bloga Mam wenę. Magdę miałam okazję oglądać na łamach magazynu Piękno i Pasje. Świetna dziewczyna:)





...a tutaj cudne wianki Madzi...








Kawałek dalej swoje stoisko miała Alicja z ArteEgo, którą znam wirtualnie od kilku lat, a którą miałam wreszcie okazję poznać osobiście. Uwielbiam jej wnętrza i sesje. Natomiast sama Ala jest osobą bardzo ciepłą i otwartą. Ach, i była ze swoją śliczną Majeczką.
Pozdrawiam Was dziewczyny..!!








Strasznie się cieszę, że miałam okazję poznać wspaniałe kobietki, poczynając od członkiń redakcji Mojego Mieszkania (miałam okazję porozmawiać z Panią Ewą Zając-Roswadowską, dyrektor artystyczną MM, wspaniała osoba!!), po blogerki i czytelniczki.

Zapewne poznajecie Asię z My Little White Home...




...a tutaj Agatka, prowadząca blog Tak po prostu dom. Agata to przesympatyczna kobietka. Cieszę się Agaciu, że przyjechałaś się spotkać!!!!






Z myślą o czytelniczkach MM redakcja zorganizowała warsztaty z fotografem, Panem Mariuszem Purtą i stylistką Elizą Mrozińską.
Z ogromną chęcią wzięłam udział w warsztatach - miałam okazję popróbować swoich sił stylizując stół z jesiennymi dodatkami. Pani Eliza i Pan Mariusz są bardzo otwarci, sympatyczni i chętnie udzielali porad, wskazówek dotyczących robienia dobrych zdjęć. Myślę, że jeszcze nie raz skorzystam z ich pomocy, fantastyczni ludzie...

(po mnie kolej przyszła na Agę z AgoHome, która tutaj również próbowała swoich sił)





Agnieszkę miałam okazję poznać bliżej. Była na tyle miła, że zaproponowała nam po kiermaszu wspólną kolację na mieście. Aga to baaardzo ciepła osoba, ma świetnego męża i cudowne córy (które zaliczyły się do grona miłośniczek naszych pierniczków). Z Agą i Michałem spędziliśmy cudowny wieczór, ale o tym napiszę w kolejnym poście;)

A teraz chciałabym Wam pokazać to, co z Rustykalnego najbardziej spodobało się klientom kiermaszu.
Bardzo podobały się moje stroiki na świece, bombki 3D (przesłodki był widok klientów, którzy zaglądali do nich ze wszystkich możliwych stron;) ) oraz drewniane tabliczki, które pokażę wkrótce.

Zdradzę Wam, że baaaaardzo zaskoczył mnie odbiór mojego rękodzieła i fakt, że sprzedałam większość wystawionych rzeczy:))))))))









Kochani, mam nadzieję, że moja ralacja Wam się spodobała.
Zaglądajcie, bo już niedługo kolejny post.

Ściskam moooocno!!
:)

czwartek, 13 listopada 2014

Do zobaczenia:)

   Walizki już prawie spakowane.
Rano ruszamy do Warszawy. W sobotę będę uczestniczyć w Kiermaszu Świątecznym magazynu Moje Mieszkanie:) Strasznie się cieszę!! Nie mogę się doczekać spotkań z dziewczynami,  redakcją...

To będzie mój pierwszy kiermasz bożonarodzeniowy.  Mam nadzieję, że moje rękodzieło się spodoba... szczerze mówiąc, to nawet się ciut stresuję... ;))

Jeśli jesteście z Warszawy/okolic i macie ochotę się spotkać ze mną, jak też z innymi Kobietkami z Pasją - zapraszam serdecznie:))
Będzie mi baaardzo miło Was poznać:) Zresztą... dla mnie każde spotkanie z czytelnikiem to niezwykła i bardzo emocjonująca przygoda:)

Przypominam szczegóły:
Sobota 15 listopada, godz. 10:00 - 17:00
Pałac Prymasowski

Szukajcie stoiska z gąską:)))))

Do miłego zobaczenia!!!!!!!!!
:)



poniedziałek, 10 listopada 2014

Witryna drewniana i kiermaszowe zapracowanie

   Witam Was po dłuższej przerwie:)
Wsiąkłam świątecznie. Dosłownie!! Od rana do wieczora szukam inspiracji, wymyślam, projektuję, maluję, kombinuję... Przygotowania do kiermaszu idą pełną parą.
Po domu od kilkunastu dni grasują elfy, które za mnie sprzątają, gotują, i... w ogóle wszystko za mnie robią..., również regularnie przywołują mnie do porządku z... porządkiem;) Dobrze mi z tym, że ma kto pomóc, gdy zajęć jest tak wiele...

   Kiedy jestem tak zapracowana, zwykle mam ogromną ochotę na robienie zdjęć. I czasem muszę, po prostu muszę wystylizować jakiś kąt i uchwycić go w kadr. Ot, taka moja odskocznia od malowania.
No i napstrykałam:)

Dziś w roli głównej moja nowa witryna, o której wspominałam Wam w poprzednich postach.
Marzyła mi się od ładnych kilku lat. Piękna, rustykalna, i nieco... baśniowa:) Z łatwością mieści moje kolekcje starej ceramiki i współczesnych bolesławców. Przyjechała do mnie z Makowa Podhalańskiego. Witrynę kupiłam w sklepie Meblo-Wosk, w którym kilka lat temu zamawiałam moje krzesła, barek, szafkę z szufladami i mebelki do pokoju Julki. Pani Alicja, z którą dogadywałam szczegóły zamówienia, jak zwykle wykazała się profesjonalizmem, a przy tym jest baaardzo sympatyczną osobą. Lubię robić zakupy w takich firmach...:)
Och, jak ja się cieszę z tej witryny!!!! Jest po prostu przeurocza:))))
















 



Bardzo lubię w tych mebelkach "efekt kornika" ;) Podobają mi się też listewki na wewnętrznej ścianie witryny i na łuku. Niewątpliwie dodają sielskiego charakteru...





Kochani, uciekam z powrotem do pracy. O, poniżej w szybie witryny odbija się... temat kolejnego posta ;)))







Poczęstujcie się jabłuszkiem. Prosto z drzewa. Takie.. jeszcze nieumyte, nieco zaśniedziałe...najlepsze :D






Ślę Wam słooodkie buziaki!!



wtorek, 28 października 2014

Przepis na pyszną chałkę

   W sobotni wieczór mojemu mężowi zamarzyła się chałka. Świeżutka, z masełkiem, popijana kubkiem mleka (albo kubkiem "soku z krowy", jak mawia pewien mistrz kuchni). Postanowiłam poszukać w internecie przepisu. Kiedy znalazłam przepis, w którego opisie zaznaczono: "chałka z kruszonką zawsze udana", uznałam jej upieczenie za realne;)
Powiem Wam, że chałkę piekłam po raz pierwszy i wyszła wyśmienita!! Z porcji wyszły mi dwie piękne buły, które tworzą fantastyczny duet z letnim mlekiem. Przepis podałam na dole posta (przepis znaleziony na stronie wielkiezarcie.com)

   Bardzo Wam dziękuję za informacje dotyczące warszawskich hoteli. Już znalazłam miły hotelik, a to dzięki uprzejmości Agnieszki z AgoHome. Och... nie mogę się doczekać wyjazdu...........!!
Póki co przygotowuję się do kiermaszu. Moje dziecko zaintrygowane najpierw, że mama maluje  bombki, teraz w najlepsze słucha w pokoju świątecznych piosenek;) 
Dziś znów czeka mnie bardzo pracowity dzień. 
Ach, pamiętacie, jak pisałam, że mój balkon coraz częściej odwiedza sikorka..? Otóż teraz już odwiedza mnie cała sikorkowa familia:) Przylatują codziennie, skubią chlebek, spacerują po pergoli i po meblach... cóż, zdaje się, że mam już stałych ptasich dzikich lokatorów;)))












                     
Składniki
Chałka:
4 szklanki mąki pszennej
0,5 kostki drożdży (50g)
2 jajka
6 łyżek cukru
1 szklanka mleka
0,5 paczki rodzynek(50g)
4 łyżki masła 
szczypta soli
+jajko do posmarowania ciasta

Kruszonka:
4 łyżki masła
3 łyżki cukru
ok. 0,5 szkl. mąki- w zależności od tego ile się wgniecie (ja użyłam szklankę mąki)
0,5 łyżeczki cynamonu


Wykonanie
0,5 szklanki mleka lekko podgrzać, dodać drożdże, 1 łyżkę cukru i 1 łyżkę mąki i dokładnie utrzeć, najlepiej w garnuszku o pojemności 0,5-0,75l i pozostawić do wyrośnięcia w ciepłym miejscu na ok. 15 min.
W tym czasie utrzeć całe jajka z pozostałymi 5 łyżkami cukru do białości.
Masło stopić w pozostałym mleku i pozostawić do przestudzenia.
Mąkę przesiać w dużą miskę, wymieszać z solą i rodzynkami. Następnie zrobić w niej dołek, dodać rozczyn, ubite jajka i mleko z masłem i porządnie wyrobić. Ja po prostu mieszałam mikserem z hakami przez ok. 5 min.
Wyrobione ciasto pozostawić w ciepłym miejscu, aż podwoi swoją objętość.
Teraz zrobić kruszonkę: utrzeć masło z cukrem, dodać mąkę i cynamon i dalej ucierać, aż zrobią się grudki.
Wyrośnięte ciasto wyłożyć na stolnicę, jeszcze chwilę zagnieść, a następnie podzielić na pół, a każdą połówkę jeszcze na 3 części.
Z każdej części uformować wałek i zapleść z nich 2 warkocze.
Następnie przełożyć na natłuszczoną blachę, posmarować ubitym jajkiem i posypać kruszonką.
Piec ok. 25 min w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.


Cóż kochani, spróbujcie sami, naprawdę pycha!! :)

sobota, 25 października 2014

Przygotowania i drewniane dylematy

   Na początku mam pytanie do osób z Warszawy/ okolic:
Jako że otrzymałam od Redakcji magazynu Moje Mieszkanie zaproszenie na Kiermasz Świąteczny, który odbędzie się w Warszawie właśnie, szukam jakiegoś niedrogiego lokum na jedną/dwie noce dla dwóch osób (mnie i małżonka). Kochani, polecicie mi jakieś dobre miejsce?? A może znacie kogoś, kto wynajmuje kwatery prywatne...?? Tak żeby nie było drogo zaznaczam... ;)) Piszcie, bardzo Was proszę, na adres mailowy: rustykalnydom@wp.pl


   No i zrobiła nam się zima. No tak, dla mnie temperatura poniżej 10 stopni to już temperatura zimowa. Jestem z tych ciepłolubnych, tak więc w chwili obecnej po domu chadzam w ciepłych skarpetach i długim swetrze.
W domu każde uchylenie drzwi balkonowych sprawia, że parują szyby. Powietrze na dworze już też  takie mroźne...
Coraz przyjemniej też wraca się do domu. Do domu, który zawsze wita ciepłem, miłym zapachem i przyjemną ciszą. Kusi błogim lenistwem w ulubionym fotelu...o, tym właśnie, poniższym............... ;)



    Lubię ten czas, choć zawsze, po prostu zawsze, spada moja odporność i odchorowuję zmianę pogody. Z reguły przy przeziębieniu ratuję się domowymi sposobami - herbatką z prądem, czosnkiem, ciepłymi kąpielami. Czasem jednak domowe sposoby nie pomagają i trzeba się udać do lekarza. Odbębniłam wizytę na początku tygodnia. Muszę porobić wyniki i zrobić testy alergiczne, bo katar nie daje mi żyć od dłuższego czasu. Zapisałam się już na wizytę do alergologa. Zdążę się do niej solennie przygotować, bo - jak to w polskich przychodniach - przyjmą mnie za kilka miesięcy..;)) Ba, gdybym się uparła, to do dnia wizyty zdążyłabym się odchudzić o jakieś 15kg... ;)


   Pomiędzy jednym wydmuchiwaniem nosa a drugim, realizuję swoje pomysły. Projektuję, maluję. Nastał dla mnie bardzo twórczy okres. Za oknem częściej hula wiatr i pada rzęsisty deszcz, co sprawia, że z domu nie bardzo chce się wychodzić, za to pracuje się tu nader przyjemnie...

   W domu nastają zmiany. Ubieram go w coraz cieplejsze barwy i coraz chętniej eksponuję drewno.
Jakiś czas temu wpadłam na pomysł, by ozdobić ściany deskami. Zamierzałam wykonać coś na wzór szachulca. Nie wiem, na ile znacie styl angielskiego Cottage, ale określając w skrócie - są to z reguły wnętrza, które charakteryzuje salon z wielkim, ceglanym portalem kominkowym, bielonymi ścianami i ciosanymi dechami na ścianach, tyle że te deski są po prostu starymi elementami domu, wyeksponowanymi w celach dekoracyjnych. Bardzo chciałam, by nasz pokój wyglądał podobnie.
Zamówiłam deski u pana stolarza o nazwisku Szklarz :)) Tak tak, uśmiałam się - malarz Piekarz przyszedł do stolarza Szklarza;))))
Pan Michał to młody człowiek, który z drewna tworzy piękne przedmioty. Osobiście widziałam ławkę ogrodową - świetnie i starannie wykonana.
Jeśli mieszkacie w Głogowie lub okolicy, podaję namiar na Pana Michała, którego usługę osobiście przetestowałam i polecam: 601947175, miejscowość: Dryżyna, może komuś się przyda...
Zamówiłam u Pana Michała deski, zabejcowałam je i przymierzyłam na ścianie, ale... jakoś tak nie bardzo mi pasują... .Ze mną jest tak, że jeśli zamierzam coś zrobić, muszę być tego pewna na 1000%. Deski stoją na razie w kącie pokoju i czekają na lepszy pomysł. W zasadzie najbardziej skłaniam się ku ponownemu zamontowaniu ich przy oknach, tak jak dawniej. Jedna z moich czytelniczek polecała mi poprzednio dodatkowo pomalować na ciemno wnęki okienne, bo ponoć to pięknie powiększa okna. Myślę, że to może być dobry sposób.
Cóż... pomysł dojrzewa w mojej głowie... a co będzie - zobaczę;))

O, tak mniej więcej wyglądała ściana z deskami, jakieś 3 lata temu...





   Dziś przyjechała do mnie nowa witryna. Jakiś czas temu ze względu na zmianę kanapy musiałam wywieźć kredens, który okazał się po prostu za duży. Teraz w pokoju stanęła drewniana witryna. Jest mniejsza, ale i tak bardzo pakowna. A wygląda... ach...!! :))) Już niedługo pokażę nowy nabytek.
Tymczasem bardzo intensywnie przygotowuję się do kiermaszu. Głowę mam pełną pomysłów, tylko czasu i rąk za mało.......;))



Życzę Wam kochani moi przyjemnej niedzieli.
A to dla Was - mój ostatni tegoroczny ogrodowy bukiet... :)))









sobota, 18 października 2014

Po prostu... niedzielnie

Witajcie niedzielnie:)
Zapraszam Was do przeczytania nowego posta w kategorii Dziecko:)

Bardzo Wam dziękuję za tak pozytywne komentarze dotyczące moich kwiatowych dyń:)
Kilka sztuk już zdobi parapety merykowej kawiarni:)))

Dziś odpoczywam po baaardzo zabieganym tygodniu. N dworze pięknie świeci słońce, a na mój balkon co chwilę zagląda cudny, zielonobrzuszny ptaszek:) Mam nadzieję, że i u Was dziś jest tak pięknie...







Życzę Wam miłej niedzieli!!
:)

Udostępnij

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...