niedziela, 1 marca 2015

Mała zapowiedź..

Kochani...
Zmogła i mnie choroba. Wprawdzie już ze mną lepiej, ale dopadło nas straszne choróbsko - najpierw Julkę, potem mnie. Ciągnie się tak od tygodnia. Gardło nadal boli, czeka mnie chyba kolejna wizyta u lekarza...

Póki co, wrzucam maleńką zapowiedź kolejnego postu. Będzie bardzo rustykalnie i sielsko...:)











Witam bardzo serdecznie nowe czytelniczki:)))
Do zobaczenia już za chwilkę!!


wtorek, 17 lutego 2015

Wokół stołu

   Witajcie!!
Kiedy wczesnym rankiem wracaliśmy z targowiska z naręczem przemarzniętych warzyw, zauważyłam, że niektóre krzewy mają już pąki. Wiem, że jeszcze za wcześnie... i że zapewne i one przemarzną, ale mimo wszystko zrobiło mi się ciepło, bo zaczęłam znów myśleć o wiośnie, która już tuż tuż... Zobaczycie, jak czas szybciutko zleci... :)

   Mam za sobą bardzo intensywny, zdjęciowy dzień;) Wbrew pozorom robienie zdjęć stylizacji to naprawdę absorbujące zajęcie. Na szczęście mnie ono nie męczy. Wręcz przeciwnie, bardziej zmęczona byłabym gdybym siedziała godzinę na nudnym wykładzie...
   Powolutku planuję już aranżacje świąteczne. W tym roku na naszym stole zagości jasna porcelana w towarzystwie pudrowo-różowych dodatków. Pomalowałam już kilka pisanek na taki właśnie kolor. Zrobię jeszcze kilka opasek na serwetki... i może jakieś stroiki na świeczki... Cóż, czas pokaże:)

   Wracając do jasnej porcelany...
Jakiś czas temu uszkodziłam ulubioną paterę na ciasto. Ale nie żałuję. Dlaczego..? Bo czyż może być coś wspanialszego niż konieczność kupienia czegoś nowego...? ;) 
Moja poprzednia patera była brązowa, ceramiczna. Tym razem postanowiłam "zapolować" na białą piętrową etażerkę. Taką akuratną znalazłam na Westwing. W kampaniach, które trwały gdy szukałam patery, były dwie etażerki - jedna kremowa z ażurowym brzegiem, druga bardziej klasyczna, czyli coś dla mnie:) Nie wiem jeszcze, jak będzie się prezentować na stole, ale dotychczasowe zakupy na WW mnie nie zawiodły, więc myślę, że będzie pięknie:)  
Oto mój nabytek...






   Jeśli już jesteśmy w temacie stołowym...;) Chwalę się moim ostatnim wypiekiem - szwedzkimi bułeczkami z cynamonem. Kochani, niebo w gębie!! Jeśli lubicie ciasto drożdżowe i zapach oraz smak cynamonu, spróbujcie. Przepis znalazłam na Mirabelkowym Blogu.



KANELBULLAR




Składniki na ciasto:

400-425g mąki pszennej, 
25g drożdży, 

250ml ciepłego mleka, 
50-60g cukru, 
75-100g roztopionego masła, 
szczypta soli, 
1 łyżeczka mielonego kardamonu 




Składniki na nadzienie:

100-150g miękkiego masła, 

75-100g cukru, 
2 łyżki cynamonu 




Dodatkowo przygotuj:

1 roztrzepane jajko do posmarowania bułek, 
cukier gruby kryształ – według uznania (ja użyłam zwykłego cukru) 




Przygotowanie:

Drożdże wkruszyć do miski (użyłam tych w proszku), rozpuścić w ciepłym (ale nie gorącym) mleku. Dodać roztopione masło, cukier, kardamon, sól i prawie całą mąkę – na wyczucie. Wyrobić ciasto, aż będzie miękkie, elastyczne i nie będzie kleić się do rąk i miski (w razie potrzeby dodać jeszcze trochę mąki). Miskę z ciastem przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce na 30-60 minut, aż podwoi objętość. 
 Po wyrośnięciu ciasto delikatnie zagnieść i dać mu „odpocząć” na parę minut. 
W tym czasie przygotować nadzienie – masło wymieszać z cukrem i cynamonem. 
Ciasto rozwałkować na prostokąt o wymiarach ok. 25 x 60 cm, podsypując blat mąką. Na cieście rozsmarować nadzienie, wzdłuż dłuższego boku pozostawiając 2-3cm margines, aby bułeczki się skleiły. Margines posmarować roztrzepanym jajkiem. Ostrożnie zwinąć rulon zaczynając od długiego boku, kończąc na marginesie. Rulon pokroić na 2-3 cm kawałki (powinno wyjść 20-30 bułeczek). Ja kroiłam po 3cm, by miały ładny kształt; wyszło mi 20 bułek.
Bułeczki układać w kilkucentymentrowych odstępach na arkuszach papieru do pieczenia, poprawiając przy okazji ich kształt. Odstawić na 30 minut do wyrośnięcia. 
Piekarnik nagrzać do 250 stopni C. 
Wyrośnięte kanelbullar posmarować jajkiem i posypać cukrem. 
Bułeczki wraz z papierem przenieść ostrożnie na blachę. Piec przez 7-10 minut, aż będą złociste. 


Pochwalcie się, jeśli zdecydujecie się wypróbować przepis, bądź jeśli go już sprawdziliście:)
Życzę Wam spokojnej nocy... :)))

niedziela, 15 lutego 2015

Pięknie śnić

   Witajcie niedzielnie!!
Tak jak obiecałam, dziś dzielę się z Wami różaną radością:) czyli chcę pokazać mój drugi produkt złowiony w sklepie internetowym www.wangielskimstylu.pl.
Widzieliście już moje kwiatowe zasłony. Tym razem prezentuję wdzięczną, kwiatową pościel firmy V&A. Biała tkanina w słodkie, różane bukiety, idealnie wpasowała się w romantyczny córciowy pokoik. Co więcej, Julka zakochała się w niej od pierwszego wejrzenia;)

Tkanina nie tylko dobrze wygląda, ale jest też dobrej jakości. Osobiście nie lubię tkanin gniecionych, a jeśli chodzi o pościele - lubię, gdy po wypraniu i wyprasowaniu, wygląda estetycznie i elegancko, tak więc dobrze wybrałam. Pościel uszyta jest z bawełny perkalowej, jest bardzo przyjemna w dotyku. Jestem bardzo, bardzo zadowolona, a właścicielka jeszcze bardziej... ;)






























   Moi drodzy.,, U mnie się dzieje. Przygotowuję coś... dużego:) co pochłania chwilowo mój czas, ale o tym napiszę w odpowiednim czasie:)
Zapraszam do zerknięcia do sklepiku, gdzie zaczynają się już pojawiać pierwsze wielkanocne produkty. Wprawdzie sklep ostatnio kuleje graficznie z uwagi na nasz brak czasu, ale już niedługo nadrobimy zaległości.

Ściskam Was mocno!!!!
:)

czwartek, 12 lutego 2015

Okna jak nowe

Witajcie moi drodzy:)
Mam nadzieję, że i u Was dziś tak uroczo świeci słońce...  Dziś przygotowałam dla Was post okienny:) 

   Pisałam ostatnio, że przemalowałam swoje okna. Cieszę się, że jestem posiadaczką okien drewnianych, choć... mają one i zalety i wady. Jedną z tych drugich jest fakt, że co jakiś czas trzeba je konserwować. Wyczyścić, odmalować, czasem ( i tak było w moim przypadku) zaszpachlować powstałe z biegiem lat wyszczerbienia... 
Moje okna pierwotnie były białe. Po kilku latach zdecydowałam się je przemalować, ponieważ bardzo zżółkły. A że chciałam zmiany, przetarłam je i zrobiłam "na brązowo", czyli do konserwacji użyłam bejcy w kolorze orzecha. Tym razem postanowiłam znów coś zmienić, więc wróciłam do koloru białego. Zainspirowały mnie okna w starej willi w Szklarskiej Porębie, w której mieliśmy okazję nocować podczas wakacji. Poniżej znajduje się zdjęcie tegoż okna...





   Bardzo lubię stare okna. Pamiętacie, jak pokazywałam te z zamku w Książu..? Wiekowe, białe, takie... nostalgiczne. Oprócz swego kształtu i "wysłużenia" posiadały jeszcze jeden element, który skradł moje serce. Były to piękne, stare klamki. Również okno, które widzicie powyżej ma taką klamkę.
   W moim oknach  już kilka lat temu zamontowałam stylizowane klamki, pewnie pamiętacie...





... - takie białe w pokoju Julki, a w naszym - czarne. Tym razem jednak chciałam zamienić nasze klamki na takie, które wyglądają na bardzo stare i o nieco odmiennym kształcie.
Moje poprzednie klamki to produkty firmy Barcz - firmy z wieloletnią tradycją, bo sięgającą aż 1923 roku. Oferta klamek jest bogata, co więcej - klamki wcale nie są drogie.
Przeglądając kolekcję okienną od razu wpadł mi w oko model Mazovia. To było dokładnie to, czego potrzebowałam. Pozostało tylko wybrać kolor... Miałam dylemat, bo było w czym wybierać... ;)






Z racji tego, że według mojej wizji klamka miała się mocno odznaczać na białej ramie okna i wyglądać na bardzo starą, wybrałam brąz z efektem rdzy. Trafiłam w dziesiątkę. Klamka wygląda fantastycznie!! :)
Sztuka kosztuje 34zł - myślę, że to niewielki koszt za taką piękną odmianę... ;)))





Uciekam kochani do zdjęć. Przygotowuję kolejną domową stylizację, a gdy skończę, znów obudzę w sobie dziecko... - muszę rozpakować wiosenne i wielkanocne sklepowe nowości. Och....są cuuuudne!!!!!!

Ściskam Was mocno.... i....... Pamiętajcie dziś o pączkowym umiarze.......;)))))))) Buziaki!!


piątek, 6 lutego 2015

Ukwiecony dom

   Jakiś czas temu w internecie na jednym z forów o tematyce wnętrzarskiej przeczytałam wątek na temat wnętrz w stylu rustykalnym. Wywiązała się tam dyskusja na temat tego, czy warto przenosić rzeczony styl do miejskich wnętrz. W kilku wypowiedziach sugerowano, że urządzanie wiejskiego wnętrza w mieszkaniu w mieście jest bezsensowne, a nawet śmieszne. Ktoś stwierdził, że wnętrze rustykalne jest zarezerwowane tylko i wyłącznie dla domków usytuowanych na wsi.Być może jest w tym jakaś racja. Jednak osobiście uważam, że w obecnych czasach, gdy urządzając wnętrza mamy tyle możliwości i źródeł pomysłów oraz inspiracji, można sobie pozwolić na luksus zaaranżowania przestrzeni mieszkalnej według swych upodobań i marzeń. Niezależnie od tego, czy inni uznają to za stosowne czy nie, a także niezależnie od tego, czy mieszkamy na wsi czy w mieście.Sama żyję w mieście, ale ja i mój mąż kochamy styl rustykalny, który zadomowił się u nas na dobre. Być może w przyszłości dane mi będzie zamieszkać w wiejskim domku, póki co staram się aranżować swoje cztery kąty tak, by mieć choć namiastkę wsi w mieście. Bo dlaczegóżby nie..?? J Elementy rustykalne śmiało łączę z klasycznymi, nowoczesnymi, czasem industrialnymi. Nie przeszkadza mi to, że mam wiejskie dzbanki czy garnki w miejskim mieszkaniu. Czujemy się tu za to swojsko, niezmiernie dobrze.
I Was kochani zachęcam do urządzania wnętrz wedle własnych marzeń i wizji. Wieś w mieście..? Dlaczego nie. Miasto w wiejskim domku..?? Jasne. Oby było po naszemu, z zachowaniem pewnej równowagi i byśmy się w swoich czterech kątach czuli komfortowo.

    Powolutku zbliża się wiosna. Ja już zaczynam ubierać dom w kwiatowe desenie i jasne dodatki. Oczywiście nie może zabraknąć elementów wiejskich – glinianych dzbanków, ozdobnych starych talerzy, drewnianych mebli, świeczników. Musi być sielsko, przytulnie, ciepło i ciut romantycznie. Właśnie. Bardzo często inspirują mnie romantyczne wnętrza, ale niekoniecznie z mnogą ilością kwiatów i koronek. Bardziej takie w pastelowych barwach, z niewielką liczbą kwiatów, porcelany, drewna, przyjemnych i delikatnych tekstyliów. Nie lubię wnętrz przerysowanych, przesłodzonych. Dlatego „ubierając dom w wiosnę” staram się zachować równowagę. Słodkie elementy przełamuję ciężkimi, pastele mocnym akcentem w postaci ciemnego i wyrazistego koloru.Chcąc nieco osłodzić dom na wiosnę, rozglądałam się za nowymi zasłonami. Przebuszowałam internet wzdłuż i w szerzJ chcąc znaleźć zasłony słodkie, delikatne, najlepiej w łączkę bądź drobne kwiaty. I w ciepłym odcieniu ecru. Takie, które pasowałyby do wnętrza w stylu angielskiego cottage. I znalazłam. Gdzie..? W sklepie oferującym tekstylia w angielskim stylu - www.wangielskimstylu.pl. Tak, to było dość proste :). Kiedy zaczęłam przeglądać produkty szybko okazało się, że podoba mi się w zasadzie Wszystko :)
   Znalazłam zasłony  ekskluzywnej marki Dorma Vantona. Idealne, słodkie, niemalże pachnące wiosnąJ Tkanina w kolorze budyniu waniliowego, z nakrapianymi bukiecikami drobnych kwiatów. Piękne!!!!! Okazało się, że są w dobrej cenie (120zł/sztuka), więc nie musiałam się długo zastanawiać. Zamówiłam. Kiedy je powiesiłam, pokój od razu nabrał innego charakteru. To zaskakujące, jak niewiele trzeba zmienić, by cieszyć się całkiem nowym wnętrzem!! Zasłony są zachwycające!! Delikatne i pięknie uszyte. Do kompletu dołączone były podwiązki, więc zamontowałam haczyki. (Zdradzę Wam, że skusiłam się na jeszcze jedną rzecz w sklepie, ale pokażę ją w osobnym poście).
Jak Wam się podobają…? Dla mnie to cudeńko :) Być może i któraś z Was się skusi...  
Składając zamówienie, miałam okazję poznać przemiłą Panią Agnieszkę, która jako stylistka z chęcią doradza w wyborze tkanin, dekoracji. Jestem szczęśliwa, że znalazłam ten sklep i myślę, że będę jego stałą klientką.


   Wracając do aranżacji…Chcąc przełamać słodycz, pod ścianą postawiłam szafkę w kolorze ceglano-antracytowym. Lubię kontrasty. Podoba mi się połączenie romantycznej aranżacji z masywnym, ciemnobrązowym żyrandolem, łamanie pastelowego romantyzmu mocnym kolorystycznym akcentem.Kilka dni temu ze staroci przywiozłam dębową półkę na talerze (tak długo na nią polowałam!!), którą pomalowałam na bliżej nieokreślony kolor;)  - połączyłam krem, żółcienie, czerń i zieleń.O, i przemalowałam oknaJ Ale o oknach napiszę w kolejnym poście.
 Mam nadzieję, że spodoba się Wam mój pomysł na wiosenny, przytulny salon. Was kochani też zachęcam do ubierania domów w kwiaty i ciepłe barwy. Najlepiej za pomocą dodatków, które można zmieniać nadając wnętrzu za każdym razem inny charakter. Ja… baaaaardzo to lubię..!!! J


Wybaczcie mi ilość zdjęć, ale nie potrafiłam się powstrzymać.........;)))


 Przy okazji składam serdeczne podziękowania Pani Małgosi z kwiaciarni Flora Atelier w Głogowie - za piękne kompozycje z moich ukochanych frezji :) Dzięki Pani Gosi mój dom nie tylko wygląda wiosennie, ale i obłędnie pachnie... :)

















































Och... jak ja tęsknię za wiosną...:) Lubię ten czas oczekiwania, bo dla mnie to okres dość kreatywny z uwagi na pragnienie dokonania zmian we wnętrzach. Dlatego pomalowałam okna i zmieniłam klamki... cudne są... pokażę Wam w kolejnym poście.

Tymczasem żegnam się z Wami do naszego następnego spotkania!!
PS. Dziękuję za Wasze wizyty, maile, telefony, komentarze. Baaaardzo Wam DZIĘKUJĘ!!!!!!
:)))))

sobota, 31 stycznia 2015

Garść filmowych i niefilmowych inspiracji

  Kilka dni temu poszliśmy rodzinnie do kina. (PS. tym razem o dziwo nie narozrabiałam:)).
Wybraliśmy film Paddington - opowieść o misiu, który postanawia szukać szczęśliwego domu w Londynie. Kochani... nie wiem, czy Wy również oglądaliście, ale dla mnie, dla nas, film jest boski!! Niezwykle klimatyczny, magiczny,zabawny, wzruszający. Oglądało się fantastycznie. Postanowiłam o tym napisać, bo tak się składa, że rzadko, powiedziałabym nawet bardzo rzadko, ujmują mnie współczesne filmy czy bajki dla dzieci. Nie wiem jak Wy, ale ja ostatnio odnoszę wrażenie, że kino dziecięce zmierza w niepokojącym kierunku... . Producenci na siłę z bajek robią komedie, nierzadko mało zabawne. Jakiś czas temu obejrzeliśmy jedną z takich bajek w domu. Niby zwyczajna bajka...ale z irytująco dużą liczbą głupich tekstów wypowiadanych przez postaci... .Czy właśnie to powinno śmieszyć...?? sama nie wiem... no, na przykład: zwierzę zwraca się do drugiego: "stul dziób!!" albo " morda w kubeł"..żenujące... Owszem, dziecko wszędzie usłyszy wulgaryzmy - w szkole, na ulicy, ale dlaczego faszeruje się nimi bajki..? Czy nie można inaczej..?? Gdzie się podziały bajki, które śmieszyły, choć nie używano w nich głupawych zwrotów...?
 
   Dlatego między innymi spodobał mi się Paddington. Bez wulgarnych wyrażeń, za to z ogromną dawką inteligentnego humoru:)))
Film czaruje postaciami, klimatycznym Londynem i cudnym, cudaśnym domem:)) Wnętrze zrobiło na mnie wrażenie swym ciepłem, kolorem, przytulnością... W kinie siedziałam na dole sali (z braku miejsc;) ) ale to chyba nawet dobrze, gdyż miałam wrażenie, jakbym była w środku... Och, magiczny film... musicie go zobaczyć!! POLECAM:)

Tutaj kadr z filmu - korytarz wspomnianego domu...





   Pozostanę jeszcze chwilkę w temacie filmowym. Postanowiłam, że podzielę się z Wami moimi ukochanymi wnętrzami z filmów:)
Pierwszym z nich jest domek z filmu The Holiday. To typowy angielski cottage. Niewielki, kameralny, niezwykle przytulny, z charakterystycznymi kolorowymi meblami, sporą ilością drewna, murowanymi kominkami i licznymi talerzami zdobiącymi ściany. Uroczy.
Uwielbiam tę kuchnię. Idealna, wiejska, w sam raz na wieczorne pogaduchy przy ciepłej herbacie...





   Poniżej kolejne wnętrze, które bardzo lubię. Szczególnie za tę kuchnię, która wydaje się zapraszać do wspólnego biesiadowania. Kuchnia z filmu "To skomplikowane"...





   Lubię wnętrza angielskie, dlatego nie może tu zabraknąć tych z ekranizacji powieści Agathy Christie . Dawno temu "wsiąkłam" w kryminały o Pannie Marple i Poirocie, a po pochłonięciu książek zaczęłam oglądać filmy. Uwielbiam wnętrza z filmów o p.Marple. Jeśli i Wy lubicie ciepłe wnętrza w stylu angielskim, polecam... 



Źródło zdjęć: Pinterest


   A tym, którzy wolą czerpać inspiracje z magazynów, polecam mój ukochany EH. Każdy numer przeglądam z zapartym tchem. Często szukam tu inspiracji. Wnętrza prezentowane na łamach tego magazynu są klimatyczne, ale nie przeładowane chińskimi durnostrojkami. Wszystko tak pięknie wyważone, spokojne, dostojne. Nawet wnętrza wiejskie cechuje swoista elegancja. To lubię:)
Zainspirowałam się i tym razem...

   Znacie mnie nie od dziś i zapewne domyślacie się, że skoro tak długo mnie nie ma, to znaczy, że znów coś zmieniam w domu;))) I nie mylicie się;) Wczoraj po ukończeniu zamówienia zabrałam się za odświeżanie okien. Musiałam w końcu poddać je renowacji, bo kociak zdrapał lakier i z bliska odrobinę straszyły..;) Już powolutku kończę...
Chcę na wiosnę (!! znów mnie zganicie za to, że ja ciągle o wiośnie, a zimy nawet jeszcze nie było) troszkę rozjaśnić dom. Wprowadzić odrobinę świeżości, światła, motywu kwiatowego. Mam nadzieję, że moje "m" w nowym wydaniu trafi i do Waszych serduszek;))))


   Moje źródło inspiracji (bieżący numer)...









O, a tu mój nowy kalendarzowy nabytek. Również kwiatowy:) Oby do wiosny moi kochani!!!!!!




sobota, 24 stycznia 2015

Dlaczego mnie nie było i pierwszy, wielkanocny projekt

No i napadało...
Ponarzekałam na nijaką zimę, zamarzyłam o wiośnie, kolorowej i słonecznej... a następnego dnia po odsłonięciu zasłon ujrzałam świat spowity białym puchem;)
No dobrze, niech będzie zima, wszak nasze dzieci mają jeszcze tydzień ferii. Ale niechże będzie tak pięknie, biało. Niech nie wraca ta dziwna, ni to jesienna ni zimowa aura...

Za oknem biało, a ja już pracuję nad dekoracjami wiosennymi. Może to i dobrze...bo bialutki śnieg stanowi piękne tło dla jasnych, pastelowych dekoracji.

Jako że musiałam na chwilkę oderwać się od wianków w oczekiwaniu na przesyłkę z dodatkami, zabrałam się za stroiki do wielkanocnych koszyków. Pomyślałam, że dzięki takiej ozdobie każdy koszyczek nabierze indywidualnego charakteru. Dekor kwiatowy jest odpinany, tak więc po świętach można taki koszyk wykorzystać np. do aranżacji balkonowych. A samą dekoracją kwiatową można np. ozdobić świecznik na wielkanocnym stole...

Jak Wam się podoba moja koszykowa wariacja........?? :)






   Teraz wytłumaczę się z mojego rzadkiego pojawiania się na blogu w ostatnim czasie...
Otóż musiałam troszkę zadbać o zdrowie. Jako że od długiego czasu doskwierają mi objawy alergiczne, musiałam zrobić testy. Przed testami przed dłuższy okres nie mogłam zażywać leków, tak więc było ciężko. Dokuczał mi katar, ból zatok, głowy... a każdy kontakt z farbami czy papierem ściernym kończył się prawdziwą męczarnią. Musiałam sobie zrobić przerwę. W okresie świątecznym i poświątecznym całymi dniami spałam...bo wówczas nic nie bolało...
Testy już za mną, na szczęście. A żeby nie było tak łatwo i prosto;) zwykłe testy nie wystarczyły i musiałam robić dokładniejsze, na podstawie próbek krwi. Brrr.... Teraz pozostało czekać na wyniki.
Najważniejsze, że mogę już zażywać leki przeciwalergiczne i normalnie funkcjonować.

Czy i Wy macie w tym temacie doświadczenia..? Może macie jakieś rady dotyczące tego, jak zmniejszyć objawy alergii..?? Czekam na Wasze komentarze...




   Po powrocie do normalnego trybu życia pozostało mi nadrobić zaległości. Już niedługo zabieram się za renowację moich stołów i realizację nowych, aranżacyjnych planów...;)

A teraz mała zapowiedź: w sklepie już niebawem pojawią się misie w zimowych sweterkach. Są naprawdę urocze i w zasadzie mogą zdobić nasze półki przez okrągły rok...





   Czekam na Wasze wiadomości.
Teraz żegnam się posyłając w Waszą stronę ciepły uśmiech:)))

środa, 21 stycznia 2015

Koniec zimy...?

   Witajcie kochani.
Odzywa się we mnie tęsknota za wiosną. Za ciepłym wiatrem, słońcem i soczystymi barwami.
Wprawdzie atmosfera w naszym domu jeszcze iście zimowa, bo w każdym kącie zalegają ciepłe koce i puchowe poduchy... ale ten stan nie potrwa długo, tak myślę. Już planuję ubranie domu w jasne kolory i przyozdobienie go kwiatami.

   Czy macie już pomysły na kolorystykę w Waszych wnętrzach na nadchodzącą wiosnę..? JA - TAK!!
Otóż moja tegoroczna wiosna przybierze barwy słodkiego kremu, ciepłego różu, bieli, lecz królować będzie kolor.... łososiowy i brzoskwiniowy:) Już przywiozłam piękne kwiaty, którymi będę dekorować wianki. Nie wiem,dlaczego wybrałam na ten rok akurat taki wariant kolorystyczny... bo raczej rzadko korzystam z dodatków w kolorze brzoskwini... ale cóż, czasem tak bywa, że coś mi się nasunie i już;)
Jaka będzie Wielkanoc... tego jeszcze nie wiem... choć w głowie mam już jakiś zarys. Jak zapewne pamiętacie, w zeszłym roku wybrałam błękit i pistację. Teraz będzie bardziej ciepło, romantycznie.
Zamierzam ciut rozjaśnić nasze cztery kąty. Zastanawiam się nad odświeżeniem okien i przemalowaniem stolika kawowego...

Póki co, pozostaję jeszcze przez chwilę w klimatach zimowych... choć za oknem ani śladu śniegu (nasze biedne dziecię na okrągło maluje bałwany rekompensując sobie zapewne brak białego puchu...).
W chwili obecnej wykonuję ostatnie zimowe wianki za zamówienie klienta. Kolejne będą już wiosenne, różane... na pewno podzielę się z Wami efektami mojej pracy;)

Och, jak widzicie, nasze kochane futerko idealnie wpisuje się w zimowo-domowy krajobraz.... ;)))









A tutaj jeden z moich ostatnich tegorocznych jesienno-zimowych wianków...





   Kochani, dzielcie się ze mną swoimi pomysłami na tegoroczne wiosenne dekoracje, bo zapewne macie ich całe mnóstwo, prawda..?? :)
Zatem czekam na Was... i.. do zobaczenia:))))




wtorek, 13 stycznia 2015

Garść dziecięcych wspomnień

   Witajcie po dłuższej przerwie:)
Mam nadzieję, że nowy rok zaczął się dla Was pomyślnie. Przepraszam za moje milczenie, ale mam awarię komputera... mam nadzieję, że nie będę musiała kupować nowego... .

Jak rozpoczęliście rok 2015? Macie jakieś postanowienia..?
Ja mam ich kilka. Jednym z nich na pewno będzie udoskonalenie moich kulinarnych wyczynów. Nie, nie żebym źle gotowała... po prostu pewnych rzeczy jeszcze nie potrafię zrobić tak, jak bym sobie tego życzyła;) O, na przykład pierogi. Muszę się koniecznie nauczyć robić dobre pierogi. Przydałby mi się jakiś dobry przepis na ciasto. Tego roku w święta ulepiłam swoje pierwsze... i...ehh... nie wyszły mi za dobrze (choć..to delikatnie powiedziane)... Skorzystałam z przepisu z Kuchni Polskiej, takiej fajowej, nieco retro-książce kucharskiej. Pierogi były smaczne, ale od ich żucia bolała szczęka, takie były twarde...:/ Uroczo to podsumował mój mąż kochany, który uznał, że byłyby doskonałym przedmiotem do samoobrony: "Ninja mają swoje złote gwiazdki, Ty - masz pierogi..." ........ ;)))
Tak więc muszę się nauczyć robić dobre ciasto. Może coś mi podsuniecie...??

W tym roku Sylwestra spędziłam z rodzinką w domowych pieleszach. Tylko na powitanie nowego roku wyszliśmy na rynek, żeby pooglądać fajerwerki. Było pięknie. Mamy w naszym mieście nowego prezydenta i na starówkę wreszcie wróciło życie... .
Uśmiecham się na wspomnienie tamtego dnia, bo tak się składa, że dorobiliśmy się w naszej małej kamienicznej społeczności własnego, osobistego śpiewaka. Już drugi raz dał się słyszeć w środku nocy, wyśpiewując (ej tam...wykrzykując!!) łamaną angielszczyzną słowa jakiejś piosenki..;) Śpiewa wprawdzie na okrągło jeden utwór...ale cóż..zawsze można mieć nadzieję, że w końcu nauczy się innego, prawda...? :)))

Wspominając jeszcze świąteczny czas...
Wiecie jak spędziłam dwa popołudnia...? Na zabawie w dziecko:) A konkretnie na powrotach do dziecięcych wspomnień. Już wyjaśniam...
Otóż pamiętam, że jako mała dziewczynka (miałam wówczas jakieś 8-9 lat), w okresie świątecznym właśnie, namiętnie oglądałam Opowieści z Narnii. Był to kilkuodcinkowy serial z 1988 roku. Może nie zawierał powalających efektów specjalnych, tak jak obecne ekranizacje, lecz miał w sobie tyle magii!!! Rany...jak ja czekałam na każdy odcinek!! Pamiętam, że był wyświetlany codziennie o godzinie 16:00 (to zadziwiające, jak dokładne obrazy zapisują się czasem w naszej pamięci...).  Kiedy pomyślę o tamtych chwilach z dzieciństwa, widzę obraz - pokój z przyciemnionym światłem, choinkę upstrzoną szklanymi bombkami, łańcuszkami i białą watą:), świecącą kolorowymi światełkami.
Już jakiś czas temu szukałam tego serialu chcąc powrócić do tych magicznych wspomnień. Znalazłam go dopiero teraz. Wzruszyłam się, gdy obejrzałam czołówkę... to była prawdziwa podróż w czasie... cudowne....!! :))))
W stary serial "wsiąkła" też nasza Julka. Najpierw oglądaliśmy wspólnie wszystkie odcinki - jak za dawnych lat, w blasku choinkowych światełek i płonących ogarków świec; potem Jula jeszcze nie raz wracała do filmu, oglądając go już w swoim pokoju.
Wiecie.. to niesamowite...gdy widzę Julkę zafascynowaną tą piękną,klimatyczną baśnią. Patrzę na nią... i czuję się tak, jakbym patrzyła na siebie...sprzed ponad dwudziestu lat...................... :)))


Tak, wiem, że okres świąteczny już za nami...ale mnie jeszcze jakoś tak trzyma;) Być może za sprawą koncertu noworocznego, który się odbył u nas w miniony weekend. Miałam okazję posłuchać wspaniałych kolęd wykonanych przez równie wspaniałe dzieciaki. Było pięknie, wzruszająco. Uwielbiam "Kolędę dla nieobecnych", miło było jej posłuchać na żywo. Poniżej kadry z występu...









źródło: tutajglogow.pl; fot.P.Dudzicki



A tu już po występie... nasza szczęśliwa małolata.. oraz dumna mamusia;)))








PS. Czy i Wy tęsknicie już za wiosną..............??
Ja TAK!! Bardzo... Dziś bądź jutro wybiorę się na poszukiwanie hiacyntka:)

Życzę Wam miłego popołudnia. Mam nadzieję, że mój komputerowy sprzęt się odobrazi i pozwoli mi napisać kolejny post już wkrótce:)
Papa!!





Udostępnij

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...