czwartek, 22 września 2016

Bardzo istotny Detal - klamki jak marzenie

   Kilka dni temu wreszcie udało mi się spotkać przy kawie z moją sąsiadką, która na co dzień mieszka w Londynie. Kiedyś już o niej pisałam, pamiętacie..? O tym, jak przykleiła się do mojego świeżo malowanego stołu ;)
Rzadko mamy okazję się spotkać, ale jak już zasiądziemy przy stole, gawędzimy zwykle do nocy. Pomimo różnicy wieku wiele nas łączy, szczególnie w kwestii preferowanego stylu w aranżacji wnętrz, dekoracji, czy podejścia do ogólnie pojętej potrzeby upiększania przestrzeni, w której żyjemy.
Podczas spotkania L. uświadomiła mi, czy może przypomniała, że nie jestem jednak taka sfiksowana, jak mi się wydawało ;) Zawsze uważałam, że trochę przesadzam z moim perfekcjonizmem, jeśli chodzi o sprawy związane z aranżacją mieszkania. Ale inaczej nie potrafię, po prostu. Nie uznaję półśrodków, a gdy coś robię, muszę osiągnąć w 100% pożądany efekt. Inaczej, zresztą podobnie jak L. - rany, nie jestem odosobniona!! - czuję wewnętrzny niepokój :)
   Kiedy docierają do mnie czasami sygnały, sugestie, że z czymś przesadzam.. zastanawiam się, czy faktycznie, czy po prostu osoby wydające takie opinie po prostu nie nadają na tych samych falach co ja. Dla mnie każdy szczegół we wnętrzu mojego domu, każdy detal, jest ważny. Każdy element stanowi o całości aranżacji. Kiedy rozmawiałam o tym z sąsiadką, powiedziała mi tak: „Wiesz, u mnie musi być idealnie. Przecież każdy detal ma znaczenie. Przy aranżacji wnętrza w danym stylu znaczenie ma nawet rodzaj kwiatka w doniczce!". NO TAK. Tak właśnie jest. Tak jak stwierdziła moja rozmówczyni, jeśli urządzamy mieszkanie w stylu PRL i chcemy, by okna wyglądały jak z tamtych lat, musimy ustawić na parapecie takie kwiaty, jakie bywały w domach w tamtych czasach. To takie logiczne ;)
Są osoby - których absolutnie nie neguję!! - które nie przywiązują zanadto wagi do tego, by wnętrza domu były idealne. Mają być po prostu funkcjonalne, przytulne, wygodne czy minimalistyczne. Ja chyba należę do innego typu ludzi. U mnie musi być efektownie, z polotem. Czasami zaśmiewam się, gdy coś planuję, aranżuję, bo żeby mnie coś całkowicie zadowoliło, musi mi coś „pyknąć” - tak jakby zapalała się w głowie lampka informująca, że tak, teraz jest Idealnie :) Chyba nie umiałabym żyć w przestrzeni, która urządzona jest nie po mojemu, nie do końca. I zawsze przykładam wagę do drobnych elementów urządzając, a tym razem remontując mieszkanie.

   Widzieliście już moje nowe drzwi. Zamawiając je prosiłam o skrzydła bez klamek. Postanowiłam, że te znajdę później. Bo klamki też musiały być idealnie dobrane. Nie przesadnie drogie, nie. Nie należę do osób, dla których wyznacznikiem jakości jest kwota za produkt. Zależało mi jednak na tym, by klamki zamówić u polskiego producenta. Wymarzyłam sobie takie ciężkie, stylizowane na stare i bogato (acz nie przesadnie) zdobione.
Kiedy przeglądałam oferty w internecie, znalazłam producenta, którego oferta sprawiła, że dostałam gęsiej skórki :)  Kiedy zaczęłam oglądać modele klamek, zachwycił mnie każdy, dosłownie każdy z nich. Ceny naprawdę przystępne, tak więc pozostało nie dać się zwariować (bo najchętniej wykupiłabym z pół sklepu) i wybrać najbardziej odpowiedni model. Wybrałam zdobiony, z prostą rączką. I na klucz.
Niewątpliwą zaletą klamek tego producenta jest to, że wszystkie oferowane produkty wykonywane są ręcznie i z litego mosiądzu. Cenię sobie jakość i trwałość, tak więc mam pewność, że zainwestowałam w coś, co posłuży mi przez lata.
Kiedy wybrałam model klamki, pozostało się zastanowić nad kolorem. Okazało się, że istnieje wiele możliwości wykończenia - w połysku, macie, z zaciemnionymi wgłębieniami.. Ja wybrałam kolor srebrny z ciemnym akcentem przy zdobieniach, żeby podkreślić piękny wzór. Klamki wykonano bardzo szybko. Kiedy rozpakowałam przesyłkę, byłam naprawdę zachwycona. Jak ja to lubię!! Taką jakość, takie eleganckie podejście do klienta. Jestem oczarowana!!!! :)

Oto moje klamki...












Podaję Wam od razu namiar do firmy, być może ktoś z Was się skusi. Ja szczerze polecam manufakturę i na pewno zostanę klientką na dłużej ;)
Adresy: www.artykuly-mosiadz.pl i www.koloroweklamki.pl. Firma istnieje od 1980 roku, tak więc ma prawie tyle lat co ja :)

   Powiem Wam, że to nie koniec rewelacji. Ta manufaktura produkuje też klamki, które maluje na tęczowe kolory. Gdy zobaczyłam tę kolekcję, oszalałam z zachwytu...!! :) Rany, jak pięknie muszą wyglądać klasyczne białe czy czarne drzwi z taką oprawą.. Nie wykluczam, że jeśli w przyszłości wymienię drzwi do pokoju i łazienki, kupię takie kolorowe klamki, bo są cudowne, zobaczcie sami..









   Moja Julka zapewne oszalałaby, gdybym jej wstawiła taką klamkę w kolorze purpurowym, albo czarnym.. Ach...rozmarzyłam się........ ;)

   Cieszy mnie, że często korzystacie z moich rad i że przydają się Wam moje opinie o różnych produktach. Osobiście też sobie cenię rady Wasze czy moich znajomych. Nie lubię kupować w ciemno. Lubię firmy sprawdzone, dobre i szanujące klienta. Ta z klamkami z mosiądzu do nich niewątpliwie należy.
Moje drzwi są już wykończone jak należy, co mnie strasznie cieszy, a do końca remontu już bliżej niż dalej ;)
Łazienkę odkładamy na listopad, bo jesteśmy zmęczeni bałaganem. Chcemy choć przez miesiąc pomieszkać w domu bez wszędobylskich pędzli, wiader i szmatek różnej maści..

   W kolejnych postach pokażę Wam nasz nowy, minimalistyczny balkon (minimalistyczny z musu, bo rośliny moje wymarły śmiercią naturalną, gdyż przez stos remontowych śmieci nie miałam do nich dostępu) i pokażę Wam zakamarki mojego ogrodu oraz pierwsze zmiany na budowlanym placu boju ;)

Do następnego razu!! :)


wtorek, 6 września 2016

Ukradli mi zamek

   Dziś rano ukradli mi zamek. Ten, który zawsze widać za oknem mojego domu. Mgła tak gęsto zasnuła świat, że wszystko stało się niemal niewidoczne, a atmosfera panująca za oknem stała się już taka jesienna, nostalgiczna, tajemnicza...
   Mnie ostatnio zajmują malowanie, prace wykończeniowo-remontowe, przygotowanie dziecięcia do czwartej już klasy... Rany, jak ten czas leci.. Wiecie, że gdy zaczynałam pisać blog, moja Julka miała 2 latka, a teraz ma już 10..? :)))

   W chwili obecnej kombinuję, co powiesić na ścianach w pokoju dziennym i korytarzu. Założeniem moim było stworzyć po remoncie wnętrze mniej obfitujące w dodatki, wnętrze jasne i przestrzenne, ale.. jakoś tak nie mogę w pustych czterech ścianach.. ;) Obrazy i detale muszą być. Może w mniejszej ilości i bardziej delikatne, stonowane, ale muszą być.
Wczoraj namalowałam pejzaż, bardzo niewielki. Zamknęłam go w nowoczesnej, białej ramie z Ikea, w białym passepartout. Na ścianie prezentuje się naprawę ładnie. Rzadko wieszam u siebie swoje obrazy, nie wiem dlaczego.. ale..powoli się przekonuję ;)

   Omiatam wzrokiem swoje cztery kąty i zastanawiam się, czego im jeszcze brakuje. Bo wyraźnie czegoś brakuje ścianie z oknami. I wymyśliłam. Wnęki okienne wykończę sztukaterią, również w stylu starych kamienic. Nie będzie to jednak sztukateria styropianowa, z jakiej korzystałam dotychczas. Zastosuję listwy podobne do tych, które zamontowaliśmy na podłodze (wysokie, białe, w angielskim stylu). Myślę, że ściana nabierze charakteru i będzie ładnie współgrać z kuchnią.

   W weekend, jeśli znajdę czas, pojadę do sklepu i rozejrzę się za listwami. Mam nadzieję, że znajdę coś ładnego w przystępnej cenie ;)


   O, a to mój wczorajszy pejzaż...




Dziś będę malować kolejny. Do sosnowej ramki...

Biegnę do pędzla, a Wam życzę dobrego dnia. I witam przy okazji bardzo, bardzo serdecznie nowych rustykalnodomowych czytelników :)))))

piątek, 2 września 2016

Mam drzwi!!

 
   Mam drzwi!! Doczekałam się. Po przeszło czterech miesiącach oczekiwania wreszcie są. Było pod górkę, bo stoczyłam małą walkę.. nie lubię bowiem, gdy klientów traktuje się niepoważnie i lekkomyślnie, ale.. w rezultacie wywalczyłam sfinalizowanie umowy i wykonanie zlecenia. Pan stolarz na szczęście drzwi wykonał fantastycznie. Są drewniane, malowane na biało z delikatnym, satynowym wykończeniem. Widać delikatnie słoje drewna. Drzwi są frezowane, masywne, takie jak w starej kamienicy. Fachowiec odczytał moje intencje w 100% poprawnie. Drzwi są takie, o jakich marzyłam. Jedno skrzydło będzie się otwierać na co dzień, drugie w miarę potrzeb, gdy potrzebne będzie szersze przejście. Jestem oczarowana...
Niestety, przez poślizg z drzwiami nie zdążę wyremontować łazienki. Nie kupiłam nawet wszystkich materiałów, bo nie miałam ich już gdzie trzymać. Już dostatecznie jesteśmy zastawieni ;) Czekałam cały czas na te drzwi, bo kuchnię mam caluśką jak nową - nowe płytki na ścianach, podłodze, pomalowane szafki, nowe uchwyty..wszystko wygląda sterylnie i ładnie.. I żeby skuwać całą łazienkę chciałam móc zamknąć drzwi, żeby kurz nie pokrył mi znów każdego zakamarka w mieszkaniu.. Cóż, łazienkę odłożymy na jesień. Jakoś to ogarniemy, musimy ;)

   Ja mogę zamknąć powoli temat remontu kuchni i pokoju dziennego. Czekałam też na drzwi, żeby ocenić, jaki kolor nadać stołowi barowemu, żeby nie było za mdło.. Teraz już mam pomysł i wiem, co będzie najlepsze. Farby i bejce kupione, niedługo zabieram się do pracy.
   W pokoju dziennym zrobiłam też nowy parapet. Te, które mieliśmy dotychczas, robiliśmy sami z drewna. Teraz taki ciepły, drewniany, za bardzo kontrastował z wnętrzem. Zamówiłam więc biały, kamienny. Firma wstawiła go błyskawicznie (byłam pod wrażeniem czystości pracy i organizacji, chapeau bas..). Pozostało podmalować ścianę.
   O, i mogę wreszcie ukończyć korytarz. Muszę pomalować ściany i zamontować listwy podłogowe. I zawiesić szafkę, lustro.. Z listwami i szafką musiałam czekać na drzwi. Nareszcie nie będę się potykać o listwy, które leżały owinięte kocem na środku dziennego ;)

   Jest co robić, ale teraz to już z górki.. Wkrótce pokażę Wam kuchnię po metamorfozie. Zmiana jest ogromna, szczerze mówiąc mnie samą zaskoczyła ;)

Póki co dzielę się z Wami naszym nowym nabytkiem drzwiowym (widać kawałeczek kuchennych mebli.. ;) ).
 W chwili obecnej czekam na klamki, a te - tak myślę - będą równie piękne... ;)




  Życzę Wam dobrego dnia!! :)

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Kiedy ma się tyle kur... na głowie ;)

   Witajcie!!
Mój remont nadal w trakcie. Nie mam już siły ani ochoty na nerwy. Za mną dni przepłakane, za mną rzucanie czym popadnie, bo znów ktoś coś zawalił... Jest mi już wszystko jedno. Wiem, że nie wyrobię się przed rozpoczęciem roku szkolnego Julki. Trudno. Będzie bajzel, jakoś trzeba z tym żyć.
Moje drzwi ostatecznie teoretycznie mają być wstawione do środy. Jak będzie - zobaczymy. Mam jednak nadzieję, że nie będę musiała się ciągać po sądach..bo to nic przyjemnego. I nie czekam już, nie planuję. Żyję z dnia na dzień. Mam też nadzieję, że wygląd drzwi wynagrodzi mi wszystkie złe emocje i czas oczekiwania.

O leśnym słów kilka:
   Projektowanie domku leśnego spędza nam sen z powiek. Na początku wydawało się to proste. W trakcie jednak okazało się, że proste ani trochę nie jest.
Nasz dom musi być niewielki. Głównie za sprawą tego, że działka jest niewielka, poza tym planujemy dobudowanie sporej werandy, którą w przyszłości będzie można zastąpić ogrodem zimowym. No i wiadomo, że skoro dom niewielki - trzeba się przyłożyć, by stworzyć przestrzeń funkcjonalną, widną i żeby (oczywiście!!) było miejsce na artystyczny sznyt ;) Musi być oryginalnie.

W salonie łączonym z kuchnią (przestrzeń otwarta) znajdą się: kominek-koza, szafki kuchenne, jakiś kredens (jakiś, bo nie wiem jeszcze, czy mój antyczek się zmieści), stół, piecyk kaflowy, sofa i fotel, jakaś ława/stolik i schody kręciołkowate ;) Bardzo chciałabym umieścić tam również małą wyspę kuchenną, ale to wyjdzie, że tak kolokwialnie.. w praniu.
Również na dole będzie niewielka łazienka, a także sypialnia gospodarzy ;) Będzie też malutki wiatrołap z wnęką dziwną jak ja sama.. bo w tej wnęce zmieści się zaledwie jakiś odkurzacz, czy inna miotła.. No, ale suma sumarum, gdzieś to ustrojstwo trzymać trzeba.
Po kręciołkowatych schodach mkniemy do góry, gdzie znajdzie się przestrzeń otwarta, która posłuży na moją pracownię. Przewiduję wstawienie dość sporych okien dachowych, ale będzie też okno balkonowe i wyjście na balkon. No i to jest właśnie ten moment, kiedy to trzeba się z siebie zwyczajnie zaśmiać ;) Często, gdy oglądałam domki na wsi, dziwiłam się, po co komu balkon w takim domu, skoro ma ogród?! No i masz babo placek. Sama taki balkon planuję wybudować. Po co? By mieć piękny widok na las. Balkon też będzie dość spory i chcę, by miał osłonięte boki (widok na sąsiadów). Ma być miejscem, w którym będę mogła przycupnąć z pędzlem i farbami ;)
Oprócz pracowni na górze znajdzie się pokoik Julki i mała garderoba. Acha, z kuchni na dole będzie jeszcze wejście do niewielkiej spiżarni, która była punktem obowiązkowym podczas planowania przestrzeni.

  Co do ogrodu, będzie przeorganizowany. Niedługo pokażę Wam zdjęcia, jak to obecnie wygląda. Tam, gdzie obecnie znajduje się bramka wjazdowa, będą posadzone drzewka (tuje i świerki) i będzie wybudowana (za czas jakiś tam..) grillownia z piecem chlebowym. Miejsce postojowe dla auta będzie z drugiej strony działki, gdzie obecnie rosną jeżyny i gdzie jest basenik. Już kupiliśmy bramę. Dziś mieliśmy zacząć montaż, ale monter się ciut potłukł, bo wczoraj miał mały wypadeczek, tak więc trzeba odczekać ;)

Co u mnie..
   Zamknęłam już wystawę i przywiozłam obrazy do domu. Część z nich będę chciała oprawić. No i maluję kolejne, na drewnie i na płótnie.
Moim najnowszym dziełem jest Janioł na płótnie, ale nieco..odmienny od tych, które zawsze maluję. Bo ten jest ciut zirytowany tym, że zawsze musi być święty..i zawsze musi zachowywać spokój..podczas gdy życie bardzo często daje w kość ;))

Oto i on. Ten, który ma tyle kur...na głowie... No bo kto powiedział, że Janioły zawsze muszą być uśmiechnięte..?? ;)
Wielkość: 100cm/50cm







   Tydzień temu odbyłam ekspresową wizytę w Bolesławcu, na Święcie Ceramiki. Nie miałam zbyt wiele czasu na buszowanie w kramach z różnościami-pięknościami, ale zdążyłam przytargać do domu co nieco. Kupiłam między innymi ceramiczne kwiaty do wazonu, który dotychczas stał nie wiedzieć czemu pusty, kupiłam też misę z motywem jesiennych liści (uwielbiam!!) i jak co roku biżuterię u głogowianki Natalii Gendery, której twórczość bardzo, bardzo lubię. No i znalazłam chwilę na się-wymalowanie. Malują się zazwyczaj dzieci... ale ja normalna-inaczej jestem, więc... ;)





   O, poniżej moja misa. Wybaczcie kiepskie zdjęcia, ale muszę uważać gdy fotografuję, bo w każdym zakamarku mojego mieszkania znajdują się jeszcze farby, bejce, młotki i inne tam remontowe przydasie. Mam tylko nadzieję, że nie przyzwyczaję się zanadto do tego wiecznego bałaganu...bo tego bym sobie nie wybaczyła.. ;)




 

   O, jeszcze lifting balkonu planuję, bo zapuszczony jakiś taki już.. a i kafle na podłodze średniawe się wydają w obecnych czasach.. Na total-wyprzedaży w jednym z marketów kupiliśmy drewniany podest. Widzicie..? Normalna to ja nie jestem, bo zamiast kończyć, wciąż dokładam sobie roboty. Ale nie umiałabym stać w miejscu, już nie.. ;)

    Ok, uciekam do... wszystkiego co tam mam do zrobienia, a Wy trzymajcie kciuki za to, żeby mi wreszcie te drzwi wstawiono, bo poślizg już prawie 3-miesięczny.. a ja czuję, że jeszcze trochę i moja "normalność-inaczej" się pogłębi i zwichnie w niebezpieczną stronę... ;)))


sobota, 20 sierpnia 2016

Czeba być wariatem ;)

   Tak, wiem, że pisze się "trzeba" :) Ale tym wybrykiem chciałam nawiązać do jednej sytuacji, która zdarzyła się kilka lat temu..
Jechaliśmy ze znajomymi autem. Nie pamiętam skąd i dokąd. Była z nami Julka, która miała jakieś..może 5 lat.. Dziecko się nudziło, więc zaproponowaliśmy zabawę - zgadywankę pt. "co się znajduje w samochodzie na literę...".
– Jest w samochodzie na literęęęęę.... "cz" !! – krzyczy Jula.
Chwila ciszy. Dłuższa chwila ciszy. Patrzymy po sobie.. i głupio nam, bo starzy, a nie wiedzą...
Zastanawialiśmy się długo, wodząc wzrokiem po każdym zakamarku samochodu, łącznie z szufladami i wnętrzem. W końcu zaczyna nam być wstyd..
– Na pewno na "cz" Julciu?? – pyta zdezorientowana Kasia.
–Taaaak!!!
I znów konsternacja.
Po upływie kilku minut i zachodzenia w głowę, co do licha znajduje się w aucie i zaczyna się na głoskę "cz", poddajemy się.
– Nie wiemy Julciu. Co to?????
Jula nagle pokazuje na uchwyt nad oknem i krzyczy:
– CZYMANKO!!!!
:)))))

   Co do samego tytułu postu - że trzeba być wariatem.. To słowa, które jakiś czas temu usłyszałam od Pana Adama, tego od Galerii Izerskiej. Uznał, że trzeba być wariatem, by robić takie rzeczy jak my, artyści, jak zwał tak zwał..

   Jakiś czas temu, przy okazji wizyty w galerii, zajechaliśmy na chwilę do mojego kolegi - Roberta. Robert jest bibliotekarzem. Takim rodem z filmu o Bibliotekarzu. Bo jego biblioteka jest magiczna.
Kiedy wpadliśmy z krótką wizytą, Robert był w trakcie przeprowadzki (zmiana lokalu). Weszłam do pustego pomieszczenia, pokonawszy wcześniej prawdziwy labirynt. W pomieszczeniu stały oparte o ścianę stare drzwi. Malowane standardowo olejną farbą, w kolorze kremowym. Mi, "normalnej inaczej", od razu zaświeciły się oczyska. Idę o zakład, że na chwilę moje źrenice przybrały kształt sercowaty. Spytałam Roberta, co zamierza zrobić z tymi drzwiami. Stały wyjęte z zawiasów, więc miałam obawy tudzież nadzieję, że może chcą się ich pozbyć.. I potwierdził - zamierzali drzwi wyrzucić, bo stare...
Rzecz jasna, nie mogłam na to pozwolić. Poprosiłam, by przetrzymał je dla mnie.
– Ja je weźmiesz?? – spytał rozbawiony, patrząc na mnie jak na wariata pci żeńskiej.
Na raz zerknęłam przez okno. Nie no... do naszej staruszki się nie zmieszczą..
– Przyjadę z przyczepą!! Na bank.
Dwieście kilometrów.
I przyjechaliśmy z przyczepą po kilku dniach.
Drzwi są piękne i wielgaśne, mają ok.230 cm wysokości. Ja już je widzę.. w saloniku w domku pod lasem.. w kolorze drzewa po renowacji... Na ich odnowienie mam całą zimę...








To nie jedyne drzwi, którym zamierzam przywrócić życie.

Te, które widzicie poniżej, pochodzą już z domku leśnego. Są malowane farbami, ale ja chcę, by znów były piękne i drewniane. Te pierwsze, szare, już zaczęłam opalać. Spod spodu wyziera piękne, frezowane drewno. Kiedyś tylko wymienię klamki na bardziej odpowiednie..




Te z kolei będą drzwiami do łazienki..albo któregoś z pokoików. W szybie namaluję witraż...




Te środki mnie ciut niepokoją.. to pewnie sklejka, która zwilgotniała i spuchła.. ale zastąpię ją drewnem. Jakoś to ogarnę ;) Jakieś elementy z duszą poprzednich właścicieli, pani Marianny i śp. pana Józefa, muszą być i kropka.

Trzeba być wariatem. Ale.. jakoś nie wyobrażam sobie w domku pod lasem nowej stolarki.. przynajmniej nie w całości.
Mamy już projekt. Gdy go zobaczyłam, miałam motyle w brzuchu. Niewielki, z werandą, kuchnio-salonem z miejscem na piec kaflowy, kozę i pianino. I z pracownią z widokiem na las. Mój kochany, kochany, kochanyyy...................................................................... :))))



środa, 17 sierpnia 2016

Za-krótka wizyta w hucie szkła Julia

   Dziś jeszcze nie napiszę Wam o moim szalonym pomyśle, o tym w kolejnym poście. Dzisiaj chcę się z Wami podzielić wrażeniami z wizyty w hucie szkła Julia, w Szklarskiej Porębie.
Trafiliśmy tam przy okazji pobytu w Szklarskiej. Na chwilę, bo pobyt sam w sobie był błyskawiczny ;) Wernisaż miałam w sobotę, a w niedzielę odwiedziliśmy tyle miejsc, że wracając do domu miałam wrażenie, iż w górach spędziłam co najmniej tydzień!!
W hucie szkła Julia byłam po raz pierwszy. I o mało oczopląsu nie dostałam... Może nie jestem fanką kolorowego szkła w klimacie PRL, ale.. mimo wszystko wyroby zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Szczególną miłością zapałałam do kieliszków i kolorze kobaltu. No cudne!! Niestety, z uwagi na wydatki remontowe, nie mogłam ich zakupić, ale..co się odwlecze.. ;)
Nasi panowie poszli zwiedzać hutę z przewodnikiem. Z krótkiej wycieczki wrócili z wypiekami na twarzy i minami 6-latków.. :))) My ze szwagierką z kolei trafiłyśmy na warsztaty malowania na szkle. Okazało się, że prowadziła je pani Ewa, która dzień wcześniej była gościem na moim wernisażu :) Uśmiałyśmy się z Luizą (szwagierka), bo tak się wczułyśmy w malowanie, że kiedy pani Ewa oświadczyła, że czas się kończy, my nie byłyśmy nawet w połowie pracy.. Wyprzedziły nas wszystkie dzieci :) Trzęsącymi się dłońmi ukończyłyśmy nasze dzieła. Luiza wymalowała piękną ważkę w kolorze liliowym, pasującą do jej kuchni, ja zaś zmalowałam słoneczniki, które kiedyś staną w domku pod lasem...


   

  Jako że musiałam coś przywieźć ze sklepu hutniczo-Julkowego, postanowiłam poszukać cukiernicy. Moja bolesławiecka, w kolorze granatu, powędruje do domku, bo w mieszkaniu już nie bardzo mi pasuje. No i znalazłam. Zapłaciłam za nią zaledwie 27 zł, a jest taka cudna, że co chwilę na nią zerkam, kiedy krzątam się po kuchni..





W sklepie zakupiłam też wisior szklany, który Luiza skwitowała: "No jest taki.. twój, taki kasiowy" - bo kolorowy i dziwny ;) Niestety nie przeżył długo, bo w domu małe ciekawskie rączki oglądały, wypuściły i stłukły. Zaraz potem powstała wierna kopia, wykonana...z kartonu ;) I jak tu się gniewać...?? :)))))


   Z wieści mieszkaniowo-remontowych:
Nadal jestem w czarnej... dziurze ;) Mój fachowiec od drzwi kuchennych przeskrobał.. Dwa miesiące poślizgu. Drzwi mają być gotowe w poniedziałek, a ja się modlę, żebym nie musiała kończyć w jakiejś prokuraturze czy innym sądzie.. Mam nadzieję, że tego uniknę.. W każdym razie robota jeszcze stoi. W pudłach w pokoju stoją zaś umywalka i wc ;) Ale wyluzowałam.. Nie mam już sił cisnąć i denerwować się, że coś nie wyszło na czas.. Czekam cierpliwie do poniedziałku.


O, a tutaj mała zajawka :) Hortensja z mojego kochanego ogrodu, a w tle... kuchnia ;))))





sobota, 13 sierpnia 2016

Relacja z wernisażu

Kochani, jak cudownie było!!
Zacznę od tego, że nie mogłam wybrać lepszego miejsca na wystawę mojego malarstwa, jak Artystyczna Galeria Izerska. Miejsce z duszą, w którego murach zaklęta jest jakaś magia..
Wernisaż odbył się w minioną sobotę o godzinie 17:00. Nie było może tłumów - wszak trwają wakacje, ale.. byli ze mną ludzie ważni dla mnie, a Ci goście, którzy przybyli na otwarcie wystawy, to byli w 100% moi ludzie :) Strasznie miło było ich wszystkich poznać. Siedzieliśmy wszyscy przy jednym stole zaśmiewając się do łez.. Cudownie!!
A samo otwarcie wystawy.. cóż..
W pewnym momencie o mało się nie popłakałam. Pan Adam, który zarządza Galerią (niesamowity człowiek, który ogarnia tyle spraw, że śmiem twierdzić, że jest magikiem), stworzył niesamowity klimat. Nawet muzyka, która grała cichutko w tle, była taka..moja.. Po pomieszczeniu cichuteńko rozpływały się celtyckie nuty. Słuchało się niebiańsko..bo akustyka w tym miejscu jest wyjątkowa - Galeria jest dawnym kościołem ewangelickim.
Kiedy już uszykowałam poczęstunek dla moich gości, poszłam na górę, gdzie rozwieszone są moje obrazy. Chciałam je jeszcze raz, tak na spokojnie, obejrzeć i co nieco o nich opowiedzieć mojej kochanej koleżance - Kamili. Gdy tak stałyśmy rozmawiając.. rozejrzałam się. Przez wysokie okna budynku do środka wdzierały się promienie popołudniowego słońca. I nagle z głośników, gdzieś na dole, popłynął utwór.. rany..aż mam dreszcze, gdy wspominam.. Utwór też w klimacie celtyckim, ale to była aria.. No i kiedy Kamila wypowiedziała słowa, które brzmiały mniej więcej tak: "Jak tu jest pięknie..jak ja się cieszę, że tu z tobą jestem.. I jak ty tu pasujesz, z tymi obrazami, swoją osobą, i w tej oliwkowej sukience, jesteś tu taka piękna.." - no ugrzęzło mi coś w gardle i łzy się cisnęły..
Dla Takich chwil warto żyć.

Skąd w ogóle pomysł na senną wystawę..?
Otóż od zawsze miewałam interesujące sny. Niektóre z nich tak bardzo zapisały się w mojej pamięci, że potrafiłabym dziś opisać każdy szczegół, będący ich elementem. Jakiś czas temu wpadłam na pomysł, by namalować część z tych obrazów. I tak własnie powstała kolekcja senna, składająca się z 15 obrazów.
Kiedy opowiadałam o nich podczas wernisażu moim gościom, śmiałam się z tego, co musi siedzieć w mojej głowie i co muszą myśleć o mnie inni, kiedy patrzą na moje prace ;) Jednak jest to w istocie właśnie To, co mi się śni.
Wiele obrazów ma coś wspólnego z naturą. Bardzo często śni mi się las, łąka. Śnią mi się kwiaty i wiejskie krajobrazy. Nie bez wpływu zapewne pozostaje fakt, że wychowałam się na wsi.
I śnią mi się rzeczy... Dziwne ;) Ot, na przykład drzewo, na którym rosną papryki..




Zaś najpiękniejszym snem, jaki miałam do tej pory, był sen o spacerze w lesie, podczas to którego spaceru napotkałam na równo wycięty skwer, a na jego środku drzewo, usłane niebieskimi kwiatami..




To moja pierwsza wystawa. Nie było mi łatwo pokazać obrazy. Co innego dzielić się efektami pracy nad meblem, a co innego dzielić się sobą samą ;) Ale przyznam, że widok gości, którzy wpatrywali się moje prace, był strasznie miły.. ;)













Po środku Pan Adam, który przygotował wystawę i wyczarował klimat :) i moja familia..




Tu już ja we własnej małej osobie i Kamila, którą poznałam w redakcji, a która stała się moją bratnią duszą. W podarku z okazji wystawy przyniosła mi - jak stwierdziła - brzydką szkatułkę kupioną na straganie. W niej zaś znalazły się skarby, zebrane rano na szlaku - kawałek gałązki, listek, borówka... Ta kochana istota specjalnie zeszła ze szlaku przed czasem, by być tutaj ze mną. Kochana, sprawiłaś mi ogromną przyjemność, ale Ty wiesz. A szkatułka jest najprzecudowniejszo-najpiękniejsiejsza!! :)



<3 p="">




To raz jeszcze ja. Niespecjalnie lubię się ostatnio fotografować, bo z moim przytyciem jakoś tak jak nie ja się czuję.. ale musiałam. Z pięknym upominkiem od Pana Adama i Galerii. Z Kasiową Filiżanką :)




Tu jeszcze rzut z niebios. Na dole goście, a raczej już Ci, którzy gościli najdłużej. Z prawej strony Pani Ewa, u której to ja gościłam następnego dnia - wylądowałam na warsztatach z malowania na szkle w Hucie Szkła Julia. Ale o tym następnym razem.. ;)





Przypomnę, że wystawę można obejrzeć do dnia 23 sierpnia. A w kolejnym poście udowodnię Wam, że mam coś z głową ;)

Uściski ślę!!

piątek, 5 sierpnia 2016

Odpowiedzi na Wasze pytania i o tym, co...

Plan był ambitny.
Po zakończeniu prac nad przygotowaniem obrazów na wystawę ( wyszło w sumie 15 sztuk ), miałam wrócić do miasta i zabrać się za prace remontowe. Mój organizm jednak zaoponował. Gdy wróciłam do domu, dopadło mnie zmęczenie. I tak oto zamiast malować ściany, przespałam prawie 3 dni :) Dosłownie. Spałam w dzień ( z przerwami na kawę, która i tak nic nie dała ) i spałam w nocy. Najwyraźniej tego mi było trzeba ;)
Później zabrałam się do drobnych prac. Niestety, nie obyło się bez przykrych incydentów. Stoczyłam walkę z wykonawcą moich drzwi, który ma poślizg jak stąd do Ameryki.. Ale ze mną w takich sytuacjach nie ma żartów. Osobiście szanuję każdy grosz i tego samego wymagam. Pan stolarz dostał termin, mam nadzieję, że się wywiąże i nie będę musiała tego nigdzie zgłaszać.. I mam nadzieję, że wygląd drzwi mnie powali, rekompensując smutki i stres...
Jestem zmęczona. Bardzo, bardzo. Ale nie mam już sił na użeranie się z przeszkodami. Wyluzowałam. Drzwi nie zrobione, a i fundusze się kończą, tak więc remont łazienki ciut przesunie się w czasie. Pewnie zabierzemy się wczesną jesienią. Póki co zbieram materiał i robię korytarz i wykańczam kuchnię.


Dziś otwieramy moją wystawę w Artystycznej Galerii Izerskiej. Zdam Wam relacje i pokażę, co zaprezentowałam. W sumie z pracami wyszedł taki misz-masz, bo to w końcu moje sny.. ale osobiście jestem zadowolona. Obrazy miały być takie ciut dziwne, nierzeczywiste.. zupełnie jak moje sny. Zupełnie jak ja ;)


Trzymajcie kciuki!! Ja mam mały stresik... ;) Dziś wernisaż, a wystawę będzie można odwiedzić do 23 sierpnia..




Kochani, odpowiadając na Wasze pytania: relację z kafelkowania kuchni zdam, oczywiście, muszę ją tylko skończyć, a już prawie prawie.. A co do tynku, którego użyłam na ścianach w domku leśnym - to Knauf.

Uciekam. Muszę wypić kawę (jak cudownie się ją pije przy stole barowym!! piję tak dopiero od kilku dni..) i szykuję się na wystawę. Zdradzę Wam, że na tę okoliczność stworzyłam sobie, chyba po raz pierwszy, biżuterię. Wyszywany koralikami naszyjnik/broszę.. no coś w każdym razie ;) i bransoletę. Pokażę pokażę..;) Uściski ślę!!!

niedziela, 31 lipca 2016

Płytki i dylematy

Dziękuję Wam kochani za wsparcie. Jest mi potrzebne, bo cały czas mam wrażenie, że stoję w miejscu. Z bałaganem, planami, realizacją..
Z remontem łazienki startuję za jakieś 2 tygodnie. Kupiłam już umywalkę i wc. Fajne, stylowe. Kabinę prysznicową też wybraliśmy. Wybrane mam płytki na ściany (część już zamówiłam) i kafle na podłogę. Spodobały mi się jakieś hiszpańskie, drogie cholernie, ale niezwykle efektowne i funkcjonalne. Łazienka jest maleńka, więc nie będzie trzeba ich wiele. Wszystko już zaplanowane, pozostaje czekać na realizację.

Drzwi nadal nie mam. Dziękuję Wam za rady dotyczące tego, czym mogę je zastąpić póki co... Chodzę już na rzęsach.. Z łazienką na spokojnie.. ale tak bardzo chciałabym już zakończyć sprawę kuchni i pokoju dziennego...

Za kilka dni moja wystawa. Mam nadzieję, że za jakiś czas uda mi się gdzieś wyrwać na kilka dni, bo czuję się naprawdę wyprana..

Pokażę Wam jakie płytki wybrałam do łazienki. Właściwie to będzie to tylko akcent, dekor, położony pasem na jednej ścianie. Prezentują się naprawdę pięknie..



źródło zdjęcia: www.opoczno.eu

Uciekam dalej śnić o pięknym, czystym domu... ;) Miłej niedzieli!!


sobota, 23 lipca 2016

Plany łazienkowe i ogólnoremontowy nerw

Wczoraj "obleciałam" kilka sklepów z armaturą. Oglądałam płytki do łazienki, szukałam umywalek, prysznica.. Niby mam jakąś koncepcję, jaką łazienkę bym chciała, ale moją wizję weryfikuje to, co jest obecnie dostępne w ofertach producentów. Znalazłam już płytki. Wybrałam białe i popielate. Może dodam dekor, obecnie to "trawię" ;) Ma być jasno, czysto, ale z polotem. Umywalka miała być nowoczesna, ale moje serce skradła ta na nodze. Stylowa. Za to z nowoczesną baterią. Przez chwilę zastanawiałam się nad ceramiczną. umywalką bolesławiecką, ale doszłam do wniosku, że tutaj nie będzie pasować. Za to za parę lat w domku.. na ceglanym postumencie..... rozmarzyłam się :)
WC też miało być podwieszane,a spodobało mi się wolnostojące. Jeszcze tylko z prysznicem jest problem, bo 90-tki są za duże. Nasza łazienka jest mikroskopijna i trzeba się nagimnastykować, żeby stworzyć coś sensownego. Osiemdziesiątka jest ok, ale tylko z kwadratowym brodzikiem, bo półokrągły jest za ciasny..
Och.. najchętniej wyłożyłabym pieniądze i wezwała fachowców.. ale my jak zwykle wszystko SAMI. Sami (nie no, jeszcze ze szwagrem, który stał się niezbędnym elementem naszych remontów) kładziemy płytki (kuchnię wykafelkowałam sama), sami robimy podłogi, ściany, instalacje.. Pozwala to na pewno wiele zaoszczędzić. I nie mam tu na myśli tylko pieniędzy, ale i zwyczajną ludzką cierpliwość ;) Chyba nie chciałabym się użerać z fachowcami, którzy na każdy mój wymysł reagowaliby miną pod tytułem "baba wymyśla" ;)

Nie mogę Wam jeszcze pokazać kuchni i pokoju po remoncie, bo jeszcze mam bajzel :( Moje drzwi miały być wstawione jakiś tydzień temu, ale poślizg jest, a do fachowca nie mogę się dodzwonić. Chciałabym to wszystko już skończyć. Zmęczona jestem tym bajzlem..szlag.. Remont trwa już 2 miesiące.. a końca nie widać. Oby z tą łazienką jakoś poszło. O, gdybym miała wstawione drzwi, odgrodziłabym część mieszkania i przy skuwaniu płytek w łazience byłby mniejszy brud. Ale wygląda na to, że znów czeka mnie sprzątanie każdego zakamarka mieszkania, łącznie z półkami z ubraniami..
Jeśli oglądaliście film "Pod słońcem Toskanii", to jest tam taki moment, w którym remontująca stary dom Frances mówi mniej więcej tak: "W życiu każdej remontującej się osoby przychodzi taki moment, że ma już tego wszystkiego dość...(...) Masz ochotę wyjechać i zostawić to wszystko..". I taki właśnie moment przyszedł u mnie. Szukam jakiegoś magicznego miejsca gdzieś w górach, żeby się wyrwać na dzień czy dwa.. Ratunkuuuuu!!!!!!

Trzymajcie za mnie kciuki, co bym nie zwariowała. Julka kiedyś mi powiedziała, że przypominam jej postać z bajki. Spytałam jaką. "Zgadnij mamusiu!" - odpowiedziała. Nie wiem czemu, ale pomyślałam o jakiejś księżniczce hahahha... choć do księżniczki mi ostatnio daleko ;) "Szalonego Kapelusznika mamusiu!!!" - taki wyrok usłyszałam :) Tak więc trzymajcie proszę kciuki, żebym się nie stała "Jeszcze bardziej szalonym Kapelusznikiem" :))))

piątek, 22 lipca 2016

Zdjęciowe szaleństwo i chillout w ogrodzie

   Tak jak obiecałam, prezentuję dziś mój nowy stołowy nabytek. Stół barowy z olchy wykonali dla nas Pani Barbara i Pan Piotr z Nowej Soli. Osobiście jestem zachwycona wykonaniem. Stół jest masywny, ale tak skonstruowany, że stoi stabilnie. Ogólnie biorąc pod uwagę fakt, że kuchnia jest cała biała, chciałam, by stół był taki właśnie masywny, ciężki. Zamówiłam w surowym drzewie, bo będę go malować. Mam kupione hokery - zwyczajne, sosnowe stołki z Ikei. Przetestowałam i wysiedziałam wiele krzeseł, i te właśnie okazały się najwygodniejsze i zajmujące najmniej miejsca. Stół pomaluję na ciemno. Ma ładnie wyróżniać się na tle bieli kuchennych frontów. Blat chcę jakiś jasny, bejcowany, w kolorze jasnego drzewa, zaś nogę pomaluję na odcień szarości/beżu, z kremowymi przecierkami. Kuchnię malowałam na delikatny połysk, bez postarzeń, tak więc stół ma tutaj kontrastować.
Podoba mi się, że brzegi blatu są ładnie wyfrezowane. Myślę, że efekt po pomalowaniu będzie interesujący ;)

To był projekt...




A tutaj już gotowy stół. Jeszcze zafoliowany ;)



Dziecię moje odprawione już na kolonię, a ja mam więcej czasu na zajęcie się sprawami remontowymi. Szykujemy się powoli do remontu łazienki. Wybrałam już płytki. Białe i szare. Wybraliśmy też umywalkę, wc.. ale z prysznicem ciężej, bo to, co "wypasione" i wygodne, jest niekoniecznie ładne :) Cóż.. dylemat pewnie sam się jakoś rozwiąże ;)

Coraz częściej dni spędzamy w domku pod lasem. Chwile w ogrodzie są bezcenne. Choć wszystko jeszcze takie nie nasze, nie po naszemu.. to powoli zaczynamy czuć to miejsce. Oswajamy się powoli. Ja poznaję nazwy roślin, szperam z internecie szukając nazw motyli czy innych fruwających nam nad głowami stworzeń. Dom co chwilę zyskuje jakieś nowe oblicze, zmienia się na bardziej nasz. Pokochałam już to miejsce. Niewielki kawałek ogrodu i domek z widokiem na las. Myślę, że z czasem i on pokocha nas... ;)

Przymierzamy się do jakiejś inwestycji. Drobnej w tym roku, bo trzeba skończyć remont mieszkania w mieście. Ale chcemy chociaż wymienić bramę wjazdową. Zawsze to coś.. W przyszłym roku już będziemy ruszać z rozbudową, więc.. No i jak tę bramę planujemy, to będzie trzeba trochę przeorganizować ogród. W miejscu, gdzie chcemy zrobić wjazd, rosną jeżyny. Będzie trzeba część wyciąć. Ale coś na pewno zostanie, a jeśli się uda, to nawet przesadzimy. Krzaki te idealnie wpisują się w klimat ogrodu pod lasem. Jeżyny i borówki, które obecnie uginają się pod ciężarem owoców...










Wczorajszy chillout w ogrodzie przeplatany był nagłymi zrywami. Co chwilę biegałam z aparatem, żeby sfotografować motyla. Latają tu takie okazy, że nic tylko pstrykać!! Żółte kwiaty je przyciągają. Nie znam nazwy tego kwiecia jeszcze, ale może Wy znacie??












W moim ogrodzie nie może zabraknąć jeżówek. W tym roku na wszystko jest już za późno, ale za rok na wiosnę na pewno wsadzę mnóstwo kolorowego, drobnego kwiecia (mieszanki nasion już kupione), a dodatkowo na pewno jeżówki i kosmosy. Musi się tu też znaleźć berberys. Reszta pomysłów przyjdzie z czasem...





Póki co trzeba dbać o to, co tu rośnie. Zachwycają mnie wszędobylskie floksy w różnych odcieniach różu. Róży się raczej pozbędę z uwagi na pokrzywkę, ale w jej miejscu idealnie sprawdzi się świerk srebrzysty...




Wczoraj posilaliśmy się pysznym koktajlem z borówek i czarnej porzeczki. Czekam aż dojrzeją maliny, żeby zrobić malinówkę i mus do zimowej herbaty. Jak co roku. Tyle że tym razem malinki mam już swoje. Jak to cieszy!! :)




Mój pomocnik św. Mikołaja. Uwija się po domu i ogrodzie. Przestawia, ustawia, dekoruje. Trochę jeszcze się oswaja z robalami, których pełno wszędzie, ale i do tego przywyknie ;) Widać, że też czuje dobrą energię tego miejsca...












 Wracam do obowiązków. Życzę Wam pogodnego weekendu!! :)


poniedziałek, 18 lipca 2016

Już oficjalnie...


Chętnych do udziału w wernisażu proszę o kontakt, prześlę wówczas zaproszenie :)



Wracam do pracy.. a już w kolejnym poście pokażę Wam mój stół kuchenny, który przyjechał do mnie 2 dni temu. Jest cudowny!!!!!
Ściskam Was mocno..

sobota, 16 lipca 2016

Mój wernisaż i o specjalistach od dizajnu

Na początku informuję, że już wkrótce będę miała swoją pierwszą w życiu wystawę. Będzie to wystawa obrazów malowanych olejami i akrylami. Kolekcja dla mnie wyjątkowa, bardzo osobista. Więcej szczegółów za kilka dni.
Wernisaż już na początku sierpnia. Jeśli któraś z czytelniczek zechciałaby wziąć w nim udział ( będzie w pobliżu Jeleniej Góry) - proszę o kontakt mailowy, wyślę zaproszenie :) Mail: rustykalnydom@wp.pl.


Ok, a teraz muszę kilka słów na temat tego, co w drugiej części tytułu postu.
Tak tak, wiem, że nie pisze się "dizajn". Ale nie jestem fanką zapożyczeń, zaś lubię spolszczać to, co się spolszczyć da. Do napisania tego postu zainspirowała mnie rozmowa, jaką odbyła kilka dni temu z moim znajomym. Doszliśmy zgodnie do wniosku, że w sumie mało jest ludzi, którzy lubią wnętrza ciepłe, przytulne, nietuzinkowe, nieco zagracone, ciemne. Sama często, gdy odwiedzam Deccorię często spotykam się z niepochlebnymi komentarzami pod zdjęciami takich wnętrz. Owszem, każdy ma prawo do własnego zdania, każdy ma odrębny gust. Ale zakuło mnie, gdy zobaczyłam komentarz pod galerią mieszkania jednej z polskich wokalistek. Mieszkanie może i nie z mojej bajki, trochę w nim kiczu, ale oceniając całość - wspaniałe. Zagracone, ale tym, co tworzą człowieka, który w nim mieszka. Ciemne, ale niezwykle klimatyczne. W komentarzu określono ową artystkę mianem "bezguście". I tyle w temacie. Napisał to zapewne jakiś młody "specjalista od dizajnu". Miłośnik eko-stylu, mieszkań przestrzennych, ascetycznych, jasnych i geometrycznych. I dobrze, niech lubi co innego, niech ma odmienne upodobania. W końcu na tych różnicach polega piękno świata. Ale na miłość boską niech nie określa "bezguściem" artystki z dużym, jak na jej wiek dorobkiem. Babki silnej, odważnej, zdolnej, kreatywnej, wyjątkowej. Osoby, która-zapewne w odróżnieniu od autora komentarza- wiele osiągnęła. I nie chodzi tu o to, że mam jakiś sentyment do tej piosenkarki, bo w zasadzie polskie czy zagraniczne gwiazdy i ich życie osobiste zawsze mało mnie obchodziły, ale boli mnie taki brak szacunku. Miejmy swoje gusta, zdanie. Ale nie wypowiadajmy ich w tak prostacki sposób.


Swoją drogą, pomimo tego, że swoje mieszkanie obecnie urządzam też bardziej spokojnie, jasno i minimalistycznie (no ok, nie tak w 100%, bo to już bym nie była ja..), ale nadal bardzo podziwiam te wnętrza, które mają Jakiś charakter, są eklektyczne, a w ich progach gości mieszanina dodatków na pozór do siebie nie pasujących. Z zapartym tchem ostatnio oglądałam magazyn, który podrzuciła mi znajoma. Znalazłam w niej białą kuchnię, w stylu vintage. Ale nie jest słodka, jest nieco surowa, mroczna.. Zachwyciło mnie to wnętrze. Nie żebym lubiła "mroczne klimaty", ale jakoś tak zawsze pociągały mnie wnętrza, w których miesza się styl klasyczny, romantyczny, z nuta surowego szyku. Szczególnie lubię, gdy przy aranżacji stosuje się surowe dodatki w stylu chateau.
 Tak samo jak nietuzinkowych ludzi, lubię nietuzinkowe wnętrza. Nawet jeśli są zagracone, dziwne, zbyt kolorowe i w ogóle pod każdym względem "zbyt"... ;) Każde wnętrze odzwierciedla charakter właściciela/-li. Mam nadzieję, że i moje mieszkanko, które powoli kończę remontować, będzie nadal częścią mnie. Kuchnia z salonem będą zupełnie inne niż dotychczas. Przemalowane meble kuchenne zrobiły mi całkiem nowe wnętrze. Jest biało, ale dobrze mi w tym. Jakoś to później przełamię dodatkami. Na pewno jest świeżo i energetycznie. I miało być bez wielu dodatków, ale wiecie jak to jest... z czasem na pewno ich trochę przybędzie, nie umiałabym chyba mieszkać w pustym domu.. Jednak tu już będzie bardziej w stylu klasycznym, takim - jak to nazywam - staro-kamienicznym. Rustykalne elementy pozostawiam dla domku pod lasem.

Uciekam do swoich zajęć. I do odpoczynku, nie krzyczcie już na mnie :) Ale kocham Was właśnie za tę troskę. Buziaki ślę!!!!

piątek, 15 lipca 2016

Klapłam.

Nie udźwignęłam tempa. Wszystko zapewne dlatego, że zbyt wiele działo się z zdecydowanie zbyt krótkim czasie. Remont mieszkania nie skończony, remont domku rozgrzebany, pracy mnóstwo, a ja poległam po raz drugi lądując w łóżku z osłabienia. Muszę odpocząć. Nie chce mi się już nic, nic mi się też nie podoba. Nie umiem się cieszyć z niczego. Do tego zamówiony stół i drzwi jeszcze nie gotowe, a termin minął. Mam nadzieję, że jakość to wynagrodzi...
Ja robię sobie chwilkę wolnego. Muszę się zregenerować. Gdy wstałam z zawrotnymi zawrotami głowy uznałam, że to już szczyt. Trzeba odpocząć od planowania, myślenia o meblach, farbach, młotkach i innych tam niezbędnych remontowych niezbędnikach. Mój organizm też się zbuntował. W wolnej chwili tylko maluję. Ale to akurat mnie wycisza i odpręża.
Za kilka dni, gdy się ciut naprawię, pokażę Wam kilka kadrów z mojego ogrodu, który obrodził już w ogórasy, buraczki, zioła etc.
Teraz idę leżeć. I nic-nie-robić. Do zobaczenia!!
:)

sobota, 2 lipca 2016

Ogórek

– Yyyy...tatooo.. a czemu ten ogórek ma kolce..??
– To normalne Julciu.
– Nie, te ogórki, które kupujemy, nie mają kolców.
– Bo te są nasze, swojskie. Są naturalne.
– Tatooo... ale on dziwnie pachnie. I smakuje dziwnie. Tak inaczej.

Oto rozmowa dziecka, które po raz pierwszy zerwało ogórka ze swojego ogródka. Ogląda, maca, śmieje się i nie może się nadziwić. Fakt, ogórki z marketu, ba, nawet z targu, tak nie kują :)

Oswajamy się powoli. Wczoraj dzięki mojej blogowej koleżance Danusi, dowiedziałam się, że w moim ogrodzie rosną floksy. Podobają mi się. Gdy je ostatnio zobaczyłam (tak, dopiero po dwóch tygodniach je zauważyłam, bo tyle tego wszystkiego zielonego, że ogarniam to to bardzo powoli), wyglądały mi jakoś znajomo. I faktycznie, okazało się, że rosły w ogrodzie mamy.
W ogrodzie jest dużo hortensji. Nie mogę się doczekać, kiedy rozkwitną, żeby co nieco zasuszyć. Nie wiem jeszcze jakie mają kolory. Fajne to. Taki dreszczyk emocji.. ;) Wiem, że są jakieś fioletowe, takie pastelowe, i różowe. Byłoby cudownie, gdyby znalazły się i moje ulubione, niebieskie. Jak się nie znajdą, to dosadzę w przyszłym roku.

I czekam z utęsknieniem na borówki. Mamy kilka krzaków. Kocham. Gdy dojrzeją, będę chodzić z fioletowymi zębami.








O, właśnie, zapomniałabym!! W naszym ogrodzie rośnie całe mnóstwo znanych mi i nieznanych krzewów. Ale na tym nie koniec atrakcji. Dość często naloty nam robią jakieś dziwne stworzonka, rodem z Awatara!! Duże to to, niebieskie niczym niezapominajka, a w słońcu lśni jak fruwający diament. Daję słowo, ten ogród to bardzo tajemnicze miejsce.............





Uściski ślę skrzydlate!!

piątek, 1 lipca 2016

Kuchnia w leśnym domku - pierwsze zmiany

   Dziś w naszym ogrodzie posadziłam pierwsze "swoje" habzie. Ogród, który przejęłam po pani Mariannie jest cudny i zachowam większość nasadzeń, ale chcę go troszkę przerobić i nadać mu bardziej wiejski, swojski charakter. Trochę go przeorganizujemy, ale to później. Teraz powoli dosadzam kwiaty, które wpasują się w ideę ogrodu w stylu angielskim. Przy altanie, która póki co będzie służyła jako miejsce wypoczynku, jadalnię pod chmurką i moje atelier, posadziłam dziś jeżówki. Wsadziłam też rozmaryn i przesadziłam rukolę. Przy wejściu do domu z kolei będzie rosła lawenda. Na dzień dzisiejszy wszystko jest raczej chaotyczne, ale z czasem... ;)

   W domku pod lasem przerabiamy wnętrza po swojemu. Rozwiązanie będzie tymczasowe, bo za jakiś czas będziemy chcieli zrobić  generalny remont i domek przeprojektować. Na pewno będzie tu dużo drzewa, w ciepłym kolorze. Wnętrza mają być otwarte, przestrzenne, sielskie. Będzie kominek, może piecyk kaflowy.. zobaczymy ;) Póki co jednak musimy się tu rozkokosić i dostosować kuchnię i pokój do naszych potrzeb.
Na początku chcieliśmy zrobić kuchnię. Musieliśmy pomieszczenie dostosować do naszych starych mebli. Z mebelków po poprzedniej właścicielce zostawiliśmy szafkę pod zlewem i stół. Szafce dałam drugie życie. Okleiłam ją okleiną meblową, kupioną w markecie budowlanym i zamieniłam uchwyty na te, które zdemontowaliśmy z naszej kuchni w mieszkaniu. Mebelek zyskał całkiem nowy charakter i cieszy oczy radosnym, różyczkowym wzorem.

Zamysł jest taki, by było wszystkiego dużo. Ma być sielsko, swojsko, kolorowo. Kuchnia wymaga jeszcze dopieszczenia, ale... wszystko z czasem ;)

Oto nasza metamorfoza:

Tak wyglądała kuchnia, jaką zastaliśmy..













A tak jest teraz. Po naszemu ;)




Wybaczcie sterczące kable etc., ale.. to dopiero początek ;) CDN.

Miłego wieczoru!!

Udostępnij