piątek, 30 września 2016

Drobne zmiany..

   Mamy już prawie-bramę. Prawie, bo zamontowaliśmy słupki i zrobiliśmy wylewkę. Wiosną trzeba będzie ją pomalować i dokupić kilka przęseł, ale mnie już sama brama cieszy, bo będzie to pierwszy nowy i całkowicie nasz element na działce.
Wczoraj robiliśmy wylewkę. Kiedy tak paćkałam szpachelką (wszak wszystko musi być pod linijkę), obok domu przechodziła sąsiadka - jeszcze nie wiem skąd..ale wyglądała bardzo sympatycznie- i z uśmiechem skwitowała, że widać, że się dobrze bawimy ;)
Tak. Bawi mnie babranie się w pracach budowlanych. I chodzenie w uciapranych spodniach i kaloszach. Wyglądam niczym babska wersja Sindbada-żeglarza, ale..co tam.. Jak się wybuduję, będę się stroić, leżeć i pachnieć ;)
   Jutro będziemy montować skrzydła bramy. Przygotuję też miejsce pod tuje. Na razie zasadzę tuje, które dostanę od teściowej. W przyszłości, jak ciut się odkujemy finansowo po remontach, posadzę przed nimi jodły koreańskie. I muszę gdzieś zrobić miejsce na hebe, które obecnie kwitnie na moim odgruzowanym balkonie.

   W przyszłym tygodniu pokażę Wam moją nową kuchnię. Zdjęcia już mam, ale muszę się wstrzymać z publikacją, gdyż brałam udział w konkursie.. Mam nadzieję, że mi się poszczęści :)

Uciekam odpoczywać, miłego wieczoru Kochani :)

niedziela, 25 września 2016

Marzenia są...

... po to, by je spełniać ;)

Kilka dni temu się rozkleiłam.
Przy okazji pracy nad nowym reportażem, zajrzałam do magazynu, w którym pisano o moich pasjach. Pisano o mnie i moich marzeniach. O tym, że marzę o własnym domku i o tym, by kiedyś grać na pianinie. Rozpłakałam się...
Kiedy wypowiadałam te słowa, które znalazły się na łamach magazynu, byłam w..hmm.. dość trudnej sytuacji życiowej. Pomimo mojego optymizmu i tego, że zawsze się uśmiecham, czasem i mnie przytrafiają się przykre sytuacje. Ostatnie lata mnie, nas, nie rozpieszczały. Nie będę się wdawać w szczegóły. O tym być może kiedyś przeczytacie w mojej książce. W każdym razie był taki czas, że było mi bardzo ciężko. Ale.. nigdy, nigdy!! nie przestawałam marzyć. Wierzę w to, że jeśli się czegoś pragnie, to się spełni.
Dziś mam własny domek. Z pięknym ogrodem. Pod lasem. Czasami jeszcze nie dowierzam. Mam takie uczucie, jakby ktoś miał mi to odebrać.. zapewne dlatego, że już kilkakrotnie próbowaliśmy kupić dom, bezskutecznie. Kto czyta bloga od początku, ten wie przez co przeszliśmy.
Czasami się zastanawiam, czy zasłużyłam na tyle dobrego. Ty, drogi Czytelniku rustykalnodomowy, na pewno znasz to uczucie. Kiedy po burzy wychodzi słońce, a później jeszcze barwna tęcza, zaczynasz się zastanawiać, czy to aby na pewno Twoje życie..? Czy to nie jakiś żart? Sen..? Po tym wszystkim...??
Przecierasz jednak oczy i nagle wiesz.. To Twoje życie. I wiesz, że warto było marzyć, czekać i wierzyć.

Wiecie co..? Mam w domu pianino :) Tak. W moim maleńkim pokoju dziennym (nie lubię określać go salonem) znalazło się miejsce na nowy mebel, który jest spełnieniem moich dziecięcych marzeń. Pamiętam, jak w wieku, w którym jest obecnie Julka, biegałam do przedszkola, w którym pracowała mama, żeby choć przez chwilę móc nacieszyć się dźwiękiem klawiszy starego pianina. Pamiętam ekscytację, którą czułam za każdym razem, kiedy otwierałam pokrywę... Grałam wówczas po swojemu, ze słuchu. W tamtym czasie nie miałam ani okazji, ani możliwości nauczyć się na nim grać.

Podobno marzenia są po to, by je spełniać. Uważam też, że na naukę nigdy nie jest za późno ;) Dlatego rozpoczęłam naukę gry na pianinie :) Zdaje się, że jestem najstarszą uczennicą w szkole ;) a moja nauczycielka ma ze mnie niezły ubaw. Ja z kolei cieszę się niczym dziecko :) I mam nadzieję, że po roku nauki wybrzdękam już coś, co przypomni konkretną melodię... ;)





Drodzy Czytelnicy - pamiętajcie: nie przestawajcie wierzyć i marzyć, obiecajcie to mnie i sobie samym... :)))



   Teraz słów kilka o leśnym.

Nastała jesień i zrobiło się chłodno. Szczególnie pod lasem. W domu coraz bardziej czuć wilgoć i potrzebę wykonania izolacji budynku. W przyszłym roku będzie co robić. Dom będzie trzeba nie tylko osuszyć, ale też przebudować. Potrzebny jest nowy komin, bo stary mocno popękał. W sumie i tak budowalibyśmy nowy, gdyż kominek zaplanowaliśmy w miejscu niż obecne. Och, pracy będzie sporo, bo powstaną też nowe mury. Dziś przy domu jest coś na kształt werandy, wykonanej ze sztucznego tworzywa. Będziemy chcieli ją wymurować, a także podnieść nieznacznie górę, by móc się po niej swobodnie poruszać. No i trzeba wymienić dach z eternitu. Być może uda nam się załapać na środki unijne na ten cel. Póki co jest jak jest. Z większymi pracami czekamy do przyszłego roku. Teraz postanowiliśmy zająć się działką, którą przeorganizujemy, ale o tym za chwilkę. Oto nasz staruszek... 




Tu, gdzie widać mały daszek, będzie duża weranda. Trzeba będzie poprzesadzać rośliny. W pustym polu, widocznym przed domem, rosły wcześniej kalina i bez. Niestety, drzewa były chore i trzeba było je usunąć. W tym miejscu posadzę jakiś pachnący świerk, być może balsamiczny.
Oprócz drzewek usunęłam też kilka lilii, za którymi nie przepadam, a w ich miejscu posadziłam piwonie, które z kolei uwielbiam.

Poniżej widok z boku domu. Pod ogrodzeniem rosną porzeczki i maliny. To miejsce też nieco odmienimy. Chciałabym, by powstała tu alejka z ławeczką, na której będzie można posiedzieć czytając książkę. Maliny rzecz jasna zostaną, być może je tylko przesadzę. Już teraz robi się moja ukochana malinówka z tegorocznych zbiorów..





Na końcu pod płotem rosną piękne tuje, które były zagłuszone różą pnącą i kompostownikiem. Odsłoniliśmy je, by mogły się pięknie rozrastać.

Na kolejnym zdjęciu widać obecną bramkę wjazdową. Docelowo będzie usunięta, a przed nią posadzę tuje i świerki, a także byliny, ale to w przyszłości. To właśnie tu kiedyś powstanie grillownia. Miejsce, które było miejscem postojowym, stanie się miejscem rekreacyjnym. To idealny zakątek, w pobliżu gęstego zagajnika i dużej magnolii. 
Bramę wjazdową zakupiliśmy niedawno i w chwili obecnej pracujemy nad jej montażem. Trwa to dość długo, bo wszystko sami.. ale.. poradzimy sobie ;)
O, a jabłka, jak się okazało - pychota!! Babcie już przetwarzają te, które opadły. Będzie w zimie pod dostatkiem tartych smakołyków do szarlotki.





O, tu niedługo będzie brama. Teraz jeszcze jest siatka i ogólbobudowlany rozgardiasz ;)
Staram się uszanować to, co sadziła poprzednia właścicielka i co tylko się da przesadzam w inne miejsca.
Niedawno z mamą posadziłyśmy tulipany, anemony, czosnki ozdobne i moje ukochane kosmosy. Nie mogę się doczekać wiosny i radosnego oczekiwania.. :)



   Jeśli macie jakieś rady, czy pomysły, piszcie proszę, wskazówki mile widziane :)
Ja uciekam spać. Dobranoc...... :))))



czwartek, 22 września 2016

Bardzo istotny Detal - klamki jak marzenie

   Kilka dni temu wreszcie udało mi się spotkać przy kawie z moją sąsiadką, która na co dzień mieszka w Londynie. Kiedyś już o niej pisałam, pamiętacie..? O tym, jak przykleiła się do mojego świeżo malowanego stołu ;)
Rzadko mamy okazję się spotkać, ale jak już zasiądziemy przy stole, gawędzimy zwykle do nocy. Pomimo różnicy wieku wiele nas łączy, szczególnie w kwestii preferowanego stylu w aranżacji wnętrz, dekoracji, czy podejścia do ogólnie pojętej potrzeby upiększania przestrzeni, w której żyjemy.
Podczas spotkania L. uświadomiła mi, czy może przypomniała, że nie jestem jednak taka sfiksowana, jak mi się wydawało ;) Zawsze uważałam, że trochę przesadzam z moim perfekcjonizmem, jeśli chodzi o sprawy związane z aranżacją mieszkania. Ale inaczej nie potrafię, po prostu. Nie uznaję półśrodków, a gdy coś robię, muszę osiągnąć w 100% pożądany efekt. Inaczej, zresztą podobnie jak L. - rany, nie jestem odosobniona!! - czuję wewnętrzny niepokój :)
   Kiedy docierają do mnie czasami sygnały, sugestie, że z czymś przesadzam.. zastanawiam się, czy faktycznie, czy po prostu osoby wydające takie opinie po prostu nie nadają na tych samych falach co ja. Dla mnie każdy szczegół we wnętrzu mojego domu, każdy detal, jest ważny. Każdy element stanowi o całości aranżacji. Kiedy rozmawiałam o tym z sąsiadką, powiedziała mi tak: „Wiesz, u mnie musi być idealnie. Przecież każdy detal ma znaczenie. Przy aranżacji wnętrza w danym stylu znaczenie ma nawet rodzaj kwiatka w doniczce!". NO TAK. Tak właśnie jest. Tak jak stwierdziła moja rozmówczyni, jeśli urządzamy mieszkanie w stylu PRL i chcemy, by okna wyglądały jak z tamtych lat, musimy ustawić na parapecie takie kwiaty, jakie bywały w domach w tamtych czasach. To takie logiczne ;)
Są osoby - których absolutnie nie neguję!! - które nie przywiązują zanadto wagi do tego, by wnętrza domu były idealne. Mają być po prostu funkcjonalne, przytulne, wygodne czy minimalistyczne. Ja chyba należę do innego typu ludzi. U mnie musi być efektownie, z polotem. Czasami zaśmiewam się, gdy coś planuję, aranżuję, bo żeby mnie coś całkowicie zadowoliło, musi mi coś „pyknąć” - tak jakby zapalała się w głowie lampka informująca, że tak, teraz jest Idealnie :) Chyba nie umiałabym żyć w przestrzeni, która urządzona jest nie po mojemu, nie do końca. I zawsze przykładam wagę do drobnych elementów urządzając, a tym razem remontując mieszkanie.

   Widzieliście już moje nowe drzwi. Zamawiając je prosiłam o skrzydła bez klamek. Postanowiłam, że te znajdę później. Bo klamki też musiały być idealnie dobrane. Nie przesadnie drogie, nie. Nie należę do osób, dla których wyznacznikiem jakości jest kwota za produkt. Zależało mi jednak na tym, by klamki zamówić u polskiego producenta. Wymarzyłam sobie takie ciężkie, stylizowane na stare i bogato (acz nie przesadnie) zdobione.
Kiedy przeglądałam oferty w internecie, znalazłam producenta, którego oferta sprawiła, że dostałam gęsiej skórki :)  Kiedy zaczęłam oglądać modele klamek, zachwycił mnie każdy, dosłownie każdy z nich. Ceny naprawdę przystępne, tak więc pozostało nie dać się zwariować (bo najchętniej wykupiłabym z pół sklepu) i wybrać najbardziej odpowiedni model. Wybrałam zdobiony, z prostą rączką. I na klucz.
Niewątpliwą zaletą klamek tego producenta jest to, że wszystkie oferowane produkty wykonywane są ręcznie i z litego mosiądzu. Cenię sobie jakość i trwałość, tak więc mam pewność, że zainwestowałam w coś, co posłuży mi przez lata.
Kiedy wybrałam model klamki, pozostało się zastanowić nad kolorem. Okazało się, że istnieje wiele możliwości wykończenia - w połysku, macie, z zaciemnionymi wgłębieniami.. Ja wybrałam kolor srebrny z ciemnym akcentem przy zdobieniach, żeby podkreślić piękny wzór. Klamki wykonano bardzo szybko. Kiedy rozpakowałam przesyłkę, byłam naprawdę zachwycona. Jak ja to lubię!! Taką jakość, takie eleganckie podejście do klienta. Jestem oczarowana!!!! :)

Oto moje klamki...












Podaję Wam od razu namiar do firmy, być może ktoś z Was się skusi. Ja szczerze polecam manufakturę i na pewno zostanę klientką na dłużej ;)
Adresy: www.artykuly-mosiadz.pl i www.koloroweklamki.pl. Firma istnieje od 1980 roku, tak więc ma prawie tyle lat co ja :)

   Powiem Wam, że to nie koniec rewelacji. Ta manufaktura produkuje też klamki, które maluje na tęczowe kolory. Gdy zobaczyłam tę kolekcję, oszalałam z zachwytu...!! :) Rany, jak pięknie muszą wyglądać klasyczne białe czy czarne drzwi z taką oprawą.. Nie wykluczam, że jeśli w przyszłości wymienię drzwi do pokoju i łazienki, kupię takie kolorowe klamki, bo są cudowne, zobaczcie sami..









   Moja Julka zapewne oszalałaby, gdybym jej wstawiła taką klamkę w kolorze purpurowym, albo czarnym.. Ach...rozmarzyłam się........ ;)

   Cieszy mnie, że często korzystacie z moich rad i że przydają się Wam moje opinie o różnych produktach. Osobiście też sobie cenię rady Wasze czy moich znajomych. Nie lubię kupować w ciemno. Lubię firmy sprawdzone, dobre i szanujące klienta. Ta z klamkami z mosiądzu do nich niewątpliwie należy.
Moje drzwi są już wykończone jak należy, co mnie strasznie cieszy, a do końca remontu już bliżej niż dalej ;)
Łazienkę odkładamy na listopad, bo jesteśmy zmęczeni bałaganem. Chcemy choć przez miesiąc pomieszkać w domu bez wszędobylskich pędzli, wiader i szmatek różnej maści..

   W kolejnych postach pokażę Wam nasz nowy, minimalistyczny balkon (minimalistyczny z musu, bo rośliny moje wymarły śmiercią naturalną, gdyż przez stos remontowych śmieci nie miałam do nich dostępu) i pokażę Wam zakamarki mojego ogrodu oraz pierwsze zmiany na budowlanym placu boju ;)

Do następnego razu!! :)


wtorek, 6 września 2016

Ukradli mi zamek

   Dziś rano ukradli mi zamek. Ten, który zawsze widać za oknem mojego domu. Mgła tak gęsto zasnuła świat, że wszystko stało się niemal niewidoczne, a atmosfera panująca za oknem stała się już taka jesienna, nostalgiczna, tajemnicza...
   Mnie ostatnio zajmują malowanie, prace wykończeniowo-remontowe, przygotowanie dziecięcia do czwartej już klasy... Rany, jak ten czas leci.. Wiecie, że gdy zaczynałam pisać blog, moja Julka miała 2 latka, a teraz ma już 10..? :)))

   W chwili obecnej kombinuję, co powiesić na ścianach w pokoju dziennym i korytarzu. Założeniem moim było stworzyć po remoncie wnętrze mniej obfitujące w dodatki, wnętrze jasne i przestrzenne, ale.. jakoś tak nie mogę w pustych czterech ścianach.. ;) Obrazy i detale muszą być. Może w mniejszej ilości i bardziej delikatne, stonowane, ale muszą być.
Wczoraj namalowałam pejzaż, bardzo niewielki. Zamknęłam go w nowoczesnej, białej ramie z Ikea, w białym passepartout. Na ścianie prezentuje się naprawę ładnie. Rzadko wieszam u siebie swoje obrazy, nie wiem dlaczego.. ale..powoli się przekonuję ;)

   Omiatam wzrokiem swoje cztery kąty i zastanawiam się, czego im jeszcze brakuje. Bo wyraźnie czegoś brakuje ścianie z oknami. I wymyśliłam. Wnęki okienne wykończę sztukaterią, również w stylu starych kamienic. Nie będzie to jednak sztukateria styropianowa, z jakiej korzystałam dotychczas. Zastosuję listwy podobne do tych, które zamontowaliśmy na podłodze (wysokie, białe, w angielskim stylu). Myślę, że ściana nabierze charakteru i będzie ładnie współgrać z kuchnią.

   W weekend, jeśli znajdę czas, pojadę do sklepu i rozejrzę się za listwami. Mam nadzieję, że znajdę coś ładnego w przystępnej cenie ;)


   O, a to mój wczorajszy pejzaż...




Dziś będę malować kolejny. Do sosnowej ramki...

Biegnę do pędzla, a Wam życzę dobrego dnia. I witam przy okazji bardzo, bardzo serdecznie nowych rustykalnodomowych czytelników :)))))

piątek, 2 września 2016

Mam drzwi!!

 
   Mam drzwi!! Doczekałam się. Po przeszło czterech miesiącach oczekiwania wreszcie są. Było pod górkę, bo stoczyłam małą walkę.. nie lubię bowiem, gdy klientów traktuje się niepoważnie i lekkomyślnie, ale.. w rezultacie wywalczyłam sfinalizowanie umowy i wykonanie zlecenia. Pan stolarz na szczęście drzwi wykonał fantastycznie. Są drewniane, malowane na biało z delikatnym, satynowym wykończeniem. Widać delikatnie słoje drewna. Drzwi są frezowane, masywne, takie jak w starej kamienicy. Fachowiec odczytał moje intencje w 100% poprawnie. Drzwi są takie, o jakich marzyłam. Jedno skrzydło będzie się otwierać na co dzień, drugie w miarę potrzeb, gdy potrzebne będzie szersze przejście. Jestem oczarowana...
Niestety, przez poślizg z drzwiami nie zdążę wyremontować łazienki. Nie kupiłam nawet wszystkich materiałów, bo nie miałam ich już gdzie trzymać. Już dostatecznie jesteśmy zastawieni ;) Czekałam cały czas na te drzwi, bo kuchnię mam caluśką jak nową - nowe płytki na ścianach, podłodze, pomalowane szafki, nowe uchwyty..wszystko wygląda sterylnie i ładnie.. I żeby skuwać całą łazienkę chciałam móc zamknąć drzwi, żeby kurz nie pokrył mi znów każdego zakamarka w mieszkaniu.. Cóż, łazienkę odłożymy na jesień. Jakoś to ogarniemy, musimy ;)

   Ja mogę zamknąć powoli temat remontu kuchni i pokoju dziennego. Czekałam też na drzwi, żeby ocenić, jaki kolor nadać stołowi barowemu, żeby nie było za mdło.. Teraz już mam pomysł i wiem, co będzie najlepsze. Farby i bejce kupione, niedługo zabieram się do pracy.
   W pokoju dziennym zrobiłam też nowy parapet. Te, które mieliśmy dotychczas, robiliśmy sami z drewna. Teraz taki ciepły, drewniany, za bardzo kontrastował z wnętrzem. Zamówiłam więc biały, kamienny. Firma wstawiła go błyskawicznie (byłam pod wrażeniem czystości pracy i organizacji, chapeau bas..). Pozostało podmalować ścianę.
   O, i mogę wreszcie ukończyć korytarz. Muszę pomalować ściany i zamontować listwy podłogowe. I zawiesić szafkę, lustro.. Z listwami i szafką musiałam czekać na drzwi. Nareszcie nie będę się potykać o listwy, które leżały owinięte kocem na środku dziennego ;)

   Jest co robić, ale teraz to już z górki.. Wkrótce pokażę Wam kuchnię po metamorfozie. Zmiana jest ogromna, szczerze mówiąc mnie samą zaskoczyła ;)

Póki co dzielę się z Wami naszym nowym nabytkiem drzwiowym (widać kawałeczek kuchennych mebli.. ;) ).
 W chwili obecnej czekam na klamki, a te - tak myślę - będą równie piękne... ;)




  Życzę Wam dobrego dnia!! :)

Udostępnij