poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Migawki i mamusine stresy...

Witam serdecznie.
Wpadłam na chwilkę, by podziękować Wam za miłe komantarze. Zaglądam między jednym praniem a drugim, czytam, uśmiecham się... ;)
Co do stresu, cóż... córuniek za dwa dni idzie do przedszkola. Księżniczka przeżywa, ale mama zdaje się jeszcze bardziej.. ot, takie tam matczyne troski...
Poniżej kilka ujęć, na których widnieje między innymi jeden z upominków, które otrzymałam podczas niedawnej wizyty rodziny. Kobietki dobrze wiedziały czym mnie zadowolić - otrzymałam dobre winko i lawendową świecę, cudeńko...
Ach, sesja wynikła z chwilowego sterylno - uporządkowanego stanu mieszkania tuż przed przyjazdem gości. Ci, którzy mają w domu około czteroletnie dziecię wiedzą, iż to stan baardzo krótkotrwały. Taki zaledwie chwilowy błysk... ;))












Życzę miłej nocy...
Dobranoc ;)

czwartek, 26 sierpnia 2010

Mieszkanko mamy...

Witam Was serdecznie;)
Zgodnie z obietnicą zamieszczam zdjęcia z mieszkania mamy po remoncie. Niestety nie znalazłam fotografii "sprzed" ( na każdej ktoś coś zasłania..). Opiszę pokrótce jak wnętrza wyglądały przed remontem.
Otóż kuchnia pomalowana była szpitalno-zieloną olejną farbą. Stały w niej baaardzo stare szafeczki, białe (czy może ecru, bo pożółkłe;) ), na zewnątrz zdobiły je plastikowe, pomarańczowe pojemniki na mąki itp. Nadrzędnym więc założeniem podczas odnowy kuchni było "żadnych plastików". Okno, które widać na zdjęciu poniżej było malowane białą farbą olejną, a warstw było tyle, że mama moja która to to skrobała miała już w nocy senne koszmary... Nawet pan podłączający gaz się dziwił.. okazało się bowiem, iż dzielna mamusia jest jedyną w bloku osobą, która podjęła się renowacji okna (inni mieszkańcy po prostu się go pozbyli).
Co do pokoju, stał w nim nijaki segment, mnóstwo jakichś foteli, puf... tzn. nie było ich mnóstwo.. po dwa w zasadzie, ale wrażenie sprawiały jakby ich było więcej. Właściwie to wszystkiego było za dużo - obrazki, obrazeczki, kwiatki tu i ówdzie, sztuczne w dodatku (ale takie stare sztuczne, bo współczesne doskonale udają żywe rośliny), i caaała masa porcelanowych bibelotów ;D Zawsze podziwiałyśmy z mamą śp.babcię, która ze stoickim spokojem wycierała z drobiazgów kurze... ;)
Ach, naturalnie na ścianie była tapeta, żółta w dodatku, w jakieś wzorki.
Przedpokój zastawiony był szafą, która rozeszła się pod wpływem jednego kopnięcia mojego M. ;)
Ogólnie rzecz biorąc wszystko było ciemne, pozastawiane, pomieszane.. Mieszkanie maleńkie, kuchenka tym bardziej, jednak udało się co nieco zdziałać. Nie zrobiłam jeszcze zdjecia kuchni czy pokoju w całej okazałości, gdyż podczas sesji w mieszkaniu było jeszcze mnóstwo szpachelek, farb, folii itp. W pokoju dziennym natomiast brakowało ławy i sofy. Ale myślę, że kiedyś jeszcze pstryknę;)


Tu chciałabym zwrócić uwagę na firaneczkę, którą mama wydziergała na szydełku. W dodatku to jej projekt.. według mnie jest przecudna..




Co do kuchennych mebelków...
Dolne zamówiliśmy w BRW, natomiast wieszanie czegokolwiek dużego na ścianie odradziłam mamie, by nie pomniejszać kuchni. Powiesiłyśmy jedynie szafeczkę narożną, wyszperaną w ulubionym sklepie z antykami. Półki natomiast zrobiłam ze ścinków starej deski i metalowych wsporników..


Poniżej rzut na córciowy zegar;)
(właśnie zauważyłam to coś na środku blatu stołu.. wygląda jak mały lampionik, a to pojemniczek z farbą;) )








Reling, który widać na zdjęciu poniżej to taki kasiowy wymysł.. Z mojej weneckiej półeczki już jakiś czas temu zdjęłam drążek z haczykami, do tej pory leżał więc zakurzony za komodą. Pomyślałam, że można go wykorzystać w kuchni, pomalowałam więc jedną z desek na kolor złamanej bieli i na wsporniki założyłam niepotrzebny dotychczas element..



A tutaj efekt szperań mojej mamy :D Jestem pewna, że to po niej odziedziczyłam zamiłowanie do buszowania w starociach..




Przez okienko widać kredens, który również przywędrował do mamy ze sklepu z antykami.
Niżej natomiast efekt pracy zdolnych, kwiaciarnianych rączek;)



Kiedy zamieściłam fotografie wykonanego przeze mnie zegara pisałam, ze do kompletu wykonałam obrazki. Powiesiłam je nad starą, przywiezioną niegdyś przez śp.babcię z Francji półeczki na przyprawy..



Tu z kolei doniczki, które wynalazłam w ulubionej galerii..

Jeszcze lampa przytargana z Czacza...

.. i zegar przytargany ze sklepu..
(widziałam tę przerażoną minę mamy, gdy jej go przyniosłam;) ale już się przyzwyczaja do zegara-giganta)


W maleńkim mieszkanku znalazło się miejsce na nowe meble, dekoracje, ale też jest kawałek przestrzeni dla sentymentalnych drobiazgów. Jednym z nich jest święty obrazek po mojej babci. Obrazek, który podarował Jej podczas wojny pewien młodzieniec, zakochany i pełen nadziei, że do Niej wróci. Niestety, żołnierz nie przeżył. Pamięć jednak żyje, a obrazek mieszka nadal u mamy... ;)
To tyle na temat mamusinego domu.
Kolejny post - mam nadzieję - poświęcę temu, co ostatnio wymalowałam.
Kochani, jeszcze słówko o romantycznym weekendzie, na który zaprosił mnie mój M.
To było coś wspaniałego.. Byłam przekonana, że zostanę zabrana do jakiegoś przytulnego pensjonatu i spędzę przyjemne chwile spacerując po górach i popijając chłodnym wieczorem winko. Wszystko jednak przeszło moje oczekiwania. Mąż zaprosił mnie do pałacyku ze SPA... Nie spodziewałam się. Było cudownie, magicznie. Orientalne zabiegi, pełen relaks, kolacja przy świecach i płatkach róż... Do domu wróciłam odprężona, wygładzona;) i niezmiernie szczęśliwa z powodu posiadania Takiego męża... :))
Dla głodnych wnętrzarskich wrażeń link do pałacyku: www.palacmargot.pl
Rozmarzyłam się... ;)
Zapraszam Was kochani nadal do mojego Candy.
Pozdrawiam bardzo, bardzo ciepluchno!!

Udostępnij