wtorek, 26 września 2017

Tapeta "na tapecie"

  No i nastała jesień. Długo mnie tu nie było. W międzyczasie postarzałam się o rok, postarzał się też mój blog, który liczy już 8 lat, osiem CUDOWNYCH LAT :)))

   Po zakończeniu prac remontowych rozchorowałam się przeokropnie. Doszłam do wniosku, że muszę choróbsko wyleżeć, więc zrobiłam sobie mały urlop od wszystkiego. Po powrocie do zdrowia zachorował mój aparat. Właściwie okazało się, że to drobnostka (problem przy podłączeniu obiektywu), stąd dłuższa przerwa w blogowaniu. Jestem już jednak cała i zdrowa, mój sprzęt również, tak więc zasypię Was teraz relacjami z ostatnich poczynań ;)

   Remont całego mieszkania prawie skończony. Prawie, bo zostały do wstawienia drzwi, które - bagatela - firma miała nam wstawić już półtora miesiąca temu :/ Chyba powinnam zacząć się przyzwyczajać do tych poślizgów.. biorąc pod uwagę fakt, że przed nami budowa...
Bardzo, ale to bardzo chciałam Wam pokazać jak wygląda nasz korytarz po remoncie, jednak muszę się wstrzymać jeszcze kilka dni, bo za tych kilka dni mam mieć już drzwi (podobno wiara czyni cuda, więc Wierzę). Teraz korytarz niestety nie wygląda, bo stare drewnopodobne drzwi pasują do niego jak wół do karety. Ale nic to, tym podzielę się później.
   Póki co chcę się podzielić z Wami moimi perypetiami związanymi z tapetami w dziennym ;)
Otóż jak wiecie, do niedawna na naszych ścianach gościła tapetka imitująca białą boazerię. Na zdjęciach tego nie pokazywałam, ale tapetą wykleiłam 2,5 ściany. Na kawałek ściany (ok.2 metry) tapety mi zabrakło. Z racji tego, że byliśmy w trakcie remontu, postanowiłam że domówię tapetę na spokojnie po wykonaniu ważniejszych prac. Los - jak zwykle zresztą - przebiegle zweryfikował moje plany ;)
Żeby móc domówić tapetę, zostawiłam w kartonie opakowanie z etykietą, na której widniał numer partii produkcyjnej. Zajrzałam do kartonu - folii brak. Okazało się, że mój mąż wyrzucił folię myśląc, że to jakiś poremontowy śmieć. Niestety, nie mogłam domówić jednej rolki tapety, bo nie dobrałabym idealnie jej odcienia (taką informację otrzymałam w sklepie). Trzeba było całość zdjąć i kłaść nową ;)
Na szczęście zdjęcie tapety poszło jak z płatka. Pas po pasie usunęłam ją w kilka minut, a po tapecie czy kleju nie został nawet ślad. Moja mama przyjęła tę relację z niedowierzaniem, mając w pamięci tapety, których bez nawodnienia całego pokoju zdjąć zwyczajnie nie szło, a żeby je przykleić potrzebny był tłum ludzi i setki metrów powierzchni podłogi (informacja dla młodszych czytelników: tapetę rozkładało się w całości na podłodze, smarowało papier - najlepiej w dwie osoby - po czym niezłocznie, bardzo niezwłocznie trzeba było ją nanieść na ścianę, przy czym i tak nie było gwarancji, że tapetowanie się powiedzie ;) ).
Kiedy miałam zamawiać tapetę, postanowiłam, że - skoro już kładę wszystko na nowo - wypróbuję inny wzór. Tym razem przeszukałam zasoby strony kolorowo.com.pl, która oferuje wiele fantastycznych wzorów. Jak zwykle miałam dylemat co wybrać, chcąc, by moje wnętrza utrzymane były w mieszance stylów skandynawskiego i klasycznego. Piszę "wnętrza", bo postanowiłam, że od razu zamówię tapetę do korytarza. Niedawno malowałam ściany, jednak podczas skuwania kafli w sąsiadującej łazience pękła mi w poprzek cała ściana :/ Nie mam już sił na robienie jej od nowa, z siatkami, tynkami etc., położę więc tapetę na wysokości lamperii, podobnie jak w dziennym.
Spośród setek wzorów wybrałam deseń ornamentowy, nie nazbyt elegancki, utrzymany w stylu shabby. W pokoju położyłam tapetę w odcieniu szarości i łamanej bieli, a do korytarza wybrałam ten sam wzór, tylko w kolorystyce beżowej, by pasował do drewnianych ram ze zdjęciami.
Nową tapetę położyłam w sekund pięć i znów okazała się strzałem w dziesiątkę. Jest to tapeta winylowa na flizelinie. Będzie można ją zdjąć bez namaczania. Jest miła w dotyku, matowa i cudownie ociepla wnętrze, jestem bardzo zadowolona, z czystym sumieniem polecam kolekcję (Belleville, Rash).

   Pokój dzienny znów ciut się zmienił. Kupiłam nową lampę w trosce o mężową głowę (w poprzednią uderzył tyle razy, że zaczęłam się martwić), a kilka dni temu upolowałam w Biedronce cudny łaciaty puf, który bywa cichaczem podprowadzany do pokoju obok ;) Z wyprzedaży przytargałam też wymarzony okrągły stół, który po przebudowie stanie w leśnej chacie. Biały stół, który stał tu poprzednio, był potrzebny we wsiowej kuchni.
Na kanapę rzuciłam kilka ikeowych poduch z gniecionego lnu. Na oparciu wisi ciepły pled. W słoiczkach czekają świece. Jestem gotowa na jesień :)))


Tapeta z kolekcji Belleville firmy Rash; www.kolorowo.com.pl










W końcu doczekałam się ukochanej witryny ;) Zbierałam na nią trochę, ale już mam :))))) Pasuje mi tu wspaniale. Kolorem idealnie nawiązuje do stołu barowego. W środku znalazło się miejsce dla polskiej porcelany..





Planując wykonanie zabudowy szyn zasłonowych pomyślałam, że fajnie by było umieścić nad lampą sztukateryjną rozetę. Nie mogła być nadto dekoracyjna, zamówiłam więc prostą, klasyczną. Taka sama będzie w kuchni. Podoba mi się przełamywanie prostoty i surowej nowoczesności ponadczasową klasyką. Mieszkam w kamienicy, chciałabym więc choć po części odtworzyć tu ducha tej, która stała w tym miejscu przed wojną.





Elementem obowiązkowym w dziennym są książki. 
Po czym poznać normalnego inaczej estetę?? Książki, których okładki "nie pasują" odwraca tyłem ;)))))








Moje "chorobowe" przeciągnęło się niemiłosiernie, musiałam się więc czymś zająć. Naturalnie czymś lekkim i przyjemnym. Zmalowałam więc dwa kolejne pejzażyki. Jutro zawisną na ścianie.





Pozostaję w nadziei, że w przyszłym tygodniu firma wreszcie wstawi moje drzwi i będę mogła położyć tapetę oraz zamontować listwy przypodłogowe w korytarzu. Chciałabym już zamknąć remont mieszkania definitywnie. Jestem już zmęczona. Podczas remontu i wykańczania łazienki mieliśmy bardzo pod górkę. Taki Mount Everest prawdziwy. Ciągle coś się sypało, na dodatek większość prac musieliśmy wykonać sami, w dwójkę. Jestem bogatsza w doświadczenie - położyłam kafle na ściany, tak więc jeśli w przyszłości zajdzie taka konieczność, zacznę się parać budowlanką ;))


Tak wygląda moja tapetka do korytarza...



 ...a pod tymi zdjęciami się znajdzie:





   Niedługo podzielę się z Wami pstrykami z nowej łazienki.
Jest zupełnie inna niż poprzednia. Zupełnie!! :) Pozostanie mi jeszcze zakupienie dodatków - dokoracji na ściany, haczyków na ręczniki, jakiejś półki, dozownika na mydło etc. Ale to jeszcze musi poczekać, bo po remoncie spłukana jestem niczym kamień górskim w strumieniu ;)




   Życzę Wam dobrego środka tygodnia :)))


32 komentarze:

  1. Bardzo fajnie wyszło. Jestem ciekawa kolejnych odsłon.
    Pozdrawiam i życzę zdrówka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Już przygotowuję kolejny post ;)

      Usuń
  2. Bosko, Kasieńko, ale przecież znam Twój smak, nie mogło wyjść inaczej :-)))))

    OdpowiedzUsuń
  3. Pieknie wyszlo:)))Sama szukam podobnego stolika jak ten okragly. I ramki drewniane ze zdjeciami cudne, mozna zapytac skad one sa? Pozdrawiam Sylwia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas w mieście jest galeria, w której zamawiałam ramki kilka lat temu. Z tego co wiem, ramy nadal są w sprzedaży. Ja składając zamówienie dałam kilka fotografii, które przerobiono na stare, wyglądają naprawdę fantastycznie. Jeśli chcesz sama podpytać, napisz do właścicieli, to namiar na fanpage: https://www.facebook.com/Galeria-Pi%C4%99kne-Meble-Monika-Zygier-852404348127304/

      Usuń
  4. I z tego wszystkiego zapomnialam powiedziec, ze piekne obrazki zmalowalas. Szkoda, ze tak slabo je widac

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) W kolejnym poście pokażę zatem bliżej :)

      Usuń
  5. Wszystko piękne i przemyślane. Czekam na jeszcze... Zdrówka życzę😄

    OdpowiedzUsuń
  6. Pięknie, klimatycznie, obrazy, no wszystko bardzo mi się podoba. Mam pytanie o lampę i witrynę i już czekam na kolejny post.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strasznie mi miło :))) Lampa to Markslojd, kupiona w Casto. Występuje w kolorze srebrnym i w złotym patynowanym. W sklepie wyglądała hmm..zwyczajnie i trochę się wahałam czy ją kupić, ale w mieszkaniu naprawdę robi wrażenie. Jedyny minus to haki na świece - oryginalnie są tak wygięte, że świeczki po włożeniu rozchodziły się komicznie na boki :/ Mąż każdy hak delikatnie nadginał. Gdyby nie to, lampa nie nadawałaby się do powieszenia. Nie wiem, czy jest tak w każdym egzemplarzu, w moim było. Ale prezentuje się fantastycznie. Witryna to Fabrikor z Ikei ;)

      Usuń
  7. A gdzie się podziały piękne zasłony?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marysiu zasłony powieszę tak za tydzień-dwa, bo osiada się jeszcze kurz poremontowy i bardzo szybko zabrudził mi się dół tkaniny :/ Chciałam, by już było pięknie, ale widać muszę cierpliwie poczekać :) Pozdrawiam!!

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. O to chodziło :) By było z charakterem, trochę surowo i trochę przytulnie. Uściski ślę

      Usuń
  9. Linda casa, adorei.
    Tenha uma ótima semana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Anaja :) Tobie również życzę dobrego tygodnia :)))

      Usuń
  10. A skąd w tytule rustykalny dom?hmm...Ewa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaaa...nie czytamy dokładnie ;) Radzę poszperać głębiej, zanim zada się tego rodzaju..hmm..pytanie ;)) Poza tym, czy spoglądając na okładkę książki zastanawia się Pani skąd do licha tytuł.. "Ofiara losu" ? Zapewne nie, wiedząc, że trzeba poznać treść, po prostu ;)
      Pozdrawiam. Kasia

      Usuń
  11. Ale pięknie u Ciebie, wszystko tak do siebie pasuje :) No i pejzażyki cudne :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Pięknie,bardzo mi się podoba. Uwielbiam tapety:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Kasiu jak zwykle wszystko wygląda pięknie. Stół jest fantastyczny. Tapety, mimo iż różni je jedynie kolor, mają zupełnie inny charakter, uwielbiam takie zestawienia. Obrazy stworzyłaś fantastyczne. Uściski.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję Ci za poświęcony czas... :)

Udostępnij