wtorek, 25 lipca 2017

Zamknięte w słoikach.. czyli kwintesencja lata

   Miałam pisać o kolejnym przystanku naszej podróży, ale wstrzymam się do kolejnego postu, bo przy okazji wpisu chciałabym się z Wami podzielić zdjęciami, które zrobię jutro.

   Dziś odpoczywam. Wczorajszy dzień obfitował w emocje, bo z dalekiej podróży wróciła nasza ptaszyna. Opalona i radosna, naturalnie z ledwie domkniętą walizką, która pomieściła - jak zwykle - jakże wyczekiwane i wywołujące uśmiech jak u kota z "Alicji.." pamiątki ;))
Strasznie tęskniłam.

   Od rana krzątam się po kuchni, która teraz pachnie lawendą, ziołami, owocami i zielonym ogórkiem. Z ogrodu przywiozłam borówki. Część mrożę, z części mama będzie robić powidła. Doskonale sprawdzają się do pieczonych rogalików. Nabrałam ochoty na upieczenie jagodzianek..czy raczej...borówczanek ;) Z borówką jeszcze nie piekłam.
   Kiedy uporządkowałam kuchnię po śniadaniu, moim oczom ukazał się widok tak zacny, że chwyciłam za aparat. Cudnie mi z tym. Z własnymi przetworami, owocami, ziołami. Marzyłam, by smaki zamykać w słoikach, ale by zbiory pochodziły z mojego ogrodu. Liczę, że kiedyś doczekam się na wsi spiżarni z prawdziwego zdarzenia, z regałami na słoje i na butle z winem i nalewkami...







Wczoraj zrobiłam małosolne, a kilka dni temu przesmażyłam czarną porzeczkę z cynamonem. Moje słoiczki z przetworami są..hmmm.. Najlepiej ujęła to Julka: "Mamusiu, one są zupełnie jak ty, ty też jesteś do góry nogami" ;)))






  W tym roku po raz pierwszy zrobiliśmy sosnówkę. Najpierw powstał syrop z sosny (wyśmienity; poprzednie dwa lata z rzędu mi nie wyszedł, bo raz się skwasił, a drugim razem w słoju jaja złożyły jakieś muszki..brrrr...), a potem pędy, które zostały, zalaliśmy wódką (ja nie mogę spirytusu, więc wszystkie nalewki robimy na wódce) i wodą. Nalewka wspaniale pachnie i jeszcze lepiej smakuje..







W małych karafkach, które kupuję na targach staroci - tę mniejszą ze zdjęcia kupiłam za złotówkę - zamykam oliwę z dodatkiem ziół z ogrodu, majeranku i rozmarynu. Nie robię tego w dużych butlach, by się nie zepsuły.









Jutro będę robić ogórki. Na balkonie czeka cała skrzynia. Zdecydowanie muszę się wyspać ;)

Spokojnego wieczoru Wam życzę.. :)

9 komentarzy:

  1. Kasiu:))jakbym swoją kuchnię widziała:))ale my wiedźmy tak już mamy:))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Slinka cieknie jak się patrzy na takie pyszności.Kiedy znajdujesz Kasiu na to wszystko czas?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasu mam teraz sporo, bo mam wakacje ;) Poza tym takie kuchenne rewolucje mnie odprężają. Pozdrawiam Cię słonecznie :))

      Usuń
  3. Fajnie u Ciebie Kasiu. Ja w tym roku niestety pasuje, jeszcze sprzątam po remoncie
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. czarna porzeczka z cynamonem ? musze sprobować

    OdpowiedzUsuń
  5. Kasiu jakie pyszności u Ciebie ...sielsko i z klimatem :)
    Kasiu przyjeżdżaj na warsztaty -cudownie byłoby Cię poznać :) zawsze możesz u mnie się zatrzymać :) jest gdzie spać :)
    Buziaki ślę -Gosia

    OdpowiedzUsuń
  6. Smakowicie to wszystko wygląda :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Naprawdę smacznie to wygląda. Uwielbiam taki wystrój. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję Ci za poświęcony czas... :)

Udostępnij