piątek, 28 kwietnia 2017

Komentarze na blogu i uczciwa reklama

   Kochani, dziś słów kilka na temat moderacji komentarzy i reklamy.
Już od jakiegoś czasu nosiłam się z zamiarem napisania tego postu. Jak zapewne zauważyliście, od dłuższego czasu Wasze komentarze pojawiają się tu z opóźnieniem. To dlatego, że mam włączoną moderację. Nie po to, by wybierać komentarze czytelników, lecz po to, by odrzucać nachalne reklamy. Coraz częściej pojawiają się tu komentarze opatrzone imieniem, czasami nawet nie nawiązujące stricte do tematu mojego wpisu, które są reklamą - są podlinkowane do stron www. Jest to rodzaj ukrytej reklamy, której nie akceptuję. Dlatego tego rodzaju wpisy od razu usuwam.

   Nie mam nic przeciwko reklamie, ale uczciwej. Kieruję więc słowa do firm, które się tu czasem niby-incognito udzielają. Jeśli są Państwo zainteresowani zareklamowaniem swoich produktów na moim blogu, bądź przekazaniem mi czegoś do zaopiniowania, wypróbowania i ewentualnego polecenia moim czytelnikom - zapraszam do kontaktu mailowego: rustykalnydom@wp.pl. Bądźmy uczciwi, po prostu.

   Ja, biorąc pod uwagę ilość odsłon bloga, która często przekracza 1000 wejść dziennie, pozostaję w nadziei, że są tu jeszcze prawdziwi czytelnicy, nie reklamodawcy, ale prawdziwi i uczciwi ludzie, którzy czytają, bo znajdują tu w jakiejkolwiek postaci wartościową treść.

   Przepraszam, że tak dosadnie, ale jestem babką z zasadami ;)

Pozdrawiam wszystkich Prawdziwych Czytelników :)))

środa, 26 kwietnia 2017

Się zieleni...

   W przerwach pomiędzy opalaniem starych drzwi, robieniem porządków i szlifowaniem starych desek, biegam z aparatem po ogrodzie. Malutkimi, malusieńkimi krokami poznajemy siebie nawzajem. Bacznie obserwuję rośliny, które jak grzyby po deszczu, pojawiają się przed domem. Stwierdzam, że w moim ogrodzie jest prawie wszystko to, co kocham - sasanki, ostróżki (które jeszcze nie kwitną), niezapominajki kojarzące mi się z niedzielnymi spacerami po Siedlisku, cudowne anemony, prymule, drobne bratki... Rosną sobie, spozierając spod okazalszych krzewów, a ja gadam do nich jak wariat jakiś..

   Trochę mnie ostatnio nerw wziął, bo kilku osobom zaczęły przeszkadzać stare drzewa w lesie, w skutek czego ten przerzedził się nieco. Szlag mnie jasny trafia, bo osobiście wolę nie mieć słońca, niż wycinać piękne, wiekowe sosny. Ale są ludzie i "ludzie"... W każdym razie nade mną ktoś czuwał, bo przyjechaliśmy na wieś akurat w momencie wycinki. Spytałam panów co się dzieje, opowiedzieli o jakiejś petycji.. kwitując, że żal im takie drzewa ciąć. Powiedziałam, że mnie one w niczym nie przeszkadzają i moich niech nie tną. Posłuchali. Przynajmniej kilka sztuk za moim płotem się ostało...


   Dziś dzielę się pstrykami ogrodowych rozweselaczy, spójrzcie jakie cudne..... :)))


Papierówka zaczyna kwitnąć. Kwitnącej jej jeszcze nie wiedziałam..



Ciemiernik...










...i cudny anemon, który o zachodzie słońca jakby troszkę się wstydzi.. ;)










Drzewka, które rosną przy wejściu na działkę, zakwitły cudownie na fuksjowo. Nie wiedziałam co to za roślina, ale wspomogły mnie koleżanki-ogrodniczki. Okazało się, że to porzeczka krwista...



   Dziś siedzę w mieście, a małżonek szanowny wyżywa się na wiejskich sufitach - rozbiera je, bo za bardzo tam "pachnie" stęchlizną. Roboty jest strasznie dużo. Mimo że w rezultacie i tak będziemy stawiać nowe ściany i robić nowy dach, teraz odsłaniamy strych, by przewietrzyć kąty i co by nie struć się pleśniami i innymi paskudztwami do czasu rozpoczęcia budowy.

   Dobrego popołudnia życzę!! :)


niedziela, 23 kwietnia 2017

Pokój prawie-nastolatki i rozmowy matki z córką

   Idziemy we dwie przez park. Do szkoły. Tej samej, tyle że ja do pracy, Julka zdobywać wiedzę.
- Mamuś, grzywka zasłania mi oczy!! Nic nie widzę.
- I tam.. nie widziaj. Świat jest taki brzydki o tej porze roku...
Innego dnia (idziemy w trójkę, dorośli rozmawiają o mało przyjemnych sprawach):
- Ciekawe czy w tym roku będzie jakiś zwrot z podatku...
- A co to znaczy? - wtrąca się małe.
- To znaczy.. oj nie będę ci tłumaczyć teraz, bo nie zrozumiesz.
- Bo jestem niekumata??
;))))
Gdyby tak ktoś nas posłuchał.. Córka i matka po jednych pieniądzach. Obie postrzelone. Obie zakręcone jak domek ślimaka albo baranie rogi (porównania te usłyszałam od naszej wiceprezydent, od razu zapożyczyłam).
Lubię te nasze rozmowy. W domu, podczas drogi do..lub z... Jeszcze niedawno wybierałam sukienusie na bale przebierańców. Dziś mam w domu prawie 11-letnią dziewczynkę. Choć czasem trzeba znosić dziewczyńskie fochy, lubię ten czas. Lubię to, że możemy już porozmawiać o czymś. Wymienić opinie, pośmiać się z czegoś. Boję się, że ten czas szybko minie. Niech więc stanie. Choć na małą, malusieńką chwilę........



   Dzielę się dziś pstrykami z pokoju Julki. Ujęcia jeszcze bez tapety. Następnym razem pokażę, jak wygląda z tapetą, którą położyliśmy na pasie ściany między oknami i na całej przeciwległej ścianie. Jeszcze brakuje parapetów, listew podłogowych..jeszcze nie wszystko powieszone, zamontowane, ale.. na wszystko przyjdzie czas.

Oto pokój po remoncie.
Podłogę Julka wybrała sama. Jest podobna do naszej, ale bez przecierek. Tak chciała -  ok ;) Ściany i belkę sufitową pomalowałam matową bielą. Doszła nowa lampa, łóżko, hamak.. Szafę pomalowałam na biało, a szyby zakleiliśmy okleiną meblową, bo jedna z nich podczas prac remontowych pękła. Kiedy wybudujemy domek, witryna powędruje na wieś, a w jej miejscu pojawi się szafa z zabudowie, pewnie z wielką taflą lustra - elementem, bez którego pokój nastolatki nie ma prawa bytu ;)









   

   Ciężkie, drewniane meble również wyjechały z pokoju. Biurko wystawiłam na sprzedaż, bo potrzebne było większe, by zmieścić lampkę i monitor. W mebelkach wiszących postawiłam na różnorodność w strukturze frontów. W słupku zamontowaliśmy fronty 3d. Efektem jestem zachwycona, a Julka jeszcze bardziej...





   Nie obyło się bez pozostawienia elementu pluszowego. Kilku członków ekipy zostało z nami. Od lewej: Toto, Kulik, Pandziulek, Edek. Poldek się nie załapał...





   Znajomi czasem pytają mnie, czy nie tęsknię za klimatem drewnianego domku..i czy mi w tych bielach dobrze. Powiem Wam, że dobrze. Bardzo dobrze. Jest cudownie świeżo, energetycznie, czysto. Dom wcale nie stracił klimatu. Czasem przytargam ze sklepu jakiś nostalgiczny drobiazg, który ociepla wnętrze. Bo rodzi się ono powoli, sukcesywnie. Nabiera smaku, wyrazu, charakteru. Tylko trzeba cierpliwości...










   Wczorajszy dzień spędziliśmy na wsi. Calutki. Nie ma jeszcze warunków do tego, by tam nocować, ale już sam fakt, że mamy gdzie spędzić dzień wolny od pracy, cieszy mnie niesamowicie. Polubiłam to całe poranne pakowanie balastu - zapełnianie kosza smakołykami, szykowanie ubrań, nasion kwiatów, na które przyszła kolej...
Uwielbiam przebywać w naszym ogrodzie. Choć wymaga jeszcze sporo pracy, udało nam dokonać zmian, czyniących go bardziej naszym. A gdy pogoda płata figle - ostatnio temperatura oscyluje w granicach 3-8 stopni - siedzę w domu i grzeję się przy piecu. W pokoju stoi stara koza. To nią się na razie ogrzewany. Czasem uchylam drzwiczki, by wpatrywać się w tańczący weń ogień. Słucham trzaskania drewna, śpiewu leśnego ptactwa i ciszy. Kocham te chwile.



   Cieszę się, że spodobała się Wam moja tapeta i że link do sklepu okazał się przydatny. Osobiście też lubię korzystać z poleceń różnych miejsc w sieci, sprawdzonych i z dobrym asortymentem. O, gdybyście na przykład znali jakieś fajne sklepy z sadzonkami drzewek (w dolnośląskim, ew.lubuskim) - dajcie znać, chętnie skorzystam z oferty sprawdzonego miejsca.

   Jako że za oknem prawie-zima, chętnie siedzę w domu. Po pracy i odhaczeniu obowiązków owijam się ciepłym kocem i oglądam filmy kostiumowe. Wpadłam w jakiś letarg, bo nie bardzo mam ochotę tworzyć, ale doświadczenie nauczyło mnie, że kiedy tej ochoty nie mam, nie powinnam się za nic zabierać, bo choćbym stanęła na rzęsach, i tak nie zmaluję niczego, co spełni moje oczekiwania. No cóż, nie jestem ideałem i też czasem cierpię na "niechcemisię" ;))

Biegnę do kuchni, bo rosół już dochodzi. Uściski Wam przesyłam mocniaste!! :)))

piątek, 14 kwietnia 2017

Tapeta - kropka nad "i"

   Dziś będzie o charakterze. O charakterze naszego nowego-starego dziennego.
Pisałam Wam, że po remoncie i zaaranżowaniu pokoju dziennego uznałam, że trzeba zrobić coś, by wnętrze nabrało wyrazu i stylu. Akcentu powodującego, iż stanie się bardziej "nasze". Zdecydowałam się na zastosowanie tapety. Długo zastanawiałam się nad tym sposobem wykończenia ścian bojąc się, by nie zniszczyć świeżo tynkowanych powierzchni. Kiedy jednak zdjęłam ze ścian w pokoju Julki kwieciste bordery i okazało się, że po tapecie nie zostało śladu i nie uszkodziła tynku, postawiłam na tapetę. Salonowi brakowało przede wszystkim ciepła i klasycznego sznytu.  Nie odnajduję się (zresztą nie tylko ja) w mieszkaniu zimnym, minimalistycznym. Uznałam, że położenie odpowiedniej tapety spełni to zadanie - ociepli kąty i nada im charakter.
   Kiedy zaczęłam szukać odpowiedniej tapety, trafiłam na sklep tapetuj.pl. Piszę o tym miejscu, gdyż bogactwo oferowanych wzorów jest wprost niewiarygodne, a sam sklep ma tak jasno i przejrzyście skonstruowaną stronę www, że bez problemu mogłam przeglądać tylko to, co mnie interesowało. A interesowały mnie wzory w stylu vintage, motywy w jasnych kolorach, graficzne, z dodatkiem bieli i grafitu. Pomimo tego, że moje wymagania nie stanowiły zbyt szerokiego spektrum, było w czym wybierać. Na wzór decydowałam się ponad tydzień ;)))
Ostatecznie wybrałam dwa rodzaje tapety. Obie winylowe na flizelinie, a więc łatwe do zdjęcia w przyszłości. Jeden wzór to shabby-chic'owe kasetony, tapeta Rasch Pure Vintage, drugi zaś graficzny, ale z nutą retro - BN International.












   W rezultacie zdecydowałam się położyć w pokoju dziennym tapetę Rasch. Postanowiłam stworzyć z niej lamperię imitującą boazerię drewnianą. Przyklejaliśmy ją wycinając pasy po dwa kasetony. Kleiła się świetnie, wystarczyło klej położyć na ścianie.
Wybór był strzałem w dziesiątkę!! Tapeta wygląda fantastycznie. Jesteśmy zachwyceni efektem. 
Dla lepszego efektu postanowiłam lamperię zakończyć sztukaterią. W sklepie budowlanym zamówiłam listwy w pięknym, klasycznym kształcie. Po przyklejeniu pomalowałam je na kolor biały z kroplą szarości. Pięknie zwieńczyły tapetę...



















Kwiecie w wazonie przyniesione dziś z własnego ogrodu. Po zerwaniu i włożeniu do dzbanka wycałowałam. Bo kocham. Wszystko, co w nim rośnie. Wariat........ ;)










Listwa sztukateryjna z bliska..





   Drugą z tapet zastosuję prawdopodobnie w korytarzu. Zrobiłabym to już teraz, ale rozważamy wymianę drzwi, tak więc kiedy zapadnie decyzja, położymy tapetę. Obie tapety wyglądają równie pięknie, więc na pewno i korytarz zyska na urodzie gdy go wytapetujemy.
Wam przy okazji polecam sklep Tapetuj - jest to kolejne miejsce w sieci, do którego będę powracać :))


   W julkowym pokoju też położyliśmy tapetę. Miałam Wam pokazać pokój po remoncie, ale wstrzymałam się właśnie ze względu na to, że zdecydowaliśmy się ozdobić dwie ściany graficznym wzorem. Efekt jest równie interesujący. W ogóle ostatnio pokochałam tapety. Był taki czas, że były one passe i kojarzyły się z a) komunistycznymi wzorami, b) remontem i koszmarem w postaci zdzierania sześciu naklejanych na siebie warstw ;) c) z dziurami w tynku po zdjęciu tapet. Teraz ściągnięcie tapety to żaden problem, a bogactwo wzorów zaspokoi nawet najbardziej wymagającego (mhm..mam na myśli i siebie) klienta ;)

   Biegnę do garnków. Z przygotowaniami do Wielkanocy jestem w lesie. O właśnie..las..... Boziuchnu jak u nas w leśnym ogrodzie pięknie!! :)))) Wszystko powoli budzi się do życia. W wolnych chwilach siadam na krześle przed domem i wystawiam twarz do słońca. Złapałam już nawet pierwsze wiosenne piegi. O, i chrzan dziś wykopaliśmy. Swój najswojeńszy :))) Ach.................................

:)))



środa, 5 kwietnia 2017

Zabawa w nieznane

   Ogród, który kupiliśmy, stanowi dla nas wielką niewiadomą. Po pierwsze, rośnie w nim wiele roślin, krzewów, których zwyczajnie nie znamy. Teraz, gdy jeszcze nie buchnął zielenią, widzę jak na dłoni gdzie co rośnie, choć i tak nie rozpoznaję wystających z ziemi badylków ;) Ale nic to, poznam się z czasem. Po wtóre, kiedy wycinamy suche gałęzie i odgruzowujemy rośliny, co rusz w ich czeluściach znajdujemy jakieś niespodzianki, gadżety. Jak nie klauny wiszące pomiędzy gałązkami bluszczu, to gumowe kaczuszki, anioły z ceramiki, zające etc.etc.... Babcia Marianna, kiedy sprzedawała nam ogród i dom, powiedziała: "Jak coś tam znajdziecie nie tak, jak coś.. to pomyślcie, że co złego to nie ja" :)) Nie. Nikt tu źle o pani Mariannie nie myśli. Podobnie jak o jej śp. mężu, panie Józefie, którego dobry duch czasem nam pomaga w ogrodowych pracach (np. gdy mamy problem z wykopaniem korzenia, prosimy Go o pomoc - za radą babci Marianny; zawsze skutkuje). Uśmiechamy się tylko pod nosem gdy dokopujemy się do różnej maści znalezisk :) Kilka dni temu naszym oczom ukazało się całkiem zacne - zakopane pod masą bluszczowych gałęzi, zamontowane tuż pod daszkiem przed domem - cudna drewniana korona, która niegdyś musiała należeć albo do jakiegoś wspaniałego kredensu, albo też była elementem architektury starego ganku. W każdym razie element to wielkiej urody, więc zostanie zdemontowany i odrestaurowany i na pewno będzie zdobił w przyszłości dom bądź werandę.
 
   W minioną sobotę zabraliśmy się do pierwszych wiosennych prac w ogrodzie. Wcześniej nie było czasu, bo - jak co roku - ścięło mnie z nóg przeziębienie. W pracach pomagały mamy. Ich rady i pomoc okazała się nieoceniona. Uczę się sadzić, przycinać, przesadzać,odchwaszczać.. Kiedyś to robiłam (w ogrodzie mamy), owszem, ale było to tak dawno, że musiałam się wszystkiego uczyć od nowa.
W moim ogrodzie powstał warzywnik. W innym miejscu niż dotychczas. Warzywa posiałam tam, gdzie wcześniej zioła i ogórki rosły jak na drożdżach. Posadziłam marchew, pietruchę, koper, cebulę, czosnek, rzodkiewkę, sałaty, seler i brukselkę. Rosną sobie w równiuchnych rzędach. Kiedy je sadziłam teściowa śmiała się ze mnie, bo każdą nierówność prostowałam tłumacząc, że gdyby grządki były w nieładzie, czułabym nieszczęście ;)
Obok warzywnika wygospodarowałam miejsce na zielnik. Posiałam mnóstwo ziół, których używam w kuchni. Będą rosnąć obok wieloletniej już rukoli i lubczyku. Zielnik nie wygląda w tym roku jeszcze tak, jakbym sobie wymarzyła - w przyszłości chciałabym zbudować taki wyższy, z kamiennym murkiem. Taki, żeby nie musieć się schylać sięgając po pachnące gałązki. Tak zrobię za rok. Teraz priorytetem jest zagospodarowanie działki pod przyszłą przebudowę domu i zbudowanie kompostownika.

Zagospodarowanie ogrodu będzie zmienione, jednak z zachowaniem wszystkich nasadzeń, które są. Te, które przeszkadzają, przesadzam w inne miejsca. Przed zimą wycięłam jedynie dwa dość spore krzewy kaliny, która była chora. Wycięliśmy ją w obawie, by nie zaraziła pobliskich drzew, w tym mniejszej magnolii. Reszta krzaków została.

   Teraz zamierzam przesadzić kilka bukszpanów, które dotychczas tworzyły gęsty płot wokół domu. Chcemy je przesadzić troszkę dalej od ścian domku, bo w ich miejscu kiedyś stanie weranda - przedłużenie kuchnio-salonu, z tarasowym wyjściem. Nie zamierzam ich wyrzucać, bo to prawdziwy skarb - krzewy mają ok.30 lat!! Są prawie tak wysokie (!!) jak ja ;)) Postaram się zrobić zdjęcia i pokazać jak wyglądają w chwili obecnej, a gdzie będą rosły po przesadzeniu. Czytałam trochę o przesadzaniu starych bukszpanów i wiem już, że to im nie zaszkodzi, bo system korzeniowy jest zbudowany w taki sposób, że łatwo się rozrasta. Zresztą, w lecie przesadzaliśmy już co nieco i sadzonki rosną pięknie w nowym miejscu.

Planując zagospodarowanie ogrodu chcemy uszanować to, co się w nim znajduje i co rośnie pięknie od - zapewne - kilkunastu, o ile nie kilkudziesięciu lat. Mamy tu piękne korytarze z bukszpanów, mnóstwo hortensji (niskich i wysokich), duże różaneczniki, pęcherznice i dwie piękne panny - małą i dużą magnolię. Jeszcze nie widziałam ich kwitnących, bo domek kupiliśmy w okolicy lata, tak więc to nasza pierwsza wiosna :) O, podobno mam też bez. Niedługo się okaże, czy faktycznie. Jeśli tak, będę najszczęśliwsza!!  Czekam aż ogród przywdzieje zieloną szatę i zapachnie wiosennie. W kilku miejscach dosadzę jeszcze trochę "moich" kwiatów, czyli tych, które wyglądają na dzikie, są kolorowe, delikatne i będą nawiązywać stylem do ogrodu w stylu cottage.

   Planów jest baardzo dużo. Chcemy jeszcze tej wiosny posadzić tuje pod ogrodzeniem. Sadzonki czekają w ogrodzie teściowej. Niech już rosną i tworzą gęsty szpaler, chroniący naszą prywatność.


Póki co dzielę się z Wami zmianami, które już wdrożyliśmy w życie..

   Pierwszą zmianą, jaką wprowadziliśmy, była zmiana miejsca bramy wjazdowej. To, w którym była poprzednio (na zdjęciu) jest idealne pod teren rekreacyjny - w przyszłości wybudujemy tu grill, miejsce na ognisko, postawimy jakieś ławy, stół. Na razie posadziliśmy tuje, by "zbudować" ogrodzenie. Zieloną bramkę i siatkę kiedyś zastąpimy jakimś ogrodzeniem, ale to już po wybudowaniu domu.




Teraz jest tak..




Jabłonie zostały. Wprawdzie nie bardzo pasują mi akurat w tym miejscu, ale grzechem byłoby je wycinać, gdyż rodzą przepyszne, słodkie jabłka.
Niżej widać bukszpany, które przesadziliśmy kilka dni temu. Teraz rosną przy leśnej drodze. Nie muszę nimi niczego zasłaniać, więc mogą sobie spokojnie rosnąć przez lata.




Część ogrodu widoczna poniżej była zarośnięta krzewami malin, zastawiona kompostownikiem.. w ogóle była zasłonięta. Wąska ścieżka prowadziła do mniej okazałego zakątka, który przed zimą odgruzowałam. Myślę, że to idealne miejsce na stworzenie zielonego zakątka i postawienie ławki. Będzie można tu posiedzieć w słońcu, poczytać książkę. Betoniki znikną, podobnie jak kompostownik i sterta żeliwnego czegoś ;) co, jak twierdzi m., nada się pod zbrojenie domu.




A tu już mój warzywniczek. Boziuchnu...jak mnie to wszystko cieszy.............................................:)))))))))))))))))))))))




Cierpliwie czekam na takie widoki..już niedługo.....




Wybaczcie jakość zdjęć - zrobione telefonem, bo padało. I dobrze. Niech podlewa. I niech mi wszystko rośnie i cudnie wygląda. Pięknie i zdrowo. Kocham!!!!!!




Udostępnij