piątek, 14 kwietnia 2017

Tapeta - kropka nad "i"

   Dziś będzie o charakterze. O charakterze naszego nowego-starego dziennego.
Pisałam Wam, że po remoncie i zaaranżowaniu pokoju dziennego uznałam, że trzeba zrobić coś, by wnętrze nabrało wyrazu i stylu. Akcentu powodującego, iż stanie się bardziej "nasze". Zdecydowałam się na zastosowanie tapety. Długo zastanawiałam się nad tym sposobem wykończenia ścian bojąc się, by nie zniszczyć świeżo tynkowanych powierzchni. Kiedy jednak zdjęłam ze ścian w pokoju Julki kwieciste bordery i okazało się, że po tapecie nie zostało śladu i nie uszkodziła tynku, postawiłam na tapetę. Salonowi brakowało przede wszystkim ciepła i klasycznego sznytu.  Nie odnajduję się (zresztą nie tylko ja) w mieszkaniu zimnym, minimalistycznym. Uznałam, że położenie odpowiedniej tapety spełni to zadanie - ociepli kąty i nada im charakter.
   Kiedy zaczęłam szukać odpowiedniej tapety, trafiłam na sklep tapetuj.pl. Piszę o tym miejscu, gdyż bogactwo oferowanych wzorów jest wprost niewiarygodne, a sam sklep ma tak jasno i przejrzyście skonstruowaną stronę www, że bez problemu mogłam przeglądać tylko to, co mnie interesowało. A interesowały mnie wzory w stylu vintage, motywy w jasnych kolorach, graficzne, z dodatkiem bieli i grafitu. Pomimo tego, że moje wymagania nie stanowiły zbyt szerokiego spektrum, było w czym wybierać. Na wzór decydowałam się ponad tydzień ;)))
Ostatecznie wybrałam dwa rodzaje tapety. Obie winylowe na flizelinie, a więc łatwe do zdjęcia w przyszłości. Jeden wzór to shabby-chic'owe kasetony, tapeta Rasch Pure Vintage, drugi zaś graficzny, ale z nutą retro - BN International.












   W rezultacie zdecydowałam się położyć w pokoju dziennym tapetę Rasch. Postanowiłam stworzyć z niej lamperię imitującą boazerię drewnianą. Przyklejaliśmy ją wycinając pasy po dwa kasetony. Kleiła się świetnie, wystarczyło klej położyć na ścianie.
Wybór był strzałem w dziesiątkę!! Tapeta wygląda fantastycznie. Jesteśmy zachwyceni efektem. 
Dla lepszego efektu postanowiłam lamperię zakończyć sztukaterią. W sklepie budowlanym zamówiłam listwy w pięknym, klasycznym kształcie. Po przyklejeniu pomalowałam je na kolor biały z kroplą szarości. Pięknie zwieńczyły tapetę...



















Kwiecie w wazonie przyniesione dziś z własnego ogrodu. Po zerwaniu i włożeniu do dzbanka wycałowałam. Bo kocham. Wszystko, co w nim rośnie. Wariat........ ;)










Listwa sztukateryjna z bliska..





   Drugą z tapet zastosuję prawdopodobnie w korytarzu. Zrobiłabym to już teraz, ale rozważamy wymianę drzwi, tak więc kiedy zapadnie decyzja, położymy tapetę. Obie tapety wyglądają równie pięknie, więc na pewno i korytarz zyska na urodzie gdy go wytapetujemy.
Wam przy okazji polecam sklep Tapetuj - jest to kolejne miejsce w sieci, do którego będę powracać :))


   W julkowym pokoju też położyliśmy tapetę. Miałam Wam pokazać pokój po remoncie, ale wstrzymałam się właśnie ze względu na to, że zdecydowaliśmy się ozdobić dwie ściany graficznym wzorem. Efekt jest równie interesujący. W ogóle ostatnio pokochałam tapety. Był taki czas, że były one passe i kojarzyły się z a) komunistycznymi wzorami, b) remontem i koszmarem w postaci zdzierania sześciu naklejanych na siebie warstw ;) c) z dziurami w tynku po zdjęciu tapet. Teraz ściągnięcie tapety to żaden problem, a bogactwo wzorów zaspokoi nawet najbardziej wymagającego (mhm..mam na myśli i siebie) klienta ;)

   Biegnę do garnków. Z przygotowaniami do Wielkanocy jestem w lesie. O właśnie..las..... Boziuchnu jak u nas w leśnym ogrodzie pięknie!! :)))) Wszystko powoli budzi się do życia. W wolnych chwilach siadam na krześle przed domem i wystawiam twarz do słońca. Złapałam już nawet pierwsze wiosenne piegi. O, i chrzan dziś wykopaliśmy. Swój najswojeńszy :))) Ach.................................

:)))



środa, 5 kwietnia 2017

Zabawa w nieznane

   Ogród, który kupiliśmy, stanowi dla nas wielką niewiadomą. Po pierwsze, rośnie w nim wiele roślin, krzewów, których zwyczajnie nie znamy. Teraz, gdy jeszcze nie buchnął zielenią, widzę jak na dłoni gdzie co rośnie, choć i tak nie rozpoznaję wystających z ziemi badylków ;) Ale nic to, poznam się z czasem. Po wtóre, kiedy wycinamy suche gałęzie i odgruzowujemy rośliny, co rusz w ich czeluściach znajdujemy jakieś niespodzianki, gadżety. Jak nie klauny wiszące pomiędzy gałązkami bluszczu, to gumowe kaczuszki, anioły z ceramiki, zające etc.etc.... Babcia Marianna, kiedy sprzedawała nam ogród i dom, powiedziała: "Jak coś tam znajdziecie nie tak, jak coś.. to pomyślcie, że co złego to nie ja" :)) Nie. Nikt tu źle o pani Mariannie nie myśli. Podobnie jak o jej śp. mężu, panie Józefie, którego dobry duch czasem nam pomaga w ogrodowych pracach (np. gdy mamy problem z wykopaniem korzenia, prosimy Go o pomoc - za radą babci Marianny; zawsze skutkuje). Uśmiechamy się tylko pod nosem gdy dokopujemy się do różnej maści znalezisk :) Kilka dni temu naszym oczom ukazało się całkiem zacne - zakopane pod masą bluszczowych gałęzi, zamontowane tuż pod daszkiem przed domem - cudna drewniana korona, która niegdyś musiała należeć albo do jakiegoś wspaniałego kredensu, albo też była elementem architektury starego ganku. W każdym razie element to wielkiej urody, więc zostanie zdemontowany i odrestaurowany i na pewno będzie zdobił w przyszłości dom bądź werandę.
 
   W minioną sobotę zabraliśmy się do pierwszych wiosennych prac w ogrodzie. Wcześniej nie było czasu, bo - jak co roku - ścięło mnie z nóg przeziębienie. W pracach pomagały mamy. Ich rady i pomoc okazała się nieoceniona. Uczę się sadzić, przycinać, przesadzać,odchwaszczać.. Kiedyś to robiłam (w ogrodzie mamy), owszem, ale było to tak dawno, że musiałam się wszystkiego uczyć od nowa.
W moim ogrodzie powstał warzywnik. W innym miejscu niż dotychczas. Warzywa posiałam tam, gdzie wcześniej zioła i ogórki rosły jak na drożdżach. Posadziłam marchew, pietruchę, koper, cebulę, czosnek, rzodkiewkę, sałaty, seler i brukselkę. Rosną sobie w równiuchnych rzędach. Kiedy je sadziłam teściowa śmiała się ze mnie, bo każdą nierówność prostowałam tłumacząc, że gdyby grządki były w nieładzie, czułabym nieszczęście ;)
Obok warzywnika wygospodarowałam miejsce na zielnik. Posiałam mnóstwo ziół, których używam w kuchni. Będą rosnąć obok wieloletniej już rukoli i lubczyku. Zielnik nie wygląda w tym roku jeszcze tak, jakbym sobie wymarzyła - w przyszłości chciałabym zbudować taki wyższy, z kamiennym murkiem. Taki, żeby nie musieć się schylać sięgając po pachnące gałązki. Tak zrobię za rok. Teraz priorytetem jest zagospodarowanie działki pod przyszłą przebudowę domu i zbudowanie kompostownika.

Zagospodarowanie ogrodu będzie zmienione, jednak z zachowaniem wszystkich nasadzeń, które są. Te, które przeszkadzają, przesadzam w inne miejsca. Przed zimą wycięłam jedynie dwa dość spore krzewy kaliny, która była chora. Wycięliśmy ją w obawie, by nie zaraziła pobliskich drzew, w tym mniejszej magnolii. Reszta krzaków została.

   Teraz zamierzam przesadzić kilka bukszpanów, które dotychczas tworzyły gęsty płot wokół domu. Chcemy je przesadzić troszkę dalej od ścian domku, bo w ich miejscu kiedyś stanie weranda - przedłużenie kuchnio-salonu, z tarasowym wyjściem. Nie zamierzam ich wyrzucać, bo to prawdziwy skarb - krzewy mają ok.30 lat!! Są prawie tak wysokie (!!) jak ja ;)) Postaram się zrobić zdjęcia i pokazać jak wyglądają w chwili obecnej, a gdzie będą rosły po przesadzeniu. Czytałam trochę o przesadzaniu starych bukszpanów i wiem już, że to im nie zaszkodzi, bo system korzeniowy jest zbudowany w taki sposób, że łatwo się rozrasta. Zresztą, w lecie przesadzaliśmy już co nieco i sadzonki rosną pięknie w nowym miejscu.

Planując zagospodarowanie ogrodu chcemy uszanować to, co się w nim znajduje i co rośnie pięknie od - zapewne - kilkunastu, o ile nie kilkudziesięciu lat. Mamy tu piękne korytarze z bukszpanów, mnóstwo hortensji (niskich i wysokich), duże różaneczniki, pęcherznice i dwie piękne panny - małą i dużą magnolię. Jeszcze nie widziałam ich kwitnących, bo domek kupiliśmy w okolicy lata, tak więc to nasza pierwsza wiosna :) O, podobno mam też bez. Niedługo się okaże, czy faktycznie. Jeśli tak, będę najszczęśliwsza!!  Czekam aż ogród przywdzieje zieloną szatę i zapachnie wiosennie. W kilku miejscach dosadzę jeszcze trochę "moich" kwiatów, czyli tych, które wyglądają na dzikie, są kolorowe, delikatne i będą nawiązywać stylem do ogrodu w stylu cottage.

   Planów jest baardzo dużo. Chcemy jeszcze tej wiosny posadzić tuje pod ogrodzeniem. Sadzonki czekają w ogrodzie teściowej. Niech już rosną i tworzą gęsty szpaler, chroniący naszą prywatność.


Póki co dzielę się z Wami zmianami, które już wdrożyliśmy w życie..

   Pierwszą zmianą, jaką wprowadziliśmy, była zmiana miejsca bramy wjazdowej. To, w którym była poprzednio (na zdjęciu) jest idealne pod teren rekreacyjny - w przyszłości wybudujemy tu grill, miejsce na ognisko, postawimy jakieś ławy, stół. Na razie posadziliśmy tuje, by "zbudować" ogrodzenie. Zieloną bramkę i siatkę kiedyś zastąpimy jakimś ogrodzeniem, ale to już po wybudowaniu domu.




Teraz jest tak..




Jabłonie zostały. Wprawdzie nie bardzo pasują mi akurat w tym miejscu, ale grzechem byłoby je wycinać, gdyż rodzą przepyszne, słodkie jabłka.
Niżej widać bukszpany, które przesadziliśmy kilka dni temu. Teraz rosną przy leśnej drodze. Nie muszę nimi niczego zasłaniać, więc mogą sobie spokojnie rosnąć przez lata.




Część ogrodu widoczna poniżej była zarośnięta krzewami malin, zastawiona kompostownikiem.. w ogóle była zasłonięta. Wąska ścieżka prowadziła do mniej okazałego zakątka, który przed zimą odgruzowałam. Myślę, że to idealne miejsce na stworzenie zielonego zakątka i postawienie ławki. Będzie można tu posiedzieć w słońcu, poczytać książkę. Betoniki znikną, podobnie jak kompostownik i sterta żeliwnego czegoś ;) co, jak twierdzi m., nada się pod zbrojenie domu.




A tu już mój warzywniczek. Boziuchnu...jak mnie to wszystko cieszy.............................................:)))))))))))))))))))))))




Cierpliwie czekam na takie widoki..już niedługo.....




Wybaczcie jakość zdjęć - zrobione telefonem, bo padało. I dobrze. Niech podlewa. I niech mi wszystko rośnie i cudnie wygląda. Pięknie i zdrowo. Kocham!!!!!!




sobota, 25 marca 2017

Kulinarnie i mała zapowiedź (nie)dziecięcego

   Nigdy wcześniej nie jadłam zupy z soczewicy. Zmęczona przygotowywaniem polskich (dość ciężkich) obiadów, postanowiłam poeksperymentować. Zupę ugotowałam "z głowy". Bez konkretnego przepisu, po swojemu. Wyszła pysznie i już wiem, że będzie jedną z naszych ulubionych.
Ostatnimi czasy w ogóle często wypróbowuję nowe przepisy. Gotowanie mnie odpręża. W moje ręce wpadła świetna książka, którą zaprezentuję Wam niebawem. Naturalnie nadal pozostaję w klimatach skandynawskich.. ;)

Dla tych, którzy jeszcze nie próbowali..


Zupa z czerwonej soczewicy

Składniki: 
- szklanka czerwonej soczewicy
- kilka pomidorów bez skórki
- najukochańszy czosnek
- najukochańsza cebula
- wywar z warzyw
- zielona pietruszka
- sól, świeżo zmielony pieprz, kolendra - do smaku


W garnku na łyżce oliwy podsmażyłam pokrojoną w kostkę cebulę i rozmamtolony czosnek. Dodałam pomidory, zalałam wywarem z warzyw i wsypałam soczewicę. Wszystko gotuje się dość szybko - zaledwie 20-30 minut. Na końcu zupkę doprawiłam (dając dość dużo pieprzu, by miała właściwości rozgrzewające). Mniam!! ;)








   Za kilka dni pokażę kadry z pokoju Julki. Jeszcze nie wykończyliśmy ścian - musimy nakleić tapetę. Miało to być zrobione szybciej, ale uznaliśmy, że zrobimy to "hurtowo" - w poniedziałek przyjedzie tapeta, którą wybrałam do pokoju dziennego. 

Zdradzę Wam póki co który element pokoju wywarł na mieszkance największe wrażenie ;) 
Jakiś czas temu Julka wspomniała, że bardzo jej się podobają wiszące fotele. Postanowiliśmy zrobić jej niespodziankę. Wysłaliśmy ją na kilka dni do babci, a gdy wróciła do domu, czekał na nią nie tylko zupełnie odmieniony pokój (podłogi, ściany, meble..), ale i wymarzone wiszące siedzisko. Jej reakcja - bezcenna... ;)
Fotel kupiliśmy przez internet za niewielkie pieniądze. Ujęły mnie frędzle i kolor - delikatny, naturalny. A jakie to to wygodne..!! Przyznam, że czasem pod nieobecność lokatora bujam się w nim z kubkiem kawy w dłoni. Ale ćśśśśś.................... :)))







   Postanowiłam zrobić jej jeszcze jedną niespodziankę. Zrobiłam łapacz snów. Wykorzystałam do tego drewniane koło z tamborka, babciną serwetę i dziergane (również przez babcię) kwiatki i kilka tasiemek i piórek, kupionych w pasmanterii tudzież znalezionych na dnie szafy. Nie wiem, czy jest ładny, ale Julka była zachwycona, a to najważniejsze:)





   Bardzo, ale to bardzo cieszę się, że pomimo moich ostatnich zaniedbań z powodów zdrowotnych, tak wyczekujecie kolejnego wpisu :)))) Ze mną jeszcze nienajlepiej, bo po wypadku jest trochę powikłań i nadal jestem w trakcie leczenia, ale udaje mi się zapominać o nieprzyjemnościach, kiedy robię to, co kocham. Chyba jestem szczęściarą... ;)

Ściskam Was wszystkich bardzo mocno!! :)

niedziela, 12 marca 2017

Odrobina surowości i krzesło-marzenie

   Już dawno miałam się z Wami podzielić zdjęciami pokoju dziennego w nowej aranżacji, a także nowego - zupełnie odmienionego - pokoju Julki, ale nie miałam głowy do blogowania. Teraz, pomimo że ze mną jeszcze nienajlepiej, musiałam wrócić do pisania, bo bardzo, bardzo potrzebuję pozytywnych bodźców, a blogowanie i kontakt z Wami działa niczym balsam dla duszy :)

   Kiedy po remoncie zaaranżowałam pokój dzienny, bardzo szybko okazało się, że brakuje mi niewielkiego stołu. Nie stolika kawowego, nie ławy, ale właśnie stołu. Czasem okazuje się niezbędny do prostych domowych czynności. Postanowiliśmy więc taki kupić. Niewielki, niedrogi i rozkładany.
Padło na stół z Ikei. Będąc w sklepie nie wiedziałam jeszcze, czy kupić czarny czy biały. Szczerze mówiąc żaden z tych kolorów nie odpowiadał mi w stu procentach, gdyż czerń była za ciemna (mój kuchenny stół jest w kolorze grafitowym), zaś biały był "za ciepły". Postanowiłam więc kupić ten w kolorze drewna i pomalować w domu na odpowiedni kolor. Padło na biel - czystą, bez przecierek, taką jaką uzyskałam malując kuchnię (wkrótce więcej obiecanych kadrów z bliska).
No tak, a jeśli już jest stół - muszą być i krzesła ;)
Już dawno "chorowałam" na krzesła w stylu loft. Surowe, metalowe, białe. Za każdym razem przeglądając zdjęcia aranżacji w stylu vintage, mój wzrok zatrzymywał się na dłużej na tychże krzesełkach. Moje mieszkanie ma dość ograniczony metraż, tak więc muszę uważać na to, by go przypadkiem nie zagracić, ale dwa krzesła do świeżo bielonego stołu są w sam raz. Jednego z nich mogę używać do siedzenia podczas gry na pianinie. Po wypadku bardzo bolą mnie plecy, więc krzesło z oparciem w tym wypadku wydaje się być zbawieniem...
   Przeglądając oferty sklepów natknęłam się na Meblownię. Tu właśnie znalazłam krzesła o jakich marzyłam. Proste, w kolorze czystej bieli, z delikatnym połyskiem. Wiem, dużo tych szczegółów, ale przywiązuję ogromną wagę do detali - o czym doskonale wiecie :) Zamówiłam dwa krzesła, które jechały do mnie z prędkością światła. Miałam je w domu już po dwóch dniach. Trochę mnie przeraziła paczka, którą dostarczył kurier - była ciut sfatygowana.. na szczęście krzesła były tak zapakowane, że nie było szans, by coś im się stało podczas transportu.
   Krzesłami jestem zachwycona. Mój pokój - w przeciwieństwie do kuchni - na pewnym etapie stał się trochę zbyt glamour'owy, potrzebny był tutaj pierwiastek surowy, prosty w formie. Krzesła idealnie przełamały słodkie wnętrze. Zresztą myślę, że wyglądałyby dobrze we wnętrzach w każdym stylu...
Osobiście mogę Wam przy okazji polecić Meblownię - kolejny polski sklep z profesjonalnym podejściem do klienta. Wiecie już, że lubię kupować w "mądrych" miejscach. Gdy się zawiodę na sprzedawcy, nie wrócę już do niego, choćby posiadał jako jedyny to, czego potrzebuję. Tak miałam na przykład ze sprzedawcą jajek na targowisku. Kiedyś kobiecinie - emertytka, babcinka na pewno po 70-tce - zabrakło czterdziestu groszy do zakupu opakowania jajek. Babciunia czyściutka, widać, że nie marnotrawi pieniędzy na alkohol etc., a drobnych w portfelu szukała trzęsącymi się dłońmi... Widać było, że nie próbuje naciągnąć, a po prostu tych drobnych nie ma. Sprzedawca nie odpuścił i nie sprzedał jajek. Babcinka z kwitkiem odeszła, a ja już u owego pana zapewne nigdy nic nie kupię. Mam swoje zasady i lubię, gdy klienta, bez względu na okoliczności, traktuje się z szacunkiem i po ludzku ;)
Do Meblowni zapewne jeszcze nie raz wrócę :))

   Zapraszam do obejrzenia kadrów...


Krzesła: Meblownia.pl

















   Moje plany remontowe niestety troszkę się posypały przez wypadek..ale powoli nadrobimy zaległości, wszak co się odwlecze... ;)
Wkrótce planuję zagospodarować ściany. Wcześniej wisiały na nich ramy, ale zdjęłam je, gdyż za bardzo odbijały światło. Powędrowały do pokoju Julki. Mnie brakuje jeszcze w pokoju takiej kropki nad "i", dlatego myślę o zastosowaniu tapety. Dzięki nowym krzesłom wnętrze stało się trochę bardziej surowe, proste, tak więc cel uważam za osiągnięty. Jeszcze tylko wykończenie ścian...


   Dawno nie byłam w domu na wsi. Być może coś już wzeszło w moim ogrodzie... Może później się wybiorę. Tęsknię za wiosną, ciepłem, słońcem i zielenią... ;))

Kochani, zaglądajcie, gdyż kolejny post poświęcony będzie metamorfozie pokoju Julki. Do zobaczenia!! :)

niedziela, 29 stycznia 2017

Przymusowy odpoczynek

Kochani, dziękuję Wam za słowa otuchy. Ze mną już lepiej. Pierwszy tydzień po wypadku przeleżałam, dzięki czemu odzyskałam siły. Jestem jeszcze zakuta w kołnierz, ale powoli będę z niego wychodzić podczas rehabilitacji. Krzątam się po domu poddenerwowana, gdyż nie lubię nic nie robić, ale postanowiłam, że uszanuję swój organizm i kiedy domaga się odpoczynku - odpoczywam.
Mam nadzieję, że już za tydzień-góra dwa- uda mi się wrócić do pracy.

Uściski Wam ślę. A szczególnie tym, którzy informują mnie, że przeczytali bloga od deski do deski :)))) 8 Lat pisania...ponad 550 postów..... chapeau bas Kochani!!!!!!!!!!!!! :)))))
Do zobaczenia!! <3 p="">

piątek, 20 stycznia 2017

Niedyspozycja

   Kochani, chwilowo jestem nieobecna z powodu wypadku. Przepraszam Was za małą aktywność, ale potrzebuję oddechu... Diagnoza: uraz i naderwanie kręgosłupa w odcinku szyjnym. Wsadzono mnie w stylowy kołnierzyk, który działa zbawiennie na obolałe mięśnie i głowę..
Pomimo bólu przesyłam Wam uściski i do zobaczenia wkrótce <3 p="">

Udostępnij