niedziela, 31 lipca 2016

Płytki i dylematy

Dziękuję Wam kochani za wsparcie. Jest mi potrzebne, bo cały czas mam wrażenie, że stoję w miejscu. Z bałaganem, planami, realizacją..
Z remontem łazienki startuję za jakieś 2 tygodnie. Kupiłam już umywalkę i wc. Fajne, stylowe. Kabinę prysznicową też wybraliśmy. Wybrane mam płytki na ściany (część już zamówiłam) i kafle na podłogę. Spodobały mi się jakieś hiszpańskie, drogie cholernie, ale niezwykle efektowne i funkcjonalne. Łazienka jest maleńka, więc nie będzie trzeba ich wiele. Wszystko już zaplanowane, pozostaje czekać na realizację.

Drzwi nadal nie mam. Dziękuję Wam za rady dotyczące tego, czym mogę je zastąpić póki co... Chodzę już na rzęsach.. Z łazienką na spokojnie.. ale tak bardzo chciałabym już zakończyć sprawę kuchni i pokoju dziennego...

Za kilka dni moja wystawa. Mam nadzieję, że za jakiś czas uda mi się gdzieś wyrwać na kilka dni, bo czuję się naprawdę wyprana..

Pokażę Wam jakie płytki wybrałam do łazienki. Właściwie to będzie to tylko akcent, dekor, położony pasem na jednej ścianie. Prezentują się naprawdę pięknie..



źródło zdjęcia: www.opoczno.eu

Uciekam dalej śnić o pięknym, czystym domu... ;) Miłej niedzieli!!


sobota, 23 lipca 2016

Plany łazienkowe i ogólnoremontowy nerw

Wczoraj "obleciałam" kilka sklepów z armaturą. Oglądałam płytki do łazienki, szukałam umywalek, prysznica.. Niby mam jakąś koncepcję, jaką łazienkę bym chciała, ale moją wizję weryfikuje to, co jest obecnie dostępne w ofertach producentów. Znalazłam już płytki. Wybrałam białe i popielate. Może dodam dekor, obecnie to "trawię" ;) Ma być jasno, czysto, ale z polotem. Umywalka miała być nowoczesna, ale moje serce skradła ta na nodze. Stylowa. Za to z nowoczesną baterią. Przez chwilę zastanawiałam się nad ceramiczną. umywalką bolesławiecką, ale doszłam do wniosku, że tutaj nie będzie pasować. Za to za parę lat w domku.. na ceglanym postumencie..... rozmarzyłam się :)
WC też miało być podwieszane,a spodobało mi się wolnostojące. Jeszcze tylko z prysznicem jest problem, bo 90-tki są za duże. Nasza łazienka jest mikroskopijna i trzeba się nagimnastykować, żeby stworzyć coś sensownego. Osiemdziesiątka jest ok, ale tylko z kwadratowym brodzikiem, bo półokrągły jest za ciasny..
Och.. najchętniej wyłożyłabym pieniądze i wezwała fachowców.. ale my jak zwykle wszystko SAMI. Sami (nie no, jeszcze ze szwagrem, który stał się niezbędnym elementem naszych remontów) kładziemy płytki (kuchnię wykafelkowałam sama), sami robimy podłogi, ściany, instalacje.. Pozwala to na pewno wiele zaoszczędzić. I nie mam tu na myśli tylko pieniędzy, ale i zwyczajną ludzką cierpliwość ;) Chyba nie chciałabym się użerać z fachowcami, którzy na każdy mój wymysł reagowaliby miną pod tytułem "baba wymyśla" ;)

Nie mogę Wam jeszcze pokazać kuchni i pokoju po remoncie, bo jeszcze mam bajzel :( Moje drzwi miały być wstawione jakiś tydzień temu, ale poślizg jest, a do fachowca nie mogę się dodzwonić. Chciałabym to wszystko już skończyć. Zmęczona jestem tym bajzlem..szlag.. Remont trwa już 2 miesiące.. a końca nie widać. Oby z tą łazienką jakoś poszło. O, gdybym miała wstawione drzwi, odgrodziłabym część mieszkania i przy skuwaniu płytek w łazience byłby mniejszy brud. Ale wygląda na to, że znów czeka mnie sprzątanie każdego zakamarka mieszkania, łącznie z półkami z ubraniami..
Jeśli oglądaliście film "Pod słońcem Toskanii", to jest tam taki moment, w którym remontująca stary dom Frances mówi mniej więcej tak: "W życiu każdej remontującej się osoby przychodzi taki moment, że ma już tego wszystkiego dość...(...) Masz ochotę wyjechać i zostawić to wszystko..". I taki właśnie moment przyszedł u mnie. Szukam jakiegoś magicznego miejsca gdzieś w górach, żeby się wyrwać na dzień czy dwa.. Ratunkuuuuu!!!!!!

Trzymajcie za mnie kciuki, co bym nie zwariowała. Julka kiedyś mi powiedziała, że przypominam jej postać z bajki. Spytałam jaką. "Zgadnij mamusiu!" - odpowiedziała. Nie wiem czemu, ale pomyślałam o jakiejś księżniczce hahahha... choć do księżniczki mi ostatnio daleko ;) "Szalonego Kapelusznika mamusiu!!!" - taki wyrok usłyszałam :) Tak więc trzymajcie proszę kciuki, żebym się nie stała "Jeszcze bardziej szalonym Kapelusznikiem" :))))

piątek, 22 lipca 2016

Zdjęciowe szaleństwo i chillout w ogrodzie

   Tak jak obiecałam, prezentuję dziś mój nowy stołowy nabytek. Stół barowy z olchy wykonali dla nas Pani Barbara i Pan Piotr z Nowej Soli. Osobiście jestem zachwycona wykonaniem. Stół jest masywny, ale tak skonstruowany, że stoi stabilnie. Ogólnie biorąc pod uwagę fakt, że kuchnia jest cała biała, chciałam, by stół był taki właśnie masywny, ciężki. Zamówiłam w surowym drzewie, bo będę go malować. Mam kupione hokery - zwyczajne, sosnowe stołki z Ikei. Przetestowałam i wysiedziałam wiele krzeseł, i te właśnie okazały się najwygodniejsze i zajmujące najmniej miejsca. Stół pomaluję na ciemno. Ma ładnie wyróżniać się na tle bieli kuchennych frontów. Blat chcę jakiś jasny, bejcowany, w kolorze jasnego drzewa, zaś nogę pomaluję na odcień szarości/beżu, z kremowymi przecierkami. Kuchnię malowałam na delikatny połysk, bez postarzeń, tak więc stół ma tutaj kontrastować.
Podoba mi się, że brzegi blatu są ładnie wyfrezowane. Myślę, że efekt po pomalowaniu będzie interesujący ;)

To był projekt...




A tutaj już gotowy stół. Jeszcze zafoliowany ;)



Dziecię moje odprawione już na kolonię, a ja mam więcej czasu na zajęcie się sprawami remontowymi. Szykujemy się powoli do remontu łazienki. Wybrałam już płytki. Białe i szare. Wybraliśmy też umywalkę, wc.. ale z prysznicem ciężej, bo to, co "wypasione" i wygodne, jest niekoniecznie ładne :) Cóż.. dylemat pewnie sam się jakoś rozwiąże ;)

Coraz częściej dni spędzamy w domku pod lasem. Chwile w ogrodzie są bezcenne. Choć wszystko jeszcze takie nie nasze, nie po naszemu.. to powoli zaczynamy czuć to miejsce. Oswajamy się powoli. Ja poznaję nazwy roślin, szperam z internecie szukając nazw motyli czy innych fruwających nam nad głowami stworzeń. Dom co chwilę zyskuje jakieś nowe oblicze, zmienia się na bardziej nasz. Pokochałam już to miejsce. Niewielki kawałek ogrodu i domek z widokiem na las. Myślę, że z czasem i on pokocha nas... ;)

Przymierzamy się do jakiejś inwestycji. Drobnej w tym roku, bo trzeba skończyć remont mieszkania w mieście. Ale chcemy chociaż wymienić bramę wjazdową. Zawsze to coś.. W przyszłym roku już będziemy ruszać z rozbudową, więc.. No i jak tę bramę planujemy, to będzie trzeba trochę przeorganizować ogród. W miejscu, gdzie chcemy zrobić wjazd, rosną jeżyny. Będzie trzeba część wyciąć. Ale coś na pewno zostanie, a jeśli się uda, to nawet przesadzimy. Krzaki te idealnie wpisują się w klimat ogrodu pod lasem. Jeżyny i borówki, które obecnie uginają się pod ciężarem owoców...










Wczorajszy chillout w ogrodzie przeplatany był nagłymi zrywami. Co chwilę biegałam z aparatem, żeby sfotografować motyla. Latają tu takie okazy, że nic tylko pstrykać!! Żółte kwiaty je przyciągają. Nie znam nazwy tego kwiecia jeszcze, ale może Wy znacie??












W moim ogrodzie nie może zabraknąć jeżówek. W tym roku na wszystko jest już za późno, ale za rok na wiosnę na pewno wsadzę mnóstwo kolorowego, drobnego kwiecia (mieszanki nasion już kupione), a dodatkowo na pewno jeżówki i kosmosy. Musi się tu też znaleźć berberys. Reszta pomysłów przyjdzie z czasem...





Póki co trzeba dbać o to, co tu rośnie. Zachwycają mnie wszędobylskie floksy w różnych odcieniach różu. Róży się raczej pozbędę z uwagi na pokrzywkę, ale w jej miejscu idealnie sprawdzi się świerk srebrzysty...




Wczoraj posilaliśmy się pysznym koktajlem z borówek i czarnej porzeczki. Czekam aż dojrzeją maliny, żeby zrobić malinówkę i mus do zimowej herbaty. Jak co roku. Tyle że tym razem malinki mam już swoje. Jak to cieszy!! :)




Mój pomocnik św. Mikołaja. Uwija się po domu i ogrodzie. Przestawia, ustawia, dekoruje. Trochę jeszcze się oswaja z robalami, których pełno wszędzie, ale i do tego przywyknie ;) Widać, że też czuje dobrą energię tego miejsca...












 Wracam do obowiązków. Życzę Wam pogodnego weekendu!! :)


poniedziałek, 18 lipca 2016

Już oficjalnie...


Chętnych do udziału w wernisażu proszę o kontakt, prześlę wówczas zaproszenie :)



Wracam do pracy.. a już w kolejnym poście pokażę Wam mój stół kuchenny, który przyjechał do mnie 2 dni temu. Jest cudowny!!!!!
Ściskam Was mocno..

sobota, 16 lipca 2016

Mój wernisaż i o specjalistach od dizajnu

Na początku informuję, że już wkrótce będę miała swoją pierwszą w życiu wystawę. Będzie to wystawa obrazów malowanych olejami i akrylami. Kolekcja dla mnie wyjątkowa, bardzo osobista. Więcej szczegółów za kilka dni.
Wernisaż już na początku sierpnia. Jeśli któraś z czytelniczek zechciałaby wziąć w nim udział ( będzie w pobliżu Jeleniej Góry) - proszę o kontakt mailowy, wyślę zaproszenie :) Mail: rustykalnydom@wp.pl.


Ok, a teraz muszę kilka słów na temat tego, co w drugiej części tytułu postu.
Tak tak, wiem, że nie pisze się "dizajn". Ale nie jestem fanką zapożyczeń, zaś lubię spolszczać to, co się spolszczyć da. Do napisania tego postu zainspirowała mnie rozmowa, jaką odbyła kilka dni temu z moim znajomym. Doszliśmy zgodnie do wniosku, że w sumie mało jest ludzi, którzy lubią wnętrza ciepłe, przytulne, nietuzinkowe, nieco zagracone, ciemne. Sama często, gdy odwiedzam Deccorię często spotykam się z niepochlebnymi komentarzami pod zdjęciami takich wnętrz. Owszem, każdy ma prawo do własnego zdania, każdy ma odrębny gust. Ale zakuło mnie, gdy zobaczyłam komentarz pod galerią mieszkania jednej z polskich wokalistek. Mieszkanie może i nie z mojej bajki, trochę w nim kiczu, ale oceniając całość - wspaniałe. Zagracone, ale tym, co tworzą człowieka, który w nim mieszka. Ciemne, ale niezwykle klimatyczne. W komentarzu określono ową artystkę mianem "bezguście". I tyle w temacie. Napisał to zapewne jakiś młody "specjalista od dizajnu". Miłośnik eko-stylu, mieszkań przestrzennych, ascetycznych, jasnych i geometrycznych. I dobrze, niech lubi co innego, niech ma odmienne upodobania. W końcu na tych różnicach polega piękno świata. Ale na miłość boską niech nie określa "bezguściem" artystki z dużym, jak na jej wiek dorobkiem. Babki silnej, odważnej, zdolnej, kreatywnej, wyjątkowej. Osoby, która-zapewne w odróżnieniu od autora komentarza- wiele osiągnęła. I nie chodzi tu o to, że mam jakiś sentyment do tej piosenkarki, bo w zasadzie polskie czy zagraniczne gwiazdy i ich życie osobiste zawsze mało mnie obchodziły, ale boli mnie taki brak szacunku. Miejmy swoje gusta, zdanie. Ale nie wypowiadajmy ich w tak prostacki sposób.


Swoją drogą, pomimo tego, że swoje mieszkanie obecnie urządzam też bardziej spokojnie, jasno i minimalistycznie (no ok, nie tak w 100%, bo to już bym nie była ja..), ale nadal bardzo podziwiam te wnętrza, które mają Jakiś charakter, są eklektyczne, a w ich progach gości mieszanina dodatków na pozór do siebie nie pasujących. Z zapartym tchem ostatnio oglądałam magazyn, który podrzuciła mi znajoma. Znalazłam w niej białą kuchnię, w stylu vintage. Ale nie jest słodka, jest nieco surowa, mroczna.. Zachwyciło mnie to wnętrze. Nie żebym lubiła "mroczne klimaty", ale jakoś tak zawsze pociągały mnie wnętrza, w których miesza się styl klasyczny, romantyczny, z nuta surowego szyku. Szczególnie lubię, gdy przy aranżacji stosuje się surowe dodatki w stylu chateau.
 Tak samo jak nietuzinkowych ludzi, lubię nietuzinkowe wnętrza. Nawet jeśli są zagracone, dziwne, zbyt kolorowe i w ogóle pod każdym względem "zbyt"... ;) Każde wnętrze odzwierciedla charakter właściciela/-li. Mam nadzieję, że i moje mieszkanko, które powoli kończę remontować, będzie nadal częścią mnie. Kuchnia z salonem będą zupełnie inne niż dotychczas. Przemalowane meble kuchenne zrobiły mi całkiem nowe wnętrze. Jest biało, ale dobrze mi w tym. Jakoś to później przełamię dodatkami. Na pewno jest świeżo i energetycznie. I miało być bez wielu dodatków, ale wiecie jak to jest... z czasem na pewno ich trochę przybędzie, nie umiałabym chyba mieszkać w pustym domu.. Jednak tu już będzie bardziej w stylu klasycznym, takim - jak to nazywam - staro-kamienicznym. Rustykalne elementy pozostawiam dla domku pod lasem.

Uciekam do swoich zajęć. I do odpoczynku, nie krzyczcie już na mnie :) Ale kocham Was właśnie za tę troskę. Buziaki ślę!!!!

piątek, 15 lipca 2016

Klapłam.

Nie udźwignęłam tempa. Wszystko zapewne dlatego, że zbyt wiele działo się z zdecydowanie zbyt krótkim czasie. Remont mieszkania nie skończony, remont domku rozgrzebany, pracy mnóstwo, a ja poległam po raz drugi lądując w łóżku z osłabienia. Muszę odpocząć. Nie chce mi się już nic, nic mi się też nie podoba. Nie umiem się cieszyć z niczego. Do tego zamówiony stół i drzwi jeszcze nie gotowe, a termin minął. Mam nadzieję, że jakość to wynagrodzi...
Ja robię sobie chwilkę wolnego. Muszę się zregenerować. Gdy wstałam z zawrotnymi zawrotami głowy uznałam, że to już szczyt. Trzeba odpocząć od planowania, myślenia o meblach, farbach, młotkach i innych tam niezbędnych remontowych niezbędnikach. Mój organizm też się zbuntował. W wolnej chwili tylko maluję. Ale to akurat mnie wycisza i odpręża.
Za kilka dni, gdy się ciut naprawię, pokażę Wam kilka kadrów z mojego ogrodu, który obrodził już w ogórasy, buraczki, zioła etc.
Teraz idę leżeć. I nic-nie-robić. Do zobaczenia!!
:)

sobota, 2 lipca 2016

Ogórek

– Yyyy...tatooo.. a czemu ten ogórek ma kolce..??
– To normalne Julciu.
– Nie, te ogórki, które kupujemy, nie mają kolców.
– Bo te są nasze, swojskie. Są naturalne.
– Tatooo... ale on dziwnie pachnie. I smakuje dziwnie. Tak inaczej.

Oto rozmowa dziecka, które po raz pierwszy zerwało ogórka ze swojego ogródka. Ogląda, maca, śmieje się i nie może się nadziwić. Fakt, ogórki z marketu, ba, nawet z targu, tak nie kują :)

Oswajamy się powoli. Wczoraj dzięki mojej blogowej koleżance Danusi, dowiedziałam się, że w moim ogrodzie rosną floksy. Podobają mi się. Gdy je ostatnio zobaczyłam (tak, dopiero po dwóch tygodniach je zauważyłam, bo tyle tego wszystkiego zielonego, że ogarniam to to bardzo powoli), wyglądały mi jakoś znajomo. I faktycznie, okazało się, że rosły w ogrodzie mamy.
W ogrodzie jest dużo hortensji. Nie mogę się doczekać, kiedy rozkwitną, żeby co nieco zasuszyć. Nie wiem jeszcze jakie mają kolory. Fajne to. Taki dreszczyk emocji.. ;) Wiem, że są jakieś fioletowe, takie pastelowe, i różowe. Byłoby cudownie, gdyby znalazły się i moje ulubione, niebieskie. Jak się nie znajdą, to dosadzę w przyszłym roku.

I czekam z utęsknieniem na borówki. Mamy kilka krzaków. Kocham. Gdy dojrzeją, będę chodzić z fioletowymi zębami.








O, właśnie, zapomniałabym!! W naszym ogrodzie rośnie całe mnóstwo znanych mi i nieznanych krzewów. Ale na tym nie koniec atrakcji. Dość często naloty nam robią jakieś dziwne stworzonka, rodem z Awatara!! Duże to to, niebieskie niczym niezapominajka, a w słońcu lśni jak fruwający diament. Daję słowo, ten ogród to bardzo tajemnicze miejsce.............





Uściski ślę skrzydlate!!

piątek, 1 lipca 2016

Kuchnia w leśnym domku - pierwsze zmiany

   Dziś w naszym ogrodzie posadziłam pierwsze "swoje" habzie. Ogród, który przejęłam po pani Mariannie jest cudny i zachowam większość nasadzeń, ale chcę go troszkę przerobić i nadać mu bardziej wiejski, swojski charakter. Trochę go przeorganizujemy, ale to później. Teraz powoli dosadzam kwiaty, które wpasują się w ideę ogrodu w stylu angielskim. Przy altanie, która póki co będzie służyła jako miejsce wypoczynku, jadalnię pod chmurką i moje atelier, posadziłam dziś jeżówki. Wsadziłam też rozmaryn i przesadziłam rukolę. Przy wejściu do domu z kolei będzie rosła lawenda. Na dzień dzisiejszy wszystko jest raczej chaotyczne, ale z czasem... ;)

   W domku pod lasem przerabiamy wnętrza po swojemu. Rozwiązanie będzie tymczasowe, bo za jakiś czas będziemy chcieli zrobić  generalny remont i domek przeprojektować. Na pewno będzie tu dużo drzewa, w ciepłym kolorze. Wnętrza mają być otwarte, przestrzenne, sielskie. Będzie kominek, może piecyk kaflowy.. zobaczymy ;) Póki co jednak musimy się tu rozkokosić i dostosować kuchnię i pokój do naszych potrzeb.
Na początku chcieliśmy zrobić kuchnię. Musieliśmy pomieszczenie dostosować do naszych starych mebli. Z mebelków po poprzedniej właścicielce zostawiliśmy szafkę pod zlewem i stół. Szafce dałam drugie życie. Okleiłam ją okleiną meblową, kupioną w markecie budowlanym i zamieniłam uchwyty na te, które zdemontowaliśmy z naszej kuchni w mieszkaniu. Mebelek zyskał całkiem nowy charakter i cieszy oczy radosnym, różyczkowym wzorem.

Zamysł jest taki, by było wszystkiego dużo. Ma być sielsko, swojsko, kolorowo. Kuchnia wymaga jeszcze dopieszczenia, ale... wszystko z czasem ;)

Oto nasza metamorfoza:

Tak wyglądała kuchnia, jaką zastaliśmy..













A tak jest teraz. Po naszemu ;)




Wybaczcie sterczące kable etc., ale.. to dopiero początek ;) CDN.

Miłego wieczoru!!

Udostępnij