środa, 29 czerwca 2016

Prawdziwy szok...

   Marzenia się spełniają. Wypowiedz tylko na głos, czego pragniesz. Napisz to. Namaluj. Niech Twoje marzenie ma określoną, wyraźną formę, postać. Myśl o tym intensywnie. Nie przestawaj pragnąć. NIGDY.



   Dziś rano przeglądałam swój profil na Facebooku, w poszukiwaniu wpisu z utworem, który kiedyś tam bardzo mi się spodobał. I kiedy tak wertowałam posty, natknęłam się na post z dnia 5 kwietnia tego roku. Napisałam wówczas TAK:

Boziuniu daj mi proszę ogród. Taki piękny, zachwaszczony, nieogarnięty, dziki, żebym mogła z niego uczynić raj. Daj mi barwne roślinki, a obiecuję, że jak będzie trzeba, będę z nimi gadać. Daj mi drzewa i świerki, którym nie będę podcinać gałązek i na pewno nie zrobię z nich bonzajów. Daj mi kawałeczek nieba. Bodaj jedną chmurkę.............

   Po przeczytaniu tego wpisu długo siedziałam w miejscu i nie mogłam się otrząsnąć. Bo przecież się spełniło. Dokładnie. Wszystko, o co prosiłam!!
Nie wiem, czy oglądaliście film "Pod słońcem Toskanii". Jest w nim taki jeden moment (na końcu filmu), kiedy w ogrodzie Frances odbywa się przyjęcie weselne. Ona zaś spaceruje pod rękę ze swoim przyjacielem, który uświadamia jej, że owszem,kiedyś była na życiowym zakręcie, ale teraz przyszedł taki moment, że wszystko, o czym kiedyś marzyła, się spełniło. Dostała wszystko,o co poprosiła, kiedy kupiła stary dom w Toskanii. Ona nagle zaczyna się zastanawiać i dochodzi do wniosku, że faktycznie, Wszystko o czym marzyła się spełniło. I uśmiecha się do siebie, jednocześnie zaskoczona i szczęśliwa.
   Teraz doświadczyłam tego sama. Tak bardzo marzyłam o ogrodzie. O azylu za miastem, w którym będę mogła spędzać weekendy, czy wakacje. O miejscu cichym, w pobliżu lasu. O ogrodzie z drzewkami, żebym nie musiała wszystkiego sadzić od podstaw. O domku, który będzie miał klimat i z którego da się zrobić w przyszłości piękną, sielską chatkę. I o fajnym właścicielu, od którego to wszystko kupię. Właścicielu uczciwym, dobrym, szczerym. I wiecie co...? WSZYSTKO się spełniło!!


   Pamiętam jak zeszłego lata będąc w Zakopanem, siedziałam w pięknym, drewnianym apartamencie willi Tatiana, zaczytywałam się w książkach Katarzyny Michalak i po kryjomu chlipałam sobie w kącie. Bo po latach nieudanych transakcji i prób zakupu domku na wsi przestałam marzyć. Pani Michalak jednak przywróciła moją wiarę w to, że marzenia się spełniają. W mojej głowie zapisały się słowa pani Katarzyny:
Jeżeli o czymś marzysz, tak bardzo, że aż boli, to cały świat pochyli się nad tobą, aby spełnić to marzenie.

No i się pochylił. I mam. Mamy. Kawałek nieba, własny osobisty widok na las. Własne ptaszki, własne mury starego domku. Własne drzewa.

   Od kilku dni oswajam pierwsze pomieszczenie domku - kuchnię. Kiedy już będzie wyglądać w miarę "po mojemu", zabiorę się za organizację saloniku. Domek jest maleńki i z czasem będzie musiał być przebudowany, ale na razie musi być tak, jak jest. Trzeba go tylko wyprzytulnić, zrobić, jak mawiają moi znajomi, "po kasiowemu" i będzie dobrze. Od dziś będę się z Wami dzieliła zmianami, których będę dokonywać w Domku pod lasem :)

A Wy, moi drodzy, nie przestawajcie marzyć!!!!!!!!!!!!! :)



Zdjęcie zrobione w zeszłym roku w ogrodzie Danusi, w Ściborówce 

sobota, 25 czerwca 2016

Zmęczenie materiału, blondynizm i słówko o materacu

   Nie tylko widać już po nas zmęczenie remontem. Bośmy jacyś tacy... niedozadbani.. ja w szczególności.. W dodatku dopadło mnie wstrętne choróbsko, o które zresztą sama się prosiłam pracując w przeciągu. Leżę od wczoraj z gorączką, kaszlem takim, że mało płuc nie wyrwie, katarem który w ekspresowym tempie uszczupla moje zapasy papieru toaletowego i bólem gardła i wszystkiego, co tam bierze udział w procesie przełykania (to to akurat nienajgorzej, bo jem mało, może więc uda mi się wreszcie uszczuplić również zapasy z rasy fałdowatych na brzuchu).
   Dwa dni temu dopadł nas chyba największy remontowy kryzys.
Otóż, jak pamiętacie z poprzedniego wpisu, składaliśmy ikeowskie łóżko. Szczęśliwi, że w końcu będziemy mogli spać na wypasionych materacach, które zamówiliśmy w sklepie online..
Kiedy już łóżko stanęło w całej swej okazałości, ułożyliśmy materace. Tak jak należy, czyli jeden na drugim. I wówczas to właśnie pogrążyliśmy się w smutku, rozpaczy, czarnej otchłani..czy jakimś tam innym dnie. Otóż Kochani, w tym całym zmęczeniu, zabieganiu, niewyrabianiu, nie pomyśleliśmy o jednym, Że materace owe są po prostu... za grube.

To jest łóżko, które kupiliśmy:

foto: www.ikea.com

Nasze materace kończą się równo z wysokością oparć, zaś żeby usiąść na takim łożu, trzeba się nań wgramolić tudzież czołgnąć. Inaczej się po prostu nie da.

Z tego wszystkiego już nawet się nie złościliśmy, tylko po ujrzeniu cośmy narobili, klapnęliśmy na podłodze i śmialiśmy się niczym wariaci ;)

I tak oto musimy wymienić materace. Czytałam Wasze komentarze i zastanawiam się, czy nie kupić takich najtańszych, a po jakimś czasie, gdy wystrzelą sprężyny albo materac ugniecie się jak piasek na babkę, zwyczajnie go nie wymienić na nowy.

Tak więc remont się przedłużył. Nie pierwszy raz zresztą. Mam nadzieję, że do czasu jego zakończenia nie wyląduję w jakimś zakładzie dla nieprzystosowanych społecznie... 

Jeśli macie jakieś doświadczenia materacowe, albo jesteście właścicielami tego samego łóżka, piszcie, każda wskazówka na miarę złota!!

Ja uciekam dalej chorować.

czwartek, 23 czerwca 2016

Zarzekała się żaba błota

   Żaba se mła, oczywiście, zaś błoto to łózko ikeowskie. Kiedyś już przerabiałam sofę tejże firmy i nie pałałyśmy do siebie sympatią. Zarzekałam się... i.. znów kupiłam łóżko w Ikei.
Mój kochany narożnik, który służył nam 2 lata, powędrował do domku pod lasem. Był dla mnie prawdziwym utrapieniem. Zamawialiśmy go z myślą, że posłuży..tymczasem okazało się, że pieniądze wyrzuciliśmy w błoto. Spać się na nim już nie dało, bo sprężyny tak powychodziły, że budziłam się rano z bolącymi żebrami..
Zastanawialiśmy się jakie łóżko kupić, żeby znów nie popełnić błędu.
W Ikei znaleźliśmy łóżko składane z materacami. W razie czego jak wylezą sprężyny, wymienimy materac, a nie znów cały mebel. Nie wiem jeszcze, czy będzie wygodne i funkcjonalne. Wiem tylko, że będzie lepsze niż to, które mnie co noc boksowało po żebrach...

   Remont w mieszkaniu już zmierza ku końcowi. Złożymy łóżko, regał, posprzątam i będę mogła MIESZKAĆ. Bo do tej pory raczej egzystowałam.. Wiecie, że wczoraj był upał, a ja chodziłam po mieście w dżinsach i bluzce z długim rękawem, bo nie mogłam się do szafy dostać..? Ranyyy... jak ja czekam na Normalność ;)

   O, to nasz składak..



W następnym poście zdam relację, czy to to wygodne. Dodam jeszcze, że materace zamówiliśmy przez internet w sklepie z materacami. Cena prawie ta sama, a jakość jakaś lepsza.. Poza tym jakoś do mnie nie przemawiają te marketowe, zwinięte w rulon..

Uciekam do pracy, uściski ślę!!

środa, 22 czerwca 2016

Wystartowaliśmy z remontem nr 2

   Witajcie!!
Dziękuję za Wasze wizyty, komentarze. Macie rację, marzenia się spełniają, trzeba tylko dać im czas.. ;)

Z remontem w mieszkaniu w mieście stanęliśmy, gdyż przytargaliśmy nowe meble (w tym łóżko), zaś stare czekają na wywiezienie. A żeby je wywieźć, musimy szybciuchno odświeżyć ściany w leśnym domku. W chwili obecnej bawimy się w akrobatów. Bo sztuką jest przemieszczać się pomiędzy tymi wszystkimi gratami. Pod jedną ścianą stoją meble do złożenia, za nimi te do oddania (bo szafka w korytarzu okazała się  o - uwaga - 1,5 cm za szeroka!!), a na środku pokoju dziennego stoi mega-karton z łóżkiem w środku. Przy nim jeszcze dwa ogromne pakunki z materacami..
Ale taki stan jeszcze przez chwilkę.. Jutro wywozimy część starych mebli do domku, zaś nowe będziemy mogli zmontować.

   Z wieści leśno-domowych:
Nasz domek kupiliśmy od Pani Marysi. Pani Marysia jest starszą osobą, dlatego nie miała już zapewne siły na targanie mebli kuchennych czy sprzętów.. a że wszystko stało latami, ściany wymagają naprawy. Po odsunięciu mebelków i kuchenki naszym oczom (wcale mnie to nie zdziwiło) ukazały się ściany z grzybem. Trzeba było więc grzyb zwalczyć specjalnymi środkami, oskrobać co nieco, a potem nałożyć nowy tynk.
Meble babcino-marysiowe wynieśliśmy do drewutni (będą na razie na słoiki), zostawiliśmy tylko kuchenkę, stół i okap. Skuliśmy płytki. Na ściany kładę (tak, swoimi ręcyma ;) ) tynki. Chcę uzyskać efekt starego muru. Nakładam Knaufa gumową packą, bo lżejsza... Gdy skończę, ściany pomaluję na biało.. Pomaluję też, żeby odświeżyć, drewnianą boazerię. Większych remontów nie chcemy robić, bo za czas jakiś i tak będziemy rozbudowywać domek.. Na razie ma być schludnie i przytulnie ;)

O, pozbywamy się tego..






Nie czuję się jakoś zgorszona tym stanem rzeczy, gdyż Pani Maria i tak domek jak i wszystkie inne pomieszczenia zostawiła nam w dobrym stanie, zadbane, wysprzątane, uporządkowane. Zachowała się naprawdę pięknie. Wiecie, że już 2 razy próbowaliśmy kupić dom. Tamci właściciele byli z innej gliny.. mataczyli, kręcili, oszukiwali... Pani Marysia była naprawdę w porządku. I to też utwierdza mnie w przekonaniu, że TAK MIAŁO BYĆ ;)

Pomieszczenie powyżej to kuchnia i ściana, pod którą stanie mój kredens. Po kilkudniowej walce wszystko już wygląda lepiej.

O, a tu Tynkara ;)



Uciekam do pracy. Gdy skończę redagować teksty, zwijam manatki i jadę do lasu. Miłego dnia!!

czwartek, 16 czerwca 2016

Marzenia się spełniają...

   Nie będzie dziś o remoncie. Jeszcze nie. Jeszcze kilka dni i będzie skończony, bo jesteśmy na etapie składania mebli, ale... ja dziś nie o tym...

   Ten, kto czyta, zna mój blog od lat, wie o czym marzyłam...

   Kilka tygodni temu zmęczona pracami remontowymi (większość robię sama, bo mąż po zabiegu), zasiadłam na kanapie i włączyłam program Maja w ogrodzie. I tak oglądałam, odcinek po odcinku.
Nagle podchodzi mąż i zdumiony pyta:
– Oglądasz Maję..?? Co ci się stało???
– A co w tym dziwnego, że oglądam Maję?? – zapytałam zdziwiona jego zdumieniem.
Wzruszył ramionami i poszedł do kuchni. Spytałam raz jeszcze, skąd to zdziwienie, bo reakcja mnie zaskoczyła. Podszedł do mnie, jakbym oglądała jakiś program o hydraulice.. nie nie.. to akurat mogłabym oglądać.. to.. o! jakbym oglądała jakiś mecz piłki nożnej (których, nadmienię, nie oglądam Nigdy).
W końcu odpowiedział..
– Bo parę miesięcy temu zaproponowałem, żeby obejrzeć Maję, a ty się oburzyłaś. Powiedziałaś, że nie możesz oglądać tego programu, bo przypomina ci o twoich niespełnionych marzeniach...

Tak. Wiecie, że mamy za sobą 2 próby kupna domku z ogrodem. Na ten temat zaczęłam już nawet pisać książkę, bo to takie przygody, że wprost nieprawdopodobne ;) Ale cóż.. Nie na darmo mówi się.. DO TRZECH RAZY SZTUKA ;)

Dziś na szybkiego. Przedstawiam Wam moi kochani nasz (już na papierze) kawałek nieba. Nasze listki, gałązki, ziemię.
Wszystko jeszcze jakieś takie obce, jak nie moje. Wszystko potrzebuje oswojenia, a domek remontu. Ale.. to z czasem. Wiem, że pokochamy to miejsce (ja już kocham, a jakże!!) miłością odwzajemnioną. Miejsce o jakim marzyłam. Pod samiutkim lasem....
(PS. Więcej o tym, jak to się stało i za czyją sprawą - już wkrótce.. ;) )



Ja chyba jeszcze nie wierzę... ;)

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Jeszcze nie poległam..

Kochane moje..i Kochani moi :D żeby nie było.. bo panowie też czytają ;)
Już wkrótce podzielę się z Wami efektami remontowych prac. Za jakiś tydzień, góra dwa, większa część prac będzie za nami. To znaczy w kuchni i pokoju dziennym, bo łazienkę przekładamy na jesień. Pan mąż jest po zabiegu, czeka go jeszcze jeden, tak więc prace muszę tak rozplanować, żeby nasz pacjent na tym nie ucierpiał :)

Nie będzie to jeszcze koniec koniec, gdyż drzwi do kuchni będą wstawione dopiero w połowie lipca, a stół kuchenny wyskrobie się też za jakiś miesiąc.. ale i tak wiele prac będzie za nami.
Na dzień dzisiejszy kończę powoli meble kuchenne, a za chwilę się zabierzemy za ściany i podłogę w pokoju. Później wstawimy jakąś nową komodę, wywalimy co nieco, poprzestawiamy i już ;)

Za mną przyjemny weekend spędzony w domku nad jeziorem. Przyjemny, bo pospacerowałam po lesie, który kocham i wyciszyłam się siedząc na ławeczce.. na jakimś pomoście.. Domek, który wynajęliśmy, nie był najprzyjemniejszy.. bo komunistyczny, brudny, z odpadniętymi klamkami okiennymi i dziurą wielkości pięści zamiast klamki w drzwiach, ale.. nie ma tego złego. Przy tymże domu nasze zakurzone, zagracone mieszkanko wydaje się teraz prawdziwą oazą :)

Uciekam do roboty, ślę Wam mooocne uściski!!
K.

Udostępnij