niedziela, 6 listopada 2016

PPPPP

... = posłała pani pana po pora.

   Uwielbiam nieskomplikowanie mężczyzn w jednych sytuacjach i ich skomplikowanie w innych. I występujący u nich stan totalnego zagubienia, gdy przychodzi robić zakupy. To zadziwiające, że potrafią ogarnąć umysłem tak wiele trudnych spraw,mechanizmów. Nie sprawia im trudności rozpracowanie działania sprzętów, projektowanie, odczytywanie schematów. Mają też nadzwyczajne umiejętności nawigacyjne. Tak, nadzwyczajne. Ja na przykład ich nie posiadam i gubię się zawsze i wszędzie. Choć.. ostatnio wzięłam się na sposób i wchodząc do sklepu w galerii handlowej staram się powtarzać sobie w myślach: "po wyjściu skręć w prawo, inaczej się cofniesz, pamiętaj, że masz skręcić w prawo..w prawo..tak w kierunku Bershki..o..a w Bershce na wystawie jest ten fajny szal, muszę go koniecznie obejrzeć, ciekawe, czy nie gryzie.. pamiętaj..skręć w lewo......" Tak. Czasami i to nie działa :)))
   Panowie z kolei (przynajmniej większość) w miejscach typu galeria handlowa gubią się niczym dzieci. Żal mi ich niejednokrotnie, gdy widzę, jak wyczekują cierpliwie na podsklepowych ławeczkach na swoje żony/dziewczyny/córki tudzież - chyba rzadziej - kochanki. Siedzą zmęczeni, upoceni gonitwą za płcią piękną, mknącą  na obcasach przez sklepy z odzieżą z prędkością światła. Zgięci w pół, obarczeni tuzinem kolorowych toreb z sieciówek. A przy życiu trzyma ich jedno: obietnica - "kochanie, jeszcze tylko jeden sklep, to już ostatni, OBIECUJĘ!" ;)  Ale.. czego się nie robi dla ukochanej osoby, ba..!! ;)

   Wracając do meritum i nawiązując do 5P - bardzo, ale to bardzo lubię posyłać męża na zakupy. Wygląda to mniej więcej tak, że dostaje ode mnie listę zakupów (wraz ze słownym objaśnieniem kwestii typu: gdzie leżą śmietanki do zupy i jak wygląda seler). Pomimo tego jednak zawsze się okazuje, że coś wyjaśniłam nie do końca. Drzwi mieszkania się zatrzaskują, a po 10 minutach się zaczyna: DZWONI TELEFON. "Kochanie, a te pory to mam kupić w X czy Y?" - bo poprosiłam o kupienie - uwaga - dwóch porów średniej wielkości (rany, gdybym wiedziała, jak niejasne jest to określenie, narysowałabym je, słowo daję, w perspektywie 1:1 !!). Powiedziałam, że w markecie Y chyba są bardziej świeże.Pojechał do X. DZWONI TELEFON. "Kotku, są te pory (te pory :) ) ale na tacce i takie pocięte." "Pocięte? Ale że jak?" - pytam. "No tak że wiesz, te liście odcięte. To takie jakby środki tylko."Acha, ok. Proszę więc, żeby powiedział, czy są duże czy małe. "No takie.. 400 gram, nie wiem czy duże.. takie sobie." Pytam, czy starczy mi do przepisu, w którym potrzebuję 2 sztuki średniej wielkości. "No nie wiem, chyba nie.. są jakieś małe..". "Ok, więc nie kupuj i kup w markecie X. O ile będą." Wyszedł z Y. DZWONI TELEFON. "A jak nie będzie ich w X?" "To wrócisz do Y" - tłumaczę coś, co mnie się wydaje logiczne, ale robię to grzecznie, bo wiem, jak bardzo jest przejęty, by kupić dokładnie to, czego potrzebuję. DZWONI TELEFON. "Jestem w X. Nie ma pory". Domyślam się, że po zrobieniu zakupów w X pojedzie do Y. Po minucie DZWONI TELEFON. "Jest pora. Ale taka gigantyczna." "Ok, jak ładna to kup 2 sztuki". "Ale ona jest naprawdę ogromna!". Zastanawiam się, jaka musi być wielka, że zrobiła takie wrażenie... . Kupił 2 sztuki. Kupił też wszystko inne z listy. DZWONI TELEFON. "Coś jeszcze kupić?" "Nie, już nic nie trzeba, wracaj szybciutko."
W domu rozpakowuję kosz z zakupami. Pory normalne, no dorodne po prostu. Myję je, odcinam co niepotrzebne. M. wyrzuca worek i zagląda do kosza na śmieci. "O kurka, ileś ty tej pory odcięła! Tak dużo??? To po co kazałaś mi kupować takie wielkie, jak pół odcięłaś????" :D :))))))))))))))))))))))))))
  Uwielbiam. Nauczyłam się już, że gdy "siedzę w garach" a mój drugi połów jedzie na zakupy, telefon mam zawsze pod ręką. O, i ścierkę do wytarcia rąk ;)

   Kwitując powyższy post - Panowie, bez Was zarówno pory, jak i życie, nie miałyby smaku :)))))


22 komentarze:

  1. Zastanawiam się, czy są jeszcze kobitki których takie zakupy dziwią. Ja sie przyzwyczaiłam nawet do rozmów z ekspedientką ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahhaah :) U nas rozmów nie ma. Jeszcze :)

      Usuń
    2. Też mi się zdarzyło kilka razy rozmawiać z ekspedientką ;)

      Usuń
  2. Zastanawiam się, czy nie mamy tego samego męża.:-) Raz wysłałam męża po pietruszkę, na myśli miałam natkę a on kupił korzeń. Od tej chwili robię zdjęcia, co ma kupić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kasiu ,ale trafiłaś!!
    Mój mąż nie cierpiał /już nie żyje/ robić zakupów, ale jak robił to jak jak w opisie.
    co do nawigacji ja zawsze i wszędzie sie gubię, a nie daj Boże do lasu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hhahah :) Dlatego ja do lasu zawsze z obstawą idę, bo też byłabym biedna :) Pozdrawiam ciepło

      Usuń
  4. Hmmm.... nie wiem czy niestety czy stety, ale u mnie jest wręcz przeciwnie 😊 to ja się gubię w markecie, to ja szukam i to ja powinnam dzwonić do męża i pytać co i jak. Ale nie dzwonię. Szukam.

    OdpowiedzUsuń
  5. To ja mam dobrze!!! Mój M uwielbia zakupy, robi to lepiej niż ja, szybciej niż ja i jeszcze gotuje :}}}

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też mam telefon pod ręką gdy mój pan idzie kupować:)A odcięte zieleniny zawsze wrzucam do kompostownika i co roku mam nowy metr sześcienny żyżniutkiej ziemi.Ewa.

    OdpowiedzUsuń
  7. hahaha u mnie to samo , daję liste a i tak zaraz telefon odnosnie zakupów dzwoni

    OdpowiedzUsuń
  8. Haha :) Skąd ja to znam? :))) Mój Małżowinek również zaczyna dzwonić tuż po wejściu do sklepu. Cudny post. Uściski serdeczne dla Ciebie i Twojego dzielnego Kupującego Kasiu. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. :))))) Fajnie wiedzieć, że nie jestem/nie jesteśmy odosobnionym przypadkiem :D Ściskam Was kochane moje!! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetne słowa, opisałaś to jak wygląda sprawa z naszymi facetami, sama prawda, przydarza się to każdej żonie, mnie oczywiście też. Ostatnio wysłałam go z listą: tacka piersi z kurczaka lub (gdyby nie było) tacka mielonego z szynki i śmietanę. Oczywiście wrócił tylko z piersiami bo "lub" jego zdaniem odnosiło się do reszty i niestety nie zadzwonił, żeby dopytać, po prostu źle napisałam listę. Iwona J.

    OdpowiedzUsuń
  11. Hahahaha :) Ja też mam zawsze telefon pod ręką:) Mam takie podejrzenie, że mężczyźni robią to specjalnie, bo myślą, że nas zdenerwuje, ta ich nieporadność i same pójdziemy po te zakupy:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mój mąż uwielbia robić zakupy ( oprócz odziezowych) ostatnio wysłałam Go po szydełko ...kupił mi wszytkie rozmiary �� koleżanki dziwia się ze kupuje mi cała masa przedmiotów których ich mężczyźni nigdy by nie kupili.

    OdpowiedzUsuń
  13. Pora to na Telesfora. TEN por, te pory!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem wiem ;) Nie wiem,czy zauważyłeś/-łaś, często piszę z przekąsem. Moje posty trzeba umieć czytać ;) Pozdrawiam!!

      Usuń
  14. U mnie zakupy męża wygląda identycznie. Telefon ,,Kochanie nie ma tej śmietany 30% którą potrzebujesz do ciasta... ale mogę kupić dużą 12-tkę,, ;)
    To męskie postrzeganie świata mnie wprost rozczula ;)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  15. Mój na szczęście jest "ogarnięty" zakupowo ale mąż przyjaciółki to ewenement największy ze wszystkich. :-)) Posłany po cukier kupił cukier żelujący, bo "w takich samych opakowaniach jest a on nie doczytał". Nie ma zwyczaju dzwonić, bo uważałby to pewnie za plamę na swym męskim ego. Od jakiegoś czasu posyłany jest po zakupy w chwilach ekstremalnych, bo zakupy to najczęściej zarzewie kłótni domowej. Biedna Gośka. ;-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję Ci za poświęcony czas... :)

Udostępnij