niedziela, 13 lipca 2014

Sobota za miastem i wyprawa do Frankówki

   Witajcie moi drodzy!!
Wczoraj rano, popijając kawę, zastanawiałam się, gdzie spędzić sobotnie popołudnie. Myśleliśmy o wypadzie w góry, ale po sprawdzeniu pogody doszliśmy do wniosku, że wejście w wysokie góry przy burzach i deszczu będzie niemożliwe. Wtedy wpadło mi w ręce najnowsze wydanie czasopisma Piękno&Pasje. Przeglądając artykuły, zachwyciłam się zdjęciami pięknego jeziora i artystycznej zagrody o wdzięcznej nazwie Frankówka...















   Kiedy zaczytałam się w artykule, okazało się, że malownicze tereny ze zdjęć to Łagów i okolice, czyli zaledwie półtora godziny jazdy samochodem...
Mojego małżonka nie trzeba długo namawiać. Spakowaliśmy podróżniczy niezbędnik, czyli: swetry, okulary, środki przeciwkomarowo - przeciwinnorobaczne, napoje, suchy prowiant, PSP, szminkę...... ;)) i wyruszyliśmy w małą podróż śladami artykułu z P&P;)
Tak się złożyło, że w Łagowie odbywał się akurat zjazd motocyklistów, harlejowców (wybaczcie spolszczenie)... pięknych, wypucowanych maszyn było całe mnóstwo, a pomiędzy dźwiękami muzyki słychać było głośny, wywołujący dreszcze warkot........
   Na początku zwiedziliśmy wieżę Zamku Joannitów, z której rozpościera się fantastyczny widok na jeziora...




















Później przyszedł czas na lody i spacer wzdłuż brzegu jeziora. Po cichutku z zaskoczenia zrobiłam zdjęcie mojej turystce. Lubię chwytać takie chwile... ;)








   W drodze powrotnej postanowiliśmy odwiedzić Frankówkę. Tak tylko na chwilę. Bardzo chciałam zobaczyć "na żywo" tę piękną chatę.
Właścicielem zagrody jest Pan Jerzy Ludwikowski - artysta, metaloplastyk. Pan Jerzy przywitał nas bardzo serdecznie. Wspaniały człowiek!! Bardzo ciepły, miły i otwarty. Opowiedział nam troszkę o swojej pracy i powstaniu Frankówki, oprowadził po salonach, pokazał swoje atelier. 
Przekraczając próg Frankówki ma się wrażenie, że czas się cofnął. Dom jest czystym odzwierciedleniem wiejskiego dworku. Czuć tu klimat minionych lat. Nawet przez chwilę, pomimo ciszy (bo Pan Jerzy to bardzo kulturalny mężczyzna, który po naszym wejściu do salonu od razu wyłączył telewizor), miałam wrażenie, że słyszę dźwięki klasyków wygrywanych na pianinie...
   Kiedy właściciel Frankówki opowiadał o swojej pracy, pod nogami snuła się kotka Lulu. Próbowałam zrobić jej zdjęcie, ale Lulu za szybko zmieniała miejsce biegając po podłodze i co chwilę wskakując na któryś z parapetów;)
Dzięki mojemu kochanemu mężowi odbyłam szybką lekcję francuskiego, a raczej miałam okazję sobie przypomnieć, bo gdy Pan Jerzy zaczął parlać, Radek od razu poinformował, że francuski nie jest mi obcy... tak więc właściciel od razu zadał mi pytanie, na które - co mnie samą zaszokowało - potrafiłam ładnie odpowiedzieć;)) 
   Zapytałam Pana Jerzego, czy mogę zrobić zdjęcia. Sfotografowałam dom i antyki z galerii, a na końcu samego Pana Jerzego, który zaznaczył, że chce zapozować do zdjęcia z nami: "O, zaraz się tu wyściskamy.." - rzekł, gdy stanęłyśmy z Julą obok. Niesamowicie sympatyczny człowiek...!! :))
Panu Jerzemu z tego miejsca jeszcze raz dziękuję za możliwość poznania Jego samego i zwiedzenia pięknej Frankówki:))



























   Bardzo cenię takie podróże i doświadczenia. Bardzo mnie odprężają, motywują i inspirują...
Po zwiedzeniu Frankówki wyruszyliśmy w drogę powrotną. W pewnym momencie moje dzieci zaczęły krzyczeć: "Kasiu wyciągaj aparat" "rób zdjęcie!!" "no szybko, mamo!!"  Spojrzałam na nich z niemałą konsternacją. Jakieś odrapane auto sunęło przed nami, nie widziałam w nim nic nadzwyczajnego, aż nagle moja rodzinka mnie uświadomiła: " No przecież to Złomek!!" ;))))))))))







   Musiałam coś jeszcze sfotografować. Widzicie, co nam dynda pod samochodowym lusterkiem...??? ;))





   

Mam nadzieję, że nie Wam sobota upłynęła równie sympatycznie:))
Dziękuję wszystkim odwiedzającym i komentującym. Życzę Wam spokojnego popołudnia!!
:)))








25 komentarzy:

  1. Moje okolice:) Łagów piękny, świetnie się tam pływa rowerem wodnym, wspaniałe widoki, spokój, można oczy nacieszyć i odpocząć. Moja przyjaciółka kilka lat temu brała ślub w łagowskim kościele, a w Zamku Joannitów wyprawiała przyjęcie, było wspaniale:) Wspomnienia mnie naszły;) Pozdrawiam serdecznie:) Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobrażam sobie, że przyjęcie weselne było bardzo klimatyczne... Czy odbyło się w tej porośniętej bluszczem oranżerii?? :)

      Usuń
    2. Niestety nie, odbyło się w sali nad oranżerią. A co do oranżerii- piękne miejsce!

      Usuń
  2. Pamietam dom pana Jerzego z Werandy. Pomyslalam wtedy, ze tez bym tak chciala, prowadzic sklepik z antykami w Polsce..Marzenia..
    Mila ta Wasza sobota:)
    Buziaki Kasiu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, ja o artykule w Werandzie dowiedziałam się dopiero od właściciela - pokazał mi magazyn, który leżał na stoliczku w salonie. Nie mam tego wydania w swojej kolekcji, ale nie omieszkam pogmerać w archiwum internetowym.
      Ściskam!!!! :))

      Usuń
  3. Świetna wyprawa, lubię takie blogowe relacje. I ja muszę odkopać stare numery Werandy Country w poszukiwaniu klimatycznych miejsc w moich okolicach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To naprawdę świetny pomysł. My kiedyś jeździliśmy w różne miejsca zupełnie bezmyślnie, bez szczegółowych planów i przez to opuściliśmy wiele malowniczych, ciekawych miejsc. Teraz, zanim gdzieś się ruszymy, sprawdzamy mapy i polecane miejsca w internecie. Pozdrawiam:)

      Usuń
  4. Łagów piękne miejsce. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziś nam pogoda pokrzyżowała plany wypoczynku nad jeziorem więc zazdroszczę udanej wycieczki i pięknych widoków!
    Fotki i miejsce piękne!

    OdpowiedzUsuń
  6. Przepiekne miejsce, bardzo klimatyczne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Podobno jest jednym z ukochanych miejsc malarzy, nie tylko polskich:)

      Usuń
  7. Piękne miejsce, wspaniała zieleń, wspaniała. Po Twarzy p. Jerzego widać, że to dobry, wesoły człowiek, więc i otoczenie, w którym żyje musi też być takie jak właściciel :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj bardzo wesoły jest Pan Jerzy. Pierwsza myśl, jaka mnie naszła po tym spotkaniu, to że żałuję, że nie jest z mojej rodziny;))) Cudownie spotykać tak pozytywnych, starszych ludzi, którzy zamiast wiecznie narzekać, cieszą się życiem:))

      Usuń
  8. Łagów i okolice są przepiękne. Było nam dane gościć w pałacu w Ojerzycach i Pan mąż zabrał mnie na wycieczkę do Łagowa i okolic. Byłam przeszczęśliwa bardzo jest tam pięknie. Na pewno kiedyś to powtórzymy. Ale domu Pana Jerzego niestety nie widziałam, a szkoda. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :))) Na pewno było pięknie i romantycznie... ;)) Pozdrawiam!!

      Usuń
  9. Ten dom jest jak zaczarowany, aż łzy miałam w oczach na jego widok! fajnie

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękna okolica :) śliczna masz córeczkę :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękna wycieczka, wspaniale spędzone popołudnie:) pozdrawiam aga

    OdpowiedzUsuń
  12. Z tego co pamiętam w Łagowie mieszka nasza blogowa koleżanka pisząca cudownego bloga Moja przystań. Prowadzi też galerię rękodzieła - może spotkałaś ją w blogowym świecie. Ila z Mazowsza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście znam Ilę z blogosfery, ale szczerze nie pamiętałam, że jest z Łagowa, a szkoda, bo na pewno bym do niej zajrzała...:/ Ale jeszcze nie raz pojadę w strony łagowskie, więc.. ;))) Pozdrawiam!!

      Usuń

Dziękuję Ci za poświęcony czas... :)

Udostępnij