piątek, 7 lutego 2014

O kolejowych wpadkach i zielonym upominku

   Och... potrzebuję odpoczynku.
Zapracowałam się tak mocno, że znów zaczyna szwankować moje zdrowie. Pora na odpoczynek i relaks...
Jak Wy się relaksujecie? Jestem ciekawa...
Ja w celu "zresetowania się" jak mawia moja koleżanka Ewa, najczęściej sprzątam dom. Czyszczę szafki, robię porządki w szufladach z biżuterią etc. Potem biorę gorącą kąpiel z olejkami zapachowymi. W pokoju zapalam świeczki, włączam na dużym ekranie szemrzący wodospad. Czytam gazetę, piję zieloną herbatę otulona ciepłym kocem. Celebruję chwilę dla siebie..
   Od pewnego czasu bardziej dbam o swój organizm i częściej odpoczywam. Być może jest to po części uwarunkowane rodzajem pracy, który wykonuję, a który bywa cięższy niż poprzednia praca w szkole. Staram się dbać również o sen. Kiedy nie jestem wyspana, nic nie idzie po mojej myśli, dzień się tak jakoś nie układa... 

   Tak, jak już wspomniałam o śnie, nasuwa mi się wspomnienie...
Kiedy studiowałam, przez pierwszy rok mieszkałam w miasteczku akademickim, natomiast cztery pozostałe lata codziennie dojeżdżałam na uniwersytet pociągiem. Wierzcie mi, mało kto wykazuje równą mojej empatię, gdy słyszy o pogodowo-kolejowych sensacjach;) Znam to z autopsji. Przeżyłam na własnej zamarzniętej skórze;))
   Nie raz zdarzało mi się marznąć, ale i drzemać w pociągu. Bywałam niewyspana, przemęczona. Zdarzało się, że zasypiałam podczas podróży i budziłam się gwałtownie, kiedy pociąg zaczynał hamować. Dodam, że budziłam się wówczas w pozycji schylonej, a głowę miewałam już pomiędzy nogami... Bywało, że z powodu przemęczenia wykazywałam wzmożony roztrzepanizm i zachowywałam się tak, jakobym była szlachtą, a myśleć za mnie mieli inni podróżujący. Raz na przykład "wyrwałam" do wyjścia, gdy pociąg wjechał na stację docelową, a gdy już wychodziłam z pociągu, jakiś mężczyzna wybiegł za mną krzycząc "proszę pani, pani torebka".. No tak, po co mi torebka....... ;)
Innym razem, jadąc z sesji, miałam na sobie zgrabne szpileczki. Każda kobieta, która chadza czasem w szpilkach i miała okazję jeździć polską koleją, zapewne wie o pożeraczu kobiecych szpilek..;))) Dla niewtajemniczonych: chodzi o metalową kratkę, z której składają się "pociągowe" schody. Otóż kochani, w tymże dniu stałam się ofiarą owego bandziora. Zamierzałam grzecznie wysiąść z pociągu, lecz niestety, bandyta pożarł mój obcas. Noga utknęła. I to w tym właśnie momencie, gdy druga już stąpała ku następnemu stopniowi schodów... no i.. och, co tu kryć.. runęłam malowniczo do przodu. Złapał mnie kolejowy bohater - starszy jegomość z siwą brodą i aktówką, którą we wspaniałym akcie upuścił, tak więc zapewne (na moje nieszczęście) jakiś profesor... 
Czasami zdarzało się, że jechałam pociągiem godzinę, a gdy już dobiłam do portu, dostawałam wiadomość sms, w której uprzejma koleżanka informowała mnie, że tego dnia wszystkie zajęcia są odwołane. Pociąg powrotny miałam - bagatela - dwie, trzy godziny później, tak więc zwiedzałam miasto wzdłuż, wszerz i w poprzek.
A jeśli już o zwiedzaniu mowa... Często miałam wrażenie, że miasto droczyło się ze mną niczym górol z ceprem. 
Idąc przez starówkę w stronę dworca PKP często mijałam market P&P. Zawsze, gdy zmierzałam w tymże kierunku, miałam go po swojej lewej stronie. Kiedy zaś zamierzałam do tego marketu wstąpić, (u góry nad sklepem był butik ze świetnymi rajstopami), Nigdy, ale to NIGDY nie mogłam go znaleźć. W akcie desperacji dzwoniłam do mojego (wówczas jeszcze) chłopaka oświadczając zrezygnowanym tonem: "znów przede mną zniknął..."  Kiedyś nawet wybraliśmy się razem na spacer. Radek pokazał mi jak trafić. "Zobacz, to taka prosta droga". Mhm... Myślicie, że kiedyś trafiłam..? ;)

   O tak. Moje życie to jedna wielka przygoda;)))


Ok, wracam do rzeczywistości...to jest...teraźniejszości.
Dwa dni temu otrzymałam, tak jak wspomniałam w poprzednim poście, paczkę-niespodziankę. Była to przesyłka od jednej z moich klientek, Pani Luizy, którą darzę ogromną sympatią. 
Otóż Pani Luiza podczas łowów w SH wyparzyła dla mnie dwa cudeńka. Duży bawełniany obrus w kolorze szmaragdowym i dwa wspaniałe, bogato zdobione chwosty. Kiedy rozpakowałam paczuszkę aż mi się łezka w oku zakręciła. Jaka niespodzianka i jak trafiona w mój gust!! Coś pięknego:) Już sobie wyobrażam wczesno-wiosenne i jesienne sesje zdjęciowe z ich udziałem...
Pani Luizo, jeszcze raz składam podziękowania:))) 






A TO dla Was, kochani, za to, że zawsze macie dla mnie czas:)))
Moja zeszłoroczna wiosna...



 
   Wracam do pracy. Tak, to szalone, ale jak już wpadnę w wir... ;)
Właśnie kończę lakierować stół i malować następną tacę. Ciekawe, jak Wam się spodoba;)))

23 komentarze:

  1. Ale miałaś przygody z pociągami:) Co do relaksu to ja najbardziej relaksuję się przeglądają książki kucharskie:) Nie przemęczaj się nam! czekamy na efekty pracy. Dobranoc:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Oryginalny sposób relaksacji;) Ja też czasem w ramach odpoczynku wsiąkam w gazety.. Pozdrawiam!!

      Usuń
  2. Kasiulek, dbaj o siebie!

    He, he pociagi...tez kursowalam , przygod wiele mialam:)
    Piekny prezent!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehheh jak niewiele trzeba, by uważać swoje życie za pełne przygód;)) Dbam Kasiu, już skrobię maila, bo dawno Ciebie "nie widziałam" ;)) Buziaki!!

      Usuń
  3. Kasiu, ja tez przez lata dojezdzalam autobusami ipociagami , to wiem c to znaczy... no aleby bylo sie mlodszym I jakos szybcie czlowie sie regenerowal:)))) Piekne prezenciki otrzmalas, a ja jestem strasznie ciekawa Twoich prac:) Ja relaksuje sie przy moich robotkachi I sluchajac radia, a ze mieszkam w Stanach a wiec 6 godzin roznicy, to lubie sluchac PR1 nocnych audycji, bardzo dla mnie sentmetalnych:) Lubie tez czytac, chociaz ostatnio coraz czesciej mysle o audiobookach, tylko ze nic ie zastapi zapachu nowej ksiazi:)))) Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Masz rację, kami, "za młodu" łatwiej było walczyć z przeciwnościami losu;) Wyobrażam sobie, jaką radość sprawia Tobie słuchanie tego radia..:)
    Kochana, bardzo, ale to bardzo polecam Ci audiobooki!! Sama namiętnie słucham podczas malowania, sprzątania... Oczywiście, że nie zastąpią kartek, lecz wyobraź sobie takie nagranie, gdzie lektor czyta, a poszczególne rozdziały przerywane są muzyką. Ja zupełnie odpływam przy powieściach Kalicińskiej. Nawet gdy pomyślę, mam dreszcze. Czyta kobieta (nie pamiętam nazwiska), a odpowiednie części książki przerywa cichutkie plumkanie pór roku Vivaldiego...:))) POLECAM!! Ach, polecam też Verne'a;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wracam z rewizytą i tak tu milutko. Ach te nasze pociągi . Ja nie miałam okazji nimi tak często podróżować. A co do relaksu to najlepszym relaksem jest praca w ogrodzie, albo czytanie książek , do tego herbatka. Choć i sprzątać uwielbiam. A no i jeszcze bardzo odstresowuje mnie prasowanie koszul przy ulubionej muzyce. Dziwne ale tak mam.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tym prasowaniem Kasiu to mnie zaskoczyłaś;)) Dla mnie np. prasowanie koszul to najgorsza praca na świecie, a tu proszę.. oryginalnie:)) Dziękuję za wizytę!! Pozdrawiam

      Usuń
  6. A ja bardzo marzę by wysypiać się dłużej bo wtedy najlepiej odpoczywam:):) Pozdrawiam ciepło Kasiu!:):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, sen bywa prawdziwym wybawieniem.. Ściskam mocno!! :)

      Usuń
  7. Przygody "pociągowe" miałaś niezłe!! Nie zazdroszczę Ci niektórych!! ja z pociągami mało miałam do czynienia...
    Kasiula,odpoczywaj a potem działaj dalej! I biegaj trochę tez, hehe-)))
    Pozdrowionka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aguś, wierz mi, sama sobie też nie zazdroszczę;))) A że nie miałaś z pociągami do czynienia...to..tylko zdrowsza będziesz;) A biegać chcę...tylko jakoś tak ciągle coś... ;)
      Buźka!!

      Usuń
  8. We have no trains here on our little Island anymore so it was a little adventure to us to ride one in England last year. I like how you relax at home though. Your gift looks beautiful!

    Thank you for your visit and kind words.
    Carolyn

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Carolyn, Twoja wizyta to dla mnie prawdziwy zaszczyt:))) Dziękuję również za miłe słowa i..witam u siebie:)
      Przesyłam uściski!!

      Usuń
  9. Moje pociągowe wspomnienia sięgają czasów mojego dzieciństwa. Wtedy jeździło się, uwierzcie mi w mało komfortowych warunkach. Moja mamuśka z dwójką dzieci,ciężka torba albo dwie często lądowała na korytarzu albo w pociągowej toalecie, ścisk taki że nogi nie było gdzie postawić a podróż daleka do tego z przesiadką. Istny koszmar, zwłaszcza że do celu trzeba było dotrzeć autobusem z córcią, która miała chorobę lokomocyjną (to ja oczywiście:)). Mimo wszystko podróże wspominam bardzo miło, te widoki za oknem i czasy kiedy to pociągi cudownie kołysały i to tutum tutum po torach. Muszę chyba wycałowąć mamuśkę, prawdziwą bohaterkę.
    Jeśli chodzi o reset, to fizycznie oczywiście sen, a psychicznie resetują mnie fajni ludzie, pozytywnie zakręceni, tacy co zarażają życiem i pokazują że po prostu można, dziękuję ci Kasiu :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooooch... :))) Dziękuję Justynko!! Wiesz, już nie mogę się doczekać naszej następnej porannej "krótkiej" kawki;))))
      Co do pociągowych wspomnień.. mama faktycznie była bohaterką. Sama pamiętam te czasy - ścisku i...jakiejś takiej magii...
      Ściskam!!

      Usuń
  10. Ale miałaś przygody :) Super wpis!

    OdpowiedzUsuń
  11. Muy bonito!!!, meencantño tu blog!

    OdpowiedzUsuń
  12. Todos necesitamos parar de vez en cuando, hacer cosas diferentes que nos alegran y nos hacen sentir bien.Precioso regalo.Un saludo desde España.ANA

    OdpowiedzUsuń
  13. Witaj, a na swoje studia dojeżdżałam autobusem, a że jeździł dość rzadko (pochodzę z małego miasta), to też nie raz i nie dwa musiałam się naczekać, ale jak tak sobie o tym z perspektywy czasu pomyślę, było w tym coś fajnego, czasem nawet magicznego. Pamiętam taki jeden dzień, zaczynała się wiosna, słońce pięknie świeciło, ptaki śpiewały, niebo miało taki kolor, że nie da się tego w słowa ubrać, a ja, zmuszona oczekiwaniem na autobus, siedziałam na PKSie 2 godziny grzejąc się na ławce w słońcu.. To była właśnie magia. Myślę, że Ty też nie jeden tak magiczny moment przeżyłaś dzięki dojeżdżaniu. Ale się rozpisałam, prawie post mi wyszedł, a nie komentarz;)) Pozdrawiam serdecznie:) Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  14. Kiedy potrzebuję chwili wytchnienia idę do ogrodu. Nawet zwykłe pielenie grządek sprawia mi ogromną przyjemność i relaksuje.
    Teraz jest z tym co prawda problem , więc biorę się za jakąś robótkę (w tej chwili jest to haft xxx). Natomiast za sprzątanie biorę się, kiedy jestem zła. Im większy jest poziom mojej wściekłości, tym więcej zrobię. Zdarzało się, że nadrobiłam zaległości z kilku miesięcy, ale wtedy, aż iskry leciały :))) Pozdrawiam Iwona P.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję Ci za poświęcony czas... :)

Udostępnij