czwartek, 27 czerwca 2013

Uwierzycie...??

  Nie chciałabym, by mój blog stał się blogiem kulinarnym, bo to nie moja działka, ale..musiałam Wam TO pokazać;))


  Prosiłyście mnie o przepis na syrop różany. Podam go w następnym poście. 

Tymczasem żegnam się z Wami i uciekam do obowiązków. Szykuję przyjęcie urodzinowe dla mojej prawie-7-latki;))
Buziaki!!


wtorek, 25 czerwca 2013

Dobra energia..

   Dziękuję Wam bardzo za wpisy na temat ukochanych wnętrz. Pięknie pisałyście o starych domach i przedmiotach z duszą... Mam szczęście, że otaczam się tak wrażliwymi ludźmi;)) Jesteście wspaniałe..

   Wczorajszy dzień był dniem baaardzo pozytywnym. Pod wieloma względami. Poznałam nowych, fajnych ludzi, odnowiłam kilka kontaktów. No i wygrałam wianek w Candy organizowanym przez tendom.pl. Cieszę się jak dziecko;)


Dobrej nocy..

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Leniwa niedziela

   Wczorajszy dzień upłynął na słodkim leniuchowaniu, rozmowach, pochłanianiu pyszności i śmiechu do łez. Imieniny spędziliśmy w niewielkim gronie. Fajne te nasze spotkania. Taki sabat czarownic (czyli ja, mama i teściowa, bo moje dzieci, czyli mąż i Jula, oglądały w sypialni bajkę). Naładowałyśmy się pozytywną energią rozmawiając o sprawach ważnych i mniej ważnych i śmiejąc się do rozpuku..
   Wczoraj upiekłam placek z truskawkami, a mama zrobiła swoje popisowe danie, czyli żeberka. Palce lizać. Od teściowej dostałam zaś wspaniały syrop do deserów, własnoręcznie wykonany z płatków róży. Coś wspaniałego!! Mnie szczególnie zachwyca jego konsystencja i krystaliczny karminowy kolor. Świetnie sprawdził się jako dodatek do kawy. Przepis zdobyłyśmy od mamy sąsiadki.

   Dziś pochmurno. Dobrze, bo zaraz lecę do pracy. Kończę meble do kawiarni.
A tak było wczoraj. Ostrzegam - galeria dla wytrwałych.. ;)



























Ślę pozdrowienia:)

sobota, 22 czerwca 2013

Imieniny, inspiracje i zaproszenie do wspominek..

   Dziś są imieniny mojej mamy. Po południu idziemy na obiad.
Zawsze mam dylemat kupując dla niej prezent. Muszę się hamować, bo w tej kwestii czasem trudno mi się ograniczyć finansowo. Za każdym razem się denerwuję, bo tyle chciałabym jej dać.. Gdybym mogła, zdjęłabym gwiazdkę z nieba. Za to, jak mnie wychowała (i nadal wychowuje;) ), i za to, że ma takie dobre serce jak chyba nikt na świecie. Przeszła w swoim życiu tyle, że możnaby książkę napisać..a mimo to pozostała sobą, pomaga innym nigdy nie chcąc nigdy nic wzamian.. I jest taka mądra. Taka moja kochana Mama:))

   
    Kochane, bardzo, bardzo serdecznie dziękuję za odwiedziny, miłe słowa pozostawione w komentarzach i mailach. Motywujecie mnie, by pokazywać więcej i więcej... ;))

   Jeszcze raz poruszę temat wizyty we Wrocławiu. Otóż przejeżdżając przez środek miasta, utknęliśmy dłuższą chwilę na światłach. Ja - standardowo - zawiesiłam oko na kamienicach. Zawsze, naprawdę zawsze gdy na nie patrzę, myślę sobie, jakie szczęście ma ten, kto jest posiadaczem mieszkania z wysokimi stropami, oknami, drzwiami dwuskrzydłowymi.. A już wykusz w kamienicy to dla mnie bajka. Można w nim zaaranżować drobną oranżerię, bądź kącik jadalny.. Ale wracając do kamienicy, na którą zwróciłam uwagę: zauważyłam duże okna, w których nie wisiały żadne firany czy zasłony, więc widać było skrawki mieszkania.  Zobaczyłam niewiele, lecz to "niewiele" mnie ogromnie zachwyciło. Dom miał bielone ściany. Za oknem po prawej stronie stał jakiś ogromny kredens, albo szafa.. na pewno godziwy antyk, w kolorze palisandru. Na wprost okna umiejscowione były duże drzwi w kolorze ciepłego dębu. Na parapecie stał jakiś stary dzban, a w nim kolorowe kwiaty, ale nie takie idealne z kwiaciarni, lecz kolorowe, pomieszane, delikatne..na pewno z prywatnego ogrodu. Wierzcie mi, widok był zachwycający:) Jak niewiele trzeba, by osiągnąć wrażenie domu, do którego chciałoby się wejść...

   Podzielcie się kochani ze mną tym, co Was zachwyca. Czy Wy też macie swoje ulubione wnętrza czy określone elementy wnętrz..? Może należące do kogoś z rodziny, może przyjaciół.. Napiszcie, co Was urzekło w czyichś domach.. Czekam z niecierpliwością:))





Jak u Szekspira - Balkon Julii..

   Jest strasznie upalnie. Brakuje mi powietrza i energii. Ukojenie przynosi wieczór, gdy mogę zasiąść na ukwieconym balkonie popijając wodę z miętą. Dzisiejszy dzień minie mi na sprzątaniu. Muszę zrobić miejsce na truskawki przyniesione z rynku. I zrobić porządek z wszędobylskimi muszkami i innymi komarkami...

   Wczoraj załatwiałam sprawy we Wrocławiu. Do domu wracał z nami Holender. Przepraszam, Hollender. Jest w kolorze waniliowym i ma piękny koszyczek. Będę moim retro nabytkiem jeździć na retro zakupy;)
Co do powrotu... Z Wrocławia wyjeżdżaliśmy baaardzo długo. Przy wyjeździe utknęliśmy w korku. Po kilku minutach stania w miejscu Radek postanowił wyjechać ze sznura długości kilometra i znaleźć objazd. Skręciliśmy w boczną uliczkę. Jechaliśmy przez osiedle domków. W miarę jak się zagłębialiśmy, domy stawały się bardziej okazałe i oryginalne. Jechaliśmy z zawrotną prędkością 10km/h, bo na drodze co kilka metrów były progi zwalniające. Kierowca się denerwował, a ja z rozdziawioną papuchą oglądałam się na prawo i lewo lustrując posesje. Uwielbiam oglądać zewnętrza domów, ogrody, okna (Wy też zawsze patrzycie na firanki??), drzwi, bramy.. To było piękne osiedle, na którym stoi wiele odrestaurowanych domków, nierzadko z drewnianymi elementami elewacji. I tak się jedzie, tu chatynka, tu kwiatki, tam lasek, jeszcze dalej mostek. Urocze miejsce:) Jechaliśmy przez tak cudne zakątki, że czułam się jakbym jechała na wakacje.
Wycieczka była miła (inaczej tego nazwać nie mogę). Do czasu. Hołowczyc w nawigacji kazał skręcić w prawo, ale mój mąż nie posłuchał. Skutek był taki, że tak się zakręciliśmy, iż po około dwudziestominutowej jeździe wjechaliśmy z powrotem do naszego korka ;) no, może byliśmy ze sto metrów dalej... ;)))

   Dziś pokażę Wam widok z okna Julki..
Niestety jestem nadal posiadaczką plastikowych donic na balustradzie. Ale na drugi rok zamienię je na drewniane...





 Kończę i uciekam do pracy. Muszę się szybciuchno uwinąć, żeby - jakkolwiek to brzmi - dosiąść jeszcze dziś mojego Hollendra;))

Trzymajcie się chłodno!! :)



czwartek, 20 czerwca 2013

Carpe diem

   Nienajlepszy dzień za nami. Dziś się dowiedzieliśmy, że wczoraj w kopalni zginął nasz sąsiad. Miał 32 lata.  Za trzy miesiące miał wziąć ślub..
 Bez zbędnych frazesów..na myśl przychodzi mi tylko: Carpe diem...


środa, 19 czerwca 2013

Kawowy dylemat

   Wczoraj byłam na targu. Pojechałam po kawę. Oto moja kawa:









Mam tylko dylemat. Nie przeczytałam etykiety. Za nic nie mogę dojść do tego, czy to ziarnista czy mielona..????
Pomożecie mi...? Jaka jest według Was..? 
;)

wtorek, 18 czerwca 2013

Druga strona balkonu

   :)
   Balkon ogarnięty. Wczoraj walczyłam dzielnie do samego wieczora. Tu informacja dla czytelników z Głogowa i okolic - Będzie lał deszcz. Bo posprzątałam.
Do robienia porządków zmusiła mnie sytuacja - kot w locie stłukł donicę..

   Pokazywałam już jedną stronę balkonu, a to jego dalsza część. Ustawiłam na niej stolik i okrągły stół z krzesłami. Krzesła - tak jak lubię - każde z innej parafii;)
   Wcześniej w miejscu stolika stała drewniana ławeczka. Niestety, pomysł nie trafiony..Deszcz zalał ją doszczętnie i zaczęła niszczeć. Tak więc na razie (mąż zapewnia, że CHWILOWO) jest o tak:














A to, co widzicie poniżej, to kamienne, to nie jakaś tam żadna amfora czy inna waza. To Punkt Widokowy Dla Kota. Można liczyć przejeżdżające w dali samochody, obserwować wredne gołębie bądź podziwiać kocich facetów...




Wszystkiego dobrego!!
;)


niedziela, 16 czerwca 2013

Wazon, którego nie ma

   Witam Was poweekendowo. Wypoczęliście? Ja tak. Przeleniuchowałam dwa dni, co było po części wynikiem wyczerpania pochorobowego.
   Dziś planuję porobić zdjęcia...eh, nie, psssst!! Ostatnio zaplanowałam i się rozpadało. Więc dziś NIE BĘDĘ ROBIĆ NIC, A JUŻ NA PEWNO NIE BĘDĘ ROBIĆ ZDJĘĆ ;)

   Wczoraj piekłam tartę, która mi nie wyszła. Potem robiłam lody, które też nie wyszły. Za to leżenie z nóżkami w górze wyszło mi znakomicie;)
   Wieczorem prowadziłam dyskusję z Julką. Uwielbiam z nią rozmawiać. Ma niecałe 7 lat, a tak mądrze mówi. Wczoraj poruszyłyśmy kwestię kolorów włosów. Pytam, jaki kolor włosów ma mamusia. Julka odpowiada, że nie blond. Zatem jaki?? Julka myśli....a po chwili mówi: kolor szafy. Tej z barkiem :D

   Kot chodzi po balkonie i szuka wody. Dziwny jest ten kot. Wychodzi z założenia, że w swojej miseczce ma (na bank!!) zatrutą wodę. Natomiast ta, w której stoją na balkonie kilkudniowe kwiaty (dodam, nie do końca ładnie pachnąca), jest zdecydowanie zdrowa i bezpieczna. Przydałoby się po takim ekscesie wsadzić w kudłaty pyszczek miętówkę...



      Niestety, po powyższym wazonie nie ma śladu. Przetrwał przeprowadzki. Do domu wrócił w idealnym stanie. Kiedy go rozpakowałam, trąciłam łokciem, on delikatnie gibnął się na bok i pięknie rozsypał na tysiąc części. Nie było co zbierać...:/

   Ściskam!!
        ;)
 

sobota, 15 czerwca 2013

Sobota..

Mam nadzieję, że weekend zaczął się dla Was pomyślnie. Ja niestety nadal kaszlę (a raczej się duszę), więc raczej spędzę go na pracach w domu. Zrobię trochę porządków, dokończę zlecenie. Poukładam dzbanki z kwiatami, może coś upiekę...



 Dziękuję za odwiedziny i ciepłe słowa. Życzę Wam słońca i wspaniałych, weekendowych wrażeń;))

piątek, 14 czerwca 2013

Niezłe ziółko..

   Dwa dni słońca i koniec. Znów ponuro. Chyba będzie padać. Moje pelargonie padły, z braku słońca zdaje się. Cóż mam zrobić? Zabrać je do solarium...??
  Za to wszelkie zielsko na balkonie rośnie jak szalone. Mięta (która stoi na podłodze) sięga już niemalże 50cm!! To dobrze, wszak nadeszła pora smakowitych owocowych deserów, do których moje zielsko nada się znakomicie;)










Miłego dnia!!
;)

czwartek, 13 czerwca 2013

Kwiaty i myśli

Kwiaty uwielbiam.
Teraz wszystko kwitnie na potęgę. Lubię ten czas...




Piwonie...i obrus, który można nabyć w moim sklepie.. 



Poniżej balkon - z lewej hortensje sprzed dwóch lat; chciałabym zasadzić w tym roku podobne, nie znalazłam jeszcze takich bladoróżowych; prawa strona - aktualna...







Ze mną już lepiej. Wczorajszy dzień przeleżałam. Dzisiejszy w zasadzie też. Dużo myślałam (oj, dużo!!), planowałam.. Hmm..dla osoby takiej jak ja takie chorowanie jest groźne:/ Natworzy mi się w tej główce pomysłów i zaraz znów będę z młotkiem biegać po mieszkaniu.. Rany... Ja już mam w głowie cały obraz pokoju Julki po remoncie. Łącznie z miejscem ustawienia mini-wazonika z różami. Przecież to chore!! Ale powiem Wam w sekrecie, że pokoik będzie...mmm...cudaśny!! ;))

Udostępnij