wtorek, 25 stycznia 2011
W nienajlepszym nastroju...

Kwiaty zawsze poprawiają mi nastrój. Szczególnie te delikatne, niestrojone kokardami.
Smutno mi.
Smuci mnie niesprawiedliwość, nieszczerość ludzka. Smuci mnie ludzkie nieszczęście.
Osoba mi bliska, a jednocześnie daleka, pozostaje w ciężkim stanie w szpitalu. Przykro mi, bo choć doznałam wielu cierpień to jednak człowiekiem jestem i czyjeś cierpienie nie jest mi obojętne.
Dziwnie sprawiedliwy okazał się los. Pewnego rodzaju karą za postępowanie za życia jest niechęć bliskich, brak zainteresowania, obojętność. Okrutne, ale prawdziwe. Daje do myślenia i zachęca, by być dobrym człowiekiem za życia, aby w tych ostatnich chwilach mieć kogoś przy sobie...
Poza tą sytuacją zasmuciło mnie to, że moja królewna w dniu swojego pierwszego balu w przedszkolu mocno zagorączkowała. Tyle przygotowywań, radości... Miała być Królową Śniegu. Suknia wisi w szafie (mama ją oczywiście poprzerabiała, pododawała co nieco;) ), korona leży na półce. Niuni było bardzo przykro, ale my, rodzice, przeżyliśmy to dużo gorzej. Płakałam, bo tak mi było żal malucha. Pojawiła się nadzieja, że "załapie się" na bal organizowany przez zakład pracy. Tylko oby była zdrowa!! Trzymam kciuki...
wtorek, 4 stycznia 2011
Pokój córciowy..
Zdjęcia kiepskiej jakości, bo M. robił porządek na komputerze i nie mogę znaleźć tych "lepszych"..
Co do łóżka.
Sama je sobie wymyśliłam. W ofertach różnych sklepów meblowych można znaleźć typowe łóżka z zagłówkami. Ja postanowiłam zrobić sofę, która pod spodem w szufladzie zmieści pościel, a za dnia będzie się ładnie prezentować.
Poszukując inspiracji i projektując łóżeczko spędziłam kilka dobrych godzin w internecie. Kosztowało trochę wysiłku, by coś takiego "wymodzić". Dlatego też bardzo mnie cieszy, że Pan, który je wykonał, zobowiązał się nie powtarzać tego samego projektu...
Ściany zaakcentowałam brązem. Konieczna była ciemna lamperia z uwagi na konieczność częstego mycia..
Poniżej kącik telewizyjno-gryzmolniany;)
Jeszcze nie skończony. Mąż elektryk ma problem z ukryciem kabli, ale tak to już z tymi domowymi fachowcami bywa... ;) Dojdą jeszcze zasłony, zniknie półka przy oknie (tzn.zostanie przeniesiona)..
Ach, no i ta lampa... Metal pomalowałam na biało, drewno przetarłam i polakierowałam, a na końcu części metalowe przetarłam złotem i srebrem. Efektu nie widać, bo zdjęcia wykonane były wieczorem, ale pokażę jeszcze w przyszłości dokładniejsze fotografie. Szczególnie chciałabym Wam pokazać jak owa lampa wyglądała, gdy ją kupiłam (o zgrozo!!); naturalnie uroku - według mnie - dodały jej zawieszadła :D
Półka jeszcze nie ukończona - jeszcze będzie mieć drzwiczki, takie z żeliwnymi zawiasami w zamkowym stylu (podobnie jak w naszych drzwiczkach ozdobnych). Wsporniki kupiłam czarne, wymagały więc też biało-złotej obróbki..
W przyszłości planuję dokupić jakieś ptaszki gipsowe może.. klatki.. bo zamysł był taki, by motywem w aranżacji pokoju były właśnie ptaki i kwiaty...



Obrusik wydziergany przez babcię nadał się na skrzynię z zabawkami...

niedziela, 2 stycznia 2011
Poświąteczne refleksje...
Z całego serca dziękuję za piękne życzenia.
Kiedy skończyliśmy prace w pokoju córci (a skończyliśmy rano w wigilię), zabrałam się za pichcenie. Ciężko mi się gotowało, bo buzię wypełniły mi bolesne afty. Jedna piekielnie boli, a mi z każdą godziną wychodziły kolejne, aż było ich około 15, wewnątrz ust, na języku, w końcu w gardle... Płakałam podczas przyrządzania potraw, ale nie chciałam rezygnować z wigilii. Wieczór jakoś minął, ale ja już zaczęłam mieć kłopoty z poruszaniem się. Następnego dnia rano ogarnął mnie strach, gdy okazało się, że ból mięśni się tak nasilił, że nie byłam w stanie chwycić dłońmi poduszki, a z łóżka zejść o własnych siłach po prostu nie mogłam. Nie byłam w stanie chodzić, poruszałam się jak sparaliżowana. Byłam przerażona, pierwszy raz zdarzyło mi się coś takiego. Pojechałam znów na pogotowie. Lekarz podejrzewał grypę z uwagi na silne bóle mięśni, ale też zapalenie stawów. Dostałam silne leki, także na afty. Kiedy wyszlam ze szpitala, ledwie wsiadłam do auta. Nogi mi zesztywniały, ręce też... :(
W domu zażyłam leki. Od razu dostałam gorączki, oblały mnie siódme poty. Ale następnego dnia zaczęłam ruszać nogami...
Wierzcie mi, bardzo wówczas doceniłam to, że mam sprawne nogi. Cieszył mnie każdy krok. Dziękowałam Bogu za to, że mogę chwycić klamkę drzwi...
Zła byłam na siebie, że dążąc do perfekcji zagubiłam gdzieś po drodze swoje zdrowie. To głupie, wręcz nieodpowiedzialne. Już nigdy tego błędu nie powtórzę. Możnaby powiedzieć, że to jedno z moich noworocznych postanowień;)
Kilka dni po wigilii zrobiłam małe przyjęcie. Już bez wariacji, na spokojnie. Wpadli nasi przyjaciele wraz z rodzinką z Anglii. Było bardzo przyjemnie. Wspaniałe towarzystwo, miły klimat. To lubię najbardziej ;)
To kilka ujęć ze spotkania. Inspiracją w aranżowaniu stołu były dla mnie wnętrza restauracji p. Gessler. Bardzo spodobało mi się połączenie różanych obrusów z szydełkowymi...

W aranżacji widać nowe krzesła, które przyjechały do nas z meblami córci. Starych musieliśmy się pozbyć ze względu na metalowe klamry, które zmasakrowały większość moich pięknych rajstopek;)) ale i poraniły nogi...


Element obowiązkowy - świece...

Do kawy zaserwowałam upieczone dzień wcześniej pierniczki, zgapione okrutnie od jednej z blogowiczek ;)) (dzięki Jolanno!!)
Na zdjęciu widać też kwiatową kompozycję. Poprosiłam dziewczyny z kwiaciarni, by wykonały dla mnie mały bukiecik ze świeżych kwiatów, pragnąc tchnienia wiosny w domu. Babeczki zaszalały i zrobiły kompozycję godną wykwintnego przyjęcia;)

Następny post będzie już z fotografiami pokoju córci.
Teraz idę odpoczywać. Sylwestra spędziłam w domu (z uwagi na żałobę), za to w Nowy Rok poszalałam z rodzinką na górskich stokach. Mam nadzieję, że spełni się przysłowie "Nowy Rok jaki - cały rok taki", bo było naprawdę wspaniale;))
Pełna radości ściskam Was mocniuchno!!




