środa, 28 kwietnia 2010


Cisza...
Śpiew ptaków za oknem...
Cisza...
Przytłumione światło świec i nocnych lamp...
W tle gra cichutko piano jazz...
Dziecko śpi...
Cisza...
Chwila zapomnienia z ulubioną lekturą...

Takie chwile lubię...


sobota, 24 kwietnia 2010

Kontynuując za Lavande...

Witajcie kochani.
Lavande miała wspaniały pomysł na przedstawienie własnych pamiątek, mających dla nas sentymentalną wartość.
Tym, czym mogę się poszczycić i co uwielbiam, jest biżuteria po mojej mamie. Cieszę się, że zachowała ją dla mnie i... mam nadzieję, iż kiedyś moja córcia zaopiekuje się tymi cudeńkami...

Na wiekszości fotografii widnieją broszki. Te metalowe są moimi ulubionymi.
Na drugim zdjęciu jest perłowa broszka ślubna mamy, obok mojej ślubnej kolii ;)
Na następnych dwóch jest bransoletka z turkusami, którą mama otrzymała na 18-ste urodziny. Mama jest już po sześćdziesiątce, więc błyskotka ma trochę lat...

Życzę miłego oglądania...







Postanowiłam również pokazać Wam kochane moje ostatnie nabytki - ozdoby do włosów i naszyjnik. Wszystko za grosze, między innymi z H&M. Ubóstwiam romantyczne dodatki, a te takie właśnie są...




Cóż... pozostaje mi życzyć Wam miłego dnia... :)

środa, 21 kwietnia 2010

Z dedykacją dla Ushii...

Tak jak wspomniałam we wczorajszym poście, dziś napiszę o wyjątkowych wspomnieniach, związanych z miejscem mojego dzieciństwa.
Miałam szczęście wychowywać się na wsi. Tak, choć kiedyś marzyłam o mieście, teraz doceniam fakt, że wzrastałam w tak sprzyjających dzieciństwu warunkach...
Bliskość lasu, drogi otoczone bzem... cóż, to w ogóle ładna wieś.
I obecność zamku.
Mała jego część ocalała, (zamieszkiwała w niej przez długi czas dobra koleżanka mamy,miałam więc okazję bywać tu czasami), była też biblioteka i miejsce letnich ognisk. Reszta dość okazałego zamku to ruiny, wśród których spędziłam wiele pięknych chwil. Z rozkoszą wspominam niedzielne spacery z - jeszcze całą - rodziną...
Na tyłach zamku, wśród ruin i nieokiełznanej zieleni, rośnie sobie drzewo magnolii. Lecz nie rośnie tak zwyczajnie. Zajmuje dostojne miejsce na czymś w rodzaju tarasu z resztek murów... Widok tej magnolii pośród resztek ceglanych ścian zapiera dech w piersi... ;))
To zdjęcie, które znalazłam w internecie, nie jest mojego autorstwa. W swej kolekcji mam kilka fotografii zamku, lecz na każdej jest niestety jakieś nastoletnie dziewczę w trampkach... ;)
Oto mury z magnolią na pierwszym planie...

Ushii kochana.
Tobie dedykuję ponizszą galerię.
Specjalnie dla Ciebie wybrałam się dziś z córcią na długi spacer, by sfotografować tę piękność ;)



Przy okazji uchwyciłam też kilka innych zjawisk...





Pozdrawiam nostalgicznie...
i bardzo wiosennie...
;)

wtorek, 20 kwietnia 2010

O pechu i tym, co ostatnio zmalowałam...

Witajcie kochani.
Na początek chciałabym Wam zaprezentować to, co ostatnio stworzyłam.
Otóż jakiś czas temu otrzymałam od cioci szafeczkę na klucze. Nie bardzo podobało mi się jej błyszczące wykończenie, postanowiłam więc ją przerobić.
Inspiracją był dla mnie folklorystyczny wzór, na który natknęłam się kiedyś podczas buszowania w galeriach internetowych.
Oto szafeczka...



Do zawieszenia służą dwa haczyki, na które nawlekłam delikatną wstążkę, oczywiście pachnącą olejkiem eterycznym... ;)


A tak wyglądała wcześniej...


To tyle na temat szafeczki. Zainteresowanych proszę o kontakt mailowy;)
Teraz chciałabym tak parę słów na temat tego, co mi się ostatnio przytrafiło;)
Nie wiem, czy Wy też miewacie pechowe dni, ale takie naprawdę pechowe;D, bo mnie się niestety czasem zdarzają.
Ostatnio tylko psocę. A kiedy ja psocę, to już na całego... Najpierw pewnego dnia wykąpałam się w kawie...tak.. Uwielbiam relaksujące kąpiele. Czasem nalewam do wanny mnóstwo gorącej wody pełnej pachnącej piany, zapalam kilka świec, włączam śpiew ptaków, a pod ręką mam... filizankę z kawą. Właśnie tego dnia tak było... kawy jednak nie zdążyłam wypić, gdyż chcąc sięgnąć ręcznki strąciłam filiżankę i z całą zawartością wpadła do wody :/ Kąpiel kawowa mnie jednak wcale nie pobudziła ;) Jeszcze tego samego dnia spłukałam w toalecie kostkę wc wraz z obudową;D Nie wiem, jak to się stało, po prostu się odczepiła i tyle;)
Mało tego oczywiście. Przed czterema dniami byłam na grillu na działce teściów. Wykorzystując cudną pogodę postanowiłam zaznać trochę ruchu na świeżym powietrzu i pobiegać z córcią. Niestety, goniąc smyka przejechałam się na żużlu i złapałam zająca, czego skutkiem jest wielka śliwa na kolanie i zdarta dłoń... Niedługo idę na wesele i mam nadzieję, że nie będę zmuszona wkładać czarnych rajstop... ;)
Ach, teraz, dla równowagi, przydałoby się trochę szczęścia, prawda...? ;)
Poniżej sesja z wiosennym smakołykiem, czyli młodą kapustką. Przepisu nie podaję, bo to tylko duszona kapucha z kiełbaską...

Tu natomiast rosołek w wykonanym własnoręcznie po raz pierwszy makaronem... Szczęka po jego żuciu nieco bolała... ale smak był wyśmienity ;)

Teraz zabieram się za małe porządki, a po południu zamierzam odbyć wiosenny spacer z aparatem. Uwielbiam wiosnę, a w szczególności widok świeżych, soczysto-zielonych liści i kwitnących drzew...
Ushii pisała w swoim poście, że kocha widok kwitnącej magnolii... Co do mnie, z drzewem magnolii wiążą mnie pewne wspomnienia, lecz o tym napiszę jutro...
Tymczasem życzę Wam w dniu dzisiejszym mnóstwo słońca... ;)

środa, 14 kwietnia 2010

Wieszaczek na córciowe arcydzieła;)

Z wielką chęcią zabrałam się dziś do pracy.
Zapewne dlatego, że mocno leje deszcz... a więc - jak dla mnie - pogoda wręcz idealna do tworzenia ;)
Postanowiłam wraz z córunią wykonać coś, na czym będzie można wieszać jej prace (bo Picasso z niej już niezły;) ). Do wykonania tablicy-wieszaka wykorzystałam starą deskę, oraz kilka drobiazgów, "półproduktów", czyli: starego drewnianego aniołka (którego mój Picasso pomalował kredkami), serducha ze sklejki, kawałek gipsowego skrzydełka anioła, sznurek oraz kilka kwiatków z nienoszonej ozdobnej gumki do włosów.
Moja maleńka wraz ze mną malowała deskę i pozostałe elementy, woskowała i nawlekała kwiatuszki na rafię;) Zabawa była wspaniała!!

Tak wyglądała deska...


tu znalezione na dnie szafy drobiazgi...




mój pracuś maluje janioła...


a oto efekty... Dodam, że aniołek zyskał nową fruzyrę (wcześniej były 2 warkocze) i kilka piegusków... ;)






Tu cały wieszaczek, który czeka jeszcze tylko na zawieszenie na ścianie...



;) i jedno dzieło mojej trzylatki juz wisi (dla niewtajemniczonych: Kubuś Puchatek z ekipą) ;))


Gdyby któraś z Was była zainteresowana takim wieszaczkiem, chętnie wykonam, proszę o kontakt mailowy;)

Pozdrawiam dziś...bardzo kolorowo.. i życzę Wam dużo słońca i dobrej energii ;)

sobota, 10 kwietnia 2010



Kolejny dowód na to, że trzeba się cieszyć każdym dniem... każdy dzień życia traktować wyjątkowo, celebrować każdą chwilę... życie jest tak ulotne... :(

czwartek, 8 kwietnia 2010

Wspomnienia i babcine czapuchny

Przeglądałam dziś rano zagraniczne blogi krawieckie.
Ileż tu w internecie zdolnych kobiet...
Natrafiłam na blog, którego prowadzi babeczka szyjąca ubrania i dodatki dla dzieci. Przeżyłam prawdziwy szok!! Efekty Jej pracy są wprost niesamowite... Wspaniale łączy różnorodne wzory tkanin i pięknie je dobiera kolorystycznie. Ach... zobaczcie same: http://www.beatesbunter.blogspot.com/
I tak przy okazji przeglądania owego bloga naszły mnie wspomnienia. Zobaczyłam zdjęcie ubranka z motywem jelonków i przypomniałam sobie, że jako mała dziewczynka byłam szczęśliwą posiadaczką spodenek i bluzeczki w kolorze pomarańczy z wyhaftowanymi przez mamę jelonkami ;D
Dziwne, jak bardzo w pamięci zapadają pewne detale...
Pamiętam niektóre ubrania z przedszkola, choć wcale nie mam ich na żadnych fotografiach. Mam przed oczami dwie pary pieknych podkolanówek, z których jedne były zdobione motywem kwiatowym, drugie - owocowym. Pamiętam złote kolczyki w kształcie księżyca, które się niestety w przedszkolu powyginały... pamiętam również ulubioną czerwoną spódniczkę w drobną łączkę.. była zakładana kopertowo, a do zawiązania służyła biała wstążka...
Niesamowite... ;)
Zadziwia mnie też zawsze zjawisko pamięci zapachów czy melodii... Czasem, gdy idę ulicą, czuję woń, która przypomina mi konkretną sytuację. Na przykład czasem czuję perfumy podobne do dawnej "Extasy" i od razu widzę wycinek z dzieciństwa- siedzę na dywanie i bawię się lalkami...widzę nawet w którym kącie pokoju...widzę kolory ubranek dla lali... Niewątpliwie wówczas czułam woń tych perfum. Albo inny przykład. Czuję zapach "Być może.Paryż", może pamiętacie taką wodę w malutkim flakoniku. I wyobrażam sobie jak w pewną piekną, letnią niedzielę Bożego Ciała, stoję koło eleganckiej mamy na zielonej trawie przed kościołem. Trwa msza; potem idziemy z procesją. Idzie też mój Brat i tato. Później przenoszę się na spacer po ruinach zamku, widzę kwitnący bez i mamę, idącą tuż obok. Mama używała tych perfum...
Często też melodia coś mi przypomina. Zawsze gdy słyszę Ace of Bace widzę, jak jako nastolatka siedzę w pokoju na łóżku przy nikłym świetle lampki biurkowej, obok siedzi mój śp.Brat, bawię się przerzucając w dłoniach tęczową sprężynę...(pamiętacie je??), na biurku leżą pyszne ciastka z marmoladą, a mama w pokoju obok prowadzi dla znajomych spotkanie z Amway'a... Kiedy zaś słyszę "The Final Countdown" przenoszę się w lata dzieciństwa, w pobliże domu z płonącym dachem... Był to dom sąsiadujący z miejscem zamieszkania mojej psiapsiółki, a ja bałam się wówczas, że coś jej się stanie:( Musiałam wtedy gdzieś słyszeć ten utwór, bo tak mi przypomina o tej sytuacji...
Najdziwniejsza jest dla mnie żywość owych wspomnień i dokładność skojarzeń. Poczuję zapach i od razu niczym ekran rozwija się przede mną obraz sytuacji z dokładnym odzwierciedleniem wielu szczegółów...
Czy Wy też tak macie...? Napiszcie kochane. Ciekawa jestem Waszych spostrzeżeń...


Poniżej prezentuję wytwory zręcznych dłoni mojej mamy, która, choć pozbawiona od dzieciństwa palców prawej dłoni, wyczynia prawdziwe cuda... Odkąd urodziła się Jula, kochana babunia dzierga coś co chwilę dla swej księżniczki;) A takich czapuniek mam całą wielką kolekcję, gdyż osobiście je ubóstwiam!! (gdyby któraś z Was chciała zamówić jakąś dla malucha... proszę mailować). Od jakiegoś czasu sama ozdabiam czapeczki różnościami. W tym roku w Wielkanoc niuńka wystąpiła w brązowej, do której doszyłam wełnianego kwiata ozdobionego wcześniej guzikiem i słodką wstążeczką (zdjęcia ostatnie) ;)



Piszcie słoneczka... a ja przesyłam słoneczne, wspominkowe buziole;))

środa, 7 kwietnia 2010

Biblioteczka...

Odetchnęłam troszeczkę.
W końcu zrobiłam swoją biblioteczkę, czy... może raczej "kącik czytelniczy" ;)

Na półkach znalazło się miejsce dla wielu książek, jednak musiałam przesegregować je pod względem kolorystycznym... Tak, tak już mam, że u mnie wszystko musi ze sobą wizualnie harmonizować, współgrać... Gdy coś robię, muszę być usatysfakcjonowana stuprocentowo, inaczej - będę krążyć wokół danej rzeczy i kombinować tak długo, aż osiągnę zamierzony efekt;)
W kąciku znalazło się miejsce dla naszego obdrapanego i postrzępionego "Pana Tadeusza" z 1954r. Niektórzy się dziwią na widok wyeksponowanego starocia, ja natomiast napawam się jego widokiem, bo kocham to, co ma duszę, co jest podniszczone i ze smutkiem prosi o moje zainteresowanie...
Oczywiście brakuje mi jeszcze kilku drobiazgów, które mogłabym postawić obok książek, np. świeczników, ramek czy gipsowych ozdób... ale myślę, że gdy wpadnie jakiś grosz, to czegoś jeszcze poszukam... Lubię rustykalne dodatki. Mam ich już dość sporo, jednak bez nich nie czułabym się w swoim domu tak dobrze. Ciągle coś wyszukuję, dokupuję, zawieszam... Kiedyś wczesnym rankiem, popijając w łóżku kawę, powiedziałam mężowi, że przydałoby się coś zawiesić nad lustrem przy drzwiach balkonowych. M. na to: "ojej!! moja kochana żona zauważyła 30cm wolnej ściany!! i już musi tam coś wcisnąć..." ;) Kolega za to niedawno po wizycie u mnie stwierdził, iż mam dar do upychania mebli i dodatków ;D Cóż, cała ja...

Wracając do tematu... Przeglądając fotografie wnętrz, szczególnie francuskich, kilka razy natknęłam się na stare tablice z napisami, to w kuchni, to nad wejściem... Podoba mi się bardzo tego rodzaju "ozdoba", szczególnie zaś jej surowość. Postanowiłam i dla siebie takową wykonać.
Do jej wykonania wykorzystałam starą deskę, pochodzącą z babcinego stojaka na buty. Pomalowałam ją akrylem, stosując rózne odcienie brązu, by uzyskać efekt niedbałości. Na końcu namalowałam napis "moja biblioteka" (fr.), a wokół niego delikatną rameczkę.
Tabliczka na razie stoi oparta o ścianę, ale niedługo zawiśnie na ścianie w tym samym miejscu.
Zawiesiłam też w końcu fotografie, które zamówiłam już dawno... Wyglądają cudnie, szczególnie wówczas, gdy przejedzie pociąg (ściany troszkę drgają) i każda przekrzywia się w inną stronę... ;)





Ściskam!! ;)

Udostępnij