wtorek, 30 marca 2010

Wiosna wiosna... ;)

Chciałabym serdecznie powitać nowe "obserwatorki" ;) Miło mi, że do mnie zaglądacie...
Wam dedykuję tę oto wiosenną galerię;)
Dodam, że zdjęcia robiłam na działeczce teściów...

A tu aranżacja wiosenna, wykonana przez dziewczynę pracującą w kwiaciarni, dla której robiłam mebelki...

Pozdrawiam!!

poniedziałek, 29 marca 2010

Witajcie...
Obraziłam się ostatnio na swój komputer. Zrobił mi psikusa. Napisałam bardzo długiego posta, który - nie wiadomo jak - przed samym opublikowaniem został skasowany :/ Omijałam więc przez kilka dni mój sprzęt szerokim łukiem.
A chciałam Wam zaprezentować moje ostatnie nabytki, gdyż jakiś czas temu buszowałam w czaczowej klamociarni;) Nie przeszkadzała mi ulewa. Nawet mogłabym rzec, że zachęcała do spokojnych spacerów pośrodku namiotów, w których zadaszenia dudniły rozszalałe krople...
Niemożliwością byłoby wrócić do domu z pustymi rękoma. Zakupiłam trochę drobiazgów (które pokażę już niedługo), a z większych rzeczy sekretarz, który obecnie czeka na lifting;) i trzy lampy. Tak, trzy. Ale to nie dlatego, że mam manię na punkcie metalu łączonego z drewnem;) Jedną zakupiłam do kuchni, gdzie dotychczas wisiał kinkiet z 1 żarówką (stanowczo za słabe światło), drugą dla mamy, natomiast trzecią...hmm.. cóż.. coś jeszcze wymyślę;))
Lampa kuchenna prezentuje się świetnie. Wymagała odrobiny szlifu, tylko te żarówki energooszczędne są nienajszczęśliwsze... ale wyjścia nie było, bo świecowych "głową w dół" nie powieszę. Jednak światło lampy jeszcze bardziej ociepliło moją kuchnię, zdaje się przez to, że jest ulokowane niżej.
Zrobiłam kilka zdjęć kuchni, bo nieco się tu zmieniło. Nie tylko zmieniłam lampę, ale też - w końcu!! - odnowiłam stół;) Pomalowałam go szarym akrylem, blat natomiast przetarłam do białego drewna i zabejcowałam. Nie obyło się bez drobnych niedogodności... :/
Otóż polakierowałam blat stołu, który miał schnąć 16h. Zależało mi na czasie, gdyż następnego dnia późnym popołudniem miałam się spotkać z niedawno poznaną sąsiadką, która na codzień mieszka w Londynie. Zaznaczę, że to kobietka starsza ode mnie, przesympatyczna i z ogromnym poczuciem smaku, toteż zależało mi na tym, by na czas naszego kawowego spotknia stworzyć wspaniały klimat...
Hmm...
Ciężko było z tym stołem. Najpierw problem stanowił zapach bejcy, który w nocy stał się nie do zniesienia, w związku z czym ja (okropny zmarźluch) musiałam mieć przez całą noc szeroko otwarty balkon. Spałam zaledwie 3 godzinki. Następnie nazajutrz okazało się, że blat nie schnie... Zmartwiło mnie to, bo zamierzałam ładnie zaaranżować stół. Umówiona byłam na 17-stą.
Uspokoiłam się, gdy około 15:00 zauważyłam, że blat jest całkiem suchutki. Położyłam obrus... sprawdziłam po kilkunastu minutach i ze spokojem stwierdziłam, iż się nie przykleił;)
Wszystko co zaplanowałam się udało. Nawet z porządkami zdążyłam, bo mycia było sporo po szlifowaniu stołu...
Przed 17-tą zapaliłam świece, włączyłam muzyczkę... Chciałam, by mój gość czuł się jak najlepiej.
Wszystko było wspaniale. Poza jednym szczegółem.
Po kilkudziesięciu minutach pogaduch moja sąsiadka...przykleiła się do blatu.....
;)


Powyżej irysy, którymi uraczył mnie mój mąż, zupełnie bezokazjonalnie, co mi się baaardzo spodobało...;)

Cóż, mimo wszystko spotkanie przy kawce było bardzo miłe;)
Ściskam wiesennie!!

niedziela, 21 marca 2010

Ukochane chwile...


Witam niedzielnie...

Lubię czasem zapomnieć. Zapomnieć o całym świecie i... po prostu zatracić się w ulubionych nutach i miłej lekturze.
Słucham "Piano jazz"... Wspaniała składanka. Słuchając tych utworów przy szklaneczce aromatycznej kawy, w swoim domu czuję się tak... luksusowo;)
Czarują mnie zawsze wnętrza Almi Decor. Są wytworne, nieco wręcz niedostępne. Ale bardzo eleganckie. Tam często słyszę jazz, do tego to subtelne oświetlenie... Cóż, nic dziwnego, że za każdym razem wychodzę zaczarowana... ;)
Chciałam w swoim domu uzyskać choć namiastkę tej ekskluzywności. Jeszcze trochę przede mną, gdyż nie zrealizowałam jeszcze wszystkich swoich "urządzaniowych" planów... Lecz muszę przyznać, że czuję się u siebie coraz lepiej;) (mieszkam zaledwie dwa lata, więc to jeszcze okres adaptacyjny, tak myślę).
Ulubiona lektura... hmm.. oczywiście - czasopisma wnętrzarskie. Szczególnie zaś upodobałam sobie Werandę, którą czytam od ponad roku. Wiele w niej pięknych wnętrz, z których większość to wielkie rezydencje.
Przyznam Wam się szczerze, choć może nieco odważnie, że tak po cichuteńku marzy mi się mieć swój artykuł w tym piśmie... ;) Nie jednak dla jakiejś popularności czy innej korzyści. Marzę o tym, by na łamach tak poczytnego i eleganckiego czasopisma pokazać innym, że można mieszkać wytwornie i przyjemnie w maleńkim mieszkaniu;) Często spotykam się z ludźmi przekonanymi, iż im większe lokum, tym lepiej. Owszem, miło mieć przestrzeń. Jednak mieszkanie w niewielkim metrażu też może być wspaniałe... Od początku urządzania domu odrzucałam tradycyjne zasady - jasne ściany i meble, mało dodatków, ogólna oszczędność w formie. Łamałam te zasady bezczelnie. Stosowałam w mieszkaniu to, co mnie się osobiście podoba. W efekcie powstały kąty, z których nie chce się ruszać... ;)
Zafascynowana byłam artykułem na temat mieszkania w Sopocie. Dom urządzony niczym zameczek. Coś wspaniałego!! Niebanalne pomysły, poczucie smaku... Mieszkanie stało się naturalnie jednym ze wzorów do naśladowania. I stąd zapewne ta myśl o swoim artykule... ;)
Przypomniała mi się jedna sytuacja...
Jakiś czas temu moja przemiła sąsiadka zapytała, czy mogłaby przyprowadzić do nas na moment swoich znajomych, którzy chcą kupić mieszkanie, jednak z powodu małej zdolności kredytowej mogliby sobie pozwolić jedynie na 39m w naszej dzielnicy (jest tu dość drogo). Młodzi załamani, przerażeni perspektywą "gnieżdżenia się" w takim maleństwie. Dodam,że dzidzia w drodze;) Sąsiadka chciała pokazać im jak można się urządzić na 42m ;) Miło mnie zaskoczyła, oczywiście się zgodziłam. Małżeństwo przyszło kilka dni później. Wiecie jaka była ich reakcja...?
"Ooooooooooooo, jakie wielkie!!" ;D
Śmiać mi się chciało, bo gdyby ktoś nie widział a słyszał, to pomyślałby niewątpliwie, że mieszkanie ma ze 100m;)
Ale było mi przyjemnie. Tym bardziej urosłam, gdy sąsiadka powiedziała mi po wizycie, że ludzie ci stwierdzili, iż od razu widać, że mieszkanie urządziła artystka;)
Za artystkę się nie uważam, jednak dumna jestem z tego, że coś tam jednak potrafię... ;)
Śmiałe mam marzenia, prawda...? ;) Cóż tam... i tak uważam, że marzenia mieć trzeba!!

Pozdrawiam wiosennie... ;)

piątek, 12 marca 2010

Co za pogoda... ;(
Zajrzałam dziś do Iki, która napisała na swoim blogu, że ogarnęła ją niemoc i niechęć. Doskonale to rozumiem, mam to samo. Błąkam się po domu zamierzając coś zrobić, lecz na zamierzeniach się kończy:/ Ostatnio odebrałam z pobliskiej galerii zdjęcia członków rodziny w pieknych ramach (robione na zamówienie). Tak się nie mogłam ich doczekać, tak chciałam je już powiesić na ścianie!! I co...? Leżą w gazetniku. Czekają aż zrobię biblioteczkę, a ta się też nie chce zrobić hmm... Do domu nikogo nie wpuszczam, bo wszędzie pałętają się dechy na półki biblioteczne, skrzynki z narzędziami itp. No nie mogę się zebrać i tyle.

W zeszłym tygodniu, gdy byłam w Czaczu (chyba dobrze wymawiam...), wypatrzyłam fajną lampę do kuchni. Nie była zbyt tania jak na staroć, bo kosztowała 120zł. To mnie trochę zniechęciło do zakupu, a teraz żałuję;D Obecnie w mojej kuchni wisi na suficie kinkiet, z którego zdjęłam szybkę, bo za ciemno było.
Planowaliśmy jeszcze jeden wypad do Czacza, tym razem jednak taki konkretny. Ostatnio bowiem zajechaliśmy po raz pierwszy i w drodze do Poznania. Powiem Wam, że nie za dobrze mi się tam chodziło w obcasach i skórzanej kurteczce;) Dzięki temu między innymi w chwili obecnej siedzę zakatarzona, z obolałym gardłem. Genialna jestem po prostu;/
Tam trzeba po prostu jechać na sportowo, bardzo ciepło ubranym. Myślę, że się jeszcze wybiorę...

Dziękuję Wam wszystkim za odwiedziny i miłe komentarze. Zostawiajcie proszę jakiś ślad, gdyż miło mi będzie poznać tych, którzy do mnie zaglądają;)

Pozdrawiam Was weekendowo!!

wtorek, 9 marca 2010

Sesja z kwiaciarni;)

Witam Was serdecznie.
Wypoczęta i radosna z powodu pierwszych promyków słońca zasiadam do pisania.
Otwarto już kwiaciarnię, w której można obejrzeć moje mebelki;) Szczerze się zdumiałam, gdy ujrzałam aranżacje. Właścicielka zrobiła z lokalu prawdziwe cudeńko.
Przede mną jeszcze trochę pracy, gdyż zobowiązałam się wykonać jeszcze kilka elementów dekoracyjnych. Dziś zabieram się do pracy.
Szafę już prezentowałam. Teraz chciałabym Wam pokazać komodę oraz drzwiczki, które zawisły w przejściu do dalszych zakamarków sklepu.
Na poczatku zdjęcie komody zanim się do niej dorwałam;)



A oto gotowe mebelki, którym pięknej oprawy dostarczyły urocze drobiazgi...















Serdecznie pozdrawiam wszystkich gości;)

wtorek, 2 marca 2010

Witajcie kochane...
Długo mnie znów nie było, wiem... Zaniedbuję się ostatnio z pisaniem postów, co spowodowane jest dość dużą ilością obowiązków i nadrabianiem zaległości.
Mebelki już ukończone. Otwarcie kwiaciarni planowane jest na piątek. Niestety mnie w ten weekend w domku nie będzie, gdyż wybieram się na kilka dni do Poznania. Wyjazd jutro rano, więc dziś od rana będę pewnie przerzucać sterty ubrań do prasowania (nie żeby tylko moich, córcia jeszcze jest, prawda...? ;) ). Mąż się śmieje, że pakuję się w walizkę, lecz cóż... wyobrażacie sobie, by dwie kobietki zapakowały się w małą torbę...? Gdzie kosmetyki, bielizna, paputki itp.? Hmm... Ja się tylko zastanawiam jak ja się zapakuję, gdy Jula dorośnie?? Cóż, być może do tego czasu zmienimy autko na kombi :D
Po drodze planuję zajrzeć do Czacza. Wiele o nim słyszałam i sama się sobie dziwię że ja-miłośniczka tego, co sfatygowane, jeszcze tam nie buszowałam!! A poszukuję znów witrynki do przerobienia;)
Poniżej migawki z tego, co znów zmalowałam (w kwiaciarni). Więcej, jak już wspomniałam, pokażę po zaaranżowaniu mebelków.

A to zdjęcie dedykuję zaglądającej do mnie Lineczce;)

Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających i życzę - choć dość wcześnie - miłego weekendu!! ;)

Udostępnij