czwartek, 26 sierpnia 2010

Mieszkanko mamy...

Witam Was serdecznie;)
Zgodnie z obietnicą zamieszczam zdjęcia z mieszkania mamy po remoncie. Niestety nie znalazłam fotografii "sprzed" ( na każdej ktoś coś zasłania..). Opiszę pokrótce jak wnętrza wyglądały przed remontem.
Otóż kuchnia pomalowana była szpitalno-zieloną olejną farbą. Stały w niej baaardzo stare szafeczki, białe (czy może ecru, bo pożółkłe;) ), na zewnątrz zdobiły je plastikowe, pomarańczowe pojemniki na mąki itp. Nadrzędnym więc założeniem podczas odnowy kuchni było "żadnych plastików". Okno, które widać na zdjęciu poniżej było malowane białą farbą olejną, a warstw było tyle, że mama moja która to to skrobała miała już w nocy senne koszmary... Nawet pan podłączający gaz się dziwił.. okazało się bowiem, iż dzielna mamusia jest jedyną w bloku osobą, która podjęła się renowacji okna (inni mieszkańcy po prostu się go pozbyli).
Co do pokoju, stał w nim nijaki segment, mnóstwo jakichś foteli, puf... tzn. nie było ich mnóstwo.. po dwa w zasadzie, ale wrażenie sprawiały jakby ich było więcej. Właściwie to wszystkiego było za dużo - obrazki, obrazeczki, kwiatki tu i ówdzie, sztuczne w dodatku (ale takie stare sztuczne, bo współczesne doskonale udają żywe rośliny), i caaała masa porcelanowych bibelotów ;D Zawsze podziwiałyśmy z mamą śp.babcię, która ze stoickim spokojem wycierała z drobiazgów kurze... ;)
Ach, naturalnie na ścianie była tapeta, żółta w dodatku, w jakieś wzorki.
Przedpokój zastawiony był szafą, która rozeszła się pod wpływem jednego kopnięcia mojego M. ;)
Ogólnie rzecz biorąc wszystko było ciemne, pozastawiane, pomieszane.. Mieszkanie maleńkie, kuchenka tym bardziej, jednak udało się co nieco zdziałać. Nie zrobiłam jeszcze zdjecia kuchni czy pokoju w całej okazałości, gdyż podczas sesji w mieszkaniu było jeszcze mnóstwo szpachelek, farb, folii itp. W pokoju dziennym natomiast brakowało ławy i sofy. Ale myślę, że kiedyś jeszcze pstryknę;)


Tu chciałabym zwrócić uwagę na firaneczkę, którą mama wydziergała na szydełku. W dodatku to jej projekt.. według mnie jest przecudna..




Co do kuchennych mebelków...
Dolne zamówiliśmy w BRW, natomiast wieszanie czegokolwiek dużego na ścianie odradziłam mamie, by nie pomniejszać kuchni. Powiesiłyśmy jedynie szafeczkę narożną, wyszperaną w ulubionym sklepie z antykami. Półki natomiast zrobiłam ze ścinków starej deski i metalowych wsporników..


Poniżej rzut na córciowy zegar;)
(właśnie zauważyłam to coś na środku blatu stołu.. wygląda jak mały lampionik, a to pojemniczek z farbą;) )








Reling, który widać na zdjęciu poniżej to taki kasiowy wymysł.. Z mojej weneckiej półeczki już jakiś czas temu zdjęłam drążek z haczykami, do tej pory leżał więc zakurzony za komodą. Pomyślałam, że można go wykorzystać w kuchni, pomalowałam więc jedną z desek na kolor złamanej bieli i na wsporniki założyłam niepotrzebny dotychczas element..



A tutaj efekt szperań mojej mamy :D Jestem pewna, że to po niej odziedziczyłam zamiłowanie do buszowania w starociach..




Przez okienko widać kredens, który również przywędrował do mamy ze sklepu z antykami.
Niżej natomiast efekt pracy zdolnych, kwiaciarnianych rączek;)



Kiedy zamieściłam fotografie wykonanego przeze mnie zegara pisałam, ze do kompletu wykonałam obrazki. Powiesiłam je nad starą, przywiezioną niegdyś przez śp.babcię z Francji półeczki na przyprawy..



Tu z kolei doniczki, które wynalazłam w ulubionej galerii..

Jeszcze lampa przytargana z Czacza...

.. i zegar przytargany ze sklepu..
(widziałam tę przerażoną minę mamy, gdy jej go przyniosłam;) ale już się przyzwyczaja do zegara-giganta)


W maleńkim mieszkanku znalazło się miejsce na nowe meble, dekoracje, ale też jest kawałek przestrzeni dla sentymentalnych drobiazgów. Jednym z nich jest święty obrazek po mojej babci. Obrazek, który podarował Jej podczas wojny pewien młodzieniec, zakochany i pełen nadziei, że do Niej wróci. Niestety, żołnierz nie przeżył. Pamięć jednak żyje, a obrazek mieszka nadal u mamy... ;)
To tyle na temat mamusinego domu.
Kolejny post - mam nadzieję - poświęcę temu, co ostatnio wymalowałam.
Kochani, jeszcze słówko o romantycznym weekendzie, na który zaprosił mnie mój M.
To było coś wspaniałego.. Byłam przekonana, że zostanę zabrana do jakiegoś przytulnego pensjonatu i spędzę przyjemne chwile spacerując po górach i popijając chłodnym wieczorem winko. Wszystko jednak przeszło moje oczekiwania. Mąż zaprosił mnie do pałacyku ze SPA... Nie spodziewałam się. Było cudownie, magicznie. Orientalne zabiegi, pełen relaks, kolacja przy świecach i płatkach róż... Do domu wróciłam odprężona, wygładzona;) i niezmiernie szczęśliwa z powodu posiadania Takiego męża... :))
Dla głodnych wnętrzarskich wrażeń link do pałacyku: www.palacmargot.pl
Rozmarzyłam się... ;)
Zapraszam Was kochani nadal do mojego Candy.
Pozdrawiam bardzo, bardzo ciepluchno!!

15 komentarzy:

  1. Witaj!
    Wczytując się w opis pierwotnego stanu kuchni, zmiany są duże i z pewnością zauważalne. Firaneczka efektowna (widziałabym taka u siebie w kuchni).
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. firaneczka cuuuudna, całość fajnie zaaranżowana. Bedzie się tu miło mieszkać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Naprawdę wielką sztuką jest w praktyczny i funkcjonalny, a jednocześnie gustowny sposób urządzić małe mieszkanie. Gratuluję.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne jest to oskrobane okno miedzy pokojem dla kuchni, zuch mama!
    Dla zrobienia wiekszego wrazenia wstawilabym jakies stare zdjecie (najwyzej zaslon twarz osoby zaslaniajacej). Piekan kuchnia, lampa z czacza, półeczki :)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kuchnia prezentuje się bardzo fajnie, jest tak przytulnie i sielsko:)
    Zazdroszczę takiego weekendu! świetna sprawa!

    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Kuchnia Mamy piękna, z klimatem :) Gratuluję osiągniętego efektu :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. kuchenka mimo iż malutka to niezwykle klimatyczna ja też mam maleńką kuchnię co dopiero wyremontowaną:). Cudnie zaaranżowałyście półeczki i cały jej wystrój- wspaniale!. A teraz z chęcią zapraszam do swojej kucheneczki:)
    Miłego dnia!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Kasiu, bardzo ładnie się prezentuje mieszkanie Mamy :)
    Te półeczki z odzysku i okno między kuchnią a pokojem to moi faworyci ;)
    A firaneczka jest cudna.
    Pozdrawiam i zazdroszczę tego pobytu w SPA.

    OdpowiedzUsuń
  9. Firanka cudaśna!
    kuchnia gustowana:) czy okno wychodzi na pokój??:)

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Majstersztyk z tym mieszkankiem Mamy..wiem jak trudno czasami wytłumaczyć, ze niektóre rzeczy można schować albo się ich pozbyć.. gratuluję mieszkano wygląda super..a tego weekendu w SPA to normalnie Ci zazdroszczę.. czy nie mógłby Twój Mąż podpowiedzieć mojemu o takich pomysłach ;) ?

    OdpowiedzUsuń
  11. To cenna rada, jak nie zatłoczyć małej kuchni - półeczki są w sam raz. Kryją tyle drobiazgów a jednak w pełni harmonizują ze sobą. Firanka godna podziwu. Ciekawa jest też historia obrazka, którą przytoczyłaś - warto przechowywać takie skarby. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  12. To się kobitki napracowałyście. ...ale metamorfoza mieszkania warta była potu. Zresztą Ty mocarz jesteś jak jednym kopem szafę załatwiasz ;)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo podoba mi się w kuchni Twojej mamy.Lubię wszelkiej masci półeczki!
    Piękne zegary! I lampa!!!
    I podoba mi się firaneczka!
    Pozdarwiam

    OdpowiedzUsuń
  14. kuchnia choć malutka prezentuje się bardzo klimatycznie i cieplutko, półeczki szare to świetny pomysł!...a weekendu zazdroszczę!pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję Ci za poświęcony czas... :)

Udostępnij