środa, 30 września 2009

Hmm... :/


Coraz częściej słyszę i czytam, że banki teraz niechętnie dają kredyty na ziemię bądź domy na wsi. Mnie kobieta w banku poinformowała, że z przeniesieniem hipoteki nie powinno być problemu, wystarczy nadpłacić kredyt i będzie ok. Wiedziała, że to dom na wsi. Teraz okazuje się, że szanse są marne. Władowaliśmy się w koszmarne koszty i może się okazać, że na darmo. Jeśli tak się stanie, będę zmuszona złożyć na kobietę skargę za to, że mnie wprowadziła w błąd :(

Dziś rano bylismy odebrać drzewo w lesie. Musieliśmy je już opłacić i wziąć, bo czeka się na nie 2 miesiące... Pani właścicielka (domu, o który się staramy) zaprosiła nas na kawkę. Na dworze zimnica, a tu w piecu sie paliło.................... Tak bardzo się martwię...

Płakać mi się chce... :((((

wtorek, 29 września 2009

Próbuję zająć sobie czymś czas i nie myśleć za dużo...


Dziś rano postanowiłam zabrać się za porządki. Ostatnio trochę się nagromadziło tego wszystkiego... a chęci do sprzątania też nie było, bo myślałam wciąż o przeprowadzce. Uznałam, że skoro mnie to zaraz czeka, nie ma sensu się wysilać, w końcu przeprowadzka to jeden wielki bałagan... .

Wczoraj zupełnie opadłam z sił i zachwiała się moja nadzieja, że wszystko pójdzie jak po maśle :( Dlatego dziś rano zabrałam się ostro do pracy. W rogu pokoju stała góra mebelków przeze mnie pomalowanych, postanowiłam ją umiejscowić na odpowiednich miejscach, by już nie patrzeć na ten rozgardiasz... Powiesiłam witrynkę, ustawiłam ławeczkę w pokoju dziennym, powiesiłam apteczkę i wstawiłam do pokoju córci niciak. Sprawdził się jako stolik pod monitor.

Myślałam, że nie będę już ustawiać tych mebli, bo zaraz i tak je będę pakować. Jednak postanowiłam to zrobić... może dlatego, by nie mieć potem pretensji do świata że nie dość że domu nie będę mieć to jeszcze z takim bałaganem zostaję...

Bardzo mi na tej zamianie zależy. Właściciele to starsze małżeństwo. Sympatyczni i życzliwi ludzie (przynajmniej dotychczas...). Też mają dość tego czekania, chcieliby już móc zamieszkać w naszym mieszkaniu, bo od miesiąca są już spakowani !! (z powodu nieudanej transakcji z poprzednim kupcem). Niestety do poniedziałku trzeba czekać.

Denerwuje mnie (choć to delikatnie powiedziane) że wszystko zależy od ludzi, którzy często mają w nosie czyjeś losy i działają z reguły we własnym interesie... Nie znają szczegółowo nas i naszej sytuacji. Nie wiedzą, że jesteśmy młodym małżeństwem, które po prostu chce realizować swoje marzenia................................... :(

poniedziałek, 28 września 2009

:( .......................................


Nie ma jeszcze decyzji.

Co gorsza, dowiedziałam się, że nasza sytuacja jest specyficzna i muszą ją zinterpretować prawnik, analityk i rzeczoznawca majątkowy w Warszawie :/ Tak więc nasz los leży w rękach dyrekcji banku, przy czym szanse na zgodę na przeniesienie hipoteki są 50/50...........

Kilka ostatnich dni żyłam nadzieją, że dziś się wszystkiego dowiem, że będę mogła w końcu zająć się pakowaniem rzeczy, a tu.... następny tydzień trzeba czekać a i pakować się nie ma co, bo może z tego nic nie wyjdzie...................... :(((

niedziela, 27 września 2009

Jeszcze trochę........



Moja cierpliwość jest na skraju wyczerpania... Ciagle czekamy na decyzję banku odnośnie przeniesienia hipoteki. Od tej decyzji zależy, czy nabędziemy domek.


Dom jest niewielki, stary, poniemiecki. Jest w kiepskim stanie, ale myslę, że wszystko da się zrobić. Najbardziej spodobała mi się ziemia, oraz lokalizacja. Lubię "wiejskie klimaty" więc zamarzyłam o takim właśnie domu. Szczęściem jest dla mnie, że i mojemu mężowi to odpowiada ;)


Jutro lecę do banku (swoją drogą kobieta z banku ma mnie już chyba dość...;) ). Zobaczymy, czy już coś wiadomo. Bo jeśli przyszłaby decyzja - możemy zacząć przeprowadzkę.


No więc czekam do jutra.............. :/


Na pocieszenie oglądam wciąż zdjęcia domów i wnętrz, które stanowią dla mnie inspirację.....


Bardzo lubię domki z nutką tajemniczości, tak zwane domy z duszą :) Dlatego odpowiada mi pomysł nabycia starego domku.
Zapewne gdybym była osobą ceniącą perfekcjonizm we wnętrzu - nie uległabym takiej pokusie ;) Mnie jednak obdrapane ściany nie przerażają... Bardzo lubię oglądać wnętrza francuskie i angielskie, choć te drugie nie wszystkie. Nie lubię przesytu rzeczy eleganckich i ozdobnych. Nie żebym nie lubiła bibelotów (moi znajomi wiedzą, że je kocham, oj taaak... ;) ), natomiast wszystko musi u mnie być "wyważone".

O tym, co robię...

Być może przesadnie nazywam to co robię "twórczością"... Piszę "przesadnie", bo nie jestem artystką z wykształcenia. Nie posiadam więc wiedzy fachowej dotyczącej dziedziny malarstwa. Zamiłowanie do torzenia odziedziczyłam po ojcu,który przepieknie malował, rzeźbił i projektował, i po - jak się ostatnio dowiedziałam - dziadku, który słynął we wsi ze swych wspaniałych artystycznych wyrobów :)
Do malowania mam pewien sentyment. Wychowałam się praktycznie bez ojca, to znaczy był przy mnie, lecz mało dobrego zaznałam z jego strony. Cieszę się jednak, że tak jak on kocham tworzyć i że choć tyle od niego "dostałam"... ;))
powyżej obrazek wykonany na zamówienie dla mojej kosmetyczki - Ewelinki :)

ten wykonałam dla sąsiadki Asi - z przeznaczeniem do przedpokoju...
ten wymalowałam trzy dni temu...
ten namalowałam z wykorzystaniem techniki decoupage'u...
a to mój pierwszy wieszaczek :)

Oto początki mojej przygody z twórczością rustykalną...
Kiedy kończyłam w Gdańsku kurs artystycznego zdobienia ścian usłyszałam od dziewczyn prowadzących, że to, co powinnam wykonywać, to właśnie dekoracje w stylu retro i w stylu wiejskim... Wzięłam sobie to do serca ;) Od paru lat maluję na ścianach hobbystycznie, jednak zastanawiam się nad założeniem firmy. Na tym blogu będę zamieszczać efekty mojej pracy i wdzięczna będę za komentarze i...chciałabym znać zdanie innych odnośnie tego, czy mogłabym "startować z interesem" ;)

ten obrazek wykonałam jako pierwszy... Na poczatku miał błyszczące wykończenie, jednak przeszkadzało mi, że tak bardzo odbijał światło, więc zabezpieczyłam matowym preparatem...

Styl, który lubię...


Interesują mnie wnętrza w stylu retro, wnętrza wiejskie, prowansalskie, toskańskie. Uwielbiam dzikie ogrody z zacisznymi zakątkami. Ujmują mnie domy naznaczone upływem czasu i te, w których panuje taki klimat, że od razu weszłabym tam by wypić łyk aromatycznej kawy bądź pysznego wina...

Dom

Zaczęliśmy załatwiać formalności związane z nabyciem domu. Ostatnio przez to żyję w ciągłym stresie zastanawiając się czy wszystko się uda. Pewnych procedur nie idzie przeskoczyć. Na decyzję banku mamy czekać jeszcze około trzech tygodni. Zaczynam "przejadać" stres i pochłaniam ogromne ilości słodyczy. Mam nadzieję, że do momentu decyzji nie przytyję tyle, by nie zmieścić się w drzwiach... ;)

O mojej obecnej sytuacji.............


Obecnie ja i moja rodzinka mieszkamy w mieście. Zawsze wydawało mi się, że chcę być "mieszczuchem". Tyle że to było kiedy byłam nastolatką i mieszkałam na wsi ;) Jednak przyszedł czas, gdy zaczął mi przeszkadzać ciągły pęd, chałas i ogrom z pozoru niepozałatwianych spraw...
Niedużo ponad rok temu postanowiliśmy z mężem odciąć pępowinkę :) i opuścić mieszkanie teściów. Nabyliśmy małe mieszkanko w pięknej dzielnicy miasta. Nie jest źle, ale czasem brakuje nam trochę przestrzeni. Zadaptowałam ładnie duży balkon, jednak gdzieś tam drzemało w nas pragnienie posiadania własnego, zacisznego, zdziczałego nieco ogrodu. Mąż z kolei zawsze marzył o oranżerii.
Około miesiąca temu, nie wiem dlaczego, zajrzałam na stronkę z ogłoszeniami sprzedaży nieruchomości. Wcześniej mnie to w ogóle nie interesowało, więc zdziwiłam się, że jest dość dużo domów na sprzedaż. I nagle zaczęłam marzyć... Nie o wielkim domu. Nie o nowym, luksusowym mieszkaniu. Zaczęłam marzyć o niewielkim, starym domu z duszą.
Nieśmiało podjęłam rozmowę z mężem na temat "co by było gdyby...". Zainteresowało go to. Powiedział nawet na jaką kwotę wyceniłby nasze mieszkanie.
Około dwóch dni później ponownie zajrzałam na stronę z nieruchomościami. I znalazłam.
Dom wyceniony dokładnie na taką kwotę, na jaką wycenił mąż mieszkanie. Niedaleko naszego miasta, na wsi. Dość ładna działka. Oczywiście są też zabudowania gospodarcze, ale przy większości starych domów się znajdują, więc...
Pojechaliśmy obejrzeć.
Dom nieduży. Zaadaptowany parter, dach do wymiany, pokoje dość komunistyczne (boazerie, kasetony). Brak schodów na górę. Trochę podwilgocony, ale do zrobienia. Ktoś inny załamałby się na ten widok ;)
Ja - nie wiem czy to dobrze czy źle - mam coś takiego, że gdy widzę jakieś zapuszczone pomieszczenie, zamknę oczy i nagle pojawia się wizja tego, co by powstało dzięki mojej pracy...
I tutaj to zobaczyłam. Wyczyszczony piec kaflowy. Taras ze zwisającymi nad nim gałęziami starego orzecha. Ukwiecona weranda. Mały biały domek z brunatnymi okiennicami. Wszystko jakby naznaczone czasem. Wnętrze ciepłe, tajemnicze, jednocześnie eleganckie.
Wizja jest. Oczywiście to wszystko to ogrom pieniędzy, a u nas się nie przelewa, więc realizacja tego marzenia na pewno zajmie ładnych parę lat. Dodatkowo obecnie zostałam bez pracy. Bardzo to przeżyłam...
Wiecie...wierzę w znaki. Kiedy rozstawałam się z pracą byłam kompletnie rozbita. Wszyscy mnie pocieszali, ale niewiele mi to pomogło. Jednak na pożegnanie powiedziałam sobie (też dzięki kochanej mamie) "widocznie tak miało być". Pomyślałam wtedy: jeśli dostanę na pożegnanie bukiet ze słonecznikiem (przyszło mi to na myśl, bo ubóstwiam toskańskie klimaty) to będzie to dla mnie znak, że tak ma być i że mam zająć się na poważnie założeniem własnej firmy związanej z artystycznymi usługami.
"Chcialibyśmy Pani podziękować za wspaniałą pracę".
Dostaję bukiet ze słonecznikami...

Witam...


Witam serdecznie na moim blogu.


Będę pisać trochę o sobie, trochę o swoich pasjach, o tym, co tworzę...ale i o życiu, które co jakiś czas płata mi figle... ;) Zapraszam do czytania...

Udostępnij